ODCINEK 11: POKEŁOWY.
Wczorajszego ranka opuściłem Rzeszów, gdzie udało mi się zdobyć moją pierwszą Odznakę Ligi Pokemon. Towarzyszył mi Max - syn Pana Florka - Lidera, którego pokonałem. Początkowo zamierzałem wędrować wciąż na północ, aby jak najszybciej dotrzeć do Lublina i zdobyć drugą odznakę, jednak Max wyjaśnił, mi, że pośpiech nie jest wskazany.
- Widzisz Tori, Lider Lublińskiego stadionu walczy Pokemonami typu ziemia, a jak wiesz, typ ten ma sporą przewagę nad ogniem. Zapewne planowałeś złapać przynajmniej jednego Pokemona nim dotrzemy na miejsce, ja jednak uważam, że dwa to niezbędne minimum, abyś wygrał drugą odznakę.
Zastanowiwszy się nad tym przemówieniem przyznałem mu rację. Tak więc skręciliśmy nieco na zachód, aby po drodze "zahaczyć" o Tarnobrzeg. Wprawdzie nie było tam "ligowego" stadionu, ale na pewno znajdzie się w tym mieście coś, co umożliwi ulepszenie umiejętności Pokemonów.
Dzisiejszego popołudnia dotarliśmy do Kolbuszowej. Wprawdzie nie zamierzaliśmy zostawać w mieście na noc, ale...
Wędrując jedną z głównych ulic miasta w pewnej chwili Charmander dość mocno pociągnął mnie za nogawkę spodni i coś wskazał. Spojrzeliśmy w tamtym kierunku i naszym oczom ukazał się plakat informujący o Turnieju Łapania Pokemonów, który odbędzie się jutro w lesie niedaleko miasta. Pod plakatem był adres, gdzie należy się zapisywać. Jeśli trener osiągnie w turnieju znaczący wynik, czyli złapie jakiegoś rzadkiego Pokemona będzie mógł go zatrzymać. Tak, to była kusząca propozycja i nie namyślając się długo udaliśmy się do miejsca zapisów. Nie było ono zbyt daleko, nie było też zbyt wielkiego tłumu.
- Dzień dobry, chciałem się zapisać na Turniej łapania Pokemonów... - powiedziałem nieco nieśmiało do pani przyjmującej zapisy.
- Jeśli pozwolisz Tori, chcieliśmy. - wtrącił się Max. Spojrzałem na niego nieco dziwnie, a on odpowiedział z uśmiechem:
- Czemu się dziwisz, przecież muszę złapać dużo rzadkich i silnych roślinnych Pokemonów, prawda? - skinąłem głową. To prawda, Max chciał być naprawdę silnym trenerem, dzięki czemu będzie mógł w przyszłości przejąć funkcję swego ojca i prowadzić stadion w Rzeszowie.
Tak wiec zapisaliśmy się obaj. Następnie musieliśmy losować, z jakiego stanowiska rozpoczynamy konkurs. Okazało się bowiem, że miejsc startowych jest osiem. Miało to na celu ograniczyć liczbę trenerów startujących z jednego miejsca, no i dzięki temu nie sprawiali sobie konkurencji. Ja startowałem z dwójki, a Max z piątki. Dowiedzieliśmy się też, że zgodnie z zasadami możemy mieć przy sobie tylko jednego Pokemona. Na starcie dostajemy też jeden specjalny PokeBall i tylko schwytany w niego Pokemon może być uznany za złapanego w konkursie. Cóż, nie było to łatwe, bowiem oznaczało, że nie ma szans na pomyłkę i trzeba się dobrze zastanowić, czy na pewno trener chce złapać to co spotkał. Poza tym walki trenerów na terenie lasu był zakazane i jeśli ktoś zostałby na nich przyłapany nie tylko zostałby zdyskwalifikowany, ale w dodatku zapłaciłby karę
Całe popołudnie spędziłem z Maxem na rozmowach i dotrenowywaniu Pokemonów.
- Dlaczego zapisałeś się na turniej? Chcesz złapać jakiegoś rzadkiego roślinnego Poka? - zapytałem wieczorem Maxa.
- Tak, cóż... Nie chcę się chwalić, ale dużo wiem o tropieniu różnych Poków i chciałbym teraz tą wiedzę wykorzystać w praktyce. Mam nadzieję, że natrafię na jakiś interesujący okaz i uda mi się go złapać.
- Taaa... Ja pewnie złapię to, co spotkam. - pokiwałem głową. W sumie to racja, potrzebowałem trenować dużo różnych Pokemonów jeśli chciałem być najlepszy.
