Ja – Akeno oraz Kuune i Suzaku, zmierzałyśmy w stronę pomieszczeń medycznych, by spotkać się z Revanem. Jeszcze poprzedniego wieczoru podjęłyśmy wspólną decyzję, że osobiście zajmiemy się jego leczeniem. Miało to dwa cele – jedno, to wyleczenie jego ran, drugie – dowiedzenie się, dlaczego ma problemy z pamięcią.
Gdy weszłyśmy do pokoju medycznego, przeżyłyśmy szok, gdyż Revana nie było. Szpitalne ubrania zostały zdjęte, nie było widać żadnych osobistych rzeczy.
Kuune wybiegła z sali z widocznymi łzami w oczach. Pobiegłam za nią.
- Mamo, dlaczego, dlaczego nas unika? Dlaczego nas nie pamięta? Ja chcę znowu być z nim. Przecież było mu z nami tak dobrze. A teraz? Wyczułam jego Aurę, wtedy gdy walczył bez zbroi. Była smutna, pełna bólu i złości... Miał dosyć, wszystko go bolało, a jednak walczył dalej. Chce by mnie znowu przytulił. By było jak dawniej.
Przytuliłam ją. Obie miałyśmy łzy w oczach. Ja także tęskniłam za moim małym syneczkiem. Także chciałam by wrócił. Ogromnie zabolało mnie, gdy w ogóle mnie nie poznał. W jego oczach widziałam wiele - Złość, Zaskoczenie, podejrzenia, ale nie miłość.
- Powinnyście to zobaczyć. - Przerwała nam Suzaku.
To nas wyrwało z nostalgii. Zobaczyłyśmy znajomą postać w masce. Jednak postać była bez zbroi - zamiast niej miała czarną koszulę z szarymi długimi rękawami, długie ciemnozielone spodnie i czarne wojskowe buty. Obok niego szła mała dziewczynka z brązowymi włosami i z misiem w rękach.
- Braciszku, ty naprawdę masz kotka?
- Tak, ma czarne futro i zielone oczy. Czasami też zastanawiam się, kto kim się opiekuje - ja ją, czy ona mną.
Braciszku?
Ta mała dziewczynka to ta sama osoba, na którą mój syn założył elementy swojej zbroi. Dziewczynka była urocza i najwyraźniej uznała Revana za kogoś w rodzaju starszego brata. Ucieszył mnie fakt, że zostało coś z tego małego Revana w nim. A to oznacza, że szanse na odzyskanie jego pamięci są ogromne.
- Nyaan. - Zamiałczała Lumi, która nagle znalazła się obok mnie. - Lumi, widzę, że znowu bawisz się w Ninję? - Zażartował Revan. W odpowiedzi Lumi syknęła. - Eh, chodź no tu do mnie.
Lumi wskoczyła mu na ręce. Następnie on się odwrócił, by przedstawić ją Lily.- Lily, to jest mój kot Lumi. Lumi, to jest Lily. Dziewczynka miała gwiazdki w oczach. Zaczęła głaskać kota, na co Lumi odpowiedziała mruczeniem. - No dalej! - Zachęcał - Weź ją na ręce!
Lily posłuchała i wzięła kota na ręce. Kot dalej mruczał, a nawet zaczął ocierać swoją małą główkę o policzek Lily.- Jaka słodziutka! Jest taka puszysta i piękna! Mogłabym ją tulić w nieskończoność!- Cóż, o ile Lumi by się zgodziła... - Wtrąciła Suzaku - Powiedz mi skarbie, kim jesteś i skąd przybywasz?- Jestem Lily i mieszkałam w bunkrze daleko stąd!
- A skąd znasz Revana?
- Braciszek pojawił się z lustra! Tak po prostu wyskoczył! - Lily tryskała energią opowiadając. - A potem braciszek przeprowadził mnie przez niebezpieczną krainę pełną potworów. I używał takiej super magii!
Lily kontynuowała opowieść, tymczasem Revan się odsunął w cień. Wyciągnął dziwne urządzenie, z którego wyskoczył hologram kapitana Ox'a. Nie dosłyszałam rozmowy, usłyszałam tylko ciche potwierdzenie zza hełmu syna. Następnie Revan podszedł do Lily i klękając powiedział:
- Lily, musze na chwilę iść. Zostaniesz z Lumi i ciocią Suzaku?
