„Getting over a painful experience is much like crossing monkey bars. You have to let go at some point in order to move forward."
-Clive S. Lewis
Mirage siedział z zawieszoną głową, dopóki Optimus nie wszedł do hangaru i nie posłał mu zawiedzionego spojrzenia. Zaraz za nim wlekli się niespokojnie Sideswipe i Sunstreaker, nadal nie wiedząc, o co chodzi. Spojrzeli zdezorientowani na szpiega, ich wzrok stwardniał i przeszył Mirage'a, jakby by czymś w rodzaju sztyletu.
- Mirage – zaczął Prime – Myślę, że powinieneś odpowiedzieć nam dokładnie, co się stało – powiedział, a Autobot biorąc głęboki wdech, spojrzał na niego odważnie.
- Sir, wiem, że nie powinienem zostawiać ragazze Hale – Sideswipe spojrzał na niego ostro, zaciskając ręce – Ale Zarya powiedziała, że lepiej, jeśli się rozdzielimy i sprawdzę skąd dochodziła sygnatura Con'ów.
- Więc postanowiłeś po prostu je zostawić? Dobrze wiesz, że żadna z nich nie jest żołnierzem – warknął Sunstreaker, jednak Optimus karcąc go wzrokiem sprawił, że zamilkł, mimo to furia nadal wypełniała jego oczy.
- Rząd ma o tym inne zdanie – stwierdził cierpko, po czym westchnął i spojrzał na swojego dowózce – Sir, niech mi pan wybaczy, ale Dyrektor Galloway potwierdził, że jeśli jedna z nich zapragnie sama się sprawdzić, to mam usunąć się z drogi.
Tym razem wszyscy zamarzli w miejscu.
- Zabije go – wymamrotał pod nosem Sideswipe.
Zarya siedziała w ciemnej celi, wiedząc, że siedzi tam już drugi dzień. Próbowała ignorować okropne uczucie strachu, jakie niemal otaczało jej umysł, jednak nie potrafiła. Ziva została zabrana przez Decepticony kilka minut temu, ale dla Zaryi wyglądało to jak niemal godziny. Niepewność wdarła się do niej jak niegdyś panika.
I wtedy wszystko się zatrzymało.
Nie była już niepewna, nie było wokół niej tylko strachu, ale uczucie czystego terroru. Oczy dziewczyny wytrzeszczyły się i chwyciła się z głowę na tak intensywne uczucie, które zdawało się miażdżyć jej czaszkę. Upadła na kolana, koło nieznanego Autobota, ciężko oddychając. Nagle zacisnęła usta, czując jak szok przechodzi przez jej ciało. Nie mogła nawet powstrzymać się od krzyku, jaki wydobył się z niej, kiedy nagle całe jej ciało jakby zostało porażone prądem. Nie małym napięciem, o nie. Tym samym napięciem, jakiego używali na niej w przeszłości. Jęcząc z bólu i wijąc się na podłodze, pokręciła przerażona do siebie głową, wiedząc, co w tamtej chwili działo się z jej siostrą.
Nie, nie, nie, myślała w kółko. Jeszcze trochę, jeszcze trochę i będzie po niej, czuła to w kościach. Jeden stopień więcej i jej ciało tego nie wytrzyma, to był prąd pod takim napięciem, że jeszcze chwila i jej serce tego nie zniesie i zatrzyma się.
Zarya poczuła jak po jej ciele przebiega dreszcz i ostatkiem sił, podniosła się na drżących nogach z ziemi. Nie pozwoli, żeby kolejna osoba, na której jej zależy zginęła. O nie! Ziva nie była GiGi. Nie zginie. Nie może. Gdyby tak się stało, zginęłaby przez nią. To ona wciągnęła ją na statek zamiast wezwać wsparcie i dać Autobotom się z tym uporać. Mogły wrócić bezpiecznie do bazy, ale nie. Po przecież musiała udowodnić, że same także mogły dać sobie radę. Ale kogo ona oszukiwała. To byli kosmici, istoty, z którymi nie wygra się ciętymi ripostami, nieważne jak bardzo by się starało.
Hale warknęła na kolejną falę bólu i kolejny wstrząs. Ze łzami w oczach, wspięła się na ramie białego robota i w myślach gorączkowo zaczęła się zastanawiać, o czym mówił jej Ratchet. Przecież uczył ją, że każdy z nich ma coś w rodzaju przycisku w razie tak zwanej śpiączki. Ale gdzie on był?
Ramię? Nie, na pewno nie.
Noga? Za oczywiste.
Tors? Raczej nie.
Hełm… Tak! No przecież. Procesor znajdował się w hełmie, czyli ich głowie. Centrum dowodzenia, miejsce gdzie wszystko się odbywało.
Blondynka siłą woli, czując jak dopada ją zmęczenie, odszukała włącznik i wcisnęła go, od razu widząc, że oczy robota powoli się włączyły. Gdyby miała siłę, odetchnęłaby z ulgi. Ale zamiast tego, puknęła go słabo w ramie, mając nadzieje, że ją zauważy.