- Pamiętaj jednak, że tylko wysoki wynik w zawodach pozwala na zatrzymanie złapanego Pokemona. Szkoda tylko, że nie wiadomo jak wysoka jest ta poprzeczka. Wszystko zależy od tego, kto co złapie. - znów pokiwałem głową W zasadach turniejowych wyraźnie pisało, że większość złapanych Pokemonów zostanie wypuszczone na wolność. Oznaczało to, że jeśli chcemy zatrzymać to, co złapiemy musimy się naprawdę postarać. Trudność polegała na tym, że na złapanie Pokemona miało się tylko jedną szansę...
Następnego ranka udaliśmy się na miejsce rozpoczęcia turnieju. Niestety Max, musiał pojechać kilka kilometrów dalej, do swojego punktu startowego. Na szczęście z miasta kursowały autobusy zabierające uczestników konkursu na miejsce. Punktem startowym był spory budynek, a zarazem Punkt Medyczny. Na miejscu okazało się, trenerów biorących udział w zawodach jest około pięćdziesięciu, tak wiec z tego samego miejsca co i ja startowało pięciu innych. Przed rozpoczęciem każdy otrzymał PokeBalla ze znaczkiem zawodów. Przypomniano też instrukcję, po czym nastąpił sygnał i trenerzy wyruszyli w las szukać zdobyczy. Wszyscy oni rozbiegli się po lesie w różnych kierunkach, przy okazji płosząc Pidgeye z okolicznych drzew, ale kto by tam łapał tak pospolite Pokemony. Ja postanowiłem na razie wędrować ścieżką, kto wie, może jakiś spłoszony Pokemon przetnie mi drogę?
Szedłem już dość długo i nie mogłem natrafić na nic ciekawego do złapania. Wprawdzie, co jakiś czas słychać było szelest w krzakach, czy na drzewach, ale nim zdołałem zlokalizować dokładnie skąd on dobiega, Pokemona, który go czynił już nie było. Turniej Łapania Pokemonów... Wiele się o nich słyszało, ale nigdy nie przypuszczałem, że to takie trudne. Nagle coś usłyszałem w krzakach po lewej stronie ścieżki. Zatrzymałem się w bezruchu, Charmander spojrzał na mnie, mrugnąłem, Pokemon zrozumiał znak i rzucił się w krzaki. Zakotłowało się, a następnie na ścieżkę wyskoczył Paras a zaraz za nim ognista jaszczurka. Paras łączył w sobie typ robaka i rośliny, no i trudno go było spotkać. Zadecydowałem, trzeba go złapać.
- Charmander atakuj Żarem - musiałem działać ostrożnie, gdyż ogień miał sporą przewagę nad przeciwnikiem, a przecież nie chciałem go całkowicie spalić. Jednak okazało się, że Paras jest dość zwinny i uniknął ataku, następnie zastukał swoimi szczypcami i z niewielkich grzybków, jakie miał na grzbiecie wypuścił cała masę proszku.
- Uwaga, to Trujący Proszek, staraj się unikać i spalać go. - jaszczurka zareagowała błyskawicznie, ogień z pyszczka powstrzymał część ataku, a przed resztą udało się uniknąć.
- Dobry jest, musimy go złapać, zrób Zasłonę Dymną, a potem szybko zaatakuj. - błyskawicznie gęsty dym zasłonił widoczność, ale gdy Charmander ruszył do ataku nastała niepokojąca cisza. Po dłuższej chwili usłyszałem powarkiwania mojego Pokemona. Wkrótce dym się rozwiał i zobaczyłem, co się stało. Okazało się, że Paras wykorzystał Zasłonę Dymną i szybko się wycofał. Uciekł i nie było szans, aby go teraz odszukać. Byłem zły na siebie, że zmarnowałem okazję, a na dodatek ułatwiłem Pokemonowi ucieczkę. Doszedłem jednak do wniosku, że zamiast się wkurzać powinienem wyciągnąć lekcję z tej walki.
"Muszę bardziej uważać dobierając ataki, oraz nauczyć się szybko oceniać możliwości przeciwnika" - pomyślałem. Następnie zdecydowałem przestać łazić po ścieżkach i zapuściłem się wraz z Charmanderem w las.