- Dobrze. Ale wrócisz braciszku?
W odpowiedzi, Revan skinął tylko głową. Lily przytuliła go. Revan wyglądał na lekko.. zdziwionego. Jakby nigdy nie był przez nikogo tulony... W odpowiedzi pogłaskał ją po główce. Następnie wstał i udał się drogą wzdłuż korytarza...
W zamku rodziny Gremory panowało zamieszanie - Napastnicy porwali dwóch członków parostwa Rias, gości specjalnych, a na dodatek porwali jedną z wnuczek samej Yasaki. Było to równoznaczne z wypowiedzeniem wojny całemu sojuszowi.
Jednak wróg posiadał znaczną przewagę - mógł przeniknąć gdzie, chciał, posiadał wyszkolonych żołnierzy, a na dodatek ukrywał się na ziemi.
Obecnie w wielkiej sali konferencyjnej znajdowało się całe parostwo Rias oraz Sony, czterej Szatani, Archaniołowie Michał i Gabriel oraz Azazel i Baraqiel.
- Musimy ich zaatakować! Porwali członków mojego parostwa! - Pierwsza krzyknęła Rias - Pokażmy im na co nas stać!
- W ten sposób wejdziesz w pułapkę. - Odpowiedział z nutką cynizmu Azazel - Tymczasem wraz z Ross, przestudiowaliśmy te ich urządzenia do znikania. Okazało się, że to my je zrobiliśmy, Grigori, w trakcie wielkiej wojny. - Kontynuował. - I aby nie zaprzątać wam główki, powiem tyle: Magiczna teleportacja.
- Czyli w skrócie - Mamy wysłać ekipę szturmową? - Dopytywał Sierzech zaniepokojony. - Kto miałby wchodzić w jej skład?
Przez chwilę panowała cisza. W końcu pierwsza odezwała się Sona:
- Pójdę wraz ze swoim parostwem. - Następnie skierowała się do Rias. - Rozumiem, że ty i twoje parostwo idziecie z nami?
- Oczywiście.
Swoje następne trzy grosze dodał Baraqiel:
- Ja, wraz z Yasaką i jej dziesięcioma służącymi, także idziemy. Mamy osobiste porachunki.
Wraz z tymi słowami, zgodzono się na atak. Pytanie tylko, czy sojusz wie, co go może spotkać na ziemi?
Jeden, Dwa, Trzy... Liczenie kroków staje się dla mnie normą, ale tylko w określonych sytuacjach. W sytuacjach, gdy muszę się uspokoić.
Wszedłem do pokoju w którym siedział Ox. Był on bez zbroi, miał tylko jasną koszulę i spodnie oraz wojskowe buty. Poza tym miał lekko rozczochrane ciemne włosy.
- Masz mi coś do powiedzenia? - Spytał gniewnie - Czy znowu mam cię potraktować jak gówniarza?
- A co ja mam ci powiedzieć?
- Chociażby to, dlaczego nie przeprowadziłeś dziewczynkę przez "Ciemność"?
- Przeprowadzenie przez "ciemność" tych, którzy nie mieli z nią styczności jest niebezpieczne. Poza tym, Niewiedziałem gdzie byłem. Miałem podstawy bać się mutantów wyczuwających Aurę.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę - Ja przez wizjer, on przez oczy.
- Revan - Ox zaczął lekko zmęczony - Nie po to wyciągałem cię z instytutu, nie po to szkoliłem i wychowywałem jak syna, byś ty po prostu zginął.
Nic nie odpowiedziałem. Ox widział o mnie niemal wszystko. Argumentowanie tego, ze nie chcę żyć nie wchodziło w drogę.
Musiałem zmienić temat. Jednak zmiana ta musiała być szybka.
- Ta dziewczynka, którą przyprowadziłem, Lily... Zaopiekuj się nią... Proszę...
- Nie - Przerwał delikatnie, a jednak stanowczo - Z tego co zauważyłem, ona traktuje cię jak starszego brata. Straciła rodziców, nie pozwolę, by straciła kogoś jeszcze.
