Harry czuł się pełen energii, gdy wyszedł ze spotkania. Hermiona wydawała się równie zadowolona co on. Nie dostali zgody przez aklamację, ale w zasadzie nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. Hermiona wręcz sądziła, że będą musiały ukazać się artykuły przypominające w jak opłakanym stanie znajdowało się prawo rodzinne, zanim Wizengamot zgodziłby się na rozpoczęcie prac.
Rada jednak zaskoczyła swoim otwartym podejściem do sytuacji. Może przez sam fakt, że naprawdę wiele dzieci przebywających obecnie w sierocińcach zostało tam podrzuconych jako nowonarodzone z przypiętym do piersi kartkami z nazwiskami. Matki nie chciały im nawet nadawać imion.
Harry był w jednym z takich domów i nigdy nie chciał tam ponownie wchodzić. Opiekunki robiły co mogły, ale żadna nie zrobiła nic w kierunku odnalezienia matek. Rozumiał to w pełni. Podobnie jak kobiety, które nie chciały wychowywać owoców przemocy i gwałtów, które nawet swoim nazwiskiem pluły im w twarz.
Wszystkie sierocińce były utrzymywane z pieniędzy Ministerstwa, a skarbiec pustoszał. Zajęcie majątków śmierciożerców było niemożliwe, ponieważ prawo wiązało im dłonie. Pomysł Hermiony przynajmniej umożliwiał zabezpieczenie przyszłości dzieci, które zostały poczęte przemocą, o ile miałby kto się upomnieć o te pieniądze.
Ścisnął dłoń przyjaciółki, gdy wchodziła przez kominek na parterze.
- Dom – powiedziała z uśmiechem.
ooo
Nie był na pierwszej rozprawie rozwodowej Hermiony. Wizengamot zwołał kolejne spotkanie, gdzie omawiali kwestie finansowania stypendiów, które Amelia chciała przydzielić uczniom Hogwartu. Spora ilość z nich stanowiła sieroty wojenne, a kolejne rodziny popadły w ruinę, gdy uciekały z własnych domów. Harry nie był nawet zaskoczony, że głosowanie przesunięto, ponieważ Wizengamot, chociaż dysponował swoimi niewielkimi funduszami, nie chciał kierować ich w coś tak mało znaczącego w stosunku do ogółu problemów. Zresztą Lucjusz zapewnił Amelię, że nawet jeśli nie znajdą pieniędzy państwowych, na pewno pojawi się kilku zainteresowanych inwestorów.
Harry był pewien, że nazwisko Malfoy będzie figurować między nimi. Minister Magii opuściła posiedzenie niezwykle zadowolona.
Swingwood zgromadził wokół siebie niewielką grupę, z którą omawiał właśnie kolejne spotkanie i Harry zdał sobie sprawę, że kiedy Hermiony nie było przy nim, w zasadzie nie miał się nawet do kogo odezwać. Lucjusz stał wraz ubranymi w drogie szaty czarodziejami, którzy zdawali się żartować na jakiś temat. Żadne słowa nie docierały do niego, ale słyszał wyraźnie śmiechy. On sam ściskał notatki, które zrobił bardziej dla spokoju ducha Hermiony niż swojego własnego.
Cały wczorajszy wieczór spędzili na przegrzebywaniu się przez prawo rodzinne i te przepisy dotyczące kobiet, które znaleźli. Od trzystu lat nikt się tym nie zajmował i znalezienie oryginalnych brzmień ustaw nie było najłatwiejsze. Hermiona nawet specjalnie fiukała do pani Pince z nadzieją, że w hogwarckiej bibliotece znajdzie jakieś zbiory starych praw, ale szkolne regały zostały mocno przerzedzone podczas wojny.
Niewielki pożar, który wybuchł w czasie bitwy nie został ugaszony zbyt szybko. Mieli inne priorytety niż ratowanie zbiorów Hogwartu.
Harry przygryzł wnętrze policzka rozglądając się wokół. Nie dało się nie zauważyć, że nie pasował do tego środowiska. Na twarzach każdego z członków rady było wypisane, że wielu przedstawicieli ich rodzin zasiadało w Wizengamocie wcześniej, że są na swoim miejscu, podczas, gdy on coraz bardziej zdawał sobie sprawę z tego jak młody jest. Nie znał nawet dobrze mugolskiego prawa. Dursleyowie pilnowali, aby nie wiedział zbyt dużo o świecie, może po to, aby nie tęsknił za nim, gdy zamykali go pod schodami.
