Irma

Po powrocie do miasta wszyscy wojownicy, już opatrzeni, zostali przyjęci do koszar. Ja tymczasem udałam się do swoich komnat, by odświeżyć się przed rozmową z chłopcami, dając im jednocześnie trochę czasu wolnego. Zrzuciłam z siebie zbroję i rzuciłam na łóżko, pozwalając swoim myślom płynąć swobodnie. Musiałam ochłonąć.

Z tego, co zrozumiałam, Caleb i Matt dyskutowali na temat jakiegoś wyjazdu dziewczyn, który nie bardzo im się podobał ze względu na jego miejsce i czas. Podejrzewałam, że chodziło im o coś jeszcze, ale aby dowiedzieć się więcej, musiałam z nimi porozmawiać na osobności.

Po kilku dodatkowych minutach leżenia w bezruchu podniosłam się i skierowałam do łaźni, gdzie wzięłam szybki prysznic. Następnie przebrałam się w turkusową sukienkę na ramiączkach i związałam niedbale włosy. Po chwili byłam gotowa. Pamiętając, by zabrać ze sobą notatnik i długopis, zbiegłam po schodach do sali obrad. Niemalże wpadłam na Dana, na szczęście w ostatnim momencie zahamowałam. Zetknęliśmy się nosami.

-Witaj, śliczna- powiedział, przekrzywiając głowę z uśmiechem.

-Cześć, książę z bajki. Uspokoili się już?

-Mniej więcej. Ale Caleb bez przerwy pyta się mnie, jakim cudem pokonaliśmy ich, będąc w mniejszości.

Wkroczyłam do pomieszczenia. Przy okrągłym stole siedziały dwie osoby. Na mój widok podniosły się.

-Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że was potraktowaliśmy w taki sposób przed południem. Niestety widząc zbrojny oddział bez zapowiedzi na naszym terytorium musieliśmy interweniować.

-Przeżyjemy!- odparł Matt, szczerząc zęby. Nigdy nie był pamiętliwy.

Usiadłam na jednym z odsuniętych krzeseł.

-O czym rozmawialiście? Gdzie mają się udać dziewczyny?

-Hola hola! Nie za szybko? Może ty najpierw odpowiesz na nasze pytania- westchnęłam, słysząc nieco pretensjonalny głos Caleba.

-Pytanie za pytanie, zgoda?

-Dobrze. Zniknęłaś nagle, dlaczego?

-Chciałam załatwić kilka spraw, w tym dowiedzieć się, kim była moja matka. Moja kolej. Co to za wyjazd?

-Podobno ma się za kilka dni odbyć jakiś zlot czarodziejek czy coś w tym stylu.

Popatrzyłam na Daniela, wyglądającego na równie zdziwionego, co ja.

-Zjazd czarodziejek? Nigdy o czymś takim nie słyszałam!

-Will mówiła, że odbywa się co pięćset lat. Powiedziała też, że nie możemy tam być. Teraz my. Wiesz, że próbowaliśmy się z tobą skontaktować?- odpowiedziałam prawie natychmiast.

-Nie. Rzadko się do mnie odzywaliście. Sprawdzałam wiadomości i je pisałam, próbowałam się dodzwonić, spotkać, ale nic z tego nie wychodziło.

-Czyli nie masz pojęcia, dlaczego za każdym razem gdzieś widziano ruszający się samoistnie cień?

Zamrugałam. Cień?... No pięknie!

-W kapturze? I miał tatuaż?

-Chyba tak. Skąd wiesz?

-Bo na początku wakacji jeden prawie nas zamordował!

Caleb uderzył się dłonią w czoło.

-Cudownie. Ktoś próbuje nas pozabijać.

Nagle wszystko stało się jasne. Przynajmniej dla mnie.

-Czy to nie oznacza przypadkiem, że ten zjazd...

-...nie jest pułapką na dziesiątki, jeśli nie setki osób obdarzonych magią?


Po raz drugi w ciągu dnia zwołałam Radę. Nie byli zachwyceni, ale gdy powiedziałam im o naszych podejrzeniach, natychmiast uspokoili się. Pani Larenne przyniosła księgę z informacjami na temat magicznych istot w nadziei, że znajdzie się tam również coś na temat cieni. Nie zawiedliśmy się.

-Podsumowując: cienie są silne i szybkie, ale wrażliwe na czyste światło; trudno je okiełznać, dlatego osoba wzywająca je musi być wystarczająco potężna.

Do sali wszedł Alister. Wyglądał na ucieszonego, ponieważ niemalże nie dotykał podeszwami podłogi.

-Czyste światło jest naprawdę potężną bronią. Rozpuścił się w oka mgnieniu!

-Walczyliście z jakimś cieniem?- spytał Daniel.

-Najpierw go śledziliśmy, dopiero gdy nas wyczuł musieliśmy się bronić. Kierował się w stronę portalu ukrytego jakieś pięćdziesiąt kilometrów na zachód od Zatoki. Nikt przez niego nie przeszedł, ale z pomocą kamieni rejestrujących zdołaliśmy odczytać koordynaty drugiego portalu. Nie znamy tego miejsca- rzucił w moją stronę niewielki przedmiot. Dzięki wielogodzinnym ćwiczeniom bez problemu złapałam go.

Cieszyłam się, że Alister był zadowolony ze swojej pracy, oraz ze sposobu, w jaki ją wykonywał. Pomimo iż dawniej za sobą nie przepadaliśmy, był bardzo doświadczony i zawsze można było na nim polegać. Tak było i tym razem, gdyż pomyślał zawczasu o wszystkim.

-Przekaż wszystkim, którzy dziś walczyli, że mają wolne dwa dni. Spisali się. Ty również- jego twarz przybrała wyraz zadowolenia. Ukłonił się i odszedł.

-Bo poczuję się zazdrosny- usłyszałam. Daniel skrzyżował ramiona i przez chwilę udawał nadąsanego. Wiedziałam jednak, że za moment przestanie.

Podniosłam się z krzesła, myśląc intensywnie. Wyglądało na to, że również musiałam pojechać na ten cały zjazd, ale nie sama. Zamierzałam opracować całą akcję, a mając przy sobie takie osoby jak Dan, Caleb i Matt wiedziałam, że na pewno się uda.

-Ponieważ to wydarzenie odbywa się niedługo, udam się na nie. Oczywiście teraz musimy opracować plan, jak to zorganizować. Osoby posiadające magię mogą być w niebezpieczeństwie, dlatego musimy zrobić wszystko, by je chronić.

To był jeden z niewielu razów, kiedy wszyscy się ze mną zgodzili.