XI
Ostatni tydzień kwietnia rozpoczął się deszczem, który nie przestał padać ani na chwilę aż do połowy maja. Nie był na tyle ulewny, żeby spowodować podtopienia piwnic i niżej położonych dzielnic, ale skutecznie uprzykrzył życie mieszkańcom Nowego Jorku.
Po próbie Tommy wrócił do pustego mieszkania cały przemoczony i - obiecując sobie kupno parasola w najbliższej przyszłości – zabrał się za przygotowywanie kolacji dla niego i Adama, który miał niedługo wrócić z popołudniowej próby. Malutka Cher plątała mu się pod nogami, starając się zapolować na jego palce u stóp i Tommy musiał przyznać, że świetnie się bawił uciekając przed nią po całym mieszkaniu, kiedy czekał na upieczenie się warzywnej zapiekanki.
Psiak niemal w ogóle nie urósł, więc przypuszczali, że zostanie już mniej więcej tej samej wielkości. Przez tych kilka tygodni od kiedy Adam go przyniósł, Tommy bardziej niż zwykle uważał, kiedy chodził po mieszkaniu. Cher miała wyjątkowo denerwujący zwyczaj zakradania się i wybiegania prosto pod ich nogi wtedy, gdy najmniej się tego spodziewali.
W pewnym momencie poprzez warczenie i popiskiwanie małej usłyszał dzwoniący telefon. Wrócił do kuchni i podniósł słuchawkę ze stołu.
- Słucham?
- Gratuluję angażu. Zawsze wiedziałem, że ci się uda.
Tommy od razu rozpoznał głos Brada, choć słyszał go tylko raz w życiu.
- Dzięki. Nadal to trochę do mnie nie dociera. – Wyznał.
Ze słuchawki popłynął uroczy, radosny śmiech. – Dotrze, kiedy będziecie podpisywać fanom okładki pierwszej płyty. – Po chwili dodał – Adam jest z ciebie bardzo dumny. W ogóle cały czas o tobie mówi – Tommy milczał. Nie wiedział, co powinien na tę uwagę odpowiedzieć. Poczuł falę ciepła w miejscu, w którym jego serce zabiło nieco szybciej niż normalnie. – W ogóle cieszę się, że się zaprzyjaźniliście. Dobrze wam to obu zrobiło.
- Bardzo cenię tę przyjaźń. – Przyznał blondyn, spoglądając w dół, gdzie Cher zrobiła sobie z jego stopy posłanie, zwijając się na niej w kłębek i słodko pochrapując.
- Mam nadzieję, że cenisz ją na tyle, aby porzucić myśli o wyprowadzce.
Muzyk znieruchomiał, otwierając szeroko oczy. Skąd Brad wiedział, co zaprzątało myśli Tommy'ego od dnia, w którym podpisał kontrakt?
- Ja…
- Nawet o tym nie myśl. – Przerwał mu niemal od razu – Pamiętam naszą pierwszą rozmowę, twoje postanowienie. I że prosiłem, abyś został. – Zamilkł na chwilę, po czym kontynuował z przejęciem w głosie. – A dziś ponawiam tę prośbę, Tommy. To naprawdę nie ma sensu. – Mówił z przekonaniem. – Twierdzę tak ja i twierdzi tak Adam, choć naturalnie nie przyznałby się do tego, aby nie wyjść na egoistę. Jesteście sobie potrzebni. A i ja jestem bardziej spokojny, że Adam ma przyjaciela tuż za ścianą. – Tommy milczał, więc Brad westchnął i kontynuował. – To jak? Obiecasz, że zostaniesz?
Tommy przygryzł wargę i pozwolił myślom pobłądzić chwilę bez ładu. Tak naprawdę w ogóle nie miał ochoty się wyprowadzać, choć czuł, że powinien. Zdrowy rozsądek walczył z argumentami Brada i powoli z nimi przegrywał. Czuł, że nie mógł tak po prostu się wyprowadzić, bo wiedział, że Adam by z tego powodu cierpiał, choć z drugiej strony byłby na tyle wspierającym przyjacielem, że nie pisnąłby słowem. Ale Tommy wiedział też, że on sam nie umiałby się stąd wynieść, bo zostawiłby w tym mieszkaniu zbyt dużą część siebie…
- Zostanę. – Odpowiedział pod wpływem nagłego impulsu, który wprawił go niemal w euforyczny nastrój.
