Mamma mia~ here długi rozdział comes again!
I wyszedł mi jakiś taki... hmm... znowu przemontowałam nieco swoje zamiary, więc pewnie dość chaotyczny (jak na wcielenie chaosu i reklam w momentach całkowicie z dupy przystało lol)
Feliks siedział na skraju placu treningowego, brzdąkając sobie cicho cięciwą łuku, nie był w najlepszym nastroju. O ile do dowódcy z którym tu przybył nie mógł się przyczepić, o tyle komendant obozu chyba się na niego uwziął. Pomijając fakt, że przyczepił się do tego strzelania z łuku, jakby opanowanie przez niego miało co najmniej zbawić świat, to jeszcze bardzo zależało mu na tym, żeby opuszczał obóz tak rzadko jak to tylko możliwe, o ile w ogóle.
-Czym temu sukinsynowi podpadłem, że totalnie czepia się chyba tylko mnie?- mruknął do siebie blondyn odkładając łuk na bok, żeby przypadkiem nie zerwać cięciwy -Szlag mnie tutaj z nudów trafi, nie po to tu przyjechałem, żeby resztę życia spędzić ostrząc miecze i opierzając strzały… dlaczego nie mogę pojeździć po okolicy tak jak Liet i inni?- westchnął podpierając głowę na rękach -Tak właściwie to gdzie on jest?- powiedział rozglądając się dookoła w poszukiwaniu bruneta -Ileż można czekać na swojego instruktora?-
-No pięknie, nie dość, że poświęcam wolny czas i staram się jak mogę, żeby cię podszkolić, to ty jeszcze narzekasz jak nie ma mnie w pobliżu- powiedział głośno Toris zjawiając się w tym momencie na placu i przysiadając obok blondyna -Wow… widzę, że ktoś tu jest dzisiaj nie w humorze- dodał kiedy Feliks posłał mu zmęczone i poirytowane spojrzenie
-Też byś był, gdybyś poza okazjonalnymi, nie koniecznie dozwolonymi, wypadami do lasu, musiał siedzieć na dupie w jednym miejscu od co najmniej dwóch tygodni- powiedział Polska nawet nie siląc się na wymyślanie jakiejś sarkastycznej odpowiedzi -I musiał martwić się, że twój sprawdzian łuczniczy zbliża się wielkimi krokami, a ty dalej wielkich postępów nie poczyniłeś-
Od czasu pierwszych wspólnych ćwiczeń minęły dwa tygodnie, od dotarcia do obozu już ponad miesiąc, było już kilka mniejszych potyczek z małymi krzyżackimi oddziałami, ale jakimś trafem ani Toris, ani tym bardziej Feliks, nie mieli jeszcze okazji walczyć. Patrole do których trafiał brunet musiały być jakieś pechowe, bo nie udało im się jeszcze zetrzeć z wrogiem, a Feliksa z jakiegoś powodu komendant nie chciał przydzielić do żadnego.
Więc jeśli obaj mieli chwilę wolnego czasu, poświęcali go na ćwiczenia, nie tylko łucznicze, trenowali też walkę na miecze, czasem na inne rodzaje broni, głównie na placu treningowym, ale bywało, że wymykali się do lasu, żeby ćwiczyć w spokoju, bez żadnej ewentualnej widowni.
Umiejętności strzeleckie Feliksa nieco się poprawiły, ale mieli za mało czasu, żeby porządnie potrenować, z tego powodu blondyn coraz bardziej się denerwował na myśl o nadchodzącym sprawdzianie, a Toris nie potrafił znaleźć sposobu, żeby skutecznie go uspokoić.
-Weź tak nie mów, to ja tu jestem od bycia czarnowidzem- stwierdził Litwa unosząc brew -Co cię tak zdołowało?-
-Życie- burknął Feliks -Ten typ co tu podobno dowodzi, uwziął się na mnie, a ja zamiast szukać jakichś łbów do ścięcia, to chyba sam się za niedługo zetnę z nudów… jeszcze dupek co chwilę mi przekłada ten cały sprawdzian, chyba w nadziei, że o tym zapomnę, przestanę ćwiczyć i mnie weźmie znienacka...-
-To czemu się mu nie postawisz? Jesteś jakby nie patrzeć ważniejszy od niego- powiedział Toris
-Bo nie chcę przypadkiem wywołać buntu- westchnął Polska -Muszę mieć dobry powód dla którego miałbym mu się sprzeciwić, tak żeby nie wyglądało to na mój kaprys, tylko na faktyczną konieczność… to tak w ramach bycia odpowiedzialnym-
-No to faktycznie wygląda nieciekawie- przyznał Litwa -Dobra to skoro dzisiaj zamieniamy się rolami, to powiem, że nie ma się co martwić na zapas… a teraz uszy i tyłek do góry, idziemy poćwiczyć, żebyś mógł mu trochę zagrać na nosie- powiedział poklepując blondyna po ramieniu i samemu podnosząc się z miejsca
-Skoro i tak już tu jesteś- westchnął blondyn wstając, biorąc łuk do ręki i zarzucając sobie kołczan na ramię -Nie będę marnował okazji, skoro wasza litewska mość łaskawie się zjawił-
-Teraz jesteś złośliwy- stwierdził brunet -Ale to dobrze, to znaczy, że trochę poprawiłem ci humor-
-Humor to mi się poprawi, jak trafię dzisiaj w cel więcej niż raz- mruknął Feliks -I nie zwali się tu cała horda znudzonych żołnierzy, żeby mieć się z kogo ponabijać-
-Skończymy zanim inni przyjdą na ćwiczenia, nie martw się- oznajmił Toris -A teraz skończ narzekać i zajmij pozycję… nie nie, nie tutaj… cofnij się tak z dziesięć kroków w tył-
-Ale czemu?- zapytał zdziwiony Polska -Zazwyczaj ćwiczyłem z takiej odległości…-
