Wstępna korekta — Anonim.B.

Na wstępie czuje, że powinnam rozwiać wasze niektóre obawy. Już pisałam, że prolog należy traktować bardziej jako alternatywną przyszłości. Ostateczna bitwa może potoczyć się zupełnie inaczej. I zapewniam was mimo, że Harry zmądrzeje, to nie zmieni się w superaśnie silnego bohatera ;]

Wszystko jest pod kontrolą.

Miłego!


ROZDZIAŁ 10


Cholera!

Zaklną w myślach, gdy rozległ się dzwonek, zwiastujący rozpoczęcie następnym lekcji. Pognał szybko w stronę klasy i łapiąc uspakajające oddechy zatrzymał się tuż przed drzwiami Obrony Przed Czarną Magią. Wypuścił powoli powietrze z płuc starając się zapanować nad swoim przyspieszonym tętnem i zdenerwowaniem. Nie widział Remusa odkąd wpadli na niego wraz Snape'em przy gabinecie dyrektora. Nie był pewny jakiej reakcji ma się oczekiwać od profesora OPCM.

Nadal jest na mnie zły?

Z walącym dziko sercem położył dłoń na klamce i zapukał. Gdy usłyszał zaproszenie otworzył drzwi i wychylił przez nie nieśmiało głowę.

Lupin stał na środku klasy pisząc coś na tablicy. Zerknął bokiem na nastolatka czekającego niezdarnie wejściu i niedbale machając dłonią powiedział:

— Ah Harry, dobrze, że już jesteś. Proszę usiądź.

Mimo, że głos profesora był jak zazwyczaj uprzejmy, to czegoś w nim brakowało. Harry poczuł jak żołądek mu się nie przyjemnie zaciska i wywija koziołka. Chcąc naprawić sytuacje zaczął tłumaczyć pośpiesznie swoje spóźnienie.

— Przepraszam, profesorze, ale Snape...

— Hermiona poinformowała mnie o sytuacji — przerwał mu nauczycie patrząc prosto na niego. — Zajmij swoje miejsce, Harry.

Teraz brunet zrozumiał czego mu brakowało w głosie wilkołaka. Nie było w nim ciepła, którego zawsze używał, gdy z nim rozmawiał. Przypatrzył się dokładnie zmęczonej twarzy profesora i dostrzegł, że skierowane w jego stronę oczy były pełne dystansu.

— Dobrze — powiedział cicho opuszczając głowę i siadając obok Rona.

Unikając zdziwionego wzroku przyjaciół wyciągnął przybory lekcyjne. Oni również musieli zauważyć odległe zachowanie profesora OPCM. Ale co Harry mógł im powiedzieć? Sam dokładnie nie wiedział skąd się wzięło nastawienie Remusa. Zauważył zmianę po odejściu Syriusza, więc jak do tej pory nasuwał mu się tylko jeden powód. Nagle rudzielec szturchnął go mocno pod żebrami wyciągając go z ponurych myśli.

Wybraniec spojrzał na nauczyciela, który stał na wprost niego z rozczarowaną miną.

— Czy słuchałeś, Harry? — zapytał zawiedzonym tonem.

Brunet spojrzał kątem oka na Rona, ale ten tylko wzruszył ramionami. Więc niechętnie przyznał się do nie podzielenia uwagi.

— Nie, profesorze.

Remus westchnął i wyszedł z powrotem na środek klasy patrząc uważnie na wszystkich uczniów.

— Powtórzę pytanie, aby wszyscy usłyszeli. Co jest najważniejszą cechą czarodzieja? Najistotniejszą.

Prawie momentalnie posypały się odpowiedzi od uczniów, zanim Harry zdążył się chociaż zastanowić.

— Potęga.

— Siła.

— Moc magiczna.

— Inteligencja.

— Intuicja.

Jednak przy każdej odpowiedzi profesor kręcił przecząco głową. Gdy nastolatką skończyły się pomysły, klasa zamilkła i wlepiła oczekujący wzrok na Lupina.