Tymczasem Max wyruszył ze swojego miejsca startu. W odróżnieniu ode mnie od razu zapuścił się w las. Bulbasaur szedł przodem i torował drogę, oraz wypatrywał jakiś Pokemonów. Jednak szybko można było dojść do wniosku, że tym sposobem nieprędko się coś znajdzie. Gdy dotarli do niewielkiej polanki Max zadecydował:
- Tak możemy nic nie znaleźć, trzeba do sprawy podejść metodą tropicielską. - uśmiechnął się przy tym, a jego Pokemon kiwnął łebkiem. Trener, przyklęknął na ziemi i zaczął ją dokładnie oglądać w poszukiwaniu jakiś śladów Pokemonów, co jakiś czas mrucząc do siebie:
- Tu wykopał się Diglett... Tędy przeszło stado ciężkich Pokemonów, ale zbyt dawno, żeby je tropić... A tu odbyła się jakaś walka... A to... - Max wyprostował się nagle i zaczął uważnie przyglądać drzewom go otaczającym. Bulbasaur spojrzał na niego, a następnie na wgłębienie w ziemi, przy którym chłopak się zatrzymał. Wgłębienie powstało w wyniku czegoś, co spadło tu z drzewa, ale wyglądało na to, że po upadku gdzieś sobie odeszło. Nagle Max podniósł rękę do góry.
- Tam na gałęzi, widzisz? Postaraj się go strącić Ostrymi Liśćmi. - powiedział do Pokemona. Bulbasaur wpatrywał się chwilę we wskazanym kierunku i wreszcie zauważył okrągłe coś przypominające żołędzia, ale zdecydowanie za duże, żeby mogło nim być. Nie namyślając się długo wycelował i wystrzelił Ostre Liście. Cel został trafiony i tak jak przewidział Max, spadł z drzewa. Podczas spadania widać było, że wykonał cos jakby Utwardzanie. Pokemon upadł kilka metrów od trenera, nie było wątpliwości, że to..
- Seedot, wyzywam Cię na pojedynek, jeśli wygram zostanę twoim trenerem, co ty na to?
Sporej wielkości Żołądź chwilę się przyglądał, zły, że się mu przeszkadza i strąca z drzewa. Wreszcie jednak wykonał gest jakby skinięcie głową i przygotował się do walki.
- Dobrze Bulbasaur, jesteśmy gotowi, atakuj Dzikim Pnączem. - Seedot nie czekając, aż atak go dosięgnie wykonał szybkie Utwardzanie, tym sposobem pnącza niewiele mu zrobiły. Następnie zaczął się przyglądać przeciwnikowi, nie zamierzając jednak atakować.
- Twardziel, co? W takim razie uderz Ostrymi Liśćmi. - jednak i tym razem sytuacja się powtórzyła, żołądź utwardził się jeszcze bardziej, a liście praktycznie odbiły się od niego.
- Muszę przyznać Seedot, że defensywę masz naprawdę dobrą, jednak to nie wystarczy, żeby wygrać, dlatego zamierzam cię złapać i wytrenować na naprawdę silnego Pokemona. Bulbasaur Trujący Proszek. - z cebulki na grzbiecie Pokemona wydobyła się całą masa proszku i poleciała w stronę przeciwnika, ten po raz kolejny użył Utwardzania, jednak tym razem to nie wystarczyło i trucizna dostała się do jego organizmu. Seedot się zdenerwował i ruszył do ataku.
- Teraz Usypiający Proszek i go mamy! - Max wiedział, co robić, zachował spokój przez cały czas. Bulbasaur wypuścił chmurę proszku, w którą wpadł atakujący Pokemon. Nim zdołał się z niej wydostać - zasnął.
- A teraz.. - Max rzucił konkursowym PokeBallem w śpiącego Seedota, ten złapał się niemal natychmiast.
- Świetnie, mamy nowego towarzysza podróży Bulbasaur. Seedoty może nie są jakieś specjalnie rzadkie, ale trzeba wiedzieć gdzie je szukać. Przy odrobinie szczęścia będziemy mogli go zatrzymać.
Uszczęśliwiony Max, wraz z Bulbasaurem udali się znów do miejsca startu, aby zgłosić, że Pokemon został złapany i oczekiwać na wynik pozostałych uczestników.
Przedzierałem się przez coraz gęstsze zarośla, najgorsze było to, że robiłem tak wielki hałas, że płoszyłem wszystko, co ewentualnie można było złapać. Wreszcie dotarłem pod dość strome wzniesienie.
- No to czeka nas chyba wspinaczka, co Charmander? - Pokemon w odpowiedzi pokazał na leżące w pobliżu drzewo. Miało nadpalone gałęzie, a pień niemal przepołowiony. Wyglądało na to, że podczas ostatniej burzy trafił w nie piorun i się przewróciło. Po dokładniejszych oględzinach okazało się, że ognistej jaszczurce chodziło nie tyle o drzewo, co o sporą jamę w ziemi, jaka była częściowo zasłonięta przez gałęzie. Ne było wątpliwości, że jakiś Pokemon znalazł tam sobie mieszkanko i kryjówkę zarazem, a na dodatek wyglądało na to, że jest w domu, gdyż było słychać jakieś szmery w norze.