-Bo z takiej odległości powinieneś strzelać i z takiej zapewne będziesz strzelał na sprawdzianie- odparł Litwa zakładając ręce za siebie -Wcześniej ćwiczyliśmy na mniejszej odległości bo dawałem ci fory-
-Aha… czyli jednak przybyłeś tu, żeby mi totalnie zepsuć humor, a nie żeby go poprawić- westchnął blondyn zajmując nową pozycję -I co ja twoim zdaniem mam stąd jakby trafić? Ciebie? Już wcześniej marnie mi szło…-
-Nie po prostu podnoszę ci poprzeczkę, żebyś lepiej rozwijał swoje umiejętności- Toris przewalił oczyma
-Żeby rozwinąć jakieś umiejętności to trzeba najpierw je posiadać- burknął ponuro Feliks wyciągając strzałę z kołczana i obracając ją między palcami
-Rany boskie… skończ już bo inaczej cię spiorę zanim zaczniemy- westchnął Litwa wznosząc oczy ku niebu -Zdecydowanie wolę jak masz dobry humor, nawet jeśli rzucasz wtedy złośliwościami na prawo i lewo-
-Faktycznie jest się z czego cieszyć- mruknął Polska zakładając strzałę na cięciwę -Nie wiedziałem, że masz takie skłonności…-
-Aha… czyli złośliwościami rzucasz niezależnie od humoru… dobrze wiedzieć- stwierdził brunet -A co powiesz na wypad do lasu jak już skończymy i pójdzie ci w miarę dobrze?-
-Hooo? Pan wzór do naśladowania sam z siebie proponuje olanie polecenia przełożonego?- zapytał blondyn unosząc brwi w zdziwieniu
-Nie wiem skąd ci się wzięło przeświadczenie, że jestem wzorem do naśladowania- powiedział Toris -A teraz do dzieła, tak jak ćwiczyliśmy-
-Może stąd, że duża część tu obecnych uważa cię za znacznie lepszego wojownika ode mnie- odparł Feliks napinając łuk -Wyższy, lepiej zbudowany… normalnie wypisz wymaluj żołnierz, a nie takie chucherko jak ja- nawet nie był zbytnio zdziwiony kiedy jego pocisk utknął w jednej z kostek słomy ustawionej za manekinami
-Przecież obaj wiemy, że ty też dobrze walczysz- Litwa zaczynał być zaniepokojony zachowaniem blondyna, w takim humorze go chyba jeszcze nie widział, siedzenie w jednym miejscu, nawet jeśli było bezpieczne, mu nie służyło
-My wiemy, reszta niekoniecznie, a zanim zapytasz skąd wiem, to powiem, że to nie ty siedzisz bez przerwy w obozie- warknął Polska ponownie napinając łuk -Podsłuchasz coś niechcący to tu, to tam i wychodzi co ludzie o tobie myślą… niewdzięczna banda… dajesz się za nich poharatać, a oni się jeszcze będą czepiać, że nie wyglądasz jak rasowy wojownik- zaklął głośno kiedy kolejna strzała minęła cel
-Hej hej hej… przerwa na chwilę- stwierdził Toris kiedy blondyn sięgnął po kolejną strzałę -Na pewno nic nie ustrzelisz, jak się nie skupisz na celu, olej tych pajaców którzy cię obgadują, jeszcze im szczęki opadną jak zobaczą jak sobie radzisz w walce, ale teraz skup się na ćwiczeniach… cel jest tylko odrobinę dalej niż zwykle-
-Odrobinę… jasne- mruknął Feliks naciągając łuk, wziął głębszy wdech i starał się skupić na manekinie w który miał trafić
-Widzisz? Od razu lepiej- powiedział Litwa kiedy po dłuższym celowaniu, Feliksowi udało się umieścić strzałę w ''brzuchu'' manekina
-Suuuper, osiągnąłem już swój dzienny limit trafień- oznajmił Polska przewalając oczyma, chociaż fakt, że udało mu się z większej odległości nieco go pocieszył
-No zaraz mnie coś strzeli…- westchnął brunet pocierając czoło
-Prawdopodobnie ja- stwierdził blondyn wyciągając z kołczana kolejną strzałę -No co? Znowu coś robię źle?- zapytał kiedy Toris do niego podszedł
-Parę rzeczy- stwierdził Toris -Zaciśnij mocniej palce na łuku- powiedział zaciskając dłoń na dłoni Feliksa żeby wzmocnić uchwyt -Wyprostuj się, nie pochylaj głowy, patrz przed siebie- dodał drugą dłonią podciągając brodę blondyna nieco do góry -I przestań gadać takie rzeczy bo zrobię ci krzywdę- mruknął opierając głowę na jego ramieniu
-Wiesz, że to wygląda co najmniej dziwnie?- powiedział Feliks rumieniąc się delikatnie, do tego, że brunet poprawiał jego błędy w ten sposób zdążył się już przyzwyczaić… ale nadal nie potrafił tego tak zupełnie zignorować
-Może, ale przynajmniej jest skuteczne- stwierdził Litwa uznając, że tak mu jest nawet wygodnie… i dziękując Bogu za to, że blondyn jeszcze się nie domyślił, że to było zbędne, przynajmniej mógł się trochę poprzytulać i nie oberwać -Po prostu mnie zignoruj, skup się na celu i strzelaj-
-To nie jest takie proste kiedy dyszysz mi w kark- mruknął Polska czując jak od tego doznania ramiona pokrywają mu się gęsią skórką -''Zignoruj go… tak... po prostu go zignoruj...''-
-To nawet lepiej, nauczysz się strzelać kiedy coś będzie rozpraszało twoją uwagę- powiedział Toris usilnie starając się nie patrzeć na zaczerwienioną twarz blondyna… dopiero co Feliks zaczął się do niego normalnie odzywać i przestał go unikać poza treningami, musiał się kontrolować.