— Każda z wymienionych przez was cech faktycznie jest ważna. — zaczął wyjaśniać uprzejmym głosem. — Jednakże bez jakiej umiejętności reszta cech pozostaje bezwartościowa, hmm?

Gdy uczniowie uparcie milczeli mężczyzna przeniósł wzrok na Złotego Chłopca i zapytał głosem pełnym zaufania, że brunet zna prawidłową odpowiedź:

— Harry, a ty wiesz?

Przez chwilę się zastanawiał nad prawidłową odpowiedzią. Starał się analizować najpotężniejszego czarodzieja jakiego zna — Albusa Dumbledore'a. Co tak bardzo wyróżnia dyrektora szkoły? Oczywiście jest silny, ale za pomocą czego? Niestety w świetle bieżących wydarzeń nasuwała mu się tylko jedna wyróżniająca rzecz u siwego czarodzieja. Zdumiewające zdolności manipulacyjne. Harry zmarszczył brwi usilnie się zastanawiając. Musi być powód dlaczego Remus zapytał akurat niego.

Wiem, wykrzyczał w myślach uradowany nastolatek. Kto ma lepiej wiedzieć jak nie on po ostatnich wydarzeniach? Wszystko wskazywało tylko na jedno.

— Kontrola. Chodzi o to, żeby mieć kontrolę nad swoją magią — powiedział silnym głosem, przekonany, że ma rację.

Jednak, gdy przyjrzał się Lupinowi jego uśmiech opadł i nie chcąc ponownie widzieć miny pełnej zawodu wlepił wzrok w biurko.

XXX

Profesor westchnął głośno i pokręcił przecząco głową. Przez chwilę nie odrywał spojrzenia od syna przyjaciela. Harry wyglądał tak podobnie do swojego ojca... Za każdym razem, gdy go widział jego serce wypełniał ogromny żal. Irracjonalnie miał nadzieję, że gdy chłopak podniesie wzrok napotka zamiast zielonych tęczówek, brązowe oczy przepełnione psotą i rozrywką. Niestety Harry zawsze miał jakiś cień w oczach. Tylko w nielicznych momentach radość była wystarczająco potężna, aby rozjaśnić skrywający się mrok. Osobiście widział to raz, gdy Syriusz zaproponował chrześniakowi wspólne zamieszkanie. Metamorfoza była zdumiewająca. Uśmiech jakim Gryfon obdarzył Łapę stopiłby największe lodowce. Ale chodziło o coś znacznie więcej. Tamtego wieczoru poczuł jak zalewa go przyjemne magiczne ciepło. Odczucie było porównywalne do pełnego zaklęcia Patronus, ale znacznie silniejsze. Co prawda jako wilkołak, odbiera energie magiczną w inny sposób od reszty społeczeństwa. Jest w stanie wyczuć jej intencje oraz emocje.

Gdy James odszedł, obiecał, że będzie chronił dziecko, które było oczkiem w głowie wszystkich Huncwotów. A teraz co robił?

Wiedział doskonale, że nastolatek potrzebował aprobaty i wsparcia dorosłego. Ostatnio starał się go unikać, nie chciał przysparzać mu więcej cierpienia niż to było absolutnie konieczne. Ale widząc go teraz przed sobą, sprawiło, że miał ochotę rzucić planem dyrektora do diabła. Nikt nie powinien sam borykać się z tak wielkim ciężarem, a na pewno nie ktoś taki jak Harry.

Nagle dotarł do niego powiększający się szmer wśród uczniów. Zdał sobie sprawę, że od dłuższej chwili nic nie powiedział, tylko zagapił się na młodego Pottera. Zaskakujące było, że nawet, gdy udawał obojętnego, ten nadal obserwował go z troską w oczami.

Jednakże Remus nie miał wyjścia. Pamiętając o rozkazach dyrektora powiedział chłodnym tonem:

— Niestety nie. Myślałem, że zrozumiałeś to do tej pory, Harry — zrobił małą pauzę po czym dodał znacznie ciszej. — Najwyraźniej się pomyliłem.

