Dziękuję wam za wsparcie i komentarze nawet nie wiecie jak to cieszy i motywuje!
Rozdział 11.
Nie do końca Ślizgon
Leżała twarzą w dół, a każda następna sekunda uświadamiała, jak bardzo ma obolałe ciało.
Jeżeli czuła ból, to musiała żyć. A jeżeli żyje, to ostatnie zdarzenia nie były koszmarem, a prawdą. Jeżeli, więc były prawdą, to została schwytana przez wilkołaka Greyback'a. W takim razem nie mogła żyć, chyba że to rozszarpane części ciała myślały za nią. Po uświadomieniu sobie, jak bardzo absurdalnie brzmi ta myśl nabrała powietrza, by upewnić się, czy nadal może oddychać. Może. W takim razie została schwytana i jest przetrzymywana w jakimś obskurnym lochu, aby zostać poddana torturom. Do innego logicznego wyjaśnienia nie doszła.
Poczuła słoną ślinę na ustach. Jeszcze jeden wdech i wydech, już spokojniejszy. Kiedy nozdrza zaczęły funkcjonować poczuła zapach, który przypominał jej chłodny jesienny wiatr. Cicho jęknęła w poduszkę przewracają się na drugi bok.
Może trafiła do nieba? Albo co gorsze do piekła... Ale czy w piekle może istnieć tak przyjemny zapach? Pewnie to rodzaj jakiś tortur. Ta druga opcja była całkiem prawdopodobna, w końcu ostatnio dużo kłamała.
Odważyła się otworzyć oczy i widząc obraz powoli rozjaśniający się stwierdziła, że to miejsce zdecydowanie nie można zaliczyć do miana lochem. Chociaż...
Łapiąc dłonią za podbrzusze, a drugą podciągając się do pozycji siedzącej, owładnęła wzrokiem miejsce, w którym przebywała. Nie należało do najcieplejszych, jednak po wystroju wskazywało, że właściciel jest kimś bogatym. Stwierdziłaby, że nawet gustownym, gdyby nie przerażające obrazy, z których wydobywały się krzyki i jęki. Zaczęła śledzić wzrokiem obraz, który przedstawiał dzieci wkładające sobie głowy w gilotynę.
Zdecydowanym ruchem zdjęła kołdrę usadzając stopy na zimnej posadce. Opanowując zawroty głowy zmusiła się do wyprostowania nóg, z których rozległo się głośne strzelanie kości. Coś jej nie pasowało. Zdecydowanie to miejsce budziło podejrzenia. Spojrzała w dół na swoje stopy i na powrót otępiałym wzrokiem wpatrzyła w postać dziewczynki z obrazu, która tym razem uważnie obserwowała jej osobę.
Zrobiła to raz kolejny i z trudem stłumiła krzyk w gardle zamieniając go na cichy lecz długi jęk. Jeżeli jakimś cudem nie zamieniła się w Hobbita, bo rozmiar stóp na to wskazywał, to musiała...
– Nie – szeptała szukając coś, co ukazałoby jej odbicie, ale niczego nie mogła się doszukać.
Żołądek skręcił się w bólu powodując głośnie burczenie. Znała ten żołądek na wylot. Potykając się o stopy, starała stłumić panikę, która zaczęła napierać na jej ciało pełną siłą.
– Nie – powtórzyła raz kolejny, kiedy do pokoju weszła kobieta. - To się nie może dziać naprawdę.
– Lepiej się czujesz?
„Nie" – pomyślała w odpowiedzi, bezwładnie opadając na fotel za sobą.
Zaraz zemdleje – pomyślała.
Chwilę przyglądała się zadbanym dłonią, które drżały przed jej piersią. Długie, zgrabne palce wiły się w powietrzu, po czym zacisnęły się na twarzy tłumiąc wydobywający krzyk z gardła.
– Oszalał, mówiłem, żeby posłać go do Munga – na wydźwięk tego głosu powoli zjechała dłońmi w dół naciągając skórę pod oczami. Serce stanęło na kilka dłuższych chwil na powrót powodując zawroty w głowie. Opierając łokcie o nagie kolana, obrzuciła otępiałym wzrokiem osoby stojące na drugim końcu pokoju.
„ Tylko nie on" – wnętrzności zaczęły bulgotać, jak gotujące się opary w kotle. Musiała zostać przeklęta.