-No fajnie, ale mimo wszystko weź się odsuń- powiedział Feliks -Miałem chyba sam celować- brunet tylko westchnął cicho i posłusznie odszedł na bok -''Dobra… teraz skupienie i...''-
-WY DWAJ!-
Feliks drgnął zaskoczony nagłym rykiem i odruchowo obrócił głowę, jednocześnie puszczając cięciwę, strzała którą wypuścił musnęła cel i skończyła tak jak dwie pierwsze w kostce słomy, Toris ledwie powstrzymał się żeby nie zakląć, gdyby nie nagłe pojawienie się komendanta obozu, to blondyn na pewno by trafił.
-Tak panie komendancie?- zapytał Polska uprzejmym tonem, siląc się na spokój
-Zbierajcie tyłki w trok i jazda po wasze uzbrojenie!- wrzasnął dowódca -Ruszacie z następnym patrolem, więc lepiej migiem się zbierajcie!-
-Dobra już dobra… nie ma potrzeby tak wrzeszczeć- mruknął Feliks ostentacyjnie czyszcząc sobie ucho małym palcem, starał się tego nie okazywać, ale ta decyzja mocno go zdziwiła, najpierw dwa tygodnie bezczynności, a teraz nagle każą mu jechać z następnym patrolem?
-Patrol rusza za chwilę, więc nie gadaj tyle żołnierzu i jazda!-
-Wiesz, może lepiej chodźmy, zanim zaczniesz się z nim wykłócać- stwierdził Toris, kładąc blondynowi rękę na ramieniu -Przynajmniej sobie pojeździsz- mruknął kiedy odeszli kawałek
-A no fakt- zreflektował się Polska -Jezu wreszcie!- krzyknął wyrzucając ręce w górę -Jednak nie zdechnę z nudów!-
-Perspektywa przejażdżki aż tak ci poprawia humor?- zapytał Litwa zaskoczony, ale też rozbawiony nagłym przypływem entuzjazmu u blondyna
-Jeszcze kurwa jak! Chyba się totalnie popłacze ze szczęścia!- jęknął Feliks z radością -Jeszcze niech będę miał okazję utłuc jakichś Krzyżaków, to już w ogóle!-
-''Żeby na mój widok się tak cieszył''- pomyślał Toris obserwując jak jego towarzysz niemal podskakuje ze szczęścia w drodze do namiotu -''Właśnie tak Toris… przegrywasz z kopytnymi śmierdziuchami i mordowaniem ludzi''- westchnął ciężko, żeby chociaż miał pomysł jak popchnąć ten związek, którego w sumie jeszcze nie było, na przód… jak na razie tkwił w jednym miejscu, gdzieś na pograniczu bycia tolerowanym i wstępu do bliższej znajomości, modląc się o kolejny cud, który dałby mu okazję, do poczynienia jakichś postępów.
-Nie wiem tylko po co mi ten łuk, skoro dalej strzelam jak pierdoła- mruknął Feliks, kiedy kwadrans później wyruszali wraz z resztą oddziału na patrol
Jechali wzdłuż ściany lasu, co jakiś czas mijając mniejsze kępki drzew i krzewów, nie posuwali się zbyt szybko ze względu na to, że część oddziału przemieszczała się pieszo.