Na te słowa zielone oczy Gryfona błysnęły niepokojem i bólem, a uczniowie wymienili zaskoczone spojrzenia. Każdy wiedział, że Chłopiec—który—przeżył miał talent oraz instynkt do OPCM. Również dlatego zazwyczaj zostawał faworytem profesorów uczących tego przedmiotu. Rzadko kiedy zdarzyło się, aby Harry podał błędną odpowiedź.

Lupin odchrząknął, aby ponownie zwrócić na siebie uwagę i kontynuować zajęcia. Ale niespodziewanie ręka Hermiony wystrzeliła do góry.

— Tak, Hermiona? — zapytał uprzejmie profesor odwracając się w jej stronę.

— Poprawna odpowiedź to wiedza — powiedziała zdecydowanym tonem zerkając bokiem przepraszająco na przyjaciela.

Na ustach Remusa pojawił się ciepły uśmiech i pochwalił ją przyznając dziesięć punktów Gryffindorowi.

— Wyjaśnisz dlaczego ze wszystkich umiejętności najważniejsza jest wiedza? — dopytywał się profesor zachęcającym tonem.

— Możemy być niewyobrażalnie potężnymi czarodziejami, lecz bez wiedzy nie wykorzystamy całego swojego potencjału.

— Znowu masz rację. Kolejne punkty dla waszego domu — mówiąc to spojrzał na Harry'ego, ale nastolatek unikał jego wzroku jak ognia i nie udzielał się już, aż do końca zajęć.

XXX

Wieczorne niebo było bezchmurnym, oświetlając delikatną poświatą księżyca błonie Hogwartu. Mężczyzna idący ścieżką prowadzącą do bramy zatrzymał się i obejrzał przez ramię na stary zamek. W tym świetle zamek wyglądał naprawdę imponująco i groźnie. Remus westchnął ze smutkiem i spojrzał na Wieże Gryffindoru czując przytłaczające poczucie winy.

Co wyprawiam?

Pomyślał zdenerwowany wilkołak marszcząc gniewnie brwi. Złożył przysięgę, że zrobi wszystko, aby chronić Harry'ego. A jednak coraz bardziej nie podobał mu się plan Albusa. Nawet nie dostał pozwolenia na pożegnanie się z chłopcem.

Gdy czuł narastające w nim wątpliwości niespodziewanie obok niego aportował się dyrektor szkoły. Widząc zaskoczoną minę wilkołaka uśmiechnął się rozbawiony.

— Coś się stało? — zapytał były profesor OPCM marszcząc brwi. Miał nadzieję, że trzeba zmienić plan działania i nie będzie zmuszony do opuszczenia zamku.

— Ależ skąd — odparł pogodnie straszy czarodziej i zaczął iść ścieżką w stronę wyjścia. — Chciałem cię tylko odprowadzić i przy okazji odebrać przyjaciela.

— Raven? — zapytał z nieukrywaną niechęcią w głosie.

Dumbledore mrugnął jednym okiem i wyciągnął w stronę wilkołaka małą paczuszkę, z której nieustannie coś podjadał.

— Poczęstujesz się? Mugole nazwali to „żelki". Mają zdumiewającą konsystencję.

Remus uprzejmie odmówił i podążył za starszym czarodziejem dalej pogrążony w ponurych myślach oraz wątpliwościach. Siwy czarodziej musiał dostrzec niepokój w jego wyrażeniu ponieważ położył mu dłoń na ramieniu i lekko uścisnął.

— Niestety muszę się upewnić, że rozumiesz powagę sytuacji. Remusie? — zapytał patrząc na niego przenikliwie. — Pod żadnym pozorem nie możesz się kontaktować z Harrym. To dla jego dobra — dokończył zatroskanym głosem.

Lupin przełknął głośno i powstrzymał się przed wyznaniem swoich obaw. Dumbledore uprzedził go na samym początku, że to nie będzie łatwe zadanie. Utrzymać dystans przed kimś dla ciebie cennym, a jednocześnie pilnować, aby nie stała mu się krzywda.

— Oczywiście, dyrektorze — zapewnił Lupin patrząc prosto w błękitne oczy starca.

