Stiles obudził się z trudem, czując mdłości. Jego orientacja w terenie szwankowała. Równie dobrze mógł leżeć na twarzy, ponieważ z trudem oddychał. Albo oddychał tak płytko, aby nie wydawać zbyt głośnych dźwięków, które sprawiłyby, że miałby tylko większe mdłości. Miał nadzieję, że nie wymiotował, ponieważ Josh nie wybaczyłby mu tego.
Odwrócił się ostrożnie na bok, starając się uciec od słonecznego światła, ale ktoś chwycił go za łydkę skutecznie unieruchamiając.
- Co, cholera? – warknął i niemal od razu tego pożałował, ponieważ jego głowa zaczęła pulsować nieustającym bólem.
W jego dłoni jednak znalazła się szklanka z zimną wodą i jeśli dobrze kojarzył kształt – dwie cudowne tabletki.
Instynktownie połknął i popił. I już miał ochotę podziękować Joshowi za wyrozumiałość, gdy w zasięgu wzroku dostrzegł Petera. Łóżko nie należało do niego. Pościel pod warstwą poalkoholowego smrodu miała lekko leśny zapach – tak różny od kwiatowego, który sam stosował. Zakręciło mu się w głowie, gdy tylko próbował przypomnieć sobie jak się tutaj dostał.
- Jeśli zamierzasz wymiotować, łazienka to pierwsze drzwi z prawej – mruknął Peter.
Stiles po samym głosie nie potrafił stwierdził czy mężczyzna jest wściekły, więc otworzył oko.
- Gdzie mnie znalazłeś? – spytał, starając się jakoś odtworzyć swoją wczorajszą trasę.
Na pewno był w klubie. Potem cała reszta była lekko zamazana. Nie pił tak długo, że zapewne wyszedł z wprawy.
- Pod moimi drzwiami – poinformował go Peter spokojnie. – Wbrew obiegowej opinii nie zajmuję się śledzeniem znajomych nastolatków.
- Nie jestem nastolatkiem – odparł Stiles, zanim zdążył się powstrzymać.
Na twarzy Petera pojawił się dziwny grymas.
- Zauważyłem – odparł mężczyzna.
Stiles nie bardzo wiedział, co się działo. Wilkołak wydawał się zachowywać z wyraźną rezerwą w stosunku do niego. Wspomnienia nadal na niego nie spływały, ale za to nie miał już mdłości. Pozycja siedząca najwyraźniej działała cuda, a grawitacja utrzymywała treść żołądka w środku. Może zresztą niczego nie jadł, ponieważ w ustach miał tylko posmak strawionego alkoholu.
- Jeśli powiedziałem ci o planie awaryjnym na skuteczne zabicie cię… - zaczął, orientując się, że tylko to mogło wprawić Petera w taki dziwny nastrój.
Hale jednak prychnął.
- Gdybyś czegoś podobnego nie opracował, byłbym rozczarowany – odparł Peter. – Jesteś człowiekiem od planów, nieprawdaż?
Stiles nie wiedział jak na to odpowiedzieć, wilkołak jednak machnął ręką.
- Jeśli jesteś w stanie… - zaczął z ociąganiem Peter. – Zrobiłem śniadanie. Śmierdzisz jednak, więc sądzę, że prysznic przydałby się nam obu. Twój prysznic – sprecyzował Peter marszcząc nos i Stiles poczuł jak ciepło uderza w jego policzki. – Kiedy skończysz… Zostawiłem trochę ubrań na szafce. Powinny pasować – dodał, wstając.
Stiles zamrugał, nie wiedząc nawet, kiedy zamknęły się za mężczyzną drzwi. Dopiero teraz mógł się tak naprawdę rozglądnąć i zdał sobie sprawę, że Peter musiał go zanieść do jakiegoś dodatkowego pokoju. Pomieszczenie było za małe, aby stanowić główną sypialnię. Zresztą wątpił, aby Peter trzymał go w swoim łóżku. Hale bywał miły, ale nie nazwałby go dżentelmenem nawet, gdyby mu za to zapłacono.
Nie był do końca przekonany czy jest gotowy na śniadanie. Nie wymiotował i przemył nawet usta nie znalazłszy żadnej zapasowej szczoteczki do zębów. Jednak jego żołądek nie był w najlepszej kondycji.