Wątpił, aby jego świetne organizowanie się na małej przestrzeni miało w tym środowisku jakieś znaczenie.
Jego wzrok błądził po nieznajomych twarzach ludzi, którzy niejako przyczyniali się do największych zmian w czarodziejskim świecie. Niektórzy z nich brali nawet czynny udział w bitwie, chociaż nigdy z nimi nie rozmawiał. Byli przyjaciółmi Dumbledore'a, który nie żył od tak wielu lat. A jego od początku traktowali jako protegowanego zmarłego dyrektora i chyba tak miało pozostać.
Nieświadomie zaczął wgapiać się w profil twarzy Lucjusza. Mężczyzna miał zaskakująco ostre rysy, czego nie zauważył wcześniej. Może uśmiech na twarzy lekko je łagodził, a właśnie Lucjusza rozbawionego pamiętał najlepiej. I to ostatnie spotkanie, gdy oczy mężczyzny zwężały się niebezpiecznie, gdy zaczął go podejrzewać o jakąś śmieszną próbę wyłudzenia.
Lucjusz zapewne nie spodziewał się go spotkać już nigdy. Harry przecież twierdził, że zamierza wycofać się z życia publicznego i tak naprawdę wyglądał jego plan. Może dlatego Lucjusz zdecydował się z nim przespać. Jednak noc z dzieciakiem, którego już nigdy nie zobaczy na oczy. Mężczyzna nawet nie krył teraz swojego lekkiego niezadowolenia z jego obecności w Wizengamocie. Zdawał się śledzić każdy jego ruch i jeśli Harry dobrze znał Ślizgonów – a miał jakieś pojęcie o nich – zapewne Lucjusz czekał na jakieś jego potknięcie, aby utwierdzić się w przekonaniu, że miał kompletną rację.
Malfoy przerwał w pół słowa swoją wypowiedź i odwrócił się w jego stronę, jakby czuł, że jest obserwowany. Harry pospiesznie zebrał notatki ze swojego pulpitu i zaczął przepychać się w stronę wyjścia. W zasadzie dłuższe przebywanie wśród radnych niewiele mu dało. Nikt nie był zainteresowany, aż tak bardzo zmianą czegoś tak mało ważnego dla czarodziejskiego społeczeństwa w tej chwili.
ooo
Hermiona wyglądała na roztrzęsioną, gdy wyszła z sali sądowej. Czekał na nią na zewnątrz, nie chcąc wchodzić w połowie i przeszkadzać. Nie chciał pozostawić po sobie złego wrażenia, gdy zapewne miał zostać wezwany jako świadek. Nie był pewien jak odbywały się te rozprawy, ale czuł, że nie obejdzie się to bez jego ingerencji. W końcu pewne oskarżenia zostały rzucone.
Pani Weasley wyszła drugimi drzwiami i natychmiast skierowała się w ich stronę, a Hermiona – o ile to było jeszcze bardziej możliwe – wyglądała tylko na bardziej zdenerwowaną.
- Nic co powiesz, nie sprawi, że będę cię mniej nienawidzić – powiedziała jego przyjaciółka, ignorując, tłumek, który się wokół nich zaczął zbierać.
- Ależ kochanie, chyba nie sądzisz, że będziesz w stanie wychować dzieci, pracując – rzuciła Molly i Harry naprawdę nie chciał tego słuchać.
- Ron też pracuje – wypluła Hermiona. – Nie ma go całymi dniami. Jak niby miałby się nimi zająć? – spytała.
- Ma mnie – odparła Molly, jakby to było oczywiste.
- Też myślałam, że cię mam – warknęła Hermiona. – Miałaś być dla mnie matką, ale… - urwała, gdy głos uwiązł jej w gardle.
Harry przytulił ją do siebie, zanim zdążył się zastanowić co robi.
- Co się stało? – spytał cicho.
- Chcą odebrać mi dzieci, rozumiesz? – spytała Hermiona podniesionym głosem. – Ron zamierzał wnioskować, że nie mam się jak utrzymać, ale najwyraźniej teraz jako członek Wizengamotu będę miała za mało czasu, aby je wychowywać – dodała.