- Dobra robota. - pochwaliłem Charmandera - Trzeba jednak sprawdzić, kto się tam chowa. - ostrożnie podszedłem i poruszałem nieco gałęziami. W odpowiedzi z norki dobiegło fuczenie. Tak, komuś wyraźnie się nie podobało, że jakiś obcy rusza jego domek.
- Hej tam w środku. Jestem trenerem i chciałbym wyzwać cię na pojedynek, jeśli wygram zostaniesz ze mną, a ja uczynię cię naprawdę silnym Pokemonem! - zawołałem do wnętrza jamy. Odpowiedzią było jeszcze więcej fuczenia, ale po nich z nory wyszedł dość ciekawy Pokemon. Był okrągły, różowy i miał duże żółte uszy. Nie mając pojęcia co to może być sprawdziłem w PokeEncyklopedii: "Whismur - typ Normal. Pokemony te można spotkać w jaskiniach, oraz czasem w jamach ziemnych. Nie są zbyt silne, ale ich ewolucje owszem, przez co są często łapane przez trenerów".
Spojrzałem na Pokemona. Rzeczywiście nie wyglądał na silnego. Spoglądał na mnie złowrogo, że zakłócam mu odpoczynek.
- To jak będzie? Zechcesz walczyć? - zapytałem jeszcze raz. W odpowiedzi Whismur fuknął tylko i przybrał bojową pozę.
- Dobrze więc, Charmander atakuj Drapaniem. - jaszczurka ruszyła do ataku, przeciwnik również. Starli się w połowie odległości i zaczęli tłuc nawzajem. Jednak Charmander był silniejszy i Whismur stopniowo tracił siły. Wreszcie Pokemon odskoczył od ognistej jaszczurki i zaczął groźnie fuczeć. Widząc, że Charmander nic sobie z tego nie robi przeciwnik chciał szybko umknąć do swojej kryjówki, ale ja byłem szybszy. Rzuciłem konkursowym PokeBallem i trafiłem w Whismura. Piłka zamknęła go w środku, trzęsła się przez chwilę, ale wreszcie przestała. Pokemon był złapany.
- Udało się... I to nawet nieco za łatwo... - powiedziałem do siebie. Zrozumiałem jednak, że to dlatego iż Whismur musiał być słabym Pokemonem, a mój Charmander mimo wszystko jest już całkiem silny.
Zadowoleni ruszyliśmy do punktu startowego, aby oczekiwać na wynik zawodów.
Z miejsca startu autobus zabrał uczestników do wielkiej hali, na której miały być ogłoszone wyniki i wręczone nagrody. Gdy tylko spotkałem się z Maxem opowiedzieliśmy sobie nawzajem nasze osiągnięcia. Złapane Pokemony trzeba było oddać, aby sędziowie ustalili ile punktów za nie można przyznać. Na szczęście do PokeBalli, w jakie były złapane zostały doczepione karteczki z naszymi numerami wpisowymi, dzięki czemu mieliśmy pewność, że Poki się nie pomieszają.
Z nastaniem wieczoru konkurs się zakończył a sędzia główny ogłosił wyniki. Zwycięzcą okazał się dwudziestoparoletni trener, któremu udało się złapać Pinsira. Następnie było jeszcze paru innych zwycięzców, oraz ja. Okazało się bowiem, że natrafienie na Whismura w lesie jest niezwykle rzadkie i miałem sporo szczęścia, że go znalazłem. Mogłem więc zatrzymać złapanego Pokemona. Maxowi również się poszczęściło, gdyż dostał wyróżnienie za jedynego Seedota jakiego udało się złapać, a że Pokemon był na dodatek całkiem silny to Max mógł go zatrzymać.
Po zakończeniu uroczystości wręczania nagród pogratulowaliśmy sobie nawzajem i wypuściliśmy nowe Pokemony. Seedot dość obojętnie poprzyglądał się wszystkim, ale widać było, że Max nie będzie miał z nim problemów i Pokemon będzie mu posłuszny. Whismur natomiast na powitanie ofuczał wszystkich. Nadal był zły, że zabrano go ze spokojnej kryjówki w lesie. Ale gdy obiecałem mu, że stanie się silniejszy, a podróżowanie z nami może być bardzo ciekawe, przestał się złościć i nawet zaczął prowadzić Poke-Rozmowę z Bulbasaurem i Charmanderem.
Zadowoleni, że udało się nam osiągnąć wyznaczony cel udaliśmy się na odpoczynek, a jutro trzeba było ruszać dalej, w końcu do zostania najlepszym trenerem Pokemon jeszcze dłuuuga droga.
