Kilka uwag na początek... Wiem, że to kochacie, ale przecież i tak większość z was tego nie czyta, więc chyba możecie dać mi się trochę wygadać, hm:)

Po pierwsze primo – odpowiedzi na komentarze (zakoczę Was, ale jakieś się pojawiają :D)

HELLWOMEN – Staram się dawać w miarę regularnie nowe odcinki, ale to nie takie proste. Pomijając takie przyziemne sprawy, jak szkoła, czy stre związany z relacjami międzyludzkimi (rodzina, przyjaciele itd.), którego ostatnio trochę było, to jest jeszcze coś takiego, jak śmierć weny. I otóż to też było. A raczej to, że nie bardzo wiedziałam, jak opisać krwawe sceny w tym rozdziale. Musiałam się naczytać krwawych fanfików, żeby coś wykrzesać z siebie. No i miałam problemy z tymi rozdziałami o właśnie w tym momencie akcji, bo na dalsze losy mam już mnóstwo pomysłów (serio!). Niom... dziękuję za wytknięcie tego co Ci się nie podobało (gwałtowne zmiany sceny) pracuję nad tym i systematycznie będę dodawać poprawione odcinki, więc może i ten problem jakoś zażegnam, choćby w części wypadków. A tak w ogóle to cieszę się, że Ci się podoba

Sidesofmagic – Kosiam Cię! ćmokćmok :D A wyjaśniając to troszkę – jesteś istotą, której obecność zmusza mnie do pracy – do pisania i do poprawiania, bo wiem, że nie idzie to na marne! Komentujesz moje ffy! I to nawet te, których nie komentuje nikt inny! Dzięki Ci, że jesteś! (smarka ze wzruszenia w rękaw siedzącej obok osoby – kimkolwiek ona jest 0o – zalety korzystania z Neta w miejscach publicznych: nigdy nie wiesz komu smarczesz w rękaw).

A teraz dla wszystkich ty, którzy w ogóle skomentowali ĆMOK!

Sorry, głupawka po „Harry Potter i Sezon Ogórkowy" nie do końca mi przeszła. Teraz poważniej resztę ogłoszeń parafialnych.

Konkurs „Kto jest zdrajcą?" trwa. Podpowiedź: Na razie został w opowiadaniu tylko wspomniany.

Poprawiam pierwsze rozdziały (jak na razie są trzy ). Dużych zmian nie ma, ale zawsze. Może bardziej wyeksponuję postać zdrajcy, ale jeszcze nie wiem ;) Jakby były rażące zmiany, to dam znać. Z pewnością jednak jest mniej błenduf.

Ten odcinek jest krwawy. Krew nie będzie się lała strumieniami, czy cóś, ale poznamy nieco bliżej panów Aurorów, więc czujcie się ostrzeżeni. Powtarzam: TEN ODCINEK JEST KRWAWY! Zwłaszcza druga część, bo na początku, to dalej Sev i Hermi się do siebie zbliżają.

Tylko jeden wierszyk HG/SS :) Ale dwuzwrotkowy!

TEN ODCINEK JEST KRWAWY! I w zawiązku z tym by go napisać musiałam się naczytać krwawych opowiadań, jeśli więc natkniecie się na coś, co zostało natchnione przez Enahmę lub Naję Snake, to może być to w zupełności uzasadnione.

Scena brutalna specjalnie się tak rwie. Miało to wyglądać, jakby opis był z punktu widzenia kogoś, komu od tego wszystkiego w głowie się kręci i miesza. I nie, NIE POMIESZAŁY mi się nazwiska torturujących. Nie mi.

Miłego czytania i KOMENTOWANIA.

Xxx

Ten wiersz może być nieco inaczej interpretowany, gdy występuje w całości, ale mi do opowiadania najbardziej pasuje pierwsza strofa.

„Wpatrzeni w nasz ideał święty

dopóki serce tętni w nas,

płyniemy doń przez fal odmęty,

gdzie często zgubny sterczy głaz.

(...)"

„Artyści" Kazimierz Przerwa – Tetmajer

Xxx

Był dwudziesty szósty grudnia, a Hermiona już od dziewiątej rano przebywała w lochach.Trzeba w tym momencie zaznzaczyć, że powoli zbliżała się już trzecia po południu. Prawdopodobnie, gdyby dowiedział się o tym pna Ronald Weasley zacząłby wyrzucać Mistrzowi Eliksirów przemęczanie jego dziewczyny także w Święta. Prawdopodobnie byłby jednak równie zaskoczony obecnością Hermiony w lochach, co sam profesor Snape, gdyż korepetycje na ten dzień zostały odwołane.