- Bzdury – powiedział szybko, ignorując Molly. – Nie mogą być aż takimi idiotami. Jesteś jedyną uczennicą Hogwartu, która uczęszczała na wszystkie zajęcia – przypomniał jej. – Dla ciebie to pestka – dodał.
- Najwyraźniej tego nie widzą w ten sposób – odparła Hermiona.
Czuł jak dziewczyna drży i kiedy spojrzał nad jej ramieniem, dostrzegł niezwykle zadowolonego z siebie Rona. Chłopak udzielał właśnie wywiadu, chociaż Harry naprawdę nie potrafił zrozumieć jak jego niedawny jeszcze przyjaciel może być takim dupkiem. Słyszał z opowieści, że rozwody wyciągają z ludzi najgorsze instynkty, ale to już graniczyło z wszelkimi normami moralności. Hermiona nigdy nie odcięłaby Rona od dzieci. To ona była pierwszą, która twierdziła, że każde zasługiwało na oboje rodziców; ojca i matkę, niezależnie od tego czy oboje się dogadywali.
- Musisz zrozumieć, że… - zaczęła Molly.
- Rozumiem doskonale, że lubisz być bezużyteczną ścierką swojego męża – odparła Hermiona, wyswabadzając się z jego uścisku. – Musisz zrozumieć, że niektórzy mają większe ambicje niż podcieranie cudzego tyłka – dodała.
- Możemy panią zacytować? – krzyknął ktoś w tłumie dziennikarzy i Harry dostrzegł samopiszące pióra, które z szaleńczą prędkością notowały.
Molly wyglądała na mocno zszokowaną. Harry sam nie wiedział za bardzo co powinien zrobić. Czuł jedynie, że Hermiona cała drży, co nie wróżyło niczego dobrego.
- Wychodzimy – rzucił tylko, ciągnąc za sobą przyjaciółkę. – I nie możecie tego cytować, ponieważ to stanowiło prywatną rozmowę mojej koleżanki z jej teściową, która nie jest osobą publiczną – przypomniał dziennikarzom.
- Ależ moja mama jest osobą publiczną – usłyszał za sobą głos Rona. – Jest pełnoprawnym członkiem Zakonu Feniksa, co z kolei… - nie usłyszał dalej części.
Przepchnął się do ministerialnego kominka i włożył w roztrzęsioną dłoń Hermiony garść proszku.
- Dom – powiedział tylko.
ooo
Hermiona spała od kilku godzin. Płacz wyczerpał ją tak bardzo, że Harry zmuszony był ją lewitować do jej pokoju i teraz siedział w jednym z foteli, wgapiając się w jej napiętą nawet podczas snu twarz. Może było nawet lepiej, że Lucjusz nie wiedział o dziecku. Nie znali się, a widząc, co robią sobie ludzie, którzy się kiedyś kochali – nie mógł powstrzymać myśli jaki horror odegrałby się z jego udziałem.
Nie chciał nawet wiedzieć jakie artykuły ukażą się w Proroku Codziennym. Może i gazeta zaczęła rzetelniej przygotowywać wydania, ale to wciąż w dużej mierze był szmatławiec z niewielką rubryką poświęconą Wizengamotowi, którą zapewne i tak redagował Lucjusz. A przynajmniej Harry miał takie wrażenie za każdym razem, gdy spoglądał na specyficzne słownictwo.
Nie przepadał za wtrącaniem się w cudze sprawy, ale widok Hermiony, która nie potrafiła nawet utrzymać w dłoniach filiżanki z herbatą, sprawiał, że miał ochotę rzucić w Rona kilkoma Niewybaczalnymi. Może kolejny raz w życiu Crucio naprawdę miałoby swoją moc. Chyba pierwszy raz od czasu, gdy Syriusz został zabity przez Bellatriks.
Rzucił na pokój Hermiony zaklęcie zabezpieczające i stanął przed kominkiem, zastanawiając się czy w ogóle to dobry pomysł. Ściskał w dłoni odrobinę proszku, nie mogąc się zdecydować. Hermiona odradzała mu aportację, twierdząc, że to nie jest odpowiednia forma podróżowania dla osób w ciąży, więc musiał pogodzić się ze swoim kominkiem.
