Leo wszedł do sali w kompletnej ciszy. Meblowanie pokoju wcale nie sprawiło, że nagle zaczął się cieszyć na myśl o staniu nad kotłem. Jeszcze skończy jak Severus z tymi jego włosami, które wyglądały jakby zamiast frytek to właśnie je smażył w Maku. Leo zatrzymał się nagle i spojrzał na salę ze zdziwieniem. Stanowiska z kociołkami zostały przesunięte w tył, a z przodu stało długie biurko i dwa krzesła. Leo podszedł do jednego z nich niepewnie i rozejrzał się dookoła. Wszystko inne zdawało się nie być wywrócone do góry nogami. Nadal nie mógł jednak zrozumieć po co to.

-Czego stoisz jak głupi, siadaj.- Leo odwrócił się szybko, słysząc głos za sobą. Westchnął cicho, widząc swojego nauczyciela.

-Po co to?- zapytał, patrząc na stanowisko. Severus położył na nim stertę książek.- Myślałem, że mam robić eliksiry.

-Nie będziesz robił nic dopóki nie nauczysz się o składnikach.- odpowiedział mężczyzna i Leo miał ochotę walnąć głową w biurko z frustracji.- Nie irytuj się. Musiałem sprawdzić czy jesteś na tyle zdyscyplinowany i cierpliwy, żeby był sens poświęcić mój czas na uczenie cię.

-Mistrz celebryta mi się trafił, nie ma czasu.- sarknął Leo siadając. Severus spojrzał na niego jakby był niespełna rozumu. Leo był zdziwiony tym, że ten postanowił go uczyć. Przecież on nie miał o niczym pojęcia. Gdyby nie to, że pochodzi z magicznej rodziny to równie dobrze mógłby być mugolakiem. Nie był specjalny.

-Uważaj na to, co mówisz. Nie jestem twoim kolegą tylko nauczycielem.- upomniał go Severus, patrząc na niego karcąco. Leo niechętnie pokiwał głową. Żałował, że nie miał więcej swobody. Wiedział przecież, że Draco nazywa tego mężczyznę wujkiem. Nie dziwił mu się jednak. Draco pewnie dorastał na jego oczach, a Leo był prawie niczym kukułcze jajo podrzucone innej rodzinie. Dopiero teraz wrócił do domu i miał okazję stworzyć więzi rodzinne. To go przerażało. Tak naprawdę znajdował się w domu pełnym, jeszcze niedawno obcych, ludzi. Znów poczuł się jak cień Draco. Nic więcej jak tylko marna imitacja, która warta była mały ułamek tego, co oryginał. Ta zazdrość była dusząca. Jakby cały tlen zmienił się w smołę, zabijając do powoli. -Obudź się dzieciaku.

Leo z zaskoczeniem spojrzał na książkę rozłożoną przed nim na pierwszym składniku. Obok niego znajdował się też blok mugolskich kartek w kratkę i długopis. Chyba jednak artykuły biurowe były słabym punktem czarodziei. -Zaczniemy od czegoś, co pewnie znasz. Mięta. To łatwy do wyhodowania składnik. Jej odmiana, mięta pieprzowa, osłabia działanie eliksiru powodującego euforię.- powiedział mężczyzna, skracając długi akapit do kilku prostych zdań. Leo zanotował je szybko. Mężczyzna zabrał od niego notatnik i szybko narysował obok rysunek rośliny. Leo spojrzał na niego zaskoczony.

Severus westchnął. -Nie masz pojęcia ile zajmuje uzyskanie patentu na własny eliksir. Urzędnicy uczepią się wszystkiego, a w szczególności rysunków technicznych i schematów, które muszę im dać. Jestem mistrzem eliksirów nie pierdolonym Da Vinci'm.- prychnął mężczyzna, wywracając oczami.- Powiesz swojemu ojcu, że przy tobie przekląłem to skończysz martwy, rozumiemy się?

Leo pospiesznie pokiwał głową. Może jednak to nie będzie tak tragiczna lekcja i ogólnie współpraca. Nie miał problemów z robieniem notatek. W mugolskiej szkole nikt nie czekał aż wszyscy będą gotowi do pisania i Leo nauczył się robienia szybkich notatek. Tu nie musiał się aż tak spieszyć i nie pisał skrótami.

-I tak uważam, że to świetny rysunek.- przyznał Leo. Jak na faceta, po którym zupełnie nie było tego widać to musiał być pomysłowy. W końcu coś wymyślił, prawda?