– Draco, nie wygaduj bzdur – kobieta zrobiła krok w przód, na co Hermiona wbiła się w oparcie fotela obejmując kolana ramionami. – Rany nie powinny już cię tak boleć, medycy długo nad tobą siedzieli.
Starała się przełknąć ślinę, która od jakiegoś czasu zawadzała w gardle, ale wywołało to tylko suchy kaszel. Złapała mocno za poręcz fotela i mocnym ruchem wstała na nogi. Zachwiała się w miejscu zaciskając dłonie na skórze głowy.
– Łazienka – wychrypiała z ledwością, a głos zapiał nienaturalnym sopranem. Kilka gwiazdek zleciało z nieba powodując kolejne zawroty.
– Muszę do ła-ła-łazienki. – Białe plamki zaczęły pojawiać się przed oczami migocąc, jak rozwścieczone świetliki.
– Do-dobrze, przy-przyj-przyjęliśmy tą ważną wiadomość – przedrzeźniał Draco, z miną tak kwaśną jakby wcześniej najadł się soku z cytryny. Hermionia, jako że nie było jej do śmiechu, drętwymi krokami ominęła osoby znajdujące się przy drzwiach.
Malfoy zaczął wirować palcem przy skroni wymieniając się z matką wymownym spojrzeniem.
Idąc przed siebie, szczypiąc się za policzki i jako tako utrzymując równowagę, otwierała kolejno drzwi w poszukiwaniu łazienki. A było ich sporo. Chłód najwidoczniej panował nie tylko w poprzednim pokoju, a w całym domu, jakby jego mieszkańcy gustowali w przeciwieństwie tego, czym było ogrzewanie.
Czując drgawki, uświadomiła sobie, że ma na sobie tylko jeansy i luźną koszulę. Otworzywszy, kolejne drzwi z ulgą stwierdziła, że to łazienka. Wpatrzona w lustrzane odbicie, raz za razem stękała, opuszczając i na powrót unosząc głowę.
CZEMU, DO CHOLERY, ZNOWU JEST ZABINIM?!
Z trudem powstrzymywała się, by nie wykrzyknąć tych słów, w zamian tego wykrzywiła dłonie w powietrzu w sposób przypominający gest duszenia. Mierzwiąc włosy (był to nawyk, który wytworzyła w tym ciele) i dając upust frustracji, zaczęła chaotycznie porządkować zdarzenie minionej nocy. Zdecydowanie była Hermioną. Z niechęcią musiała przyznać, że urok, który został rzucony na nią i Zabini'ego wcale nie został przerwany, coś znowu go aktywowało. Więc co poprzednio go dezaktywowało?
Pokręciła głową, zjeżdżając plecami po kafelkach usiadła na szarym, łazienkowym dywaniku z napisem „Go TO HELL" i na powrót zaczęła wszystko analizować. Chłód bijący z kafelków przywrócił obraz lodowej jaskini i znajdującego się tam kryształu. Na myśl o tajemniczym mężczyźnie przygryzła wargę, a oczy zmrużyła w wąskie linie. Na domiar złego przemiana między nią a Blaise zawsze dochodzi w nieodpowiednim momencie (jakby w ogóle istniał odpowiedni) .
Co się stało z chłopakami? Do kogo należy ta twarz w lodzie ? I czy Zabini jeszcze żyje w jej ciele? A jeśli nie... czy to znaczy, że utknęła w nim na zawsze? Nie, nie, musiał żyć, czuła to. Jego obecność drażniła jej podświadomość.
– Utonąłeś? Chcesz popełnić samobójstwo w muszli klozetowej? – Głos Draco, uświadomił jej, że musi podjąć jakąś decyzję.
Wprawdzie Malfoy wiedział o ich zamianie, ale nie mogła stwierdzić czy mądrym wyborem będzie informowanie go, że Hermiona Granger znowu wcieliła się w Blaise'a. Z drugiej strony, musiała wrócić do Hogwartu sprawdzić, czy z Harry'm i Ron'em w porządku. Teraz dotarło do niej, co tak naprawdę się zdarzyło. Blaise! Blaise jest teraz w jej ciele, czyli w niebezpieczeństwie. Nie miała jeszcze okazji porozmawiać z Malfoy'em o tym, co między nimi zaszło, ale teraz nie było na to czasu.
– Nie rób zbyt dużego bałaganu – kontynuował zza drzwi. – Wiesz, że nie będę po tobie płakał. Cieszę się, że zrozumiałeś, JAK WIELKIM błędem było oszukiwanie mojej osoby.
