Rozdział 11
Wiadomość o jej współpracy z Mistrzem Eliksirów przyjęli zadziwiająco spokojnie, przynajmniej w mniemaniu Hermiony. Harry i Ron trochę się burzyli i usprawiedliwiali to tym, że przecież Gryfonka go nienawidzi. Wyjaśniła im, że wcale go nienawidzi, wprost przeciwnie- darzy go wielkim szacunkiem, a swoje wcześniejsze zachowanie w stosunku do niego tłumaczyła nieporozumieniem. Ginny zgodziła się z Hermioną, że to może być wspaniała okazja, jeśli Hermiona chce dalej kształcić się w kierunku eliksirów i zaaprobowała jej decyzję. W końcu Harry i Ron dali się namówić na przyznanie racji, że przecież to dla dobra Zakonu, ale kazali sobie obiecać, że jakby coś się stało to natychmiast zrezygnuje. Brązowowłosa zgodziła się i temat został zamknięty.
Do końca tygodnia praca ze Snape'm przypominała tą pierwszą po wydarzeniach sprzed jeziora. Oboje milczeli i tylko w razie konieczności odzywali się do siebie. Głównie było to „dzień dobry", „dziękuję", „proszę" i „dobranoc" mówione ze strony uczennicy i informacja o godzinie ze strony nauczyciela. Hermiona nigdy nie zostawała dłużej niż do północy i gdy informował ją o tym nauczyciel odkładała wszystko i wychodziła. Przez ten czas zetknęła się z wieloma eliksirami, o których istnieniu nawet nie wiedziała, a także z wieloma odmianami tych, które już znała. Nauczyła się odpowiednio siekać i odmierzać ingrediencje, a także zaczynała pojmować całą sztukę warzenia w zupełnie inny sposób niż dotychczas.
Natomiast na pierwszych zajęciach z Oklumencji z Draco najpierw ustalali dokładnie warunki nauczania, a potem Malfoy tłumaczył Hermionie dokładnie, czym jest Oklumencja i czego od niej wymaga.
W niedziele miała rozpocząć się pierwsza lekcja praktyczna i Hermiona nie wiedziała, czy bardziej się tego boi, czy bardziej jest zniecierpliwiona.
- Rzucę na ciebie zaklęcie i spróbuję wedrzeć się do twojego umysłu, a ty masz za zadanie mnie z niego wyrzucić lub zablokować niektóre obrazy, tak jak to omawialiśmy. Gotowa?- Hermiona skinęła głową, mimo iż nie była wcale pewna, czy jest gotowa, aby Ślizgon grzebał w jej umyśle.- Legilimens.
Hermiona poczuła jak przed jej oczami przelatuje miliony jej wspomnień, a także jak delikatnie Draco manipuluje jej umysłem, aby odszukać te najbardziej skrywane. Hermiona starała się, jak mogła, aby do tego nie dopuścić, ale nie udawało jej się ani nic ukryć, ani wyrzucić Ślizgona z umysłu. Przed jej oczami stanęła ona sama rozmawiająca z Draco pierwszy raz w Pokoju Życzeń. Malfoy przerwał połączenie.
- Widzę, że jednym z najbardziej chronionych przez ciebie wspomnień jestem ja sam.- odparł i pomógł dziewczynie wstać, gdyż z wysiłku osunęła się na kolana.- Pochlebiasz mi, że tak bardzo dbasz o moją tajemnicę.- powiedział zaczepnie.
- Oj, zamknij się…- odpowiedziała Gryfonka i przyjęła herbatę od Malfoy'a.
- Chcesz spróbować jeszcze raz? Jak nie, to powiedz. Nie chcę cię przemęczać.
- Żartujesz? Będę próbować tak długo, aż wyrzucę tą twoją tlenioną głowę z mojej.- uśmiechnęła się, ale usiadła na fotelu.- Daj mi tylko minutkę.
Draco zaśmiał się z uporu koleżanki i sam usiadł na drugim fotelu.
