Rozdział już jest, jak obiecałem, ten skupia się na parringu yuri, KonanxSakura, zapraszam do lektury.
Co to było? Sakura zachodziła w głowę nad sceną jaka odbyła się przed godziną. Kushina, jej nowa rywalka przejawiła do niej uczucie którego nie spodziewała się od niej : sympatię.
-Sakura, zrobisz szybki obchód? – spytała blond pielęgniarka.
-Co? Aa, tak, już się robi. – odpowiedziała pośpiesznie dziewczyna wstając i szybkim kokiem zmierzając do chorych.
To był ciężki dzień, trzy starcia z Kushiną były dla niej potwornym przeżyciem, czemu tak bardzo się nie lubiły? I o co chodziło z tą ostatnią akcją? Czy naprawdę się zmieniła? A może to tylko kolejna gra?
-Mam nadzieję że dowiem się tego szybko, boję się tego co się może stać z Naruto… - westchnęła podchodząc do pierwszych drzwi. Zaglądając przez szybę w drzwiach, Sakura widziała kobietę o niebieskich włosach, trafiła tutaj kilka godzin temu, prosto z walki z członkiem Akatsuki, Tobim. Naruto, co ty sobie myślałeś? Wciąż trudno jej było uwierzyć że za namową Naruto wioska przyjęła Konan jak swoją. Przecież ona odebrała życie tylu ludziom w wiosce, zaatakowała mnie, Hinatę, Ino, Shizune-sempai i Tsunade-sama… Mimo to, leży teraz w naszym szpitalu i mam się nią zajmować. „Jako medyczna kunoichi, będziesz ratowała życie bez względu na to kim jest dana osoba. Pamiętaj, nawet jeśli ktoś był kiedyś wrogiem i cię skrzywdził, jeśli zostanie zraniony jako twój sojusznik, twoim zadaniem jest go opatrzeć". Tsunade-sama, co ty musiałaś przejść żeby to powiedzieć? Pomimo że mieszkańcy wioski zaczęli już ją traktować jak swoją, to Sakura wciąż miała z tym trudności. Wciąż miała przed swoimi oczyma te wszystkie krzyki i zakrwawione zwłoki. Wszystko dlatego że ona i Pain zaatakowali wioskę szukając Naruto. Jestem Aniołem wysłanym przez Boga. Sakura weszła do środka i stanęła nad nią, obserwując ją spokojnie. Zdjęto jej maskę tlenową, jej płuca pracowały prawidłowo i czekano jedynie aż się obudzi. Musiała jednak przyznać, Konan była ładna, według danych miała dwadzieścia pięć lat i mimo że wygląda niczym kobiecy terminator, to Sakura nie mogła się powstrzymać od komplementu; była piękna.
-Tenshi ( Anioł ) co? – syknęła cicho kunoichi. Niczym na komendzę oczy Konan się powoli otwarły i gdy ujrzały Sakurę jej usta uśmiechnęły się delikatnie.
-Proszę, nie nazywaj mnie tak. Nie używam już tego przydomku. – odpowiedziała zachrypnięta. Sakura odwzajemniła uśmiech i odgarnęła jej grzywkę z czoła.
-Jak się czujesz? – spytała różowowłosa.
-Nieszczególnie, co mi się stało? Mocno oberwałam?
-Nie wiem co się stało ale oberwałaś dość mocno. – odpowiedziała Sakura spoglądając na kartę pacjenta wiszącą obok łóżka. – Głęboka rana kłuta w okolicach wątroby, oparzenia pierwszego stopnia, kilka głębszych cięć i połamane żebro. Co do tej rany kłutej, wystarczył milimetr głębiej i byłoby tobie. Miałaś szczęście że Naruto tak szybko cię do nas zabrał, nie wiem czy dałabym radę cię uratować gdybyś przybyła minutę póź…niej…
Sakura urwała widząc zapłakaną twarz Konan. Dziewczyna z Ame płakała po cichu, nie łkała ani nie wyła, jej gardło było zbyt wyschnięte a usta zbyt suche. Sakura nie wiedziała co się dzieje.
-Wszystko w porządku? – spytała lekko speszona nastolatka.
-Tak. – odpowiada dziewczyna. – Powiedz mi, czy Naruto i Kushina-san… czy dali radę?
Sakura nie miała pojęcia co ma odpowiedzieć. Skłamać, by poczuła się lepiej, delikatnie uniknąć odpowiedzi czy może powiedzieć prawdę? Nigdy nie okłamuj pacjenta. Sakura spuściła głowę tak by cień zakrył jej oczy, by mogła spokojnie spojrzeć Konan w twarz.
-Nie wiem ale sądząc po ich nastrojach gdy przyszli cię zobaczyć… raczej nie.
