Rozdział11
Endymion siedział na głównym tronie. Dzisiejszego wieczoru to on był gospodarzem.
Upadające zdrowie ojca, powodowało, że to jego coraz częściej postrzegano, jako władcę. Matka pozostawała ciągle przy boku króla. Przypomniał sobie ich niedawną rozmowę.
- Dni Twojego ojca są policzone. Niestety, zdrowie mu już nie dopisuje. -przyznała ze smutkiem, a po jej licu spłynęły łzy.
- Matko - rzekł cicho Endymion.
- Chciałabym, abyś nie miał do niego pretensji. - rzekła.
Mężczyzna uśmiechnął się, wiedział, że jego rodzicielka bardzo kocha ojca. Nadchodząca rozłąka będzie dla niej bardzo trudnym doświadczeniem, jednak obecny władca gasł w oczach i tylko ci, którzy nie mają w sercu litości, nie rozumieliby jego chęci przejścia na drugą stronę.
- Matko, już od dawna byłem świadom tego, że ojciec nie będzie mógł mnie przyuczać - wyjawił. - Nie żywię do niego o to pretensji, nie mamy przecież wpływu na to, co nam los ześle - rzekł ujmując kobietę za ręce.
Endymion westchnął na to wspomnienie.
Spojrzał w prawo, gdzie siedziało jego rodzeństwo, wszyscy pochłonięci byli rozmową. Tylko on siedział sam. Jego małżonka nie zjawiła się jeszcze.
Nagle gwar na sali przerwał odgłos bębnów i do sali wkroczyły tancerki. Zaczęły tańczyć w rytmie hipnotyzujących dźwięków. Książę nie przypatrywał się temu zanadto, dopóki do jego uszów nie doszła pewna rozmowa.
- Czy to Księżna? - ktoś spytał
- Chyba tak?- odpowiedział drugi głos.
- Rety, jaka piękna-wyszeptał, kto inny.
Endymion słysząc to szybko zerknął na parkiet i ujrzał tam swoją żonę. Odziana była w jasną suknię, zdobioną złotymi ozdobami. Włosy miała upięte w tysiące małych loczków, podobnie jak pozostałe tancerki, a jej oczy przysłaniała koronkowa maska. Wyglądała uroczo, biorąc pod uwagę, że pozostałe tancerki były odziane w czarno-czerwone stroje.
Endymion siedział jak zahipnotyzowany. Po raz kolejny jego żona wywołała w nim niezrozumiałe uczucia.
'Pożądam jej' - uświadomił sobie nagle. Kobieta wykonywała bardzo erotyczne ruchy, jej biodra poruszały się zgodnie z taktem muzyki, a ręce perfekcyjnie kreśliły skomplikowane kombinacje.
Cały taniec opowiadał historię zakazanej miłości, a dokładniej tragedii, jaką przeżywała kobieta, którą rozdzielono z ukochanym. Był to dość trudne podrygi, ze względu na liczne układy, gdzie każdy miała jakieś znaczenie.
'Kiedy ona się tego nauczyła?' - zastanawiał się, czarnowłosy władca. Spojrzał ukradkiem na swego najmłodszego brata, ten miał wielki uśmiech na twarz. Czyżby wiedział, że Serenity się zaprezentuje?
Nagle Endymion uświadomił sobie, że nie tylko w nim taniec jego żony wywołał pobudzenie, ale i cała sala ją uważnie obserwuje. Na twarzach dam można było znaleźć zazdrość lub podziw, na męskich licach tylko i wyłącznie pożądanie. Przez swoje obserwacje Książę nie zdążył się jednak nacieszyć tym widokiem, gdyż tancerki zniknęły równie szybo jak się pojawiły.
- Panie - odezwał się nagle kobiecy głos. Monarcha spojrzał w bok, stały tam trzy damy, Senshi jego żony.
- Księżniczko Afrodyto, Amystes, Leotho - przywitał je grzecznie. Kobiety kiwnęły głową, po czym zasiadły na swych siedliskach. Zaledwie jedno miejsce dzieliło je od władcy.
W ich stronę poleciał piorun wrogiego spojrzenia. A największą nienawiść można było odnaleźć w oczach Lady Berylianki, która siedziała daleko, daleko. Nie dało się ukryć, że kobiety te były piękne.
