ROZDZIAŁ 11 „ Czy chcę nowe życie?"

Usagi Serenity Chiba siedziała na ławce w parku. Patrzyła w próżnie przed sobą. Jej piękne cynamonowe oczy były puste, bez emocji. Jej blade lica, nabrały szarawego koloru.

-„Jak?" zapytała nagle. Zapewne siebie samą, gdyż wokół nie było nikogo.

W jej głowie, w kółko powtarzał się obraz jej ukochanego ojca i pocałunku jakim obdarzył Prity. Usagi wiedziała, że jej ojciec tęskni za matką, jednak sądziła, że jego miłość jest silniejsza niż jakakolwiek pokusa.
Różowo-włosa nastolatka zasłoniła dłońmi twarz.

-' Otuu-san czemu? Czyżbyś ty naprawdę już stracił całą nadzieję?' kontynuowała w myślach. Ułożyła twarz na dłoniach i spojrzała się przed siebie. Miasto było bardzo ruchliwe, zbliżały się godziny szczytu i coraz to więcej ludzi było na ulicach, a drogi stawały się bardziej zakorkowane.

-„ChibiUsa?" zapytał nagle głos z boku. Zaadresowana obróciła się z beznamiętnym wyrazem twarzy w tamtą stronę. Jak to dokonała ujrzała, że stoi koło niej uśmiechnięta wojowniczka z Marsa.

-„Rei-chan" przywitała ją. Kobieta spojrzała się na nią zdziwiona.

-„ChibiUso, czy coś się stało?" spytała brunetka, widząc strapioną minę księżniczki przyszłości. Nastolaktka obróciła głowę.

-„Nie Rei. Po prostu to nie mój dzień." Odrzekła. Nie za bardzo chętna by ujawnić to czego była świadkiem. Kobieta przysiadła się do młodszej dziewczyny na ławkę.

-„Skoro nie masz ochoty o tym mówić." Zaczęła. „Pamiętaj jednak, że zawsze możesz na mnie liczyć ChibiUso." dodała kładąc dłoń na ramieniu księżniczki.

Różowo-włosa spojrzała z ukosa na nią i się uśmiechnęła lekko.

-„Dziękuje Rei-chan. Będę pamiętać" odrzekła i wróciła do poprzedniej pozycji. Kapłanka przyglądała jej się przez chwilę, po czym westchnęła w duchu. Doskonale wiedziała, że nie wyciągnie niczego z niej, jeśli ona sama tego nie będzie chciała.

Endo i Prity patrzyli się sobie w oczy. Nic wokół nich nie istaniało, tylko oni i to co ich łączyło. Kobieta zagryzła wargę, czym zwróciła uwagę władcy. Ten nie móc się powstrzymać ponownie zbliżył swoje usta do jej. Tym razem złożył na nie liczne buziaki.

-„Pr...i...ty...-...ch...an" jęknął przez pocałunki. Czarnowłosa odpowiedziała podobnie i zanurzyła dłonie w jego ciemnej czuprynie.
Aż nagle Endymion przerwał i oparł czoło o jej.

-„Boże Prity, wybacz" rzekł niemal przez łzy i pokręcił głową.-„Ja naprawdę tego pragnę." Szepnął, poczym schował w dłonie twarz, w geście ukrycia słabości.-„ Ale nie mogę, nie mogę."
Kobieta patrzyła na niego, a jej zielone oczy były szkliste, aż popłynęły po jej policzkach łzy. Zerknęła do wózka, w którym spokojnie spał jej synek. Nie wracając wzrokiem spytała.

-„ Czy to przez twoją żonę?"

Endo milczał przez chwilę po czym powiedział.

-„Ona ciągle jest moją żoną, ciągle ją kocham i...ciągle mam nadzieję..." oparł poliki na piąstkach „...staram się ją wciąż mieć" dokończył głosem wypełnionym rozpaczą.

-„A co ze mną?" zapytała Prity. -„ Endo, chyba nie uważasz, że to co się dzieje między nami nie ma żadnego znaczenia?" dokończyła zdesperowana i złapała mężczyznę z rękę. Ten podniósł w końcu wzrok i spojrzał na nią.- „Chcesz tego, tak jak ja." Fioletowo-włosy władca nie odpowiedział.

-" Tyle, że różnica między nami jest taka, że ja potrafię pożegnać się z przeszłością, a ty nie." Dokończyła, wstała pakując jednocześnie wszystkie przedmioty do koszyka w wózku. Delikatnie obróciła łóżeczko na kółkach i skierowała się w stronę wyjścia.