-Może ci się przyda, poza tym jak się skupisz to strzelasz całkiem dobrze- stwierdził Toris
-O tak, jestem totalnie pewny, że jak się natkniemy na jakichś wrogów, to oni grzecznie poczekają, aż sobie w któregoś przyceluję- powiedział Polska przewalając oczyma -Może faktycznie komuś nim przywalę w gębę, to będzie jakiś pożytek-
-Albo wsadzisz komuś strzałę w oko- zaproponował Litwa żartobliwym tonem
-W sumie nie jest to taki zły pomysł- uznał blondyn całkiem poważnym tonem -Albo gdyby ułamać grot z kawałkiem drzewca i nim rzucić… w grę w rzutki jestem całkiem niezły…-
-Mam nadzieję, że nie mówisz poważnie- westchnął brunet
-Totalnie poważnie Liet, jak mi nie wierzysz to możemy się zmierzyć...- stwierdził Feliks wyzywająco
-Ja mówiłem o łamaniu strzał- powiedział Toris
-Ale co w tym złego?- zapytał Polska unosząc pytająco brew
-To, że niszczenie zupełnie dobrych strzał jest marnotrawstwem, w dodatku zupełnie bez sensu- odparł Litwa starając się cierpliwie przetłumaczyć blondynowi o co mu chodzi
-Czasami zwycięstwo wymaga poświęceń- oznajmił Feliks niewzruszony
-Jeśli niepotrzebnie połamiesz jakieś strzały, to osobiście przypilnuję, żebyś w obozie opierzył dwa… nie, trzy razy tyle strzał ile zmarnujesz- ostrzegł go Toris
-Hmm…- zamruczał Polska robiąc zamyśloną minę i licząc coś na palcach -Myślę, że mogę połamać jakieś pięć strzał, piętnaście nowych jeszcze będzie mi się chciało robić-
-Feliks… nawet nie próbuj- powiedział Litwa
-Mmm… chyba masz rację to bez sensu…- stwierdził blondyn ważąc jedną ze strzał w dłoni -Takie rzutki będą beznadziejnie wyważone…-
-Bogu dzięki…- brunet odetchnął z ulgą
-Rzucanie mieczem ma znacznie więcej sensu- oznajmił Feliks z zadowoloną miną -Czy się oberwie rękojeścią czy ostrzem to zawsze zaboli bardziej niż taka strzałka-
-Jezus Maria…- jęknął Toris kryjąc twarz w rękach -Błagam powiedz mi, że żartujesz-
-Na ciebie zadziałało- stwierdził Polska wzruszając ramionami -Jeśli nie będę miał innego wyjścia to rzucę mieczem!-
-TYLKO jeśli nie będziesz miał innego wyjścia- powiedział z naciskiem Litwa -Zostawanie bez broni to samobójstwo!-
-No przecież jakby wiem o tym- powiedział blondyn patrząc na bruneta jakby spadł z księżyca -Nie myślałeś chyba, że chodziło mi o rozpoczęcie walki w ten sposób?-
-Ja nie… nieważne- westchnął Toris pogubił się w tym wszystkim… i przy okazji przekonał się, że Feliks potrafi mieć naprawdę dziwne pomysły
-Zupełnie cię nie rozumiem Liet- uznał Feliks drapiąc się ze zdziwieniem po karku
-Ty mnie nie rozumiesz… dobra… nie mam pytań- mruknął Litwa
-Zewrzeć szyki! Oddział wroga przed nami!- krzyknął jeden z jadących z przodu żołnierzy
-Ten dzień chyba jednak nie jest taki do dupy jak wcześniej myślałem- powiedział Polska unosząc się w strzemionach i spoglądając przed siebie, gwizdnął cicho -Będzie zabawa, jest ich mniej więcej tyle co nas!-
-Tylko nie rozzuchwalaj się za bardzo… bądź ostrożny- powiedział brunet zakładając hełm na głowę
-Zawsze jestem… znaczy zazwyczaj- odparł blondyn wyciągając miecz z pochwy
Obie grupy ruszyły na siebie bez zbędnego pośpiechu, nie chcąc męczyć ani ludzi, ani wierzchowców.
-Mamy więcej konnych od nich- mruknął Feliks rozgrzewając nadgarstki, jego koń chyba wyczuwał napiętą atmosferę, bo zarzucał głową niespokojnie -Szkoda, że nie wydali mi żadnej włóczni albo kopii… na pewno przydałoby mi się to bardziej niż łuk!-
-Ja chyba zsiądę przy nadarzającej się okazji- powiedział Toris, w duchu dziękując za to, że dostał wyjątkowo spokojnego konia -Walka w siodle nie idzie mi tak dobrze jak z ziemi-
-Mmm… zobaczymy czy będziesz miał okazję- stwierdził Polska -A teraz starczy gadania- mruknął kiedy ruszyli kłusem, zostawiając z tyłu pieszą część oddziału -Chociaż mam jedno pytanie… robimy zakład kto ubije więcej tych padalców?-
-Może- odparł Toris czując jak mięśnie mu się napinają ze zdenerwowania
-Jazda! Ubijemy te zdradzieckie, złodziejskie ścierwa!- krzyknął dowódca ruszając galopem, reszta oddziału krzyknęła ochoczo podążając za nim
-Uwaga na łuczników!- krzyknął jeden z żołnierzy wskazując na kilku przeciwników przygotowujących się do strzału
-Oskrzydlić ich! Grupa trzecia i czwarta! Pójść skrzydłami, wyciąć w pień strzelców!- rozkazał dowódca -Reszta za mną! Rozproszyć się nieco, żeby trudniej im było wycelować!-
-To do potem!- krzyknął Feliks do Torisa machając mu z wyszczerzonymi zębami, brunet należał do jednej z tych grup, które miały za zadanie uderzyć od boku na oddział krzyżacki i zająć się łucznikami.
Litwa z lekkim niepokojem obserwował oddalającą się resztę oddziału, ale miał swoje zadanie do wykonania
-''Cóż wybicie strzelców to też jakiś sposób na to żeby go osłaniać''- stwierdził Toris popędzając krzykiem swojego konia, im szybciej pozbędzie się łuczników, tym mniejsza była szansa, że któryś z nich ustrzeli Feliksa… tym bardziej, że blondyn nie miał hełmu… -''Chwila, dlaczego ten idiota nie wziął ze sobą hełmu?!''- nie miał czasu myśleć nad tym zbyt długo, jego grupa starła się z częścią sił wroga, wysłaną by zablokować uderzenie z flanki
-Ci którzy mogą do przodu! Musimy pozbyć się strzelców za wszelką cenę!- zarządził dowódca grupy, Litwa objechał walczących ze sobą żołnierzy i pognał dalej, przyrzekając sobie, że przy najbliższej okazji ochrzani Polskę, za brak osłony na głowę
-Szlag!- zaklął Feliks przeskakując nad jednym z jeźdźców z jego oddziału, którego wierzchowca powaliła strzała, inna rozcięła mu policzek, ale póki co nie odniósł poważniejszych obrażeń, miał nadzieję, że Litwa i reszta szybko pozbędą się łuczników… albo, że tym drugim szybko skończy się amunicja, bo ciężko było zachować impet uderzenia, kiedy trzeba było unikać morderczych pocisków… -''Tak właściwie to czemu nam przydzielono tylko kilku strzelców? Siebie nie wliczam bo moje umiejętności stoją na miernym poziomie...''-
Polska już upatrzył sobie pierwszego przeciwnika, wśród tych którzy galopowali im na spotkanie, dość postawnego bydlaka, który miał na sobie solidnie wyglądający pancerz, być może był jednym z rycerzy zakonnych... ścisnął rękojeść miecza nieco mocniej, żeby podczas ciosu który zamierzał wyprowadzić, broń nie wypadła mu z ręki. Co jakiś czas delikatnie skręcał, żeby nie ułatwiać zadania łucznikom wroga, chyba co najmniej kilku się na niego uwzięło.