Princess Afrodyta, mogła uchodzić za siostrę bliźniaczkę Serenity, prócz jaśniejszych o ton włosów i błękitnych oczu wydawały się identyczne. Nosiła dziś czarną suknię, z subtelnymi czerwonymi emblematami. Była ona całkowicie luźna i jakby na przekór trendom obcisłych kreacji, panujących obecnie na Ziemi. We włosy -niemal całkowicie rozpuszczone, prócz trzech pasem po każdej stronie, zawiniętych w rulony, miała wplecione czarne wstążki. Wszystko to spotykało się w luźnym splocie z tyłu głowy i uwieńczone zostało kokardę.
Princess Leotha, bogini o zielonych oczach i brązowych włosach miała na sobie typowo jowiszańską suknię, z obcisłą częścią na piersiach i luźno puszczoną spódnicą, zaczynającą się już pod piersiami. Jako, żeby nawiązać do motywu balu, liczne materie tuniki były czarne lub czerwone. Cała konstrukcja utrzymywała się na podwójnych ramiączkach, jednym czarnym, drugim czerwonym. Włosy upięła w kok, owinięty czerwono-czarną wstęgą puszczoną na plecy. W efekcie, mimo poważnych kolorów, tworzyło to bardzo zwiewny i lekki strój, a Leotha wyglądała na godną swego dziedzictwa.
Natomiast Princess Amystes, wybrała na ten wieczór suknię bardziej pozostającą w trendach Ziemskich. Nosiła kreację całą czarną, obcisłą w talii, na szerokich ramiączkach, tworzących lekkie bufy. Spódnica była rozkloszowana i utrzymywana przez ukryty stelaż. Czerwony element stanowiła subtelna koronka wychodząca u spodu tuniki, tworząca z tyłu niewielki tren. Jej motyw powtarzał się przy zakończeniu rękawów. We włosy Merkurianka wpięła czarne spinki.
Endymion przyglądał się im przez chwilę, długo walczył z sobą, ale w końcu ciekawość wygrała.
- Lady Afrodyto, wiedziałaś o występie Księżnej? – zapytał, starając się zachować jak najbardziej pokerową minę.
Blondynka zwróciła się w jego stronę i odłożyła kielich, z którego właśnie piła i delikatnie otarła chustką usta.
- Tak, Wasza Wysokość - wyznała. – To był pomysł jej Królewskiej Mości, Królowej. -dodała.
Słysząc te słowa, Endymion zrobił zaskoczoną minę.
- Mej Matki? - zapytał.
- Tak, Panie. Taka forma... integracji z Twą kulturą. W końcu Księżna, jako ambasadorka, powinna pokazywać swoją aprobatę dla Waszych zwyczajów - dodała, choć jej ton sugerował, że wcale nie ma namyśli tańców. Księże zmrużył oczy i próbował odczytać ukrytą treść tego przekazu.
- Akceptacja w Waszym związku jest ważna, w końcu niepowodzenie będzie obopólną porażką - dodała trochę bardziej obscenicznie. Czarnowłosy władca wyprostował się na to, zrozumiawszy, co chce powiedzieć Senshi.
- Oczywiście - odrzekł lodowatym tonem. Mógł się spodziewać, że Senshi zostaną poinformowane o tym, iż odtrąca swą żonę.
Obrócił się w stronę tancerzy, a na jego twarzy widniał grymas. Po raz setny przeklął dzień, w którym na jego drodze stanęli Lunarianie.
Nagle w sali rozległo się uderzenie.
- Jej Książęca Wysokość, Księżna Serenity - ogłosił donośnie odźwierny, przerywając muzykę.
Wszyscy obrócili się w stronę wejścia. Wielkie drzwi zostały uchylone i do Sali wkroczyła księżycowa nimfa ze swą świtą, na czele, której szła Lady Ginewra, odziana w dwuczęściową suknię. Czarny top z krótkim rękawem i czerwoną lamówką. Brzuch miała odkryty. Wokół pępka widoczny był tradycyjny tatuaż, symbolizujący przynależność do czerwonej planety, Spódnica była z tej samej tkaniny, co top i również kończyła się czerwoną lamówką. Elegancji strojowi dodawało tiulowe sari koloru wiśni, wyszywane ciemnoczerwoną nitką. Włosy Marsjanka nosiła upięte w gruby, niski kuc, utworzony przez obwiązanie jej czarnych włosów czerwoną wstążką.
Mimo oszałamiającego efektu, jaki wywołała Ginewra, uwaga wszystkich skupiła się na Księżnej. Złotowłosa wyglądała jak spełnienie najwspanialszej fantazji.