....///wspomnienia///....
-„Serenity na boga, przestań" powiedział poirytowany głos męski do blondynki. Zaadresowana obróciła się w jego stronę. Na jej pięknej młodej twarzy było widoczne niezadowolenie

-„ Ja mam przestać!" krzyknęła oburzona. „Endymionie, to ty się opanuj." kontynuowała podnosząc głos." Nie mówimy tu o nonsensach, w grę wchodzi ludzkie życie!" dokończyła i zaczęła machać plikiem dokumentów. Mężczyzna zamknął oczy w celu opanowania się.
otworzył je po chwili i zerknął na swoją żonę.

-„ Serenity doskonale wiem, co tu jest stawką. Ale nie możesz mieszać uczuć do polityki" starał się wyjaśnić. „Jak dobrze pamiętasz, ostatnim razem jak pokierowaliśmy się twoimi uczuciami, to Kryształowe Tokyo legło w gruzach" rzekł. Na co jego towarzyszka zrobiła zszokowane oczy. Otwierała parę razy buzię i ją zamykała. Zabrakło jej słów. Poczuła się nie tylko zraniona, ale i zdradzona.

-„ Posłuchaj mnie Serenity. Nie wiem co się ostatnio z tobą dzieję, ale jesteś bardziej emocjonalna niż zwykle." Powiedział jej Endymion. „ Nie chcę się kłócić z tobą..."
-„ Nie chcesz się ze mną kłócić?" zapytała retorycznie przerywając mu. Po czym parsknęła szyderczym śmiechem. –„A to co tu robisz, obrażasz mnie, obarczasz odpowiedzialnością za tragedię z przed wieków." Kręciła głową z niedowierzaniem. Nie mogła uwierzyć w to co on przed chwilą powiedział.

-' Jak on śmie' nakręcała się bardziej.

-„Serenity..." próbował zacząć, ale uciszyła go krzyknięciem.

-„NIE!!!" zakryła uszy. „Nie chcę z tobą mówić, zostaw mnie samą. Uprawiaj sobie tą politykę bez mnie!!!"

Fioletowo-włosy mężczyzna spojrzał się na nią dziwnie. Nie poznawał tej kobiety. To nie była jego słodka, niewinna, ale zarazem bardzo sensowna żona. Pokiwał głową więc i konkludując, że jest po prostu przemęczona podszedł do drzwi.

-„Jak staniesz się moją żoną, którą znam. Daj mi znać" powiedział sucho wychodząc z komnaty.

Blondynka nie odpowiedziała, usiadła tylko i zaczęła płakać.

-' Nie chcę tu być. Nie chcę być królową. Chcę znów być normalna. Chcę mieć normalne życie' myślała zrozpaczona, choć wiedziała, że to niemożliwe.

Nagle w pokoju coś stuknęło i z nikąd pojawiło się jasne światło. Nie miała szansy zagregować.

Jedyne co po niej zostało to krzyk, który echem odbił się po korytarzach Kryształowego Pałacu.

...///koniec wspomnienia///...

__________________________________________________________________________ Endymion obudził się nagle. W uszach nadal brzmiał mu krzyk Serenity. Zamknął ponownie oczy, a z pod powiek popłynęły mu łzy.

Ich ostatnia konwersacja pozostawiała wiele do życzenia, gdyby tylko wtedy wiedział co się stanie z jego Usa-ko. Zagryzł wargę i ścisnął piąstki aż zrobiły się białe.

-'Jestem egoistycznym głupcem. Jestem zwykłym idiotą. Jak ja mogłem się z nią pokłócić o coś tak błahego jak polityka?' pytał się w duchu.

Niestety jego jedyną odpowiedzią był przeraźliwy krzyk królowej. Mimo sprintu jaki odbył z powrotem, było za późno. Gdy otworzył drzwi, jej już nie było, a w powietrzu fruwały tylko dokumenty, którymi dopiero co machał mu przed nosem. Miejsce w którym stała jak wychodził, było czarne. Nikt nie potrafił wyjaśnić co się stało ani Ami ani, co go bardziej przerażało, Pluto. Królowa rozpłynęła się w powietrzu, nie było śladu jej istnienia w Galaktyce.

-' Nic. Nawet cząstki energii po najpotężniejszego kobiecie wszechświata' pomyślał gorzko.

