Zatrzymywali się w zasadzie na tyle często, że podróż nie stała się, aż tak bardzo niewygodna dla niego. Kolejny las wydawał się ciągnąć w nieskończoność, ale roślinność była o wiele mniej gęsta, co ułatwiało im pokonywanie kolejnych partii terenu. Nie wiedział która jest godzina, bo gałęzie skutecznie odcinały promienie słoneczne i wokół nich panował przyjemny półmrok. Nie było na tyle ciemno, aby się potykał, ale na pewno nie miał szans na opalenie się. I może to było pewne błogosławieństwo, bo wydawało mu się, że jego skóra zaczyna piec. Nigdy dotąd nie przebywał na słońcu tak długo. Nawet wtedy kiedy byli dziećmi w Beacon Hills. Ich opiekunki nie pozwalały im na zabawy poza zamkiem.

- Znów myślisz o kobiecie – podjął Derek.

Stiles zerknął na niego zaskoczony. Nie miał pojęcia jak wilkołak to robił. W jego głowie nie pojawiło się nawet imię Lydii, ale faktycznie wszystko do tego zmierzało.

- Dlaczego tak bardzo jej nie cierpisz? – spytał.

Alfa zbił usta w wąską kreskę.

- Nie nienawidzę jej – powiedział Derek. – Po prostu przeszkadzała. Twoja lojalność w stosunku do niej… - zaczął i urwał.

- Nie mogę być lojalny w stosunku do ciebie. Jestem częścią dworu Beacon Hills. Wiem, że obiecałem ci siebie, ale… - wziął głębszy wdech. – Lojalność to…

- Nie możesz, ale jesteś. Ochroniłeś moją siostrę. Wielu zostawiłoby ją na pastwę losu, nie narażąjąc się. Szczególnie, że mój rozkaz pozostawał jasny – przypomniał mu Derek, spoglądając na niego z taką intensywnością, że coś się w nim skurczyło. – I jesteś mnie lojalny. Dopóki nie musisz działać w zaprzeczeniu z sobą. A do tego cię nie zmuszę. Dostatecznie bardzo miotasz się teraz – dodał.

Stiles przełknął ciężko i zamierzał odwrócić wzrok, ale alfa złapał jego podbródek i nie pozwolił na to.

- Nie, nie odczuwasz strachu. Nie widzę po tobie jednak rozsądku – ciągnął dalej wilkołak.

Jego tęczówki zmieniały kolor tak płynnie, że Stiles nie dostrzegł nawet przejścia z zieleni na czerwień, która wcześniej tak mocno go niepokoiła. I faktycznie nie robiła już na nim aż takiego wrażenia teraz, kiedy wiedział, że Derek nie planuje go skrzywdzić. To wcale jednak nie oznaczało, że jego serce nie zaczęło bić szybciej. I może też odrobinę głośniej, bo w kącikach ust wilkołaka pojawił się ten mały uśmieszek, który mówił jasno, iż alfa tego nie przegapił.

- Chyba, że tak ma wyglądać ludzki rozsądek, ale na nim się nie znam – przyznał Derek.

Stiles nie miał pojęcia jak to skomentować. A alfa nadal nie puszczał jego podbródka. Starał się wyszarpnąć głowę, ale to się na nic nie zdało. Derek jedynie zmarszczył brwi, jakby pojęcia nie miał dlaczego Stiles w ogóle próbował.

- Patrz mi w oczy, kiedy rozmawiamy – rzucił wilkołak.

I z pewnością to był rozkaz. Zresztą Derek nie mówił tego pierwszy raz.

- Zamierzasz mnie okłamywać? – spytał ciekawie alfa i gdzieś tam w tle majaczyła pewna doza niedowierzania.

Stiles wziął kolejny głębszy oddech, żeby się uspokoić, ale to nie pomagało. W Beacon Hills nie patrzono sobie w oczy tak często. I na pewno nigdy nie posiadał twarzy drugiej osoby tak blisko swojej własnej. Raz zastanawiali się z Lydią czy nie powinni się pocałować. Tylko po to, aby zobaczyć czy to im się nie spodoba. Gdyby zakochali się w sobie i została jego żoną, to rozwiązałoby bardzo wiele jego problemów w przyszłości. I nie musiałby się teraz mierzyć z Derekiem.