-Lepiej, żebyś teraz wiedział jak wyglądają te składniki. Gdy dojdziemy do tych, które będą brzmiały idiotycznie i mijały z jakimikolwiek skojarzeniami, wtedy będą przydatne.- powiedział mężczyzna. -Kolejny dość podstawowy składnik. Fasolka Sopohorusa. Jej srebrny sok usuwa pamięć pijącego. Po dodaniu do eliksirów traci swoje zdolności.

-O, Alzheimer w płynie. Jak uroczo.- skwitował Leo, a mężczyzna puścił to mimo uszu. Przerobili jeszcze kilkanaście kolejnych składników, które Leo mógł sobie łatwo wyobrazić, gdy nagle drzwi otworzyły się. Draco wszedł do środka.

-Zabierz się za przygotowanie eliksiru, o którym wczoraj mówiliśmy. Zbieraj się młody.- Leo zacisnął usta, gdy mężczyzna zbył go gestem. Zachował jednak kamienną twarz. -Nauczyłeś się przepisu na pamięć?

-Z twoimi poprawkami wujku.- uśmiechnął się Draco. Leo wyszedł z pomieszczenia, nie rzucając nic na pożegnanie. Wątpił, by przeszło mu to przez ściśnięte gardło. Liczył na to, że ten mężczyzna nie widział w nim tego, co pewnie większość. Małej, kiepskiej wersji Draco. Nie miał pojęcia dlaczego nagle odczuł to wszystko. Chciał być tylko sobą. W ciągu kilku minut znalazł się w bibliotece, stojąc przed oszklonymi drzwiami. Tom nie znał Draco i wiedział, że on jako jedyny nie będzie w stanie porównać ich dwóch. Miał nadzieję, że mężczyzna nie nawrzeszczy na niego za przyjście tak wcześnie.

Mężczyzna pojawił się zaskoczony.- Myślałem, że to Lucjusz.- Tom wpuścił go do środka i spojrzał na niego uważnie.- Co się stało?

-To skomplikowane. Ma być prosto z mostu czy potrzebujesz wyciskającej łzy historii.- Tom poszedł do kuchni i nastawił wodę na herbatę. Leo usiadł w fotelu.

-Konkretnie dzieciaku. Ktoś cię tu znajdzie i będziemy mieli problem.- powiedział, wyjmując dwa kubki. Leo westchnął, patrząc na niego.

-Mam dość czucia się jak gorzej wychowana wersja Draco. Wychowałem się z siedmiorgiem innych dzieci, zawsze byłem wyrzutkiem, a jednak było to lepsze niż stanie w czyimś cieniu.- Leo zacisnął dłonie w pięści.- Nie będę po prostu stał w jego cieniu, czekając jak szczeniak na jakąkolwiek pochwałę, byle była dobra.

-Pamiętaj, że masz coś, czego Draco nie ma. Paradoksalnie jest to właśnie twoje mugolskie wychowanie.- Leo spojrzał na Toma, który postawił herbatę na stoliku i usiadł na fotelu obok.- Ja też wychowałem się u mugoli, ale w sierocińcu. Podejrzewam, że były to jednak podobne doświadczenia. Jeśli dobrze je wykorzystasz to dadzą ci wiele władzy. Przekonaj do siebie mugolaki i dzieci półkrwi. Nie ważne jak bardzo nie chcę tego przyznać to czystokrwiste rody nie mają teraz ogromnego poparcia. Mimo wpływów rodziny Draco może mieć bardzo ograniczone kontakty w przyszłości. Do Lucjusza ludzie lgnęli, bo był to moment rewolucji arystokracji, ale twój brat nie ma już tego w zanadrzu.

-Chcesz, żebym stał się przeciwieństwem Draco?- spytał Leo, patrząc na niego znad kubka parującej herbaty. Wiedział już dlaczego ludzie podążali za Tomem. Wygłosił jedynie krótki monolog, a Leo już miał ochotę zgodzić się na wszystko.

-Nie.- odpowiedział mężczyzna, patrząc mu w oczy.- Nie mówię ci co masz robić. To jest moja opinia, a ty masz własną. Nie zmieniaj się w ten motłoch, który zaczął za mną podążać i słuchaj samego siebie. Czasami umiejętność przyciągania ludzi może obrócić się przeciw tobie. Tak samo jak próba bycia zawsze pięć kroków przed przeciwnikiem. Dobrze dobieraj przyjaciół i nie rób sobie niepotrzebnie wrogów.