- Dom Weasleyów – powiedział w końcu.
Prawie wywrócił się, gdy w końcu wylądował w salonie Rona. Mężczyzna siedział na kanapie i spoglądał na niego z pewną dozą zainteresowania, która Harry'emu się wcale nie podobała.
- Nie wiem co jest pomiędzy tobą a Hermioną – zaczął, ale Ron wszedł mu w słowo.
- Nie wtrącaj się – powiedział Weasley.
- Jak mam się nie wtrącać? – warknął zirytowany. – Czy ty zwariowałeś? Ona jest w ciąży! Nie powinieneś jej denerwować – poinformował mężczyznę. – Daj jej ten rozwód – dodał.
- Chyba ty zwariowałeś – warknął Ron. – Po moim trupie.
Harry nie mógł nie przewrócić oczami.
- Ona dostanie ten rozwód, rozumiesz. Będziesz ciągał ją po sądach i tworzył kolejne niestworzone historie, które podłapie Prorok, ale to nie sprawi, że ona cię znowu pokocha i wróci do ciebie. W tej chwili to niemożliwe. Jedyne co możesz zrobić to dać jej ten rozwód. Ona nie odbierze ci dzieci. Będziesz mógł je widywać – ciągnął dalej Harry, ale Ron roześmiał się, jakby nie słyszał niczego bardziej niedorzecznego.
- Nie dam jej rozwodu – powtórzył uparcie Weasley. – A jeśli go dostanie to kosztem dzieci, które są moje. Nie twoje. I ona też nie jest twoja. Wróci, gdy będę miał dzieci. Nie będzie miała innego wyboru – wyjaśnił mu Ron.
- To jest twój plan? – spytał zszokowany Harry. – Zmusić ją do tego, żeby z tobą była?! – krzyknął, ponieważ nie wiedział nawet jak do tego podejść. – Pomyśl o tym chociaż przez minutę – zaproponował mu, irytując się tylko bardziej. – Chociaż minutę rusz mózgownicą. Obaj znamy Hermionę jak nikt inny. Miałeś szansę…
- A teraz ty jej chcesz – wszedł mu w słowo mężczyzna, wstając nagle.
Harry cofnął się instynktownie, widząc w rękach Rona różdżkę.
- Jestem gejem – przypomniał mu, starając się brzmieć spokojnie. – I przyszedłem tutaj przypomnieć ci, że Hermiona jest w ciąży i ciąganie jej po salach sądowych pokazuje tylko jak bardzo zależy ci na niej i na dzieciach – dodał, a potem wszedł do kominka. – Pamiętaj o tym, bo byliśmy przyjaciółmi, ale jeśli dalej będziesz się zachowywał w ten sposób. Przekreślisz wszystko co kiedyś nas łączyło – poinformował go na odchodnym.
Kiedy pojawił się w końcu we własnym salonie, zrobił coś, czego zapewne nikt się po nim nie spodziewał. Zablokował adres Rona, wiedząc, że Weasley był nie do przewidzenia, jeśli chodziło o swoją upartość. Ron nie myślał o konsekwencjach swoich czynów. To kiedyś łączyło ich obu, ale Harry zaczynał dostrzegać coraz więcej. Rozmowa z Weasleyem była głupia. Sądził, że przemówi mu do rozsądku, ale Ron nie należał do tych, którzy słuchają kogokolwiek. I Hermiona przed tygodniami miała rację – coś w głębi jego duszy podpowiadało mu, że Weasley posłuchałby prędzej jego niż żony, ale może ten etap dawno minął.
- Gdzie byłeś? – spytała dziewczyna, prawie przyprawiając go o zawał.
- Rozmawiałem z Ronem – przyznał, ponieważ nie było sensu jej okłamywać.
Spojrzała na niego marszcząc brwi.
- Nie poszło najlepiej – dodał, chociaż nie musiał.
Hermiona zapewne zauważyła to od razu. Harry przestąpił nerwowo z nogi na nogę, zastanawiając się czy streszczać jej tę rozmowę. Nie sądził, aby umknęło jej cokolwiek – nawet najnowszy plan Rona.
- Przykro mi, że cię w to wciągnęłam – powiedziała w końcu jego przyjaciółka i Harry'emu wydawało się przez sekundę, że się przesłyszał.