Mimo wypowiedzianych przez siebie słów pełnych zapewnienia czuł, że postępuje niewłaściwie. To zabawne, że osoba, która powinna wspierać jego relacje z Harrym, po raz kolejny stanęła mu na drodze. Po tragedii w Dolinie Godryka chciał zaopiekować się synem Jamesa i Lili. Mimo, że świat czarodziejski nie jest zbyt przychylny wilkołakom z pomocą dyrektora sprawa byłaby załatwiona.

Harry'emu będzie lepiej z rodziną.

To dla jego ochrony... będzie bezpieczniejszy u Petunii.

Remus przez całą drogę czuł na sobie przenikliwe spojrzenie błękitnych oczu. Widocznie stary czarodziej nie do końca uwierzył w jego oddanie misji.

— Nie zawiedź mnie — powiedział silnym głosem dyrektor, a postać dobrotliwego staruszka została zastąpiona przez bezwzględnego stratega.

Wilkołak kiwnął raz potwierdzająco głową i ściskając mocno uchwyt swoich bagaży ruszył przed siebie przekraczając bramy Hogwartu.

XXX

Harry westchnął z ulgą siadając przy wspólnym stole w Wielkiej Sali. Miał dzisiaj naprawdę koszmarny dzień i nie marzył o niczym więcej jak wejść pod kołdrę oraz zapomnieć o całym świecie. A czekał go jeszcze wspaniały szlaban z Mistrzem Eliksirów.

Cudownie było by również, gdyby przestali wlepiać we mnie swoje gały! Czy poważnie myślą, że tego nie zauważę?

Nie... Oni mają to po prostu gdzieś.

Zwęził groźnie oczy i skierował wzrok przepełniony gniewem na najbliższych gapiów. Tylko parę pierwszoklasistów odwróciło głowy w drugą stronę udając nagłe zainteresowanie jedzeniem. Starszacy patrzyli na niego hardo, a wręcz wyzywająco ośmielając go, aby coś zrobił.

Pewnie najlepiej coś agresywnego, aby potwierdzić ich teorie.

Pomyślał zirytowany nadziewając kiełbaskę widelcem z niepotrzebną siła. Siedzący obok niego Ron przewrócił oczami i pośpiesznie połknął ogromną ilość jedzenia, aby coś powiedzieć. Niestety zaktusił się opryskując resztkami jedzenia, siedzących na wprost Gryfonów. Nie przejmując się zdegustowanymi minami rówieśników zwrócił się do przyjaciela.

— Zauważyłeś, że Nietoperz nigdzie nie wisi? — zapytał zakonspirowanym głosem zerkając nieufnie na boki, obawiając się, że lada moment Postrach Hogwartu pojawi się przy nim. Z drugiej strony to był Severus Snape — wszystko było możliwe.

Harry już wchodząc do sali zdał sobie sprawę z nieobecności mężczyzny. Mając jednak cichą nadzieję, ponownie przyjrzał się gronowi nauczycielskiemu. Zaintrygowany zmarszczył brwi, coś innego zwróciło jego uwagę. Przy stole nie było również Dumbledore'a oraz Remusa. Całej trójki, która odpowiadała za jego dzisiejszy paskudny nastrój. Jednakże wzruszył ramionami i uniósł brwi do góry czekając, aż rudzielec opracuje do czego zmierzał.

— Założę się, że szykuje dla ciebie jakiś wyjątkowo paskudny szlaban — oznajmił ostrzegającym tonem, po czym dodał ciszej. — Powinieneś mu się odpłacić.

— Ron! — zawołała zbulwersowana Hermiona siadając z drugiej strony zielonookiego chłopaka i gniewnie kładąc książki na stół.

— Co znowu?! Sama widziałaś jak się zachowywał! Ponoć miał uważać na Harry'ego, a nie jeszcze bardziej gnębić! — warknął na swoją obronę Weasley wychylając się w jej stronę nad talerzem Złotego Chłopca.

Znowu się zaczyna, pomyślał znużony brunet przewracając zirytowany oczami. Ostatnio przyjaciele ciągle się kłócili o jego sytuację z Opiekunem Domu Węży, a on tkwił w jej samym środku. Również zazwyczaj traktowali go przy tym jak powietrze — tak jak teraz.

