Do widzenia

Nadal nie mogę uwierzyć w to, że tak po prostu mnie zostawiła. W jednej chwili była gotowa mnie wprost udusić, a w drugiej zwyczajnie przeprosiła i... odeszła.

A teraz jesteśmy tu. Na peronie Dziewięć i Trzy Czwarte, a Bella jedzie do Hogwartu.

Moja starsza siostra. Mój obrońca. Moja najlepsza przyjaciółka.

Wyjeżdża. Nie będzie jej przez całe trzy miesiące. Szczerze? Wolałam, żeby już biła mnie całe dnie i noce, niż teraz tak po prostu wyjechała.

Była tak podekscytowana, a to było bardzo zaraźliwe. Nie mogłam nie cieszyć się razem z nią.

- ...i obiecuję, że napiszę, jak tylko dotrę na miejsce.

- Spokojnie, najpierw będziesz przydzielona do jednego z czterech domów. Napiszemy do ciebie jutro i wtedy na spokojnie nam odpiszesz.

- Och, Cygnusie, nie musi aż tyle czekać! Napisz najszybciej, jak tylko będziesz mogła, aniołku. I pamiętaj, żebyś zdawała nam relacje pod koniec każdego tygodnia, dobrze? Och, nasza Bella jedzie do Hogwartu! Moja mała dziewczynka!

- Napiszesz do mnie, Bella?

- Oczywiście, że napiszę, Cyziu. Do Dromedy też – wyszczerzyła się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech. Nagle jej twarz jakby skamieniała. Oczy zrobiły się bardziej czujne, a usta zwęziły się w cienką kreskę.

Co znowu zrobiłam nie tak? – pomyślałam i popatrzyłam za siebie. – Ach, tak!

Nie chodziło wcale o mnie. Minęły od tego czasu trzy lata, ale jej nie zapomniałam. Bella, jak zdążyłam zauważyć, tym bardziej. Stała za nami ze swoimi rodzicami, którzy byli urzeczeni całą sytuacją, w której się znaleźli. Ale to była i tak szlama – Lucy Hill. To nazwisko przypomniało mi o wszystkim. O obrazie, o krzykach... To była jej wina, że musiałyśmy oglądać te upiorne sceny. Mama z tatą opowiedzieli nam o jej rodzinie. Mugole, którzy doczekali się brudnego potomstwa. Obrzydliwe. Moja twarz przybrała teraz podobny wyraz jak Belli.

- Coś nie tak, dziewczynki?

Bellatrix posłała mi uśmiech i odpowiedziała wyniośle:

- Nie, ojcze. NIC wartego uwagi.

Tata rzucił okiem w kierunku Hillów.

- W rzeczy samej, kochanie. Absolutnie nic godnego uwagi.

Cyzia wyglądała tak, jakby nie zrozumiała okoliczności. Trzymała się za to kurczowo Belli.

- Bella, lepiej znajdź już sobie jakieś dobre miejsce w przedziale, bo pociąg niedługo rusza. Chyba nie chcesz siedzieć obok szlamy, prawda, mała?

- Nie, nie chcę, tato! – zapewniła.

- Dobra dziewczynka. To co, widzimy się w Święta? Nie zapomnij tylko nam napisać do jakiego domu przydzieliła cię Tiara.

Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Przecież doskonale wiedzieliśmy, gdzie trafi Bellatrix.

- Do widzenia tato. Mamo. Andromedo. Narcyzo – każdego z nas wyściskała.

Łzy zaczęły napływać do oczu. Czyżby katar sienny? We wrześniu? Dziwne... Cyzia oczywiście dała upust swojej tęsknoty już teraz, więc musiałam ją trzymać, żeby Bella mogła spokojnie wsiąść do pociągu.

- Do widzenia, do zobaczenia! – krzyknęła do nas Bella, machając przez opuszczone okno.

- Pa pa! Do zobaczenia! – wrzeszczała Cyzia, biegnąc przy ruszającym pociągu. Oczywiście pobiegłam za nią, żeby się nie przewróciła. Z tego wszystkiego nie wołałam wcześniej do starszej siostry.

- Trzymaj się Bella! Będziemy za tobą tęsknić! Do zobaczenia!

Pociąg nabierał tempa. To dziwne. Moja ręka jakoś bez mojej wiedzy zaczęła machać do odjeżdżającej Bellatrix.

- Do widzenia! Do zobaczenia! – Cyzia nadal krzyczała, a łzy spływały jej po policzkach. Złapałam ją za ramię dopiero wtedy, gdy pociąg zniknął w chmurze pary i nie mogłyśmy dostrzec już naszej siostry.

- Do widzenia...