Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altmann, która jak zwykle szybko i sprawnie przejrzała ten rozdział.


Rozdział 11 – Bolesny powrót Toma Riddle

Harry schodził za resztą zawodników Turnieju Trójmagicznego na boisko do quidditcha. Nie mógł się pozbyć uczucia nadchodzącej zguby, odkąd Hermiona i Ron pożegnali go kilkoma podnoszącymi na duchu słowami. Choć wiara jego przyjaciół w niego dodała mu otuchy, nie był pewien czy na nią zasługiwał. Jedyne co w tym było dobre to fakt, że Turniej zbliżał się do końca. Harry chciał się pożegnać z Ginny, ale Hermiona powiedziała mu, że jest z Michaelem. Zdołał się powstrzymać przed wściekłym spojrzeniem. Cieszył się, że są znowu przyjaciółmi z Ginny, ale to oznaczało bycie uprzejmym dla pieprzonego Michaela Cornera.

- Harry!

Obrócił się na dźwięk swojego imienia i usłyszał tupot, a potem ruda błyskawica rzuciła mu się na szyję. Złapał Ginny, która skoczyła na niego, obejmując go nogami w pasie i ramionami za szyję. Był tak cholernie szczęśliwy, że ją widzi, poczuł tak wielką ulgę, że przyszła mu życzyć powodzenia, że zrobił pierwszą rzecz, która przyszła mu do głowy. Uniósł głowę, przyciągną jej twarz do swojej i pocałował w usta.

Odsunął się niemal natychmiast, tak samo jak ona i przez chwilę gapili się na siebie szeroko otwartymi oczami, aż wreszcie na jej usta wpłynął lekki uśmiech.

- Ciebie też miło widzieć, Potter – powiedziała.

Uśmiechnął się zażenowany i postawił ją na ziemi.

- Przepraszam – powiedział, pocierając kark. – Chyba trochę mnie poniosło. Taki… eee… impuls.

- Ja… tego… - odchrząknęła. – Chciałam ci życzyć powodzenia. Więc… powodzenia.

Przytuliła go jeszcze raz, a Harry odwzajemnił uścisk, zadowolony, że nie robi wielkiej sprawy z tego krótkiego pocałunku. Naprawdę nie zamierzał tego robić. To był odruch. Impuls, wynikający z napięcia jakie czuł.

Z premedytacją zignorował smak jej warg, który wciąż czuł na ustach.

- Martwię się – wyszeptała. – Proszę, bądź ostrożny.

- Hej – Harry odsunął się lekko i spojrzał na nią. – Przecież to nie może być gorsze niż Voldemort. Nie ma nic bardziej strasznego.

- Właśnie – uśmiechnęła się. – Po prostu… nie rób nic głupiego.

- Da się tak w ogóle? – spytał zawadiacko.

Szturchnęła go i odsunęła się, wkładając ręce do kieszeni dżinsów.

- Będę wszystko oglądała, dobrze?

Harry skinął głową.

- Zobaczymy się po wszystkim. Schowaj dla mnie piwo kremowe.


Ginny uśmiechnęła się i ruszyła z powrotem. Przez minutę spoglądał za nią, a potem otrząsnął się. Musiał się tego pozbyć, czymkolwiek by to nie było. Tak, podobała mu się. Tak, byli ze sobą blisko. Tak, byli najlepszymi przyjaciółmi. Jednak to właśnie ta trzecia rzecz była najważniejsza. Poza tym parę dni temu zauważył, że Cho mu się przygląda. Cały czas jego żołądek wyprawiał dziwne harce na jej widok. Co prawda poważnie wątpił czy Cho mogłaby porzucić Cedrika dla niego, ale zawsze mógł sobie marzyć.

Ginny nie należała do dziewczyn, które łatwo panikują, ale musiała się przed tym mocno powstrzymywać, gdy Harry zniknął w labiryncie. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nadciąga coś strasznego.