Co pewien czas pojawiały się jakieś ślady. Niestety wszystkie okazywały się fałszywe. I tak czas mijał. Ludzie powoli tracili nadzieję, że Neo Queen powróci. Aż po latach pojawiła się presja społeczna, aby zacząć przygotowywać Jej Wysokość Usagi serenity do roli królowej. Jego córka bardzo przed tym oponowała. Według jej mniemania byłby to cios prosto w jej matkę i wiarę na jej powrót. Jednak z czasem nawet Lady Usagi musiała przystać na pragnienia poddanych. Endymion wiedział, że robi to z ciężkim sercem. Usagi nie chciałabyc królową, nie w taki sposób. Chciała aby jej ukochana Okaa-san ją wszystkiego nauczyła, aby była jej mentorką i doradcą. Tak więc kiedy pojawiła się wiadomość o członku rodziny krolewskiej, kótry przekroczył wrota czasu, Usagi wszystko rzuciła. Co prawdę mówiąc króla wcale nie zaskoczyło. Choć on podchodził do tej wieści raczej rezerwą. Przeżył już tyle rozczarowań, bał się kolejnego. I tak więc po presją Senshi i księżniczki udał się z nią do przeszłości. Ale co z tego, od czasu ich przybycia nie odkrył nic...nic co by miało wskazywać, gdzie jest Serenity. Co gorsza pojawił się nowy wróg, z którym nie wiedział jak walczyć, a co do którego miał złe podejrzenia. To na dodatek Usa-ko teraźniejszości zaszła w ciąże, której on nie chciał wspominać. On natomiast zamiast szukać żony, był na dobrej drodze by ją zdradzić.

Endo obrócił się na bok. Z dnia na dzień, jego wiara w powrót Serenity malała, a co gorsza z dnia na dzień stawał się coraz to bardziej zafascynowany Prity. Wiedział, że nie powinnien jej robić nadziei. Jednak kiedy ją całował...kiedy ją całował znów czuł się szczęśliwy i spełniony. A tak mu tego od lat brakowało. Spojrzał na swoją obrączkę.

-„Dopóki śmierć nas nie rozłączy..."wyszeptał. „Czemu nikt nie wspominał, że jest coś gorszego niż śmierć?" zapytał w próżnię nie oczekując odpowiedzi.

-„Sądzisz Panie, że gdybyś wiedział co się stanie byłoby inaczej" odpowiedzał niespodziewanie glos.

Endo obrócił się szybko w drugą stronę, zakrywając jednocześnie naga część ciała.

-„Pluto co ty tu robisz?" spytał kompletnie zaskoczony." Nie sądzisz, że nie jest to zbyt stosowne?" dodał po chwili. Strażniczka Czasu skinęła głową nisko i uklękła.

-„Wybacz mi Panie to najście. Doskonale zdaję sobie sprawę z intymności tego pomieszczenia. Jednakowoż muszę z tobą pilnie pomówić." Dokończyła poważnym tonem kobieta. Władca kiwnął głową.

-„Dobrze, jednak pozwól, że coś na siebie włożę" rzekł i sięgnął po sweter.
-„Ależ oczywiście" skomentowała cicho kobieta rumieniąc się nagle, spuściła wzrok, gdy mężczyzna wstawał z łóżka.

Endymion obszedł posłanie tak, że teraz stał naprzeciw kobiety.
-„Powstań Pluto i mów" rozkazał.

Wojowniczka uczyniła zgodnie z jego słowami. Kiedy podniosła głowę znów miała obojętny wyraz twarzy. Tak doskonale znany jej otoczeniu.

-„Panie znów wyczułam tą energię." Skwitowała krótko. Na co fioletowo-włosy zrobił zaskoczoną minę.

-„Masz na myśli tą energię, która przekroczył wrota czasu?" spytał choć spodziewał się odpwiedzi.

-„Tak. Choć teraz wyrażała się w inny sposób. Jakby była ..."przerwała swą wypowiedź Strażniczka. Wiedziała, że to co powie zrani jej Pana, jednak musiała to wyjawić.

-„Jakby była?" popędził ją władca.

-„Jakby była spełniona i szczęśliwa i nie miała zamiaru wrócić" skomentował z lekką dozą uczucia i subtelności. Endymion cofnął się o krok do tyłu. Doskonale rozumiał co Pluton chciał powiedzieć. Opadł lekko na łóżko i zakrył twarz dlońmi.

Siedział tak przez dłuższą chwilę. Jego towarzyszka milczała, może nie miała doświadczenia z miłością, była jednak na tyle światła, iż wiedziała, że potzrbuje chwili spokoju, aby to wszystko pojąć i zaakceptować.

-„ Czyli ona nie chce wrócić?" spytał Endymion podnosząc zmęczone oczy na zielonowłosą kobietę. Czuł się jakby ciężar tych wszystkich lat oczekwiań, wszystkie rozczarowania i rozpacz spłynęły na niego w tej chwili i uwolniły się na zewnątrz.