- Kim ty jesteś? – zapytał, ale ona tylko pokręciła desperacko głową.
- Błagam, wiem kim jesteś. Czym jesteś, wszystko ci wyjaśnię, obiecuje – zaczęła błagać nawet nie zdając sobie z tego sprawy – Moja bliźniczka, Ziva. Musisz jej pomóc.
Robot patrzył na nią dziwnie zmieszany, nie bardzo ją rozumiejąc, ale widząc jej zmęczenie i pot, który z niej spływał, zdecydował, że nie może jej tutaj zostawić. Ani jej rodziny. Na Cybertronie nie zostawiano się towarzyszy. Po za tym, ta istota wiedziała, czym był, czyli kolejny powód żeby ją uratować. Powoli wspomnienia do niego wracały. Rozbicie się na ziemi, porwanie przez Decepticony, zamknięcie się systemu. Był na Nemezis.
- Gdzie jest twoja siostra? – spytał spokojnie, ale Zarya, mimo, że czuła jakby ciężar z jej ramion został zrzucony, nie mogła mu odpowiedzieć.
Kolejny szok przeszedł przez jej ciało, niemal zwalając ją z nóg.
- Błagam…Znajdź ją… - z tymi słowami, świat stał się czarny.
Ziva powoli obudziła się po tym jak zemdlała i z jęknięciem spróbowała usiąść. Niestety przeszyła ją fala bólu, sprawiając, że niemal krzyknęła na jej intensywność. Dotknęła najbardziej bolącego miejsca z całego ciała, tuż nad jej podbrzuszem i syknęła. Porazili ją prądem. Co za…
Ziva nie dokończyła nawet myśli, kiedy rozejrzała się po terenie, w którym się znajdowała. Nie była na statku. Była na jakiejś ziemi, przykryta…kurtką Zaryi? Jak to wydostali się? Jak? Kiedy? Zmieszana zaczęła obracać się, aż w końcu natknęła się na swoją siostrę, śpiącą u boku białego robota. Zaraz, czy on nie był nieaktywny?, pomyślała jeszcze bardziej skołowana.
- Hej! – zawołała na niego cicho, nie chcąc obudzić Zaryi, która tylko wymamrotała coś pod nosem – Co się stało? Jak się nazywasz? – z jękiem wstała i na chwiejnych nogach do niego podeszła.
- Powinnaś odpoczywać – powiedział stanowczo, ale ona tylko spiorunowała go wzrokiem – Twojej bliźniczce nic nie jest. Zemdlała kilka waszych ziemskich godzin temu – wyjaśnił, widząc jej niepewne spojrzenie.
- Jak się nazywasz? – spytała w końcu, siadając na jednym z pni i patrząc na ogień, zastanawiając się ja go rozpalił – Ostatnim razem, kiedy cię widziałam, byłeś w śpiączce i musiałam cię naprawiać.
Jego oczy na chwile się zamgliły, Ziva zorientowała się, że pewnie szuka znaczenia jednego ze słów, jakich użyła.
- Prowl – oznajmił tym samym spokojnym głosem, który wydawał się dziewczynie o wiele za oficjalny.
- Heh, gadasz jak policja. Tak profesjonalnie i w ogóle – zaśmiała się słabo, czując jak jej powieki robią się ciężkie.
- Byłem taktykiem i zastępcą Optimus'a Prime'a. Zgaduję, że tutaj na Ziemi to coś podobnego – wyznał trochę niepewnie, a ona westchnęła, czując, że on to by się z Zaryą dogadał doskonale.
- Hej, kontaktowałeś się z nim może? – spytała nagle.
- Niestety nie, mój link komunikacyjny został uszkodzony w trackie lądowania – powiedział, a ona podskoczyła w miejscu i stanęła koło siostry, zastanawiając się, czy powinna ją w takim razie obudzić.
- Mogę go naprawić. Znam Optimus'a, znajdą nas w oka mgnieniu – powiedziała mu w czasie, kiedy lekko szturchnęła swoją bliźniaczkę, która jęknęła i objęła się ramionami, po czym leniwie otworzyła oczy, które od razu rozszerzyły się na jej widok.
- Ziva? – spytała, jakby nie wierzyła własnym oczom.
Dziewczyna spojrzała zdziwiona na jej zaczerwienione oczy, ale niczego nie powiedziała.
- Słuchaj, możemy skontaktować się z bazą, tylko musimy naprawić link, okay?
Zarya, mimo, że jeszcze nieskupiona i jakaś cicha, kiwnęła głową, wstając i niemal potykając się o własne nogi, zszokowana własnym zachowaniem. Mimo to dotarła do Prowl'a, a on widząc jej jeszcze zmęczone oczy, podniósł ją do swojego ramiona i posadził tam z wahaniem.