Kibice czekali na trybunach, a oczekiwanie zdawało się ciągnąć w nieskończoność. Kilka błysków zaklęć z labiryntu, a potem wystrzelone czerwone iskry wywołały trochę ożywienia, ale większość czasu siedzieli bezczynnie. Oczekiwanie szarpało nerwy. Ron i Hermiona również znajdowali się na krawędzi wytrzymałości, a Ginny kilka razy zauważyła, że Hermiona rzuca Ronowi spojrzenia, jakby oczekiwała, że rudzielec coś z tym wszystkim zrobi. Ron odpowiadał uspokajającymi uśmiechami, które wydawały się uspokajać Hermionę, co podniosło jego notowania w oczach Ginny o kilka punktów.

Ginny zabijała czas grają w Eksplodującego Durnia i rozmawiając z Michaelem. Kiedy Michael poszedł porozmawiać z ludźmi ze swojego domu, Ginny i Hermiona siadły razem.

Ginny poczuła to, kiedy Hermiona opowiadała zabawną historię z zakupów ze swoimi rodzicami na Ulicy Pokątnej.

Ból.

Szaleńczy ból rzucający na kolana. Zupełnie jakby jakiś byt w jej wnętrzu nagle obudził się i przeciągał, grożąc przejęciem jej umysłu, nalegając, by podzieliła się tą niewielką ilością przestrzeni w jej ciele. Czuła, że jej umysł za chwilę eksploduje. Miał problemy z przyswojeniem wiedzy, która wlewała się do niego. Jej ciało zadygotało, starając się opanować energię, która nagle w niej wezbrała. Poczuła połączenie z czymś zupełnie obcym i wiedziała, wiedziała, że to Tom. W jej wnętrzu wąż syczał triumfalnie i nagle ujrzała Harry'ego przykutego do nagrobka, zwijającego się ze złości i bólu.

- Hermiono – wyszeptała, padając na kolana na drewniane stopnie. Poczuła, że oczy uciekają jej w głąb czaszki. Złapała kurczowo ramię przyjaciółki. – Hermiono. To on. Wrócił. Czuję to.

Hermiona przykucnęła przy niej.

- Co się dzieje, Ginny? – spytała zmartwiona. – Co jest?

- Tom – wychrypiała Ginny. – Idź po Dumbledore'a.

Hermiona wstała i cofnęła się, biała z przerażenia. Zbiegła po schodach, krzycząc do dyrektora. Ron obrócił się gwałtownie i zobaczył, że jego siostra padła na schody i z wysiłkiem łapała powietrze.

- Ginny! – krzyknął. – Co jest? Co się stało?

Nachylił się i podniósł ją, przyciskając do siebie jak małe dziecko.

- Gdzie się podziała Hermiona? – spytał.

- Ron – sapnęła Ginny. Jej ciało wyginało się w jego ramionach od bólu, który promieniował z jej piersi. Przez syczenie w jej uszach ledwo mogła mówić. Voldemort był naprawdę bardzo szczęśliwy.

- Ron, to on. Powiedz Dumbledore'owi. On ma Harry'ego… - nie udało jej się skończyć zdani, bo ból okazał się zbyt wielki i straciła przytomność.


Ginny powoli otworzyła oczy, mrugając, by przyzwyczaić się do jasnego światła w pomieszczeniu, w którym rozpoznała Skrzydło Szpitalne. Na próbę poruszyła powoli głową i odkryła, że choć jest lekko obolała, ruszanie się nie boli za bardzo. Wzięła głęboki oddech i usiadła. Nagle przypomniała sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru i gwałtownie wciągnęła powietrze. Harry. Gdzie on był? Czy nic mu się nie stało? Poprzedniego dnia czuła połączenie z Tomem Riddle, które pojawiło się w jej głowie i z ulgą odkryła, że w tej chwili wydaje się nieaktywne.

Rozejrzała się po pomieszczeniu i jej oczy spoczęły na przykrytej postaci ze znajomym wiechciem czarnych włosów, leżącej kilka łóżek dalej. Przełknęła ciężko ślinę.

- Ginny, nic mu nie będzie.

Ginny odwróciła głowę i zobaczyła profesora Dumbledore'a, siedzącego przy jej łóżku. Jej matka spała w łóżku za nim. Molly Weasley wciąż miała na sobie szaty i wyglądała, jakby chciała się tylko na moment zdrzemnąć.

