Witajcie, Kochani! Jedziemy dalej! Tak sobie piszę i piszę, i myślę, że chyba będę musiała zmienić rating. Nie, nie lada dzień, jeszcze trochę to potrwa, ale kto jest w stanie oprzeć się Zevranowi? Mam nadzieję, że nikt z moich drogich Czytelników nie poczułby się urażony odrobiną (lub taką trochę większą odrobiną...) zdrowej erotyki, hm? Miłej lektury :)


Bolało ją wszystko, każdy pojedynczy mięsień, ścięgno, a nawet kość. Jazda konna zawsze sprawiała jej ogromną radość, ale siedzenie w jednej pozycji przez cały dzień, zatrzymując się tylko po to, by napoić siebie i zwierzę, to sposób spędzania czasu do jakiego nie była przyzwyczajona. Miała wrażenie, że jeżeli zaraz nie stanie na własnych nogach, zupełnie zapomni jak prawidłowo ich używać.

- Powiedz mi Zevran, czy znajdziemy tę twoją karczmę zanim bezwładnie zsunę się z siodła?- Livia leniwie przekrzywiła głowę, mówiąc jakby od niechcenia, z ostentacyjnie znudzoną, wyblakłą miną.- Czy może specjalnie prowadzisz mnie jakąś okrężną drogą żeby napawać się moim cierpieniem, hm? Jak to jest, Zev?

Elf jadący obok niej, wyprostowany, uśmiechnięty i rześki jakby właśnie obudził się po dobrze przespanej nocy, spojrzał na nią z rozbawieniem, wysoko unosząc brew.

- Ktoś tu zaczyna dramatyzować i to nie jestem ja? Jestem w szoku, Słodka Strażniczko!- Roześmiał się głośno i z worka przytroczonego do końskiego boku wyciągnął dorodne, rumiane jabłko. Niespodziewanie rzucił je w stronę Livii, aż pisnęła zaskoczona, wychylając się niebezpiecznie do tyłu, balansując desperacko, by utrzymać się w siodle, ale złapała owoc w locie, zanim spotkał się z jej nosem.- No, jeszcze nie jest tak źle. Refleks w normie więc obóz rozbijemy kawałeczek dalej.- Uśmiechnął się szelmowsko i wsuwając dłoń do worka jeszcze raz, wyciągnął jabłko, w które tym razem osobiście zatopił zęby.

- Ty naprawdę jesteś szalony!- wykrzyknęła ożywiając się nagle, zła, że przez niego mogła spaść na ziemię. Oparła pięści na biodrach i spojrzała na niego z pretensją pomieszaną z niedowierzaniem. Jak można być tak beztroskim i lekkomyślnym!

- Dopiero teraz zauważyłaś? Miałem cię za nieco bystrzejszą.

On też miał dobry refleks. Złapał jabłko wyrzucone z tak zaskakującą siłą, jaką kobieta może odznaczać się tylko w chwilach prawdziwej furii. Zatrząsł się ze śmiechu, niemalże dusząc się przy tym kawałkiem, którego nie zdążył wcześniej przełknąć.

- Rozbijamy obóz. TERAZ.

Zevran zgrabnie zawrócił konia i zatrzymał się raptownie. Stali tak chwilę bok w bok, strzemię w strzemię, mierząc się wzrokiem. Livia zacisnęła zęby ściągnęła brwi, czując jak agresja buzuje w jej wnętrzu. Wiedziała, że w tej chwili wszystkie gromadzone przez tygodnie negatywne emocje zwijają się w ciasny kłębek i żądają uwolnienia w jakiejkolwiek postaci. Najlepiej w formie silnego ciosu precyzyjnie wymierzonego w cokolwiek (choć nie da się ukryć, że w tej konkretnej chwili najchętniej w pewnego, aroganckiego Elfa) lub długiej, bogatej w kwieciste epitety, rozprawy. Zachowanie Zevrana było jedynie iskrą, która trafiła na podatny, łatwopalny grunt, który prędzej czy później i tak zapewne zająłby się ogniem.

On też miał poważną, niemalże groźną minę. Czy naprawdę swoim wybuchem wyprowadziła go z równowagi? Jego? Zeva? Nie mogła uwierzyć! Z jego ust zniknął uśmieszek, oczy były zimne, a jednocześnie pełne emocji, złości, determinacji, siły. Miała wrażenie, że wszystkie mięśnie w jego ciele są spięte, gotowe do ataku, jak u drapieżnika, który wypatrzył już w oddali swoją kolację.

