Siła złego na niewinnego

Królowa. Sąd. Czubki butów. Na powierzchnię wielkiego kłębowiska myśli przebijały się te trzy jaśniejsze punkty, tworząc osobliwą mantrę. Królowa. Sąd. Czubki butów. Mało epickie zakończenie mało epickiej historii. I chociaż nie miał najmniejszych powodów, aby się niepokoić, jednak przeczucie dawało zupełnie inne sygnały. Przeczucie! Jakby w tej chwili mogło się na cokolwiek zdać. Od samego początku, kiedy tylko wleciał do tej dziury, jego szósty zmysł nadawał się wyłącznie do wypchania sobie kieszeni.
"Do diabła, Feliksie! Trzęsiesz się jak jakaś osika - ofuknął go w duchu znajomy głos wiecznego optymisty. - Może i przesiadywanie w sądach to nie jest twoja ulubiona rozrywka, ale co to ma do rzeczy? Królowa przecież nagle nie wstanie i nie zaszlachtuje cię siekierą na oczach tych wszystkich stworzeń. Może i ma do ciebie uraz, ale to jest sąd. Tu się sądzi bandytów, a ona przesyła ci tylko jakieś mroczne spojrzenia. Weź się w garść!" Trzeba było przyznać, że argumenty były sensowne i dobrze ujęte. Felek przez chwilę mierzył buty taksującym spojrzeniem, po czym nieco się rozpogodził, uniósł głowę i zerknął na Królową. Tak, ciągle się na niego patrzyła, jednak zmarszczyła brwi, widząc, że tym razem chłopak wcale nie peszy się na jej widok. No a czy faktycznie było po co? Skoro nie była gorgoną, to mogła gapić się na niego do woli.
- Wzywam na salę sądową oskarżonych! - rzekła donośnym głosem Królowa, przenosząc wreszcie wzrok z Feliksa na jednego z karcianych służących, który prawdopodobnie robił za szatniarza. Pomocnik, młodzieniec o krótkich, prostych włosach i okularach na nosie, posłusznie podszedł do bocznych drzwi. Otworzył je na oścież, po czym stając z boku, powiedział:
- Wprowadzić oskarżonych!
Z sąsiedniego pomieszczenia wyszli dwaj karciani bliźniacy, na oko rówieśnicy Felka, popychani przez dwóch innych ostrymi pikami. Jeden z nich nie zdążył nawet dojść do ławy oskarżonych, kiedy rozpłakał się jak bóbr i kurczowo chwycił się brata. Drugi zrobił zaciętą minę, ale widać było, że i jemu nie było do śmiechu. Królowej wręcz przeciwnie; po incydencie z Felkiem na jej twarzy znów zagościł triumfalny uśmieszek, świadczący o tym, że tylko ona rozdaje tutaj karty. A to wcale nie była niewinna przenośnia. Bliźniacy też to wiedzieli, dlatego posłusznie dreptali do ławy oskarżonych, starając się nie rozjuszyć strażników i nie prowokować ich do użycia ostrych pik. Skupiając na sobie wzrok całej widowni, zostali wreszcie doprowadzeni na miejsce. Żołnierze stanęli po obu stronach ławy, blokując im możliwość ucieczki, a łkający bliźniak przeszedł w fazę dygotania i cichych spazmów płaczu.
- Król przeczyta teraz akt oskarżenia - ponownie zabrała głos Królowa. - Zaczynaj, mój drogi.
Feliks dopiero po tych słowach dostrzegł w cieniu tronu władczyni Krainy Czarów mniejszy tron, a na nim niskiego człowieczka z o wiele za dużą na niego koroną. Król wyglądał jak właściwy człowiek pod właściwym pantoflem, chociaż Felek wolał nie wiedzieć jak mu się żyje z taką... hm... małżonką. Monarcha pod wpływem prośby Królowej zaczął drżeć tak silnie, że nie wiadomo już było kto się bardziej boi całego procesu - bliźniak czy on. W końcu przemógł się i, rozwijając otrzymany od żony rulon z oskarżeniem, powoli zaczął czytać:
- O-oskarżonym Jedynce i Jedynce K-karo z-zarzuca się k-kradzież k-królewskiej pasty z so-osem pomidoro-owym, k-którą Jej K-królewska Mo-ość chciała sko-osztować po-odczas o-ostatniego balu. Według Jej K-królewskiej Mo-ości dwójka identycznych k-kart wyniosła po-osiłek przez k-kuchenne drzwi. Dwie go-odziny później o-odnaleziono pusty talerz. Czy o-oskarżeni mają co-oś na swo-oje usprawiedliwienie?