-Dobra malutki- mruknął Feliks do swojego wierzchowca, pochylając się odrobinę w siodle -Przygotuj się…- jego przeciwnik był coraz bliżej -No to hop!- krzyknął dźgając konia w bok, kiedy byli już prawie obok wroga, cios potężnego miecza, który normalnie niemal przeciąłby go na pół, rozharatał kolczugę i tylko lekko zadrasnął jego skórę. Polska syknął cicho z irytacją, wyprowadzając własny cios, mierząc w szczelinę pomiędzy hełmem a napierśnikiem przeciwnika, szarpnął mocno rękojeścią w dół, tak aby ostrze prześlizgnęło się po zbroi w kierunku ręki, rozcinając w ten sposób nie tylko szyję, ale też pachę wroga.
-No to pierwsza krew dla mnie- wysapał Feliks zwalniając nieco i sięgając placami zranionego boku -Piecze… ale to nic poważnego- mruknął przyglądając się plamom czerwieni na swojej dłoni -A teraz dalej, zanim Liet wpadnie na łuczników i zgarnie masę punktów dla siebie!-
Kiedy w końcu udało mu się dotrzeć do linii strzelców, mógł w końcu dać nieco upust swojemu zdenerwowaniu, ciął mieczem na prawo i lewo, nie patrząc na to, czy sięgnął łucznika, czy tylko jego broń, na razie bardziej zależało mu na unieszkodliwieniu jak największej liczby strzelców.
-Najpierw trochę przerzedzić ich szeregi…- mruknął Toris -Potem zsiadam z konia, zanim ktoś mi z tym pomoże- z naprzeciwka widział już zmierzającą w jego stronę, część drugiej grupy która miała za zadanie zająć się łucznikami, więc uznał, że spokojnie może zostawić im posprzątanie reszty strzelców -No dobra, chyba mogę już zsiadać-
Zeskoczył z konia i klepnął go w zad poganiając dalej, sięgnął po tarczę którą miał na plecach i pobiegł w stronę głównego oddziału, z zamiarem znalezienia wśród walczących Feliksa. Jego plany zostały nieco pokrzyżowane, przez oddziały lekkiej piechoty przeciwnika, które raczej nie chciały dopuścić do okrążenia ich przez oddział polski.
-Szlag… chyba za bardzo się pośpieszyłem- mruknął Litwa, wdając się w walkę z dwoma przeciwnikami naraz, w dodatku bardzo dobrze uzbrojonymi, starał się unikać jak mógł ciosów jednego i skupić się na zabiciu drugiego, ale miał pecha i trafił na bardzo zgrany duet. Za każdym razem kiedy jego cios prawie sięgał celu, został zbijany przez jednego z przeciwników, a chwilę później sam musiał blokować kontrę któregoś z wrogów.
-Osz kurwa… to jest chyba jakiś żart- wymamrotał Litwa, kiedy przy którymś z zablokowanych ciosów, jego własny miecz złamał się z głośnym brzękiem, teraz jedyne co mu pozostało to tarcza i bronienie się ze wszystkich sił, aż do nadejścia pomocy, z głośnym przekleństwem wcisnął resztkę miecza do pochwy, chociaż tak na dobrą sprawę, mógł go po prostu wyrzucić…
Kiedy sytuacja Torisa zaczynała wyglądać naprawdę źle, nadeszło wybawienie… z dość nieoczekiwanej strony, jeden z silniejszych ciosów wytrącił go z równowagi i sprawił, że się odsłonił, brunet zaczął powoli żegnać się z życiem, kiedy drugi z przeciwników uniósł swoją broń żeby skończyć ten nierówny pojedynek, dostał w bok… mieczem który nadleciał nie wiadomo skąd, ostrze wbiło się głęboko w ciało trafionego mężczyzny.
Nie tracąc czasu Litwa uniósł tarczę i grzmotnął nią pozostałego, mocno zaskoczonego wroga w twarz, obalając go na ziemię, jego żywot zakończył łamiąc mu kark silnym uderzeniem krawędzią tarczy.
