Rewelacje
Będąc wychowanym na prawdziwego Malfoya, Draco rzadko brakowało słów.
Z drugiej strony, będąc wychowanym na prawdziwego Malfoya, blondyn wcześniej rzadko musiał szukać słów pocieszenia, a patrząc na Harry'ego, Draco mógł powiedzieć, że to był moment, w którym przydałyby się jakieś słowa pocieszenia. Według niego, Gryfon był zdecydowanie zbyt zdenerwowany tym głupim przesłuchaniem. Ktoś musiał mu jakoś poprawić humor! Ale pomimo prób, Draco nie mógł wymyślić nic odpowiedniego.
Psiakrew.
To mogła być jego ostatnia szansa, by Potter zaczął poważnie żałować swojej decyzji odrzucenia jego oferty przyjaźni wtedy w Hogwart Ekspresie (Tak, nadal o tym ględził i tak, wiedział, że nie był wtedy zbyt miły. Ale skąd mógł wiedzieć, że Harry Potter był taki drażliwy? On przecież się tylko odwzajemniał Wiewiórowi! Nikt nie miał prawa wyśmiewać się z Malfoyów.).
Psiakrew.
Choć raz to on był przy Potterze. Nie Granger, nie ten piegowaty Weasley… on! Ale skąd miał wiedzieć, co teraz powiedzieć lub zrobić? Co ta dwójka robiła, że przygnębiony Harry znów się uśmiechał?
Jak można wyciągnąć kogoś z przygnębienia?
xxxxxxxxxx
Harry spojrzał w dół na znoszony zegarek na nadgarstku.
– Dochodzi szósta. Powinienem wracać – powiedział smętnie i wstał z trawnika, na którym uprzednio siedział. Tęsknie spojrzał raz jeszcze na jezioro, zastanawiając się, czy kiedykolwiek jeszcze je zobaczy. Dlaczego miałby? Jaki miał powód, by kiedykolwiek wrócić do Snape Manor?
Dokładnie.
Trzeba przyznać, Sev… Profesor Snape… był daleki od oziębłości wobec Harry'ego z powodu „najazdu" na jego dom, ale Harry nie był obłąkany. Nauczyciel prawdopodobnie tylko podążał za wskazówkami Dumbledore'a, by trzymać „chłopca, który przeżył" z dala od niebezpieczeństwa. Ale wciąż… był miły i tylko to miało znaczenie dla Harry'ego. Spojrzał w prawo na Ślizgona, którego kiedyś tak bardzo nienawidził. Draco zupełnie zgubiony w myślach, gapił się na jezioro przed nim bez mrugnięcia okiem. Harry uśmiechnął się.
W porządku, więc prawdopodobnie był obłąkany, ale po prostu wiedział, że będzie tęsknił nawet za Malfoyem. Będzie mu brakowało tego wzajemnego dokuczania, drażnienia, śmiechu, walk… wszystkiego. Oczywiście zobaczą się wkrótce, bo już niedługo zaczyna się nowy semestr, ale Harry jakoś wątpił, że między nimi będzie tak… pokojowo… gdy tylko wrócą do Hogwartu. Nie ośmielił się spytać. Co powinien powiedzieć? Posłuchaj, Draco, czy jesteśmy teraz przyjaciółmi? Ponieważ, hmm, naprawdę chciałbym być twoim przyjacielem.
Tak, jasne.
– Idziesz? Dochodzi szósta – powtórzył Harry i Draco w końcu spojrzał na niego.
– Tak? – spytał roztargniony i również wstał, strzepując trochę trawy ze spodni. – Siedzenie na ziemi jest takie plebejskie – gderał. – Z pewnością nie będę za tym tęsknił, Potter.
Harry nie uśmiechnął się.
Zaczęli iść w górę małą, ubitą ścieżką, która prowadziła przez kępę drzew – zbyt małą, by nazwać ją lasem – i obok czegoś, co według Harry'ego wyglądało jak miniaturowa kaplica. Zawsze chciał zapytać, co to jest, ale teraz to już i tak nie miało znaczenia.
Teraz wyjeżdżał.
Około dziesięciu minut później dotarli do strasznie wysokich schodów, które prowadziły do dworu… w końcu. Draco zajęczał.
– I oczywiście zostawiłem moją przeklętą miotłę w domu. Oczywiście muszę teraz iść na górę po tych schodkach – mamrotał z oburzeniem, nie zwracając się do nikogo w szczególności. Wtedy dał Harry'emu jednego z tych swoich małych kuksańców, do których Potter tak się już przyzwyczaił (i niech będzie przeklęty, ale za nimi też będzie tęsknił!).