— Czasami jesteś taki ograniczony, Ronaldzie. Liczyłeś na taryfę ulgową z powodu więzi? — wycedziła dziewczyna przez zaciśnięte zęby marszcząc gniewnie brwi. — Jak mogliście być tak aroganccy, aby pisać liściki na lekcji!

Potter wydał z siebie westchnienie pełne cierpienia i odłożył sztućce. Przyjaciele nic nie zauważyli, za bardzo byli pogrążeni w burzliwej wymianie zdań.

— I co z tego? — zapytał burkliwym tonem Ron, lekko czerwieniąc ze złości na twarzy.

Gryfonka prychnęła pogardliwie i zniżając ton głosu wyjaśniła gorliwie:

— A to, że wyglądało jakbyście specjalnie go prowokowali, aby przetestować nowe granice.

Niestety po zakończeniu eliksirów Harry, doszedł do tego samego wniosku. Ale widząc zaciętą minę rudzielca uznał, że nie do wszystkich to dotarło. Wybraniec potarł z roztargnieniem czoło w okolicy blizny. W sumie nie opowiedział im o rozmowie jaką odbył z mężczyzną, gdy został w klasie. Pokazałoby to zgryźliwego, sarkastycznego i chłodnego profesora od innej strony. Szczerze powiedziawszy, to nie przekazał większości zdarzeń, które obejmowały jego i Snape'a. Dla bruneta były to ich prywatne momenty. Zdziwił się, gdy odkrył, że jest niechętny pomysłowi podzielenia się tymi momentami z przyjaciółmi. Chociaż może rudzielec przejrzałby trochę na oczy? Hermiona jest inteligentna, potrafiła wyłapać subtelne zmiany, ale Ron...

— Hermiono — zaczął spokojnie Chłopiec—który—przeżył próbując zapobiec powstającej kłótni, ale uparty najmłodszy syn Weasley wciął mu się w zdanie.

— Więc co? Mam go niby przeprosić?!

— Tak! — odparła hardo dziewczyna kompletnie ignorując siedzącego pomiędzy nimi Wybrańca, który próbował ją uspokoić.

— Zwariowałaś Herm, to ten dupek prowokował Harry'ego!

— Profesor Snape się powstrzymywał! Gdyby ktokolwiek inny okazał taki brak szacunku jak wy dwaj, to od razu by wylecieli z zajęć na dobre!

Ron zaśmiał się szyderczo patrząc na nią gniewnie.

— To teraz mam mu jeszcze dziękować?!

Dwójka Gryfonów kłóciła się coraz głośniej przy stole w Wielkiej Sali nie zdając sobie sprawy, że zaczęli ściągać spojrzenia innych uczniów. Harry miał już po dziurki w nosie nieustających krzyków nad swoją głową. Dodatkowo zupełnie ignorowali jego próby w złagodzeniu problemu. Jakby w ogóle by go tam nie było. Dając za wygraną zmierzwił z irytacją włosy i miał zamiar wstać od stołu, gdy niespodziewanie poczuł pieczenie w bliźnie. Zakręciło mu się lekko w głowie, więc podparł czoło na dłoni zamykając oczy.

Tylko nie tutaj. Nie teraz...

Zdołał pomyśleć zanim ból się nasilił, a blizna była coraz bardziej rozpalona. Syknął przez zaciśnięte zęby i garbiąc się położył czoło na drewnianym stole. Głowę schował w rękach i palce wplótł mocno w włosy. Jakby z oddali słyszał zaniepokojone głosy przyjaciół i profesor McGonagall. Kiedy już myślał, że ból rozsadzi mu mózg wszystko nagle ustało. Siedział chwilę bez ruchu biorąc uspokajające oddechy.

Wtedy dotarło do niego, że jak na porę kolacji jest wyjątkowo cicho. Pełen obawy uniósł głowę i rozejrzał się dookoła. Napotkał setki par oczu, wlepionych w niego z przerażeniem i pogardą. Jęknął i położył głowę z powrotem na blat stołu.