- Znów myślisz o kobiecie – stwierdził Derek.

- Jest moją przyjaciółką i martwię się o nią – odparł.

- I nie odpowiedziałeś na moje pytanie – zauważył wilkołak.

- To raczej rozsądne, odkąd nie wiem czy zamierzam cię okłamać. Czy nie będę do tego zmuszony – stwierdził.

- Ja cię do tego nie zmuszę – poinformował go Derek całkiem poważnie. – Co to będzie mówiło o tych, którzy cię do tego skłonią? – spytał ciekawie.

Najłatwiej byłoby jednak spuścić wzrok, ale dłoń Dereka nadal znajdowała się na jego twarzy. Kciuk wilkołaka gładził jego podbródek.

- Nie masz pojęcia… - zaczął i urwał.

- Nie, pewnie nie mam – przyznał Derek zaskakująco spokojnie.

- Nie jestem twoją własnością – dodał, chociaż zabrzmiało to jak słaby protest.

Alfa w końcu zabrał swoją rękę.

- Wszystko co znajduje się na moim terytorium, należy do mnie – poinformował go poważnie wilkołak. – W chwili, w której przekroczyliście granicę, wasze życia zależały od mojej woli i nic się tak naprawdę nie zmieniło. Sądziłem, że zdajesz sobie z tego sprawę, skoro zasłaniałeś się honorem kobiety.

Stiles nie mógł powstrzymać lekkiego dreszczu, który przebiegł mu po plecach.

- Nie jestem twoją własnością – powtórzył, chociaż to nie miało za bardzo sensu.

W pewien sposób faktycznie się na to zgodził. Nie mieli jednak wcześniej wyjścia. Musieli wejść na terytorium wilkołaków. Argentowie szukali ich i to zapewne nie po to, aby ich przeprosić za atak.

- Nie powiedziałem tego. Powiedziałem, że należysz do mnie – uściślił Derek. – I czy to takie złe? – spytał ciekawie, marszcząc brwi. – Czy zrobiłem cokolwiek, co mogłoby cię niepokoić? – zainteresował się.

Suchy śmiech wyrwał się z jego ust, zanim zdążył się powstrzymać. Dźwięk wydawał się odbijać echem w leśnej gęstwinie. Zmarszczka między brwiami Dereka stała się jeszcze głębsza, jakby ta jego reakcja wcale nie odpowiadała wilkołakowi. Jakby nie tego oczekiwał.

- Przez pewien czas sądziłem, że nas porwałeś – przyznał Stiles.

Alfa wydął wargi, jakby zdawał sobie z tego sprawę, ale wcale tego nie żałował. A może rzucanie mu tego w twarz nie było najlepszym rozwiązaniem.

- Jesteś ode mnie silniejszy – ciągnął dalej Stiles. – i… - urwał. – Nie pozwoliłeś mi na dotykanie Lydii…

- Twoja więź nią przeszkadza mi – przyznał Derek całkiem szczerze.

Stiles zapewne doceniłby to, gdyby nie fakt, że nie mówiono w ten sposób o ludziach w Beacon Hills. Ta szczerość była przerażająca, ponieważ alfy nie interesowała jego opinia w tej sprawie. Po prostu ogłaszał swoją wolę, co było częściowo przerażające.

- A jednak pozwoliłeś was rozdzielić. Nawet sam zasugerowałeś to – przypomniał mu wilkołak.

- Nie obchodzi mnie co się stanie ze mną. Lydia musi być bezpieczna – powiedział wprost.

- Co się stanie z tobą? – spytał Derek. – A sądzisz, że co się stanie? – spytał wprost i tym razem jego oczy były nieprzyjemnie chłodne.