- Panie profesorze, co się stało? – spytała szeptem Ginny.

Dumbledore schował dłonie do rękawów i posłał jej taksujące spojrzenie znad okularów. Jego normalnie błyszczące oczy wyglądały na smutne i zmęczone.

- Obawiam się, że Lord Voldemort powrócił – powiedział, zerkając na łóżko Harry'ego. – Użył niezwykle mrocznego rytuału, w którym wykorzystał krew Harry'ego dla odzyskania ciała, a potem pojedynkował się z Harrym, który zdołał uciec.

- Jak Harry to zrobił? To znaczy uciekł?

Dumbledore uniósł brwi.

- Puchar Turnieju Trójmagicznego był świstoklikiem. W labiryncie umieścił go sługa Toma Riddle. To była pułapka od początku do końca.

- Poczułam go – wtrąciła się. – Kiedy powrócił. Poczułam go we mnie. On… on chyba wie kim jestem.

- Zapewne – westchnął ciężko Dumbledore. – Cedrik Diggory był z Harrym. Złapali puchar razem, chcieli żeby to było zwycięstwo Hogwartu i Peter Pettigrew zabił Cedrika. Harry musiał sprowadzić tu jego ciało.

Serce Ginny zamarło. A potem poczuła taki przypływ wściekłości, że dłonie zwinęły się jej w pięści, zaciskając się na prześcieradle. Walczyła, by nie eksplodować. Nie mogła sobie nawet wyobrazić, przez co Harry przeszedł. Znów na niego spojrzała. Zabije Toma Riddle. Zabije go gołymi rękami.

Dumbledore musiał poczuć jej złość, bo rozbawiony położył na jej ramieniu dłoń uspokajającym gestem.

- Uważam, że wszystko będzie dobrze. Chciałbym pomówić później z tobą i Harrym, ale myślę, że może to zaczekać do wakacji. Wyślę Harry'ego do Nory – znów zerknął na śpiącego chłopaka. – Będzie potrzebował swoich przyjaciół.

- Wiem, panie profesorze. Dziękuję, że nie wysyła go pan z powrotem do tych okropnych ludzi.

Dumbledore pokiwał głową z rezygnacją.

- Jest bardzo dobry powód, dla którego powinien tam wrócić, ale obawiam się, że nie mam serca, by trzymać go z dala od jego przyjaciół.

Wstał i podszedł bliżej, kładąc jej rękę na ramieniu.

- Harry będzie potrzebował całego wsparcia i zrozumienia jakie możemy mu dać. Zwłaszcza od kogoś, kto choć trochę rozumie jak to jest stanąć twarzą w twarz z Voldemortem.

Popatrzył na nią znacząco, a ona skinęła głową. Harry pomógł jej po jej pierwszym roku. A teraz ona pomoże jemu.


- Pomóc ci?

Harry odwrócił się, słysząc głos Ginny. Potem z powrotem przeniósł wzrok na beznadziejną masę pergaminu, ubrań i różnych śmieci, jakie zebrał przez cały rok, a teraz jakimś cudem musiał zmieścić je do kufra.

- Nienawidzę pakowania – powiedział ponuro.

- Też bym nienawidziła, gdybym mieszkała jak świnia – odparła, marszcząc nos. – Czemu ja tu w ogóle przychodzę? Tu zawsze śmierdzi.

- Taa, a dormitoria dziewczyn o poranku zawsze pachnął kwiatami – odgryzł się. Odwrócił się do stosu na łóżku i zaczął sortować znajdujące się tam przedmioty.

Ginny przyjrzała się mu krytycznie. Niechętnie mówił na temat powrotu Voldemorta. Rozmawiali o tym trochę, ale przez większość czasu był zamknięty w sobie i działał jak w transie. Pogrzeb Cedrika był trudny, a dodatkowo rozsierdziło wszystkich Ministerstwo, które odmawiało uznania, że Voldemort powrócił.

- Jak się czujesz? – zadała znienawidzone pytanie, z góry wiedząc jaką otrzyma odpowiedź.