-Zapamiętam.- uśmiechnął się Leo. -Nadal mogę przyjść wieczorem?

-Możesz, ale tym razem nie ma mowy o nocowaniu. To i tak jest dla nas obu zbyt ryzykowne.- Leo skinął głową i szybko skończył herbatę.

-To ja lecę na kolację. Będę koło dziesiątej.- powiedział z uśmiechem, wstając. Tom ruszył za nim i przed wejściem obrócił go do siebie.

-Jeszcze jedna rzecz.- Leo spojrzał w górę na mężczyznę. Teraz czuł się jak dziecko, stojące przy starszym bracie.- Zasługujesz na każdy luksus jaki dostajesz od rodziców.

Leo przytulił się do niego niespodziewanie i mężczyzna uśmiechnął się. Pogłaskał go po głowie i blondyn w końcu odkleił się od niego. Leo wyszedł do biblioteki. Słysząc głosy dochodzące z dołu bezszelestnie ruszył na tyły drugiego piętra, po przeciwnej stronie szklanych drzwi. Pośpiesznie wyjął jedną z książek, robiąc małą szczelinę, przez którą widać było przeciwną stronę piętra. Powoli głosy stawały się coraz głośniejsze i wkrótce Leo mógł zobaczyć swoich rodziców, wchodzących na górę przez szczelinę między książkami.

Lucjusz zapukał do drzwi, a te otworzyły się po chwili. Bez słowa oboje zniknęli w środku. Leo odłożył książkę na miejsce i po cichu udał się do jadalni. Miał ochotę zawrócić, gdy zobaczył Draco czytającego książkę. Zignorował go, siadając na swoim miejscu. Bawił się własnymi dłońmi, wpatrując się w nie jakby nagle stały się czymś niezwykłym. Powoli jego myśli odpływały w zupełnie innym kierunku. Chciał znaleźć się już w szkole, gdzie poznałby zupełnie nowych ludzi. Żyłby w wielkim zamku, jaki opisywały książki o historii. Wiedział, że Hogwart nie był jedyną szkołą magii. Nie mógł przestać wyobrażać sobie jak wygląda jego wnętrze. Ceglane mury, które przetrwały stulecia. Pewnie niektóre cegły miały jakieś uszczerbki od zaklęć. Wielkie, staroświeckie żyrandole z mnóstwem migoczących kryształów. Słyszał, że w szkole uczyło się kilkuset uczniów i Leo mógł sobie wyobrazić drewniane ławki ustawione przy stołach w jadalni. Nie był pewien czy uczniowie siedzieli tak, jak chcieli czy byli podzieleni na domy.

Leo niezbyt pasowała ta segregacja. Nie chciał być szufladkowany na starcie. Dom w połączeniu z rodzinnym nazwiskiem sprawiało, że wszyscy pewnie będą już mieli wyrobione zdanie na jego temat. Był pewien, że Weasley już go nienawidzi, ale z tego co dostrzegł Leo miał dużą liczbę rodzeństwa. Chciał mieć szansę na zrobienie pierwszego wrażenia własnym zachowaniem, a nie ty, co ludzie o nim sądzili. Znów wrócił myślami do zamku i jego wnętrz. Nie miał pojęcia w jakim stylu został wybudowany. Pewnie romańskim albo gotyckim. Leo preferował ten drugi. Smukłe okna pełne pięknych witraży, które przepuszczały kolorowe promienie światła do środka.

-Leo!- chłopak potrząsnął głową i zaskoczony spojrzał na swojego brata. Wszyscy stali dookoła niego z zaniepokojonymi minami. Rodzice musieli zjawić się niedawno. Draco siedział obok niego. Leo w szoku patrzył na kamienną ścianę przed sobą. Jakimś sposobem pokój, w którym się znajdowali, zamienił się w zamkową jadalnię. Leo dotknął ławy, na której siedział i przesunął po niej dłonią. Tam, gdzie wcześniej była przerwa między krzesłami teraz było solidne drewno. Wszystko zdawało się zmieniać zależnie od jego woli. Spojrzał nad siebie i dostrzegł bogato zdobiony żyrandol, zwieszony z wysokiego sufitu pomieszczenia. Tego na pewno nie było w tym domu.- Co tu się dzieje?

-Nie wiem.- odpowiedział chłopak.

