AUTORKĄ TEGO FF JEST LyricalKris.
POSIADAM ZGODĘ NA TŁUMACZENIE!
Link do oryginału:
www(kropka)fanfiction(kropka)net/s/5931244/1/Deceitful-Taboos
Link do profil autorki:
www(kropka)fanfiction(kropka)net/u/1914450/LyricalKris
ROZDZIAŁ JEDENASTY: W KTÓRYM MARZENIA SĄ PRAWIE REALIZOWANE
Twarz Jaspera przypominała jedną z twarzy LOL cats - wiecie, która nie może być niewidoczna. Jego oczy były szeroko otwarte i przerażone.
To było coś więcej, niż przyznanie się, że kuzynostwo wzajemne do siebie ciągnęło. Sytuacja, którą zobaczył rozgrywającą się przed sobą, była czymś innym. To było... niedpouszczalne.
- Koleś! - krzyknął, potrzebując zepsuć surrealistyczną scenę.
Edward i Bella oddalili się od siebie. Leżeli po przeciwnych stronach łóżka. Byli pozbawieni tchu, oraz zaczerwienieni z powodu zabawy ze swoimi migdałkami. Przez ułamek sekundy Edward wyglądał na przerażonego. Potem przypomniał sobie, że dziewczyna nie jest jego kuzynką, więc ponownie nie mógł się nie uśmiechnąć.
- Jesteśmy zajęci, Jazz - powiedział lekceważąco, przyciągając do siebie Bellę. Dziewczyna wydała z siebie zaskoczony dźwięk, ale potem uśmiechnęła się w jego usta i z łatwością go pocałowała. Normalnie, byłaby zażenowana tego typu sytuacją, ale najprawdopodobniej jej reputacja i tak już została kompletnie zniszczona, gdy Jasper wszedł do pokoju.
Jeśli oczy Jaspera mogłby wyjść na wierzch jeszcze bardziej, przypominałby postać z bajki. - Co jest złego wami? Musicie się od siebie odpierdolić teraz! - wyglądał, jakby miał zamiar tupnąć na nich nogą.
Edward spojrzał na Bellę z figlarnym uśmiechem na twarzy. Uniósł na nią brew i posłał spojrzenie, które pytało czy chcesz się zabawić?
Ciekawa, drobiazgowo skinęła głową, cicho obiecując podążyć w ślad za nim.
Umieszczając bardzo poważny wyraz na swojej twarzy, Edward odwrocił się do swojego najlepszego przyjaciela. - Jasper, mamy kilka wiadomości. Prawdą jest, że... Bella i ja kochamy się. Zdecydowaliśmy się stwaić czoła konsekwencjom. Pójdziemy z tym.
- Żartujesz. Ty musisz sobie, kurwa, teraz ze mnie żartować - Jasper wszystko wykrzyczał.
Bella pokręciła z powagą głową. - Pomyśl o tym, Jasper. To sytuacja idealna. Będziemy idealną parą. Nigdy nie będziemy kłócić się, czyją rodzinę odwiedzić w wakacje.
- I pomyśl o ślubie - Edward powiedział, kiwając głową w zamyśleniu. - Nie będziemy potrzebowali osoby ustawiającej gości na weselu, ponieważ będzie tylko jedna strona.
- Racja - Bella zgodzila się. - Nikt nie zapyta gości, czy są od pana młodego, czy panny młodej. Goście zaproszeni z dwóch stron, będą tacy sami.
- To jest chore - Jasper wymamrotal głównie do siebie. Trzymał się za ramię i szczypał, mając nadzieję, że to tylko zły sen.
- Musisz to tylko zaakceptować, Jaaz - Edward powiedział dobitnie, leżąc na łóżku z Bellą w swoich ramionach.
Jasper spojrzał na parę, która ze spokojem na niego patrzyła. Następnie zrobił ostatnią rzecz, której obydwoje się spodziewali.
Doniósł na nich.
- Esme! - zawołał przez ramię na tyle głośno, że usłyszała go, niezależnie od tego, gdzie znajdowała się w domu.
Przez kilka sekund Edward i Bella zamarli. - Jazz... - Edward powiedział zdradzony, zduszonym głosem. Nie był pewien, czy prawidłowo usłyszał.