Granger wyjaśnij mi proszę raz jeszcze, dlaczego ty mnie dziś dręczysz swą obecnością? – spytał Severus, patrząc na Hermionę, siedzącą na jego kanapie i spokojnie spożywającą ciastko z jabłkiowym nadzieniem i posypane cukrem pudrem. – I dlaczego ja wpuściłem cię do swojego salonu?

Stwierdził pan, że nie płacą panu za przebywanie w tej paskudnej klasie przesączonej kretynizmem i przerażeniem głupich smarkaczy podczas dni wolnych od pracy – odparła spokojnie Hermiona, oblizując wargi.

Hm... brzmi na tyle słusznie, że to mogły być moje słowa – mruknął Snape, odstawiając herbatę i częstując się ciastkiem.

A przyszłam, bo jakiś biedny i samotny Mistrz Eliksirów nie miał nic do orboty tylko wypisywać na moich wypracowaniach – jak zwykle niesprawiedliwie nisko ocenianych – wierszyki o samotnych wężykach, które nie dostały w tym roku nawet jednej dobrej książki na Gwiazdkę i nie mają co ze sobą zrobić.

Albo whisky, albo post-Cruciatusy... nie mogłem tego pisać na trzeźwo – zdecydował po chwili Snape.

Uśmiech Hermiony zniknął i spojrzała z wahaniem na swojego profesora, który wydawał się być całkowcie pochłonięty słodkim wypiekiem. Rzadko kiedy – nawet jeżeli ich korepetycje były na dzień po jego akcjach – dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Prawdopodobnie nie chciał dawać podstaw do podejrzeń uczniom, którzy oczywiście w znacznej większości nie mieli pojęcia ani o jego śmierciożerskiej działalności, ani tymbardziej szpiegowskiej.

Zawsze jest tak ciężko podczas pana misji?

Przeważnie. Choć ostatnio jakoś mi się upiekało. Brał sobie za obiekt pokazowy kogoś innego.

Panie profesorze...

Granger – warknął Snape ze złością – jeśli już przyszłaś tu w celach charytatywnych by zapewnić mi towarzystwo, to nie dręcz mnie rozmowami o Czarnym Panie, dobrze!

Przepraszam, panie profesorze...

Nie ważne, Granger. Swoją drogą, jak już tu przyszłaś to mogłaś mi oddać swoje ostatnie wyparcowanie.

Nie mogę, bo go nie skończyłam.

Nie wierzę – mruknął Severus, uśmiechając się złośliwie – panna Granger nie skończyła wypracowania! Czyżby temat eliksiru niewidzialności Medei był dla pani zbyt trudny?

Hermiona uśmiechnęła się lekko do siebie. Wiedziała, że jeżeli Snape'owi jest coś w stanie polepszyć humor to z pewnością jest to porażka Gryffindoru. Nawet, jeżeli w tak małej cząstce, jak tylko prefektki tego domu.

Nie, to akurat było dość proste, mam świetną książkę na ten temat, dostałam od Dracona swoją drogą.

Wiem. Zabrał mi prenumeratę „Biblioteki dla Warzycieli", żeby ci coś wybrać. Ale skoro dostałaś książkę Anselm Feuerbach „Eliksiry Medei", to w czym tkwi problem?

Granger spojrzała na uniesioną brew Severusa, jego wyraźnie zaciekawiony wzrok i delikatny uśmieszek, błądzący gdzieś w kącikach ust.

Nie mogę znaleźć rymu do „podły bazyliszek".

Jeszcze nigdy nie słyszała, żeby się śmiał, ale teraz była pewna, że choćby z tego jednego powodu warto było dzisiaj przyjść. Choć jego wierszyk może nie był najbardziej udanym zaproszeniem, jakie otrzymała...

„Choinka świeci – Albus ustroił

Karp w wannie rany swe goi

Z gryfonem bombka całą noc grała

Nie ma już whisky – Minerva zabrała

Samotny wężyk – nikt go już nie chce

Nawet pożądnej książki nie prześle

Eliksir miodowy wyszedł za lepki

Wężyk wkurzony – znów dostał skarpetki"

Xxx

Świt dwudziestegoósmego grudnia zastał Ronalda Weasley'a i Harry'ego Pottera w pełni ubranych i gotowych do wyjścia w kuchni domu państwa Wealey'ów. Po chwili dołączył do nich wyraźnie zaspany pan domu.