- Mam pytanie. Dlaczego równie dobrze, a nawet lepiej, skrywasz wspomnienia o Snape'ie?
Hermiona zakrztusiła się herbatą i spojrzała w szoku na przyjaciela.
- Co masz na myśli?
- Nie chciałem ich oglądać, ale były jeszcze głębiej. Co ty tam skrywasz?
- Nic. Zupełnie nic.- odpowiedziała, ale na gust Ślizgona trochę za szybko.- Jeszcze raz?
Stanęli znowu naprzeciwko siebie i Draco znów rzucił zaklęcie. Tym razem poczuł minimalny opór, ale i tak go pokonał. Wszedł głębiej niż wspomnienia o nim samym i to, co tam dojrzał wprawiło go w kompletne osłupienie. Nie obrazy, ale raczej towarzyszące im uczucia Hermiony. Zagapił się przez chwilę i Gryfonka wykorzystała element zaskoczenia i wypchnęła go z umysłu. Teraz to Draco klęczał na podłodze, a Hermiona pomagała mu wstać.
- Co to było?
- Co, co było?
- No, to ze Snape'em.
- Nie mam pojęcia, o co ci chodzi.- powiedziała dość przekonywująco, ale odwróciła wzrok.
- A te uczucia, kiedy smarował ci rękę balsamem?
Hermiona zaczerwieniła się i oklapła na fotel.
- Sama nie wiem.- ukryła twarz w dłoniach.
- A ja wiem.- odparł Ślizgon.- On ci się podoba.- uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Wcale nie!
- Twoje uczucia przeczą twoim słowom. Czemu nie chcesz przyjąć tego do wiadomości? Przecież to świetny facet.
- Ale to nauczyciel!- wykrzyknęła z rozpaczą Hermiona i znowu skryła twarz w dłoniach.
- Serce nie patrzy na takie rzeczy. Sam dobrze o tym wiem.- westchnął.
Hermiona uniosła głowę, na tak nieprzewidywalne słowa swojego byłego wroga i zapytała:
- Co masz na myśli? Też masz jakąś taką osobę? Znam ją?
- Nie powiem ci, bo będziesz się ze mnie śmiała.- powiedział nadąsany i skrzyżował ręce na piersi, odwracając wzrok.
- Tylko, że ty masz na pewno większy powód, żeby się śmiać ze mnie niż ja z ciebie. Powiesz czy nie?
Draco coś burknął pod nosem.
- Nie dosłyszałam. Mów głośniej.
- Lovegood. Zadowolona?- powiedział ze złością.
- Luna?
- Tak, Luna. Luna Lovegood.
Hermiona się wyszczerzyła.
- To świetnie.
- Raczej nie. Kto by chciał się zadawać ze Śmierciożercą? Przecież ona jest najbardziej niewinną dziewczyną, jaką w życiu widziałem. Na pewno nie ma opcji, by chociaż mnie polubiła.- jego słowa były wypełnione bólem.
- Nie martw się Draco, może kiedyś przekona się do tego, aby spojrzeć na ciebie jako na osobę, a nie sługę Voldemorta. Przynajmniej wiesz, że twoje uczucia są prawdziwe.
- A ty nie?
- Nie jestem pewna… Szanuję go, ale czy to wystarcza? Nie mam pojęcia, czemu tak na mnie działa.
- Szacunek to dobry początek.
- Przestańmy lepiej gadać i bierzmy się do roboty.
- Jasne.