Teraz to każdy uwierzy w artykuł Proroka.

— Potter? — usłyszał zmartwiony głos profesor Transmutacji i poczuł delikatny dotyk jej dłoni na ramieniu. — Choć zaprowadzę cię do dyrektora.

Do Snape'a.

Nie wiedząc czemu, pomyślał o Mistrzu Eliksirów i przyłapał się na tym, że wolałby iść do tego burkliwego, zgryźliwego mężczyzny. Zamiast tego musi stawić czoła przesłodzonej herbacie i fałszywej trosce starego manipulanta. Wydał z siebie niewyraźny pomruk i wstał lekko chwiejnie na nogach.

— Harry? — zapytała niepewnym głosem Hermiona, a w jej oczach błyszczały łzy. — Przepraszam.

— Wszystko w porządku — przerwał jej siląc się na wiarygodny uśmiech i poklepał pocieszająco Rona po plecach, który na twarzy miał wypisane poczucie winny.

Rudzielec obwiniał się za to, że w porę nie dostrzegł zbliżającego się ataku. Kłótnia z Hermioną pochłonęła go tak bardzo, że przestał zwracać uwagę na otoczenie. Chłopiec—który—przeżył bardzo dobrze ich znał i był przekonany, że ponownie mają wyrzuty sumienia. W pewnym sensie zawsze czuli się odpowiedzialni za jego wizje i bóle blizny. Biczowali się za każdym razem, gdy miał atak, a ich akurat nie było w pobliżu. Nie miało dla nich znaczenia, że wszystko trwało zaledwie minutę oraz nie mogliby temu zaradzić.

Trochę się zachwiał, gdy ponownie uderzyły go zawroty głowy. McGonagall szybko złapała go za ramię, aby ustabilizować i powiedziała ostro:

— Idziemy, Potter. Teraz.

— Nie pozabijajcie się jak mnie nie będzie! — rzucił na od chodnego w stronę przyjaciół starając się brzmieć nonszalancko.

Na te słowa Hermiona uśmiechnęła się delikatnie, a Ron parsknął rozbawiony i podniósł kciuki do góry.

XXX

Wychodząc z Wielkiej Sali słyszał jak szepty i gwar powoli się podnosiły. Zdał sobie sprawę, że ponownie będzie gorącym tematem rozmów. Chłopiec—który—przeżył, Wybraniec czarodziejskiego świata ogarnięty przez ciemne siły czy groźny szaleniec? Właśnie takie nagłówki spodziewa się ujrzeć jutro z samego rana przy śniadaniu.

Niepewności, nieufność i lęk stopniowo przedostawały się przez mury zamku, powodując, że już nikt w nikogo nie wierzy. Voldemordowi udało się rozbić wzajemne zaufanie wśród czarodziejów. Pomału zaczynał panować chaos, ludzie nie wiedzą w czyim kierunku mają się zwrócić. Za kim mają podążać, kogo słuchać. Dwóch głównych liderów ma nieustannie różne opinie, Dumbledore i Ministrem Magii. Do niedawna społeczeństwo wierzyło też w niego. Choć Harry nienawidzi być obciążony tym ciężarem, to przynajmniej dawało to ludziom promyk nadziei. Liczyło na niego setki czarodziejów, że wystąpi naprzód i pokona w pojedynkę Toma. Harry w bezsilności zacisnął dłonie w pięści. Czego ci wszyscy ludzie od niego oczekiwali? Jest zwykłym nastolatkiem. Nie był naiwny, zdawał sobie sprawę, że sam nie ma szans z czarnoksiężnikiem. Ale teraz został okrzyknięty wspólnikiem Voldemorta, częścią jakiegoś demonicznego planu.

Musimy się zjednoczyć... W pojedynkę nic nie osiągniemy.

Tak powiedział kiedyś Dumbledore. Harry pamiętał jak mocno i przekonująco zabrzmiały wtedy słowa dyrektora wygłoszone do całej szkoły. Pamiętał z jaką łatwością udało mu się uwierzyć, że się uda tego dokonać.