- Nie rozumiesz?! - Zacząłem się wydzierać - Jestem zbyt niebezpieczny! Przestaje mieć nad sobą kontrolę! - Nagłym ruchem zerwałem z siebie hełm - Czy chcesz, by miała kogoś takiego za autorytet? Po tym wszystkim co zrobiłem? Po tym wszystkim... Czym się stałem?
Ox wstał, popatrzył prosto swoimi szaroniebieskimi oczami w moje i powiedział:
- I właśnie dlatego. Wiesz o swoich grzechach. Przyznajesz się do nich. I będziesz żył, dla niej. Będziesz dla niej, gdy będzie odnosić sukcesy i porażki. Jej szczęście będzie też i twoim, tak jak i smutki. Tak jak i twoje sukcesy, były szczęściem dla mnie. I właśnie dlatego będziesz żył.
- Przecież to tylko jedna osoba...
- Ta jedna osoba, to aż nadto, by żyć.
Opuściłem głowę. Jak zwykle, Ox miał rację. Ale wciąż wstyd oraz strach pozostał. Została mi tylko jedna rzecz do załatwienia.
- Ox... Ja potrzebuję więcej leku... Obecna dawka mi nie wystarcza...
- Skąd taka pewność? - Tym razem na twarzy Ox'a było widoczne tylko zmartwienie.
- Czy kiedykolwiek na ciebie nakrzyczałem?
Ten wstał, podniósł i podał mi mój hełm, po czym dodał, podając mi kartkę papieru:
- Wróć do pomieszczeń medycznych. Kai wszystko ci wyda.
Włożyłem hełm, dziękując przy tym Ox'owi. Skierowałem się z powrotem ku medycznym pokojom.
Babum Babum
Cholera, zaczęło się!
Babum Babum
Zacząłem biec w kierunku pokojów medycznych. Wbiegłem do jednego z nich, gdzie spotkałem znowu Kai'a.
- Revan, co ty-
- Daj. Mi. Leki. - Powiedziałem, dając mu świstek od Ox'a.
- Potrzebujesz pomocy przy aplikowaniu? - Spytał poważnie podając lek.
- Nie. - Mówiąc wybiegłem.
Babum Babum
Zacząłem biec, szybciej i szybciej, w kierunku mojego pokoju. Niestety, natknąłem się na Shira i grupkę czterech kobiet, od których "uwolniłem się" dzięki Ox'owi. Najgorsze było to, że te baby mnie zatrzymały.
- Revan, Revan, chodź do nas, mamy sprawę do ciebie. - Powiedziała Suzaku, łapiąc mnie za rękę i prowadząc do grupy - Musimy coś obgadać, chodź do nas.
- Nie teraz... Suzaku... Śpieszę się.
Lecz ona poprowadziła mnie jak dziecko za rękę do grupy.
Babum Babum
Zatrzymaliśmy się koło reszty kobiet. Lily wciąż głaskała Lumi, trzymając ją na rękach. Akeno i Kuune patrzyły na mnie intensywnie. Shiro, tymczasem, usnął sobie na krześle.
- Revan, musimy porozmawiać. to bardzo ważne... -Zaczęła Akeno.
- Nie... Teraz... Muszę... Iść...
- Nie, to naprawdę ważne. Zaczekaj chwilkę.
- Tak, Revan, musisz nas wysłuchać. To coś, co dotyczy ciebie, mnie... nas... - Kontynuowała Kuune, która zaczęła się mocno rumienić. i uśmiechać. - Coś co musisz sobie przypomnieć.
Słyszałem już bicie swego serca, jak przez echo. Na całym moim ciele znajdował się zimny pot. Czułem, że zaczynam tracić kontrolę. Jestem blisko tego, by "wybuchnąć".
- Shiro... Weź je... Ja... To się zaczęło...
Shiro wstał nagle, jakby ktoś podpalił mu gacie.
- Masz? - Spytał. Skinąłem głową na tak. - Szybko, do najbliższego pokoju medycznego. Mamy mało czasu.
- NIE! - Kuune krzyknęła. W głosie jej słyszeć można było rozpacz. - On musi być z nami! On musi sobie przypomnieć nas! Mamę Akeno... Mnie...
