Rozdział 11
Sasuke wraz z innymi wybiegł do ogrodu, chcąc zobaczyć, co było źródłem hałasu, który wstrząsnął rezydencją kilka chwil temu.
Gdy wkroczył na podwórze pierwsze, co zobaczył, to tłum gapiów, którzy z zainteresowaniem przyglądali się rozgrywającym wydarzeniom. Shinobi, widząc gospodarza, schodzili mu z drogi bez słowa, było to najlepsze wyjście, zwłaszcza, że Uchiha szedł przed siebie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a w jego oczach już na dobre zagościł sharingan. Jego ręka co rusz wędrowała do rękojeści katany, ale nie wyjmował jej jeszcze z pochwy. Wyglądało na to, że mógłby bez większych skrupułów zaatakować każdego, kto stanąłby mu na drodze.
Wreszcie dotarł w sam środek zbiegowiska. Teraz mógł dokładnie zobaczyć dwóch mężczyzn, którzy nie przejmując się tym, jakie zainteresowanie wzbudzali, kontynuowali swoją walkę. Owymi awanturnikami, tak jak twierdzili inni w domu, byli Lee i Sai. O ile ten drugi był całkiem trzeźwy, a jego ataki dokładne i przemyślane, to pierwszy był w widocznym stanie upojenia.
Rock rzucał się po całym podwórzu, chwiejąc się, potykając i upadając, ale za każdym razem wstawał gwałtownie i kontynuował swoje ataki, które stały się nawet szybsze, gdy był pijany. Na jego policzkach widniały rumieńce i co jakiś czas jego ciałem wstrząsała czkawka.
— Jak ktoś…. Iiii… Może mi…. Iiii…. Zabraniać…. iiii.. Tańczyć…! — krzyknął, rzucając się na chłopaka. Jednak ten ze swoim nieustającym uśmieszkiem odskoczył w bok, a na jego miejscu pojawił się wielki tygrys, stworzony z atramentu. Lee nie zdążył wyhamować, miał tylko jedno wyjście, nie próbując się zatrzymać, prześlizgnął się między łapami zwierzęcia, wpadając w róże. Tygrys, zirytowany faktem, że jego zęby tylko o włos ominęły kark przeciwnika, ryknął rozdzierająco. Shinobi, którzy znajdowali się najbliżej, pod wpływem tego ryku zatkali sobie uszy, lecz ich ciała nadal odczuwały drżenie powietrza, wywołane tym dźwiękiem.
Uchiha również się skrzywił. Nie było to miłe dla jego uszu, ale nie miał zamiaru okazać słabości. Poza tym bardziej interesował go Lee, który właśnie nieporadnie wychodził z grządki róż, które zasadziła jeszcze matka Sasuke. Były one dla niego naprawdę cenne i nie miał zamiaru pozwalać na taką bezczelność w swoim domu, ale gdy już miał wkroczyć między walczących, tygrys znów ryknął ogłuszająco i ruszył na Lee. Kiedy to się stało, Uchiha usłyszał cichy pisk tuż obok siebie. Może nie zwróciłby na to większej uwagi, gdyby nie był on tak znajomy. Odwrócił się, a jego oczy napotkały sylwetkę blondwłosego chłopaka.
Tuż przy nim stał Naruto, przyciskając dłonie do uszu. Jego powieki były zaciśnięte, a usta ułożone w grymas. Sasuke nie zajęło długo połączenie faktów.
Już na którejś misji zauważył, że Uzumaki ma bardziej wyczulony zmysł słuchu niż niejeden shinobi. Nie zastanawiając się nawet chwili, chwycił go w objęcia i przycisnął głowę Hokage do swej klatki piersiowej. Mężczyzna, wciąż nie odejmując rąk od uszu, wtulił się w niego. Wydawało się, że nawet nie oddycha, jakby obawiając się, że z każdym haustem powietrza dźwięk może stać się intensywniejszy. Odetchnął dopiero wtedy, gdy bestia przestała ryczeć i poświęciła całą swoją siłę na atakowanie Lee, który coś tam wrzeszcząc, próbował ominąć tygrysa i zaatakować jego twórcę.
— Dzięki — mruknął Naruto, odsuwając się od Sasuke, który przez chwilę poczuł stratę z tego powodu, lecz to uczucie szybko minęło, gdy zobaczył, w jakim stanie jest jego ukochany.