Minęła chwila, z dwa kwadranse, ale Zarya w końcu westchnęła i pokiwała głową na Autobota.
- Zrobione. Daj na głośnik, żebyśmy też mogli ich słyszeć.
Prowl skinął głową powoli.
.:Prowl do Prime'a, słyszysz mnie?:.
Minęła chwila, ale wtedy wszyscy trzej usłyszeli znany głos dowódcy Autobotów.
.:Tutaj Prime, jaki jest twój status?:.
.:Systemy sprawne, jednak po drodze spotkałem dwie ludzkie istoty:.
- Ziva i Zarya Hale – przedstawiły się szybko, kiedy Optimus zapytał jak się nazywają.
.:Ziva i Zarya Hale. Obie uszkodzone, możliwe, że poważnie. Nie mogę powiedzieć dokładnie, moje skanery nie są w pełni sprawne. Uciekliśmy z Nemezis dzięki temu, że udało im się mnie zbudzić. Zawdzięczam im swoje życie:.
.:Czy Ziva i Zarya są gdzieś w pobliżu?:.
.:Aktualnie słuchają naszej rozmowy:.
.:Dobrze. W takim razie, niech wiedzą, że jak tylko wrócą do bazy, czeka ich kara za zignorowanie rozkazów. Za kilka godzin transport powinien dotrzeć do waszej lokalizacji. Do tego czasu, stary przyjacielu, zajmij się proszę ludźmi:.
.:Przyjąłem, sir:.
Prowl spojrzał na zirytowaną Zivę, o czym na Zaryę, która siedziała cicho na swoim miejscu z ramienia Autobota.
- Uratowaliśmy jednego z nich i jeszcze chcą nas ukarać – mruknęła do siebie – Powinni nam dziękować.
- Rozkazy są po to, by za nimi podążać – powiedział łagodnie, ale one wywróciły oczami – Nie zawsze są właściwe, ale ignorowanie ich, to oznaka barku szacunku do tego, który je zlecił.
To zamknęło Zivę. Jeśli tak o tym pomyśleć, to nawet ma racje, pomyślała i westchnęła.
- Pułkowniku? – Optimus ukląkł, żeby móc się z nim lepiej porozumieć i spojrzał na jego zmęczoną twarz, zupełnie jakby nie spał w nocy – Znaleźliśmy panny Hale, są razem z moim taktykiem i zastępcą Prowl'em.
To sprawiło, że William potknął się i niemal upadł, patrząc na Autobota z nadzieją w oczach i natychmiast jego twarz ozdobił uśmiech.
- Epps! – zawołał, a ciemnoskóry obok samolotu, zmarszczył czoło – Zmiana planów!
- Są aktualnie na północ od ich poprzedniej pozycji – powiedział Opimus spokojnie.
- Wracamy do Arizony. Zbieraj zespół! – zawołał jeszcze raz, tym razem całkowicie radośnie – Ej, ale nie dostaliśmy od niego żadnego sygnału. Co Prowl robi na Ziemi?
- Najwyraźniej porwali go, kiedy tutaj wylądował. Panny Hale naprawiły większość usterek i razem uciekli. Chociaż obie z prawdopodobnymi obrażeniami.
- Rany… - jego twarz pobladła – Ale nic im nie jest, prawda? Cokolwiek się stanie nie umrą. Hatchet im pomoże, nie?
- Spokojnie, pułkowniku. Zapewniam, że obie będą otoczone specjalną opieką.
- Dobrze, bo jak nie, to skopię wam tyłki – pogroził odchodząc od niego, w czasie, kiedy lider zaśmiał się do siebie cicho i westchnął.
- W to nie wątpię, pułkowniku.
Zarya tępo wpatrywała się w podłogę samolotu, na który dostała się razem z Prowl'em i Zivą godzinę temu. Z tego, co jej było wiadomo mieli dolecieć na Diego Garcia dopiero jutro. Dlaczego? Tego nie wiedziała i szczerze, to nawet wolała się nie wysilać i po prostu odpocząć.
Ziva siedziała koło niej, cicha i niespokojna. Dopiero teraz do niej dotarło, że otarły się o śmierć i mocno ją to zaniepokoiło. Czuła się zmęczona, jej całe ciało bolało jakby było poparzone i nie mogła przestać myśleć o tym, że jak wrócą od razu będą musiały zgłosić się do Ratchet'a. Na tę myśl, panika wdarła się do jej umysłu. Będzie chciał wiedzieć, co się stało, czego chcieli, co jej zrobili. Nie. Nie była gotowa, nie chciała jeszcze o tym opowiadać. Jej umysł był jeszcze za bardzo zszokowany tym wszystkim.
Jej siostra podniosła gwałtownie głowę i spojrzała na nią zmartwionymi oczami. To był ten moment, w którym mimo wszystko pozwoliła okazać jej jakiekolwiek emocje. Szybko jednak otrzeźwiała i przyjęła kamienną maskę, mimo to jej oczy nadal miały w sobie tę iskrę niepokoju. Zupełnie jakby wiedziała, o czym myśli Ziva, Zarya położyła jej dłoń na ramieniu, posyłając jej uśmiech.