- Nie mamy casu na te dziecinne gierki. - Odepchnął ją Shiro - Zed, Kai, Telep! Pomóżcie mi z nim.
Ja tymczasem, oparłem się o ścianę i upadłem na kolana. Moje serce waliło tak szybko, że myślałem, iż mam w sobie jakiś ładunek wybuchowy. Następnie zacząłem kaszleć. Oparłem się jedną ręką o podłogę, drugą zaś dotknąłem miejsca, gdzie miałem serce. Niestety, nie udało mi się utrzymać równowagi i upadłem na podłogę. Mój wzrok tracił ostrość. Miałem wrażenie, że gdzieś odpływam, a jednocześnie przybywam - do mojej głowy przybywały nowe, mroczne myśli. Zabij ich. Oni mnie tak skrzywdzili.
W mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy, jakby wspomnienia tortur, eksperymentów, samookaleczeń i kanibalizmu. A wraz z tym nadszedł ogromy ból.
- Revan! - Krzyknęły cztery damskie głosy naraz.
Jednak nie dobiegły do mnie, bo Shiro, Zed i Telep rzucili się na mnie - Shiro na klatkę piersiową, dwójka splątała mi ręce.
- PUŚĆCIE MNIE SKURWYSYNY! - Zacząłem wrzeszczeć, nie byłem pewien dlaczego... Zaraz... Oni powstrzymują mnie przed zabiciem tych dwóch nieludzkich istot obok mnie. - TO WSZYSTKO ICH WINA! - Skierowałem swój głos w stronę Akeno i Kuune. - DAJCIE MI JE ZAJEBAĆ! - Aktywowałem swoją Aurę. Dostałem przypływu mocy. Jeszcze trochę i-
Poczułem ukłucie w okolicy klatki piersiowej. Następnie czuje, jak ból powoli ustępuje. Także cała nienawiść.. Część mnie wciąż próbowała się wyrwać. Wszystko powoli zaczęło przechodzić w mrok. Dlaczego ja się w ogóle gniewałem?
I usnąłem.
Revan usnął. Jeszcze chwilę temu miał dziwny atak agresji, przez który niemal pękło mi serce. Tyle złości, agresji... I samotności w nim wyczułam. Co się z nim stało w ciągu tych ośmiu lat, Revan? - pomyślałam, gdy łzy spływały mi po policzkach. Widok mojego ukochanego, sprawił, iż popadłam w histerię. Miałam ochotę oplatać w niego moje ogony, przytulić go i już nigdy nie wypuścić.
Podeszło do niego kilka osób. Wzięli go i zaprowadzili do pokoju i położyli na łózku.
- Czy ten atak ma coś wspólnego z bliznami braciszka? - Spytała Ox'a Lily, gdy ten gasił światło w pomieszczeniu.
Blizny?! Jakie blizny? Revan nie miał blizn! Co mu się stało? Co mu zrobiono? Revan, obiecuję ci to, wyleczę cię ze wszystkiego, przywrócę ci pamięć. Będziesz na zawsze ze mną, przy mnie będziesz bezpieczny i szczęśliwy!
- Tak młoda. Widzisz, gdy go zaleźliśmy, ledwie przypominał człowieka - zarówno fizycznie jak i mentalnie. Ten atak. To nic innego jak przejście jego organizmu w stan obronny. Jego ciało i umysł myślą, że wszystko mu zagraża, że wszystko z każdej strony chce go skrzywdzić. Zresztą, po tym co mu zrobili... - Przerwał Ox. Na jego twarzy widać było zamyślenie oraz lekkie zmartwienie. - Najgorsze jest to, że jego organizm przyzwyczaja się do leku. Już teraz dajemy mu końską dawkę.
Oczy zalały mi się łzami. Revan! Co oni ci zrobili!? Co za piekło tu przeżyłeś?! Czy to dlatego tak cierpisz? Revan... Kochanie...
Akeno uklękła obok niego. Po jej policzkach także spływały łzy.
- Syneczku... Mój kochany syneczku... - Akeno głaskała go delikatnie po lewym ramieniu. - Słoneczko moje... Obiecuję ci, wszystko będzie dobrze... - Łkała.
