Ray

Niepostrzeżenie wślizgnąłem się przez okno do pokoju. Lata praktyki sprawiły, że przy wskakiwaniu na drzewa nawet liście nie wydawały szelestu, co było dla mnie dużym osiągnięciem. Ostatnio musiałem być szybki i cichy, w przeciwnym razie już dawno byłoby po mnie.

Bez ściągania ubrań rzuciłem się na łóżko, i niemalże natychmiast zasnąłem.


Stałem na środku wielkiej sali, unieruchomiony. Cudownie, tracę nad nimi kontrolę, pomyślałem. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, bym nie mógł się poruszyć. Co jeszcze do tego dojdzie? Choten i Amarantis, próbujący mnie zabić w mojej własnej głowie? Tylko tego brakowało.

Spróbowałem wyrwać się z niewidzialnej dłoni, ściskającej mnie. Za pierwszym razem nie udało mi się poruszyć choćby palcami, potem jednak było już lepiej. Z każdą chwilę odzyskiwałem kontrolę nad własnym ciałem, jednakże czułem napierającą na moje ciało energię. Musiałem z nią bezustannie walczyć, co wychodziło mi coraz lepiej.

Nagle za swoimi plecami usłyszałem głos. Wydawało mi się, że go znam. Odwróciłem się.

Na przeciw mnie stała szczupła, średniego wzrostu kobieta, nosząca zniszczone ubrania. Moją uwagę zwróciła inna rzecz. Miała te same blond włosy i zielone oczy, co Allie, a także ten sam zdeterminowany wyraz twarzy. Wiedziałem już, przed kim stoję.

-Pani Underhill.

-Witaj, Raidenie. Przepraszam cię, że ściągnęłam tu cię w tak nietypowy sposób, ale twój duch stawiał bardzo duży opór- powiedziała. Uznać to za komplement?

-O co chodzi? Podejrzewam, że musiał istnieć jakiś powód naszego spotkania.

-Jest on bardzo prosty - musisz chronić moją córkę- oznajmiła. Znieruchomiałem, bynajmniej nie z powodu zaklęcia.

Zdenerwowałem się.

-Skoro prosi mnie pani i coś takiego, to musi mi pani powiedzieć, dlaczego zostawiła pani Allie. Na pewno musiał być jakiś naprawdę ważny powód tego, co pani zrobiła.

Milczała chwilę, ale w końcu zebrała się na odwagę, by wyznać mi prawdę.

-Musiałam odejść. W wieku dziesięciu lat Allie miała rozpocząć szkolenie, przypominające trochę to świątynne. Tak, wiem o Zakonie, i nie pochwalam niektórych jego działań. Twoja obecność wiele zmieniła, Raidenie. Podwładni Amarantisa znaleźli mnie, kiedy postrzegałam przyszłość, albo raczej próbowałam. Powiedzieli mi, że wiedzą o Allie, i że nakazują ją oddać. Doszło do wymiany. Ja poszłam z jego sługami, a moja córka została tylko z ojcem.

Czułem, że mówi szczerze. Współczułem jej. Sam nie chciałbym znaleźć się w podobnej sytuacji.

-Na czym ta ochrona miałaby polegać?

-Pilnowanie, by nie dopadli jej słudzy ducha, tylko o tyle cię proszę. Widziałam na własne oczy, że od ciebie będzie zależeć jej życie.

Nie musiała mi dwa razy powtarzać.

-Zrobię dla Allie wszystko.

Kobieta miała chyba zamiar coś jeszcze powiedzieć, lecz wtedy obydwie rękawice zaczęły wibrować, jak gdyby ostrzegając przed niebezpieczeństwem. Odwróciła się i zaczęła biec. Spróbowałem ją zatrzymać.

-Znaleźli mnie! Ty również musisz uciekać. Jeszcze się z tobą skontakuję.

W kilka chwil później rozpłynęła się we mgle, a ja znalazłem się z powrotem w swoim pokoju.


Przespałem kilka godzin w spokoju. Nie miałem ochoty wstawać, ale wtedy zorientowałem się, że pukanie w oknie jest wywoływane przez unoszącą się, niewielką kulkę. Szybko zerwałem się z łóżka, przebrałem w czyste ubrania i zbiegłem po schodach.

Przywitał mnie dziadek.

