Rozdział 11

Zabiję go.

Skoro tak lubi bawić się w wodzie, osobiście go w niej utopię.

Zabiję.

I zrobię z tego samobójstwo. Ha. Ha.

Gdzie on jest, do cholery?!

Mniej więcej taka wiązanka skrzeczała w głowie Kudo, kiedy chłopak wynurzał się na powierzchnię opierając stopy o dno. Zaczerpnął wielki haust powietrza wyglądając przy tym jak zmokła kura, po czym zaczesał palcami ociekające wodą włosy do tyłu i rozejrzał się gorączkowo wkoło.

Kilka metrów dalej unosiła się osamotniona czapka z daszkiem. Na stosunkowo gładkiej powierzchni jeziora nic nie zdradzało obecności Kid'a. Podobnie na brzegu. Jakby rozpłynął się w powietrzu. Shinichi poczuł jak złość zaczyna gotować mu się pod skórą. Woda była dość chłodna, jak należałoby się spodziewać w połowie maja, i chyba tylko to ratowało detektywa przed wybuchem z wściekłości.

Wykąpał mnie w stawie a teraz zwiał! Zabiję go. JAK. ON. ŚMIAŁ.

- Kid! KID! Wyłaź! Wiem, że tu jesteś!

Odpowiedziała mu cisza i niewielki chlupot wokół własnych ramion. Zrobił kilka kroków w prawo, równolegle do brzegu i - zgodnie z własnymi podejrzeniami - z głębokości wody do ramion staw spłycił się do wysokości lekko powyżej pasa detektywa.

- Wyłaź, ty pijawo!

Kudo zdążył odwrócić się tylko do połowy, kiedy coś za jego plecami zachlupało głośno i dwa mocne ramiona objęły go trochę poniżej klatki piersiowej, unieruchamiając obie ręce wewnątrz uścisku. Przez chwilę nie było między nimi nic poza dwoma cienkimi, przemoczonymi koszulkami. Detektyw poczuł na karku głęboki oddech złodzieja i ciepło bijące od jego ciała. Chciał coś powiedzieć, ale z zaskoczenia otworzył jedynie usta, po czym je zamknął. Czy ktoś mógłby mu przypomnieć, co on tu właściwie robił? Shinichi miał ochotę pacnąć się w czoło. To wszystko było absurdalne. Pisanie z Kid'em. Spacer. Kąpiel w stawie. Ale na pewno nie bardziej absurdalne niż przemożna chęć oparcia się jeszcze bardziej o ciepłe ciało za plecami. Kudo zrzucił winę za to na zimną wodę.

Wszystko to trwało może dwie sekundy, po czym detektyw usłyszał chichot z tyłu głowy. Kid przycisnął go do siebie jeszcze mocniej, po czym odbił się od dna, skacząc do tyłu i pociągając Kudo na siebie. Oboje stracili grunt pod nogami, po czym runęli razem do wody. Ramiona zniknęły kiedy tylko detektyw znalazł się znowu pod wodą. Shinichi zamachnął się rękoma na boki, ustawił z powrotem do pionu i stanął na nogach. Zorientował się, że w tym miejscu było jeszcze płycej. Złodziej stał dwa metry dalej, blisko porośniętego drzewami brzegu, gdzie woda sięgała mu zaledwie do połowy ud. W dodatku próbował nie umrzeć ze śmiechu.

W jego śmiechu było coś tak czystego i upojnego zarazem, że Kudo poczuł jak cała złość uchodzi z niego jak z pękniętej dętki. Kid przeważnie śmiał się złośliwie i trochę ironicznie, najczęściej znęcając się nad Oddziałem Specjalnej Troski. Tutaj było inaczej. Najwidoczniej tak brzmiał, kiedy śmiał się z czystej radości.

Shinichi uznał, że mógłby szybko przyzwyczaić się do tego śmiechu, który najwyraźniej był zaraźliwy, bo poczuł, jak jego usta same rozszerzają się w uśmiechu.

Co wcale nie oznaczało, że nie miał mieć ostatniego słowa, co to to nie!

Zrobił krok do przodu i zagarnął wodę, posyłając strugę wody w powietrzu prosto na twarz złodzieja. Odpowiedziało mu głośne „pffffft!" i duże chlapnięcie posłane w jego kierunku.