Lament Draco zdawał się nie mieć końca. Ta decyzja nie należała do łatwych, ale już wiedziała, co ma zrobić. Otworzyła drzwi i szybkim ruchem złapała za koszulę Draco'na wciągając go do łazienki. Bicie serca zagłuszało myśli wirujące w jej głowie.
Blaise'a obudziły drgawki. Miał wrażenie jakby szron przywarł do jego skóry powoli przenikając do wnętrzności. Otworzył ciężkie powieki i spojrzał na swoje chuderlawe nogi gdzie z dziury w spodniach odkrywającej kawałek uda, sączyła się rana. Na ustach poczuł smak słodkawo gorzkiej krwi i kiedy uniósł dłoń do wargi wymacał zeschniętą ranę. Co się do cholery dzieje? Czyżby Malfoy na szprycował go jakimiś narkotykami i teraz ma odlot?
– Jesteś pewien, że z nim rozmawiała? - Znany głos odbił się od ścian z daleka.
– Jestem - odpowiedział drugi niski głos.
– Jakim cudem komunikuje się ze szlamą a z nami nie?
Blaise drgnął. Spojrzał na swoje drobne dłonie. Znowu jest Hermioną. Tego był już pewien. Na brodę Merlina w co ta dziewczyna znowu się wpakowała? Tym razem sprawa wydawała się być poważna skoro uwikłaną w nią był Lucjusz Malfoy i Greyback.
Blaise próbował stanąć na nogi. Nie wiedział gdzie się znajduje i dlaczego Hermiona skończyła w takim miejscu. Pewien był, że jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, dlatego musieli na powrót zamienić się ciałami. Zrobił ostrożnie kilka kroków docierając do wielkiego lodowego kryształu. Dostrzegł w nim bladą twarz.
– Nie jesteś tą samą osobą. Tą dziewczyną.
Blaise wzdrygnął się nie będąc pewnym, czy głos pojawił się w jego głowie, czy rzeczywiście go dosłyszał.
– Nie jestem - odparł sam do siebie wpatrując się w postać schowaną w lodzie. Kulejąc na nogę podszedł bliżej lodowej figury.
– Ciekawe - obcy głos był spokojny i przyjemny. Blaise nie był pewien czy przypadkiem go sobie nie wymyślił. - Jesteś mężczyzną zamknięty w ciele tej kobiety.
Coś jest nie tak, jakim cudem obcy truposz wie o jego zamianie z Hermioną, a przede wszystkim czemu do niego mówi?
– Kim jesteś? - Blaise ściszył głos nie będąc pewnym gdzie znajduje się Lucjusz ze swoją załogą. Zamiast odpowiedzi usłyszał mroczny śmiech. Znowu dostał drgawek. Czy ciałko Granger musi się tak wszystkiego bać i obawiać? Przez chwilę pomyślał o twardych sutkach Gryfonki, które czuł przez koszulkę, ale szybko się skarcił przywołując czujność.
–Jeśli chciałeś przestraszyć mnie tym śmiechem, to ci się udało - mruknął Blaise rozglądając się na boki.
– To akurat był ten śmiech z rodzajów przyjaznych.
– Musisz go dopracować.
Blaise objął ciało ramionami. Z kulawą nogą raczej nie uda mu się uciec daleko.
– A więc jesteś jednym "z nich"? -Blaise powoli tracił cierpliwość. Nie miał czasu na rozmowy z lodową figurką, a z drugiej strony coś nie pozwalało mu odejść.
– Co masz na myśli?
– Rywali
Blaise pozwolił sobie na cierpki uśmiech.
– Wiesz kto jest drugim?
– Jeszcze nie - głos wydawał się być rozbawiony. - Ale wiem kogo wybierze - dodał.
Blaise westchnął a z ust wydobyła się para dymu. Dotknął czoła dłonią. Rana była na tyle głęboka by mogło wdać się zakażenie. Ciało zaczynało powoli się rozpalać mimo panującego chłodu. Miał gorączkę.
– Jaki masz plan?
– Liczyłem na twoją pomoc - mruknął Blaise. - Zważywszy jednak, że jesteś zakuty w lodzie, wyglądasz podejrzanie i czytasz ludziom w głowie. Nie jestem pewien czy miałbyś, jak mi pomóc.
– Może wymyślisz coś z kolegą?
– Kim? - mówiąc to dosłyszał cichy pomruk dochodzący z ciemności. Wyostrzył wzrok i ujrzał leżące ciało z płomienistymi włosami.