Harry jej nie zawiódł.

Jego twarz poczerwieniała i zacisnął pięść na czymś co wyglądało na Przypominajkę. Uderzył mocno w pobliską ścianę. Kulka pękła na kawałki, które wylądowały na dywanie, a czerwony dym rozpłynął się w powietrzu. Ginny nawet nie drgnęła. Wyciągnęła różdżkę i wyczarowała zestaw białych porcelanowych talerzy, które podejrzanie przypominały te, na których jadali w Norze.

- Nie krępuj się – powiedziała. – Obsłuż się.

Harry złapał pierwszy talerz i cisnął nim w ścianę. Naczynie rozprysło się satysfakcjonująco o kamienny mur i opadło na dywan w postaci mnóstwa porcelanowych okruchów. Łapał jeden talerz za drugim i rozbijał je na ścianie, aż wreszcie wrzasnął na Ginny, żeby dała mu coś większego i bardziej satysfakcjonującego do zniszczenia. Ginny wyczarowała pierwsze co przyszło jej do głowy: hogwardzką muszlę klozetową. Harry tylko skinął głową w podziękowaniu i zaczął tłuc nią o ścianę, aż rozpadła się na kawałki. Wreszcie opadł na podłogę koło połamanego sedesu, dysząc ciężko.

- Dzięki – sapnął, patrząc na nią po raz pierwszy. – Tego mi było trzeba.

Ginny podeszła i usiadła przed nim, kręcąc różdżką w palcach.

- Nie będę pytała o szczegóły – powiedziała bez owijania w bawełnę. – Wiem, że mi powiesz, kiedy będziesz gotowy. Ale chcę ci przypomnieć, że żyjesz i masz ludzi, którym na tobie zależy i którzy są gotowi ci pomóc.

Wyciągnęła rękę i złapała go za pokryty potem kark.

- Żyjesz – powtórzyła. – I choćby z tego jestem zadowolona. Zmierzyłeś się z nim i przeżyłeś.

- Właśnie o to chodzi – odpowiedział ponuro. – Nie chciałem żyć. Nie chciałem wracać. Przez krótką chwilę, gdy trzymał mnie pod Cruciatusem, chciałem przestać walczyć. Po prostu pozwolić mu wygrać i wtedy znalazłbym spokój.

Ginny nie wiedziała co powiedzieć. Poddawanie się, w jakiejkolwiek sprawie, nie było podobne do Harry'ego.

- Ale tego nie zrobiłeś, zmieniłeś zdanie – przypomniała, potrząsając dłonią, którą wciąż trzymała na jego karku. – Nie dałeś mu wygrać. Myślałeś o tym, ale i tak wróciłeś. I to się liczy.

- Tak? – spytał. Ponura mina nie zniknęła z jego twarzy i Ginny zastanawiała się czy kiedykolwiek zniknie. Skinęła głową.

- Jestem pewna, że tak.

Uklękła przed nim i nachyliła się, całując delikatnie jego wciąż czerwoną bliznę, a potem jego usta. To miał być pocieszający, przyjacielski pocałunek. Wiedziała, że zrozumiał jej intencję, gdy odsunęła się od niego i ujrzała cień uśmiechu na jego twarzy.

- Dzięki – powiedział, gdy wstała i zaczęła otrzepywać kolana z okruchów porcelany.

- Dla ciebie zawsze, Harry – uśmiechnęła się. – Dla ciebie zawsze.


Od tłumacza: I tak o to dotarliśmy do końca roku czwartego. W następnym rozdziale zaczniemy rok piąty. Rozdziały będą dłuższe i coraz bardziej odbiegające od kanonicznej fabuły. W związku z tym aktualizacje też będą rzadsze, bo przetłumaczenie jednego rozdziału zajmie mi więcej czasu. Polecam zapisanie się na alerty e-mailowe (zaznaczacie Follow: Story, albo Follow: Author pod rozdziałem i dajecie „Save", musicie być zalogowani).

Zapraszam też na moje blogi, do których linki znajdziecie w moim profilu autora.