Dla wielu osób był to bardzo trudny poranek.
Lucjusz był zdruzgotany. Wyjec od syna obudził Narcyzę zeszłej nocy. Postawił na nogi wszystkie skrzaty domowe, które zbiegły się do sypialni w panice. Dzięki temu były świadkami, jak żona wyrzuca go z sypialni, zatrzaskując mu drzwi przed nosem. Nie chciała go słuchać. Była wściekła na równi z Draconem. Że okłamał ich. Że nie powiedział ani słowa o Severusie, podczas gdy Draco płakał nad śmiercią człowieka, który ocalił mu życie. Krzyczała, że nigdy mu nie daruje. Że wciąż ich rani i okłamuje.
Lucjusz bezradny siedział teraz na wąskim łóżku pokoju gościnnego. Do rozprawy zostały zaledwie dwa tygodnie… nie wierzył w to, że Draco zdąży mu wybaczyć, zanim go zamkną. Może już nigdy nie zobaczy rodziny. A oni byli na niego wściekli. Teraz dopiero dotarło do niego jak bliski był straty bliskich.
#
W Hogwarcie jego syn obudził się z kacem. Ledwo pamiętał jak dotarł do dormitorium. Głowa go bolała, a świat wkoło wirował przy próbach poruszania się. Piłem z Potterem. Świat schodzi na psy. A jednak ojciec byłby ze mnie dumny. Ojciec… O cholera! Pomyślał Draco. Posłałem mu wczoraj wyjca przed spotkaniem ze Snapem. Musi być na mnie wściekły. Co ja sobie myślałem? Lepiej nie pokazywać się w domu. Zabije mnie! Cholera! Cholera…
#
Kilka pięter wyżej Potter obudził się z podobnym kacem.
Upiłem się wczoraj z Malfoyem. Niech skonam. Ale jestem to winien Snape'owi. Pewnie co dzień rozmawia z moją matką, odkąd ma kamień. Nagle jakaś skołatana myśl przebiegła przez jego głowę. Jakby cień wspomnienia. Do diabła! Wróciłem pijany do dormitorium. Ron obraził się śmiertelnie, gdy mu powiedziałem z kim byłem. Już pewnie zdążył wypaplać to Ginny i Hermionie. One też nie będą chciały ze mną gadać.
Muszę im to wyjaśnić. Że to był pomysł nietoperza. Ta cała konspiracja. I że Malfoy nie miał z tym nic wspólnego… a przynajmniej nie ten Malfoy. Musze im wyjaśnić samego Snape'a… Cholera, nigdy mi nie uwierzą, a przecież to nie tak, że mogę im to pokazać… aua… eliksir na ból głowy… Hermiona, na pewno mi go dziś nie da…
#
W innej części zamku właśnie odbywała się rada szkoły. W jednym końcu podłużnego stołu siedziała obecna dyrektorka Hogwartu. Z drugiego końca spoglądał na nią, do niedawna uznany za zmarłego były dyrektor.
Minerwa już cały wczorajszy wieczór musiała się tłumaczyć, przed kolegami z tego, że nikomu nie powiedziała o Severusie. Była zmęczona. A dzisiejszy dzień zapowiadał się jeszcze gorzej.
Nauczyciele przekrzykiwali się próbując dojść do głosu. Nie potrafili bowiem osiągnąc porozumienia, by ustalić przyszłą rządzącą czwórkę. Severus nalegał, by nie konsolidować nigdy więcej władzy w rękach jednej osoby. W całej tej wrzawie nie zauważyli, gdy w kominku pojawił się Kingsley Shacklebolt, ogłoszony niedawno nowym Ministrem Magii.
#
Jedyną osobą, która wydawała się mieć dobry dzień był Severus Snape.
Wczorajszy wieczór był udany. Nikt nie nachodził go w jego komnatach, po tym jak udało mu się względnie pogodzić tych dwóch nieznośnych idiotów. Przez chwilę obawiał się czy kiedyś ta znajomość nie obróci się przeciwko niemu. Ale teraz tryskał zadowoleniem. Honor i rodzina były nadal wszystkim dla młodego Malfoya, wiedział jak łatwo można nim dzięki temu manipulować , tak samo zresztą jak Lucjuszem. Mało tego, był pewien, że stary śmierciożerca nie zdradził go do tej pory nikomu, nawet własnej rodzinie.
A Potter? Tak bardzo boi się, że poskarżę się jego mamie, że zrobi wszystko by jej nie zawieść.
Wysłał też wczoraj sowę do ministerstwa. Jedną w sprawie zmian w szkole. Drugą w sprawie starszego Malfoya. Opisał w liście ze szczegółami, jak to Lucjusz pomagał mu, wielokrotnie udzielając informacji, które były kluczowe dla misji. Opisał też dlaczego do tej pory nie ujawniał go jako swojego informatora… same kłamstwa, których nie wstydziła by się Rita Skeeter.
A teraz siedział wśród współpracowników, którzy nadal nie mogli uwierzyć, jak to możliwe, że go nie zauważyli przez ostatnie dwa miesiące, gdy ukrywał się w lochach. Uśmiechał się drwiąco patrząc na zamieszanie w sali nauczycielskiej. Uważał, że trochę chaosu im się należy, za umilanie mu życia w ostatnim roku.
Filtwick wyglądał jakby telepało nim poczucie winy, co przyprawiało Severusa o uczucie podobne niemal do ciepła w sercu. Minerwa starała się usilnie nad wszystkim zapanować, wyjaśnić. Wyglądała w tej chwili na wycieńczoną.
Jedyną spokojną w tym rozgardiaszu osobą była Sybilla, która właśnie próbowała przełożyć kawałek ciasta przez bransoletkę, którą zdjęła ze swojego nadgarstka. Ciastko wyraźnie, nie chciało się zmieścić. Obracała je z zadumą w palcach, starając się nie uszkodzić samego ciastka. Bransoletka nagle wystrzeliła z jej palców jak z procy i potoczyła się na podłogę. Zdezorientowana kobieta spojrzała na kominek. Wzruszyła ramionami jakby od niechcenia i zanurkowała pod stół. Do Snape'a dotarł dźwięk, który mógł oznaczać, że uderzyła się głową w blat. Uśmiechnął się mimo woli, po czym usłyszał jak jej okulary upadają na podłogę, a ona sama próbuje się na ślepo wydostać spod stołu, tuż przy nodze zupełnie zdezorientowanego i przerażonego całą tą sceną Nevilla Longbottoma.
W tym momencie ogień w kominku pozieleniał i stanął w nim Minister Magii.
#
Notka od autora:
Dziękuję za dotychczasowe komentarze.
Wszystkim, którzy oczekują szybkiego zakończenia tej historii zapowiadam, że mogą się zawieść. Kolejne rozdziały będa się pojawiać nadal w różnych odstępach czasu. Posatcie zaś, momentami moga wydać się oddalone od kanonu, jednak wszystkie udziwnienia, które wprowadzam, wprowadzam na potrzeby opowieści i dobrostanu psychofizycznego postaci.