Uzumaki był zarumieniony, a jego błyszczące, błękitne ślepka patrzyły na przyjaciela z wdzięcznością. Było od niego czuć delikatną, ale jednak, woń alkoholu.
— Piłeś? — zapytał zszokowany.
Widział czasami jak Naruto próbował różnych trunków, ale nigdy ich za bardzo nie polubił. Zawsze twierdził, że brzydko pachną i mają cierpki smak.
— Tylko trochę — uśmiechnął się półgębkiem. — To nic takiego. — Sasuke nie był tego pewny. — Ale teraz to nieważne, trzeba ich powstrzymać. — Naruto zwrócił się w kierunku walczących. — Chyba jednak Neji'emu nie udało się go upilnować — westchnął cicho. — Zaraz się tym zajmę. — Obrócił się na chwilę, dotykając kącika prawego oka Sasuke. — Zanim skorzystasz z tego swojego sharingana.
Wyszczerzył swoje ząbki i zanim Uchiha zdążyłby coś odpowiedzieć, zniknął. Pojawił się tuż przy Lee wraz ze swoim klonami, które przygniotły Rocka do ziemi. Co prawda ten próbował się uwolnić, ale nie miał szans z Hokage Wioski Ukrytej w Liściach. Naruto stał się o wiele silniejszy odkąd zaczął trenować pod okiem Tsunade. Teraz jego siła fizyczna była porównywalna z siłą Sakury, a do tego dochodziła jeszcze jego wola walki, mnogość jutsu i wręcz niekończąca się chakra.
— Hej, Lee! — zawołał Uzumaki, kucając tuż obok przyjaciela. Przez chwilę się zachwiał przy tym ruchu, ale utrzymał równowagę. — O co właściwie wam poszło? — zapytał.
— Bo… iiii… — Kolejne czknięcie. — Chciałem zatańczyć z Sakura-chan, a…iiii… ta odmówiła…. Iiiii… — zaczął bez sensu bełkotać. Naruto potrząsnął głową i spojrzał w stronę Haruno, która stanęła koło swego chłopaka, który odwołał tygrysa.
— Możesz powiedzieć, co się stało? — mruknął.
— Prosił o taniec, ale był wstawiony, więc odmówiłam, lecz wciąż nalegał. Sai — spojrzała na wciąż uśmiechniętego chłopaka — kazał mu się ode mnie odczepić, ale nie ustępował. Lee zaczął coś tam krzyczeć o tym, że jest trzeźwy i jeśli Sai tak nie myśli, to może udowodnić to w walce.
— Wygrałbym, gdyby Naruto-kun się nie wtrącił — dodał Sai, nie okazując swoim zachowaniem szacunku do przełożonego, którym, bądź co bądź, był Naruto.
— Nie prawda! Iiii…! — krzyknął Rock, czkając głośno. Próbował jednocześnie zrzucić z siebie klony Uzumaki'ego. Nawet udało mu się odrobinę unieść z ziemi, ale w tym samym momencie obok niego pojawił się trzeci klon, który razem z pozostałymi, unieruchomił go z powrotem. — Wygrałbym! — wymruczał niewyraźnie, z twarzą ukrytą w wysokich źdźbłach trawy.
— Tak, tak — przytaknął mu Uzumaki. Nie można było powiedzieć, czy mu wierzy, czy po prostu tak mówi, by chodź minimalnie go uspokoić.
— Wybacz, Hokage-sama. — Tuż obok Naruto pojawił się Neji,, który się pokłonił. — To moja wina. Nie upilnowałem go, mimo twego polecenia — tłumaczył, będąc wciąż pochylony.
Naruto uśmiechnął się tajemniczo i z iskrzącymi oczkami powiedział:
— Nie musisz być taki oficjalny, Neji. Jesteśmy przecież przyjaciółmi, a tym małym incydentem nie musisz się martwić. Przypuszczałem, że coś takiego się stanie. — Machnął ręką, wciąż kucając. — Wystarczy, jak później pomożesz posprzątać po imprezie. Teraz możesz zaś zabrać go do pokoju i — jego uśmiech stał się szerszy — odpowiednio się nim zająć.
Sasuke nawet z takiej odległości mógł dostrzec, jak Hyuga zarumienił się. To była jedyna oznaka jego zmieszania, spowodowanego dwuznacznymi słowami Hokage. Kiedy odpowiadał, głos nawet na chwilę mu nie zadrżał.