Nikt nie doniósł na niego, odkąd był w piątej klasie.
Następnie Bella i Edward byli w ruchu. Chociaż oboje wiedzieli, że nie są kuzynostwem, scena nie była bardzo niewinna. Niestety, Edward nie dowiedział się, gdzie wylądowała jego koszula, więc paradował z nagim torsem, gdy jego matka pojawiła się w drzwiach.
Miał nagi tors, włosy zmierzwione bardziej niż zazwyczaj i rumieńce na twarzy. Włosy Belli miały się dużo gorzej, ponieważ zostały poturbowane przez jego długie palce. Jej ubranie było w nieładzie.
Oni. Pieprzyli. Się.
Jakby tego było mało, Emmett zaalarmowany krzykami innych, stał teraz za Esme, ze zrezygnowanym wyrazem twarzy.
Przez dłuższą chwilę, w piątkę, gapili się na siebie. Nie wiedzieli co powiedzieć. Esme była tą, która przerwała milczenie. - Edwardzie, kiedy twój ojciec i ja mówiliśmy, że będziemy szczęśliwi niezależnie kogo przyprowadzisz do domu, myśleliśmy, że jesteś gejem.
W tym momencie, oczy Edwarda niebezpiecznie wyskoczyły z jego głowy. - Co? Mamo, nie jestem gejem.
- Dobrze, widzę to - Esme odpowiedziała, wskazując bezradnie.
Zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, rozbrzmiał dzwonek do drzwi. - Otworzę - Esme powiedziała szybko. Wciąż nie mogła dojść do siebie po obejrzeniu sceny przed sobą. Idąc powitać gościa, szła po to, by się rozproszyć. Pobiegła zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować.
- Co jest kurwa, Jasper? - Edward gotował się ze złości na swojego najlepszego przyjaciela, niedługo, gdy Esme zniknęła.
- Czego chcesz ode mnie? To... To... To jest złe. Jeśli nie widzisz tego samodzielnie... Mam na myśli, co teraz zamierzasz zrobić? Twoje dzieci będą mieć błonę pławną między stopami - Jasper powiedział błagającym głosem, aby Edward zrozumiał jego pozycję.
- Właściwie - Emmett przerwał, wyglądając niepokojąco poważnie - pozwoliłem sobie poszukać badań dla ciebie. Zmutowane dzieci są bardziej mitem, niż nie. To znaczy, to technicznie prawda, ale tylko, gdy pokolenie po pokoleniu miesza się w tej samej puli genów. Jeśli będziesz miał dziecko ze swoją kuzynką, szansa, że dziecko będzie miało wadę genetyczną, wynosi tylko jedną setną większego procentu.
Pozostała trójka popatrzyła na niego z przerażeniem i... niedowierzaniem.
- Co? - Emmett powiedział, mrużąc oczy. - Wiem czego szukać. Byłem szóstkowym uczniem, kurwa!
- Spodziewałeś się tego? - Jasper zapytał.
Biedny chłopak zaczął się zastanawiać, czy nie został uprowadzony do równoległego wszechświata, w którym wszystko było w porządku.
Emmett wiercił się niespokojnie. - Cóż to było nieuniknione, koleś. To znaczy, byłeś w pobliżu tej dwójki? Jeśli jesteś z nimi dłużej niż minutę, napięcie seksualne staje się nie do zniesienia. Nie mogę powiedzieć, ile razy musiałem złapać Rosie i -
- EMMETT! - Jasper i Edward zaprotestowali razem.
- W każdym razie, kuzynka czy nie, napięcie seksualne było tak poważne, że musiało być rozładowane przez kogoś, albo by eksplodowało - Emmett dokończył.
- W porządku, to śmieszne - Bella mruknęła. Wzięła głęboki oddech, aby wszystkim wszystko wyjaśnić.
Zanim mogła powiedzieć, czarnowłosa osoba wparowała do pokoju. - Bella! Bella, Bella, Bella, Bella, tęskniłam za tobą tak bardzo!
Z powodu swojej nadpobudliwości, przyjaciółka Belli całkowicie zapomniała o jej nierównym poczuciu równowagi. Kiedy rzuciła się w ramiona Belli, obie upadły na łóżko.