- Tak! Przecież to... - Bliźniak z groźniejszą miną spojrzał na Królową, jednak ta nie pozwoliła mu dojść do słowa i szybko wykorzystała okazję.
- Czyli przyznajecie się do winy?
- Nie, chciałem tylko...
- Dlaczego zatem zaprzeczasz samemu sobie? - drążyła dalej. - Najpierw mówisz "tak", potem "nie"? Chciałeś się usprawiedliwiać, a nie jesteś winny? Niewinni nie mają nic na swoje usprawiedliwienie, niewinnych się uniewinnia. Tylko złoczyńca stara się mydlić oczy sędziom i uzyskać dla siebie lżejszą karę. Na dodatek utrudniasz śledztwo przez podawanie fałszywych i sprzecznych zeznań. Ogłaszam was winnymi i skazuję na stanie się jednością ze mną! Koniec rozprawy.
Król odetchnął z ulgą i cofnął się w bezpieczny cień, a żołnierze ponownie skierowali swoją broń na braci. Zanim jednak zdołali wypchnąć ich z powrotem na korytarz, Feliks wstał z ławy. To jak to się mówiło?
- Liberum veto! - zawołał na całą salę.
Czy coś w tym stylu.
Na widowni powstało poruszenie. Ktoś ośmielił się przerwać Królowej! Ktoś nie zgodził się z jej wyrokiem! Więc to był ten przybysz? Czy on jest normalny? Tymczasem Felek miał na ten temat zupełnie inne zdanie. Wbrew szeptom i komentarzom, czuł się jak ostatni głupek. Nie, nie głupek. Szaleniec. Od razu słychać było nacisk położony na samobójcze skłonności. Stał niemal na środku sali sądowej i wygłaszał swoje zastrzeżenia co do decyzji, bądź co bądź, najwyższej władzy w Krainie. Coś, czego nie umiał nazwać ani sprecyzować, przejęło kontrolę nad jego ciałem. Ale czy musiał? Nie, nie musiał... chyba. I właśnie w tym "chyba" był cały problem.
- Liberum veto - powtórzył. - Ten proces to jedno wielkie nieporozumienie! Dlaczego nie ma świadków? Dlaczego nikt nie przydzielił Jedynkom adwokata?
- Jak to nie ma świadków? Ja jestem świadkiem. Koronnym - wyjaśniła władczym tonem Królowa, wskazując dla potwierdzenia na swoją głowę. Przez cały czas patrzyła na Feliksa z wyraźnym niezadowoleniem. Komuś o jej autorytecie nie powinno się przerywać, nawet jeśli można było widowiskowo pozbawić kogoś istnienia. - A oni są winni, więc nie przysługuje im adwokat.
- To nielogiczne - stwierdził, kręcąc głową. - Obrońcę przydziela się przed oznajmieniem wyroku. Na dodatek nie można być jednocześnie prokuratorem, sędzią i świadkiem. To sprzeczne z...
Władczyni uderzyła berłem-kranem o podest, nakazując bezwzględną ciszę, po czym uniosła się z tronu i wymierzyła swoim symbolem władzy w Felka. Wiedziała, że taka poza doskonale prezentowała ją w pełnej krasie bezwzględności oraz onieśmielała każdego przeciwnika.
- Śmiesz podważać MOJE kompetencje?
Feliks jednak nie przestraszył się demonstracyjnej pozycji. Kiedy tkwisz w czymś po uszy, nie obchodzi cię już, jak bardzo zabrudzone masz nogawki.
- Nie, kompetencje nie. Ale decyzję tak - odpowiedział.
Na widowni znów zabrzmiały ciche rozmowy i tłumione szepty. "Ile stawiasz, że jeszcze trzy razy uda mu się doprowadzić do palpitacji Królową, zanim stanie się jednością?" "Pięć marchewek." "A może uda mu się zwiać?" "E, dobrze by było, ale stara wiedźma ma przewagę liczebną. Chociaż z drugiej strony młody jest, zwinny, pyskaty. Kto wie." "To jak z zakładem?" "Doszło do siedmiu marchewek i dwóch główek kapusty." "Dobra, wchodzę." Ekscytacja niecodziennym wystąpieniem rosła tak szybko, że nawet żołnierze pilnujący oszołomionych wstawiennictwem Jedynek nie wiedzieli, czy nadal mają wykonać rozkaz władczyni, czy może pozostawić ich w spokoju, by poczekali na ponowny proces. Królowa jednak nie zamierzała pozwolić, aby jej własna straż kwestionowała odgórne polecenia po wystąpieniu jakiegoś... jakiegoś... przybłędy. Kolejny raz uderzyła berłem o podłogę i przywołała na twarzy uśmiech.