Peter krzątał się za wysepką – Stiles nie potrafił tego inaczej nazwać. Mężczyzna nie pogwizdywał, ale przerzucał naleśniki ze sprawnością kogoś, kto jednak robi to dostatecznie często, aby wyglądać profesjonalnie. I może nigdy nie zastanawiał się, co je Peter, ale teraz podejrzenia, że wilkołak odżywiał się wyłącznie tym, co upolował – wydały mu się śmieszne. Możliwe, że nie powinni byli ze Scottem dawać ponosić się fantazji.
Peter był człowiekiem i uderzało go to coraz bardziej.
Stanął niepewnie w progu, nie wiedząc czy nie powinien odchrząknąć. Jego wzrok niemal od razu powędrował do otwartego salonu, do którego przylegał aneks kuchenny. Wzór dywanu zahipnotyzował go na krótką chwilę i kilka podejrzanych kratek – niczym w filmie – wyświetliło mu się przed oczami.
Peter mówiący mu, że nie są w klubie.
On mówiący coś, chociaż nie potrafił rozróżnić słów.
On na kolanach.
Przełknął ślinę i spojrzał na Petera, który wpatrywał się w niego swoim intensywnym wzrokiem. Wilkołak zdawał się wahać, a potem jak gdyby nigdy nic powrócił do patelni.
- Wiem, że sądzisz, iż nie jesteś w stanie niczego przełknąć, ale jedzenie dobrze ci zrobi – poinformował go Peter całkiem obojętnym tonem.
Stiles nerwowo zaczął stukać w swoje udo, wiedząc, że wilkołak musiał czuć jego zażenowanie i zawstydzenie. Nie do końca wiedział jak rozumieć to, co mu się przypomniało. Może miało to jakieś inne wytłumaczenie, ale jego umysł podpowiadał mu tylko jedno. Przyjechał do Petera po pijanemu mu się oddać i jeśli to nie było upokarzające to nie wiedział jak to nazwać.
Wilkołak minął go, ignorując fakt, że sterczał niczym kołek. Na stole pojawiły się talerze oraz sztućce. Sok i woda stały tam już wcześniej i gdy Peter podniósł ponownie na niego wzrok, pomiędzy jego brwiami gościła głęboka zmarszczka.
- Zamierzasz usiąść czy wyjść? – spytał Hale rzeczowo.
Nie wydawał się zdenerwowany, co zaczynało irytować Stilesa. Jakaś reakcja podpowiedziałaby mu, co sam miał zrobić. Najwyraźniej jednak Peter nie zamierzał mu tego ułatwiać.
- Nie skomentujesz tego? – spytał w końcu, siadając na kanapie.
- Naleśniki. Syrop w butelce, jeśli sobie życzysz. Sok lub woda do wyboru – rzucił Peter, nie łapiąc przynęty.
- Nie skomentujesz tego wczoraj? – spróbował jeszcze raz.
- Alkohol działa źle na was ludzi. Powinieneś przemyśleć kwestie picia. Szkoda twoich szarych komórek – mruknął Peter, a potem błysnął w jego stronę swoimi tęczówkami. – Czy chcesz omówić to, co wczoraj mi mówiłeś, ponieważ nie umknęło mojej uwadze, że twoja pamięć wróciła w sposób iście spektakularny.
Stiles zamarł i spojrzał na mężczyznę, nie wiedząc za bardzo, dlaczego nawet go prowokował. Mięśnie twarzy Petera były lekko ściągnięte, napięte, ale to nie odejmowało mu uroku. A jeśli, to tylko sprawiało, że mężczyzna wyglądał bardziej dziko. Jakby wilk przechadzał się tuż obok granicy, gdzie tracił swoją całą kontrolę.
Stiles przełknął nadmiar śliny w ustach.
- Tak sądziłem – odparł Peter, chyba źle interpretując jego milczenie, ponieważ zabrał się od tak za jedzenie.
- Czekaj – powiedział szybko Stiles. – Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Przepraszam – dodał, mając nadzieję, że to załatwi wszystko i nie będzie między nimi dziwnie.