-„ Jeśli założymy, iż to energia królowej." Odpowiedziała „To tak. Gdziekolwiek jest, kiedy poczułam tą falę była bardzo szczęśliwa i spełniona." Mężczyzna opuścił głowę. „ Tak jak kiedyś z Tobą" dodała na otuchę.

Na to ona się zaśmiał cicho.

-„Ona nie była ze mną szczęśliwa. Gdyby była to to wszystko nigdy by się nie stało" rzekł z poczuciem winny. Wciąż patrzył się na podłogę. Nie mógl uwierzyć, że te wszystkie nadzieje były pochopne, że ta wiara, iż królowa chce wrócić był ślepa.

Pluton opuściła lekko głowę.

-„Nie możesz się winnić za jej zniknięcie." Rzekła

Na to Endymion podniósł głowę, a na jego twarzy malował się uśmiech będący mieszaniną rozpaczy-ironi-smutku.

-„Uwierz mi Plutonie mogę. Zanim ona znikła powiedziałem jej straszne rzeczy." Zerknął w stronę drzwi do salononu. „Nie dziwię się jej, że nie chce do mnie wrócić."

-„ Z całym szacunkiem Panie. Jednak Serenity nie zostawiła tylko ciebie za sobą, ale Senshi, swój lud i przede wszystkim ukochaną córkę." Zaprzeczyła jego myśleniu.

Endymion znów na nią spojrzał. Patrzyli na siebie przez chwilę. Wielu innych bałoby się patrzeć w oczy Strażniczce Czasu, jednak nie on. Znał ją zbyt długo by budziła w nim lęk.

-„ Czy to nasz czas? Mój i Lady na powrót?" spytał w końcu.

-„Nie" rzekła zdawkowo. Na co mężczyzna zmrużył oczy.

-„Przecież rzekłaś, że Serenity nie chce byśmy ją znaleźli" stwierdził.

-„ Tak. Jednak nie jesteś gotów by wrócić. " powiedziawszy to wojowniczka znikła.

A Endymion patrzył się przed siebie.
Co to wszystko miało znaczyć?
Po co ona ma tu być?

Nie ma już nadziei.
Więc czemu wciąż przeznaczenie kazało mu tu być?

Makoto siedziała przy stole z rodziną i spożywała posiłek. Mała Suri siedząca na wysokim fotelu bawiła się plastikową łyżeczką, a nuż to uderzając nią w tackę a nuż w talerzyk z jedzeniem. Jej mąż natomist siedział z grobową miną. Brunetka zerkała na niego ukradkiem.

-'Ech, co ja mam teraz począć. Tama jest jak chmura gradowa.'pomyślała z goryczą. 'Jeszcze nigdy się nie kłóciliśmy'

-„Tama-chan" zaczęła „Ja..." mężczyzna podniósł na nią oczekująco wzrok. „Ja naprawdę nie mogłam przyjść." Wyjaśniła.

Szatyn patrzyl na nią przez chwilę po czym zadał pytanie, którego się obawiała.

-„Dlaczego?"

Mako spuściła wzrok. Wiedziała, że ma dwa wyjścia.

-„Mam dwa wyjścia" stwierdziła zaskakując nieco swojego towarzysza. „ Mogę wymyślic jakieś dobre kłamstwo albo powiedzieć ci prawdę" podniosła wzrok „ Zdaje mi się, że preferował byś to drugie" spróbowała zażartować.

Tamahome uniósł jedynie brew.

-„Tama-chan, ufasz mi?" zaczęła od tyłu.

Zaadresowany był już podirytowany tą zabawą w kotka i myszkę, jednak widząc powagę Mako rzekł „tak".

-„ Czy jeśli ci powiem, że nie mogę powiedzieć, gdzie byłam, ale jeśli przysięgnę ci, że jak pewnego dnia poznasz prawdę to, to zrozumiesz „ zapytała.

-„Mako przestań..."próbował „ NIE!!!" przerwała mu zaskakując go, siebie i małą Suri, gdyż dziewczynka widząc napięcie zaczęła głośno płakać. Kobieta szybko podeszła do dziecka i wyjęła je z siedzonka. Tuląc malucha znów zwrócił się do męża.

-„ Tama, błagam zaufaj mi. Jestem tą samą kobietą, którą pokochałeś. Matką twojego dziecka. Uwierz mi, kiedy będę mogła powiedzieć ci prawdę, zrobię to bez wahania." Podeszła do niego i spojrzała mu prosto w oczy. „Teraz proszę, zaufaj mi."dokończyła.

Mężczyzna przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. Makoto pokiwała więc ze zrozumieniem głową, obróciła się i poszła położyć dziecko, które zasnęło w jej ramionach. Kiedy już była za progiem usłyszała.

-„Ufam ci Makoto Kino Zinta".