– Weasley?
MALFOY MANOR
– Obiecaj, że mi pomożesz – wysapała na jednych wdechu, nie dopuszczając w myślach, jakie będą tego skutki. Zapewne tragiczne.
– Myślałem, że spuszczę twoje zwłoki w kiblu. Jakie rozczarowanie – powiedział Draco i łapiąc za jej nadgarstek, oderwał dłoń ze swojej koszuli. –Jak śmiesz mnie szarpać?
– Przepraszam, przepraszam – zaczęła pocierać o dżinsy przepoconymi dłońmi – Obiecaj, że mi pomożesz – powtórzyła z naciskiem.
– Nie zachowuj się jak Granger, to irytujące... - obrzucił ją ostrzegawczym wzrokiem.
Twarz blondyna zastygła w bezruchu. Draco otworzył usta, ale to, co chciał powiedzieć, jakby utknęło mu w gardle. Cisza zaczęła robić się gęściejsza. W tak nietaktownej chwili pomyślała, że Draco naprawdę podobny jest do swoich rodziców, posiada chłodną urodę ojca, szerokie ramiona i wąską talię, ale usta i to namiętne, niespokojne spojrzenie zdecydowanie odziedziczył po matce.
– Nie żartuj sobie – twardy głos zaczął wibrować w głowie Hermiony zmuszając ją do polemizowania nad tym, czy słuszną decyzją było prosić Malfoy'a o cokolwiek. Po jego minie, była skłonna stwierdzić, że nie.
– Chciałabym, żeby to był żart – wyszeptała odchodząc kilka kroków dalej, by nie spoglądać w stalowe oczy blondyna. Ogarnęła ją fala wstydu za to, że tak długo okłamywała, nie tylko Draco, ale wszystkich, o swojej prawdziwej tożsamości.
–Co ty mi teraz mówisz? – warknął, łapiąc ją za podkoszulek i zmuszając do uniesienia głowy.
Oczy Dracona przypomniały burzliwe niebo i Hermiona dopiero teraz przypomniała sobie, jak to spojrzenie potrafi przerazić.
–Przepraszam, to też jest dla mnie krępujące – zaczerwieniła się, co Draco utwierdziło w przekonaniu, że ma do czynienia z prawdziwą Granger. Był wściekły, czuła jak jego dłoń zaciska się mocniej na jej koszuli, a następnie ponownie uderza jej ciałem o ścianę. Syknęła cicho z bólu. Umrze w kiblu Draco Malfoy'a. Fantastycznie.
Kolejnym niemiłym dodatkiem było ciało Blaise'a w opłakanym stanie. Wciąż czuła na brzuchu lekki ból po upadku podczas meczu.
– Krępujące? To jest dla ciebie, krępujące? Ty mała szla...– oczy zaświeciły mu białym ogniem, kiedy w ostatniej chwili przerwał zdanie. Czuł, jak fala furii powoli z niego opada.
– Dokończ – tym razem ona uruchomiła swoje bezpieczniki, które powoli zaczęły przyspieszać swoje obroty. – Dokończ! Szlama, tak? Zawsze będę dla ciebie szlamą. Wiesz, co Malfoy, twoje słowa na mnie nie działają.
- Nie powiedziałem tego, przestać odwracać sytuację na swoją korzyść – powiedział to tym swoim niskim głosem, jakby wypowiadał zdanie „Mała, przestań się wydzierać i wskakuj do mojej sypialni". Hermiona szybko skarciła się za to porównanie.
– Ale chciałeś!
Bolało ją to, po tym co razem przeżyli miała nadzieję że może byłby w stanie ją zrozumieć, później jednak usprawiedliwiła jego zachowanie. W końcu go okłamywała, udała Blaise'a tuż pod jego nosem.
– To mi nie dawaj do tego powodów – Hermiona wyrwała się z jego uścisku, patrząc lekko z góry.
Chociaż Draco był wyższy prawie o ponad głowę, gdy była w swoim prawdziwym ciele, to Blaise był od niego o jeszcze wyższy i to jej dawało w jakiś sposób satysfakcję.
Zmrużyła powieki. Już zapomniała, jak Malfoy potrafi być wkurzający i jak mocno potrafi grać na nerwach. To wciąż ten sam Malfoy, ten furiat, który ją nienawidzi i w każdej chwili z jego ust może wyrwać się słowo „szlama". Musiała sobie uświadomić, że już nie będzie traktował ją w ten sam sposób co wcześniej, gdy mieszkała w Slytherinie. Teraz Draco znał prawdę i sądząc po jego wyrazie twarzy, nie był z tego zadowolony.
