Obudziła się nagle i otworzyła oczy tylko odrobinę, dając im czas na przyzwyczajenie się do światła. Uczucie niepokoju wzrosło, kiedy uświadomiła sobie, że nie znajduje się w swoim w pokoju. Była jeszcze noc, nie mogła spać dłużej niż chwilę.
Łóżko zaskrzypiało cicho. Nie była sama.
Znajome czarne oczy przyglądały się jej z powagą. Siedział obok oparty o wezgłowie łoża i… żył.
- Akkarin – westchnęła, rzucając się mu w na szyję.
Przylgnęła do niego całym ciałem, chłonąc jego bliskość. Z wahaniem objął ją w pasie.
Na piersi wyczuwała mocne uderzenia serca, ale czy było to jej serce, czy jego, nie wiedziała. Wszystko zlewało się w jedno.
- Zostawiłeś mnie samą – wyrzuciła z siebie z żalem.
Ulga, która ją przepełniła, sprawiała, że gula w jej gardle puchła coraz bardziej.
- Soneo, nie…
Nie dała mu dokończyć, bo zaraz odnalazła jego usta. Wydawały się chłodne pod jej rozgorączkowanymi wargami.
Spiął się, gdy dotknęła jego nagiej skóry pleców. Nie miała czasu się zastanawiać, dlaczego nie był w pełni ubrany i miał na sobie tylko spodnie, które były częścią stroju, który zakładał do Slumsów.
Całowała go mocno, pragnąc wziąć dla siebie jak najwięcej.
Jego dłonie opadły na jej pośladki, zarysowały linię bioder i powędrowały w górę, unosząc ze sobą jej koszulę, aż natrafiły na jej piersi.
Teraz była prawie naga. Nie miało to znaczenia. Znów znajdowała się w jego objęciach.
Pieścił ją delikatnie, sprawiając, że rozkoszny dreszcz raz po raz przecinał jej ciało. Jego wargi muskały skórę jej szyi, doprowadzając ją do granicy obłędu.
Wplotła dłonie w jego włosy, przyciągnęła jego głowę do siebie i wpiła się gwałtownie w usta, nie chcąc rozstawać się z nimi ani na chwilę.
Odsunął ją od siebie trochę, oddychając szybko.
- Postanowiliśmy inaczej.
Jak mógł tak myśleć po tym, co się stało?
- Ja nic nie postanawiałam – powiedziała, przytulając policzek do jego szyi.
Krew przyjemnie szumiała w jego żyłach.
Wyjął dłonie spod jej koszuli, po czym chwycił ją za ramiona i odsunął tak, żeby móc spojrzeć jej w twarz.
- Powinnaś już iść – powiedział stanowczym tonem, choć jego rozgorączkowane spojrzenie mówiło zupełnie co innego.
Nie poruszyła się, ale on nie miał zamiaru dać się jej zbliżyć do siebie ponownie. Z coraz większym rozgoryczeniem obserwowała, jak jego spojrzenie twardnieje.
W końcu wyrwała się z jego uścisku.
- Myślałam, że nie żyjesz – krzyknęła z wyrzutem. – A ty…
Zabrakło jej słów.
Podniosła się natychmiast i skierowała ku drzwiom. Przyśpieszyła kroku, kiedy usłyszała za sobą ruch. Łzy złośliwie cisnęły się jej do oczu, a ona nie miała zamiaru pokazać mu swojej słabości.
- Panie! – Nagle ciszę Rezydencji przeciął przerażony krzyk Takana.
Wypadła na korytarz, rozglądając się za źródłem głosu. Ulgę, że Takan również uniknął śmierci, zastąpił niepokój, że coś stało się służącemu.
- Stój, Sonea. – zawołał Akkarin.
Słyszała za sobą jego kroki, ale nie zwolniła.
- Sonea!
W tonie głosu Akkarina pobrzmiewało ostrzeżenie i niepokój, ale zanim zdążyła się nad tym zastanowić, uderzyła w barierę, która wyrosła w połowie korytarza. Dobrze, że nie biegła, zabolałoby mocniej, ale i tak na chwilę zakręciło się jej w głowie.
- Ostrzegałem, żebyś się zatrzymała – Akkarin warknął gniewnie.