Podobnie jak Kid, Kudo nie mógł przestać się śmiać. Detektywowi brakowało trochę tchu, toteż kolejne chlapnięcia były już słabsze. W międzyczasie uznał za punkt honoru posłanie złodzieja pod wodę, nawet gdyby to miała być ostatnia rzecz, jaką przyjdzie mu zrobić. W fontannie wody zaczął zbliżać się do swojej przyszłej ofiary. Kiedy odległość była już niewielka Kid zaczął się cofać tyłem, ciągle pryskając wodą. Nie było to takie łatwe, bo woda sięgała mu już ledwo do kolan.

W końcu Shinichi uznał, że to dobry moment i ruszył na przeciwnika. Zaskoczony złodziej zrobił dwa szybkie kroki do tyłu i zamachał w powietrzu rękoma jak koliber. Kudo dokładnie w tej chwili złapał go za koszulkę na obojczyku. Nie zdążył się zorientować, że Kid zwyczajnie zahaczył stopą o coś na dnie.

Płytka woda niezbyt zamortyzowała upadek.

Shinichi otworzył oczy.

Przed oczami miał białą lamówkę koszulki swojego nemezis.

Jego nogi znajdowały się pod wodą, a stopy opierały o dno.

Z jego rozeznania sytuacja wyglądała następująco: obecnie był rozciągnięty, leżąc NA złodzieju, a konkretnie POMIĘDZY jego nogami, które chłopak, zgięte w kolanach, opierał o dno po obu bokach Kudo. Kid podpierał się za plecami obiema rękoma zgiętymi w łokciach, więc to głównie na nich utrzymywała się przeważająca część ciężaru ich obu. Detektyw jedną ręką ciągle trzymał biały t-shirt na ramieniu Kid'a, druga dłoń leżała płasko na jego piersi.

Kudo opanował przemożną chęć spojrzenia w górę. Możliwe, że Kid nie miał na sobie przebrania, a z tego co pamiętał, to czapka z daszkiem dryfowała gdzieś w zapomnieniu.

Shinichi całą siłą woli postanowił zignorować ciepło bijące od złodzieja. Doszedł też do wniosku, że wypadałoby się podnieść Co jak co, to on był na górze.

Nie! On wcale nie pomyślał o tym w ten sposób!

TO. SIĘ. NIE. DZIEJE.

Trwało to wszystko może ze trzy sekundy. Kudo szybko puścił koszulkę Kid'a i, opierając jedną rękę o dno i drugą na klatce piersiowej złodzieja, uniósł się lekko, ciągle nie podnosząc wzroku. Zatrzymał się w połowie drogi do przysiadu.

Biały t-shirt Kid'a okazał się o wiele cieńszy, niż można by się spodziewać. Przemoczona koszulka przykleiła się do torsu złodzieja na całej długości, pozostawiając bardzo niewiele miejsca dla wyobraźni.

Shinichi nie mógł się ruszyć, chociaż wiedział, że się gapi.

Oszołomiony Kaito patrzył, jak młody detektyw z włosami poprzyklejanymi do czoła próbuje się podnieść. Czuł na sobie jego ciężar oraz ciepło sączące się przez cienką warstwę dzielących ich ubrań. To prawda, że Kaito kilka razy miał bezpośredni kontakt z Conanem, ale nigdy nie z Shinichi'm. Przez chwilę chciał go nawet zatrzymać, ponieważ nie sądził, żeby jeszcze kiedyś nadarzyła się okazja pobycia z nim tak blisko, ale w powietrzu dało się wyczuć niezręczne napięcie i Kaito był przekonany, że jeśli coś powie lub zrobi, Shinichi zerwie się na równe nogi i zwyczajnie ucieknie. Detektyw podniósł się trochę, po czym zesztywniał.

Nie może się ruszyć? Coś go boli? Magik nie mógł dostrzec wyrazu jego twarzy pod przemoczoną grzywką.

Kaito chciał przyłożyć sobie w twarz. Z tego wszystkiego zapomniał o najważniejszym. Nie mogąc się powstrzymać, oparł się na jednej ręce, natomiast drugą odgarnął Kudo włosy z czoła.

- Kudo, nic ci nie jest?