I natychmiastowo Ziva wiedziała, że Zarya nie pozwoli im się nawet do niej zbliżyć. Rozluźniła się lekko i posłała jej wdzięczny uśmiech, na co ona odpowiedziała nieznacznym skinięciem głowy.
- Komunikujecie się za pomocą myśli? – spytał Epps siedzący naprzeciwko nich i przypatrujący się im od dłuższego czasu, wiedząc, że coś było nie tak – Jak…telepatycznie? Jesteście połączone?
Ziva nie miała siły się zaśmiać, jedynie wydusiła z siebie słaby uśmiech. Zarya tylko spiorunowała go dyskretnie wzrokiem, kręcąc głową. Nie zaprzeczyła, bo wiedziała, że i tak kiedyś się dowie prawdy. W końcu Mirage już wie. Mieli pogadać o więzi po misji.
- Na pewno nic wam nie jest? – zaniepokoił się ich ciszą.
Jeśli coś im jest, a on nic z tym nie zrobił, Will własnoręcznie powiesi go za tyłek do sufitu. Tego był pewien. Zarya nawet ze swoja niechęcią do rozmowy, nigdy nie zachowywała się tak obco. Ziva także, jej energiczna strona jakby w tamtej chwili wygasła.
- Dziewczyny, przerażacie mnie – stwierdził Robert.
Ziva spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem, krzywiąc się lekko. Czuła się jakby przebiegła maraton z dwa razy i jeszcze spędziła trzy godziny na myciu Autobotów. Była słaba, zmęczona tym, co się stało dzisiaj z Decepticon'ami. Na myśl o nich, wzdrygnęła się.
- Nie masz czasem czegoś do jedzenia? – spytała słabym, niemal zachrypniętym głosem, sprawiając, że ciemnoskóry szybko sięgnął do plecaka, który miał zawieszony na ramieniu i wyjął dwa duże batoniki razem z butelką wody.
- Dziękuje – powiedziała, podając jeden batonik siostrze, która wzięła go i od razu otworzyła, Ziva poszła za jej śladem minutę później.
- Ominęło nas coś? – spytała Zarya szeptem, ale Epps zaśmiał się tylko i pokręcił głową.
- Po za wkurzonym Generałem i Lennox'em oraz Sides'em i Sunny'm? – spytał żartobliwie, a obie na wzmiankę o swoich opiekunach, podniosły zdziwione głowy – Nie myślałyście chyba, że by się wami nie przejęli, co nie?
Odwróciły zawstydzone głowami. W głębi wiedziały, że może trochę im zależy, ale dlatego, że byli ich obowiązkiem. Morshower miał dość ich dowcipów, Lennox nie potrafił nad nimi zapanować i doprowadzało go to czasami do szału, nawet, jeśli tego nie okazywał. A ich strażnicy? Przecież dobrze wiedziały, że za miesiąc i tak ich tam nie będzie, a oni o nich zapomną. Nawet Ziva zdawała sobie z tego sprawę.
- O nie. Wy na tak na serio? – spytał ze zranioną miną – Nawet Hatchet się wami przejął. Jesteście jak córki dla Will'a, Sides i Sunny też się do was przywiązali, cholera nawet ja was kocham jak siostry!
Zbyt oszołomione tym oświadczeniem, bliźniaczki spojrzały na siebie. Świadomość, że komuś tam zależy sprawiła, że ich serce jakoś dziwnie zabiło. Ciepło jakby przeszło przez całe ich ciało, nawet mimo obolałego stanu młodszej Hale.
- Naprawdę? – spytała nieśmiało Zarya.
Oczy Epps'a jeszcze bardziej złagodniały.
- Tak, zdecydowanie – potwierdził stanowczo.
Zarya zawahała się najpierw, ale w końcu wzięła głęboki wdech i wydech.
- Ziva nie odpowie na żadne pytania – oświadczyła nagle, jej ton głosu zmienił się w bardziej zimny, jakby chcąc zapomnieć o tym jak wcześniej brzmiała – Ja też nie.
Epps patrzył na nie chwilę, po czym pokiwał niechętnie głową.
- Zadbam o to, żeby zostawili was w spokoju.
Obie spojrzały na niego wdzięcznie, po czym zamknęły oczy.
Zarya wstała pierwsza, kiedy wylądowali następnego dnia na wyspie. Wyciągnęła ramie do siostry i pomogła jej wstać, kiedy Ziva prawie wywróciła się na nogach jakby z waty. Posłała jej wdzięczny uśmiech i razem z nią zaczęła iść w stronę wyjścia. Zaraz obok nich szedł Epps, a jeszcze dalej szedł Prowl.