- Dobrze. Doskonale. Skoro jesteś taki wszechwiedzący - przemówiła władczyni, siadając na tronie - to może ty zostaniesz ich adwokatem?
Feliks uniósł brwi. Spodziewał się reakcji w stylu "wtrącić do lochu ze wściekłymi krokodylami!" lub w najłagodniejszej wersji "skrócić go o głowę!". Ale nie zdroworozsądkowej, chociaż mściwej propozycji. Propozycje z zasady miały co najmniej dwa wyjścia, z których przynajmniej jedno zwykle ratowało wybierającemu tyłek. Oraz statystyki.
- Pamiętaj jednak, że jeśli nie uda ci się wybronić Jedynek, to podzielisz ich los. Adwokaci broniący winnych są tak samo winni - dodała, jakby czytając w jego myślach, po czym uśmiechnęła się kpiąco. - Ciekawe czy to dlatego żaden nigdy nie decyduje się uczestniczyć w królewskim sądzie?
Więc był i haczyk. Chłopak zrozumiał, że Królowa postawiła go w sytuacji, w której odmawiając narazi się na opinię najgorszego tchórza, natomiast zgadzając się, niemal z pewnością przypieczętuje swój los jako kolejny fragment jej królewskiej jedności. I tak źle, i tak niedobrze. A jednak...
- W porządku - odparł, buntowniczo unosząc podbródek. - Jestem do usług. Może żaden ze mnie profesjonalista, ale zawsze lepszy niż powietrze czy rozkazy, którymi uzupełnia się niewygodne luki.
- Mimo braku powołania w zawodzie radziłabym się uzbroić w odrobinę ogłady... A teraz zapraszam do nas - ucięła dyskusję władczyni Krainy Czarów.
Feliks, na wpół zrezygnowany, na wpół przygotowany na czekające go wyzwanie, opuścił bezpieczną ławkę i ruszył do centrum sędziowskich wydarzeń. Pomyślał sobie, że przychodząc w takie miejsce krótko po pamiętnej grze w krykieta, prowokował los. Niby prowokował go już przez samą chęć zobaczenia się z władczynią, ale pchanie się do sądu to niemal jak przyznanie się do tej całej niby-winy. Na dodatek ta sprawa z Jedynkami... Wystarczył rzut oka na Królową, żeby powiedzieć, że taki obrót spraw był dokładnie na jej rękę. "Dziękuję, że przyszedłeś tu z własnej woli, mój mały podróżniku. Dzięki temu oszczędziłam fatygi na poszukiwania i przywleczenia cię przez straże do moich stóp. Najpierw zajmę się przystawką w postaci upokorzenia. Potem przyjdzie czas na moje ulubione danie główne. Stanie się jednością." Miał nadzieję, że bilet powrotny do domu załatwi po rozprawie, podczas jakiejś z tych audiencji dla ludu, może nawet dla świętego spokoju przepraszając za swoje "niepoprawne" zachowanie. Ale nadzieja, owa szlachetna matka głupich, mogła przestać marzyć o takiej okazji, a zacząć drżeć nad jego losem. Bo istotnie było nad czym.
Królowa kiwnęła na straże. Dwóch karcianych żołnierzy już po chwili nieobecności wnieśli na salę małą katedrę, za którą miał stanąć Feliks, dwóch innych przyniosło wielki, obity purpurą fotel. Kiedy Felek zajął swoje miejsce, jej wysokość wstała i pogładziła swoje berło.
- Cóż, wygląda na to, że prawie wszystko jest już gotowe - powiedziała Królowa, pieszcząc wzrokiem klejnot koronny. - Kochanie, czekamy tylko na ciebie. Będziesz potrzebny.
Karcianym strażnikom zadrżały w dłoniach piki. Najwyraźniej ktoś, kogo wezwała władczyni, był tak samo lubiany jak ona... Król? Nie, on nadal drżał przycupnięty w cieniu wielkiego tronu. Feliks spojrzał w kierunku drzwi, ale nie dobiegały zza nich żadne odgłosy kroków. Kto mógłby...