Opuściła wzrok zmieszana, a może nawet lekko… przestraszona? Dlaczego miałaby się przestraszyć swojego przyjaciela kiedy nie odczuwała lęku przed tyloma innymi okropnościami?!

Zrozumiała dopiero wtedy, gdy widząc jego szeroki uśmiech wypuściła z ulgą nieświadomie wstrzymywane powietrze. Bała się, że przesadziła, że przekroczyła granicę. Bała się, że istnieje możliwość, iż Zevran odwróci się i odjedzie, podczas gdy zdążyła już przyzwyczaić się do myśli, że nie musi być sama.

- Oj, Livia, Livia, czy naprawdę pomyślałaś, że mógłbym się na ciebie gniewać za to, że pokazałaś mi swój ognisty temperament? Och!- westchnął z emfazą, odrzucając głowę do tyłu.- Ja żyję dla takich chwil! Twoje oczy tak pięknie błyszczą gdy się złościsz!

Uderzyła go z pięści w ramię, ale nie z taką siłą jakiej miała ochotę użyć jeszcze chwilę temu, oj nie. I nawet nie wiedział jak bardzo powinien być jej za to wdzięczny! Nie mogła udawać, że obok wciąż jeszcze wyraźnej irytacji nie pojawiła się jednak nutka rozbawienia i zadowolenia.

Zaśmiał się rozmasowując sobie ramię i patrząc na nią z udawaną pretensją.

- Bogowie, trzymajcie mnie!- przewróciła oczami.- Tylko Wy wiecie ile razy od dnia, w którym uratowałam tę marną istotę, miałam ochotę ją zabić!

- Oj tam, założę się, że nie raz miałaś ochotę robić też różne inne rzeczy z tą Istotą i morderstwo nie było na szczycie twojej listy- powiedziawszy to, sugestywnie wbijając spojrzenie w oczy Livii, odgryzł z uśmiechem kawałek jabłka.- Chyba, że masz jakieś specyficzne upodobania… Ale spokojnie! Szanuję to, widziałem w życiu różne dziwactwa i jeszcze więcej fetyszy!

Jęknęła zbolałym tonem i zeskoczyła z siodła. Ucieszyła się, że zapadał już zmrok, bo w niejasnym świetle jej rumieniec nie był tak wyraźny. Skapitulowała. Czekała z niecierpliwością na dzień kiedy przegada bezpruderyjnego Zevrana Arainai.

Zaczęła zbierać drewno na ognisko, jakieś mniejsze gałązki, trochę igliwia, tak żeby starczyło na noc. Zupełnie jak kiedyś. Rozbijanie obozu trwało w jej wykonaniu kilka minut, a tym razem jeszcze krócej, bo była ich tylko dwójka i nie potrzebowali wiele. Najważniejszy był ogień, który służył nie tylko do obrony przed zimną, fereldeńską nocą, ale i fereldeńską fauną grasującą w kniejach.

- No już dobrze, nie obrażaj się.- Zevran przejął od niej naręcze patyków i szturchnął ją przyjacielsko w bok.- W ramach przeprosin ja wszystko przygotuję, a Ty idź odpocząć.

- Nie obrażam się, jestem zła- odparła krzyżując ręce na piersiach i krzywiąc się jak dziecko. Czasami w ogóle nie przypominała Livii jaką znały tłumy. Nie miała siły całą dobę zgrywać Wielkiej Pogromczyni Plagi. Miała swoje słabości i bolączki, miała uczucia. Czasami też po prostu była kobietą.

Zevran uśmiechnął się do niej ciepło i niespodziewanie, czule pocałował ją w policzek.

- Dobrze, Słodka Strażniczko. Ty bądź zła, a ja przygotuję nam obóz.

Prychnęła, z całych sił starając się powstrzymać uśmiech i występujący na policzki rumieniec. W obu przypadkach poniosła klęskę. Spuściła wzrok i skinęła głową, patrząc na niego spod rzęs.

Rozłożyła swój koc, brzeg zawijając w rulonik, by móc oprzeć na nim głowę. Przykryła się wełnianą peleryną i w milczeniu obserwowała jak Zevran szykuje ognisko. Nie zostało w niej ani śladu złości po niedawnej sprzeczce. Wręcz przeciwnie- niezwykle jej ulżyło. W końcu pozwoliła sobie dopuścić negatywne emocje do głosu i po prostu wyrzuciła je na zewnątrz.