Robert starał się nie być za blisko dziewczyn, ale w tym samym czasie, trzymał na nie oko, w razie gdyby któraś z nich zasłabła. Nie był lekarzem, ale był pewien, że nie powinny się tyle wysilać. Nie wiedział, co się stało, jedynie zastępca Optimus'a i sam Prime wiedzieli, ale z tego, co zobaczył na Zivie, wywnioskował, że ją torturowali. Jedne, co go zdziwiło to, to, że Zarya, mimo, że nie była tak wykończona jak jej siostra, to nadal wyglądało na to, że coś poważnego stało się na statku Decepticon'ów. Jej oczy były przekrwione, jakby długo płakała, a twarz wykrzywiał grymas.
Kiedy doszli do hangaru, zostali przywitani widokiem Optimus'a, holofromu Ratchet'a, William'a oraz Sides'a i Sunny'ego. W tle zobaczył także Mirage'a, który wyglądał jakby zrobił coś niewybaczalnego i Epps był pewien, że czuł się winny jeszcze bardziej, kiedy zobaczył, że Zarya niemal wlecze Zivę. Kiedy jednak zatrzymali się przed nimi, a Ratchet ruszył, żeby dotrzeć do dziewczyn, Zarya cofnęła się i ostrzegawczo na niego warknęła, trzymając swoją siostrę jeszcze bliżej.
- Cofnij się – wysyczała, kierując się instynktem.
Ziva uśmiechnęła się blado, patrząc na nią niepewnie. Czuła jej niepokój, ale także samolubność. Nie mogła się powstrzymać jak czuć się dobrze i bezpiecznie koło niej. Wiedziała, że jej siostra nie pozwoli im jej skrzywdzić. Jednak wiedziała także, że była potraktowana prądem pod wysokim napięciem. Możliwe, że miała poważne obrażenia.
- Prowl, stary przyjacielu – powitał Optimus w trakcie, kiedy Sides i Sunny skrzywili się i zwrócili wzrok na swoje podopieczne – Witaj z powrotem.
- Prime – kiwnął mu na powitanie, stając koło niego.
Po tym cała uwaga skupiła się na bliźniaczkach. Blondynka nie chciała dopuścić Ratchet'a do swojej siostry, czując, że jest dla niej zagrożeniem. Niemal ją straciła, czuła jak jej ciało nie wytrzymuje tego, co się działo. Nie zamierzała spuścić z niej teraz wzroku, nie ufała tym, co wokół niej byli.
- Zarya, jesteś ranna – starał się ją przekonać, wyciągając dłonie do góry jakby żeby pokazać jej, że nie jest zagrożeniem – Pozwól…
- Nie jestem ranna! – warknęła – Nic mi nie jest.
Epps odchrząknął niezręcznie i spojrzał na Lennox'a, który patrzył na tą scenę zdezorientowany, tak samo jak Sunstreaker i Sideswipe, którzy wymienili zaniepokojone spojrzenia. Optimus zmył się z Prowl'em, pewnie żeby dokończyć ważniejsze sprawy w jego biurze, a Ratchet wydawał się być zaskoczony stanowczością swojej asystentki.
- Radziłbym ci się odsunąć – stwierdził kwaśno – Zarya i Ziva nie zamierzają odpowiadać na jakiekolwiek pytania w najbliższym czasie.
- To zrozumiałe – stwierdził sarkastycznie Ratchet – Ale mam obowiązek się nimi zająć. Pójdzie ze mną dobrowolnie albo zaciągnę ją tam siłą.
Zaalarmowana dziewczyna syknęła na niego i jeszcze bardziej się odsunęła, opiekuńczo zaciskając uścisk i patrząc na niego groźnie, jakby w obietnicy, że jeśli zbliży się o jeszcze jeden krok, zabije go na miejscu.
- Nie widzisz, że pomagasz? – Sunstreaker spojrzał na niego ostro, po czym aktywował swój holoform, zmieniając się w swoją formę Lamborghini i podchodząc do niego – Nie ufa ci. Widzi cię, jako zagrożenie dla swojego rodzeństwa.
- To, co mam zrobić?! – spytał, a Sunny wywrócił oczami, patrząc na Zaryę, która zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem.
- Wiem, że tego nie lubisz, ale musisz pozwolić Hatchet'owi pracować – powiedział, a ona wydała z siebie jakiś dziwny pomruk – Jesteś ra…
- Nie jestem! – powiedziała – Ziva jest – dodała ciszej.
- Niemożliwe. Mój skan wykazuje, że masz miejscowe poparzenia na brzuchu i w jego okolicach – powiedział Ratchet.
- Nie są moje – stwierdziła, patrząc na Zivę, która na wzmiankę o swoim imieniu wyprostowała się i stanęła lekko się krzywiąc, tym razem już nie opierając się za bardzo o swoją siostrę – Ziva jest tą, która porazili prądem.
- Co…? – zaczął mówić, ale Sunstreaker go uciął, patrząc na niego ostro, jakby wysyłając mu wiadomość, żeby się zamknął.