– Ty... ty zakłamana, dwulicowa, impertynencka wiedźmo. Co tu do cholery robisz? Ostrzegam cię, lepiej otwieraj dobrze usta, bo spożytkujesz je w inny sposób. – Powiedział na jednym tchu, a jego blada twarz poczerwieniała.
Na jego słowa Hermiona oburzyła się jeszcze bardziej, przypominając sobie, jak to z Malfoy'a potrafi być drań, seksista i wymoczek. I co jej do głowy przyszło, żeby przyznawać się, że jest Hermioną. Teraz to na pewno nie puści jej tego płazem.
– Nie wiem, jak to się stało. Byliśmy we Wrzeszczącej Chacie, śledziliśmy twojego ojca, nagle ten kryształ no i pełnia...
– Granger widzę, że chcesz jednak spożytkować usta inaczej – położył palce dłoni na guziku od spodni.
Hermiona westchnęła głęboko.
– Draco ... - zaczęła, starając się wziąć go na sumienie.
– Nie Draconuj mi nawet.
–Ja naprawdę...
– ...nie chciałaś, zapewne?
- Bo nie chciałam.
- Śledziłaś mojego ojca? – warknął. – Idiotko, czemu? – Postanowiła przemilczeć jego komentarz, chociaż z ledwością powstrzymywała obelgi wiercące się na końcu języka.
Nastała cisza. Nie umiała odpowiedzieć mu dlaczego.
Bo twój ojciec to Śmierciożerca, podobnie jak ty? Bo coś kombinuje? Bo jest zły?
Hermiona długo się zastanawiała, o czym myśli blondyn, kiedy stał z zamkniętymi oczami. Na wyprofilowanych kościach twarzy, zaczęły podskakiwać mięśnie i pomyślała, że na pewno musi zabijać ją w myślach niejednokrotnie.
Dystyngowanym ruchem złapał ją za fraki i bezdusznym spojrzeniem zaczął napierać wzrokiem na jej skruszoneo spojrzenie. To uczucie... znowu zaczyna się pojawiać. Wspomnienia i wspólne chwile, które spędził z Hermioną jako Blaise. A teraz ona jest tutaj, w jego domu. A dokładnie w kiblu
– Pomożesz mi? – napierała. – Nie umiesz ze mną rozmawiać w inny sposób niż targanie mnie za koszulę? To boli...
– Zamknij się – zignorował jej słowa. - O co chodzi z tym śledzeniem mojego ojca i jakim sposobem znowu jesteś Blaise'm? Myślałem że to już wam przeszło, ta...zamiana.
Hermiona przymrużyła oczy wyprostowując się. Zacisnęła mocno wargi, na co Draco, wzdychając, wypuścił ją z uścisku.
– Powiedziałam, nie wiem, czemu znów, to się dzieje! Myślisz, że szczytem moich marzeń jest siedzenia w cielsku Blaise'a?
– Wcześniej zdawałaś się świetnie bawić.
Hermiona poczerwieniała.
- Walczyłam o przetrwanie. Wiem, że mnie nienawidzisz, ale...
- Nienawiść wydaje się w tej sytuacji pozytywną emocją – oschły głos blondyna zmaterializował się w młotek wbijając gwoździe w ciało Hermiony. - Czuje coś o wiele gorszego.
- Uratowałeś mi wcześniej życie.
Draco uniósł brew.
- Które chciałem odebrać – na te słowa poczuła odrętwienie. Cóż, dobre w tym wszystkim, że jednak zmienił zdanie i postanowił ją uratować.
– Domyśliłam się. Teraz chodzi o życie Zabini'ego.
Wykrzywił usta w szyderczy uśmiech.
- Może to znowu wasza głupia gra? Wynoś się Granger. Wasze życia mnie nie obchodzą. Z tego, co widzę do tej pory całkiem dobrze sobie radziliście z ich utrzymywaniem.
Hermiona złapała go za przedramię.
- Zrobię co zechcesz – odparła żałośnie. – Wiem, jak to brzmi. Wiem, że jesteś zły, ale teraz musimy działać! Wszyscy mogą być w niebezpieczeństwie i to przeze mnie! Nie mogłabym żyć z myślą...
Draco otworzył szerzej oczy, które zabłysły czerwonymi ognikami.