Włosy pozostawiła pokręcone. Upięła je wszystkie wysoko na wysokości głowy i tylko niektóre pukle puszczone były luźno, tworząc urocze spirale. Cały ten„ elegancki harmider" utrzymywały wstążki, choć z wierzchu było widać tylko dwie. Jedna wydawała się być bardziej opaską, a druga oplatała włosy lekko z tyłu. Po raz pierwszy twarz Serenity zdobił makijaż. Oczy wzmocnione zostały czarnymi kreskami, poliki upudrowane czerwienią, ustom nadano erotycznie krwisty koloryt. Suknia, którą włożyła Księżna z pewnością biła wszystkie tu obecne. Miała bardzo szeroki dekolt. Tak, że dwucentymetrowe ramiączka znajdowały się już niemal na zakończeniu ramion. Góra sukni była cała obcisła. W efekcie, krągłe piersi niewiasty tworzyły piękne zaokrąglenia, tuż nad dekoltem. Cudownie szczupła talia została mocno wyeksponowana. Spódnica była rozkloszowana, jednak nie czyniły tego żadne fiszbiny czy stelaże. Na wysokości łona przód sukni pękał i rozchodził się na boki. Z wnętrza wystawał natomiast niesamowity materiał -tafta. Przy każdym ruchu Księżnej zmieniał on kolor - z czerwonego na czarny i na odwrót. Aby dodać ekstrawagancji, kreacja miała niewielkie hafty, wyszywane czerwoną nitką, a kolejnym fenomenem było to, że widoczne stawały się tylko wtedy, kiedy władczyni przechodziła obok palących się świec.
Serenity przeszła przez całą długość Sali, mijając zszokowany dwór i stanęła przed stołem, przy którym zasiadał jej mąż. Spojrzała nań i nisko się ukłoniła, zginając kolana, co efekcie spowodowało, że suknia rozłożyła się wokół niej tworząc czarny okrąg.
Endymion przyglądał się jej przez chwilę. Nie był do końca pewien czy śni, czy to, co widzi jest prawdziwe.
– Mężu - odezwała się nagle niewiasta, patrząc nań wyczekująco. Już powinien doń podejść i ją podnieść. Mężczyzna odchrząknął i szybko to uczynił.
- Żono – rzekł, łapiąc jej dłoń i prowadził ją do tronu. Serenity zasiadła i uśmiechnęła się do swych przyjaciółek. Matka miała rację, Endymion jest przecież tylko mężczyzną.
Zaczęto podawać posiłki. Ucztowano, przez kolejną godzinę.
Książę jednak nie zamienił z żoną ani słowa, co bardzo ją martwiło. Myślała, że uwiodła dzisiejszej nocy jego spojrzenie.
- Nie przejmuj się - uspokoiła ją Afrodyta, siedziąca obok niej. – żebyś widziała jego minę, kiedy tu weszłaś - wyszeptała z uśmiechem na ustach. -Zastanawiałam się, czy uda mu się powstrzymać od wzięcia cię na schodach -zażartowała, a na twarzy Księżnej pojawił się rumieniec.
- Afrodyto! - skarciła ją zakłopotana, przez co zwróciła uwagę paru osób siedzących po przeciwnej stronie stołu, na wysokości Senshi.
Przed nią i Endymionem nikt nie miał prawa siedzieć.
Serenity zakryła chusteczką usta, udając, że coś wyciera, lecz w duszy uradowały ją słowa przyjaciółki.
- Ale wiesz, co... - Kontynuowała Wenusjanka szeptem. Księżna ponownie skinęła głowę w jej stronę i uniosła znacząco brwi, pokazując kuzynce tym samym, by kontynuowała. - Zrozumiałam, że tego nie zrobi - wyznała, na co złotowłosej zrzedła mina. - Bo najpierw będzie chciał zabić wszystkich tu obecny chmężczyzn, którzy z takim pożądaniem patrzyli na ciebie - dokończył radośnie. Na to Serenity już nie mogła się powstrzymać i wybuchła radosnym śmiechem.
- Wielmożni Panowie, Szanowne Panie, czas zatańczyć Królewskiego Kotyliona -rozległ się nagle głos wodzireja.
Oczy Serenity rozbłysły, od 1, 5 tygodnia ćwiczyła ten taniec i bardzo jej się podobał. Obróciła się z uśmiechem na ustach do męża. Kiedy jednak zobaczyła jego minę, uśmiech natychmiast zniknął z jej twarzy.