- Ta historia... Z każdą sekundą staje się bardziej pokręcona - Emmett powiedział.
- Myślę, że polubię ten moment zwrotny... - Jasper wymamrotał, gdy patrzył, jak dziewczyny próbowały wyprostować się.
- Przepraszam... Kim jesteś? - Emmett zapytał głośniej.
- Wydaje się - Esme powiedziała, pojawiając się za nimi wyraźnie blada - że TO jest Alice.
- Alice kto? - Emmett zapytał, nie za bardzo nadążając.
- Alice, twoja kuzynka, Alice - Edward wyjaśnił, czując ulgę, gdy patrzył, jak Alice i Bella probowały się rozplątać.
- Poczekaj, więc... Kim jest Balice?
- Balice to Bella - Jasper powiedział z niedowierzaniem, rozumiejąc wszystko.
- Nie jesteś Alice? - Emmett zapytał Bellę.
Powoli rozpaczliwie bojąc się, że Esme i Emmett będą na nią horendalnie źli, Bella pokręciła głową.
- Ona jest moją najlepszą przyjaciółką - Alice powiedziała uśmiechając się i skacząc do góry. Pokonała cały pokój i wskoczyła na Emmetta, ciasno oplatając ręce wokół jego szyi. - Cześć, kuzynie! - powiedziała na powitanie. - Jestem Alice. Nie bądź zły. Jeśli masz się gniewać, nie bądź zły na Bellę. Ja ją tutaj przysłałam. Noże nie będą potrzebne - skinęła poważnie głową.
Emmett spojrzał na drobiazg owinięty wokół jego szyi i prawie wystraszone oczy... A potem zaczął się śmiać. Przytulił Alice z powrotem. - Poważnie? Zamieniłyście się miejscami, jak w filmie ze złą Lindsay Lohan?
- Przede wszystkim - Alice powiedziała wiercąc się w uścisku - Nie wierzcie bliźniaczkom1 to dobry film. Po drugie, to nie oryginalny film Linsday Lohan. Gdy ta biedna dziewczyna wyszła z jej myśli, to było słodkie.
- Nie będziesz mieszać Linsday. To pierwsze przykazanie wiedzy, Alice. To leki na receptę usmażyły jej mózg i pozbawiły pracy. Chociaż bliżniaczki powinny się spotkać - Bell wyjaśniła, uśmiechając się, poniewaz Alice to Alice.
Kruczowłosa dziewczyna skinęła głową z zadowoleniem. Doskoczyła do Edwarda i przytuliła go. - Naprawdę, cieszę się, że cię spotkałam. Słyszałam, że twój pierwszy pocałunek dał czadu, mały kuzynie - zachichotała, kiedy Edward uśmiechnął się z zadowoleniem. - Nie wyglądasz na zaskoczonego.
- W pewnym sensie... Ujawniłam mu się dziś rano - Bella wyjaśniła rumieniąc się, gdy przypomniała sobie słowa Jacoba i wszystko co potem się stało.
Uśmiechnęła się łagodnie, a Edward chwycił ją za rękę.
- Czekaj... - czuły moment został przerwany przez Jaspera, który szybko wskazał na ich dwójkę. - Edward był twoim pierwszym pocałunkiem?
Uśmiech Belli nagle zniknął.
- Ale ty do dzisiejszego poranka nie powiedziałaś o sobie... I wczoraj całowaliśmy się...
Teraz uśmiech Edwarda zniknął. - To był... wypadek. Mam na myśli - szybko spojrzał na Bellę - chciałem go, ale nie chciałem, aby... To znaczy... - wymamrotał.
Emmett zaczął się śmiać, ponieważ zwłaszcza teraz widząc nieswojego Edwarda, całkowicie rozumiał dlaczego, to było orzeźwiające. I histeryczne. Nawet Esme uśmiechała się. Teraz, gdy kobieta powoli zaczęła oswajać się z oszustwem dziewcząt, urocza byłamdla niej obecna wersja zawstydzonego młodszego syna.
- Spójrz - Emmett powiedział między śmiechem. - Mówiłem ci, że on jest zboczeńcem. Powinnaś zobaczyć jego kolekcję porno.