-Ty to zrobiłeś?- spytał Draco. Leo wstał i wyminął ich wszystkich bez słowa. Podszedł do ściany i przyjrzał się jej. Wyglądała jak pełnowymiarowa ściana z cegieł, ale gdy jej dotknął nadal miała gładką fakturę poprzedniej ściany. Czyli to była jedynie… iluzja. Nie miał pojęcia ile mogła się utrzymać, ale podejrzewał, że robiła to jego magia. Zastanawiał się czy ma jej nieskończone ilości. Jeśli tak byłoby to trochę idiotyczne.

-Chyba tak.- odpowiedział, wpatrując się we wszystko, co uległo jakiejkolwiek zmianie. W końcu spojrzał na jego rodzinę, która wpatrywała się w to wszystko zaskoczona.- Wiem, że nie wolno mi startować do nagrody „dziecka z jakąkolwiek wartością", ale chyba, żadne z was nie myślało o zamkach.

-Leo, nie o to chodzi.- Lucjusz podszedł do niego.- Takie czary wymagają wielkich nakładów magii. Niewielu czarodziei może zakamuflować przedmiot, nie mówiąc już o pomieszczeniu. Poza tym trzeba mieć ogromną wyobraźnię.

-Nie wiem czy mam to uznać za wątpliwości czy za komplement.- odpowiedział Leo, krzywiąc się. Lucjusz spojrzał na niego zaskoczony. Jego syn widocznie nie był w dobrym humorze mimo, że rano wydawał się zadowolony.

-Porozmawiasz ze mną po posiłku?- chłopak kiwnął głową, patrząc na niego.- Dasz radę to zdjąć? Nie przeszkadza mi ten wystrój, ale wolałem coś, co nie wygląda jak stare zamczysko.

Leo spojrzał na niego wystraszony. Nie miał pojęcia jak to zdjąć. Nie wiedział co zrobić, żeby przywrócić rzeczy do poprzedniego stanu. Czy ojciec chciał go ukarać? Nie miał pojęcia czy to, co zrobił było dozwolone. -Nie umiem. Przepraszam, nie umiem.- powiedział cicho, cofając się o krok. Nie miał odwagi podnieść wzroku na mężczyznę stojącego przed nim. Lucjusz przyciągnął go do siebie i objął.

-Nie bój się Leo. Nie chcemy, żebyś się nas bał.- szepnął Lucjusz, głaszcząc go po głowie.- Przypadkowe czary zdarzają się każdemu dziecko, więc się tym nie przejmuj. Pewnie za niedługo twoja magia się wyczerpie i możesz się poczuć zmęczony.

Leo otworzył oczy szeroko. Nie mógłby wtedy przyjść do Toma albo znowu usnąłby u niego. Gorączkowo stara się sprawić, by pokój zmienił się z powrotem, ale nic to nie dawało. Nie miał pojęcia jak miał się pozbyć tej zmiany. Nie, to była jedynie iluzja, przykrycie czegoś. Dlatego mógł dotknąć wcześniejszej ściany. Pewnie, gdyby stanął na stole dotknąłby sufitu. Leo zamknął oczy. W jego umyśle pojawiła się mgła. Coś, co zawsze symbolizowało omotanie, oszustwo, zwidy. Powoli rozwiał te mgłę w swojej głowie. Otworzył oczy i spojrzał na jadalnie, która powróciła do swojego naturalnego stanu.

-To było świetne!- Leo spojrzał na Draco zaskoczony. Ten stał obok niego z szerokim uśmiechem. Leo uśmiechnął się lekko zakłopotany. Jego myśli miały chyba większą moc niż myślał. Mógł dokonać wszystkiego.- Do tego bez różdżki! Mówię ci braciszku, skosisz wszystkich ze swojego rocznika takimi czarami.

-Lepiej, żeby nie popisywał się swoimi zdolnościami.- Lucjusz przerwał Draco jego litanię zachwytu nad swoim młodszym bratem. Leo spojrzał na niego i prychnął. -To nie są codzienne umiejętności. Nie było jeszcze nigdy kogoś takiego jak ty, przynajmniej w dokumentach, którymi dysponuje historia.

-Nie mówiłem, że będę się nimi popisywał.- przerwał mu Leo, wywracając oczami.- Nie jestem na tyle głupi, by z miejsca wyrzucić swój atut do śmieci. Po co mi talent do oszukiwania ludzi, jeśli wiedzą, że mogę ich oszukać?

Lucjusz odgarnął mu włosy z czoła.- Nie denerwuj się. Wiem, że jesteś w złym humorze.- Leo spojrzał na niego zaskoczony i wlepił wzrok w podłogę.- Ale to było genialne mały. Nie masz się czego wstydzić. To był niezwykły kawałek magii.- Lucjusz spojrzał na niego z uśmiechem i pocałował go w czoło.- A teraz jedzenie.