- Zarya, musisz pozwolić mu wziąć Zivę – Zarya zmrużyła oczy, już gotowa zaprotestować – Chcesz, żeby jej stan się pogorszył? Możesz doprowadzić ją do śmierci, chcesz tego?
Dziewczyna spojrzała na niego, oczy pełne strachu i powoli zaczęła rozluźniać swój uścisk na tali brunetki.
- Ratchet jej nie skrzywdzi – powiedział lekko zirytowany.
Hale spojrzała na siostrę, po czym niepewnie na medyka, który pokiwał na potwierdzenie głową. Zerknęła jeszcze raz na Zivę, która pokiwała powoli głową.
- Żadnych pytań? – spytała słabym głosem Ziva.
- Nie, jeśli nie będą konieczne – obiecał Epps.
Blondynka puściła całkowicie brunetkę i pozwoliła, żeby Ratchet ja wziął. Patrzyła nieufnie jak odchodzi, w jej gardle rosła wielka gula, a jej oczy zaczęły ją dziwnie piec. Kiedy zorientowała, że Lennox, Epps i Sunstreaker na nią patrzą, odwróciła wzrok.
- Jesteś blada – skomentował Lennox, podchodząc do niej i patrząc na nią krytycznie – Twoje oczy… co się stało?
Jej wargi zatrzęsły się, chciała coś powiedzieć. Chciała, żeby odszedł, żeby zostawił ją w spokoju, ale nic nie mogło przejść jej przez gardło, jedynie jakieś dziwne głosy. Próbowała zdławić w sobie płacz, którzy starał się z niej wyjść. Było nawet trudniej, kiedy patrzyła w oczy William'a, pełne jakiegoś dziwnego uczucia, które jak dotąd widziała tylko w oczach Zivy. To sprawiło, że dziewczyna wymijając go, pobiegła w kierunku działu medycznego, nie zwracając uwagi na głosy, które głośno ją wołały.
Kiedy Zarya wpadła do pomieszczenia, Ziva siedziała na łóżku patrząc tępo w ziemie. Była w nowych ubraniach, Zarya domyśliła, że pewnie zatrzymała się z Ratchet'em w pokoju. W przeciwieństwie do swojej siostry, ona nadal była w brudnych ubraniach.
Ignorując ból w całym ciele i zmęczenie, rzuciła się na siostrę, wtulając głowę w jej tors i szukając zapewnienia, że to ona, że żyje i ma się dobrze. Już nawet nie dbała o to, że była żałosna i słaba w tamtej pozycji. Chciała po prostu być blisko niej.
Ziva chociaż zdezorientowana, objęła siostrę i przyciągnęła jeszcze bliżej, po czym wytrzeszczyła oczy i zamrugała kilkakrotnie, kiedy zaczął się jakiś dźwięk. Dźwięk, którego Ziva nie chciała nigdy usłyszeć.
Zarya szlochała. I nie trochę, ale mocno. Tak, że Ziva była przez chwilę zaniepokojona czy jeszcze może oddychać. W instynkcie zaczęła głaskać ją po włosach, czując jak blondynka trzęsie się pod jej dłońmi. Oczywiście, było źle i ledwo wyszły z tego cało, gdyby nie Prowl byłaby już martwa, ale nie sądziła, że to wydarzenie tak dotknie Hale. Zwykle to ona była tą twardą, nie na odwrót.
Mimo to. Okazało się inaczej. I ta samolubna część Zivy mocno się z tego cieszyła.
- P-p-przepraszam! – wychlipała w końcu, Ziva powstrzymała się od jakiegoś ostrego komentarza.
Za co przepraszała? Przecież Ziva sama się zgodziła na jej plan, brała winę na siebie za swoje akcje. Jej siostra nie była winna. Pewnie, powinna była najpierw zawiadomić Autoboty i może wtedy nie utknęłyby poza bazą na trzy dni, ale przecież były całe. Nic im się nie stało. Zarya naprawiła Prowl'a i ten dzięki temu mógł ją uratować, czyli wszystko było w porządku.
Ale dlaczego Ziva miała wrażenie, że w uczuciach Zaryi było coś nie tak?
- Nie chciałam! Naprawdę! – mówiła dalej, trzęsącym się głosem i ochrypłym przez cały płacz – To moja wina. Wszystko to moja wina. Tak samo jak była z G-GiGi. Jezu, Ziva przepraszam. Nie chciałam!
- Sunshine? – Ziva upewniła się, że Zarya przestała mówić – To nie twoja wina.
- M-mo-oja – wykrztusiła, czując jak nowe łzy nachodzą do jej oczu.
- Poraziłaś mnie prądem? – spytała spokojnie, a blondynka gwałtownie potrzasnęła głową, nadal płacząc.
- Nie!
- Czyli to nie twoja wina – stwierdziła tryumfująco.
- Ale… - zaczęła Zarya, zdziwiona jej słowami.