Pytanie wyrwało detektywa z kontemplacji mięśni odznaczających się na gładkiej skórze. Zaraz po tym Shinichi spiął się, kiedy Kid odgarnął mu włosy za ucho. Mokra ale ciepła dłoń dolną częścią przesunęła się przy okazji po jego policzku.

Kudo nie miałby nic przeciwko, żeby została tam na dłużej.

I był tym przerażony.

Nie potrafił powstrzymać odruchu spojrzenia w górę. Podniósł głowę i natrafił na skonsternowane spojrzenie błyszczących oczu. Większą część twarzy osłaniał cień od opadających, przemoczonych kosmyków włosów. Byli uderzająco blisko, stykanie się ich ciał jeszcze potęgowało efekt. Shinichi odwrócił wzrok i szybko wstał, próbując przy tym nie ocierać się o włamywacza, na tyle, na ile było to w obecnej sytuacji możliwe. Odchrząknął i znowu zaczesał palcami ociekające włosy do tyłu, z nadzieją, że tym razem tam zostaną. Wzrok ulokował w szuwarach na przeciwległym brzegu. Czar prysł.

- Nie. I do cholery, na prawdę myślałem, że się topisz!

Sądząc po plusku wody i ocieraniu się materiału o siebie, złodziej też zaczął się podnosić.

- Czyli wyszło całkiem przekonująco - zabrzmiała wesoła odpowiedź.
- Zwariowałeś?! Nigdy więcej tego nie rób! Chcesz, żebym dostał ataku serca?!

Shinichi kątem oka widział, że Kid stanął już wyprostowany. Woda sięgała im poniżej kolan.

- Czyżbyś aż tak się o mnie martwił? - rzucił Kid z przekąsem i Kudo uświadomił sobie, że tak, martwił się, a właściwie to był przerażony, kiedy złodziej się topił. Znaczy prawie topił. Kiedy udawał, że się topi. Shinichi odkopał zapomnianą myśl, że powinien go za to zabić. Ale tak, martwił się.

Co wcale nie znaczy, że musi się od razu do tego przyznawać. Odwrócił się więc i zaczął brodzić do brzegu.

- Pffff! Kto by się o ciebie martwił! - odparł nieprzekonująco, bo nic lepszego nie przyszło mu do głowy.
- Nooo… ty właśnie! Ha ha! - roześmiał się Kid.

Shinichi jęknął cicho. Tej potyczki chyba nie uda mu się wygrać. Przy samym brzegu zauważył porzuconą czapkę z daszkiem, która, zahaczywszy o wystającą kępkę trawy, unosiła się na powierzchni, lekko falując. Za sobą słyszał, jak Kid jest coraz bliżej. Pochylił się więc, zagarnął czapką możliwie jak najwięcej wody okręcając się jednocześnie i dosłownie zarzucił ją złodziejowi na głowę. Po twarzy i ramionach Kid'a spłynęła mała ulewa. Włamywacz wydął wargi z udawanym obrażeniem i skrzyżował ręce na piersi.

Detektyw nie wytrzymał i ryknął śmiechem. To wszystko było takie absurdalne. Pokręcone. Kuriozalne. Zabawne. I zdecydowanie NIE nudne. Nie tak jak szara rzeczywistość Kudo. Albo ta bardziej przerażająca, w której co chwilę ktoś umierał.

Tutaj nikt go nie oceniał. Przebywając z Kid'em sam na sam mógł być sobą. Nie niezwykle uzdolnionym detektywem, ani piłkarzem, ani wybawcą uciśnionych i pogromcą złoczyńców. Pozwolił więc sobie, pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna, roześmiać się na całe gardło. Kid oczywiście też się roześmiał, tym swoim niedorzecznie dźwięcznym i zaraźliwym śmiechem.

Ociekając wodą uznali, że właściwie mogą już wracać. Zbliżali się właśnie do domu Kudo, kiedy Shinichi, przerywając nieskrępowaną ciszę, rzucił do niechcenia:

- Przez ciebie teraz mi zimno. A jeśli się pochoruję?
- Przeze mnie? To TY wepchnąłeś do stawu MNIE. Dobrze ci tak, ha ha!

Kudo poczuł się dziwnie zawiedziony. Sam nie wiedział dlaczego. Miał chyba nadzieję, że usłyszy coś innego? Ale co? Przecież to nie tak, że chciał, żeby Kid wprosił się i zaparzył herbaty, prawda? To oczywiście było niemożliwe. Albo, żeby odwiedził go, żeby sprawdzić, czy detektyw faktycznie się nie pochorował, prawda?