— Oczywiście. Zaraz się nim zajmę.
Wyprostował się, podchodząc do unieruchomionego partnera z drużyny. Kiedy znalazł się tuż obok niego, Naruto wycofał klony, uwalniając Lee, który natychmiast poderwał się z ziemi, gotowy do kontynuowania potyczki. Na ten ruch ręce Sai'a musnęły zwoje i atrament. Jego narzędzia do walki. Na szczęście, nim znowu zaczęli się pojedynkować, Neji stanął między nimi. Po chwili z trudnością, ale wzrok Lee skupił się na Hyudze.
— Neji… iii…. — Zatoczył się w jego stronę. — Ty wiesz, że bym go pokonał? — Zachwiał się i omal nie upadł, ale przed tym uchroniły go silne ramiona przyjaciela.
— Tak, wiem — zgodził się z nim, westchnąwszy cicho. Chwycił go w pasie jedną ręką, zarzucając jednocześnie ramię Lee na swoją szyję. Nie miał zamiaru pozwolić mu na upadek ani na to, by znowu kogoś zaczepił. — Idziemy do naszego pokoju. Położysz się i trochę prześpisz, a jutro rano nie będziesz nic pamiętał z tego wieczoru. — Ruszył w stronę rezydencji.
— Ale ja nie chcę… iii… — jęknął Rock wprost w ucho kolegi.
— Dobrze ci to zrobi. Nie sprzeczaj się ze mną — odparł na to niczym niezrażony Neji, przedzierając się przez tłum, który rozstępował się przed nimi tak samo, jak jeszcze kilka chwil temu przed Sasuke.
— Dobrze — burknął, ale było słychać, że nie jest z tego zbytnio zadowolony, lecz humor nagle mu się zmienił. — Neji… — zamruczał na tyle głośno, że wszyscy dookoła go usłyszeli, przytulając się do przyjaciela. — Kocham cię najbardziej na świecie! — krzyknął niespodziewanie, a później, zaśmiewając się, schował twarz w zagłębieniu szyi Hyuugi, który zamarł.
Stał tak w miejscu, a rumieniec, który miał wcześniej kolor jasnego różu, przybrał barwę dojrzałych czereśni. Jego perłowe oczy były skierowane na głowę Lee, ale nie mógł dostrzec jego twarzy, która była ukryta. Wydawało się, że bardzo mu zależy na zobaczeniu jego miny. Dopiero coraz głośniejsze szepty innych shinobi, którzy również słyszeli deklarację Lee, przywróciły go do rzeczywistości.
— Nie żartuj sobie — burknął, ciągnąc go do domu.
— Nie żartuję… iiii… Kocham cię….iiii… i zaraz ci to udowodnię!
Nim ktokolwiek się zorientował, co Rock ma zamiar zrobić, ten wyprostował się i obejmując kark Neji'ego, przycisnął swoje usta do jego. Wszyscy zamarli, oczekując na reakcję mężczyzny, którego ręce opadły luźno po bokach cała. Hyuuga zamrugał zdziwiony. To chyba była pierwsza rzecz, która go aż tak zaskoczyła. Tego, co zrobił Lee, nie można było nawet do końca nazwać pocałunkiem, jełopo prostu zmiażdżył ich usta o siebie nawzajem.
Neji, przez jedną irracjonalną chwilę, miał ochotę chwycić go za brodę, zmusić do otwarcia ust i samemu pogłębić tę parodię pocałunku, lecz powstrzymała go świadomość tego, gdzie się znajdują. Dlatego też nie poruszył się i czekał na kolejny ruch Rocka. Ten, nie dostrzegłszy żadnej reakcji, otworzył oczy, które zamknął przed swoim „atakiem" i odsunął się od Hyuugi.
— Nie podobało ci się? — Zmarszczył brwi. W tej chwili brzmiał całkiem trzeźwo. Neji milczał, nie odrywając od niego wzroku. Cisza się pogłębiała, a Lee zaczął się nerwowo kręcić.
— Nie czas i miejsce na to — Neji odpowiedział, zdejmując dłonie przyjaciela z karku. — Idziemy. — Objął go ponownie i bardziej nagląco pociągnął w stronę rezydencji.
Tylko Naruto zauważył, że gdy Neji się odwrócił, oblizał dyskretnie usta, jakby kosztując przedsmak przyszłych wydarzeń. Uzumaki nie mógł się nie zaśmiać na ten widok. Po całym ogrodzie rozszedł się jego dźwięczny śmiech, który nakłonił Neji'ego do szybszego marszu.