- Przepraszasz za przyjście po pijanemu do mojego domu bez zaproszenia czy to, co powiedziałeś? – zainteresował się nagle Peter.
Stiles wzruszył ramionami.
- Pewnie po trochu oba – odparł w końcu i przeczesał mokre włosy palcami.
Peter przyglądał mu się przez chwilę tak, jakby go oceniał.
- O co naprawdę chodziło? – spytał w końcu wilkołak. – I nie próbuj kłamać – ostrzegł go takim tonem, że Stiles mimowolnie wyprostował się na swoim miejscu.
- Nie wiem – przyznał szczerze, ponieważ nie miał pojęcia.
Jego myśli nadal były wartkim górskim strumieniem i nie potrafił oddzielić poszczególnych kropli od siebie. Wszystko wydawało się związane ze sobą tak nierozerwalnie i nie wiedział od czego się zaczęło. Równie dobrze początkiem mógł być jego pierwszy wypad do klubu albo rozmowa z Joshem na temat BDSM. Alkohol zdawał się go wplątywać w różne sytuacje i chociaż za pierwszy splot okoliczności dziękował – teraz nie czuł się już tak komfortowo.
- Nie wiesz – powtórzył za nim Peter. – Więc jak mógłbym ci pomóc? – prychnął.
- Nie wiem – mruknął Stiles, czując przy tym lekką irytację. – Po prostu…
- Po prostu… - podchwycił Peter i tym razem nie zdawał się naigrawać z niego. – Pierwsza rzecz, która przyszła ci do głowy – podpowiedział.
Stiles przygryzł wnętrze policzka, nie wiedząc czy nie powinien wycofać się już teraz.
- Wyszedłeś z Markiem – rzucił, decydując się, że skoro już zrobił z siebie idiotę, to przynajmniej wyjaśni Peterowi, że miał pewne dziwne podstawy do tego.
Wolał zostać oficjalnie odrzuconym, niż uznanym za nieodpowiedzialnego dzieciaka, którym trzeba się zajmować, gdy tylko dorwie się do butelki.
Brwi Petera nawet nie drgnęły. Mężczyzna, natomiast wpatrywał się w niego z nikłym zainteresowaniem.
- Powiem ci jedną rzecz i skończymy rozmowę na ten temat jeśli będziesz chciał. I nigdy do niej nie wrócę – obiecał mu Peter. – Spytałeś wczoraj, dlaczego cię nie chcę – przypomniał mu wilkołak i Stiles poczuł, że zaczyna się znowu czerwienić. – Nigdy o to nie chodziło. Dostatecznie często mówisz mi nie – poinformował go Peter, sięgając po sok.
Stiles zamarł i potrząsnął głową, nie potrafiąc sobie przypomnieć żadnej z takich sytuacji.
- Kiedy? – spytał w końcu, orientując się, że dla Petera ten temat był naprawdę skończony.
Hale przewrócił oczami.
- Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz, a potem drugi i średnio raz na dwa tygodnie od tamtej pory. Za każdym razem, gdy dawałem ci jakiekolwiek rady. Mówisz nie dość dosadnie, a ja to w pełni rozumiem i potrafię uszanować. Nigdy nie doszło do sytuacji, w której twoje nie znaczyłoby dla mnie nic. Nawet, gdy byłem szalony i odmówiłeś ugryzienia – przypomniał mu i Stiles zadrżał na samo wspomnienie.
Milczeli przez chwilę, aż Peter zrobił niewielki łyk.
- Jedz naleśniki. Zimne są ohydne – poinformował go mężczyzna.
- Nie – powiedział Stiles, a potem potrząsnął głową. – Znaczy zjem, ale… - urwał i spojrzał na Petera przygryzając dolną wargę. – Czyli jeśli powiedziałbym tak… tobie… Znaczy mógłbym podejść do ciebie w klubie i spytać – zaczął się motać.
Peter odłożył talerz na stolik i zaplótł dłonie na piersi.
- Albo nie musiałbyś tego robić w klubie. W odróżnieniu od tamtych, nie jesteś obcy. Wpuściłem cię do mieszkania, ponieważ cię znam. Wiesz jak ważne dla wilkołaków jest terytorium. To jest moje terytorium – poinformował Stilesa. – Wiem jak bardzo nie lubisz pokazywać się w publicznej części klubu – ciągnął dalej Peter. – Nie trudno to zauważyć, a jednocześnie nie jesteś na tyle ufny, aby zamknąć się z kimkolwiek w prywatnym pokoju, co jest mądre z twojej strony – dodał. – Jesteś zainteresowany, Stiles? – spytał Peter wprost.