Próbowała ściągnąć jego maskę, jednak została powstrzymana przez Ox'a:
- Przestań. Nie jesteście gotowe by to zobaczyć. A poza tym, do niego należy decyzja, czy on wam to pokaże.
Nagle Revan podniósł się. Zaczął rozglądać się i patrzeć na części jego ciała. Podniósł ręce, następnie zaczął je zginać i skręcać. Wszystkie jego ruchy były automatyczne... Jak u... Maszyny...
- Ox... - Zaczął także... Mechanicznie. - To znowu się stało?
- Tak. Jak się czujesz?
- …Nijak. Chyba... Zwyczajnie...
Następnie zauważyłam jak Lily podbiegła do niego - wraz z Lumi, która była na jej lewym ramieniu - i go przytuliła.
- Braciszku! Braciszku! Tak się o ciebie martwiłam braciszku!
Revan wyciągnął ręce przed siebie - jedną ręką pogłaskał Lily po głowie, drugą Lumi po całym futrze.
- Lily... Lumi...
Nie wiedzieć czemu, ogarnęło mnie uczucie zazdrości. Ja... Też chce się przytulić do Revana... On powinien być mój... On jest mój... Mój. Mój! MÓJ!... Czekaj Kuune... Uspokój się... Przecież Revan jest dla Lily jak starszy brat, nic więcej... Wkrótce... Revan... Znowu będziemy szczęśliwi!
- Revan... Nic ci nie jest? - Tym razem to Akeno się odezwała, podchodząc do niego bliżej, wraz z Suzaku. - Nic ci nie dolega? Czegoś... Potrzebujesz?
Nastąpiła chwila przerwy. Revan jakby nie reagował, po czym wstał i przeprosił za kłopot. Rzecz w tym, że zachowanie to było... Sztuczne. Lumi zeskoczyła z ramienia Lily i podążyła za Revanem, który odszedł w stronę swojego pokoju.
- Nie jest z nim dobrze, Ox.
- Wiem, Shiro. Ale nie możemy nic z tym zrobić.
- Co macie na myśli? - Spytała Akeno z troską i obawą w głosie. - I co się z nim stało? Co to był za atak? Odpowiedzcie mi! - Niemal krzyknęła.
- W tym rzecz panno Himejima... - Odparł z lekką ironią Ox - że nawet ja chciałbym to wiedzieć...
Wiecie co tak naprawdę dzieje się, gdy restartujecie komputer? Mogę wam powiedzieć jak to wygląda z wewnątrz. No więc tracicie świadomość, a potem jak gdyby nigdy nic budzicie się, a cała świadomość jest do was przesyłana, do waszej dyspozycji.*
Obecnie byłem w moim pokoju. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że straciłem kontrolę nad sobą. Znowu... Znowu, Znowu, ZNOWU! Myśląc o tym, uderzałem pięściami o ścianę. Byłem cholernie wściekły.
- Nyaan...
- Czego chcesz Lumi!? - Dalej uderzałem o ścianę. Z moich pięści lała się krew.
- Nyan...
- Wiem, że się o mnie martwisz... Ale... Znowu... Lumi, jest mi coraz trudniej panować nad sobą...
Lumi zaczęła ocierać się o moje nogi. Ściągnąłem swój hełm, po czym oparłem się o ścianę i usiadłem na ziemi. Twarz schowałem w dłoniach, gdyż łzy wypływały mi z oczu. Czułem się jak... Dziecko. Dziecko pozostawione w ciemności - porzucone i niechciane.
Lumi wskoczyła mi na brzuch. Ocierała się o mnie, chciała jakby zwrócić moją uwagę. Zawsze tak robiła, gdy miewałem takie momenty.
Siedzieliśmy tak przez chwilę. Zacząłem głaskać ją po jej czarnym futrze. Ta jakby wtuliła się we mnie i zaczęła cicho mruczeć.
- Braciszku? - Przerwała ciszę Lily, która do pokoju.
Próbowałem się odwrócić, by dziewczynka nie widziała moich blizn i zapłakanych oczu. Ta jednak zamknęła drzwi i podbiegła do mnie, po czym mnie przytuliła.