Poczuła na ramionach jego dłonie. Mag upewnił się, że nic jej nie stało i pociągnął ją za sobą. Silna tarcza rozciągała się dookoła ich obojga.
Takan stał u szczytu schodów i wpatrywał się w drzwi prowadzące do jej pokoju.
- Zostań tu – powiedział Akkarin, przyglądając się kroplom krwi zastygłym na podłodze tuż przed progiem.
Zrozumiała. Akkarin jeszcze nie wiedział.
Oczywiście, że nie wiedział.
Wszystko wróciło w jednej chwili: niewolnik, strach przed śmiercią, wrażenie noża wbijającego się w ciało i krew, tyle krwi… a potem jeszcze większy niepokój o Akkarina.
- Szpieg – wyszeptała.
Akkarin spojrzał na nią ze zmarszczonym czołem, po czym wbił wzrok w drzwi i te uchyliły się nieznacznie. Niewielka kula światła rozświetliła wnętrze.
Ciało Sachakanina leżało na podłodze w kałuży krwi, dokładnie tak, jak je zostawiła.
Usłyszała gdzieś obok pełne niedowierzania westchnienie Takana. Akkarin wtargnął do pokoju, omiótł wzrokiem pomieszczenie i odwrócił się z powrotem do niej.
- Soneo? – wychrypiał.
W dwóch krokach znalazł się przy niej i zamknął ją w objęciach.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?
Chętnie odpowiedziałaby na to pytanie oraz oznajmiłaby mu parę innych rzeczy, ale ściskał ją tak mocno, że miała problemy z nabraniem powietrza w płuca.
- Co się wydarzyło? Jak on się tu znalazł? – pytał, ale jakby sam siebie.
- Akkarin – wydyszała, wypuszczając ostatnie powietrze.
Zwolnił uścisk i chwycił jej twarz w dłonie. Zanim się odsunął, przyglądał się jej dłuższy czas, gładząc kciukiem jej policzek. Wziął głęboki oddech.
- Nie walczyłaś? – zapytał.
- Nie. Ja po prostu…
Zerknęła na zwłoki szpiega, a Akkarin podążył za jej spojrzeniem.
- Widzę… - mruknął. - Opowiedz mi, co się wydarzyło.
Czuła się dziwnie spokojna, relacjonując wszystkie wydarzenia dzisiejszej nocy i odtwarzając decyzje, które podjęła. Gdy skończyła mówić, Akkarin podszedł do ciała Sachakanina, uklęknął i zaczął przyglądać się mu z bliska.
Odważyła się przestąpić próg pokoju, a za nią wszedł Takan. Akkarin ze zmarszczonymi brwiami oceniał ranę, którą zadała.
- Był zbyt pewny siebie, skoro nawet nie otoczył się tarczą. Przebiłaś jego tętnicę na szyi. Sądzę, że dlatego ci się udało. Dlatego wcale nie walczył.
Powróciło nieprzyjemne wspomnienie oporu ostrza wbijającego się w ciało i krwi zalewającej jej dłonie. Skrzywiła się.
- Muszę ci zrobić krwawy klejnot. – Akkarin spojrzał na nią, unosząc się znad zwłok szpiega. - Gdybyś go dziś miała, mogłabyś się ze mną skontaktować.
Pokiwała głową.
- Walczyłbyś z nim w Rezydencji? – zapytała, przekonana, że gdyby wiedział, przybył by jej z pomocą.
Zaprzeczył.
- Nawet nie zdążyłbym dotrzeć tu na czas. – powiedział cicho. - Znajdowałem się głęboko w Slumsach. Kazałbym ci uciekać
- Jak? - Obróciła się, rozglądając dookoła.
- Nie wiem. Przez okno? - Zerknął przez ramie na ścianę, na której znajdowało się jedyne okno w jej pokoju. - Jakkolwiek. – Wzruszył ramionami. – Nie pozwoliłbym ci nawet spróbować tego planu, na który się targnęłaś.
- Ale się udało – W jej głosie zabrzmiała nutka buntu.
- Owszem. Przypadek. Miałaś niezwykłe szczęście – powiedział z powagą.
Otworzyła usta, ale nie wiedziała, co odpowiedzieć. Akkarin miał rację. Miała szczęście. Spróbowała, bo wydawało się jej, że nie ma innego wyboru. Nie pomyślała o czymś tak trywialnym, jak ucieczka przez okno.