- Problemy w środku rozprawy? Moja kruszynko, nie poznaję cię. Kiedyś delikwent pięć razy stawał się z tobą jednością, zanim wydałaś wyrok, a teraz? Chyba faktycznie muszę wziąć sprawy we własny kurek.
Felek ponownie spojrzał na Królową i dostrzegł, że nadal wpatruje się w swoje berło. Za to berło przestało być zwykłym, posłusznym prawom martwości przedmiotem. Ożyło. I miało bardzo dużo do powiedzenia.
- Powiesz mi, co się stało? Nie wiesz, od której strony zacząć zjednoczenie? - dopytywał się, zerkając rubinowym okiem na drżące nieopodal Jedynki. - Ja bym zaczął tradycyjnie, od nóg. Głowa ma wtedy jeszcze czas na wrzaski.
- Wybacz, Kraniku, ale minęły czasy, kiedy oskarżony błagał "nieeee!". Teraz z widowni wyskakują amatorscy adwokaci z poczuciem misji i chcą walczyć w imię jakiejś sprawiedliwość. Sam się tu wepchnął - dodała, odwracając Kran w kierunku Feliksa.
- Ach tak? - odparł metalicznym głosem. Jak na przedmiot potrafił być bardzo ludzki, jeśli chodziło o sprowadzanie wartości ludzi do poziomu podłogi. W piwnicy. - Rozumiem zatem, że skoro pojawił się obrońca, to potrzebny będzie ktoś dla równowagi... I kogo w takim razie będę zmuszony odgrywać?
- Sędziego. Jeśli mógłbyś.
Nie tego się spodziewał. Gdyby Kran miał brwi, prawdopodobnie uniósłby je tak wysoko, jak zrobił to Felek. Chłopak był święcie przekonany, że to Królowa będzie czynić honory sędziny i to ona z wszelkim prawdopodobieństwem skaże ich wszystkich bez mrugnięcia okiem. Z drugiej strony było to na ileś zrozumiałe. To musi być dla niej wielka przyjemność, robić za bezwzględnego prokuratora.
- W porządku. Nie widzę przeciwwskazań.
Jej wysokość delikatnie położyła Kran na swój tron, a sama podeszła do przyniesionego fotela i wygodnie na nim usiadła. Rozejrzała się na boki, jakby chciała sprawdzić swój zasięg obserwacyjny, po czym złożyła dłonie i skupiła całą uwagę na Feliksie.
- Posiedzenie sądu, wersja poprawiona - oznajmił Kran ze swojego miejsca. - Możemy zaczynać.
- Wszystkie najważniejsze fakty są już znane i nie potrzebuję więcej informacji. - Królowa nawet nie pofatygowała się, aby powstać. - Jako prokurator żądam kary pozbawienia indywidualności na okres mojego panowania w Krainie Czarów. Według innych miar czasu to będzie około... wieczność. Będę jednak łaskawa i skazani mogliby się starać o warunkowe zwolnienie po odbyciu połowy wyroku. Czy masz jakieś pytania?
- Przede wszystkim mam pytania do Jedynek, bo to chyba oni mają tu najwięcej do powiedzenia. - Felek dla lepszego efektu odczekał chwilę. - Przynajmniej w moim odczuciu.
Jej wysokość złożyła dłonie i odchyliła się w fotelu.
- Proszę bardzo.
- A zatem... drogie Jedynki...
- Sprzeciw - natychmiast przerwała Królowa. - Obrońca zbytnio spoufala się z oskarżonymi.
- Popieram. - odparł równie szybko Kran.
Feliks zmarszczył brwi, lekko zirytowany tym przejawem kumoterstwa prokuratora i sędziego. Nawet się dobrze nie rozkręcił, a problemy już dobijały się o wejściówki na ten seans.
- Uprzejmość brana jako spoufalanie się? To lekka przesada - starał się wybrnąć z niesłusznego oskarżenia, ale Królowa wtrąciła się po raz kolejny, unosząc dłoń.
- Kolejny sprzeciw. Obrońca kwestionuje decyzje sędziego i odchodzi od tematu rozprawy. - Jej wysokość konsekwentnie usiłowała wybić Felka z jego roli. - Na dodatek nie zadaje pytań oskarżonym, grając w ten sposób na czas.