–Wszystko? – powtórzył niższym głosem. Hermiona przełknęła głośno ślinę.
– Przecież mówię! – krzyknęła, zamykając oczy. „Będę tego żałować" – pomyślała w duchu.
– Okej.
–Tyle? Okej? – otworzyła jedną powiekę widząc zbyt opanowaną twarz Draco.
– Przecież powiedziałem. Wszystko to „Wszystko", Granger – oblizał dolna wargę. - Dosłownie wszystko – ściszył głos.
– Oczywiście w humanitarny sposób „wszystko"- zaczęła szybko analizować, że przecież Draco nie jest kimś normalnym, komu mogłaby powierzyć swoje „wszystko". -
– Humanitarny? – zaśmiał się sucho. - Akurat mój słownik nie posiada tego epitetu. Przykro mi Granger, jestem chyba bardzo niehumanitarny.
– To co, mamy umowę – wyciągnął w jej kierunku dłoń.
Hermiona długą chwilę zapatrzyła się w długie, blade palce. Niepewnie uścisnęła tę dłoń czując jakby właśnie zawierała pakt z diabłem. Nie, to zdecydowanie był pakt z demonem, który za jakiś czas wróci chcąc zabrać jej biedną duszę do swoich czeluści. Gdy dotknęła jego skóry usta Draco'na wykrzywiły się w przerażającym uśmiechu, zaś przez jej ciało przeszły fale dreszczy.
– Przysięgaj - powiedział oschle.
– Przysięgam - odparła nie bardzo wiedząc co ma na myśli z tą oficjalną przysięgą.
– Że zrobisz co tylko zechce i nie będziesz skamleć i jęczeć.
– No dobra, dobra, przysięgam że zrobię co zechcesz - nagle Draco ruszył różdżką rzucając zaklęciem. Ich dłonie splotły się.
– Chyba nie zrobiłeś to o czym myślę -warknęła. – Nie masz osoby która zagwarantuje...
– Powiedzmy, że ci ufam w tej kwestii - odpowiedział.
– Naprawdę, Wieczysta Przysięga? Chryste Malfoy, nie jestem nawet w swoim ciele skąd wiesz jak to zadziała...
– Nie wiem. I to jest w tym wszystkim najlepsze - zmrużył oczy przyglądając jej się drapieżnie.
- Musimy wrócić do Wrzeszczącej Chaty - powiedziała wciąż zdenerwowana że zrobił coś takiego bez jej zgody. Później będzie się martwić przysięgą teraz musi ratować swoich przyjaciół.
Hermiona szła wpatrując się mętnym wzrokiem w tył pleców Draco'na. Pogładziła dłońmi niesforne loczki, które zawsze pojawiały się kiedy nawiedzała ciało Blaise'a. Głupio było przyznać, że tęskniła za nimi. Tak mało czasu udało jej się spędzić z Blaise'm, kiedy powrócili do własnych ciał. Miło było by spotkać się z nim "normalnie". Oby tylko był bezpieczny. Nie wybaczy sobie, że zamienili się ciałami w tak złej sytuacji. Znowu go naraża. Nagle poczuła delikatny smark w czoło. Oderwała się od myśli spoglądając w szare tęczówki Draco'na.
– Skup się - warknął Draco wiercąc ją spojrzeniem. - Schodzimy do lochów.
– Lochów? Macie lochy?
–Oczywiście - prychnął Draco schodząc schodami w głąb wąskiego korytarza. - Tutaj właśnie kończą tacy oszuści jak ty, Granger. Lumos - z jego różdżki wydobył się blady blask oświetlający surowe cegły.
– Przeprosiłam Cię już, Malfoy.
– Nie wybaczyłem.
Hermiona westchnęła zastanawiając się jak długo blondyn będzie ją za to wszystko dręczył . Draco sfrustrowany odwrócił się nie ukrywając zdenerwowania.
– Okej, załóżmy że bym ci powiedziała od samego początku. Myślisz, że co byś zrobił? - powiedziała ostro.
Draco sfrustrowany odwrócił się nie ukrywając Draco drgnęły ukazując jeden z najbardziej podłych uśmiechów jakie było Hermionie zobaczyć.
–Tego się już nie dowiemy, Granger
w Lochach Malfoy'ów było jeszcze zimniej i straszniej niż w sferze mieszkalnej. Mimo ze ściany były okute w grubych blokach cegieł, było zadziwiająco czysto.
- Greyback prawdopodobnie więzi mnie, to znaczy Blaise'a.