- Dlaczego nic nie słyszałeś? – Akkarin zwrócił się do Takana, który do tej pory stał w cieniu i tylko przysłuchiwał się rozmowie.
- Wybacz, panie. Musiałem przysnąć – służący wytłumaczył ze skruchą.
Popatrzyli po sobie, po czym Takan pokiwał głową, jakby zgadzając się na coś, co zostało uzgodnione podczas cichej wymiany zdań.
- Zajmiemy się ciałem, a potem tu posprzątasz – powiedział Akkarin, następnie zaczął przedstawiać szczegóły planu.
Ziewnęła, nie wiedząc, czym ona powinna się zająć i objęła się ramionami, bo zaczynała odczuwać chłód.
- Idź spać, Soneo – łagodnie powiedział Akkarin.
Zerknęła na łóżko. Narzuta była ubrudzona zakrzepłą już krwią.
- Idź do mojego łoża – dodał.
Poczuła coś ciepłego pod dłonią i otworzyła oczy. Musiała jednak zasnąć, choć wydawało się jej to wcześniej niemożliwe.
W szarym świetle nowowstającego dnia rozpoznała kształt Akkarina. Leżał na plecach z zamkniętymi oczami i z rękoma pod głową tuż obok niej, ale nie tak blisko, jak by chciała. Przesunęła się do jego boku.
Wstrzymała oddech, gdy niespodziewanie objął ją ramieniem. Nie spał.
- Nie mogę uwierzyć, że Rezydencja nie jest bezpieczna. - Nabrał powietrza nerwowo.
Uniosła głowę i natrafiła na poważne spojrzenie czarnych oczu. Zanim nachylił się do jej ust, przyciągnął ją mocno do siebie.
- Nie mogę znieść myśli, że mogłem cię stracić – wyszeptał i wtedy ją pocałował.
To było najintymniejsze wyznanie, które kiedykolwiek od niego dostała. Na ustach czuła delikatne muśnięcia jego warg, pod dłonią - ciepło jego skóry na piersi. Niepokój, który męczył ją od tygodni, zniknął jak kurz za sprawą letniego deszczu.
- Szpieg? – zapytała sennie.
- Posprzątane – powiedział. - Bariera w podziemiach była w nienaruszonym stanie, gdy wracałem w nocy. Sprawdziłem też inne sygnatury w domu. Są nietknięte. Dopiero po jakimś czasie odnalazłem miejsce, przez które dostał się do środka. Wszedł zwyczajnie przez okno.
Wsłuchała się w ton jego głosu, ale nie w szczegóły, które w tej chwili nie miały dla niej żadnego znaczenia. Były nieważne. Nieistotne.
Zamiast tego skupiła się na biciu jego serca, które wyczuwała pod dłonią. Powieki ciążyły jej, więc w końcu się poddała i odpłynęła w objęcia snu.
Wydawało się jej że spała tylko chwilę i może też tak było, bo gdy ponownie otworzyła oczy, nadal leżała przy boku Akkarina. Uśmiechnął sie, widząc, że się obudziła.
Przyjrzała się cieniom pod jego oczami.
- Spałeś w ogóle? – zapytała, powstrzymując ziewniecie.
Nie miała ochoty jeszcze wstawać, ale za oknem było już jasno.
- Trochę – odpowiedział. – Powinienem wstać i obejść jeszcze raz Gildię. W nocy wyszedłem sprawdzić, czy szpieg przypadkiem wcześniej nie zawitał gdzieś jeszcze. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, ale dopiero gdy dzień wstanie na dobre, będę miał pewność.
Przełknęła ślinę. Nie pomyślała o tym wcześniej. Nosiła w sobie moc tylu zamordowanych Bylców, nie mogła znieść myśli, że szpieg mógł zabić jeszcze kogoś w Gildii.
- Zabierz ją ode mnie – powiedziała, chwytając go za rękę i niemal natychmiast wysyłając ciągły strumień energii.
- Przerwij na chwilę, Soneo – powiedział Akkarin.
Posłuchała go i uniosła się na łokciu, by na niego spojrzeć, ale w tej samej chwili poczuła jego obecność na granicy świadomości.
- Jesteś pewna, że nie walczyłaś? – zapytał.
- Jestem. Dlaczego pytasz?