Po Oklumencji poszła do lochów, aby pomóc Snape'owi w przygotowywaniu składników, ale go nie zastała. W sumie to dobrze się złożyło. Nie chciała go widzieć po tym, co powiedział Draco. Czyli rzeczywiście on jej się podoba… Jakie to dziwne, nie wiedzieć, co się czuje. Dopiero Malfoy uświadomił jej to. Czy jednak to było tylko chwilowe zauroczenie, czy coś większego? Na to pytanie nie potrafiła jeszcze odpowiedzieć. Skoro jednak miała chwilę wolnego uda się do biblioteki i tam poszuka czegoś do poczytania na wolny wieczór. W drzwiach jednak zawróciła. Musi zobaczyć się z Luną. Jak ona lubi intrygi…
Znalazła ją na dziedzińcu czytającą Żonglera. Przywitała się z nią i usiadła obok. Luna od razu zawaliła Hermionę informacjami o najnowszych wydarzeniach z gazety. Podobno Minister Magii starał się o porozumienie z elfami avalońskimi, ale nie dało to żadnych skutków, gdyż nie chcą się opowiadać po żadnej stronie w wojnie. Dziewczyny wspólnie jeszcze przez chwilę dyskutowały na ten temat, a gdy Hermiona chciała go zmienić, Krukonka znowu zaczynała nawijać o tym samym. W końcu nie wytrzymała i wprost zapytała, czy jest w Hogwarcie chłopak, który jej się podoba. Luna spojrzała na koleżankę rozmarzonym wzrokiem, uśmiechnęła się i wróciła do wywodu o elfach avalońskich. Wszystkie próby odwrócenia uwagi dziewczyny od gazety spełzły na niczym i Hermiona się poddała.
Potem wspólnie udały się na kolacje i rozdzieliły przy stołach. Hermiona usiadła obok Ginny i konspiracyjnym szeptem zapytała młodszą koleżankę:
- Ginny, ty znasz Lunę najbardziej z nas wszystkich. Czy jest ktoś w szkole, kto jej się podoba?
Rudowłosa tylko się zaśmiała i wróciła do jedzenia.
- Gin. Pytam poważnie.
- Daj spokój Hermiono.- powiedziała Ginny chichocząc.- Rozmawiałaś kiedyś z Luną o chłopakach?
- Tak, przed chwilą. Nie rozumiem o co ci chodzi.
- O to, że ja bardzo często. Ale Luna zawsze tylko patrzy na mnie tym swoim zamglonym wzrokiem, uśmiecha się i zmienia temat.
- No właśnie ze mną zrobiła tak samo!
- Z Luny nie wyciągniesz takich informacji, ale jak jej się będziesz bacznie przyglądać, to od razu się skumasz, kto się podoba Lunie.
- Oj, nie możesz mi powiedzieć?
- Nie.- odparła Ginny.- Namęcz się tyle, co ja.- i tym zakończyła temat.
Hermiona nie mogła uwierzyć jak odkrycie, kto jest w kręgu zainteresowania Luny, jest monotonne. Już po kilku dniach znała na pamięć jej rozkład zajęć. Było to tak nudne, że robiła to jakby przez sen. Krukonka rzadko choćby patrzyła na chłopców. Wobec tego stwierdzenie, na którego patrzy najczęściej, było nie lada wyzwaniem. Dopiero po kilku tygodniach Hermiona odkryła, że nie ważne jest, jak często patrzy na chłopaka, ale w jaki sposób. Po Lunie trudno było dostrzec jakąkolwiek różnicę, ale jeśli ktoś ją znał dosyć dobrze mógł to zauważyć.
Dochodził już koniec października, a więc czas na przyjęcie nowych członków Zakonu zbliżał się coraz bardziej. Hermiona skończyła ze śledzeniem Luny, a jej poszukiwania zakończyły się sukcesem. Nie miała jednak dużo czasu, aby rozmyślać, co zrobić z tą wiedzą, gdyż była zawalona pracą. Oklumencja nie szła jej tak dobrze, jakby chciała i poza tym jednym razem nie udawało jej się wyrzucić Dracona ze swojego umysłu. Snape dawał jej do robienia coraz gorsze mikstury i nie pomagał jej już wcale, ale za to zaczął wytykać błędy. Harry i Ron cały czas marudzili, że nie spędza z nimi tyle czasu, ile by chcieli, a ona tonęła w pracach domowych. Kiedy wieczorami kładła się spać, marzyła tylko o tym, aby zamknąć oczy i odpłynąć.