Konan zamknęła mocno oczy, próbując zatrzymać kolejne łzy jednak to tylko pomogło im wydostać się z jej kanalików łzowych. Dziewczyna z Ame płakała rzęsiście a Sakura poczuła coś czego nie powinna nigdy czuć, ani jako Kunoichi ani jako medyczny ninja; bezsilność. Nie mogła, nie wiedziała co może zrobić by pomóc jej pacjentce.
-Konan-san, wszystko w porządku?
-Zawiodłam… - załkała cicho. – Zawiodłam was… tak bardzo przepraszam…tak bardzo mi przykro…
Szlag! Czemu mi tak źle? Sakura nie rozumiała tego co się działo. Całe jej ciało zaczynało wrzeć, zrobiło się jej ciężko na brzuchu i była wkurzona, ta bezsilność sprawiała że jej krew wrzała. Dlaczego tak reagowała?
-Yahiko…Nagato…wybaczcie…
Sakura podeszła po fotel który znajdował się w rogu pokoju, przeniosła go tak by siedziała obok łóżka Konan a gdy usadowiła się w nim, chwyciła zabandażowaną dłoń Konan i zaczęła zatać delikatne kółka kciukiem. Konan przestała płakać i otworzyła oczy by spojrzeć pytająco na medyczną kunoichi.
-Nie znałam twoich przyjaciół, nie wiem nawet za bardzo o co chodzi ale wiem że cokolwiek się stało, nie mają ci tego za złe.
-Skąd możesz to wiedzieć? – spytała cicho.
…
-Bo sama nie miałam za złe pewnej osobie, gdy nie spełniła mojej prośby.
***Trzy lata temu, Szpital Konohagakure***
-Sakura, przykro mi ale…misja zakończyła się niepowodzeniem.
Co?! Ale…Czyli Sasuke-kun…
Dziewczyna spuściła wzrok na ziemię. Nie udało się. Sprowadzę Sasuke z powrotem. To obietnica życia. Naruto…dlaczego…
-Sakura, posłuchaj mnie. – zaczęła Tsunade podnosząc głos. W pokoju były tylko one i Shizune z TonTon którą trzymała w rękach. Hokage patrzyła na nią surowym wzrokiem który przeszywał ją na wskroś. – Nie obwiniaj Naruto. On niemalże umarł gdy podczas tej misji. Kakashi znalazł go niesamowicie pokiereszowanego i bliskiego śmierci. On i Sasuke stoczyli bitwę i dali z siebie wszystko co mieli, jednak…
-Rozumiem…
A przynajmniej staram się zrozumieć. Sakura stała pośrodku pokoju niczym przysłowiowa sierota. Nie wiedziała co zrobić, co myśleć, co ma powiedzieć. Jej drużyna się właśnie rozpadła, jej przyjaciel z drużyny leży połamany w szpitalu a ukochany odszedł do szaleńca by stać się silniejszym. Dlaczego? Dlaczego to wszystko tak się pogmatwało? Sakura, dziękuję. Po tych słowach, wiedziała że Sasuke opuści wioskę. Czuła że nie wróci do niej już nigdy. Jednak mimo to, usilnie, niczym głupia, próbowała go zawrócić a jedyne co zrobiła to zraniła swojego przyjaciela…
-Jestem żałosna. – załkała cicho zaciskając pięści.
Obie kobiety zaczęły wpatrywać się i wsłuchiwać w stojącą przed nimi geninkę.
-Jestem taka żałosna…
Niczym rażona piorunem, Tsunade wstała i podbiegając do Sakury, zadała jej cios w brzuch po czym podniosła ją za gardło i przycisnęła gardłem do ściany.
-TSUNADE-SAMA!
-Nie wtrącaj się, Shizune! – odkrzyczała Tsunade w stronę swojej asystentki, po czym spojrzała twardo w stronę Sakury.
Uścisk na przełyku był mocno ale nie na tyle by ją udusić, miotała nogami próbując dotknąć ziemi a jej ręce próbowały poluzować uścisk Sanninki, bezskutecznie.
-Spójrz na siebie… - zaczęła blondyna - Jesteś żałosna, jesteś słaba i nic nie umiesz. Niczym dziecko próbujesz się wyrwać z mojego uścisku, paraliżuje cię strach i niemoc. A przecież możesz, przy pomocy chakry, odbić się od ściany i kopnąć mnie w podbródek, masz wtedy element zaskoczenia, wyrwanie się z uścisku i szansę na to że po ciosie stracę przytomność.
-O co pani chodzi? – pyta Sakura lekko wściekła pozwalając by łzy wściekłości, żalu i bezsilności popłynęły z jej oczu.