- Och, to fantastycznie! – Tommy gotów był się założyć, że gdyby tylko Brad mógł, klasnąłby w dłonie z radości. – To ogromna ulga, będę z tobą szczery. – Po chwili dodał, już swoim zwykłym, figlarnym tonem. – A teraz opowiedz mi o waszej nowej współlokatorce, bo nie miałem jeszcze okazji jej poznać. – Tommy zaśmiał się, a Brad kontynuował. – Ile butów zjadła już Adamowi i jak bardzo stara się nie być na nią zły?
Tommy spojrzał na kulkę zwiniętą na jego bosej stopie i zaśmiał się. – Nawet nie masz pojęcia.
Adam wrócił do domu kilka chwil po tym, jak Tommy odłożył telefon po skończonej rozmowie z Bradem. Nałożył im obu na talerze gorącą zapiekankę i usiedli przy stole.
- Mam głupie szczęście, że umiesz tak dobrze gotować. – Powiedział z uśmiechem Adam między kęsami. – Jak wam idą próby?
- Wczoraj mieliśmy pierwsze nagranie, jutro mamy kolejne. – Opowiadał Tommy. – A potem przerwa do czasu, aż opanuję resztę piosenek. Muszę wrócić do baru, bo ostatnio ciągle brałem wolne.
- Och. –Adam zasępił się. – Więc nie ma szans na to, abyś miał wolny wieczór w sobotę?
- Niestety. Weekendy odpadają. – Przekrzywił głowę w zainteresowaniu. – A dlaczego pytasz?
Twarz aktora rozświetliła się w podekscytowaniu i ledwie skrywanej dumie. – Mamy wielką premierę! Wreszcie zaczynamy wystawiać Rent.
- Gratulacje. – Uśmiechnął się Tommy, jednak po sekundzie spoważniał. – Przykro mi, że nie będę mógł na nią przyjść.
Brunet machnął ręką. – Ach, nie przejmuj się. – Wstał i zebrał naczynia, aby je pozmywać.
- Czy tiramisu ci to wynagrodzi?
Adam zachichotał. – Chyba zbyt dobrze mnie znasz, Tommy.
Blondyn uśmiechnął się i wstał, kierując się w stronę lodówki, z której wyjął blaszkę z kawowym deserem, po czym ukroił dwa kawałki i rozłożył na mniejsze talerze. Podał jeden wyraźnie zachwyconemu Adamowi.
- Och! Wygląda świetnie! – Powiedział, po czym włożył jeden kęs do ust. Aksamitne ciasto i lekki krem rozpłynęły się na jego języku. – Mmm. A smakuje jeszcze lepiej. – Puścił do niego perskie oko, po czym pochłonął kolejne gryzy. – Kiedy zdążyłeś je zrobić?
- Wczoraj w nocy. Po pierwszej sesji nagraniowej byłem zbyt podekscytowany, żeby spać. – Zaśmiał się muzyk, a po chwili dodał. – A jak idą wasze próby? Zaraz chyba próba generalna?
Adam przytaknął. – Ostatnia próba w czwartek. Na tej muszę się już pojawić, bo nie wiem, co działo się ostatnio w teatrze. – Tommy spojrzał na niego pytającym wzrokiem. Brunet uśmiechnął się i rzekł. – Z wczorajszej porwał mnie Brad.
Tommy odwzajemnił jego uśmiech. – A ja zastanawiałem się, czemu rano cię nie było. Chociaż stawiałem na jogging.