- Dziwne – powiedział. – Przysiągłbym, że powinnaś mieć więcej mocy.
Skupiła się na swoim źródle mocy, ale nie umiała określić, czy ma jej dużo, czy też nie. Jednak Akkarin jakimś sposobem umiał.
- Muszę w takim razie założyć, że to nie szpieg zabił tych ludzi, których szczątki odnaleziono po pożarach.
Nie wiedziała, co to dla nich oznacza. Być może podpalenia były tylko zwykłymi podpaleniami.
Za jego zachętą wznowiła przepływ energii. Opadła z powrotem na poduszki, gdy skończyła.
- Takan – powiedział nagle Akkarin, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w dal.
Następnie podniósł się z łóżka i zaczął wciągać na siebie kolejne warstwy czarnej szaty.
- Twoja służąca przyszła cię obudzić – wytłumaczył w odpowiedzi na jej pytające spojrzenie.
Lodowaty dreszcz pojawił się u podstawy jej kręgosłupa. Co jeśli, Viola zauważy w jej pokoju ślady krwi? Czy Takan posprzątał wystarczająco dokładnie?
- Wszystkim się wczoraj zajęliśmy. Nie powinnaś się martwić – powiedział Akkarin zauważając jej niepokój. - Tylko nie wychodź z pokoju.
Gdy wyszedł, ześlizgnęła się z pościeli i podeszła do drzwi. Akkarin zapewne spodziewał się tego, bo zostawił je odrobinę uchylone.
Pokój Akkarina znajdował się na dłuższej ścianie i choć z jej pokoju nie była w stanie dostrzec tego miejsca, stąd miała doskonały widok na cały korytarz. Dokładnie w momencie, gdy Sonea wyjrzała przez szparę, z jej pokoju wychyliła się drobna postać kobiety. Viola podskoczyła na widok maga w czarnych szatach.
- Wielki Mistrzu, Sonei nie ma w pokoju.
Akkarin zatrzymał się przy niej jakby od niechcenia.
- A powinna być? – zapytał obojętnie.
- Budzę ją zawsze rano – wytłumaczyła kobieta.
- W takim razie, prawdopodobnie już wyszła.
- W koszuli do spania? – zapytała Violla, szczerze zdziwiona. - Dziś jej łóżko jest nienagannie zasłane. Jej szaty leżą nieruszone. Przeliczyłam, w szafie są wszystkie. Jak mogła wyjść w koszuli do spania? – dodała konspiracyjnym tonem.
- Czy twoim zdaniem, powinienem sprawdzać, co nosi na sobie moja nowicjuszka? - Zapytał Akkarin z niekrytym sarkazmem w głosie.
- Oczywiście, że nie. Nie chciałam, by to tak zabrzmiało. Wybacz, Wielki Mistrzu – wybełkotała przestraszona.
- Mam taką nadzieję – odparł mag.
Co za hipokryta, Sonea zdusiła w sobie chichot. Czy za jakiś czas też będzie umiała manipulować i kłamać gładko i bez mrugnięcia okiem, jak Akkarin? Pewnie tak…
- Jestem pewien, iż Sonea pojawi się wkrótce. Ale skoro jej teraz nie ma, możesz odejść.
Służąca ukłoniła się nisko. Akkarin poczekał, aż Violla zniknie z pola widzenia i skierował się do pokoju Sonei. Poszła za nim.
Wnętrze wyglądało schludnie i rzeczywiście tak nieskalanie, jakby dopiero co ktoś je wysprzątał. Obróciła się parę razy dookoła, rozglądając dokładnie, ale nigdzie nie zauważyła śladów krwi.
- Twoja służąca zwraca uwagę na szczegóły. Niedobrze – powiedział Akkarin.
Zerknęła na niego. Stał oparty o jej biurko, z założonymi rękami na piersi.
- Mógłbyś ją odwołać – powiedziała, lekko rozbawiona tą myślą.
- Nie. To byłoby zbyt podejrzane. Muszę pomyśleć nad czymś innym.
Usiadła z westchnieniem na brzegu łóżka. Nie wyobrażała sobie, żeby miała tu jeszcze kiedykolwiek spokojnie zasnąć.
- Soneo, sprawiłaś się wczoraj doskonale – powiedział, odgadując jej uczucia.