-O to że czas przestać żyć w świecie różowych marzeń młoda. – Tsunade puściła jej przełyk a Sakura osunęła się delikatnie po ścianie. Gdy Sakura wylądowała na podłodze podkurczyła nogi pod siebie i złapała się za gardło, kaszląc i łzawiąc. Tsunade patrzyła na dziewczynę pogardliwym spojrzeniem. - To bezlitosny świat który jest niebezpieczny, szczególnie dla kobiet takich jak my. Jesteś słaba, nic nie umiesz i jesteś bezużyteczna. Właśnie tak o sobie teraz myślisz, prawda?
Sakura potrząsnęła głową. Była przerażona, nie wiedziała co się stanie w następnej chwili.
-Coś ci powiem. – ciągnęła blondyna zamykając oczy i wracając do biurka. – Kiedyś też byłam taka jak ty. Myślałam że swoją wiedzą uratuję swoich bliskich, że jako kobieta nie będę musiała się starać i że mój rycerz w lśniącej zbroi zrobi wszystko za mnie. Lecz to nie jest prawdą. Nas, kobiety, mami się od małego kłamstwami, że wystarczy pięknie wyglądać i kiwnąć palcem i wszyscy i wszystko padnie nam do stóp.
-Tsunade-sama…
-To kłamstwo. Dlaczego chciałaś zostać kunoichi?
-To oczywiste! – odpowiedziała wściekle wstając - Bo…
-Bo?
Sakura nie mogła uwierzyć. Nie znała odpowiedzi na najważniejsze pytanie w tym wszystko. Po co została ninją? Po to by zaimponować Sasuke-kun? Po to aby pokazać Ino że nie potrzebuje jej pomocy by być silną?
-Bo…
Tsunade otworzyła oczy by ujrzeć bezsilną dziewczynę. Dziewczynę która kochała, straciła i cierpiała. Która śmiała się i płakała. Tak samo jak ona kiedyś. Nie mogąc wytrzymać konfliktu uczuć w jej sercu i duszy, tej bitwy pytań, żalu i smutku, wstydu i bólu jaki czuła w sobie. Koniec końców, ponownie usiadła na ziemi i zaczęła płakać, wyjąć żałośnie. Shizune obserwowała to wszystko w ciszy, nie wiedząc co zrobić. Spoglądała to na swoją mistrzynię, to na młodą dziewczynę. Tsunade-sama, co chcesz osiągnąć takim okrucieństwem?
Tsunade widząc złamaną Kunoichi ponownie wstała i podeszła do niej, po czym uklęknęła i przytuliła ją do siebie. Sakura dopiero po chwili zauważyła co się dzieje, przestała płakać bo, najzwyczajniej w świecie, zgłupiała.
-Hokage-sama?
-Już dobrze. – zaszeptała blondyna spokojnie. – Byłam kiedyś taka sama jak ty, w podobnej sytuacji. Wiesz… straciłam mojego brata na Drugiej Wojnie a ukochanego na Trzeciej, w międzyczasie odszedł także Orochimaru. Straciłam wiele bliskich mi osób i znam ten ból. Nikt na niego nie zasługuje. Rozumiem co czujesz ale nie kieruj swojej złości w stronę Naruto, Kakashiego ani niczyją. Niech twoja wściekłość będzie napędem , motorem do tego by stać się silniejszą.
Shizune widząc tą scenę uśmiechnęła się ciepło a TonTon westchnęła z ulgą. Tsunade zrobiła kroczek do tyłu i wytarła łzy Sakury rękawem od swojego kimona.
-Mimo że jestem tutaj krótko to cały czas was obserwuję i wiem, że Naruto na pewno dał z siebie wszystko i jeszcze więcej, że zrobił to dla ciebie. Mało który mężczyzna byłby gotów zrobić coś takiego. Mieć takiego przyjaciela jak on to skarb, dbaj o niego. Pozatym...
-Ucz mnie.
-Co?
-Ucz mnie! – powtórzyła dziewczyna kłaniając się z czołem niemalże stykając się z podłogą. Błagała na kolanach, miała dość i była gotowa na wszysto. - Nie chcę być ciężarem dla Naruto, Kakashi-sensei albo kogokolwiek. Zawsze byłam ratowana i nic nie umiałam zrobić, nie chcę być nieprzydatna, chcę móc ochraniać moich bliskich, tych na których mi zależy . Błagam cię, Hokage-sama!
Tsunade spoglądając na młodą Kunoichi nie mogła uwierzyć w niespodziewany obrót zdarzeń. Nie wiedząc co zrobić, spojrzała na Shizune która uśmiechnęła się ciepło w jej stronę i skinęła głową. Blondyna znów spojrzała na różowowłosą.
-Nim się zgodzę, chcę wiedzieć, co powiesz Naruto gdy się zobaczycie?