To jak Zevran na nią wpływał, dla niej samej było ogromną zagadką. Nikt inny nie wyzwalał w niej tak skrajnych i jednocześnie tak silnych emocji jak on. W jednej chwili miała ochotę udusić go gołymi rękami, a w drugiej topiła się od zwykłego całusa w policzek. W jego towarzystwie nie zastanawiała się czy to co chce powiedzieć jest właściwe albo, czy nie zrobi z siebie idiotki. Dawał jej poczucie pełnej akceptacji i dzięki temu czuła się szczęśliwa. Czuła się sobą.

Rzucił okiem w stronę Livii i dostrzegł, że ta go obserwuje. Szybko spuściła wzrok, jak podglądacz przyłapany na gorącym uczynku, a on uśmiechnął się do niej tylko i powrócił do rozpalania ognia. Nie zajęło mu to dużo czasu, miał wprawę. Po kilku minutach płonące drewienka wesoło trzaskały, a Zevran podszedł do niej bliżej i kucnął opierając dłonie na jej ramionach. Zajrzał jej uważnie w oczy.

- Pomogę ci przenieść twoje rzeczy bliżej ognia, chodź.

Prędko zwinęła koc, na którym siedziała i rozwinęła go tuż obok paleniska. Stała tak chwilę, jedynie przyglądając się żółtym płomieniom, delektując się ich ożywczym ciepłem. Zevran zaszedł ją od tyłu, jak zwykle nie zdradził się najmniejszym szelestem. Kątem oka zauważyła, że wyciągnął do niej rękę z jakimś przedmiotem.

- Pomyślałem, że może jednak będziesz miała ochotę.

Przewróciła z uśmiechem oczami widząc nienaruszone jabłko, owoc ich niezgody. Przyjęła je i od razu odgryzła kawałek. Było pyszne. Soczyste i twarde, każdemu kolejnemu kęsowi towarzyszyło głośne chrupnięcie.

- Jeśli jesteś głodna to mogę skoczyć upolować jakiegoś fenka czy coś...

- Nie, nie trzeba, dziękuję- odpowiedziała uśmiechając się do niego łagodnie. Może powinnam częściej się z nim kłócić?

Czuła się dobrze przy tym ognisku, ze świadomością, że Zevran stoi za jej plecami. W chwili kiedy o tym pomyślała poczuła jego dłonie na swoich ramionach, delikatnie masowały jej napięte mięśnie, obolały kark. Nie robił tego ani za mocno, ani za lekko, po prostu idealnie. Tak idealnie, że aż nie mogła powstrzymać stłumionego westchnienia, które wydobyło się z jej wnętrza. W odpowiedzi usłyszała cichy, gardłowy śmiech, przypominający trochę mruczenie kota.

- Wiedziałem, że właśnie tego ci trzeba- wyszeptał jej do ucha, zataczając kciukami małe kółeczka.

Uśmiech wypełzną na jej usta, leniwie chrupała jabłko i rozkoszowała się ciepłem ogniska. Westchnęła z rozkoszy, a chwilę później syknęła z bólu, kiedy za mocno docisnął mięsień. Przeprosił cicho.

- No dobrze, na razie wystarczy.- Livia była innego zdania. Rzuciła mu błagalne spojrzenie. Roześmiał się tylko.- Ja biorę pierwszą wartę. Obudzę cię za dwie godziny.

- Ale ja nie jestem jeszcze śpiąca, mogę zostać na czatach- wyprężyła plecy, czując błogie rozluźnienie.- Zresztą i tak nie sądzę, że ktoś nas tu zaatakuje. Chyba, że krwiożerczy bryłkowiec, ale zdaje mi się, że one wolą ciemniejsze miejsca.

Zevran pokręcił głową i westchnął głośno.

- Połóż się- nakazał.

- Po co?- zapytała wzruszając ramionami i podejrzliwie mrużąc oczy.

Westchnął jeszcze głośniej.

- No połóż się na brzuchu, przecież nic ci nie zrobię, jesteś w pełnej zbroi, na cycki Andrasty!

Uniosła brwi słysząc tradycyjne powiedzenie Oghrena w ustach Elfa, ale posłusznie położyła się na brzuchu. Chwilę później Zevran usiadł na niej okrakiem, z kolanami w okolicach jej talii.