– Nie możesz przywołać swojej miotły, Potter? – spytał, pełen nadziei.
– Ależ oczywiście użyję znów trochę magii poza szkołą specjalnie dla ciebie – powiedział Harry sarkastycznie. – Dwa dni przed moim dyscyplinarnym przesłuchaniem na temat mojego domniemanego naruszenia dekretu dotyczącego ograniczeń dla nieletnich czarodziei – dodał kąśliwie i dużo głośniej niż było konieczne.
– Psujesz zabawę – było jedyną niesentymentalną odpowiedzią Draco, zanim Ślizgon stanął jak wryty dwa stopnie niżej od Harry'ego. Potem, bez słowa, obrócił się i zaczął biec z powrotem w dół schodów.
– Do widzenia, Malfoy! – zawołał za nim zaskoczony Harry.
– Nie odchodź jeszcze! – krzyknął Draco, nie obracając się. – Zaraz będę z powrotem!
Wzruszając ramionami i kręcąc głową, ale zadowolony, że Malfoy najwidoczniej troszczył się o niego na tyle, by się właściwie pożegnać, Harry z trudem kontynuował wspinaczkę po schodach. W końcu dotarł do ostatniego schodka i mógł spojrzeć na piękny ogród, który rozciągał się wokół dużego i równie pięknego dworu. Profesor Lupin i Priya stali już na przednim ganku, patrząc na niego niecierpliwie. Kufer Harry'ego stał między nimi, spakowany i gotowy.
Matko, ktoś bardzo niecierpliwie czeka, aż odejdę, pomyślał gorzko Harry.
Coś ścisnęło go za gardło i natychmiast poczuł gniew na samego siebie. Dlaczego właściwie był zaskoczony? Ludzie zawsze byli najszczęśliwsi, kiedy widzieli jego plecy, nieprawdaż?
Ale myślałem, że tym razem będzie inaczej, łagodny głos w jego głowie zamilkł, tylko po to, aby zostać zastąpionym przez szydercze słowa wuja Vernona. Dziwadło!
I gdy zbliżył się do Snape Manor, głos jego ojca chrzestnego przyłączył się do chóru w jego głowie. On cię nienawidzi, Harry i nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
Harry mentalnie usunął głosy na bok (Zamknijcie się wszyscy!) i do czasu, gdy wkroczył na werandę, dzielny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
– Dobry wieczór, profesorze Lupin! – powiedział, potrząsając formalnie wyciągniętą rękę wilkołaka.
– Cześć, Harry! Jesteś gotowy na wylot? – spytał Lupin, faktycznie podsuwając miotłę Harry'ego pod jego nos. – Lecimy – stwierdził oczywistość.
Harry pokiwał głową bez entuzjazmu, biorąc swoją Błyskawicę od byłego nauczyciela.
– Mogę najpierw się pożegnać z profesorem Snape'em?
– Och, Harry! – zawołała Priya. Harry pomyślał, że wyglądała tak marnie, jak on się czuł. Jej na ogół śniada i radosna twarz była zaskakująco blada. Priya wydawała się przygnębiona, linie na jej zwykle niestarzejącej się twarzy były wyraźnie widoczne.
– Severusa już nie ma. Musiał nagle wyjść, kochanie…
Coś wyrwało się z klatki piersiowej Harry'ego i spadło w dół.
– ...i nie miał czasu, by cię znaleźć. Jednak zostawił notatkę. – Na to w końcu się uśmiechnęła i wyciągnęła rękę, by podać mu mały, poskładany kawałek pergaminu.
Coś w okolicy stóp Harry'ego wzleciało w górę i zatrzymało się w gardle.
– Och! – wychrypiał. – Dziękuję.
Wziął pergamin, rozwinął go, przeczytał, zarumienił się olśniewająco… i ostrożnie schował go do kieszeni dżinsów.
– Dobrze więc… uhm… do widzenia, Priyo – powiedział niepewnym głosem. – Dzięki za ugoszczenie mnie. Bawiłem się świetnie. Ja... – urwał, gdyż jego głos groził załamaniem się i wpatrywał się uważnie w sęk na jednej z drewnianych desek pod swoimi stopami. – Dzięki za wszystko – szepnął zgrubiałym głosem, gdy tylko znów był w stanie spojrzeć na Hinduskę i szybko zamrugał.