Chłopcy, nie przesadzacie troszeczkę? – spytała Molly, pojawiając się w kuchni chwilę po swoim mężu. – Zjedzcie chociaż śniadanie...

Mamooo... – jęknął Ron, który wyjątkowo mocno chciał już ruszać na spotkanie z Moodym, który miał ich „przejąć" w ministerstwie i zabrać ich do Uniwersytetu Aurorów.

Ale chłopcy…

Nie, Molly – powiedział nagle pan Weasley. – Lepiej, żeby nie jedli przed tym, co zobaczą.

Tato! Chodźmy już! – Jęknął po raz kolejny Ron, wiąrząc swój szalik.

Dobrze, dobrze... – mruknął z lekkim uśmiechem Artur i pocałowawszy żonę obiecał, że zje coś na mieście.

Tatoooooo...

Idę, już idę.

X

Alastor Moody zgodnie z planem odebrał ich w ministerstwie i otrzymawszy jeszcze jedno zatroskane spojrzenie Artura, powiódł przyszłych Aurorów do cieszących się przerażającą sławą lochów Uniwersytetu Aurorskiego. Dziś miało się odbyć pierwsze wązniejsze przesłuchanie Rudolfusa Lastrange'a, którego złapano już przed Swiętami. Do tej pory były to tylko najprostsze przesłuchania mające na celu ustalenie podstawowych danych złapanego Śmierciożercy i faktów dotyczących jego zbrodni.

Teraz wszystko odbywało się bardziej formalnie. W małej, kamiennej slace stał pod ścianą duży, dębowy stół, na którym leżały eliksiry i różne dokumenty. Samopiszące pióro stało w pełnej gotowości na czystym pergaminie, a siedzący za biurkiem siwy mężczyzna z ilością blizn prawie równą Szalonookiemu upewniał się, czy aby wszystko jest przygotowane.

Przy dwóch ścianach – na prawo i naprzeciw stołu – były ze dwa metry miejsca wolnego, które od środka sali osłaniała bariera zaklęć ochronnych. Można było je wyczuć, ale nie zasłaniały widoku, co było dość ważne, zwłaszcza, że właśnie w tych wydzielonych miejscach mogli przebywać specjalnie uprzyilwjowani widzowie.

Poza tym w sali znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne na ścianie, na której nie było oprócz nich nic – to nimi wprowadzany był więzień - oraz drugie drzwi pomiędzy stołem, a jednym z terenów dla „widowni". Tymi właśnie drzwiami wszedł Alastor wraz z chłopacami i profilaktycznie zajął miejsce w niedużym od nich oddaleniu – na wypadek, gdyby nie okazali się takimi dobrymi kandydatami na Aurorów, za jakich ich miał.

Na sali oprócz nich i protokolanta było jeszcze z piętnastu ludzi, wśród których większośc stanowili studenci Uniwersytetu. Harry z delikatnym uśmiechem zauważył, że niektórzy przynieśli nawet notesy. Miał nawet zwrócić uwagę Ronowi, jak bardzo to zachowanie pasowałoby do Hermiony, gdy przypomniał sobie, że jego przyjaciel od wczorajszej kłótni znów się do niego nie odzywa. Na szczęście nie był zmuszony do czekania w pełnym napięcia miliczeniu zbyt długo. Już po chwili do sali weszło czterech Aurorów, a dwaj z nich prowadzili Lastrange'a, by już po chwili rzucić go na kamienną podłogę. Twarzą naprzód.

Wyglądał znacznie gorzej niż we wsomnieniu, które Harry miał okazję zobaczyć w myślodsiewni Dumbledore'a (1). Był jeszcze chudszy i jeszcze bardziej przerażony. Krótkie, brązowe włosy kleiły mu się od potu, brudu i zakrzepłej krwi. Widać było, że ma rozciętą skórę na głowie, a gdy któryś z Aurorów podniósł go do pozycji klęczącej, można było zauważyć, że nie był to pierwszy raz, gdy odebrał cios w twarz. Miał porozcinaną wargę i łuk brwiowy, jego nos był najwyraźniej złamany i wyglądał jakby ponownie zaczął krwawić.