- Nie, nie. – Zaprzeczył Adam. – Choć to było coś równie męczącego. – Puścił do niego perskie oko, potwierdzając tym samym niedwuznaczność jego wypowiedzi. Tommy pokręcił z uśmiechem głową, a Adam dodał. - A teraz pozwól, że zatrzymam twoją galopującą wyobraźnię i wrócę do tematu prób. - Tommy mimowolnie przypomniał sobie zawartość półek w pokoju Adama i zmusił się, aby skoncentrować się na słowach Adama i powstrzymać kłębiące się, nie do końca czyste myśli.- Pamiętasz, jak obiecałeś wpaść na jedną? Może jutro?
- Pamiętam. – Przyznał. – I chętnie zobaczę, jak to wszystko wygląda.
- A więc jesteśmy umówieni. – Uśmiechnął się szeroko, po czym dodał, rozglądając się wokół. – A teraz powiedz mi, ile kolejnych par butów zjadła mi nasza psina?
Przekroczyli próg słynnego teatru Beacon, mieszczącego się na górnym Manhattanie. Klasyczny, tradycyjny wygląd z początku XIX wieku kontrastował z otaczającą go nowoczesną architekturą. Tommy patrzył jak urzeczony na bogato zdobione wnętrza, kiedy szli korytarzami za kulisami sceny.
- Nie wiedziałem, że pracujesz akurat tutaj.
Adam odwrócił się i spojrzał na niego z lekkim niedowierzaniem. – Znasz ten teatr?
- Pewnie. Należy do Madison Square Garden. Poza tym, odbywa się tam rozdanie nagród Tony. – Zerknął na bruneta, patrzącego na niego z szeroko otwartymi w zdziwieniu oczami. – No co? Nie jestem aż takim ignorantem.
Adam pokręcił głową i zaśmiał się. – Ale nie sądziłem, że będziesz wiedział o Madison Square Garden.
- Cóż, zawsze chciałem zagrać na tamtej scenie. – Przechodzili właśnie obok jednego z wejść na główną salę, więc zatrzymał się i zajrzał do środka, rozglądając się po wnętrzu. – Można powiedzieć, że to jedno z moich marzeń.
Brunet podszedł do niego i objął go ramieniem. – Mam nadzieję, że i to się spełni.
Jego dotyk dla Tommy'ego był równoznaczny z bezpieczeństwem. Mimowolnie uśmiechnął się i spojrzał w jego ciepłe, błyszczące oczy. Adam – ciągle z ręką wokół jego ramion – poprowadził go dalej krętym korytarzem, aż do garderoby całej ekipy.
- Nie wolałbyś mieszkać tu, w okolicy? Nie musiałbyś jeździć przez pół miasta do teatru. No i wiesz, to jednak Manhattan. – Zapytał, zanim weszli do pomieszczenia, gdzie aktorzy przygotowywali się do próby.
- Nie, nie wyobrażam sobie tego. – Pokręcił głową, zatrzymując się przed drzwiami. – Fakt, nie spędzałbym tyle czasu na podróżach, tym bardziej, że nie mam samochodu, ale nie umiałbym porzucić atmosfery SoHo. Tam oddycha się lżej niż tu, wiesz? – Uśmiechnął się bardziej do swoich myśli, niż do Tommy'ego, po czym otworzył przed nim drzwi. – Panie przodem. – Mrugnął do niego szelmowsko i wyszczerzył zęby.
Muzyk parsknął śmiechem i dał mu sójkę w bok, po czym wszedł do środka z podążającym za nim Adamem, który wsunął smukłe palce w blond kosmyki i roztrzepał je na wszystkie strony.
Przedstawił Tommy'ego całej ekipie i przedzierając się przez panujący w pomieszczeniu rozgardiasz, podszedł do wieszaka z kostiumami, a tymczasem Tommy usiadł w rogu na zielonej, pluszowej kanapie, pełniącej rolę jeszcze jednej półki na buty i dopełniające kostiumy akcesoria.