- Przynajmniej już jest spokój i nie musisz dłużej na niego polować.
- Owszem. Spokój na jakiś czas – odparł.
Weszła na ostatnie piętro Uniwersytetu i podążyła korytarzem, który wskazał jej Akkarin. Przystanęła po chwili zdezorientowana. Przejście musiało znajdować się gdzieś w pobliżu, chyba, że źle zapamiętała plany budynku.
Wysoka postać owinięta w obszerny płaszcz wychyliła się zza rogu i zatrzymała przy ścianie. Gdyby nie wiedziała, że to Akkarin, przeraziłaby się śmiertelnie.
Podeszła do niego pospiesznie, zastanawiając się, dlaczego chciał się z nią spotkać w takim miejscu i co robił wewnątrz Uniwersytetu w przebraniu.
Wyciągnął do niej dłoń, na której spoczywał czerwony kamień owinięty srebrną obrączką.
- Zostawiłaś pierścień. Powinnaś nosić go zawsze przy sobie – powiedział cicho.
Rzeczywiście zostawiła go na biurku. Westchnęła i niechętnie zacisnęła dłoń na krwawym klejnocie.
Nie miała nic do ukrycia, ale nie podobała się jej świadomość, że oddaje wszystkie swoje myśli, nawet o tym nie wiedząc. Ciekawe, czy on w ogóle działa, zastanowiła się, bo nie wyczuwała żadnej zmiany.
Kąciki ust Akkarina uniosły się lekko. Pod kapturem nie mogła dostrzec jego oczu.
- Obiecałem też, że cię uprzedzę, gdy następnym razem będę wybierał się do Slumsów – powiedział. – Powinnaś dziś dłużej zostać w bibliotece.
Poczuła niepokój. Co się znów się wydarzyło, że musiał udać się do Slumsów? Czyżby pojawił się nowy szpieg? Tak szybko? I dlaczego Akkarin wybierał się tam znowu sam?
- To jest tylko zwykłe spotkanie ze Złodziejem – mruknął, zbliżając się do niej.
Nachylił się i ją pocałował. Aby nie oderwał się od niej zbyt szybko, zapobiegawczo zarzuciła mu ręce na szyję. Szorstka tkanina kaptura drapała jej twarz. Pociągnęła za kaptur, żeby się go pozbyć. Akkarin gwałtownie zacisnął dłonie na jej nadgarstkach, uniemożliwiając jej to i przycisnął jej ręce do ściany.
Za plecami miała mur, na twarzy czuła drapiący materiał kaptura, na ustach jego oddech. Prawie tak jak wtedy w Slumsach, pomyślała rozbawiona.
~ Sprawiłaś wówczas, że straciłem kontrolę, Soneo.
Poczuła łaskotanie w brzuchu, słysząc jego wyznanie.
~ Od momentu, gdy przedstawiłaś swój plan, wiedziałem, że to zły pomysł. To, czego pragnąłem miało być za blisko. Zbyt łatwo mogłem stracić panowanie nad sobą. I tak też się stało. Nie mogłem się powstrzymać.
Wspomnienia tamtych chwil w zaułku przetoczyły się przed jej oczami. Pragnienie, które w niej rozbudził, zaskoczenie, gdy musnął wargami jej usta i ciepło rozlewające się po ciele, gdy poczuła jego pożądanie, jego napierające na nią ciało i pobudzoną męskość.
Akkarin zaśmiał się krótko.
Gorąca fala przelała się przez jej ciało, bo uświadomiła sobie, że nadal trzyma w dłoni krwawy klejnot i Akkarin jest świadomy wszystkich jej myśli. Nawet tych najintymniejszych.
Zapragnęła schować pierścień go do kieszeni.
Nie pozwolił jej. Zamknął dłoń na jej pięści i przycisnął ją ciałem do ściany, a jego usta wbiły się w jej chciwie. Zawstydzenie znikło tak szybko, jak się pojawiło. Poczuła ponownie jego pożądanie, tak jak wtedy. Westchnęła zadowolona, oddając się przyjemności.
- Co to ma znaczyć? – Gdzieś w pobliżu rozległ się oburzony krzyk.
Zaskoczona, uderzyła boleśnie głową o ścianę za sobą, odrywając usta od ust Akkarina. Wyjrzała ponad ramieniem czarnego maga, który nawet nie drgnął i ujrzała Mistrza Garrela.