Co mu powiem? Pewnie zamartwia się tym że zawalił sprawę, a po tym co dla mnie zrobił, nie mogę być na niego zła. Zrobił to dla mnie, pomimo że to była jego najtrudniejsza misja, doszedł tak daleko, niemalże umarł. Wszystko dla mnie… jak mogę być na niego zła?
-Nie jestem na niego zła. Powiem mu że następnym razem, zrobimy to wspólnie.
***Z powrotem w szpitalu***
-Konan-san, kiedyś byłam w tej samej sytuacji. – kontynuowała Sakura wciąż gładząc kciukiem dłoń kobiety z Ame, która słuchała jej z uwagą. - Byłam na siebie wściekła, czułam się bezsilna i bezwartościowa. Jednak ktoś mi pomógł zrozumieć, że nie powinnam się nad sobą użalać. Powinnam zamienić tą wściekłość i smutek w napęd, siłę, dzięki któremu sprawię że to się już więcej nie powtórzy. Dlatego proszę…nie płacz już.
Konan i Sakura patrzyły na siebie w milczeniu, ich twarze oświetlone bladym światłem księżyca. Bursztyn spotkał się z jadeitem, szukając wzajemnie zrozumienia. Dwie dusze, tak podobne do siebie, spotkały się w tym spojrzeniu. Sakura poczuła dziwny impuls, momentalnie jaj usta zrobiły się suche a jej twarz zaczęła się przybliżać, Konan z kolei poczuła dziwną uległość, jakby młodsza medyczka rozbierała ją wzrokiem. Światło księżyca zostało przysłonięte przez przelatujące chmury. W chwili mroku, jedyne co dostrzegały obie Kunoichi to powiększające się oczy drugiej kobiety, a gdy światło znów zaczęło oświetlać pokój, obie zastygły w bezruchu i wyszczerzyły na siebie oczy. Ich usta dzieliło kilka milimetrów, czuły swoje wzajemne oddechy lecz żadna z nich się nie ruszyła, zastygły w bezruchu.
-Sakura-san.
Dopiero wchodząca do środka inna pielęgniarka sprawiła że Sakura odskoczyła od łóżka Konan i wyprostowała się niczym sprężyna, Konan zaś obróciła twarz w drugą stronę i ukryła ją w poduszce.
-T-tak? – spytała zażenowana kunoichi próbując ukryć rumieńce.
-Mamy pacjenta, możesz się nim zająć?
-T-tak, już idę. – odpowiedziała szybko dziewczyna, pielęgniarka wyszła a obie dziewczyny odetchnęły z ulgą po czym nastała niezręczna cisza.
Obie dziewczyny spojrzały po sobie, całe czerwone na twarzach i zaczęły się gromko śmiać.
Deja vu? Pomyślała Sakura łapiąc się za brzuch jednak przestała się śmiać kiedy usłyszała śmiech Konan. Ten dźwięk zaczął wibrować w jej uszach i ją rozgrzewać. Gdy Konan zauważyła kątem oka wpatrującą się w nią Sakurę, przerwała i zaczęła się w nią wpatrywać z uśmiechem.
-Pięknie się śmiejesz. – wypaliła Sakura czerwieniąc się. Co do cholery? Czemu to powiedziałam?
-Dziękuję, ty..ty też. – odpowiedziała równie czerwona Konan. Sakura zrobiła krok w tył i wskazała kciukiem na drzwi.
-Ja będę się zbierać, muszę…sama wiesz.
-Pewnie. – powiedziała szybko Konan a Sakura szybkim krokiem podeszła do drzwi i chwyciła za klamkę.
-Wpadniesz jeszcze? – spytała cicho i niewinnie kunoichi z Ame. Przez moment na Sali panowała cisza, po czym Sakura otwarła drzwi i uśmiechnęła się do niej przez ramię.
-Pewnie, jak tylko się z nim uporam.
Wiem że krótki ale mam naprawdę dużo roboty do szkoły, pozatym, nie wiem jak to dalej pociągnąć na obecny moment.
W następnym rozdziale, dowiecie się jak Kushina zareaguje na historię swojego syna. Czy postanowi powyżynać wszystkich w pień? A może zrobi coś innego? Komentować i zapraszam za dwa tygodnie, w następną sobotę natomiast, rozdział PZG. Głosujcie też w ankiecie, jaki pakt ma mieć podpisany Konan jeśli chodzi o Kuchiyose no Jutsu? Jeśli waszego wyboru nie ma, napiszcie swój i dlaczego. Zapraszam też do lektury "Jak poznałam waszą Matkę", krótkiego two-shoota z Misaką i Kuroko, moimi ulubionymi esperkami. Zapraszam do lektury jak też do zobaczenia wkrótce! Oceniajcie i komentujcie!