Priya rozpostarła ręce i Harry chętnie wtulił się w jej objęcia.
– To była przyjemność mieć cię tu, kochanie. Do widzenia! Zobaczymy się wkrótce – powiedziała zdecydowanie Priya, tuląc go mocno. Wściekle odpychając uczucie nadziei, którą jej słowa natychmiast w nim zapaliły, Harry pokiwał głową.
– Uhm-hmm – zgodził się bez przekonania, jego głos był stłumiony przez tkaninę sari.
– Harry, powinniśmy już iść! – przypomniał mu cicho profesor Lupin.
Niechętnie Priya i Harry rozdzielili się. Harry obrócił się, by na niego spojrzeć, kiedy nagle coś sobie przypomniał.
– Ale muszę się pożegnać z Draco! – powiedział z uporem. – Proszę, profesorze, możemy jeszcze chwilę zaczekać?
– Och, czyż to nie jest słodkie? – zbyt znajomy głos sprawił, że wszyscy się obrócili. Draco opierał się swobodnie o framugę przednich drzwi dworu, opatentowany uśmieszek Malfoya był na miejscu. Twarz Remusa wyrażała niepokój, podczas gdy twarz Harry rozjaśniła się uśmiechem, który pojawił się na widok jego byłego największego wroga.
– Już za mną tęsknisz, prawda, Potter? – spytał leniwie Draco. Potem wyprostował się i przeszedł na przedni ganek.
– Chciałbyś – odparł Harry, uśmiechając się szeroko.
Draco mlasnął językiem.
– Jesteś beznadziejnym kłamcą, Potter, czy ktoś ci to kiedykolwiek powiedział?
– Ty? Codziennie przez ostatni tydzień? – podsunął Harry.
Draco wydawał się rozważać to przez chwilę, jego głowa przechyliła się w zadumie.
– I za dużo to nie pomogło, nieprawdaż? – zastanowił się. – Jednakże, ponieważ będziesz musiał spędzić resztę tych pięknych wakacji bez mojej skromnej osoby... – uprzejmie zignorował rozbawione parsknięcie Harry'ego, zanim kontynuował – ... zdecydowałem dać ci to.
Harry gapił się beznamiętnie na mały przedmiot niewiele większy od dłoni Draco.
Draco westchnął.
– O niczym nie masz pojęcia, wychowywana przez mugoli namiastko czarodzieja, prawda? – spytał, podchodząc do Harry'ego i dając mu znajome lekkie szturchnięcie – małe zderzenie ich ramion, które Harry tym razem zinterpretował jako: Nie zamierzałem cię obrazić… głupku!
Oddał szturchnięcie (Nie obraziłem się... kretynie!) i powiedział:
– To wygląda trochę jak mugolska zabawka. Jak mały... – szukał właściwej nazwy, pamiętając, że widział taką zabawkę pomiędzy zwykłą stertą prezentów Dudleya wiele urodzin temu – ... hmm, taki zmywalny szkicownik? – spytał. Teraz to Draco patrzył na niego bez zrozumienia.
– To jest Tabulas Loquoram – wyjaśnił. – Czy raczej jego jedna połowa. Mam drugą w domu.
– Jasne – powiedział Harry. – I po co jest ten tabu lok…?
– Tabulas Loquoram – poprawił go cierpliwie Draco. – Używasz go przede wszystkim, by przesyłać informacje. Piszesz coś na swojej połówce w ten sposób - używając palca wskazującego jako pióra, zapisał coś szybko na małej płytce. Harry obserwował z szeroko otwartymi oczami, jak pojawia się na niej słowo Slytherin - i ja mogę przeczytać to na mojej. Jeśli chcę odpowiedzieć, wycieram twoją wiadomość, o tak - Draco przetarł lekko dłonią powierzchnię - i to znika również na twojej połówce. I zawsze oznacza to, że chcę odpowiedzieć – uśmiechnął się szeroko. – Piszę coś na moim Tabulas Loquoram i to pojawia się również na twoim. To jest bardzo proste.
Harry uśmiechnął się.
– Super! – powiedział. – Dzięki M... Draco.
Draco spojrzał na niego dziwnie, najwyraźniej zaskoczony umyślnym użyciem przez Gryfona jego imienia. Harry poruszył się nieswojo, ale wtedy Ślizgon uśmiechnął się lekko.
– Nie ma za co. Harry.
Remus Lupin chrząknął, przypominając Harry'emu o tym, że powinni już lecieć.
Draco wcisnął Tabulas Loquoram w ręce Pottera.
– A teraz znikaj, głupku! – powiedział. – Do widzenia!
xxxxxxxxxx
– Jak dobrze cię znów widzieć! Och, Harry! Jak się masz? Przebywając cały czas z profesorem Snape'em! Och, założę się, że byłeś na nas wściekły!
Oczy Hermiony lśniły od łez, gdy w końcu puściła Harry'ego. Chwyciła jego dłonie w swoje i mocno je ścisnęła.
– Och, Harry! – powtarzała ze współczuciem.
Z drugiej strony, głos Rona był pełen trwogi, gdy poklepał Harry'ego po ramieniu radośnie.
– Moje kondolencje, Harry! – uśmiechnął się szeroko. – Mieszkać u Snape'a! Jego chata jest tak brzydka jak on? Nie nabawiłeś się czegoś, kumplu?
Uśmiech zniknął z twarzy Harry'ego.
Ciepło i niewyraźne uczucie oczekiwania na spotkanie jego dwóch najlepszych przyjaciół po tak długim czasie wygasło, gdy coś lodowatego zalało jego żołądek. Harry puścił dłonie Hermiony, podniósł swój kufer i klatkę z Hedwigą i przeniósł na wyglądające na niezajęte łóżko, które uznał za swoje. Umieścił sowią klatkę na małym stoliku nocnym i rzucił ciężki kufer na łóżko, zanim usiadł obok niego. Niezręczna cisza nastała pomiędzy całą trójką. Harry rozejrzał się po pokoju. Był zawilgocony i ciemny i w ogóle nieprzyjemny, całkowite przeciwieństwo jego przytulnej, ciepłej i przyjaznej sypialni w Snape Manor. Harry zmarszczył brwi.
– Przebywanie z profesorem Snape'em było aż takie straszne, Harry? – zapytała Hermiona z niepokojem, najwyraźniej błędnie interpretując zachowanie przyjaciela.
– Nie – odpowiedział Harry chłodno. – Wcale nie.
– Zwariowałeś? – wykrzyknął Ron. – Dwa tygodnie z tym tłustym dupkiem! DWA TYGODNIE! Jak to przetrwałeś? Merlinie, jak my ci współczujemy! Prawda, Hermiono?
Hermiona przytaknęła ponuro.
– Snape, ze wszystkich ludzi! – kontynuował Ron. – Jak to możliwe, że cię nie zabił? Wiesz, sam bym się zabił, gdybym musiał mieszkać u tego starego dra…
Zatrzymał się w połowie zdania. Pokój nagle wydał się być ogarnięty przez małe trzęsienie ziemi. Książki tańczyły na półkach, ramy obrazów chwiały się ryzykownie na ścianach, podczas gdy okna nieznacznie trzeszczały. Żarówka zamigotała buntowniczo zanim kilka sekund później wszystko wróciło do normalności.
– Wow! – wydusił Ron.
– Co to było? – zapytała nerwowo Hermiona.
– On nie jest draniem! – warknął Harry.
Hermiona i Ron odwrócili się zaskoczeni.
– Słucham? – zapytał z niedowierzaniem Ron, kręcąc nieznacznie głową.
– Powiedziałem, że on nie jest gnojkiem! – warknął Harry, zaciskając dłonie w pięści. – Jak śmiesz? Siedziałeś tu całe lato, ciepły i suchy, nie mówiąc mi nic, podczas gdy ja tkwiłem u Dursleyów, nie mając pojęcia, co się do cholery dzieje! I nawet kiedy zaatakowali mnie dementorzy, a Ministerstwo groziło mi wylaniem ze szkoły i zniszczeniem różdżki, nikt nie uznał za słuszne skontaktowanie się ze mną. Poza, oczywiście, małymi, głupimi notatkami od Dumbledore'a, które równie dobrze mógłby sobie wsadzić w dupę! Zostań tam gdzie jesteś! Pieprzę to! Nie, ani on mnie stamtąd nie wyciągnął, ani ty, prawda To był Snape! Więc jak śmiesz?
– Ale Harry…
– Nie Harruj mi tutaj! Każdego dnia, kiedy ja tkwiłem na Privet Drive, kradnąc gazety z koszy, próbując się dowiedzieć, co się dzieje, wy…!
