Red: Ufff, kolejny rozdział. Przyznam, że nie lubię pisać tych scenek, gdzie bohaterowie się sobie zwierzają. . To takie frustrujące, bo mam to wszystko w głowie, tylko jak to ładnie przekazać... Ugh. To ja już wolę prologi.
Dziękuję bardzo za komentarze! :3
Rozdział 10 - Kłamstwo
- Powinienem iść go poszukać - powiedział Gray, wyglądając na zaniepokojonego. - Nie wiadomo, co może zrobić, jest roztrzęsiony...
- Nie. - Przerwał mu niski, zimny głos. - Ja z nim porozmawiam. Ty już swoje zrobiłeś.
Snape dawno nie był tak wściekły. Miał ochotę rozerwać mężczyznę na strzępy, zaciągnąć przed Dumbledore'a lub podać na deser Śmierciożercom. Chciał go skrzywdzić, poniżyć i zabić w męczarniach. Jego wspomnienia wciąż tkwiły mu w głowie. Widok zarumienionego, nietrzeźwego Pottera, który tak łatwo dał sobą manipulować... Gdzie on wówczas był? Pozwolił na to. Nie wiedział, jak ten wieczór się skończył, ale miał na to kilka obrzydliwych pomysłów. Czy chłopak wszystko pamiętał? Biorąc pod uwagę jego zachowanie od początku roku, pewne fakty zachowały się w jego wspomnieniach.
Nie chcąc myśleć o szczegółach, wyszedł z gabinetu, obawiając się, że tym razem nad sobą nie zapanuje. Był pewien, że Potter nie wrócił do wieży, nie chciał by jego przyjaciele widzieli go w takim stanie. Chciał być z dala od ludzi, zostać sam, ze swoimi myślami i zmartwieniami. Jak każdy w takich chwilach... Przez moment chciał zawrócić i zostawić chłopaka samemu sobie, jednak wiedział, że jeśli nie on, to ktoś inny go znajdzie. Aktywował zaklęcie wkazujące i podążył za białą strzałką, szukając zaginionego ucznia.
XXXXXXXXXX
Noc była pochmurna. Usiadł na głazie i przyglądał się gładkiej tafli jeziora, która raz po raz marszczyła się od silniejszych podmuchów wiatru. Było cicho i spokojnie, tak jak pragnął. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Próbował wyprzeć ze świadomości myśl, że Snape widział go w tym stanie... Uczucie wstydu rozrywało go od środka. Emocje, jakie towarzyszyły mu gdy stał w drzwiach gabinetu Graya i patrzył się na dwóch rozgniewanych mężczyzn... Pragnął zapaść się pod ziemię. Nie chciał ich już nigdy więcej widzieć. Nie chciał ponownie zderzyć się z rzeczywistością i poruszać tego tematu. Gdyby mógł cofnąć czas i nigdy nie opuszczać domu Dursleyów. Gdyby chociaż raz robił to, co mu kazano i nie myślał tylko o sobie...
Podciągnął kolana do siebie i otulił je drżącymi ramionami, chowając w nich czerwoną z zimna i zażenowania twarz.
- Idiota - mruknął do siebie.
- Zdarza się, że nim jesteś - usłyszał niespodziewaną odpowiedź. Uniósł gwałtownie głowę i spojrzał na mężczyznę. Snape. - Zrobiłeś wiele głupstw w swoim życiu, Potter. Ale to nie była twoja wina.
Harry przełknął ślinę i odwrócił się plecami do nauczyciela. Spojrzał na jezioro, w którym odbijał się krajobraz zakazanego lasu, i westchnął.
- Chcę zostać sam - jego głos był cichy, zmęczony.
- Wiesz, że nie mogę cię tu zostawić samego - odparł chłodno Mistrz Eliksirów, podchodząc bliżej do Gryfona.
Czuł, jak grube, wełniane szaty powiewają za jego plecami. Zadrżał, gdy po kręgosłupie przeszedł mu dreszcz. Nagle jego ramiona okryła czarna, ciężka peleryna, chroniąca od chłodu jesiennej nocy. Zarumienił się lekko i wyszeptał podziękowania, przyciskając materiał do siebie. Snape usiadł obok niego na kamieniu i, patrząc w dal, powiedział:
- To, co zrobił Gray było niewybaczalne. Wykorzystał twój stan dla własnej przyjemności. Wiem... Że musi ci być ciężko, Potter. Widując go codziennie jako twojego nauczyciela. Powiedz słowo, a Gray opuści tę szkołę i nigdy nie będziesz go musiał już oglądać.