Leo nadal wyglądał na onieśmielonego. Nie czuł się komfortowo z tym co zrobił. Z jednej strony to było świetnie, dość unikatowa umiejętność, a do tego ojciec go pochwalił. Powinien być z siebie dumny. Lucjusz westchnął cicho i chwycił jego dłoń, ciągnąc go do korytarza.

-Wiem, że ci ciężko. Nam też jest, ale chcemy cię tutaj. Chcemy, żebyś czuł się dobrze i przychodził, gdy coś się dzieje. Nie traktowano cię dobrze, ale to ma być dla ciebie bezpieczne miejsce. Nie będę cię bił, ani nikt inny.- Lucjusz powiedział, patrząc mu w oczy. Leo skinął głową i spuścił ją zażenowany swoim zachowaniem. Blondyn przytulił swojego syna i pogłaskał go po głowie. Poczuł dłonie Leo na swoich plecach, zaciskające się na materiale koszuli. Nie spodziewał się tego, że Leo puszczą nerwy i rozsypie się na jego oczach. Okropnie było patrzeć na jego cierpienie i to łamało mu serce.

Po cichu zawołał skrzata i kazał mu powiedzieć, by Draco i Narcyza zjedli sami. On został z Leo, czując jak moknie mu koszula. Wziął go na ręce i zaniósł do pokoju. Starał się go uspokoić słowami, ale Leo zdawał się nie reagować. Lucjusz szybko położył go na łóżku i ułożył się obok. Był cicho, nie widział sensu w mówieniu do chłopaka, który potrzebował spokoju.

Leo zdawał się dojść do siebie w końcu i bezbronnie wtulił się w jego klatkę piersiową. Lucjusz uśmiechnął się lekko.- Przepraszam.- wyszeptał chłopak cicho. Oddychał już spokojnie, ale nadal miał zamknięte oczy.

-Nie masz za co lwiątko.- odpowiedział mężczyzna, obejmując go ramionami.- Nie przejmuj się niczym, wszystko jest dobrze. Czujesz się lepiej?

-Tak.- odpowiedział Leo, zachrypniętym głosem. Lucjusz rozkazał skrzatowi przynieść herbatę i coś lekkiego do jedzenia. Wkrótce na stoliku pojawiła się taca z piciem i kolacją. Leo puścił ojca dość niepewnie, nadal trzymając dłoń na jego ramieniu. Lucjusz usiadł i objął go delikatnie.

-Jestem tutaj mały. Nie zamkniemy cię w ciemnej piwnicy. Na razie chcemy cię tutaj, pod naszą opieką, bo to wszystko jest dla ciebie nowe. To duża presja, a jeszcze staramy się nauczyć cię materiału. Jeśli to dla ciebie za dużo wystarczy, że powiesz.- Lucjusz spojrzał na niego.

-Nie wierzycie, że dam sobie radę?- spytał Leo cicho.

-Nie o to chodzi. Jesteś naszym dzieckiem tak samo jak Draco, ale masz też swoją psychikę. Nie wychowałeś się tutaj i to szanujemy. Chcemy dać ci przede wszystkim czas na poczucie się bezpiecznie. Szybka zmiana środowiska to coś stresującego.- powiedział Lucjusz spokojnie. Leo był wdzięczny, że mówił do niego jak do kogoś normalnego.- Miałeś dużo stresu w tamtym… miejscu. Tutaj możesz dojść do siebie i odetchnąć. To jest jedyne na czym chcemy, żebyś się skupił. Jeśli lekcje to za dużo to możemy je przerwać albo zmniejszyć ich ilość.

-Nie, chcę się uczyć, ale brakuje mi szkolnych przedmiotów. Wiesz… biologii, matematyki, fizyki, chemii i innych. To jest ciekawe.- Leo spojrzał na niego i Lucjusz zmarszczył brwi. Był powierzchownie zapoznany z tym, czego uczyli w mugolskich szkołach.

-Nie znamy się na tym lwiątko, ale jeśli masz ochotę to możemy ci kupić jakiekolwiek książki chcesz. Oczywiście nauczyciel to też nie problem.- zaoferował Lucjusz i na twarzy Leo pojawił się uśmiech wdzięczności. Starszy Malfoy pogłaskał go po głowie.- Chodź, herbata czeka Leo.- chłopak skinął głową z uśmiechem.