Adam wyminął kilkoro ludzi i zajął wolne krzesło pod ścianą. Położył na nie zapakowany w czarną, plastikową torbę ochronną kostium i ściągnął stopami buty. Rozpiął pasek i wyciągnął go ze szlufek spodni, rozpinając po drodze rozporek. Stał bokiem i nikt go nie zasłaniał, a Tommy nie potrafił zmusić się, aby odwrócić wzrok, jak gdyby jakaś niewidzialna siła nie pozwalała mu tego zrobić. Patrzył jak zaczarowany, gdy zsunął wąskie jeansy i zrzucił je na podłogę, i potem, gdy ściągnął koszulkę i odwrócił się przodem, aby odpowiedzieć na jakieś pytanie jednej z dziewcząt. Widywał go bez koszulki już wcześniej, ale do tej pory nigdy nie zrobiło to na nim takiego wrażenia. Szerokie barki, miękki kontur delikatnie zarysowanych mięśni brzucha i piegi, ozdabiające niemal każdy centymetr kwadratowy napiętej skóry.
Tommy pomyślał, że obiektywnie rzecz ujmując, miał przed sobą jednego z najpiękniejszych mężczyzn, jakich kiedykolwiek spotkał.
Poczuł niepokój w dole brzucha, niemal dreszcze na całym ciele. Nagle poczuł ochotę, aby zakryć się poduszką, bo nagła reakcja jego ciała była dla niego zarówno niezrozumiała jak i zupełnie niespodziewana.
Nie odważył się spojrzeć w dół ciała Adama, poniżej linii czarnych slipek. Odwrócił wzrok na kilku młodych mężczyzn, ćwiczących w kącie sali. Skoncentrował się na ich tańcu, spychając w głąb umysłu krzyczące w jego głowie myśli. Bał się ich i czuł się najlepiej, kiedy był na tyle zapracowany, że nie miał na nie czasu.
Jednak kilka z nich przedarło się przez barierę, którą dla nich ustanowił.
Nie mogę odwrócić wzroku, ale nie powinienem na niego patrzeć, nie chcę, aby mnie źle zrozumiał. A może nie chcę, abym to ja rozgryzł samego siebie?
Tłum ćwiczący choreografię powiększał się, kiedy dołączali do niego kolejni gotowi do próby aktorzy.
Moje ciało reaguje na to wszystko niezależnie ode mnie, daje dwuznaczne znaki. Jego bliskość to z jednej strony bezpieczeństwo, a z drugiej dreszcze i niepokojąca ekscytacja.
Do tańczących dołączył też ubrany w kostium swojej postaci Adam. Korzystając z jego nieuwagi, Tommy chował twarz w dłoniach.
Ciało i umysł podświadomie domagają się zaspokojenia odwiecznej ciekawości. Czystej chęci poznania.
To nie tak, że nigdy o tym nie myślał, nie zastanawiał się. Ale zawsze na tym się kończyło; nie przypuszczał, że wyjdzie to poza sferę fantazji, niemal identyczną i wspólną dla każdego.
Co się ze mną dzieje?
- Wszystko w porządku?
Na dźwięk tych słów uniósł głowę; niebieskie oczy były bliżej niż się spodziewał.
Adam kucał przy nim, jedynie kilka cali dalej. Tommy widział na jego twarzy niepokój i zmartwienie.
- Tak. – Próbował się uśmiechnąć, ale sam był świadomy, że na jego twarzy pojawił się zamiast tego uśmiechopodobny grymas.– Chyba po prostu jestem zmęczony.
Dłoń Adama momentalnie znalazła się na jego ramieniu. – Ostatnio nie dosypiasz. Dopilnuję, abyś dziś to nadrobił. – Blondyn uśmiechnął się do niego z wdzięcznością, rzeczywiście czując, że nie sypia ostatnio zbyt dużo. – A teraz chodź, zaprowadzę cię na widownię. Zaraz zaczynamy próbę.\
Tommy był zachwycony.