I wtedy, wreszcie, coś wewnątrz Harry'ego pękło i wykrzyczał to, co naprawdę chciał powiedzieć:
– Podejrzewam, że mieliście niezły ubaw, prawda? Siedząc tu wszyscy przez całe lato, podczas gdy ja byłem u Dursleyów, zamknięty przez pięć dni w tygodniu, wyłączając weekendy; karmiony przez pieprzoną klapkę dla kotów w drzwiach, jak jakieś cholerne dziwadło i łaskawie wypuszczany trzy razy dziennie, żebym mógł skorzystać z pieprzonej łazienki! Och, ale nie zrozum mnie źle! To były i tak świetne warunki w porównaniu z tymi, jakie miałem w komórce pod schodami, w której żyłem przez dziesięć lat mojego cholernego życia!
Hermiona zaczęła płakać, ale Harry się tym nie przejął.
– Całe moje życie czekałem na kogoś, kto przyjdzie i mi pomoże! Ale nikt tego nie zrobił, prawda? – krzyczał, rozkoszując się satysfakcjonującym uwolnieniem całej tłumionej wściekłości. Ron otworzył usta, by zaprotestować (bliźniacy i on raz, mimo wszystko, zaryzykowali swoje szyje dla Harry'ego, ratując go z Privet Drive numer cztery przy pomocy latającego Forda Anglia ich taty), ale zamknął je szybko, ponieważ Harry perorował dalej:
– Ale profesor Snape przyszedł po mnie! Więc nie próbuj on nim tak mówić, nie masz prawa, do cholery! Nic o nim nie wiesz! Ale chcesz się czegoś dowiedzieć? Świetnie się bawiłem przez te ostatnie dwa tygodnie! Właściwie zdecydowanie bardziej wolałbym zostać w Snape Manor, niż tu przyjeżdżać!
Łapiąc oddech, Harry oparł się o ścianę i skrzyżował ręce obronnie. Nagle poczuł się obnażony i bardzo się zawstydził. Nie miał zamiaru mówić tego wszystkiego! Ron i Hermiona nie powinni o tym wiedzieć. Nikt nie powinien wiedzieć, jak strasznie naprawdę był traktowany na Privet Drive.
– To znaczy, co to za miejsce? – zadrwił, próbując zmienić temat, rozglądając się dookoła z dystansem.
– Kwatera Główna Zakonu Feniksa – powiedział słabo Ron.
xxxxxxxxxx
Piętro niżej, dokładnie pod pokojem, w którym znajdowała się trójka Gryfonów, członkowie Zakonu Feniksa siedzieli skamieniali z szoku, gdy rozgniewany głos Harry'ego Pottera przedarł się przez sufit i rozbrzmiewał w pokoju. Cisza, która nastąpiła po wybuchu młodego chłopaka, była tak gęsta, że można ją było ciąć nożem. I chociaż żyrandol nad ich głowami i obrazy na ścianach dawno przestały się chwiać, powietrze nadal trzeszczało od gniewnego strumienia magii Harry'ego Pottera. Wtedy Molly Weasley schowała twarz w dłoniach i zaczęła szlochać (Biedne dziecko!), jej ramiona trzęsły się gwałtownie. Arthur Weasley próbował pocieszyć swoją żonę, ale bez skutku.
Reszta przerzucała spojrzenia między dwoma czarodziejami siedzącymi na dwóch końcach stołu. Jednym z nich był dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore, a drugim Severus Snape, człowiek, którego tak gorączkowo bronił przed kilkoma sekundami Harry Potter.
Napięcie między dwoma mężczyznami było namacalne, kiedy tak patrzyli na siebie w ciszy.
Mięśnie szczęki i gardła Severusa poruszały się, gdy zaciskał zęby, zgrzytając nimi. Ci, którzy patrzyli dokładnie widzieli, że kostki jego dłoni zbielały, a palce chwyciły blat z obu stron. Albus Dumbledore wydawał się być tylko nieznacznie spokojniejszy. Jego stara i pomarszczona twarz wyglądała na zmęczoną i bardzo smutną. Oczy, które zwykle błyszczały wesołością, patrzyły teraz zaskakująco pochmurnie zza jego okularów połówek. W końcu Syriusz Black przerwał ciszę.
– Komórka? – zagrzmiał, trzęsąc się z wściekłości. – Klapka dla kota? Zamknięty przez pięć dni w tygodniu? Co to wszystko znaczy, Albusie? – zażądał odpowiedzi.
Dumbledore nie odezwał się.
Severus Snape wstał gwałtownie z krzesła.