- Miejmy to za sobą - burknął Endymion biorąc dłoń złotowłosej i prowadząc ją na parkiet. Tradycją było, że pierwsze dziesięć taktów tańczyli tylko władcy.
- Jago nie pojmuje! - wyżaliła się zdesperowana Serenity.
Ona i Senshi siedziały w małej altance, zaraz u zejścia do ogrodu.
- Ubrałam się po ziemsku, nie zawracałam mu głowy, zatańczyłam z możnymi, zjadłam i robiłam to, co zwyczaj nakazuje... - wyliczała.
- Sere... - szepnęła Ginewra ze współczuciem. Jednak Księżna nie zwróciła na to uwagi.
- A on nadal jest na mnie wściekły. Zatańczył ze mną chyba tylko ze względu na tradycję, a kiedy go spytałam czy jeszcze zatańczymy, powiedział, że „jednaka tusza już mu wystarczy" - wyznała. – Co ja robię nie tak? – spytała zdesperowana.
- Ty robisz wszystko doskonale - zapewniała Leotha, kładąc dłoń na jej ramieniu.
- Racja. To on ma jakiś mentalny problem. - przyznała jej rację Afrodyta, siedząca naprzeciw blondynki. Czuła się rozczarowana, po tym jak Endymion zareagował widząc Serenity, miała nadzieję, że będzie dlań milszy.
- A wiecie, co jest najbardziej upokarzające? - dodała nagle Serenity. Senshi spojrzały po sobie z zapytaniem.
- Co takiego? - spytała delikatnie Amystes.
Serenity uniosła opuszczoną głową, a w jej oczach widoczne były łzy.
- To mnie tak irytuje, tak denerwuje - zaczęła, po czym zagryzła wargę. Znów opuściła głowę. - Boli, kiedy on tak otwarcie faworyzuje tą kobietę – wyznała lekko zakłopotana. Senshi zrobiły zdziwioną minę. Czyżby Serenity była zazdrosna o afekty Endymiona.
- Chodzi o Lady Beryliankę. - stwierdziła Ginewra. Serenity pokiwała jedynie głową.
Senshi nic nie powiedziały. Ginewra przypatrywała się jedynie spuszczonej głowie swojej księżniczki. Miała ochotę usmażyć Endymiona za cierpienia, jakie jej sprawia. Wstała, kucnęła przed Serenity i ujęła jej dłonie.
Księżna spojrzał na nią.
- Nie przejmuj się, Serenity. Czuję, że będziesz miała swą szansę. - rzekła. -Będziesz mogła się na nim odegrać. I to niedługo. - dodała pewniejszym tonem. A w jej oczach pojawiła się determinacja.
- Skąd wiesz? - spytała zrezygnowana władczyni.
- Mam takie przeczucie - odpowiedziała marsjańska kapłanka.
Serenity spojrzała w jej czarne jak węgiel oczy. Nie były to oczy księżniczki ,ale kapłanki. Uśmiechnęła się smutno.
- Skoro tak twierdzisz. - rzekła.
- Na pewno nie chcesz iść z nami - spytała po raz kolejny Afrodyta.
- Nie, chciałabym pobyć chwilę sama. - zapewniła po raz kolejny Serenity. Zamierzała iść się przejść po ogrodach, ale Senshi nie były pewne czy powinny ją opuścić. Serenity pchnęła je w stronę pałacu. - Idźcie już, nie raz sama tędy chodziłam.- zapewniła je.
Kobiety spojrzały po sobie.
- No dobrze, ale jakby, co, to wiesz jak nas przywołać - rzekła uśmiechnęła się słysząc jej słowa.
- Tak, tak - zbyła je machnięciem i podążyła w przeciwną stroną.
Przechadzała się po ogrodzie orientalnym, przystając na każdym mostku, podziwiając odbicie jej rodzimego księżyca w wodzie. Zanurzała palce w fontannach, wąchała kwiaty, przysłuchiwała się śpiewom nocnych ptaków. Dała się ponieść naturze, pozwoliłaby wewnętrzny spokój przeszył całe jej jestestwo. Przez chwilę miała wrażenie, że to nie gra natura tylko jej dusza, że stała się jednością z Ziemią. Uśmiechnęła się na to uczucie. Zaczęła oddychać wolniej i głębiej.
Nagle do jej nozdrzy doszedł nowy zapach. Otworzyła oczy i rozejrzała się wokół. Uświadomiła sobie, że w tej części ogrodu jeszcze nie była. Wszędzie rosły piękne czerwone kwiaty. Były na ziemi, na kolumnach, a nawet tworzyły niebo.