- Hej!- krzyknęła zdziwiona, próbując obrócić się, by zrzucić go z siebie.

- Uspokój się i leż spokojnie, zachowujesz się jak wystraszone zwierzątko.- Zevran odpiął jej klamrę spod szyi i zdjął pelerynę, która i tak nie była jej potrzebna przy cieple płonącego ognia, a następnie przystąpił do umiejętnego masażu. Trochę przeszkadzały mu skórzane pasy o sporych klamrach, ale przynajmniej zdjęła swoje sztylety, to już było coś.

- Naprawdę myślisz, że zrobiłbym cokolwiek na co nie miałabyś ochoty?

Zamarła. Nie widziała jego twarzy, ale w jego głosie od razu rozpoznała smutek. Jego palce delikatnie ugniatały jej ciało, cisza gęstniała i przedłużała się coraz bardziej, jej policzki płonęły, a w głowie trwała gonitwa myśli.

- Nie- odpowiedziała po chwili głosem łagodnym i cichym, ostrożnie dobierając słowa.- Tak naprawdę mam… pewne problemy z zaufaniem.

Była to prawda. Ufała mu na polu bitwy, kiedy osłaniał jej plecy, ufała, że jej nie opuści, choć jednocześnie nie potrafiła się tego nie obawiać, ufała także, że pójdzie za nią wszędzie, gdzie tylko ona wskaże. Nie do końca ufała jednak sobie. Kiedy do gry wkraczały jego zręczne palce, bliskość i ciepło ogniska, kiedy byli sami z dala od cywilizacji nie bała się tego, że Zevran będzie próbował ją fizycznie wykorzystać- bała się, że ona mu na to pozwoli. Bo to nie chodziło już o to „na co miałaby ochotę" tylko o to, do czego nie powinna dopuścić, dla własnego dobra. Cały czas czuła się zraniona po jeszcze tak bardzo świeżym zawodzie miłosnym i nie miała zamiaru jeszcze bardziej komplikować sobie życia. Nie potrafiła też rozgraniczać fizycznej czułości z czymś, co inni nazywają zwykłą zabawą. Była żywą istotą, czuła fascynację, pożądanie, ciekawość, ale potrafiła nad tym panować. Nie zawsze było łatwo, ale wiedziała, że nie może sobie pozwolić na uleganie słabościom.

Zevran nadal masował jej plecy, ramiona, szyję, robił to wolno i dokładnie, na przemian mocno i delikatnie. Jej ciało pokryło się gęsią skórką.

- Rozumiem- odparł w zamyśleniu.- Chciałbym jednak żebyś wiedziała, że jestem tu dla ciebie i nikomu nie pozwolę zrobić ci krzywdy. Sam też nie mam takiego zamiaru.

- Dziękuję, Zev. Doceniam to.

Przymknęła powieki, uśmiechnęła się lekko. Dłonie Zevrana cały czas robiły swoje. Wydawało jej się, że mężczyzna jeszcze coś do niej mówi, cichym, spokojnym głosem, ale słyszała go jak spod wody. W końcu, nie wiedząc nawet kiedy, poddała się i zasnęła.


Tak, miałem w życiu wiele kobiet, choć nie ograniczałem się do jednej płci. Przyjemność można dawać i przyjmować na wiele sposobów, a ja byłem hedonistą, co tu ukrywać. Wychowując się w burdelu widzi się różne rzeczy, różne rzeczy także się robi, różne fantazje przychodzą do głowy. Nie ze wszystkiego jestem dumny, ale też nie wstydzę się niczego.

Wiem na pewno, że wolę kobiety. Być może to kwestia tego, że lubię wyzwania, a może po prostu fakt, że mają cycki. Jeszcze nie zdecydowałem, ale, och, jak ja je uwielbiam!

Nie tylko biust jest zachwycający! Cała kobieca fizjonomia, tak różna od męskiej, tak pięknie pofalowana i pozakrzywiana, wypukła i wklęsła… Każda inna, każda piękna na swój, niepowtarzalny sposób… I te o skórze białej jak mleko i czarnej jak krucze pióra, gładkiej niczym czyste płótno i upstrzonej piegami, o włosach rudych, czarnych, blond… Wszystkie zapierające dech w piersiach.