- Emmett! - Edward zaprotestował.
- W porządku, kochanie - Esme zapewniła. - Myślę, że masturbacja to całkiem zdrowa praktyka.
- Mamo! - zarówno Emmett i Edward zaprotestowali.
- Co jest złego z tobą i tatą? - Emmett zapyytał odrobinę oszołomiony. - Mam na myśli, że on opowiadał o latających jądrach w jego głowie, a ty mówisz o masturbacji... Nie dali tobie podręcznika, gdy nas urodziłaś? Ugh! Wiesz, nie mogę tego słuchać!
Podczas gdy Emmett wygłaszał tyradę swojej matce, Alice bardzo rozbawiona przez wybryki swojej rodziny, odwróciła się do jeszcze jednej osoby, którą miała przywitać.
Po raz pierwszy w życiu, Alice oniemiała. Ona po prostu... wpatrywała się.
Jasper również ją obserwował. Jego myśli, podobnie jak jej, były zszokowane i pozostawione ruchu.
Gapili się na siebie tak długo, że reszta pokoju patrzyła się na nich.
Ciężkie uczucie mrowienia podwoiło się w pokoju. Emmett wiercił się, opierając się pokusie, aby znaleźć Rosalie i pochylić się nad nią na najbliższej, płaskiej powierzchni. Znowu to samo - pomyślał.
- Nie jesteśmy spokrewnieni? - Alice wygadała się.
- Boże, mam nadzieję, że nie - Jasper mruknął.
Alice szeroko uśmiechnęła się, gdy on uśmiechnąl się znacząco. - Dobrze - powiedziała zadowolona.
xxx
- Jak myślisz, o czym one tam rozmawiają? - Jasper zapytał, patrząc tęsknie na zamknięte drzwi łazienki, która oddzielała pokój Edwarda od Belli.
Alice i Bella zaszyły się w jej pokoju na długie godziny. Raz na jakiś czas, słyszeli dziewczęcy wybuch śmiechu jednej lub dwóch dziewcząt, który zagłuszał rozmowę.
Oboje byli ciekaw, ale to Jasper zastanawiał się na głos. To naprawdę działało Edwardowi na nerwy. - Czy wyglądam, jakbym czytał w myślach? Idź się ich zapytać, skoro jesteś tak cholernie ciekawy.
Jasper odwrócił swoją głowę z zamkniętych drzwi i uniósł brew na swojego najlepszego przyjaciela. - Nie bądź suką, Edward.
Wzdychając, Edward ścisnął swoją nasadę nosa i wziął głęboki wdech, zanim odwrócił się od starszego chłopaka. Wiedział, że to nie była Jaspera wina, że był tak poirytowany.
Po nagłym chaosie spowodowanym przyjazdem Alice, wiele wydarzyło się.
Bella zaczęła mamrotać z prędkością dźwięku, denerwując wszystkich swoimi wylewnymi przeprosinami. Błagała Esme oraz Emmetta, aby nie gniewali się na Alice. Mówiła coś jeszcze o opuszczeniu domu i udaniu się do hotelu, ale nim Edward zdążył zaprotestować, Esme położyła rękę na ramieniu Belli i skutecznie zatrzymała jej gaworzenie oraz dezorientujący potok słów.
- Kochanie, dorastałam z twoją, jej matką - Esme powiedziała rozbawiona, dokładniej, czerwoną twarzą dziewczyny. - Jeśli Alice, jest jak Kenna, uwierz, to jestem oswojona z tym - dodatkowo mój syn nie obściskiwał się ze swoją kuzynką - pomyślała do samej siebie. To oznaczało, że nie musiała próbować zabronić relacji między Edwardem, a Bellą. Wszyscy wiedzieli, jaki byłby dramat, gdyby nastolatkowie musielby odmówić sobie romansu. Esme również wiedziała, że jej syn był odrobinę dramatyzujący.
Osobą, którą najtrudniej było przekonać była Rosalie. Kiedy usłyszała co się stało poczuła się zdradzona. Rosalie nie była typem osoby, ktora łatwo ufała i pozwoliła Belli uczestniczyć w jej ślubie.
Jej ślub!
Jej szczególny dzień!