Serenity podeszła do jednego z nich i uważnie mu się przyjrzała. Była pewna, że to jego poczuła, gdyż tego aromatu nie dało się pomylić. Kwiat miał aksamitne płatki, listki ostro zakończone, a na łodydze coś w rodzaju... kolców.
- Nie lubisz, kiedy cię zrywają - zapytała z uśmiechem Księżna, widząc tę tarczę obronną. -Taki piękny, a taki niedostępny - mówiła dalej do kwiatka. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech, a spojrzenie zrobiło się odległe. -Przypominasz mi kogoś - rzekła muskając aksamitne płatki.
- Też jest wspaniały i piękny, ale nieprzystępny i odpychający. - wyszeptała. Czerwona roślina, jakby w odpowiedzi, zakołysała się na wietrze.
Nagle z tyłu doszły uszu Serenity jakieś dźwięki. Zaskoczona kobieta wstała i spojrzała w tamtą stronę. Odgłos znów się powtórzył, był to jakby... jęk. Serenity przechyliła głowę. Zrobiła niepewny krok do przodu.
'Może nie powinnam... A jeśli ktoś potrzebuje pomocy?' - spytała samą siebie. Unosiła, więc dół sukni i najciszej jak potrafiła podążyła w stronę dźwięku.
Kroczyła przez tunel kwiatowy, aż w końcu, kiedy doszła do jego końca, ujrzała źródło dźwięku i od razu pożałowała swych dobrych intencji.
Na końcu znajdowała się glorieta całkowicie przysłonięta kwitami, jedynym do niej wejściem był tunel, z którego przyszła Serenity. Jednak nie to tak zszokowało Księżną. Naprzeciw niej stali Endymion i Lady Berylianka. A raczej powinna sprecyzować - stał Endymion, unosząc Lady Beryliankę, która miała nogi owinięte wokół jego pasa. I to właśnie ona wydawał owe jęki.
Serenity zrobiła wielkie oczy. Domyślała się, że ta dwójka ma romans, jednak podejrzewać a zobaczyć to na własne oczy okazało się być czymś całkowicie różnym. Mimowolnie z ust Serenity wydobył się zgłuszony krzyk, który przerwał kochankom ich schadzkę.
Endymion obrócił się szybko, zakrywając nagą rudowłosą. Był gotowy wrzeszczeć na intruza i zakazać mu puszczać parę z ust. Nie spodziewał się jednak, że ujrzy tam swą zszokowaną żonę.
Serenity kiwała z niedowierzaniem głową i co chwila otwierała i zamykała usta,jakby chciała coś powiedzieć.
Endymion nie wiedział, czemu, ale ten widok sprawił mu ból. Blondynka wyglądała, jakby pękło jej serce. Księże chciał już wyciągnąć dłoń do niej, niemiał przecież serca z lodu. Jednak przypomniał sobie, że to z winy Serenity zostali małżeństwem. Zagryzł, więc wargę i znów zaczął grać lodowatego drania.
- Co ty tu robisz, to moje ogrody - warknął na nią. Serenity patrzyła na niego, jakby powiedział to w innym języku. Potrząsnęła nagle głową i rozejrzała się wokół. Teraz sobie przypomniała gdzie czuła ten zapach, to Endymion pachniał zawsze tymi kwiatami... róże. Tak, tak się nazywały. Teraz już wiedziała, czemu one tak go przypominają. Zrobiła krok w tył.
- Słyszysz!
Spojrzała znów na księcia, czy on coś powiedział? Mężczyzna widząc, że nie uzyska żadnej odpowiedz od kobiety podszedł do niej, chciał ją złapać i stąd wyprowadzić, zanim jednak zdążył ją dotknąć, stało się coś, czego się nie spodziewał.
Serenity miała wrażenie, że śpi - 'to jakiś koszmar" - powtarzała sobie rozglądając się wokół. Nagle poczuła, że ktoś nad nią góruje i niczym z przerażenia, jakby instynktownie... uniosła dłoń i z całym impetem uderzyła intruza w twarz.
Plask rozległ się echem, aż ptaki siedzące na pobliskich drzewach odleciały.
Endymion złapał się za policzek i spojrzał zszokowany na żonę. Ta miała wielkie oczy. Chyba trudno byłoby powiedzieć, które z nich wyglądało na bardziej zaskoczone.