Harry spojrzał zaskoczony na swojego profesora. Głos mężczyzny pozbawiony był wszelkich emocji, a jednak jego słowa przyjemnie grzały mu serce. Już dawno uświadomił sobie, że Snape nie jest tak naprawdę złym człowiekiem. Ilekroć był w niebezpieczeństwie, on ratował go. Wychodził z cienia i chronił, osłaniając własnym ciałem. Nie rozumiał motywów mężczyzny. Na zajęciach wciąż traktował go jak śmiecia, obrażał i poniżał przy każdej możliwej okazji. A jednak był tu teraz. On, nie Gray. Nie Ron, nie Hermiona. Nie Dumbledore.
- Nie chcę aby ktokolwiek się o tym dowiedział, profesorze - powieział cicho, niemal błagalnie. - On na to nie zasłużył...
- Oczywiście, że zasłużył, ty imbecylu! - warknął Snape, chwytając swojego ucznia mocno za ramiona. - Jest dorosłym mężczyzną, a pozwolił by kierowała nim żądza, jego zadaniem-
- A ja? - przerwał mu Harry, tym razem jego głos był silniejszy i pewniejszy. - Mam siedemnaście lat, nie jestem już dzieckiem, Snape. - Uniósł rękę jakby chciał dotknąć jednej z chłodnych, bladych dłoni. Powstrzymał się. - Nie jestem. Jestem mężczyzną. I chciałem choć na chwilę poczuć się jak jeden. Żałuję... - Starał się utrzymać wzrok na czarnych, nieprzeniknionych oczach owianych tajemnicą. Chciał, aby Mistrz Eliksirów ujrzał w nim wreszcie dojrzałego czarodzieja, nie dziecinnego Gryfona, którego wciąż należy ratować z opresji. Wziął głęboki wdech. - Żałuję, że to się stało. Każdego dnia prześladuje mnie to i myślę, że jeszcze przez długi czas tak będzie, ale tu nie ma winnego. Poszedłem tam z własnej woli. - Snape milczał przez chwilę i nagle pewna myśl uderzyła Harry'ego, więc zapytał. - Czemu się tym tak przejmujesz, Snape? Nienawidzisz mnie. Czemu zawsze, gdy coś mi się przydarza stoisz obok i mnie ratujesz?
Czy to możliwe, że jego nauczyciel wyglądał na skrępowanego? Czy to, co widział na jego twarzy... Nie. To niemożliwe.
Mężczyzna wstał i spojrzał na niego surowo.
- To moje zadanie, Potter. A teraz wracaj do zamku, niedługo zacznie padać, a tylko tego nam brakuje. "Złoty Chłopiec znowu ląduje w skrzydle szpitalnym." Ruszaj, zanim się rozmyślę i spędzisz noc na szlabanie u Filcha.
Czarna postać odwróciła się i szybkim krokiem powróciła do zamku. Gryfon prychnął cicho i posłusznie podążył w stronę wejścia. Nagle przykre myśli zastąpiła nowa dawka motywacji, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę kieruje postępowaniem jego znienawidzonego profesora.
XXXXXXXXXXX
Cholerny Potter. Szczeniak sobie za dużo pozwala. Poszedł tam, by zaciągnąć smarkacza do zamku, jednak coś kazało mu tam zostać. Porozmawiać. O mało nie zbłaźnił się przed swoim uczniem, zgrywając dobrego wujka. On nie jest dobrym człowiekiem i nigdy nim nie będzie.
Czemu zawsze, gdy coś mi się przydarza stoisz obok i mnie ratujesz?
Mruknął pod nosem jakieś przekleństwo i chwycił za butelkę whisky. To był długi i ciężki dzień. Dzieciak stał się nagle zbyt pewny siebie. Czyżby wyrosło to z jego zobojętnienia i desperacji? Łatwiej było znieczulić się na negatywne uczucia i pozwolić sobie nie przejmować się niczym. Snape znał wszystkie te zagrywki. Za dużo czasu spędził wśród grona młodych Ślizgonów, by nie rozpoznać kiepskiego stanu, w którym się chłopak obecnie znajdował. Starał się odwrócić uwagę od swojego homoseksualizmu i związku z Grayem. Pokazać, że mu nie zależy. Och, a tak naprawdę zależało mu i to bardzo. Snape nie był głupi. Dobrze zapamiętał wyraz twarzy Gryfona, gdy ten wparował do gabinetu. Czy powiedział już swoim przyjaciołom? Pewnie nie. Najpierw sam musiał zaakceptować to i uwierzyć, że nic się nie zmieniło.
Snape nie chciał robić za mentora. Był kiepski w rozmowach przy herbacie, ale miał również świadomość, że nikt inny szybko się o tym nie dowie. A gdyby zdradził teraz zaufanie chłopaka... Prawdopodobnie nigdy by już go nie odzyskał.
Czemu się tym tak przejmujesz, Snape?
Sam starał sobie odpowiedzieć na to pytanie, gdy poczuł silny ból w lewej ręce.
Voldemort.