Powodzenia z tym w obecnej sytuacji, dyrektorze.

Pomyślał nastolatek i odetchnął z ulgą, gdy oddalili się od Wielkiej Sali na tyle, że nie słyszał zgryźliwych komentarzy rówieśników. Po napiętych cechach profesor Transmutacji wyraźnie było widać, że jest zniesmaczona postawą pozostałych uczniów. Z trwogą spojrzała na niego nieświadomie wzmacniając uścisk na przedramieniu. Harry, który nadal czuł się jakby wielokrotnie dostał tłuczkiem w łeb, zmusił się do niewielkiego uśmiechu.

Wzdrygnął się zaskoczony, gdy niespodziewanie przed nimi zapłonął mały zwinięty pergamin papieru. McGonagall spokojnie wyciągnęła po niego dłoń, a płomienie momentalnie zgasły. Zdumiony Gryfon zdał sobie sprawę, że to musi być notatka przekazana przez Feksa. Co oznacza, że nadawcą jest... Szybko przeniósł spojrzenie na nauczycielkę i dokładnie obserwował jej mimikę twarzy starając się coś z niej wyczytać.

— Wygląda na to, że dyrektor zna bieżącą sytuację, Potter — oznajmiła z lekkim zdziwieniem, zanim rozwinęła wiadomość.

Kobieta była zdecydowanie niezadowolona i z każdym kolejnym przeczytanym słowem coraz mocniej zaciskała usta w cienką linie. Gdy skończyła promieniała ewidentną dezaprobatą i zmartwieniem, a notatka rozpłynęła się w powietrzu. Nie było po niej ani śladu. Bez żadnego słowa ruszyła dalej szybszym krokiem ciągnąc za sobą ucznia.

— Pani profesor, czy coś się stało? — zapytał lękliwie chłopak.

Minerwa zmarszczyła groźnie brwi i ignorując go nadal szła w stronę gabinetu dyrektora. Harry poczuł jakby coś ciężkiego zaczęło przygniatać mu płuca i spanikowany dopytywał się dalej:

— Komuś coś się stało? Czy to... — nie był wstanie dokończyć, miał wraże, że w gardle stanęła mu bryła lodu.

Gdy czarodziejka dostrzegła przerażenie w zielonych oczach westchnęła ciężko i z rezygnacją.

— Nie, Potter. Wszyscy są cali. Dyrektor wytłumaczy ci resztę — dodała ostanie zdanie ostrzejszym tonem, jakby miała nadzieje, że powstrzyma to Gryfona od dalszych pytań.

Harry poczuł ogromną ulgę, która po chwili została zastąpiona przez wątpliwość. Jeżeli wszyscy byli bezpieczni, to czemu ta powściągliwa kobieta jawnie pokazywała zmartwienie? Zwęził podejrzliwie oczy i przypatrywał jej się dyskretnie. McGonagall nie użyła dokładnie słów, że każdy jest bezpieczny. „Wszyscy są cali " to znaczy, że nikt jeszcze nie został zraniony. Ale komuś może zagrażać niebezpieczeństwo lub właśnie teraz walczy. Profesor Transmutacji nie rzuca słów na wiatr, podobnie jak Snape...

Z rozmyślań wybił go głośny gong zegara wybijający godzinę osiemnastą. Przystaną na chwilę oglądając stary stojący zegar, który właśnie mijali. Jakoś wcześniej nie zwracał na niego uwagi. Lecz teraz ustawione w jednej linii wskazówki, wydawały mu się dziwnie złowieszcze. Nie mogąc pozbyć się niekomfortowego uczucia, szedł dalej. Niespodziewanie przypomniał sobie dopiero, gdy byli przy gabinecie dyrektora.

— O osiemnastej miałem być na szlabanie u Snape'a.

Nie wiedział dokładnie dlaczego, ale potrzebował wypowiedzieć te słowa na głos. McGonagall widocznie posępniała i pocieszająco położyła dłoń na jego ramieniu.

— Nie przejmuj się tym, Potter. To są specjalne okoliczności — mówiąc to zacisnęła mocno usta.