Gdy Rosalie miała zamienić się w pannę młodą z piekła rodem, Alice wystąpila przed szereg. Płynnie mówiła do niej, więc Rosalie nie była w stanie namówić do zrezygnowania Very, Emmetta lub Belli. Nagle zaczęły rozmawiać we dwie z prędkością światla o dekoracjach stołowych, kwiatowych elementach i kolorze złamanej bieli przeciwko kolorze perłowym.
Później Rosalie uparła się, że wieczorem Alice musi isć razem z dziewczynami.
Edward westchnął. - Przepraszam - powiedział do Jaspera. - Po prostu... Zgaduję, że jestem zazdrosny.
- O co?
- Nie wiesz, gdzie wybierają się na wieczór panieński? - Edward mruknął. Gdy tylko Jasper spojrzał na niego pytająco, szybko wyjaśnił. - Idą do klubu ze striptizem w rezerwacie... Do tego dla dziewczyn.
Usta Jaspera w ciszy i przerażeniu uformowały sie w literę o. - To jest złe - mruknął.
Przypomniał sobie trójkę nieznośnych nastolatków na pierwszej plaży w La Push, którzy tłoczyli się przy Belli, gdy znalazł się poza zasięgiem wzroku. To były szczeniaki. Chłopcy w klubie ze striptizem będą dorosłymi psami. - Musimy... coś... zrobić... - Jasper powiedział pomocnie.
Edward spojrzał na swojego przyjaciela, starając odczytać niepokój z jego twarzy. Z pewnością nie był spowodowany Bellą. Jasper powiedział mu o całym wypadku związanym z wypowiedzeniem złego imienia. Więc, jeśli nie chodziło o Bellę, a lepiej żeby tak było, ze względu na ich przyjaźń, Jasper martwił się o jedną osobę. - Jasna cholera, lubisz moją kuzykę! - Edward zawołał.
- Nie! - Jasper krzyknął, automatycznie myśląc o Belli. Następnie pomyślał o wydarzeniach z popołudnia. - Czekaj, tak. Tak. Alice. Prawdziwa Alice. Ona jest... Ona...
- Odebrało ci mowę? - Edward zapytał z niedowierzaniem. Widział, że jego najlepszy przyjaciel wieszał oko na niejednej dziewczynie, ale żadna z nich nie odebrala mu mowy.
Edward był rozbawiony.
Jasper warknął, jak dziki zwierz. - Edwardzie... Ona odrobinę wprawia mnie w zakłopotanie.
Edward parsknął na to śmiechem. Przypomniał sobie, jak nieswojo się czuł, gdy jego oczy po raz pierwszy ujrzały Bellę. Coż, będąc szczerym, działo się tak za każdym razem, gdy ją widział.
Ale był zadowolony, że zgadzali się. Coś trzeba było zrobić.
xxx
Carlisle wcale nie był pomocny.
Kiedy dowiedzieli się, że Esme również wybiera się na małą imprezę, starali przerobić z Carlisle'm ten temat.
- Naprawdę, tato? - Edward próbował. - Nie będziesz robił problemu, gdy ona będzie patrzeć na młodszych chłopaków, a nie na ciebie, ramole?
- Mam się martwić o której wróci do domu? - Carlisle zażartował, napinając się na swojego syna.
Jasper potrząsną głową, gdy poddali się i odszedli. - Twój tato jest trochę palantem, stary.
- Znasz go dłużej niż ja - Edward mruknął w odpowiedzi. - Dopiero teraz to sobie uświadomiłeś?
Po powrocie do pokoju Edwarda zrobili burzę mózgów. Oboje zostali rozproszeni przez chichot dziewczyn z pokoju obok.
- Może powinniśmy zobaczyć co teraz robią - Edward zaproponował powoli.
- Hej, to genialny plan. Nie przekonamy się, dopóki nie sprawdzimy.
- Jak myślisz, co powinniśmy zrobić?
Jasper posłał Edwardowi wywyższające spojrzenie. - To proste. Damy im lepszą opcję.
Tylko potrzebując pretekstu, aby spędzić czas z Bellą, Edward wzruszył ramionami i podchodząc, zapukał do drzwi. Dziewczyny przyjęły ich z szerokimi uśmiechami.