Stiles nie odpowiedział. Derek odczekał chwilę, przyglądając mu się w milczeniu, zanim ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Stilesowi nie pozostało nic innego tylko podążyć.

ooo

Milczeli i to nie była cisza z tych, które były dobre. Derek trzymał się od niego na pewną odległość i nawet kiedy zabierał jego ból, Stiles odnosił wrażenie, że wilkołak robił to mechanicznie. To nadal było dobre. Żebro przeszkadzało mu coraz bardziej, zapewne przez sam fakt, że ruszał się a nie powinien. Jednak nie mieli wyboru i zdążył się z tym pogodzić.

Derek milczał. I nie patrzył na niego, jeśli nie musiał, co wydawało mu się dziwne. Wilkołak znikał bez słowa wyjaśnienia, zostawiając go w środku lasu, a potem wracał ze świeżą wodą czy mięsem, którym mieli się pożywić. Alfa musiał zatem polować na bieżąco, co było dość dziwne. Z drugiej jednak strony nie widział zapasów, ale z kolei bez nich podróż stawała się o wiele szybsza. Nie sądził, aby był w stanie dźwigać cokolwiek.

Jego koszula w końcu wyschła i prawie tęsknił za chłodem na swojej skórze. Jego rany na pewno doceniłyby okłady, ale nie minęli żadnych strumieni od rana, co powinno go zaniepokoić, bo sądził, że przynajmniej raz przetną ten, nad którym kąpali się dzisiaj. Odkąd weszli w las, stracił orientację w terenie. Nie widział słońca, ani niczego przed sobą, co jakoś pomogłoby mu nawigować. Bór wydawał się nieprzebyty, a jednak Derek podążał pewnie w wyznaczonym kierunku, nie zbaczając z trasy ani razu, chociaż gęstwina nie była poprzedzielana ścieżkami. Las wyglądał tak, jakby dotąd człowiek nie postawił tutaj stopy i może faktycznie tak było.

Ta cisza zaczynała wyprowadzać go z równowagi. Derek nie należał do najbardziej rozmownych osób, ale od niego zaczęła emanować niechęć, której wcześniej nie było. I odnosił wrażenie, że zirytował czymś wilkołaka. To nie byłoby nieprawdopodobne. Ich ostatnia rozmowa nie miała szczęśliwego tematu. Nie sądził jednak, że Derek kompletnie się od niego odetnie, nie mówiąc do niego słowa przez cały dzień. I kiedy tylko sam zamierzał się odezwać do alfy, jeden rzut oka mówił mu, że to nie jest najlepsza pora.

Noc zastała ich w lesie i rozejrzał się wokół, ale nie dostrzegł niczego, co mogłoby stanowić naturalne schronienie. Żadne wzniesienie nie zakłócało terenu, nie było jaskiń ani nawet zakrzywionych drzew, których korony dotykałyby ziemi. Derek tymczasem przystanął w najlepsze i zaczął sporządzać prowizoryczne ognisko. Nie powiedział ani słowa, ale Stiles nie spodziewał się już niczego innego.

Usiadł na ziemi, przyglądając się oszczędnym ruchom wilkołaka. Alfa zaczął znosić wybrane przez siebie gałęzie z okolicy, ale jakie kryterium doboru stosował – Stiles nie miał pojęcia. Stosik jednak utworzył się dość szybko, a ognisko nie wytwarzało niemal dymu, który jakoś mógłby przeszkadzać im podczas snu. I zaczął się zastanawiać czy to milczenie między nimi oznaczało, że miał spędzić noc sam na wilgotnej ściółce.

Derek usiadł koło niego na odległość ręki dorosłego człowieka. Stiles westchnął, nie mogąc się powstrzymać, ale wilkołak nie spojrzał nawet na niego, kiedy dotknął jego nadgarstka, zabierając ponownie jego ból. Nie wiedział skąd to uczucie wyobcowania, ale towarzyszyło mu przez cały czas, gdy spoglądał na żyły wilkołaka, które znikały pod cienkim materiałem koszuli. Nie mógł nie zastanawiać się czy są czarne aż do samego serca. I ta myśl nie była przyjemna.