W chwili, w której podnosili Lastrange'a Harry'emu wydawało się, że więzień miał wyrwanych kilka paznokci, ale nie mógł się temu przyjrzeć, gdyż ręce więźnia były ciasno skute za jego plecami. Naszczęście Potter nie miał czasu zbyt długo się nad tym zastanawiać, gdyż właśnie wstał protokolant i zaczął odczytywać z pergaminu listę zarzutów.

Rudolfusie Olivierze Lastrange z domu Slytherin, urodzony 12 maja 1957 roku, synu Itzala Gethina Lastrange'a z domu Slytherin i Marle Anne Dołohov z Durmstrangu, oskarżony jesteś o wielokrotne użycie zaklęć Niewybaczalnych, morderstwa na wielu mugolach, oraz czarodziejach, wielokrotne łamanie prawa i sprzeciwianie się woli Ministerstwa Magii, wspieranie Czarnego Pana i noszenie jego znaku, oraz uprawianie czarnej, zakazanej magii. Wśród tych zarzutów szczególną uwagę należy zwrócić na twój udział w zamordowaniu Aurora Teda Tonksa, oraz Jamesa Hilberta, a także w torturowaniu Aurora Franka Longbottoma i jego żony Alicji, również Aurorki. Należy także odnotować brak jakielkolwiek współpracy z twojej strony, oraz twoją ucieczkę z Azkabanu, na który zostałeś skazany. Czy przyznajesz się do zarzuconych ci czynów?

Harry razem z innym czekał w napieciu na odpowiedź Śmierciożercy, choć był dziwnie przekonany, że w przebiegu jego przesłuchania niewiele to zmieni.

Przyznaję – odparł i można było zauważyć, że brak mu kilku zębów.

Czy chciałbyś coś dodać? – spytał Protokolant urzędniczym tonem.

Nie, dziękuję. Ujął to pan całkiem zgrabnie, panie Laurentin. Zapomniał pan chyba tylko o udziale w zgwałceniu i zamordowaniu panny Yvonne Laurentin – odparł suchym głosem Rudolfus.

Ostatnie zdanie powoli docierało do świadomości wszystkich zebranych, a dwóch Aurorów stojących po środku sali złapało protokolanta, który w mgnieniu oka porzucił swój urzędniczy styl bycia.

Zabiję, skurwiela, zatłukę – warknął, szarpiąc się w mocnym chwycie młodszych mężczyzn.

Uspokój się, Joe. Zajmiemy się nim.

Alastor Moody parsknął bardzo nieprzyjemnym śmiechem i obaj chłopcy spojrzeli na niego i zobaczyli, jak kręci głową z wyraźnym rozbawieniem.

Nieźle sobie ta Bella męża wychowała. Pantoflarza zapchlonego... dopóki jej nie poznał ani mu w głowie były takie wystąpienia. Oberwie mu się mocniej niż normalnie i będzie miał nauczkę za pantoflarstwo... hehehe

Harry uśmiechnął się lekko i spojrzał z niepokojem na więźnia, gdy obok niego Ron wraz z Moody zaśmiewał się z jego losu. Aurorzy, którzy uspokajali protoklanta w końcu mogli odejść od niego i wraz z pozostałymi dwoma otoczyli Śmierciożercę.

Wśród tych Aurorów było trzech mężczyzn i jedna kobieta, wyglądająca na czterdzieści kilka lat. Z czarnymi, jak smoła włosami wyraźnie odróżniała się od towarzyszących jej mężczyzn, gdyż dwóch młodszych z nich było rudych, a jeden, nieco starszy miał włosy prawie białe i Harry'emu w bardzo nieprzyjemny, ale wyraźny sposób przypominał Lucjusza Malfoy'a.

Swoją drogą i tak mu się dostało – kontynuował Moody. – Ta czwórka to nie są najdelikatniejsi ludzie, ale swoją drogą należy mu się. Betty i Johnsowie są świetni w rzucaniu wyszukanych zaklęć i jakiś okrutnych miksturach – powiedział, wskazując kobietę i dwóch rudych mężczyzn. – Z kolei Alan Undern to czysty i nieskalany sadyzm.

Wygląda, jak Malfoy – mruknął Harry pod nosem, gdy zimne, szare oczy Aurora na chwilę spoczęły na nim.

Wypluj te słowa, chłopcze – warknął zdenerwowany Alastor. – Malfoy... też coś... tfu!