Draco uniósł brwi. Ta sytuacja coraz bardziej doprowadzała go do szaleństwa, Granger doprowadzała go do szaleństwa. Granger w ciele jego kumpla, którego kurwa całował. Swoją drogą, ciekawe co ona musi sobie o nim myśleć po tym wszystkim?
– Wiesz, o co mi chodzi - kontynuowała Hermiona. - Nie wiem co z Ronem i Harry'm.
– Pewnie zostali pokarmem Greybacka
– Nie żartuj sobie z tego Malfoy. Musimy mieć jakiś plan.
– Myślisz, że nie wiem Granger? - prychnął. - Co myślisz, że się stanie kiedy mój ojciec spotka ciebie jako Zabini'ego i mnie?
– Zabije nas?
–Oczywiście, że nie. - warknął. - Będzie chciał wiedzieć, co my do cholery robimy z tymi pustakami, czyli wami.
– Masz jakiś plan? - Wzdrygnęła się widząc dziwne urządzenia, domyśliła się że do tortur.
- Jestem w trakcie opracowywania go więc bądź łaskawa i przestań gdaczeć - warknął.
- Nie gdaczę - mruknęła.
Zanim jednak zaczął ją wdrążać w szczegóły Hermiona skuliła się łapiąc za podbrzusze.
– Coś się dzieje z Blaise – wyszeptała. – Musimy się spieszyć.
- Granger, nie myśl sobie...
- Błagam – przerwała. – Teraz tylko ty mi możesz pomóc. Musimy dostać się do Wrzeszczącej Chaty.
Draco uniósł głowę do góry i westchnął. Kiedy w końcu stanął w miejscu, otworzył jedno z pomieszczeń schowanych w ścianę i wszedł do środka. Hermiona posłusznie poszła za nim rozglądając się na boki po pokoju. Był ładny ale straszny, znajdowało się w nim dużo regałów z księgami, które były przykryte pajęczynami.
– Na trzy złap za świecznik. - Hermiona spojrzała na stary srebrny świecznik znajdujący się tuż przed ich twarzami.
–To świstoklik?
Draco przytaknął bez słowa.
–Gdzie nas przeniesie?
– Do Hogsmeade, Blisko Wrzeszczącej Chaty. Dalej pomyślimy co zrobić z moim ojcem.
–Jest dość przerażający. - mruknęła Hermiona.
– Dobrze o tym wiem - szepnął bardziej do siebie niż do niej, po czym razem złapali na świecznik znikając z lochów Malfoy Manor.
Hermiona upadła gwałtownie na cztery litery, czując chłód na policzkach. Ziemia była wilgotna od poprzedniej ulewy, która ją zaskoczyła. Rozejrzała się na boki i napotkała wyprostowane nogi blondyna. Poniosła twarz napotykając jego despotyczny wzrok.
– Ruszysz się w końcu - warknął.
Posłusznie wstała, otrzepując spodnie z ziemi. Byli rzeczywiście niedaleko, panowała noc i starała się wyostrzyć spojrzenie. Jak później zauważyła Blaise niezbyt dobrze widział w ciemnościach co nie było jej na rękę.
Draco bez słowa wyminął ją i zaczął kierować się w stronę alejki wychodząc z obrzeży miasteczka i kierując się w stronę lasku.
– Malf... Draco poczekaj - wyjąkała biegnąc za nim. Nie chciała ani nie miała ochoty zostawać w tym miejscu sama.
Draco rozmyślał, jakie może mieć kłopoty za zabranie Świstoklika? I co go może czekać jeśli ojciec dowie się o jego szczodrej pomocy dla Gryfonów? Robił to po części, że wkurzał go Lucjusz, lubił grać mu na nosie, a z drugiej strony zżerała go ciekawość dlaczego jego ojciec podjął takie ryzyko jak pojawienie się w Wrzeszczącej Chacie z Greyback'iem?
Kilka minut później.
– Harry - delikatny głos rozbrzmiał w jego głowie. Poczuł na policzku ciepłą i delikatną dłoń. Chciał trwać w tym stanie jak najdłużej. - Musisz się obudzić, Harry. - wcale nie chciał. Jeśli to był tylko sen mógł w nim trać, jak najdłużej. Nie widział dokładnie twarzy, która znajdowała się przy nim, ale wiedział kto to jest. Długie czarne włosy, mały zadarty nosek i malinowe usta.
– Pansy... - mruknął.