Derek ewidentnie nie był zadowolony i miał wszelkie prawo pozostawić go samemu sobie. W końcu nie jego obowiązkiem było uprzyjemnianie Stilesowi podróży. Już i tak wiele zrobił, szukając dla niego medyka, który znałby się na ludzkich ranach. A to pewnie nie było łatwe na wilkołaczym terytorium. I nie bardzo chciał też wiedzieć, dlaczego ktokolwiek się specjalizował w czymś podobnym.

Wydawało mu się nieodpowiednie to co robili teraz. I nie posiadając lepszego określenia – czuł się skrępowany. Lydia zapewne nazwałaby go idiotą. W końcu doprowadził do tego, że był bezpieczny. Nie miał wątpliwości, że alfa nie dotknąłby go teraz z własnej woli. Zatem umowa, którą zawarł w desperacji nie miała już znaczenia. Cokolwiek Derek chciał od niego wcześniej, przepadło. Alfa oddalał się od niego w tak zastraszającym tempie, że coś się w nim skręcało na samą myśl.

I zaczął się obawiać, że kiedy obudzi się rano, wilkołaka nie będzie.

Derek poruszył się niespokojnie, a potem lewą ręką podłożył do ognia, nie przerywając nawet na chwilę ich połączenia. Dłoń alfy była przyjemnie ciepła. Stiles siedział zatem zesztywniały, starając się odciążać żebra, aby nie powodować niepotrzebnie dodatkowego dyskomfortu. Był pewien, że wilkołak tak naprawdę nie odbierał jego kościom możliwości przebicia jakiś witalnych organów. Starał się ostrożnie stawiać kroki, ale każdy ruch był ryzykowny. Nie miał pojęcia jak miał to przetrwać przez kilka kolejnych tygodni.

To wszystko było tak bardzo nieprawidłowe. Wcześniej wilkołak żartował z niego na swój szorstki sposób. Prowokował go, aby dostrzec jego reakcję. A teraz trzymał się od niego nie tylko na dystans fizyczny. Stiles wyczuwał jakąś emocjonalną blokadę, którą alfa zaczął budować już wcześniej. I chociaż od ciała nie tak daleko siedzącego od niego emanowało ciepło – wydawało się do niego nie docierać.

Nie miał pojęcia jakie temperatury panowały na tym terytorium. Znajdowali się dość blisko gór, ale to mogło być pozorne. Słońce w dzień grzało tak mocno, że zastanawiał się nawet nad ściągnięciem koszuli dopóki nie weszli w ten las.

Coś zaszumiało za nimi, ale Derek nawet nie drgnął. Stiles odwrócił głowę, ale oczywiście nie dostrzegł niczego w ciemności. Alfa wydawał się kompletnie nieporuszony. I nie oferował żadnego wyjaśnienia, chociaż wcześniej zawsze wtrącał, co takiego naruszyło ich spokój. Stiles nie widział w ciemności, co nie stanowiło tajemnicy. A nawet jeśli następnego ranka zobaczyłby ślady, nie rozpoznałby w nich niczego charakterystycznego. Nie był myśliwym jak Derek i pozostali. Nie utrzymywał się przy życiu polując każdego dnia.

Spojrzał na wilkołaka, który siedział wpatrując się w ogień liżący kolejne gałęzie. Derek wydawał się nie zwracać na niego uwagi, ale Stiles wiedział lepiej. Alfa zawsze był świadom tego, co go otaczało. Nic nie uchodziło jego uwadze, więc musiał wiedzieć również, że Stiles gapi się na niego całkiem otwarcie. W końcu miał patrzeć mu w oczy, kiedy rozmawiali.

Derek jednak nie powiedział ani słowa, ale jego ramiona przestały być tak napięte. Rozluźnił się wyraźnie, ale to niczego nie zmieniło. Był jak nieruchomy posąg. I nadal milczał, kiedy objął Stilesa ramieniem, oferując mu możliwość ogrzania się. Nie powiedział ani słowa, ale stało się jasne, że czas było iść spać.