- Zwariowałaś? – spytał, ale tym razem nie był zirytowany, a raczej przerażony. – Herm, jesteśmy przyjaciółmi i…
- Zawsze byłeś przede wszystkim kumplem Rona – poinformowała go i chociaż głos się jej nie załamywał, widział, że jest poruszona.
Zrobił ostrożny krok do przodu, a potem otworzył po prostu swoje ramiona, czekając aż do niego przyjdzie.
- Zawsze byliśmy przyjaciółmi. Widać to podobno jednak wtedy, gdy ktoś kogoś potrzebuje… czy jak to tam szło – zawahał się, ale Hermiona zaczęła się śmiać w jego bark.
Czuł wyraźnie nacisk jej sporego już brzucha na jego mięśnie. Nie po raz pierwszy zaczął zastanawiać się jak wiele przytyje. Zaczynał powoli zauważać coraz więcej zmian. Nie wymiotował, ale reagował na silne zapachy. Zmiany magii mocno odbijały się na nim, więc starał się zaciskać dłonie, aby jakoś się kontrolować. Czasami chciało mu się płakać, ale bardziej wiązał to ze stresem niż czymkolwiek innym. Nie był pewien czy w pewnej chwili nie zacznie się zachowywać irracjonalnie – Hermiona całkiem dobrze reagowała nawet podczas burz hormonalnych, ale on nigdy nie był zbyt silny.
- Chodź, dokopmy im prawnie – rzucił jeszcze. – Mam dla ciebie wielką stertę notatek – próbował ją skusić i chyba pomogło, bo Hermiona parsknęła, jakby znowu udało mu się ją rozbawić.
ooo
Lucjusz nie należał do osób, które interesowały się plotkami, ale Prorok Codzienny miał nieprzyjemny zwyczaj krzyczenia do niego nagłówkami. Kolejny, który przyciągnął jego uwagę, sprawił, że poczuł jak pot zaczyna spływać mu po plecach.
Hermiona Granger-Weasley uderza w fundament rodziny? Nad czym pracuje Wizengamot?
Lucjusz nie był idiotą. Wiedział, że Weasley w końcu przestanie uderzać wyłącznie w żonę i zacznie niszczyć jej pracę, ponieważ tak zrobiłby każdy czarodziej, który chciałby odzyskać panowanie nad swoją żoną. Jednak najdroższy Ronald wycelował w Wizengamot, więc zaczynała się rozgrywka, która miała kosztować ich albo decyzyjność Rady, albo istnienie Biura. Lucjusz nie sądził, że aurorzy będą chcieli się tak szybko wyrwać spod kontroli, ale najwyraźniej mylił się.
Draco czknął, gdy zobaczył nagłówki i przeprosił niemal natychmiast, a potem pospiesznie otworzył gazetę, nie ukrywając nawet, że interesuje go cała sytuacja.
- Weasley chyba zwariował – stwierdził jego syn.
- Weasleyowie nie są znani ze zbyt wielkiego wyczucia – rzucił Lucjusz niezobowiązująco.
Za Granger stał Potter, starający się uspokoić swoją przyjaciółkę. Najwyraźniej młodą matkę poniosły nerwy i Lucjusz się jej nie dziwił.
- Kiedy następna rozprawa? – spytał ciekawie Draco.
Lucjusz spojrzał na niego i zrobił głębszy wdech.
- Zapewne jak najszybciej po tym artykule – odparł, ponieważ Weasley jakimś cudem porozumiał się z sędzią, co nie wróżyło Granger dobrze.
Jeśli dziewczyna straci dzieci i tak będzie to łaskawe rozwiązanie dla niej. Nie sądził, aby udało się jej kiedykolwiek uwolnić od męża. Zapewne powinna porozumieć się z matką Blaise'a Zabini. Lucjusz nie pamiętał dokładnie jak nazywa się Cecilia, ale jako jedna z nielicznych wychodziła dobrze na rozwodach. A ci głupcy dalej sądzili, że uda się ją usidlić.
- Granger będą potrzebni przyjaciele – stwierdził Lucjusz.
Niewymowni zapewne nie zamierzali się wtrącać. Wizengamot na pewno nie będzie się mieszał.
- Co z jej rodziną? – spytał ciekawie.