Jasper poszedł do Alice. Oglądał zdjęcia z Włoch. To było fascynujące, a nie irytujące. To co robiła było fascynujące. Jego zdaniem, wszystko co Alice robiła było ciekawe, gdyby nie fakt, że była z dwoma chłopakami. Nazwała ich Felixem i Demetrim. Dla Jaspera wyglądali, jak kłopoty, nie mówiąc o korzyści wykorzystania niewinnej dziewczyny. Dzięki Bogu, była już na drugim krańcu świata od nich...
Edward był zupełnie nieświadomy tego, co dzieje się w pokoju. Minęło prawie dwanaście godzin, kiedy pocałował nie swoją kuzynkę. To było dla niego strasznie długo. Nim obecnie robił zadziwiające rzeczy, związane z myśleniem o tym, że moja dziewczyna mieszka w innym stanie, posadził Bellę na swoich kolanach i zadowolił się pocałunkiem. Pocałował ją w usta. Pocałował w policzki. Przebiegł nosem po jej szyi, składając na końcu krótki i delikatny pocałunek. Odnalazł radość w cieszeniu się tym, jak Bella wiła się na jego kolanach. Absolutnie pokochał moment, gdy westchnęła jego imię.
Starał się nie pokochać tego za bardzo.
Nagle jej delikatny chichot stał się rechotem. Podniósł głowę, nie wiedząc, co wywołało ten hałas. W rzeczywistości, oczy Belli taksowały pokój, kiedy jej palce wciąż przebiegały przez jego włosy, powodując, że chciał zamruczeć.
- Co jest takiego zabawnego? - zapytał, gdy jego usta były przy jej uchu.
Bella wzdrygnęła się z przyjemności. Wszystkie uczucia były dla niej nowe. - Umm - pomknęła. Zastanawiała się, czy nie oceniała nieco za surowo dziewczyn ze szkoły. Jeśli to była jakaś wskazówka, wszystkie pocałunki wyrzuciły racjonalne myśli za okno. Jeśli Edward będzie całował jej płatek ucha w sposób taki jak teraz, to zamierza stać się ogromną idiotką, jak reszta osób. - Uh. To, że Alice lubi Jaspera.
- Hmm - mruknął, a jego oddech ogrzał ucho Belli. Przez chwilkę zastanawiała się, czy on nie jest przypadkiem jakimś rodzajem wampira, który żywił się jej komórkami mózgowymi, zamiast krwią. To by wiele wyjaśniało. Odkąd go poznała, tak naprawdę nie była w stanie trzeźwo myśleć.
Bella musiała naprawdę się skupić, gdy zdała sobie sprawę, że Edward mówił. - To dobrze - powiedział z roztargnieniem. - On ją lubi. Chociaż nie rozumiem, dlaczego to jest śmieszne.
- Spójrz na nich - Bella wskazała niechętnie. Jeśli chłopak podniesie głowę, aby spojrzeć na pozostałą dwójkę w pokoju, to przestanie ją całować. Ale znowu, jeśli będzie ją dalej całował, była pewna, że stanie w płomieniach. A nie chciała przypalić jego śmiesznych brwi.
Edward narzekał przy jej szyi, gdy spjrzał na swojego najlepszego przyjaciela i prawdziwą kuzynkę.
Jasper mówił z ożywieniem do... pleców Alice. Dziewczyna patrzyła za okno, tępo potakując głową. Nie zwracała na niego uwagi.
- W ten sposób Alice lubi kogoś? - Edward wyszetał.
Bella kiwnęła głową, ale roześmiała się. Po cichu. - Ona jest kompletnie oczarowana tym co on mówi. Możesz powiedzieć, że ona nie rejestruje tego, gdzie my jesteśmy... cóź, gdzie ty jesteś...
Edward uśmiechnał się do jej policzka, teraz przytulając się do jego ciepła. - Więc, ciężko dociera do niej to co mówisz.
- Tak - Bella potwierdzila.
- Hmm - Edward pomyślał o tym, a następnie uśmiechnął się. - To może być zabawne do oglądania.
xxx
Nadszedł wieczór. Chłopcy nie mieli szczęścia, aby przekonać dziewczyny do zostania. Dla Belli to była prosta sprawa. Rosalie wybaczyła jej wszystkie kłamstwa i nie było mowy o namieszaniu w planach.