-Znam tylko jedną osobę która byłaby na tyle szalona… żeby rzucić czymś takim- wysapał Toris patrząc na broń wystającą z boku pierwszego powalonego przeciwnika
-Wypraszam sobie, nie jestem szalony- stwierdził urażonym tonem, idący w jego stronę Feliks -Mam tylko oryginalne pomysły… mógłbyś być bardziej wdzięczny za uratowanie ci życia- mruknął blondyn ocierając pot z czoła
-Jestem wdzięczny, nawet jeśli metoda była niecodzienna, to nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę- powiedział Litwa wyciągając broń z truchła i podając ją właścicielowi, najbardziej cieszyło go to, że Feliks był cały i zdrowy
-Przynajmniej w końcu spłaciłem ten dług z starcia z bandytami- mruknął Polska odbierając swoją własność od bruneta
-Uczepiłeś się tej całej spłaty długu, jak rzep psiego ogona- westchnął Toris podnosząc z ziemi broń jednego z zabitych przed chwilą wrogów -Gdzie konia zgubiłeś? A przede wszystkim… czemu nie masz hełmu do jasnej cholery?!-
-No pięknie i znów zacząłeś się drzeć- Feliks przewalił oczyma -Konia mi niestety zabili, biedne, dzielne zwierzę, oddało mi kilka wielkich przysług- mruknął z bólem -A hełmu nie mam, bo nie miałem czasu szukać pasującego, poza tym cholernie mnie wkurzają! Za każdym razem jak jakiś zakładam to w jakiś sposób moje włosy zaczynają mi przeszkadzać-
-To czemu ich po prostu nie zwiążesz?- zapytał brunet unosząc brwi, sam zazwyczaj na czas walki, wiązał swoje w krótką kitkę żeby mu nie przeszkadzały -Powinieneś nosić hełm do walki, zawsze to dodatkowa osłona… choćby przed strzałami- dodał patrząc na skaleczenie na twarzy Feliksa
-Nie umiem, nie mam czym, a tak w ogóle to da się związać takie krótkie włosy?- zapytał blondyn z powątpiewaniem
-Ech… chodź tu- westchnął Toris, odciął od zbroi jednego z trupów kawałek rzemyka, odwrócił Feliksa tyłem do siebie i kilkoma sprawnymi ruchami związał mu włosy -Jak widać da się- mruknął oglądając efekt swoich działań… musiał przyznać, że blondyn ze związanymi włosami prezentował się bardzo… dobrze…
-Fajnie przynajmniej jeden problem z głowy- stwierdził Feliks -Ale hełmu dalej nie mam-
-To się też da załatwić- oznajmił Litwa ponownie korzystając z ekwipunku pokonanych wrogów
-O nie… nie ma mowy, że założę… zabiję cię- powiedział Polska, kiedy brunet wcisnął mu na głowę ściągnięty z trupa hełm
-Cholera za duży- westchnął Toris -Może ten drugi się nada…-
-Możesz go sobie wsadzić w…- wypowiedź Feliksa została przerwana przez strzałę, która grzmotnęła w hełm który miał na głowie, a którego jeszcze nie zdążył ściągnąć, zachwiał się i wylądował na tyłku czując jak kręci mu się w głowie
-O Boże… wszystko w porządku?!- zapytał zaniepokojony Litwa przyklękając obok niego i przysłaniając ich w razie czego swoją tarczą -A nie mówiłem?!- syknął kiedy się upewnił, że blondynowi nic poważnego się nie stało, zdecydowanie zapomnieli, że są jakby w trakcie bitwy
-Odpowiem ci na wszelkie pytania… jak tylko przestanie mi dzwonić w uszach i będę je mógł jakby usłyszeć- wymamrotał Polska zsuwając ze swojej głowy nieszczęsny hełm -I nie waż się mówić ''a nie mówiłem'' bo dostaniesz kopa…-
-Dobra nie powiem- powiedział brunet, ciesząc się, że za pierwszym razem blondyn nie usłyszał -Daj znać jak dojdziesz do siebie, trochę się zagadaliśmy-
-Totalnie- mruknął Feliks potrząsają głową -To ten… zbierajmy się, bo mamy jeszcze jakby masę krzyżackich tyłków do skopania- powiedział podnosząc się z ziemi -Sprawdźmy jak ta nasza współpraca będzie wyglądała-
-No to chodźmy- zgodził się Toris stając na nogi -Dokopmy komu trzeba i nie waż mi się umierać po drodze… ani rzucać mieczem-
-Już ci mówiłem, że mnie się nie da pozbyć tak łatwo… a mieczem rzucać nie będę jeśli nie będzie to absolutnie konieczne- stwierdził Polska z uśmieszkiem -Masz weź to- powiedział wręczając mu swój łuk i kołczan -Jakimś cudem nie zgubiłem a tobie bardziej się przyda-
-W sumie czemu nie- powiedział Litwa zatykając zdobyczny miecz za pasem i biorąc łuk -Przerzedzę ich trochę zanim zorientują się co się dzieje-
-Ilu już załatwiłeś?!- krzyknął Feliks -Ja chyba z pięciu!-
-Bo ja wiem? Trzech? I czterech innych z łuku!- odparł Toris
Walczyli już długo, obaj byli zmęczeni, z tarczy Torisa niemal nic nie zostało, strzały się skończyły, a kolczuga Feliksa była praktycznie w strzępach, ale nadal mieli masę roboty… i zawody do rozstrzygnięcia
-Z łuku liczą się przez pół!- oznajmił Polska przebijając kolejnego przeciwnika -To teraz mam sześciu!-
-Niby czemu przez pół?!- wrzasnął Litwa zasłaniając się tarczą, czy też raczej jej szczątkami przed kolejnym ciosem
-Bo ja tak mówię- oznajmił Feliks -To jest ten… totalnie nowa zasada którą wprowadziłem, żeby wyrównać szanse, bo ja nie umiem tak dobrze strzelać!-
-To jest oszustwo! Nie możesz od tak sobie dodawać nowych reguł!- warknął Toris -Ale dzięki za komplement!-
-Żadne oszustwo! Jestem jakby u siebie, więc mam prawo ustalać… eee… prawo!- stwierdził Polska pochylając się, żeby uniknąć ciosu, dając brunetowi okazje do wyprowadzenia cięcia w rękę żołnierza który atakował blondyna -To tylko jeden głupi turniej Liet! Zaakceptuj porażkę!-