— Koniec tej zabawy! — zawołał Uzumaki, wiąż cicho chichocząc.
Próbował wstać, ale w tej chwili przypomniał o sobie swoim nieszczególnym stanie. Zachwiał się, ale nim stało się to widoczne dla innych, tuż za nim pojawił się Sasuke. Naruto oparł się plecami o jego pierś, utrzymując się w pionie.
— Dla ciebie również jest to koniec zabawy — powiedział, obejmując go. Kładąc brodę na jego ramieniu i spoglądając na innych shinobi, którzy skupili na nich całą uwagę, ale pod wpływem intensywnego wzroku Uchihy niektórzy poczuli się niepewnie i zaczęli odwracać głowę.
— Dobrze się czuję — zaprzeczył, kręcąc głową, przez co miękkie blond kosmyki otarły się o blady policzek mężczyzny.
— Nie sądzę. Jesteś odrobinę pijany — szepnął mu do ucha, na koniec wsuwając w nie język. Naruto jęknął i przycisnął się mocniej do ciała Uchihy, co świadczyło o tym, że stracił kontrolę nad swoim ciałem pod wpływem alkoholu.
— Nie jestem — próbował jeszcze zaprzeczać.
— Oczywiście. — Docisnął dłoń do podbrzusza ukochanego, muskając, niby to przypadkiem, kciukiem jego krocze, i to wszystko na oczach ich przyjaciół. — Ale i tak zabieram cię do pokoju.
W jednej chwili przeniósł się z Uzumaki'm do ich pokoju. Zaproszonym została po nich jedynie smużka białego dymu, która wkrótce się rozwiała.
Sakura przełknęła skrępowana ślinę i przymknęła na chwilę powieki, ale kiedy znowu je uchyliła, była już całkiem spokojna. Stanęła przed całym tłumem i biorąc głęboki oddech, krzyknęła:
— Na co się patrzycie?! Impreza jest skończona! Ci, co zarezerwowali nocowanie w rezydencji mogą zostać, inni wynocha do swoich domów! — Swoje słowa wzmocniła zamaszystym ruchem ręki. — Już! — wrzasnęła.
Gdyby dzielnica Uchihy nie była wyludniona, zapewne obudziłaby większość sąsiadów. Shinobim nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Zaczęli się rozchodzić, rozmawiając między sobą o zdarzeniach, które rozegrały się na ich oczach. Haruno odetchnęła, a jej ramiona opadły.
— Co ja mam z nimi — jęknęła. — Tak było zawsze, odkąd tylko trafiliśmy razem do jednej drużyny — mruknęła. — No cóż, taki los.
— A nie sądzisz, że ładnie razem wyglądają? — Sai objął talię Sakury.
— Kogo masz na myśli? Lee i Neji'm czy może Sasuke i Naruto? — Odchyliła głowę do tyłu, eksponując szyję.
— Lee nie jest zbyt atrakcyjny. — Sai skrzywił się. — Za to Naruto-kun z Sasuke-kun wyglądają całkiem, całkiem. — Polizał jej szyję.
— Bo jeszcze poczuję się zazdrosna — zamruczała, chichocząc, gdy język kochanka dotarł do miejsc, w których miała łaskotki.
— Nie martw się. — Jego ręce powędrowały z bioder dziewczyny na jej uda. — Nie interesuje mnie płeć brzydka. — Jego język przesunął się na inne partie skóry Sakury powodując, że z jej ust, zamiast chichotu, wyrwał się jęk. — Uważam tylko, że była to bardzo gorąca scena. — Wsunął dłonie pod jej sukienkę, dotykając nóg.
— Przestań — ni to mruknęła, ni jęknęła, chwytając go za przeguby, gdy dotknął wewnętrznej strony jej ud.
— Nie martw się — szepnął jej w ucho. — Wielu gości zapewne robi to samo w pokojach, zwłaszcza po takich scenach.
— Ale w pokoju — wykrztusiła, poddając się.
— Jak chcesz, ale seks na podwórku wydaje się bardziej podniecający.
— Sai… — Spojrzała na niego spod na wpółprzymkniętych powiek.
— Ciii… — Pocałował ją, uciszając. Wkrótce przenieśli do pokoju, który przydzielił im zawczasu Naruto.