Kran milczeniem przyjął uwagi. Chłopak przełknął kilka ciekawszych sformułowań i przywołał się do porządku. To tylko słowa, a gra toczyła się o coś innego niż parę łacińskich zwrotów. Gdyby jednak chodziło tylko o jego zadek, już dawno skopałby ten, który tkwił usadowiony na fotelu.
- Bliźniacy Karo - zaczął ponownie, wymazując w wyobraźni obraz zadowolonej z własnych zagrywek władczyni - według wcześniejszych zeznań Królowej widziano was wynoszących pastę z balu. Czy możecie wyjaśnić, dlaczego to zrobiliście?
Jedynka, który poprzednio próbował wytłumaczyć się przed Królową, wyprostował się i kiwnął głową, zbierając całą swoją odwagę.
- Tak... To nie było specjalnie... - wyjąkał cicho.
Monarchini już nabierała powietrza, żeby wygłosić kolejny sprzeciw, jednak groźne spojrzenie Feliksa, który wreszcie zdołał zadać pierwsze pytanie, zamknęło jej usta. No bo, kurde Felek, przecież jego błyskotliwa kariera adwokacka także zależała od tej rozprawy.
- Mów dalej - zachęcił.
- My jej nie zjedliśmy - zaprzeczył znowu Jedynka, a wystraszony brat nieco wychylił się zza jego ramienia. - Owszem, pasta wyglądała apetycznie, ale my jej, kurna, nawet wyszczerbionym widelcem nie tknęliśmy. Od początku chcieliśmy powiedzieć, że to Natasza wskoczyła na stół i zaczęła bawić się jedzeniem...
- Natasza? Jaka Natasza? - zdziwił się Feliks, natomiast jej wysokość na dźwięk wypowiedzianego imienia aż wyprostowała się w fotelu.
- No Natasza. Królewska kotka.
Usta Felka zadrgały pomiędzy uśmiechem a nerwowym tikiem. Kot? Ka-o-te? Znowu cała afera przez jakiegoś futrzaka? Bardzo powoli odwrócił głowę od Jedynek i spiorunował władczynię wzrokiem. CZYJ to miał być KOT?
- To kłamstwo - odparła Królowa, oburzona. - Sami przyznaliście się, że danie wyglądało apetycznie, co dowodzi waszego zainteresowania nim. Poza tym Natasza nie lubi jeść takich rzeczy. Ona woli pełnokrwiste steki i królicze łapki.
- Może i, kurna, nie lubi, ale wystarczy powiedzieć, że coś jej królewska mość uwielbia, a Natasza rzuci się na to w jednej sekundzie. To jej taki sposób na rywalizację o względy.
Chłopak pokiwał głową. Czuł się jak w jakimś kryminale - nagle wszystkie elementy układanki zaczęły pasować. Szkoda tylko, że obrazek przedstawiał wielkie "WTF".
- Kotka Królowej zniszczyła danie...
- ...więc my nie chcieliśmy pozwolić, żeby jej królewska mość zdenerwowała się, widząc ten cały, kurna, burdel - dokończył za Feliksa Jedynka.
- Burdello bum bum - dodał brat-bliźniak.
- Wyrzuciliśmy resztki i umyliśmy talerz. Tylko zanim zdołaliśmy zrobić nową, przyczepiła się do nas Natasza i zaczęła, kurna, straszyć spod stołu - zadrżał. - A później przyszli po nas żołnierze, zobaczyli talerz, po czym wtrącili do więzienia. I finito.
Kiedy historia dobiegła końca, Felek jeszcze przez chwilę milczał, rozważając nad swoimi, ryzykując dowcip, kartami atutowymi. Królowa nie była już tak pewna swego jak na początku rozprawy, Jedynki przedstawiły sensowne, oczywiście w granicach tutejszego rozsądku, wyjaśnienie, a gdyby do tego wszystkiego dodać oględziny tej szalonej kotki, to wszystko skończyłoby się niczym z pouczającej bajki dla maluchów. Ba, nawet morał by się znalazł.
- Sąd chciałby zadać jedno pytanie.
Głowy obrońcy i prokurator zwróciły się na milczący aż do tej chwili Kran. Czego na sam koniec można by się dowiedzieć? Gdzie rozkładają się resztki tamtej pasty? Jaki był numer rejestracyjny kotki? Naprawdę, przecież wszystko zostało już dokładnie…
- Dlaczego bronisz tych dwoje?
…wyjaśnione…