Zrobiło się jej jednocześnie zimno i gorąco.
Akkarin zaklął pod nosem.
~ Idź. Może cię nie rozpoznał - wysłała.
Wahał się tylko przez chwilę.
Puścił ją i zniknął w korytarzu za rogiem. Postąpiła naprzód dwa kroki, żeby zagrodzić Garrelowi drogę. Zmierzał ku niej długimi krokami, a gniew zdawał się wręcz z niego parować.
- Kto to był? – wysyczał.
Przypatrywała się mu podejrzliwie. Nie rozpoznał Akkarina, czy tylko ją sprawdzał?
- Kto to był? Odpowiedz – zażądał porywczo.
- Kto? – zapytała, cofając się trochę, bo mag zbliżył się nieprzyjemnie blisko.
Uśmiechnął się szyderczo.
- Ten żebrak, którego przyprowadziłaś do Uniwersytetu.
Garrel zerknął w głąb korytarza, w którym zniknął Akkarin.
- Gdzie on jest? – zwrócił się do niej, przyglądając się jej podejrzliwie, bo korytarz był pusty, pomimo, że nie łączył się z żadnym innym.
~ Zajmij go przez jakiś czas. – Usłyszała w myślach głos Akkarina.
W dłoni wciąż ściskała pierścień. Akkarin widział wszystko, co się działo. Dobrze. Nasunęła pierścień na palec i skupiła się ponownie na magu.
- Zostaw mnie w spokoju. To nie twoja sprawa – odburknęła.
- Jak śmiesz odzywać się do mnie takim tonem? – wysyczał.
Poczuła ukłucie winy, że odniosła się tak bezczelnie do innego maga, a potem pojawił się bunt. Przecież to Garrel ją atakował. Musiała się bronić.
~ Ten jeden raz daję ci pozwolenie.
Rozbawiła ją myśl, że Wielki Mistrz Gildii zachęcał ją do niegrzecznego zachowania wobec innego maga.
~ Rozzłość go - wysłał Akkarin.
~ Co?
~ Sprowokuj go, by powiedział coś, czego później będzie się wstydził.
- Przyprowadziłaś tu jakiegoś żebraka. Widziałem.
Wzruszyła ramionami, patrząc na niego wyzywająco.
- Jeśli nie chcesz mówić, może powinienem zaprowadzić cię do Administratora Lorlena. Wtedy zaczniesz – zagroził.
- Być może wydawało ci się, że coś widziałeś, Mistrzu Garrelu. – Uśmiechnęła się niewinnie. – A jeśli nawet nie to, o ile wiem, nie ma prawa, które zabraniałoby przyjmowania gości na terenie Gildii.
- Gości? – Mag zrobił się czerwony na twarzy. – Tylko magowie mogą zapraszać gości, nie nowicjusze.
- Ale ja jestem nowicjuszką Wielkiego Mistrza – powiedziała buntowniczo.
~ Nie przesadzaj. – Wyczuła rozbawienie Akkarina.
- Obściskiwałaś się z jakimś żebrakiem. Prawie spółkowałaś z nim w gmachu Uniwersytetu – wysyczał wyprowadzony z równowagi.
Prychnęła, nie mogąc powstrzymać rozbawienia. Spółkowała? Kto w ogóle używał takich słów?
- Poczekaj aż dowie się o tym Wielki Mistrz. – zagroził.
Spoważniała.
Była coraz bardziej przekonana, że Garrel nie rozpoznał Akkarina.
~ Zaraz się o tym przekonamy – wysłał czarny mag.
Na końcu korytarza pojawiła się postać w czarnych szatach. Sonea odetchnęła z ulgą.
- Zawołałaś mentora na pomoc? – Garrel syknął przez zęby, niedowierzając oczom. – Obiecuję ci, że w takim razie nie zostawię tej sprawy.
Skrzywiła się, bo miała przeczucie, że mag nie rzuca słów na wiatr, a zarazem nie rozumiała dlaczego rozzłościł go widok Akkarina.
- Wielki Mistrzu. – Garrel ukłonił się z szacunkiem, gdy Akkarinowi zostało do pokonania zaledwie parę kroków, ale napięcie widoczne w całej postawie maga, świadczyło o tym, że był zdenerwowany.