W końcu jednak nastał ten dzień i Hermiona mogła się trochę wyluzować. Oczywiście udawała zdziwienie, kiedy zostali poinformowani, że dzisiaj Dumbledore przyjmie ich jako członków i rozdzieli zadania. Dzięki temu, że wiedziała wcześniej nie czuła się tak podekscytowana tym faktem jak przyjaciele. Wieczorem po zajęciach Oklumencji udała się wraz z Harry'm i Ronem do gabinetu dyrektora. Zdziwiło ją jednak, że był tam tylko on.
- Dobry wieczór, moi drodzy.- powitał ich jak zawsze uśmiechem.- Jak jesteście już wszyscy, możemy ruszać. Złapcie mnie za ramię.
Posłusznie wykonali polecenie i po chwili już cała czwórka stała przed Grimmauld Place 12.
- Myślałam, że w Hogwarcie nie można się deportować?- zagadnęła Dumbledore'a Hermiona, gdy wspinali się po schodach prowadzących do wejścia.
- Jestem dyrektorem, panno Granger. Muszę mieć jakieś przywileje.
Wszyscy weszli do środka i od razu dopadła do nich pani Weasley, ściskając wszystkich na przywitanie.
- Nie mówicie chyba poważnie, że naprawdę chcecie wstąpić do Zakonu Feniksa. Nie jesteście nawet pełnoletni!
- Kochana Molly, decyzja należy tylko i wyłącznie do nich samych. Jeśli nie będą chcieli, nie muszą zostać członkami.- odpowiedział za nich Dumbledore.
- Ale my chcemy, profesorze!- wykrzyknął Harry, a Ron i Hermiona potwierdzili.
Pani Weasley obrażona poszła zrobić herbatę, a dyrektor zaprowadził trójkę uczniów do salonu, gdzie czekało kilku Feniksów. Hermiona rozejrzała się po twarzach zgromadzonych, ale nie dostrzegła tej jednej, którą miała nadzieję zobaczyć. Był Remus, Syriusz, pan Weasley, Fred, George i Fleur, ale bez Billa. Nie było Snape'a.
Ceremonia przebiegła dość szybko. Dumbledore najpierw upewnił ich o niebezpieczeństwie, na jakie się narażają, przyłączając do Zakonu Feniksa. Potem było kilka słów przysięgi, machnięcie różdżką i po sprawie. Po całym zajściu jednak pani Weasley przyniosła przekąski i kilka butelek kremowego piwa. Wszyscy podchodzili do nowoprzyjętych i zagadywali rozmową. Harry witał się z Syriuszem, a Ron gawędził z bliźniakami. Hermiona natomiast rozejrzała się po pokoju i podeszła do Remusa.
- Nie ma Tonks?
- Nie. Chciała tu być, ale zatrzymały ją jakieś sprawy w Ministerstwie. A co u ciebie, Hermiono? Od dawna nie mieliśmy okazji, aby porozmawiać. Jak tam eliksiry z Severusem?
Na wspomnienie imienia Mistrza Eliksirów Hermionie zatrzymało się serce na ułamek sekundy i zdołała tylko wykrztusić:
- W porządku.
Lupin chciał ją jeszcze o coś zapytać, ale wyratował ją Syriusz.
- Witaj Hermiono.- przytulił ją.- Nie widzieliśmy się od wakacji. Wszystko gra?
Hermiona odetchnęła z ulgą na zmianę tematu. Lubiła rozmawiać z Syriuszem, gdyż zawsze mówił o błahostkach, a do tego ciągle się śmiał. Nie zdążyła jednak nawet otworzyć ust, gdy dyrektor zakomunikował;
- Niestety muszę was opuścić, ale bawcie się dalej i nie przejmujcie mną. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Remusie, proszę cię tylko, żebyś potem odprowadził chłopców do wieży Gryffindoru.
- Chłopców?- zapytał niezbyt inteligentnie Lupin.- A co z…
- Panna Granger pójdzie ze mną. Chcę z nią coś omówić.- popatrzył na Hermioną, a ta kiwnęła głową i zaczęła się z wszystkimi żegnać.
