XI
Kiedy Harry obudził się następnego poranka, był dziwnie wypoczęty, chociaż jego oczy były sklejone bardziej niż zwykle. Przetarł dłońmi powieki i podniósł się z łóżka. Zerknął w bok, ale nie zobaczył Toma. Jego pościel była posłana i najwyraźniej Tom poszedł już na siłownię. Harry przesunął ręką we włosach i poszedł do łazienki.
Drzwi otworzyły się, zanim w ogóle je dosięgnął. Tom wychodził z pomieszczenia z mokrymi włosami, w samych spodniach, z ręcznikiem przewieszonym na ramionach.
— Wróciłem już z siłowni — powiedział starszy chłopak. Harry zastanawiał się, czy aby na pewno chciał to powiedzieć, skoro nagle przybrał ponury wyraz twarzy. — Po południu pomogę ci z lekcjami.
Tom wszedł do pokoju, a Harry wsunął się do łazienki. Nie spodziewał się zastać Toma po wyjściu, jednak chłopak tam był. Siedział na swoim łóżku, opierał się o ścianę i czytał książkę. Harry podejrzewał, że jakiś podręcznik.
— Nie wychodzisz nigdzie? — zapytał cicho, wiedząc, że to nie jego sprawa.
Tom spojrzał na niego przelotnie, przewracając kartkę.
— Nie w ten weekend. A ty?
— Ja nigdy nie wychodzę — odpowiedział cicho Harry i podszedł do biurka.
Był pewny, że Tom na niego patrzy, chociaż kiedy sam rzucał chłopakowi ukradkowe spojrzenia, Tom czytał książkę. Harry wziął blok, ołówek i zaczął rozkładać się pod oknem.
Kiedy przytaśtał tam materac, rozłożył na parapecie koc, żeby nie wiało na niego. Układał poduszkę przy ścianie, kiedy usłyszał:
— Co ty robisz?
— Lubię... przyzwyczaiłem się.
— Chcesz mi powiedzieć, że robiłeś to wcześniej? — Głos Toma był coraz bliżej.
— Tak — odpowiedział Harry, układając się wygodnie na legowisku.
— Mogę?
Harry podniósł głowę; Tom stał obok, trzymając swoją poduszkę w rękach. Jego głos wydawał się dziwny, jakby nigdy wcześniej nie pytał o pozwolenie. Harry przesunął się trochę w prawo i Tom usadził się z lewej strony,
zatapiając się od razu w książce.
Harry chciał się zapytać, dlaczego usiadł tak blisko niego, ale stwierdził, że skoro mu to nie przeszkadza, nie będzie drążył