I jest też ona. Kobieta, która wymyka się wszelkim skalom. Nie tylko piękna, ale zabawna, pozbawiona egoizmu, troszcząca się o innych, nucąca pod nosem gdy myśli, że nikt nie patrzy, leniwie żonglująca sztyletami, ociekająca we krwi wrogów… O tak, wtedy jest najpiękniejsza. Wtedy i gdy patrzy prosto w moje oczy z tym zaintrygowanym spojrzeniem, z lekko uniesionymi brwiami i uchylonymi, lśniącymi ustami… ach, ile bym dał, by była moja.

Ale tak jak już mówiłem- ona nie jest taka jak kobiety, które znałem. Czy nie próbowałem na niej wszystkich swoich chwytów? Próbowałem! Raz kiedy użyłem swego najlepszego i najskuteczniejszego tekstu na podryw, zwyczajnie się roześmiała. Aż wino poszło jej nosem! Cóż, zawsze miło wywołać uśmiech na jej twarzy, ale w dziewięćdziesięciu procentach przypadków ta sekwencja słów, w równej mierze z dyskretnym dotknięciem dłoni i sugestywnym uśmieszkiem, skutkowała namiętnymi harcami jeszcze tej samej nocy. Z takim zamiarem też ją zastosowałem, nie ukrywam. A tu co? Poklepanie po ramieniu i wycieranie nosa rękawem. Szczyt marzeń.

Chwilę mi zajęło nim zrozumiałem dlaczego w ogóle nie dostrzega moich zabiegów. Wtedy też uświadomiłem sobie, że zupełnie mi się to nie podoba. Spojrzenia jakie wymieniała z Alistairem były właśnie takie, jakie chciałem by wymieniała ze mną. To jak skromnie opuszczała oczy i oblewała się rumieńcem, kiedy tylko wzrok Blondiego padał na nią… Każdy mężczyzna chyba by zwariował!

Muszę przyznać, że sam byłem zdziwiony. Nigdy nie miałem problemu z tym aby się dzielić, w końcu nie miałem zamiaru za nią wyjść tylko się z nią przespać. Raz czy dwa. No, góra kilka.

Tak było na początku, zanim zobaczyłem jakim skarbem jest ta kobieta. Doszło do tego chyba wtedy, gdy poddałem się z próbami dobrania się do jej majtek. Czy nie było to tak jakoś po walce z tymi śmierdzącymi spalenizną demonami? Taaak, to musiało być wtedy, skoro nie miałem nawet siły spróbować, zważywszy na to jak często zastanawiałem się jak te majtki w ogóle wyglądają i jakie cuda kryją. A co jesli ona w ogóle nie nosiła majtek? Mniejsza o to! W każdym razie, kiedy wieczorem jak zwykle przyszła zamienić słowo czy dwa, została na dłużej. Opowiedziałem jej wtedy wszystko, całą pieprzoną historię swojego życia, popijając wino, wypluwając z siebie wszystkie te brudy, których nigdy nie wypowiadałem na głos, a ona… Słuchała. A potrafiła słuchać jak nikt inny, jest w tym prawdziwą mistrzynią, mówię wam! Naprawdę, wtedy chyba zostałem wysłuchany po raz pierwszy od… Od nie mam pojęcia kiedy!

I to właśnie po tym konkretnym wieczorze oprócz jej majtek zaczęła mnie interesować też cała reszta. Cała piękna, cudowna reszta, na którą nie zasługiwałem i o której marzyłem dzień i noc. Nie przeszedłem też znowuż aż tak wielkiego katharsis, nie przestałem z dnia na dzień być samolubnym dupkiem, oj nie. Jasne, że na nią nie zasługiwałem, mimo to pragnąłem jej i starałem się z każdym dniem być coraz lepszym, choć ciut bardziej jej godnym.

Alistair nie był żadną przeszkodą. Kiedy dotarliśmy do Denerim widziałem, że coś się święci, że ich idylla lada dzień się skończy. Wiecie co? Naprawdę miałem mieszane uczucia. Nienawidzę patrzeć jak Livia jest smutna. Kiedy zjawiała się w sali jadalnej z opuchniętymi oczami albo jak wyjeżdżała w pełnym galopie do lasu, z wypranym z emocji wyrazem twarzy, miałem ochotę pójść i zniszczyć źródło problemu. Wiedziałem jednak, że wtedy tym bardziej pogrążyłaby się w żałobie. Bałem się, że coś sobie zrobi, dlatego czasami jechałem za nią, a innym razem wyglądałem z najwyższej wieży, by mieć ją na oku.