Akkarin wbił w niego przeszywające spojrzenie.
- Mistrzu Garellu, Sonea wcale nie musiała mnie wołać. Twoja wypowiedź niosła się po całym piętrze – powiedział chłodno.
Mag pobladł, a potem poczerwieniał na twarzy. Sonea była przekonana, że przeraził go fakt, iż Akkarin usłyszał go, pomimo że nie powinien.
- Co takiego zrobiła moja nowicjuszka? – zapytał Akkarin.
- Ona… - Garrel odkaszlnął. - Przyprowadziła tu jakiegoś mężczyznę.
- Doprawdy? – Akkarin uniósł jedną brew, spoglądając na Soneę.
Musiała z całych sił powstrzymywać śmiech, który nieodparcie chciał wyrwać się jej z piersi.
- Nigdy nie zabraniałem Sonei przyjmowania gości – zauważył Akkarin. – Wobec tego nie zamierzam przywiązywać do tego incydentu większej wagi.
Garrel otworzył usta, jakby chciał zaprotestować, ale zmienił zdanie.
- Do widzenia, Mistrzu Garellu – powiedział Akkarin. – Sonea – zawołał, gdy odszedł już trochę, zostawiając skołowanego maga za sobą.
Pospieszyła do jego boku, ale gdy mijała Garrela, mag rzucił jej nieprzyjemne spojrzenie. Od teraz na pewno nie da jej spokoju, uznała.
- Nie rozpoznał cię – mruknęła, gdy znaleźli się na schodach.
~ Nie.
Wyczuła jego rozbawienie i uśmiechnęła się szeroko. Akkarin odpowiedział jej łobuzerskim uśmiechem, a po chwili zaśmiał na głos.
~ Przypuszczam, że za to ty będziesz musiała wkrótce zmierzyć się z nieprzyjemnościami - wysłał.
Skrzywiła się, wspominając słowa Garrela. Obiecuję ci, że w takim razie nie zostawię tej sprawy.
~ Mięliśmy pecha, że trafiliśmy akurat na Garrela. Nie przepuści okazji, by nie poinformować o tym incydencie innych. Z drugiej strony znane jest jego zamiłowanie do ubarwiania plotek, nie sądzę więc, żeby ktokolwiek przywiązał do tego większą wagę.
Trudno, uznała, nie miała zamiaru przed niczym uciekać. Zastanawiało ją jedynie, dlaczego Akkarin nie zakazał mówienia magowi o tym komukolwiek.
~ Próba zamknięcia ust Garrelowi, sprowokowałaby go tylko do większej dociekliwości w tej sprawie.
Przystanęła, zauważając, że Akkarin się zatrzymał. Spojrzała mu w twarz.
~ Soneo, gdy tylko zbliżam się do ciebie, pojawia się w pobliżu ktoś niepożądany, jakby wszystko wokoło sprzysięgło się, żeby przypominać mi, co leży na szali. – Zamilkł, wpatrując się w nią sondującym wzrokiem. - Jakby wszyscy chcieli przypomnieć, w jaki sposób powinienem dbać o moją nowicjuszkę.
Poczuła strach, że Akkarin znów ją odsunie. Czyżby tak bardzo niepokoił go fakt, że formalnie jest jej mentorem?
~ Czy mnie to niepokoi?
Kąciki jego ust uniosły się do góry, ale zaraz spoważniał, zerkając ponad jej ramieniem. Odwróciła się niespokojnie i westchnęła, zauważając Lorlena.
Administrator przypatrywał się im badawczo.
- Idź do biblioteki – mruknął Akkarin.
- Administratorze. – Ukłoniła się, mijając Lorlena.
Mag uśmiechnął, ale zaraz przerażenie wypełniło jego oczy. Spojrzała na dłoń, która, jak się jej zdawało, przyciągnęła jego uwagę.
Krwawy klejnot.
Westchnęła zrezygnowana. Wszystko dzisiaj szło nie tak, jak powinno.
- Jak mogłeś? – Usłyszała jeszcze pełen rozgoryczenia głos Lorlena, zanim zniknęła za rogiem.
Akkarin też będzie musiał zmierzyć się z nieprzyjemnościami. Powodzenia, pomyślała, czując ponure rozbawienie. Ściągnęła z palca pierścień i schowała go do kieszeni.