– Potter, wstawaj! - na ten krzyk podskoczył w miejscu czując, że blizna pali go jakby ktoś położył mu na czole rozpalony węgielek.
–Malfoy? - Harry zachrypł rozglądając się na boki. Znajdowali się przy bijącej wierzbie. - Co się stało?
– Nie wiedziałem, że masz takie fantazję o Parkinson.
– BO NIE MAM! - zaprzeczył bliznowaty. – Co wy tu robicie?
– Zgredek cieszy się, że Harry'emu Potter'owi nic nie zagraża.
–Zgredek? Co ty tu robisz? - Harry zobaczył zakrzywioną postać Zgredka stojącą przy nim.
– Zgredek znalazł Harry Potter'a we Wrzeszczącej Chacie nieprzytomnego. Harry musiał zemdleć.
Hermiona pogładziła go po policzku na co Harry zmarszczył brwi, a Draco prychnął pod nosem,
– Blaise, możesz odsunąć tę rękę?
– Ach - Hermiona odskoczyła speszona. – To ja Hermiona, znowu doszło do zamiany.
– Jak to? - Harry zmarszczył brwi wciąż będąc na pół przytomnym. - I dlaczego jest tu
– Blaise był w jego domu - odpowiedziała półszeptem. – Musiałam jakoś się tutaj dostać, potrzebowałam pomocy.
– Rozumiem – Harry posłał jej nikły uśmiech. –Hermiona, to znaczy Blaise i Ron zostali zabrani przez twojego ojca... - dodał Harry taksując wzrokiem blondyna.
– Nie mamy czasu na wasze ploteczki - warknął Draco i spojrzał na Zgredka wyciągając pergamin zza szaty. - Zanieś to Snape'owi.
– Co my z tym wspólnego Snape? Nie ma opcji. - krzyknął Harry.
– Nie pyskuj Potter, uwierz mi on jest w stanie nam teraz pomóc bardziej niż ty.
Harry zagryzł wargi spoglądając na Hermionę.
–Młody Panicz Malfoy nie może już rozkazywać Zgredkowi. - Draco rzucił wrogie spojrzenie w stronę Harry'ego który miał speszoną minę.
–Brawo Potter. - Warknął. – Do cholery! Ty mały, szatański podmiocie, myślisz, że możesz mi ...
– Malfoy! - Przerwała Hermiona wyczuwając, że z ust Draco zaraz wyfrunie całe stado obelg. - Mógłbyś to zrobić? Bardzo cię prosimy Zgredku.
– Oczywiście, Zgredek pomaga swoim przyjaciołom - ukłonił się i zniknął.
– Musimy się pospieszyć - Hermiona wzdrygnęła się żałują, że nie Blaise nie ubrał nic cieplejszego.
– Ty zostajesz - stwierdził stanowczo Draco, pomagając wstać na nogi Harry'emu.
– Co? Jakim prawem Ty o tym decydujesz? - Posłała mu ostre spojrzenie.
– Zgadzam się z Malfoy'em - przytaknął Harry. - To zbyt niebezpiecznie żebyś szła tam w ciele Blaise'a.
– Ale Harry..!
– Ktoś musi zaczekać na Snape'a. Poza tym, twoje ciało jest w tym momencie osłabione i nieużyteczne.
– Czemu ja? - Powiedział z jawnym niezadowoleniem.
Draco złapał Hermione za nadgarstek i pociągnął kilka kroków od Harry'ego.
– Możesz mi raz zaufać? - wycedził oschle wbijając swoje stalowe spojrzenie w jej zaskoczoną twarz. - Znam dobrze swojego ojca, wiem do czego jest zdolny.
Hermiona westchnęła i przytaknęła głową czując dziwną bliskość między sobą.
I co, teraz niby Malfoy tak o nią dba, że nie chce narażać ją na gniew swojego ojca? Phi jakoś ciężko w to uwierzyć.
– Zostanę. Ale
–Zawsze musisz mieć swoje "ale", prawda Granger? - westchnął.
– Ale nie możesz pozwolić by cokolwiek im się stało. Proszę.
– Będziecie się całować, czy możemy iść? - dosłyszeli krzyk Harry'ego.
Rzucił jej ostatnie spojrzenie, nic nie odpowiadając odwrócił się i razem ze swoim odwiecznym wrogiem ruszyli do Wrzeszczącej Chaty. Hermiona schowała się w tunelu aby Bijąca Wierzba przypadkiem nie chciała ją trochę pobić i westchnęła czekając na Księcia Mroku.