I to na tyle, że cały zespół dostał od niego owację na stojąco. Każdy aktor ukłonił mu się z uśmiechem, po czym śmiejąc się i żartując cała ekipa zeszła ze sceny za kulisy, a nieliczni weszli pomiędzy rzędy krzeseł, gdzie kręcił się reżyser, aby dopytać go o ostatnie wskazówki. Adam minął ten tłum i wspiął się do jednego z dalszych rzędów, który zajmował Tommy.
- Fantastyczne, jesteście świetni.
- Naprawdę ci się podobało? – Zapytał z nieodłącznym uśmiechem Adam, bawiąc się małą butelką wody, którą wyjął przed chwilą z małej, turystycznej lodówki stojącej przy scenie. Tommy przytaknął, a Adam dodał. – Dzięki. Od takiego laika to najlepszy komplement.
Tommy nie zdążył otworzyć ust, aby odpowiedzieć, a ze strony głównego wejścia na salę rozległ się kobiecy głos.
- Kochanie, byłeś wspaniały!
Drobna brunetka niemal z prędkością światła minęła Tommy'ego i przytuliła się do dużo od niej wyższego Adama. Zaskoczony brunet objął ją mocno.
- Nie wiedziałem, że przyjedziecie! – Odsunął ją nico od siebie, nadal trzymając w ramionach. Zaskoczenie na jego twarzy ustąpiło miejsca ogromnej radości. – Mogliście zadzwonić.
- Znasz mamę, uparty charakter odziedziczyłeś po niej. – Po prawej stronie Tommy'ego pojawił się wysoki brunet o lekko kręconych włosach. Jeden rzut oka wystarczył, aby blondyn upewnił się, że są spokrewnieni.
Adam pokiwał głową i zwrócił się do brunetki, wskazując jej muzyka. – To jest Tommy, mój współlokator. Tommy, a to moja mama. I Neil, mój wkurzający, lecz wyjątkowo prawdomówny młodszy brat.
- I kto tu jest wkurzający… - Wymamrotał Neil, ściskając wyciągniętą dłoń Tommy'ego.
- Miło mi cię wreszcie poznać, Tommy. – Mama Adama wyswobodziła się z uścisku syna i przytuliła blondyna. Delikatny, kwiatowy zapach momentalnie przypomniał mu o perfumach, jakimi zawsze pachniała jego własna mama.
- I wzajemnie, proszę pani.
- Ach, mów mi Leila. „Proszę pani" mnie postarza.
Mrugnęła do niego zawadiacko i zwróciła się do Adama, pytając o coś związanego ze zbliżającą się premierą. Aktor poprowadził ją za kulisy, a Tommy i Neil podążyli za nimi. Z rozmowy Adama i Leili wynikało, że jak tylko Adam przebierze się i pożegna, zabiera ich wszystkich na obiad. Ponadto, starał się namówić ich, aby zostali do premiery u nich w mieszkaniu, bo bez sensu było wracać z powrotem do New Jersey. A Leila kategorycznie odmawiała.
- Jedno drugiemu nie ustąpi. – Powiedział cicho Neil, śmiejąc się pod nosem ze swojego brata i mamy.
Tommy uśmiechnął się. – Dwa silne charaktery. Taki już pewnie ich urok.
Neil pokiwał głową. – Pewnie tak. – Po chwili milczenia zagadnął blondyna. – A więc jesteście współlokatorami. Od jak dawna?
- Jakieś cztery miesiące.
Neil znów pokiwał w zamyśleniu głową. – Pewnie mieszkanie tonie w ubraniach, piórach, cekinach i brokacie? – Zapytał z zawadiackim uśmiechem, który był najwyraźniej wspólną cechą całej rodziny.
Muzyk wzruszył ramionami. – Nie jest tak źle…
Przyspieszyli kroku, bo Adam i Leila zniknęli już im z oczu na kolejnym zakręcie. Doprawdy, tu było jak w najprawdziwszym labiryncie.
- Coś czuję, że jest tragicznie, a ty po prostu boisz się postawić, kolego. – Tommy zaśmiał się na tę uwagę, a Neil pokręcił głową ze śmiertelnie poważną miną. – A już myślałem, że znajdę w tobie sojusznika.