Ron posłał Harry'emu karcące spojrzenie, którego najwyraźniej nauczył się u Hermiony. Albo u matki. Potter wzruszył tylko ramionami i spojrzał ponownie na czwórkę Aurorów. Właśnie jeden z nich, Undern wystrzelił w powietrze czerwone iskry by zwrócić na siebie uwagę i uciszyć widzów.

Proszę państwa! Przedstawienie czas zacząć! Lastranege twoje tortury będą trwały tak długo aż podasz nam satysfakcjonującą liczbę nazwisk twoich współbraci-Śmierciożerców.

Kolejne zaklęcie przymocowało łańcuch zwisajacy z sufitu do kajdan więźnia i napięło go do takiego stopnia by sprawić zakutemu ból, choć jeszcze niezbyt mocny.

Chcesz nam coś powiedzieć?

N-nie...

Jeszcze Lastrange nie skończył zaprzeczać, a uderzyło go w plecy zaklęcie chłosty. Potrójne.

Już po kilku minutach miał rozdartą koszulę i krew zaczęła mu ściekać po plecach z coraz głębszych ran.

Chcesz nam coś powiedzieć?

Johnsowie kontynuowali z zaklęciem chłosty, gdy Betty z coraz szerszym uśmiechem zawołała „Accio paznokieć Lastrange'a" wskazując na jego dłoń. Więzień zawył, lecz starał się to jak najszybciej powstrzymać.

Zaklęcie powtórzyło się.

I jeszcze jeden raz...

I jeszcze…

Chcesz nam coś powiedzieć? – spytał Undern.

Przeczący ruch głową.

Undern rzucił zaklęcie i nad plecami Lastrange'a zmaterializowała się solniczka...

Śmiech studentów... Śmiech Moody'ego... Śmiech Rona... Wycie Lastrange'a...

Zaklęcie chłosty coraz silniej wciera sól i powoduje nowe rany.

Betty krzyczy „Hottumi" i poranione palce Lastrange'a z powyrywanymi paznokciami, przypiekają się w akopmaniamencie wycia ich właściciela.

Chcesz nam coś powiedzieć?

Eliksir Pieprzowy. Leczy grypę, ale jest wyjątkowo piekący. Jeden z Johnsonów oblewa nim plecy Rudolfusa.

Wycie się urywa. Słychać trzeszczenie w stawach, gdy bezwładne ciało więźnia zawiesza się na łańcuchu.

Kilka leczących zaklęć i eliksirów. Malfoy podaje Śmierciożercy sole trzeźwiące. Łańcuch jest skrucony, a ręce przesłuchiwanego wyginają się do tyłu. Więzień stara się stanąć jak najwyżej na palcach by jak najmniej bolało.

Zaklęcie chłosty zaczyna obejmować nie tylko plecy, ale też pośladki, uda, łydki...

Kolejne machnięcie różdżki Malfoy'a i pod palcami, na których stara się stać więzień, pojawiają się drobne kolce.

Więzień wyje, a Bellatriks niestrudzenie przypala jego rany. Wszędzie czuć odór przypalanego ludzkiego mięsa.

Chcesz nam coś powiedzieć?

T-tak... TAK! Będę mówić, wszystko powiem… wszystko – jęczy Śmierciożerca.

Trzeba się było wcześniej zdecydować – mruczy Malfoy.

Wszyscy się śmieją, Ron się śmieje, zamienia zaklęcie chłosty na zaklęcie noży, które mniej boli niż chłosta. To tylko uczucie wbijania się wciało noży. Da się to znieść. Każdy Aurur wie, że nie można go jednak łączyć z Zaklęciem Łamania Kości, bo w efekcie daje to ból nie do zniesienia.

Percy podchodzi do więźnia i rzuca Zaklęcie Łamania Kości.

Więzień wyje. Harry wyje.

Malfoy rzuca Tormenta, prosto w brzuch przesłuchiwanego.

Wycie powoli ucicha. Wszystko spowija aksamitna czerń, w której nie słychać i nic już nie czuć…

Harry zemdlał.

Xxx

Cdn.

Xxx

(1) Nie wiem, czy Rudolfus jeszcze wtedy żył i czy brał udział w torturowaniu Longbottomów. I nie mam bladego pojęcia, czy Ted Tonks żyje i czy był kiedykolwiek torturowany przez Śmierciożerców i nawet, czy był Aurorem. Wyszłam z założenia, że tak właśnie jest, a Rudolfus, to ten chudy mężczyzna, którego widzimy we wspomnieniu Dumbledore'a wraz z jeszcze jednym, z Crouchem i z Bellą.