Nawet nie po dąsach Edwarda. - Pójdziesz do większych, bardziej przypakowanych i opalonych facetów ode mnie.
Oczywiście, żartował. Jasper zawsze opowiadał, jak dziewczyny wywoływały kłótnię, gdy objawiał im swoje niezadowolenie. Całe rozdrażnienie - brzmiało miło. Edward po prostu chciał zobaczyć, czy Bella była typem łatwo rozdrażniającej osoby.
Zamartwiał się, że Bella w tym całym gównie nie dostrzeże go. Zamiast uspokoić jego obawy, udawała, że się nad tym zastanawia. - O mój Boże, oni są tacy piękni, czyż nie? Spotkałam tego dzieciaka, Jacoba Blacka. To był jeden z nich na pierwszej plaży. Miał długie, jedwabne czarne włosy... Takie wspaniałe. Zastanawiam się, czy jego brat pracuje w Wilczym Legowisku.
Edward patrzył się na nią przerażony z ustami, jak podczas oglądania horroru. Bella nie mogła kontynuować zabawy. Zaczęła się śmiać. Chłopak warknął i rzucił ją, zamieniając chichot w zaskoczony wrzask i przewracając na łóżko. - Wiesz, jesteś potworem - powiedział, pochylając się nad nią.
Atmosfera między nimi nagle się zmieniła. Bella przypomniała sobie własne sny z Old Spice. Przegryzła wargę, starając się uspokoić rozszalałe nastoletnie hormony.
Chciała go pieprzyć.
Na łóżku nie zbudowanym jego rękami.
Zamiast tego, szeroko się do niego uśmiechnęła. - Jesteś taki łatwy.
- Tylko dla ciebie - mruknął, a jego głos był zbyt seksowny, jak na osiemnastolatka. Pochylił się i pocałował ją.
Około dwie sekundy od trwania pocałunku, docisnął ją swoim ciałem w miękką kołdrę. Bella zapomniała dlaczego to nie był najlepszy pomysł.
Dopóki Alice nie wtargnęła do pokoju Edwarda.
Bez pukania.
- Och na miłość boską, weźcie pokój.
Zaskoczony Edward odskoczył od Belli. Następnie zmrużył oczy na swoją kuzynkę. - To mój pokój.
- Przenośnia - Alice powiedziała śmiejąc się. Podeszła i wzięła za rękę Bellę, ciągnąc swoją najlepszą przyjaciółkę. - Musimy iść.
Edward sięgnął po drugą rękę Belli. - Jeszcze z nią nie skończyłem.
- Skończyłeś właśnie teraz. Musimy iść, albo będziemy spóźnione - Alice nalegała, delikatnie ciągnąc rękę Belli. - Poza tym - uśmiechnęła się - wygląda, że masz problem do rozwiązania - powiedziała, przenosząc swój wzrok na nabrzmiałe krocze Edwarda.
Bella odetchnęła z ulgą, ponieważ członek chłopaka nie wydawał się być przerażający, jak w jej snach. Następnie zarumieniła się, gdy zdała sobie sprawę, że wpatrywała się.
Alice postanowiła pomóc im obojgu. - Rosalie! - powiedziala głośno.
Problem Edwarda znacznie się zmniejszył, a Bella przypomniała sobie dlaczego przypuszczalnie musiała wyjść.
Do swojego pokoju.
Właśnie teraz.
- W porządku - mruknęła do samej siebie. Wyrwała swoją rękę z dala od Alice, aby mogła owinąć swoimi ramionami talię Edwarda. Stając na palcach, szybko go pocałowała i uciekła z Alice, zanim mógłby zacisnąć na niej swój uścisk.
Gdy dziewczyny zniknęły, Edward westchnął i opadł na łóżko.
To miała być długa noc.
WYJAŚNIENIA:
1. Nie wierzcie bliźniaczkom - to komedia rodzinna. Jest to nowa wersja słynnego filmu "Rodzice miejcie się na baczności" z 1961. Film ten zrealizowano na podstawie książki Ericha Kästnera "Mania czy Ania".