-Nie ma mowy! Mam zamiar to wygrać! Nawet jeśli oszukujesz!- stwierdził Litwa wyprowadzając kolejny cios i dokańczając dzieła
-Hej! On był mój!- krzyknął Feliks -I nie mam zamiaru dać ci wygrać! Cholera wie, co sobie zażyczysz w ramach wygranej! Jak znowu będziesz chciał mnie całować to…-
-To co?- zapytał Toris opierając się na mieczu, żeby skorzystać z chwili na zaczerpnięcie oddechu
-To…- blondyn zaciął się próbując ułożyć w miarę sensowną odpowiedź -Ja… nie wiem co ci strzeliło ostatnio do głowy, ale przestań…- powiedział cicho nie patrząc na bruneta -Nie chcesz tego… ja też tego nie chcę… po prostu niech to zostanie tak jak jest teraz…-
-Feliks… to nie jest dobry czas, ani miejsce na rozmowę o takich rzeczach- powiedział Litwa, starając się nie skrzywić boleśnie, te słowa raniły… -Poza tym, nie wiesz czego ja chcę, więc nie możesz tego oceniać… tak jak ja nie wiem czego ty chcesz…-
-To jest… Liet to jest po prostu za dużo, to się robi dziwne…- mruknął Polska unosząc swoją broń na widok kolejnego przeciwnika, bitwa powoli zmierzała ku końcowi, ponieśli spore straty, walcząc dotarli niemal pod sam las… wygrywali, ale wciąż było jeszcze sporo wrogów do zabicia
-Dziwne w jakim sensie?- zapytał Toris z nutą rozdrażnienia w głosie, sam nie wiedział dlaczego nagle poczuł złość, może to wpływ zmęczenia całą tą walką, a może po prostu miał już dość poruszania się po omacku -Wytłumacz mi to wszystko bo za cholerę tego nie rozumiem! Myślisz, że zrobię to samo co zrobił ci ten ktoś o kim wspominałeś? Uważasz, że jestem taki sam?-
-Nie… nie jesteś… jesteś inny… to jest nowe... inne… nie wiem co mam o tym myśleć…- powiedział Feliks skacząc do przodu na spotkanie jednego z krzyżackich najemników
-O czym?! Powiedziałbyś mi chociaż o co chodzi, zamiast rzucać słowami które tylko wprowadzają więcej zamieszania!- wrzasnął Litwa unosząc miecz żeby pomóc blondynowi -''Jakim cudem zwykłe przekomarzanie się na temat głupich zawodów przerodziło się w to?...''- pomyślał z lekkim zaniepokojeniem, ta rozmowa mogła dużo popsuć
-Przestań na mnie wrzeszczeć!- warknął Polska -Tak jakby to było takie proste!- pchnął ostrzem w stronę twarzy swojego przeciwnika, zrobił tylko o jeden krok za dużo, odsłaniając lewy bok… żołnierz z którym walczył bez problemu uniknął ciosu i prawdopodobnie by go zabił, gdyby nie interwencja bruneta
-Ile razy mam ci powtarzać, że za bardzo się odsłaniasz przy atakowaniu?!- krzyknął Toris ciskając resztkami swojej tarczy i wytrącając broń z ręki najemnika, dając blondynowi możliwość wyprowadzenia czystego ciosu i zabicia wroga -A jeśli to o czym mówisz, jest tym co myślę, to jest znacznie prostsze niż ci się wydaje…- uważał zupełnie inaczej, ale być może Feliks da się sprowokować do powiedzenia mu tego co chciał wiedzieć
-Szlag… i znowu mam u ciebie dług za uratowanie życia…- burknął Feliks wbijając miecz w ziemię, żeby dać trochę odpocząć ramionom, lewa ręka bolała go jak diabli, ale nie miał teraz czasu zwracać na to uwagi
-Nie zmieniaj tematu skoro już go zacząłeś- powiedział Litwa również wbijając swoją broń w ziemię, chwilowo nie było nikogo więcej z kim mogliby walczyć, założył ręce za siebie, może to jednak była odpowiednia okazja na ustalenie kilku rzeczy -Jeśli mowa o uczuciach to… może… faktycznie nie jest to najprostsze… ale prostsze niż myślisz… ułatwi ci to sprawę jeśli ja powiem co myślę, że czuję?- zapytał cicho
-Myślenie i uczucia nawzajem się wykluczają Liet- odparł Polska nerwowo rozglądając się na boki, był piekielnie zmęczony i obolały, ale nagle zapragnął kolejnego tłumu wrogów na którym musieliby się skupić -Nie możesz myśleć nad uczuciami, jeśli naprawdę czujesz… proszę po prostu skończmy ten temat… sam mówiłeś, że to nie czas ani miejsce-
-Zmieniłem zdanie, to idealny moment żebyś wyjaśnił mi jedną rzecz- stwierdził Toris podchodząc do blondyna nieco bliżej -Co tu tak właściwie siedzi?- zapytał stukając palcem w czoło Feliksa -Co ty właściwie sądzisz na mój temat? Nienawidzisz mnie czy wręcz przeciwnie? Odpowiedz szczerze i bez żadnych wykrętów!-
-Może byłoby prościej gdybym po prostu cię nienawidził- szepnął Feliks -Nie lubię…tego uczucia… że jesteś tak blisko a...- urwał kiedy coś przykuło jego uwagę
Twarz Torisa przybrała dość bolesny grymas, czuł, że odpowiedź mocno zaboli... krzyknął zaskoczony kiedy blondyn nagle popchnął go z całej siły, w jego głowie pojawiła się myśl, że Feliks po prostu chcę uciec, żeby wymigać się od odpowiedzi... ledwie udało mu się utrzymać równowagę
-Co to miało być?! Jeśli myślisz, że ci odpuszczę to…- zaczął brunet z rozdrażnieniem
-Nic ci… nie jest Liet?- zapytał blondyn urywanym głosem
-Dlaczego miałoby mi…- Toris uniósł głowę, żeby spojrzeć na Feliksa, nie miał pojęcia o co mu chodziło -Co… o mój Boże…- wyszeptał blednąc na widok który zobaczył
Trzy strzały… jedna w prawym barku, druga w lewym udzie, ostatnia stercząca w boku, gdzieś między żebrami...