Wybraniec zmarszczył brwi zamyślony, nie chciał pogarszać swoich relacji z Mistrzem Eliksirów, a zwłaszcza po wcześniejszych zajęciach. I czuł się już trochę lepiej.

— Snape, zawsze mówi, żebym nie zasłaniał się specjalnymi okolicznościami — odparł oburzonym tonem nie potrafiąc ukryć żalu, po czym dodał z przekonaniem — wkurzy się, jeśli nie przyjdę...

— Harry, profesor Snape nie zjawi się na twoim szlabanie — przerwała mu rzeczowym tonem profesor.

— Co? Czemu? — zapytał zdziwiony brunet, zaczynając się martwić.

Nie rozumiał o co dzisiaj w tym wszystkim chodzi. Opiekun Ślizgonów dobrowolnie nie zrezygnowałby z okazji, aby mu odpłacić za jego wyczyny na lekcji.

— Albus wszystko wyjaśni, idź — mówiąc to kobieta popchała go w stronę kamiennego gargulca, który momentalnie się odsunął ujawniając strome schody.

Harry patrzył z mieszanymi odczuciami za odchodzącą Opiekunką Gryfonów. Walczył z silnym pragnieniem, aby nie pobiec do lochów i na własne oczy przekonać się czy czeka tam na niego zgryźliwy mężczyzna. Coś mu nie pasowało w tej całej sytuacji, choć nie potrafił dokładnie wskazać co jest nie tak. Wzdychając zrezygnowany zaczął pomału wchodzić po schodach.

Wtedy wpadł mu do głowy pewien pomysł. Snape udowodnił, że poważanie traktuje ich więź i spełniał jej zobowiązania za każdym razem. Zawsze odnajdował nastolatka, gdy ten cierpiał, miał wątpliwości lub był po prostu samotny... Więc czemu mężczyzna nie zjawił się dzisiaj, gdy poczuł ból? Być może nie będzie musiał sam wysłuchiwać uroczych zapewnień dyrektora. Sama możliwość, że Mistrz Eliksirów czeka na niego w gabinecie znacznie polepszyła mu samopoczucie. Wyobraził sobie jak mężczyzna stoi nadymany z skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej i narzeka, że Gryfon jest ślamazarny. A gdy brunet tylko otworzy drzwi to momentalnie na niego naskoczy: „ Potter! Tyle razy powtarzałem, abyś przykładał się do oklumencji!"

Harry zaczął delikatnie się uśmiechać, gdy w końcu dowlekł się na górę. Miał zapukać kiedy dotarł do niego nieznajomy głos mężczyzny:

— O tak, Severus! — powiedział ktoś z udawanym zaskoczeniem, po czym dodał wesołym tonem — Chyba nie próbujesz mnie przekonać dzięki obecności światowej klasy Mistrza Eliksirów?

Nastolatek usłyszawszy te słowa zamarł z dłonią na klamce, a drugą w połowie drogi do drewnianych drzwi.

— Dlaczego miałbym się zgodzić, dyrektorze? Znasz mnie. Uwielbiam podróże i wolności — ponownie odezwał się obcy mężczyzna.

Nastąpiła napięta cisza, zanim dyrektor odpowiedział głosem przepełnionym powagą:

— Twoje umiejętności i znajomości różnych kultur wysoce zostaną docenione na tym zamku. Dodatkowo, jeśli Voldemort wygra i uzyska władzę, której tak pożąda nie będzie miejsca na świecie, w którym mógłbyś się poczuć wolny.

— Severus będzie zachwycony na myśl o ponownej współpracy. Przynajmniej tak myślę — odparł nieznajomy wzdychając ciężko.

Dumbledore roześmiał się delikatnie i powiedział pogodnie:

— Zaiste, nie mogę się doczekać jego miny na te wieści!

Harry przełknął głośno ślinę i nie mogąc dłużej powstrzymać ciekawości mocno zapukał.

Kim jest ten facet i co go łączy z Snape'em?


CDN...

Zostawcie po sobie ślad i napiszcie co tam u was w duszy gra!