Przygryzał wargę tak mocno, że czuł pulsującą krew. Nie był nawet do końca świadom, że osuwa się na kolana, ale Peter złapał go pół ruchu i posadził z powrotem.
- Nie teraz – powiedział Hale. – Masz kaca i powinieneś coś zjeść. Gdybym chciał nieświadomego i półprzytomnego uległego, wykorzystałbym wczorajszą sytuację, ale takie zabawy mi nie odpowiadają – ciągnął dalej Peter, a jego oczy zmrużyły się lekko. – Przemyśl wszystko i daj mi odpowiedź – dodał wilkołak, wracając do swojego talerza po raz trzeci.
Josh był zaniepokojony. Najwyraźniej wciąż miał zachowany numer Stacy i oboje upewnili się, że nie wyszedł z klubu z nikim podejrzanym. Jego kolega nie skomentował też ewidentnie nie jego ubrania, w których pojawił się w ich pokoju. Jego głowa dopiero zaczynała boleć. Tabletka oraz śniadanie pomogło, ale kac miał potrwać. Stiles w jednej z nielicznych na kampusie aptek zakupił taką ilość magnezu i potasu, że był pod wrażeniem, że do tabletek nie przywierają klucze i położył się na łóżku.
Wszelkim bogom dziękował za to, że mieli niedzielę, ponieważ wątpił, aby z tym mętlikiem w głowie byłby w stanie iść na zajęcia.
Peter zdawał się całkiem spokojny, jakby wcale nie obchodziło go jaką Stiles da mu odpowiedź i kiedy ona nadejdzie. Znał jednak wilkołaka na tyle dobrze, aby wiedzieć, że Hale nie spinał się w ten sposób przy wszystkich. Peter nie rozmawiał też z Adamem czy Pat, a nawet Markiem. To jemu poświęcał więcej uwagi. Teraz, kiedy patrzył na to w innym świetle, przestawał się czuć jak nowa maskotka Petera. Może odrobinę podchlebiało mu, że Hale sądził, iż jest odrzucany przez ten cały czas, ale faktycznie Stiles najczęściej porozumiewał się z ludźmi przez negację. Albo lekkie groźby. Możliwe, że Derek miał coś z tym wspólnego, ale fakty nadal pozostawały faktami.
A Peter zgodnie z zasadami, które wyznawał, respektował jego nie. A podobnych pojawiło się naprawdę wiele. Stiles dostrzegał to dopiero teraz. Kazał Peterowi nie śledzić go, nie stalkować, nie dzwonić bez wyraźniej przyczyny. Może robił to bardziej dla żartu – wydawało mu się to dowcipne, ale taka forma flirtu ewidentnie się nie sprawdzała.
Josh spoglądał na niego ciekawie, jakby zastanawiał się, skąd ta zmiana, ale na szczęście nie komentował.
Stiles zresztą nie wiedział, co miałby mu powiedzieć. Nie byli z Peterem parą. Hale pewnie nie porzuci dla niego swoich uległych. To byłoby nierozsądne, biorąc pod uwagę, że tamte układy działały niezależnie, nie wiadomo jak długo. Może wilkołak nawet zaproponuje, aby wychodzili tam, co czwartek albo środę, aby w pozostałe dni był wolny.
Stiles nie do końca wiedział jak powinien się z tym czuć. Brian był interesujący, ale to nadal nie było to. Czuł to wyraźnie już podczas ostatniej sceny. Jego uwaga dryfowała w stronę Petera za każdym razem, gdy znajdował się w tej samej przestrzeni, co mężczyzna i dopiero teraz to do niego powoli docierało.
Jego komórka za-wibrowała, więc zerknął na smsa spodziewając się jakiegoś zdjęcia podesłanego przez Scotta, ale tym razem był to Peter.
Pierwsza rzecz, która przychodzi ci do głowy
Stiles zamknął oczy i po prostu wiedział.