-Pochowali się… tchórze…- wymamrotał Feliks -Trzech…- mruknął osuwając się na kolana -Heh… teraz to ty… się… odsłoniłeś… a wrzeszczałeś na mnie… że ja się odsłaniam…-
-Dlaczego?- szepnął brunet, gdyby blondyn go nie popchnął, to on dostałby każdą z tych strzał… stał tyłem do drzew, nie widział łuczników, był wyższy… dostałby w wrażliwsze miejsca, zapewne zginąłby na miejscu -Mówiłeś…-
-Jesteś… pierdolonym… idiotą Liet- wycharczał Polska -Dlaczego… nie wiem… moje ciało samo… się poruszyło… nawet nad tym nie… pomyślałem- czuł się taki senny… poleciał do przodu, mruknął cicho, kiedy Litwa złapał go zanim upadł na ziemię -Daj mi… spać… jestem… zmęczony…-
-Nie… na wszystko co święte nie zasypiaj!- jęknął Toris rozglądając się wokół, potrzebował medyka… i to natychmiast, odwrócił głowę słysząc tętent kopyt, tuż obok nich zatrzymał się dowódca patrolu
-Wy dwaj wrogowie się wycofują! Nie możemy pozwolić im… o kurwa…- powiedział komendant kiedy ogarnął wzrokiem sytuację
-Lekarza… potrzebuję lekarza!- powiedział Litwa czując narastającą panikę, miał tylko nadzieje, że ten człowiek zrozumie jego polski...
-Chłopcze… najbliższy lekarz jest w obozie- powiedział cicho dowódca -Musimy ścigać uciekających wrogów… ale… idź, damy sobie radę z tym co nam zostało...wiedz tylko, że masz marne szanse żeby zdążyć-
Toris tylko skinął głową, potrzebował konia… nie to nie miało sensu, Feliks nie miał szans utrzymać się w siodle, nawet z jego pomocą… nie myśląc wiele wziął blondyna na plecy, uważając, żeby nie poruszyć żadną ze strzał
-Trzymaj się Feliks- mruknął, ruszył biegiem w stronę obozu, starając się jak najmniej potrząsać swoim pasażerem, miał do przebycia długą drogę… modlił się żeby starczyło mu sił… jemu i Feliksowi -Błagam cię wytrzymaj… nie możesz… nie waż mi się umierać!- jęknął czując jak łzy napływają mu do oczu
-To ma… być prośba… czy rozkaz?- mruknął Polska z wysiłkiem -Kretyn…-
-Nic nie mów… oszczędzaj siły i nie zasypiaj błagam cię- wysapał Litwa -Wytrzymaj… lada moment będziemy w obozie… tam ci pomogą…-
-Kłamca… do obozu jest… szmat drogi… nie wyrobisz… się- stwierdził blondyn
-Zamknij się… nie ma mowy, że tak po prostu… dam ci zginąć- powiedział brunet -Nie poddawaj się… ciebie nie da się tak łatwo pozbyć pamiętasz?!-
-Chyba jednak… prościej niż… myślałem… trzy strzały… starczą- wymamrotał Feliks
-Nie nie wystarczą!- warknął Toris mrugając szybko, żeby pozbyć się łez ograniczających mu widoczność -Nie pozwolę na to… nie pozwolę ci umrzeć…-
-Wow… to brzmi… tak jakby ci… zależało… na mnie…- Polska zakasłał cicho, nie do końca to planował... miał się zaśmiać
-Bo zależy… zamknij się w końcu i przestań marnować siły!- jęknął Litwa, czując że jego własne są na wyczerpaniu
-Ale mówiłeś… że ma...m nie… zasypiać- mruknął Feliks -Jak się… zamknę… to na pewno… usnę…-
-W takim razie mów do mnie Feliks… cokolwiek… tylko nie zasypiaj…- poprosił Toris z desperacją
-Cokolwiek… chyba… mam coś… odpowiedniego…- stwierdził Polska walcząc z ogarniającą go sennością -Wiesz… miałem kiedyś… przyjaciela… był… jest… taki sam… jak my…-
-Już mi to opowiadałeś- powiedział Litwa, było naprawdę źle jeśli blondyn nie pamiętał tak niedawnych zdarzeń
-Miał na imię… Gilbert- mruknął Feliks
Polsat znów uderza, ale to głównie dlatego, żeby ten rozdział nie był przesadnie długi.
I żeby w następnym się coś mogło podziać :v