- Braciszku, gdy dostałeś ataku... Przestraszyłam się... Braciszku... Co ci się stało? Czy to przez to, że byłeś na powierzchni bez ochrony?
- Nie Lily... - Bałem się tego, co musiałem jej powiedzieć - Lily, posłuchaj... Zamieszkasz u Shiro. Jakbyś miała jakiś problem, idź do niego... - Urwałem. Nie miałem pojęcia co dalej powiedzieć.
- Braciszku, ale chcę zostać z tobą!
- Nie, Lily, to zbyt duże niebezpieczeństwo dla ciebie. Jestem zbyt groźny. Gdyby nie to, że jestem na lekach...
- Więc przypilnuję byś brał leki. - Tym razem dziewczynka niemal płakała. No brawo Revan, doprowadziłeś ją do płaczu! - Boję się, braciszku... Straciłam rodziców... Nie chcę byś i ty zniknął...
Nie byłem w stanie nic zrobić. Z jakiegoś powodu nie chciałem jej odmówić. Może Ox ma rację? Może powinienem się nią zaopiekować?
Zauważyłem, że Lily zasnęła na mnie. Wstałem, wciąż trzymając ją oraz Lumi. Podszedłem do łóżka i ułożyłem na nim dziewczynkę. Położyłem się obok niej w taki sposób, by mogła otulić się moim ramieniem - nie chciałem, by było jej zimno, gdyż nie miałem kołdry. Lumi usadowiła się pomiędzy mną a Lily i zwinęła się w kulkę. Chwilę patrzyłem na nie, jednak gdy światła zgasły i ja postanowiłem odpłynąć...
Nie mogłam spać. Odkąd pamiętam, miałam problemy ze snem. Potrzebowałam jego ciepła, ciepła mojego Revana. Było to dla mnie niczym narkotyczny głód.
Dzisiaj nastąpiło apogeum tego wszystkiego. Revan był tak blisko mnie, nie mogłam nie skorzystać z tej okazji. Postanowiłam, że do niego pójdę.
Wyszłam z pokoju najciszej jak tylko mogłam. Na wszelki wypadek za pomocą Senjutsu ukryłam swoją obecność. Byłam już coraz bliżej celu. Jeszcze, jeszcze trochę i... Jestem. Drzwi do pokoju... Otwieram.
- Nyan
Niemal podskoczyłam ze strachu. Przede mną stała Lumi, która wpatrywała się we mnie swoimi zielonymi kocimi oczami. Zauważyłem, że jej tęczówki są niemal identyczne jak u Revana.
Lumi zaczęła ocierać się o moją nogę i wskazywała główką łóżko Revana - zupełnie jakby mówiła: Chodź. On już czeka na ciebie. Więc podążyłam za nią, aż do "łóżka" - a raczej materaca położonego na ziemi, na którym spał Revan... I Lily. Poczułam lekkie uczucie zazdrości, widząc, że Lily śpi wtulona w jego bok. To mnie powinien tulić. To ja jestem jego wybranką. Tylko ja mam prawo... Uspokój się Kuune, przecież ona dla niego jest jak siostra, on wciąż jest mój... Mój Revan...
Zauważyłam, że śpi bez kołdry. To niedopuszczalne! Przecież tu jest zimno! On się przeziębi! Revan potrzebuje ciepła... Mojego ciepła... Gdy tak myślałam, Lumi podeszła do śpiącej dwójki i położyła się pomiędzy nimi, mrucząc zadowolona:
- Nyaaaaan!
Nie mogłam już się oprzeć. Uklękłam i na kolanach zaczęłam do niego podchodzić. Moje kocie uszy i trzy ogony były już na wierzchu. Na mej twarzy pojawił się ogromny rumieniec. Wraz z każdym krokiem miałam coraz większy uśmiech. W końcu byłam dosłownie kilka centymetrów nad jego klatką piersiową. Kusiło mnie, by podejść aż do jego twarzy, jednak bałam się, że się obudzi. Dlatego też, zadowoliłam się jego klatką piersiową. Wsłuchałam się w bicie jego serca - coś mi się w nim nie pasowało, ale nie mogłam wyczuć, co to było.