-Witaj Raidenie, dobrze spałeś?

-Tak, dziadku. Gdzie rodzice?

-Już w pracy. Twój przyjaciel, Gabriel, był tu przed chwilą. Prosił, byś jak najszybciej się z nim spotkał. Zrobiłem ci śniadanie, zjesz je po drodze.

-Dziękuję, oji-san.

Wziąłem do ręki pakunek i wybiegłem z domu. Instynkt mówił mi, że coś jest nie tak, byłem tym bardziej zaniepokojony, ponieważ w skontaktowała się że mną matka Allie. Jeśli cokolwiek jej się stało, nie daruję.

Niemalże wpadłem na Gabe'a.

-Stary, co się dzieje?

-Allie źle się czuje. Krzyczy, że widzi dziwne obrazy i że mam ją zostawić w spokoju. Może ty coś na to pomożesz.

Przyspieszyłem i w trzy minuty dotarłem do jej starego domu. Wbiegłem po schodach na górę, a to, co tam zobaczyłem, wprawiło mnie w osłupienie.

Po pokoju Allie leżały porozrzucane książki i ubrania, firanki były w strzępach, a rozbite szkło zrobiło dziury w ścianach. Dziewczyna była po środku tego wszystkiego - siedziała skulona i krzyczała, płacząc. Podszedłem do niej powoli, rozchylając rękawicami barierę.

Uklękłem przy niej, opierając magii.

-Hej, Allie, jestem obok. Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz - powiedziałem cicho. Nie zareagowała, więc dotknąłem jej ramienia. Zrozumiałem, że tylko tak dowiem się czegoś więcej.

Pociemniało mi przed oczyma, toteż zorientowałem się, że Allie musiała postrzegać. Po chwili ukazały mi się obrazy. Z początku nie wiedziałem, co się działo, lecz później zacząłem rozróżniać kształty. Wszędzie były płomienie. Skupiłem się.

Jakaś twierdza była osłonięta barierą z ognia, natomiast przed nią walczyły trzy... no dobra, dwoje ludzi i duch. Na wszelkie sposoby starali się wyeliminować przeciwnika. Jeden z walczących trzymał w dłoniach katanę, w której lśniącym ostrzu odbijały się języki ognia. Duch zdawał się unikać interakcji z nim, co w sumie ułatwiało walkę wojownikowi. Mógł skupić się na drugim przeciwniku.

Mężczyzna na niego czekał. Wyciągnął do niego rękę, z której wystrzelił słup czarnych płomieni. Wydawałoby się, że nic to nie zmieniło, lecz od tamtego momentu wojownik walczył coraz gorzej, aż w końcu upadł, targany wstrząsami. Wiedział, że już nie wygra. Odwrócił się w stronę miasta i coś krzyknął.

Wtem wszystko pochłonęła dziwna energia. Kiedy zniknęła, duch był bardzo osłabiony, zaś walczący ludzie leżeli na ziemi. Zorientowałem się, kim oni byli. Jeden z nich nie żył. I to byłem ja.

Byłem zbyt zszokowany, by cokolwiek zrobić, ale musiałem się ogarnąć. Podniosłem się i wyciągnąłem dłonie ku Allie. Rękawice zaczęły emanować maną.

-Już jest dobrze. To tylko zły sen- mówiłem, uspokajając dziewczynę. Po kilku chwilach zasnęła, a ja położyłem ją na łóżko.

Gabe kręcił się niespokojnie.

-I co?

-Poszła spać. Pilnuj jej, tymczasem ja poszukam czegoś, by taka sytuacja się nie powtórzyła.

Oczywiście nie wiedziałem, co mam zrobić, ale z pomocą przyszła mi książka, którą znalazłem w bibliotece. Znalazłem rozdział o postrzeganiu. Przewertowałem szybko kartki, poszukując informacji na temat niekontrolowanej wersji tejże zdolności. Znalazłem.

Wbiegłem z powrotem na górę. Położyłem dłonie na głowie Allie i wyszeptałem kilka słów mocy. Miały one choć trochę ulżyć dziewczynie. Po chwili poczułem się całkowicie wyzuty nie tylko z many.

Wyszedłem bez słowa z domu Allie. Będę musiał się dowiedzieć czegoś więcej na temat wizji, którą miała. Mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle.