Wizyta w Azkabanie

Dwa dni, podczas których opowiadałem Isabelli wszystko, co powinna wiedzieć o swoich rodzicach, były bardzo męczące. Dopiero w trakcie opowieści zrozumiałem, dlaczego tak bardzo zwlekałem z tym, by mała poznała prawdę. Sam chciałem o wszystkim zapomnieć i nie wracać do moich błędów, które sprawiły, że wszyscy, których kochałem i którzy kochali ją, zginęli. Prawdę mówiąc, gdybym nie musiał, w ogóle nie opowiedziałbym jej tej historii.

Przyznałem się, że byłem śmierciożercą. Okłamanie jej w tej sprawie byłoby głupotą, ponieważ prędzej czy później i tak by się o tym dowiedziała. Lepiej, żeby usłyszała to ode mnie, szczególnie że przeszedłem na stronę Dumbledore'a. Zmartwiła mnie jej reakcja, ale właściwie, czego innego mogłem się spodziewać? Była miłym, naiwnym dzieckiem, które jeszcze nie poznało zła tego świata. Bałem się, że Hogwart ją zmieni tak bardzo, że za kilka lat nie zobaczę w niej tej dziewczynki, z którą spędzałem tyle czasu.

Zasłaniałem się wymówką, że wszystko zataiłem dla jej dobra. Musiałem przyznać sam przed sobą, że to nie było prawdą. Dobrze, było, ale tylko częściowo. Celowo nie mówiłem jej zbyt wiele o moim dzieciństwie czy przeszłości. Nie chciałem, by wychowywała się z myślą, że jej ojciec chrzestny jest... mordercą. Niestety miała rację, byłem mordercą. Nadal nim jestem i czegokolwiek bym nie zrobił, nie zwróci to życia osobom, które przeze mnie zginęły.

Miałem nadzieję, że Isabella prędko nie odkryje kłamstw, które wplotłem w moją opowieść. Miałem nadzieję, że nie dowie się o tym, czego nie miałem odwagi powiedzieć. Tak bardzo mi ufała, byłem jej przyjacielem, jedyną osobą, której mogła naprawdę o wszystkim powiedzieć... Jak mógłbym powiedzieć, że to ja podsłuchałem przepowiednię i doniosłem o niej Czarnemu Panu? Przeze mnie szukał chłopca, który pasowałby do przepowiedni, aż odnalazł go w Harrym. Przeze mnie Lily i jej rodzina była zagrożona. Przeze mnie zginęli nie tylko oni, ale również Kate, która znalazła się tam w nieodpowiednim momencie.

Nie potrafiłem powiedzieć jej również o tym, że mogłem uratować Kate. Czarny Pan nie rozumiał miłości, wyśmiewał ją, ale nawet on wiedział, że jeżeli jego śmierciożerca straci miłość swojego życia, nie będzie on w stanie tak dobrze wykonywać służby, jak do tej pory. Dlatego małżonkowie śmierciożerców na ogół byli „bezpieczni", oczywiście, dopóki śmierciożerca nie popełnił jakiegoś błędu.

Nie wiedziałem, co się wydarzyło w domu Potterów, ale cały czas prześladowała mnie myśl, że gdyby Kate była moją żoną, on by jej nie zabił albo przynajmniej uprzedziłby mnie o dniu planowanego ataku, żebym tego dnia dopilnował, aby żona została w domu. Owszem, wiedział, że kocham Lily, co nie uratowało jej przed śmiercią, ale może Kate mogłaby przeżyć.

Wiedziałem, że Isabella zastanawia się, dlaczego Kate nie odrzuciła mnie, kiedy zostałem śmierciożercą. Miałem nadzieję, że nigdy nie domyśli się ani nie dowie, że jej matka mnie kochała. Wiedziałem o tym i wiele razy żałowałem, że nie potrafiłem odwzajemnić tego uczucia. James był zły, że młodsza siostra kochała mnie zamiast jego najlepszego przyjaciela. Zdawałem sobie sprawę z tego, że z jednej strony ucieszyłby się z naszego ślubu, ponieważ chciał, by Kate wyszła za mężczyznę, którego kocha, ale z drugiej był zadowolony, że nigdy nic z tego nie wyszło, bo nie chciał, by jego siostra była żoną śmierciożercy.

Tak wiele razy zastanawiałem się, czy nie wziąć z nią ślubu. Miałbym żonę, która naprawdę mnie kochała i której mogłem wszystko powiedzieć. Nikt nie znał mnie tak dobrze, jak ona. Wiele razy byłem bliski tego, żeby jej się oświadczyć, ale strach, że ją unieszczęśliwię, sprawiał, że nigdy tego nie zrobiłem. Po jej śmierci wiele razy o tym myślałem i dochodziłem do wniosku, że mogłem się mylić. Może ona byłaby ze mną szczęśliwa? Nawet jeśli Lily była miłością mojego życia, Kate nie była mi obojętna. Właśnie dlatego Isabella ma nade mną tak ogromną władzę. Jest tak podobna do swojej matki, że czasami patrząc na nią, wydaje mi się, że to Kate. Spełniam wszystkie jej zachcianki, jakbym chciał jej wynagrodzić to, czego nie chciałem dać jej matce.

Westchnąłem, przypominając sobie prośbę Isabelli. Nie będzie łatwo wprowadzić jedenastoletnie dziecko do Azkabanu. Poza tym nie chciałem zabierać jej w to okropne miejsce, ale wiedziałem, że ma prawo poznać swojego ojczyma. Byłem pewien, że Dumbledore się ze mną zgodzi, dlatego nie pozostało mi nic innego niż z nim o tym porozmawiać.


Czekałam kilka dni na jednoznaczną odpowiedź Severusa, czy będę mogła poznać Syriusza Blacka. Początkowo miałam nadzieję, że uda mi się odwiedzić ojczyma, zanim pójdę do Hogwartu, ale dość szybko uznałam, że szanse na to są nikłe. Wiedziałam, że Severus musiał najpierw porozmawiać o tym z Dumbledore'em, a teraz nie miał możliwości odwiedzenia dyrektora, ponieważ nie mógł zostawić mnie samej w domu.

Po usłyszanej opowieści próbowałam dojść do siebie i powrócić do normalności. Nocami rozmyślałam o wydarzeniach z przeszłości, a kiedy zasypiałam, często śniły mi się sceny, jak np. Voldemort morduje rodzinę Potterów albo jak Severus staje się śmierciożercą. Nadal nie mogłam się pogodzić z niektórymi faktami, czułam obrzydzenie, kiedy tylko przypominałam sobie, kto naprawdę był moim ojcem.

W dzień próbowałam nie myśleć o tym wszystkim. Spędzałam dużo czasu z Severusem. Graliśmy w czarodziejskie szachy, pomagałam mu podczas warzenia eliksirów, ćwiczyłam z nim proste zaklęcia. Czytałam podręczniki szkolne i czasami prosiłam go, żeby wyjaśnił mi coś dokładniej. Robiliśmy głównie to, co zazwyczaj i nie wracaliśmy już do przeszłości. Wiedziałam, że był gotowy na dodatkowe pytania, ale nawet jeśli miałam jakieś, za bardzo bałam się odpowiedzi, żeby je zadać.

W końcu rozpakowałam resztę prezentów urodzinowych. Głównie dostałam słodycze, przybory szkolne i trochę biżuterii. Severus rzucił Zaklęcie Trwałości na kosmetyki, które otrzymałam od Lindsay, dzięki czemu miały nie stracić swoich właściwości i spokojnie mogłam ich używać dopiero za kilka lat.


Miesiąc po moich urodzinach Severus powiedział, że otrzymałam zgodę na odwiedziny Syriusza w Azkabanie. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę udało mu się to załatwić. Nasza wycieczka była zaplanowana na następny dzień i poza Severusem miał nam towarzyszyć również jakiś pracownik Ministerstwa Magii.

Przez całą noc poprzedzającą wizytę w Azkabanie przewracałam się z boku na bok, zastanawiając się, jak wygląda więzienie, czy dementorzy naprawdę są tacy straszni i czy będę mogła porozumieć się z Syriuszem. Wiele razy słyszałam od Dracona, że jego ciotka Bellatrix, która również przebywała w Azkabanie, wariowała tam, mówiąc coś bezsensownego do siebie. Podobno dementorzy działali tak na większość więźniów...

Następnego dnia o godzinie dziewiątej ktoś wyskoczył z kominka w salonie. Czarodziej, kilka lat starszy od Severusa, szybko oczyścił się z sadzy i przywitał. Przedstawił się jako Arnold Oss i kiedy już byliśmy gotowi, złapaliśmy przyniesiony przez niego świstoklik i po krótkim czasie znaleźliśmy się na ponurej wyspie. Szybko się rozejrzałam, ale na horyzoncie nie można było nic dojrzeć.

Staliśmy przed wysokim budynkiem, w którym mieściło się więzienie. Poczułam bijący od niego chłód, aż się wzdrygnęłam. Severus mocniej ścisnął moją rękę, jakby chciał dodać mi otuchy. Pan Oss poszedł przodem, a my po krótkiej chwili wahania podążyliśmy za nim. W budynku było jeszcze zimniej. Niepewnie rozglądałam się po mrocznym pomieszczeniu, zauważając, że pan Oss rozmawia z postacią w długim płaszczu.

— To dementor — powiedział cicho Severus, wzdrygając się lekko. Z zaciekawieniem przyjrzałam się dokładniej tej postaci. Unosiła się kilka centymetrów nad ziemią i była znacznie wyższa od pracownika Ministerstwa Magii. Jej twarz była skryta pod kapturem. Właściwie słyszałam, że dementorzy w ogóle nie mają twarzy.

Blady Arnold Oss podszedł do nas i kazał nam iść za sobą. Rozglądałam się dookoła, co chwilę widząc dementora ukrytego w cieniu, jednakże żaden z nich się do nas nie zbliżał. Cieszyłam się z tego, ponieważ, im dłużej byliśmy w tym więzieniu, tym gorzej się czułam. Było mi coraz zimniej i czułam się coraz bardziej nieszczęśliwa. Zorientowałam się, że myślałam głównie o smutnych wydarzeniach z mojego życia. Kłótnia z Draconem, najgorsze fakty z opowieści Severusa, stresujące momenty ze szkoły... Wtuliłam się w Severusa, jakbym chciała ukryć się przed dementorami. Poczułam silny uścisk mężczyzny, dzięki czemu poczułam się odrobinę lepiej.

W końcu doszliśmy na miejsce. Kilku dementorów odeszło od celi, żebyśmy się mogli do niej zbliżyć. Mimo to musiałam przejść obok jednego z nich. Starałam się na niego nie patrzeć, ale słyszałam jego głośny świszczący oddech.

Wolno podeszłam do krat i zajrzałam do celi. Ujrzałam w niej chudego mężczyznę, ze splątanymi, czarnymi włosami. Odnosłam wrażenie, że śpi. Rozejrzałam się i zauważyłam, że zarówno pan Oss, jak i Severus, stali kilkanaście kroków ode mnie, jakby chcieli zapewnić mi trochę prywatności.

— Syriuszu?

Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Powoli wstał i zaczął zbliżać się do krat.

— Kate? — zapytał. Spojrzał na coś za moimi plecami. Po jego wyrazie twarzy byłam pewna, że musiał zauważyć Severusa. — Co za dureń ze mnie... Isabella... Ale ty wyrosłaś!

Uśmiechnęłam się do niego.

— Jesteś taka podobna do Kate...

W końcu stałam przed Syriuszem, miałam okazję z nim porozmawiać i kompletnie nie wiedziałam, co mogłam mu powiedzieć. Czego ja się spodziewałam? Że spędzę miło czas z mężczyzną, którego widziałam pierwszy raz w życiu i który był częściowo odpowiedzialny za to, że wychowywałam się bez rodziców?

Jeden z dementorów zbliżył się do nas. Nie widziałam go, ale zdecydowanie poczułam. Na Syriusza również to wpłynęło.

— Kate... Przepraszam... — Patrzył mi prosto w oczy.

— To ja, Isabella... — powiedziałam. W pierwszym momencie też wziął mnie za moją matkę, ale zorientował się, kim jestem, może i teraz zadziała?

— Tak, wiem, on znów będzie chciał ją zobaczyć... Dobrze, ukryję się, chociaż wiesz, że tego nie lubię... Snape będzie z tobą, prawda? Nie ufam mu, ale czuję się odrobinę lepiej, wiedząc, że nie jesteś tam sama...

— Isabella. — Usłyszałam łagodny głos Severusa. Syriusz zrobił kilka kroków do tyłu.

— Kate, przepraszam... Popełniłem błąd, a to ty zapłaciłaś za niego najwyższą cenę. To moja wina, że nie żyjesz... Moja wina, że dowiedział się, gdzie są Lily i James... Skąd mogłem wiedzieć? Kto się tego spodziewał? Jeden błąd... To był tylko jeden błąd, a zmienił wszystko...

Syriusz sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział, gdzie się znajduje. Usiadł, wciąż mamrocząc do siebie, ale nie byłam już w stanie zrozumieć jego słów. Severus podszedł i ze stanowczością pociągnął mnie za rękę.

— Chodź... Nie porozmawiasz z nim, nie ma już po co tutaj sterczeć... Właściwie można było się tego spodziewać, wśród dementorów przez tyle lat, nikt nie pozostaje normalny...

Pozwoliłam prowadzić się Severusowi, który stanowczo szedł w kierunku wyjścia. Jednocześnie cały czas myślałam o słowach Syriusza, który praktycznie potwierdził, że jest odpowiedzialny za śmierć Potterów. Musiałam przyznać, że miałam nadzieję, że to nie Syriusz był Strażnikiem Tajemnicy i ktoś go w to wrobił. Chciałam, aby chociaż jeden z moich ojców nie okazał się mordercą. Niestety rzeczywistość bywa brutalna.

Moje rozmyślania przerwał śmiech. Do krat zbliżyła się kobieta, w jej oczach widać było szaleństwo. Długie, czarne i potargane włosy opadały jej na twarz, czym się nie przejmowała. Mnie jednak zaintrygowały. Nie tylko jej włosy, ale ogółem ta kobieta kogoś mi przypominała, niestety nie potrafiłam sobie przypomnieć, kogo.

— Severus Snape — powiedziała cicho. — Kogo my tutaj mamy. Wpadłeś tylko na odwiedziny? Jest tutaj miejsce, cały czas czeka na ciebie.

Severus nie odpowiedział. Spojrzał na nią, a następnie przyspieszył.

— Tak, uciekaj, tchórzu! Zobaczymy, czy Czarny Pan będzie zadowolony, kiedy się dowie, że to Dumbledore cię uchronił przed Azkabanem!

Jej krzyki towarzyszyły nam aż do samego wyjścia z budynku. Pracownik Ministerstwa Magii nie skomentował tego, co usłyszeliśmy. Kiedy już stanęliśmy w znacznej odległości od budynku, podniósł z ziemi świstoklik, który przeniósł nas do salonu Severusa. Tam się z nami pożegnał i deportował.

Severus od razu poszedł do kuchni, a ja w tym czasie usiadłam w fotelu. Byłam zmęczona tą wycieczką. Nadal nie czułam się dobrze po czasie spędzonym z dementorami. To uczucie, jakbym nigdy miała nie być szczęśliwa, zabijało mnie. Najgorsze wspomnienia z mojego życia, które starałam się zepchnąć na drugi plan, też wykończyły mnie psychicznie. Nadal czułam zimno, jakby moc dementorów mnie oblepiła.

Nie zauważyłam, kiedy Severus wszedł do pokoju, ale poczułam gorący kubek, który wcisnął mi do rąk.

— Wypij — rozkazał, a ja z niepokojem zajrzałam do niego. Odetchnęłam z ulgą, widząc gorącą czekoladę. Od razu upiłam łyk i zauważyłam, że Severus robi dokładnie to samo. Kiedy poczułam, jak fala gorąca rozchodzi się po moim ciele, łapczywie wypiłam resztę. Od razu poczułam się lepiej, jakby wizyta w Azkabanie była tylko złym snem.

— Wszyscy tam tak wariują? — Przerwałam ciszę.

— Dziwisz się?

Pokręciłam przecząco głową. Z jednej strony współczułam więźniom, że musieli lata przebywać w tym strasznym miejscu, ale z drugiej strony... zasłużyli sobie na to.

— Kim była ta kobieta? — zapytałam. Cały czas próbowałam przypomnieć sobie, kogo mi przypominała. Wiedziałam, że ta myśl nie da mi spokoju, dopóki tego nie odkryję.

— Bellatriks Lestrange — odpowiedział Severus. — Siostra Narcyzy Malfoy. Najokrutniejsza śmierciożerczyni, czasami miałem wrażenie, że była gorsza od samego Czarnego Pana.

— Chyba coś o niej słyszałam — mruknęłam. Jej nazwisko wydawało mi się znajome.

— Torturowała aurorów... Małżeństwo Longbottomów... Do dziś przebywają w Szpitalu świętego Munga, słyszałem, że nie są w stanie rozpoznać swoich bliskich.

Skrzywiłam się. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zrobić coś takiego?

Powiedziałam Severusowi, że jestem zmęczona i muszę się zdrzemnąć, ale długo nie mogłam zasnąć. Kiedy w końcu mi się udało, przyśniła mi się Bellatriks Lestrange, która uśmiechała się, torturując osobę leżącą u jej stóp. Scenie przyglądał się Syriusz, który z radością opowiadał Voldemortowi, że wie, gdzie znajdzie Potterów. W końcu zauważyli mnie i mój ojciec krzyknął Avada Kedavra, rozbłysło zielone światło, a ja obudziłam się z krzykiem.

Severus przybiegł do mojego pokoju i zapalił światło. W ręce miał różdżkę i uważnie się rozglądał, czy nikt mnie nie napadł. Dopiero po chwili zauważył, w jakim jestem stanie, opuścił różdżkę i podszedł do mojego łóżka. Przytulił mnie, mamrocząc uspokajające słowa. Zastanawiałam się, czy to zasługa zaklęć, czy po prostu jego obecność działała na mnie tak uspokajająco.

— To był zły pomysł, przepraszam, że zabrałem cię do tego okropnego miejsca.

Chciałam powiedzieć, żebyśmy o tym oboje zapomnieli, ale wiedziałam, że co się stało, tego już nie można odwrócić. Poznałam historię mojej rodziny. Zobaczyłam Azkaban. Czułam, że nic już nie będzie takie samo i że wydarzenia z kilku ostatnich dni mnie zmienią. Bałam się tej zmiany, ale wiedziałam jedno: miałam rozpocząć nowy etap w swoim życiu. W końcu nadeszła pora, żeby dorosnąć.


Redakcja & korekta: as_ifwhat