- Nie ma żadnych „ale". To nie twoja wina – powiedziała twardo, niemal wyzywającym tonem, żeby chociaż spróbowała z nią argumentować.
Zarya nie rozumiała. Ziva powinna być na nią zła. Powinna na nią krzyczeć, skrzywdzić ją… Nie!, pomyślała wściekła na siebie, kiedy ta myśl przeszła przez jej umysł i wbiła się mocno w pamięć, Ziva nigdy by mnie nie skrzywdziła.
Minęło kilka minut, Zarya czuła jak jej oczy robią się ciężkie. To samo działo się z jej siostrą, która westchnęła ciężko.
- Ziva?
- Hmm?
- Dziękuję.
Ziva uśmiechnęła się do siebie.
- Gdzie Ziva?
- Gdzie Zarya?
Ratchet wywrócił oczami, wychodząc z pomieszczenia i piorunując spojrzeniem Sideswipe'a i Sunstreaker'a, którzy tylko stali tam i patrzyli na niego wyczekująco.
- W środku – powiedział krótko.
Obaj spojrzeli na niego dziwnie.
- Jeśli obie są w środku… - zaczął Sunny.
- To dlaczego ty wychodzisz? – dokończył Sideswipe nie rozumiejąc.
Ratchet tylko westchnął i zaczął wyjaśniać im całą sytuację, włącznie z załamaniem Zaryi, na którą obaj spojrzeli na niego zdziwieni. Kiedy skończył, zaczął wpatrywać się w ich puste twarze. Dopiero kiedy spojrzał im w oczy, zobaczył coś czego nie widział u nich przez tysiące lat. Najpierw gniew, potem furię, na końcu żal, smutek, złość i na samym końcu determinacje i niepokój. Zaraz po tym, kiedy myślał, że nie ma już czegoś co by go w tamtej chwili zdziwiło, zamarzł w miejscu.
…Czy Sideswipe i Sunstreaker go właściwie słuchali?
O nie. Zbliża się koniec świata.
- Czyli cokolwiek stało się na Nemezis – zaczął niepewnie Sideswipe – stało się tylko Zivie? – spytał rzucając niespokojne spojrzenie do swojego brata, który nerwowo stąpał z nogi na nogę.
- Nie jestem pewien jak to możliwe – stwierdził – Ale tak. Przynajmniej z tego co mówiła. A teraz przepraszam, Mirage ma mi coś do powiedzenia.
Odszedł od nich, a oni weszli do pomieszczenia, rozglądając się. I wtedy je zobaczyli. Obie spały obok siebie, Zarya z głową na ramieniu Zivy, a Ziva z głową na jej głowie. Sideswipe uśmiechnął się złowieszczo.
.:Myślisz to samo, co ja?:.
.:Dobrze wiesz, że tak:.
Obaj wyszczerzyli się.
Ziva obudziła się pierwsza. Zmarszczyła czoło, nie chcąc wstawać, ale wtedy poczuła jakieś puknięcie w bok i mentalnie jęknęła. Nie fajnie jest być obolałym, stwierdziła po chwili, leniwie otwierając oczy. Od razu pożałowała tego co zrobiła i jęknęła.
- Nie widok na który mam ochotę się zbudzić – stwierdziła, widząc holoform Sideswipe'a nad nią.
- Hej, nie tęskniłaś? – spytał, a ona jęknęła i schowała głowę w poduszkę swojego łóżka, od razu myśląc nad tym jak się tam dostała – Jak chcesz, w każdym razie masz kilka rzeczy do wyjaśnienia – dodał, tym razem bardziej poważniej i mogła wyczuć w jego głosie skrywaną złości.
- SUNSHINE! – wydarła się, a jej siostra, która okazało się, że leżała na swoim łóżku obok, obudziła się i zaskoczona spadła na ziemię z głośnym jękiem – Och, nie wiedziałam, że tak tęskniłaś za ziemią.
- Wal się, Ziva – wymamrotała, nie próbują nawet wstawać z plątaniny pościeli.
- Nie dzięki – mruknęła, zamykając znowu oczy.
- Dlaczego mnie obudziłaś? – spytała po chwili.
- Sides mówi, że masz mu coś do wyjaśnienia – stwierdziła.
Chwila ciszy i wtedy mocno skołowany głos blondynki.
-…Dlaczego Sideswipe jest w naszym pokoju?
- To bardzo dobre pytanie – stwierdziła Ziva – Ale lepsze by było „dlaczego w ogóle jesteśmy w naszym pokoju?".
- Zasnęłyście w dziale medycznym – odezwał się nowy głos – Ukradliśmy was od Ratchet'a po tym jak powiedział nam…
- Zdrajca – mruknęła pod nosem Zarya i wtuliła głowę w poduszkę, kiedy Ziva warknęła coś pod nosem i walnęła ją czymś w głowę – Dlaczego to zrobiłaś!?