Jednak jednocześnie cieszyłem się jak głupi. Byłem przy niej częściej niż zwykle, a ona także chętnie wpadała porozmawiać, pośmiać się czy razem skoczyć na polowanie. Musiała szukać ucieczki od Alistaira, a ja byłem więcej niż szczęśliwy, by jej ją ofiarować.

A teraz podróżowaliśmy tylko we dwoje i czułem się zupełnie tak, jakby ktoś doczepił mi skrzydła. Mogłem się o nią troszczyć, droczyć się z nią, wywoływać u niej uśmiech (Andrasto, jak ona pięknie się uśmiechała!) i naprawdę miałem gdzieś to gdzie się kierujemy. Pojechałbym za nią choćby do Tevinteru, choćby z powrotem do Denerim (choć już chyba wolałbym Tevinter, dziękuję bardzo…)!

Kiedy dała mi się dzisiaj tak łatwo sprowokować, nie mogłem powstrzymać chęci przeprowadzenia małego testu. Udawanie to mój konik w takim samym stopniu jak zabijanie, więc nie miałem z tym najmniejszego problemu. Ooo, jak seksowne było to płomienne spojrzenie, którym mnie uraczyła, jak głęboka tkwiła w nim złość! Gdyby tak wpić się teraz w jej ściśnięte gniewem usta…

Nie, nie byłaby zachwycona. Jeszcze za wcześnie. Kiedy mówiłem, że pomogę jej zapomnieć, mówiłem szczerze. Nie mogłem teraz tego zepsuć swoim pośpiechem.

Kiedy zobaczyłem jak jej oczy łagodnieją, jak na jej twarzy pojawia się zakłopotanie, nie mogłem już dłużej się kontrolować i roześmiałem się głośno. Speszyłem ją! Przecież widziałem już wcześniej jej pokerową twarz, była niewiele gorsza od Stena!

Sprzeczki są takie ożywcze! A patrzenie jak jej policzki oblewają się szkarłatem po usłyszeniu erotycznego dowcipu, działa na mnie jak płachta na byka.

Musiałem ją dotknąć. Chciałem przycisnąć ją do siebie, przytulić, przygładzić rozwichrzone w złości włosy, ale czułem, że może poczuć się niezręcznie. Masaż pleców był czymś co wydało mi się najlepszą opcją, a jej ciche pojękiwanie utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Żeby tylko wiedziała co ona ze mną robi przy pomocy tych kilku zduszonych westchnień... A może jednak lepiej żeby nie wiedziała.

Kiedy poprosiłem ją żeby się położyła, w jej oczach zabłyszczało prawdziwe przerażenie. Nie miałem pojęcia dlaczego, ale zabolało. Mocno. Czy naprawdę mi nie ufała? Myślała, że byłbym w stanie… ją zgwałcić? Sama myśl o tym napawała mnie odrazą. A kiedy odpowiedziała miałem ochotę palnąć się w czoło.

Idioto, ona właśnie zakończyła związek! Mężczyzna, którego kochała ożenił się z inną i miała prawo być dość nieufna wobec całej reszty męskiej populacji. Niesłusznie, ale miała takie prawo!

Kiedy powiedziałem jej, że będę ją chronił wyraźnie się rozluźniła. Widziałem bok jej twarzy, przysypany w prawdzie kosmykami włosów, ale dostrzegłem ten piękny, spokojny uśmiech.

- Pomogę ci o nim zapomnieć. Zrobię wszystko co w mojej mocy, obiecuję- powiedziałem z pełnym przekonaniem, masując jej drobne plecy, żałując, że nie mogę robić tego bezpośrednio na jej nagiej skórze, ale dobre było i to. Byłem prawie pewny, że nie usłyszała moich słów, bo jej oddech stał się bardziej miarowy, powieki opadły ciężko, a rzęsy rzucały długie cienie na jej policzek.

Wstałem z jej bioder i kucając obok, szybko i delikatnie pocałowałem ją w czubek głowy, przykrywając jej ciało peleryną. Wiedziałem, że jednak zaśnie! I ja mam niby za godzinę mieć serce budzić te piękną istotkę, by zastąpiła mnie na warcie? Niedoczekanie! Zevran Arainai w takich chwilach jak ta może spać nawet z otwartymi oczami.