Domyślała się, że chodzi o Draco i jego członkostwo. Wrócili tak samo, jak przybyli do kwatery głównej i Hermiona była z tego powodu bardzo zadowolona. Harry i Ron na pewno będą musieli aportować się przed bramy Hogwartu, a z dyrektorem sprawa była o wiele szybsza. Gdy pojawili się w gabinecie, Draco już czekał. Hermiona uścisnęła przyjaciela i dopiero po chwili dostrzegła osobę w kącie pokoju. Stał tam i patrzył na nią, a ona zdecydowała się posłać w jego stronę lekki uśmiech. Nie odpowiedział jej tym samym, ale podszedł bliżej.
- Możemy zaczynać.
-Tak, mój drogi. Panie Malfoy, czy jest pan tego pewien? Pana życie od tej chwili będzie w jeszcze większym niebezpieczeństwie.
- Tak, jestem stuprocentowo pewny.- powiedział bardziej w stronę Gryfonki niż dyrektora, gdy po słowach „większym niebezpieczeństwie" znacznie zbladła.
Wszystko przebiegło identycznie i Draco został nieoficjalnym członkiem Zakonu Feniksa. Dyrektor poprosił, aby zostawić go z Malfoy'em sam na sam i pozostała dwójka musiała wyjść. Gryfonka schodziła po spiralnych schodach za Mistrzem Eliksirów, ale myślami była w zupełnie innym miejscu.
Została oficjalnym członkiem Zakonu, ale jakoś nie poczuła się z tego powodu inaczej. W sumie to nadal musiała chodzić do szkoły i wiedziała, że żadne misje jak na razie, nie wchodzą w grę. Obawiała się jednak trochę o przyjaciół. Miała nadzieję, że Ron nie będzie robił żadnych głupstw, a Harry nie podejmie kroków na własną rękę. No i był jeszcze Draco. Jeśli jest tak dobrym Oklumentą jak Snape, to nie ma się o co martwić. Ale czy jest też dobrym szpiegiem? Czy jego działania nie ujawnią jego prawdziwych zamiarów?
Dochodziła już do końca schodów, kiedy Snape nagle się zatrzymał i odwrócił w jej kierunku. Hermiona wpadła na niego i zapewne z łoskotem wylądowaliby na ziemi gdyby nie doskonała równowaga profesora. Gryfonka zarumieniła się i dosłyszała cichy drwiący głos Snape'a.
- Cóż za gracja…
- Gdyby się pan tak gwałtownie nie zatrzymał, nie wpadłabym na pana.
- Gdybyś nie bujała w obłokach, zobaczyłabyś, że się zatrzymuję. Chciałem panią tylko poinformować, że idę robić eliksiry dla Zakonu.
- Sugeruje pan, że mam iść z panem, profesorze?
- Domyślna doprawdy… Jak chcesz.- powiedział i zaczął odchodzić, a Hermiona podążyła za nim.
Tym razem jednak nie zatrzymał się przed klasą eliksirów, tylko przeszedł dalej. Hermiona zastanawiała się, czy powinna za nim iść, gdyż zmierzał w kierunku jego prywatnych kwater. Ku jej zaskoczeniu, jednak przed kwaterami również się nie zatrzymał tylko przed jakimiś drzwiami obok. Zaczekał na nią i stuknięciem różdżki w klamkę otworzył drzwi. Hermionie dech zaparło w piersi na widok wielkiego laboratorium. To musiała być jego prywatna pracownia. Więc to tutaj się wymykał, kiedy jeszcze z nim mieszkała. Weszła do środka i znalazła się w sali marzeń alchemika. W środku było już kilka kociołków, w których czekały na przelanie do fiolek gotowe eliksiry. Wszystkie ściany były pozajmowane prze biblioteczki na książki o eliksirach lub szafki ze składnikami i przyrządami do warzenia. Zobaczyła w oczach profesora, że podoba mu się jej zachwyt i pokazał Gryfonce jej miejsce pracy, a sam zajął miejsce tuż obok niej. Zabrali się do pracy, a Hermiona z jeszcze większym zapałem niż wcześniej.