Popatrzyłam na dziewczynkę obok. Lily wtuliła się w bok Revana, jednak z powodu zimna w pokoju, było to dla niej za mało, gdyż miała "gęsią skórkę". Owinęłam więc moim lisim ogonem jej ciało - ta natychmiast wtuliła się w mój ogon. Może w przyszłości... Gdy sobie wszystko przypomnisz... Może adoptujemy Lily jako naszą córkę? Wtedy bylibyśmy rodziną i nikt oraz nic by nas nie rozdzieliło. Tak, Revan, będziemy razem na zawsze. Zniszczę każdą przeszkodę, jaka stanie mi na drodze do tego, byś był mój... A Lily mi w tym pomoże... Jako nasza córka... - Pomyślałam, gdy obwiązałam swoje dwa kocie ogony wokół jego ramion. W końcu położyłam głowę na jego klatce piersiowej i delektując się jego ciepłem, zasnęłam...
Jestem wdzięczny osobie, która wymyśliła lek uspokajający - który utrzymuje mnie w ryzach - że jednym z jego efektów ubocznych, jest brak snów. Czemu się cieszę? Otóż pokażę wam świetny wzór na pokazanie wam, jak moje sny wyglądają.
No więc śnie tylko o jednym - a mianowicie o śnią mi się moje wspomnienia. Moje wspomnienia to nic dobrego - sam ból i cierpienie. Więc koszmar. A jak dobrze wiecie, z koszmaru nie da się ciekawie dobrze obudzić. A to powoduje u mnie niewyspanie, co zaś wpływa na mój nastrój.
Sen = Wspomnienia = Koszmar = Zły sen = Niewyspanie = Zły nastrój = Wkurwienie. No i gdzie jest moja Nagroda Nobla?
Tym razem jednak, obudziło mnie coś innego. Pierwsza rzecz, to światła. To mnie zdziwiło, bo z powodu koszmarów, zawsze wstaję przed zapaleniem świateł. Druga rzecz - dziwny ciężar na mojej klatce piersiowej i ramionach. Gdy otworzyłem oczy... No cóż... Powiedzmy, ze Shiro by się uśmiał.
Otóż, na mojej klatce piersiowej, leżała dziewczyna z długimi niebieskimi włosami i kocimi uszami. Jej dwa kocie ogony oraz ręce owinęły się wokół moich ramion. Jej trzeci - lisi ogon - owinął się wokół Lily niczym kołdra. Uśmiechnąłem się widząc jak dziewczynka wtuliła się w niego i w Lumi. A i jeszcze jedno - dziewczyna, która na mnie leży - ona mruczy. Ludzie, czy ja zwariowałem? Czy te leki już naprawdę pomieszały mi w głowię?
Revan. Ona jest Youkai. Wiele zwierzęcych Youkai ma tendencje do mruczenia. Jesteś... W miarę... Przy swoich zmysłach... Chyba...
Zauważyłem, że dziewczyna zaczyna się budzić, więc szybko sięgnąłem po kominiarkę, która była pod poduszką i założyłem ją na twarz. Gdy ta otworzyła oczy, moja twarz była już zasłonięta. Pozostała już tylko jedna rzecz do zrobienia:
- Kim jesteś i co tutaj robisz?!
To było bardziej polecenie odpowiedzi niż pytanie. Ta popatrzyła na mnie ze łzami w oczach.
- Revan... Nie poznajesz mnie? To ja... Kuune...
AN: Witam! Tutaj Czchus!
Nie sądziłem, że uda mi się opublikować jeszcze coś w czerwcu, a tu proszę. Mamy chapter!
Dzięki wielkie pewnemu człowiekowi, który pomógł mi z pewnym natrętnym problemem technicznym. Ile mi gościu nerwów ocaliłeś.
Zdecydowałem się na spokojniejszy chapter, za namową w.w. jegomościa, który powiedział, że staram się za dużo akcji upakować w rozdziałach. Myślę, że wyszło dobrze.
BTW - Kuune zaczyna się rozkręcać - nawet nie wiecie co dla jej postaci przygotowałem
No cóż, do zobaczyska
Czechus mówi cześć!
PS.
* - Nie bierzcie opisu o restarcie na serio. To taka łopatologiczna przenośnia, która nie oddaje rzeczywistości.