Serenity byłaby już gotowa przepraszać, gdyby nie odezwała się Berylianka.
- Jak śmiesz, Lunariańska Dziwko - krzyknęła oburzona, wyrywając Serenity z szoku. Blondynka spojrzała na nią, kobieta próbowała zakrywać swoje nagie ciało, kawałkami sukni. Widząc to Serenity uświadomiła sobie, że wcale nie żałuje tego, co zrobiła. Zmrużyła oczy.
- Milcz! - rozkazała Beryliance, która zaczęła protestować, ale Serenity nie zwróciła na to uwagi.
- Jesteś potworem - wyszeptała tylko do Endymiona, obróciła się i pobiegła w stronę pałacu. Mężczyzna jedynie stał i trzymał się za czerwony policzek.
Serenity biegła ile sił w nogach, była tak pochłonięta tym, co zobaczyła, że nie zauważyła na swej drodze człowieka. Zderzyła się z twardym ciałem, a zaskoczona osoba nie miała szansy jej złapać, gdyż siła impetu była olbrzymia. Zarówno Serenity jak i jej ofiara przewrócili się na ziemię.
- Uff - jęknęła blondynka.
- Pani, nic ci nie jest? - spytał przestraszony głos. Serenity od razu gopoznała, uniosła głowę do góry i spojrzała wprost w piękne, srebrne oczy.
- Eos - wyszeptała. Srebrnowłosy uśmiechnął się na to i podał swej Pani dłoń.
- Pozwól, że ci pomogę - zaoferował. Serenity zrobiła wielkie oczy i spojrzała na siebie, siedziała rozkraczona na ziemi, w bardzo nieeleganckiej pozycji. Zarumieniła się i podała dłoń żołnierzowi. Ten pociągnął ja delikatnie do góry.
- Dziękuje, Eosie - wyszeptała pod nosem.
- Cieszę się, że Wasza Wysokość mnie pamięta - zażartował młodzieniec. Serenity uniosła i uderzyła go lekko w ramię.
- Co za nonsens, jakbym cię mogła zapomnieć - wyznała, po czym uświadomiła sobie co powiedziała i znów się zarumieniła.
Mężczyzna przyglądał jej się przez chwilę, po czym zamknął oczy i uśmiechnął się pod nosem.
- Czy masz już, Pani, tancerza do bandai? - spytał zmieniając temat.
Zaskoczona Serenity uniosła głowę i już chciała powiedzieć, że wypadałoby żeby zatańczyła z kimś z ziemskiej rodziny królewskiej, kiedy przed jej oczyma pojawił się obraz Endymiona i Berylianki. Wyprostowała się. 'Jeśli on mnie traktuje jak powietrze to i ja mogę' - pomyślała.
- Tak - rzekła, czym zasmuciła wojownika – Ciebie - dodała zalotnie. Srebrnowłosy uniósł głowę, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
- Pani? - spytał.
Serenity uśmiechnęła się.
- Chodźmy, bo się spóźnimy - rzekła. Eos kiwnął szybko głową, po czym podał jej ramię i razem poszli do pałacu.
Endymion wszedł na salę balową sam. Po tym, jak Serenity przyłapała go, odesłał Beryliankę. Mimo, że ta była bardzo niepocieszona, posłuchała go. Na sali właśnie zaczęto tańczyć bandai. Książę zerknął na tancerzy i krew mu się zagotowała.
Jego żona tańczyła z srebrnowłosym mężczyzną, tak doskonale mu znanym. Zmrużył oczy i już chciał podejść do pary. Uprzedził go jednak Kunzite.
- Panie - złapał go za łokieć. Endymion spojrzał na niego.
- Czego?-warknął monarcha.
- Panie, szukaliśmy cię wszędzie – rzekł, starając się ukryć zmartwienie.
- Kunzite, nie teraz. - odrzekł Endymion, sądząc, że chodzi o to, iż oddalił się bez uprzedzenia.
- Panie, chodzi o Księcia Gustawa - poinformował go szeptem białowłosy generał, wciąż nie puszczając królewskiego łokcia.
- Gustawa? - spytał zaskoczony władca. Generał pokiwał głową, a w jego oczach uwidoczniło się przerażenie.
- Księcia znaleziono nieprzytomnego, nie możemy go dobudzić – powiedział dyskretnie.
Endymion zrobił wielkie oczy.
- Prowadź - polecił. Całkowicie ignorując to, że jego żona flirtuje z Eosem.
By misako