- Zobliviatowała ich zanim udała się z Potterem i Weasleyem na tę ich tajemniczą wyprawę. Nie udało się im przywrócić pamięci – poinformował go Draco i Lucjusz nie pytał skąd jego syn tak wiele o nich wie.
- Pewnie sądziła, że Weasleyowie zastąpią jej matkę i ojca – stwierdził, nie chcąc wdawać się w dalsza dyskusję.
- Ma Pottera – wtrącił jednak jego syn.
- Ma Pottera – potwierdził Lucjusz.
- W końcu zdobył dla niej miejsce w Wizengamocie – ciągnął dalej Draco.
- Nie powiem ci nad czym pracujemy – odparł Lucjusz, nie odrywając się nawet od gazety.
Usłyszał tylko zirytowane prychnięcie.
- Granger jednak radzi sobie całkiem dobrze – dodał, wiedząc, że jedynie tyle interesuje jego syna.
ooo
Harry schował najnowsze wydanie Proroka Codziennego i chociaż Hermiona przyglądała mu się podejrzliwie, nie zamierzał dzielić się z nią gazetą. Herbata smakowała mu dzisiejszego dnia jakoś dziwnie, więc odsunął od siebie filiżankę z obrzydzeniem. Żadna porcja cukru nie pomagała.
- Och, zaczęły ci się pojawiać smaki – powiedziała Hermiona, dziwnie szczęśliwa.
- Myślałem, że to oznacza, że będę się rzucał na śledzie albo coś w tym rodzaju – stwierdził, nalewając sobie po prostu kubek wody.
- I niechęć do innych – poinformowała go. – Długo nie przejdzie – uprzedziła go. – Jak się ogólnie czujesz?
Harry wzruszył ramionami. Był dość zmęczony, ale w zasadzie wiele wczoraj zrobili. Pracowali prawie nieprzerwanie, więc zapewne to też miało swój udział w jego samopoczuciu. Całe te nerwy związane z Ronem i ustawą, Wizengamotem i ciążą samą w sobie. Biorąc pod uwagę to wszystko, a nawet atak w Ministerstwie to czuł się wyśmienicie.
W czasie wojny miał problemy ze snem. W zasadzie za każdym razem, gdy był zmuszony podnieść różdżkę przeciwko komukolwiek, odchorowywał to. Było gorzej, gdy Ron ich opuścił, zazdrosny o Hermionę i może powinni byli już wtedy zauważyć, że Weasley nie wspierał ich aż tak mocno. W końcu już raz ich zostawił. Jednak jak zawsze nie uczyli się na własnych błędach.
- Jest tak dobrze, jak mogłoby być – odparł Harry. – Wieczorem muszę przejrzeć rachunki – dodał, ponieważ postanowił to robić raz w miesiącu i nieubłaganie nadchodził ten dzień.
- Mogę ci pomóc – zaproponowała szybko dziewczyna. – Nigdy nie ustaliliśmy…
- Nawet nie kończ – wszedł jej w słowo. – Nie będziesz płacić za mieszkanie. Na pewno nie mi. Gotujesz, zabezpieczyłaś dom i znalazłaś nam pracę – wyliczył. – Może ja powinienem spytać ile jestem winien? – zainteresował się.
- Nie bądź śmieszny – ofuknęła go.
Wzruszył ramionami, a potem zaczął wpatrywać się w nią o wiele bardziej intensywnie. Było wiele rzeczy, których sobie nie mówili, a czuł, że powinni byli. Przeżyli z sobą cały Hogwart i okres wojny, gdzie było jeszcze trudniej. Hermiona była tą, na którą zawsze mógł liczyć.
- Wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra, prawda? – spytał, patrząc jej prosto w oczy.
Nagle wydawało mu się bardzo ważne, żeby zrozumiała jak wiele dla niego znaczy. Pamiętał doskonale jak to było nie mieć nikogo i Hermiona zdawała się być dokładnie w tej samej sytuacji. Ale to nie była prawda. Mieli siebie nawzajem. On to czuł bardzo mocno.
Hermiona uśmiechnęła się z początku nieśmiało, ale potem coraz szerzej, aż w końcu zobaczył w jej oczach zaczątki tego dawnego blasku, który gdzieś ukrył się przed jego wzrokiem.
- Wiem – odparła.