- Spójrz na swoje łóżko – poleciła ostro, a blondynka marszcząc czoło spojrzała w górę, jej oczy groźnie ściemniały, robiąc się niemal czarne.
- Sunstreaker – zaczęła śmiertelnie spokojnie i poważnie, jej głos spadł o oktawę, sprawiając, że Sides spojrzał zaniepokojony z rozszerzonymi oczami na swojego brata, który z założonymi za głowę rękoma wylegiwał się na łóżku swojej podopiecznej – Czy ty właśnie dotykasz mojego łóżka?
Sunny spojrzał na nią, niebezpiecznie usatysfakcjonowany tym co zrobił i posłał jej złośliwy uśmiech.
- Tak. Masz z tym problem, Insekcie?
.:Sunny, myślę, że jesteś martwy…:.
.:Co ty nie powiesz?:.
- Duży – syknęła zanim rzuciła się na niego i zrzuciła z łóżka na ziemię w plątaninę kołdry i poduszek.
- Sunshine, zdajesz sobie sprawę, że w tej chwili pozycja w jakiej się znajdujecie jest jednoznaczna? – spytała ze swojego bezpiecznego miejsca koło Sideswipe'a, który patrzył na nią zmieszany, nie rozumiejąc jej zdania.
Zarya przestała bić Sunstreaker'a i przez chwilę wpatrywała się w siostrę pustym spojrzeniem, za nim skrzywiła się z obrzydzenia.
- Ugh, ble! Ziva!
- Hej, to ty siedzisz na nim okrakiem – broniła się, siadając.
- Ja nie komentowałam twojego całusa z Sideswipe'em – Ziva zarumieniła się i rzuciła w nią poduszką, którą ona z łatwością chwyciła i wywróciła oczami.
Wstała z Sunny'ego, który uśmiechał się dziwnie zadowolony z siebie i usiadła na łóżku, patrząc na swojego strażnika groźnie. On tylko wywrócił oczami, mamrocząc coś pod nosem i oparł się z założonymi rękoma o ścianę naprzeciwko nich. Sideswipe także wstał i zrobił to samo i momentalnie, obie spoważniały.
- Zamierzacie nas zabić?
- Bo jak tak, to ja wolę wrócić do Ratch'a.
Jednak obaj nie wyglądali nawet na trochę rozbawionych. Zamiast tego spiorunowali ich wzrokami i…człowieku, jak oni strasznie wyglądali. Jak rodzice, którzy dowiedzieli się, że ich dziecko dostało z czegoś jedynkę w szkole.
- Dlaczego to zrobiłyście? – spytał ostro Sides.
- Mogłyście zginąć. Co w was wstąpiło, co? Myślałyście, że macie jakiekolwiek szanse przeciwko Con'om? Nie jesteście żołnierzami.
I w tamtej chwili obie zdały sobie sprawę, że jeszcze w życiu nie czuły się tak winne.
- Wiemy – wymamrotały jednocześnie, patrząc na ziemie.
Oczy obydwóch złagodniały trochę, chociaż nadal był w nich gniew. Sideswipe przejechał dłonią po włosach i twarzy, po czym westchnął. Sunstreaker tylko mruknął coś pod nosem o byciu idiotą, po czym także westchnął.
- Dlaczego nie wezwałyście nas tylko ruszyłyście wprost na nich?
- Mieli jednego z was – powiedziała Zarya twardo – Prowl byłby dawno martwy gdyby nie my.
- A jeśli nie mogłybyście go naprawić? – spytał ostro Sunstreaker – Co wtedy, co?!
- Wtedy skontaktowalibyśmy się z wami poprzez jego link komunikacyjny – wzruszyła ramionami Ziva, nadal patrząc na podłogę, czując ciężar ich spojrzeń.
- Jesteście niemożliwe – powiedzieli po jednocześnie po dłuższym milczeniu.
- Nie zabijecie nas? – spytała z nadzieją Ziva.
- Nadal się nad tym zastanawiam – mruknął Sunstreaker.
- Nie, ale w musicie dać nam intensywne mycie – powiedział z uśmiechem Sideswipe.
Obie jęknęły. Zawsze jest jakiś haczyk…
A/N: Jej, Ziva i Zarya uratowały Prowl'a... A później on je. Ale taki tam szczegół :D Co do Decepticon'ów to jeszcze z nimi nie koniec. Nie będzie kolejnego porwania, SS i SS o to zadbają, ale będzie o nich wzmianka. Next Chapter: Ziva i Zarya jako damska wersja Van Diesel'a ;) I powrót przeszłości Zaryi oraz Zivy.
XXFaith
Artemis: Oh Gosh, serio piszę "wzorku" zamiast "wzroku"? Heh, literówki. Co do więzi. Yep, Mirage jest jedyny który faktycznie zwrócił na nią swoją uwagę. Głównie dlatego, że jako szpieg musi zwracać uwagę na małe rzeczy, które większości mogą wydawać się nieważne.