– Cieszę się, że nie jestem jedyną osobą zaskoczoną przez to raczej interesujące odkrycie! – syknął i wypadł z pokoju, powiewając szatami.
xxxxxxxxxx
– …i kilku z nich stoi na straży czegoś – zakończył swoje sprawozdanie Ron. – Zawsze rozmawiają o obowiązku chronienia.
– Raczej nie mnie, nieprawdaż? – uśmiechnął się z drwiną do rudzielca Harry, jego górna warga zwinęła się, a brwi podniosły sarkastycznie – był w pełni świadomy, że zachowywał się jak idealna kopia Draco Malfoya… i rozkoszował się tym.
Dwa głośne trzaski sprawiły, że podskoczył.
Bliźniacy Weasley, Fred i George, aportowali się na środku pokoju. Hedwiga nastroszyła się oburzona, a miniaturowa sowa Rona, Świstoświnka zaczęła śmigać dookoła ich głów w podnieceniu, pohukując przenikliwie.
– Hej, Harry! – uśmiechnęli się bliźniacy do nadąsanego Gryfona siedzącego na łóżku. – Wydawało nam się, że usłyszeliśmy twój melodyjny głos!
Fred uśmiechnął się.
– Nie tłum tak swojej złości, Harry, pozwól się jej uwolnić! Może być kilku ludzi w odległości pięćdziesięciu mil, którzy cię jeszcze nie usłyszeli.
Drzwi się otworzyły i Ginny Weasley weszła do pokoju.
– Hej, Harry! Miałam wrażenie, że słyszę twój głos! – uśmiechnęła się do niego psotnie.
Harry skrzywił się.
– Cześć wszystkim! – odparł zrzędliwie.
– Poza tym, zakłóciłeś powitanie, Harry – powiedział Fred. – Próbujemy się dowiedzieć, o co chodzi ze starym Snape'em. Ekhm... bez obrazy! – dodał, mrugając do Harry'ego i uśmiechając się promiennie.
– Profesor Snape? – spytał zaskoczony Harry, natychmiast wyskakując z łóżka. – Jest tutaj?
George pokiwał głową.
– Składa ściśle tajny raport. Pracuje dla Za…
Ale Harry już minął go pędem i wybiegł z pokoju. Pozostali Gryfoni wymienili zdumione (a w przypadku Freda i George'a raczej rozbawione) spojrzenia. Po chwili, mniej niż dwie minuty później, Harry wrócił.
– Już wyszedł – powiedział, wyglądając na strapionego. – I spotkanie też się już skończyło. Wasza mama powiedziała, że możemy zejść na kolację.
Wyjąc głośno, rodzeństwo Weasley wypadło przez drzwi i zaczęło zbiegać hałaśliwie po schodach. Harry z drugiej strony, usiadł z powrotem na łóżku.
– Nie idziesz? – spytała Hermiona.
Harry potrząsnął głową.
– Nie jestem głodny.
Hermiona kiwnęła głową i zamknęła za sobą delikatnie drzwi.
Harry westchnął. Byłoby tak miło zobaczyć znów profesora Snape'a i pożegnać się właściwie. Nawet mu jeszcze nie podziękował! Wzdychając po raz kolejny, Harry pochylił się i sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów, wyciągając mały pergamin, który Priya dała mu wcześniej. Rozwinął go i ostrożnie wygładził papier na kolanach, zanim jeszcze raz przeczytał wiadomość, którą zostawił mu Mistrz Eliksirów.
Harry,
Mimo że jesteś nieudolnym uczniem na moich zajęciach, byłeś niewątpliwie miłym gościem w moim domu. Nie jestem jednakże zadowolony z tego, jak bezwstydnie zawróciłeś w głowie zarówno Pryi, jak i Świąteczce. Wielokrotnie groziły mi śmiercią głodową lub zatruciem, jeżeli ośmielę się pozwolić Ci zdać Twój SUM z eliksirów z czymkolwiek poniżej W.
Jeżeli kiedykolwiek jeszcze będziesz uciekał przed Ministerstwem, jestem pewien, że żeńska część Snape Manor chętnie udzieli Ci ponownie schronienia.
Z poważaniem (jednak zupełnie nierozbawiony),
S. Snape
PS. Lepiej zacznij się przygotowywać do swoich SUMów, Potter. Bo inaczej…
Harry czytał humorystyczną notkę raz za razem. Czasami prychał, a uśmiech na jego twarzy stawał się coraz jaśniejszy z każdą minutą…