Najgorsze było to, że wcale nie było mu zimno.

Dochodzili już do drzwi frontowych. Mimo niezidentyfikowanego uczucia zawodu, Shinichi postanowił nie psuć sobie wieczoru. Zerknął na Kid'a z ukosa i poczekał, aż złodziej również na niego spojrzy w oczekiwaniu na odpowiedź. Kiedy złodziej wreszcie na niego zerknął, Kudo rzucił mu złośliwy uśmieszek.

- Dobrze mi tak? Mmmmhmmm. A właśnie rozważałem pożyczenie ci kompletu ubrań. Chyba jednak nic z tego nie będzie. Ha ha ha!
- Kuuuddddooo?! - zaskomlał złodziej i detektyw musiał przygryźć wargę, żeby się nie roześmiać. Wypełniło go przyjemne uczucie triumfu. I coś jeszcze. Miało to chyba coś wspólnego z tym, że Kid był chwilowo… absolutnie uroczy. Nie mogąc sobie darować, ciągnął dalej:
- Nie. Byłeś dzisiaj nieznośny.
- Przepraaaszaaam? Proooooszęę? Pożycz mi rzeczy? Chyba nie każesz mi wracać taki kawał drogi w mokrych ciuchach?

- Kuuudooooo?
- Rany, już dobrze. Ale do zwrotu, jasne? Poczekaj tu.

Shinichi otworzył drzwi i zniknął w korytarzu. Po chwili pojawił się z naręczem ubrań, na wierzchu których znalazła się nawet sucha czapka z daszkiem.

Kid stał oparty o ścianę przy drzwiach w swoim typowym, nonszalanckim stylu i Kudo wcale nie pomyślał, że trochę szkoda, że trochę przeschnięta koszulka nie przykleja się już do jego ciała.

- Ale dorzuciłeś tam jakąś seksowną bieliznę, prawda? - rzucił i wyszczerzył się swoim markowym, ostrym jak brzytwa uśmiechem.

Kudo otworzył usta, po czym je zamknął. Właściwie, to w kupce ciuchów nie było bielizny. Po prostu myśl, że Kaitou Kid miałby nosić jego bokserki była… była… mocno niepokojąca. Powód? Bliżej nieokreślony. Nie chodziło bynajmniej o względy higieniczne - od tego jest pralka - chociaż Kid na pewno oddałby rzeczy, a zwłaszcza bieliznę, wypraną. Chociażby ze względu na DNA. Shinichi po prostu nie mógłby uporać się z myślą, że na tyłku tego konkretnego złodzieja znajdowała się jego bielizna. Na samą myśl nagrzewały mu się uszy.

Na pytanie Kid'a odpowiedziała cisza, więc dodał:

- Coś mi się wydaje, że czeka mnie powrót do domu w mokrych gaciach, mam rację?

Shinichi starał się nie wybuchnąć śmiechem.

- Jak coś się nie podoba, możesz nie dostać niczego. Czyżbyś marudził?

Zestrofowany Kid szybko wziął rzeczy i przycisnął je zachłannie do siebie.

- Gdzieżbym śmiał!

Detektyw nie wytrzymał i prychnął ze śmiechu.

- Idź już. Przeziębisz się.
- Ha! A jednak się o mnie martwisz!
- Wynocha!

Rozchichotany złodziej zniknął w chmurze dymu. Kudo wytarł włosy ręcznikiem, przebrał się w piżamę i wślizgnął pod kołdrę.

Podsumowując, to był raczej udany wieczór.

Zadowolony, zamknął oczy…

… i zaraz je otworzył.

Uczucie okalających go, ciepłych ramion wynurzyło się z pamięci. Następnie biała koszulka ciasno oblepiająca mięśnie zarysowujące się pod ciepłą skórą.

Prawdopodobnie przyjaźnienie się z Kid'em to nie był najbardziej genialny pomysł, na jaki Kudo udało się wpaść. Co on właściwie wyprawiał? To zdecydowanie nie było ani normalne, ani zdrowe, ani rekomendowane przez zdrowy rozsądek. Przypuszczalnie, najlogiczniej byłoby w delikatny sposób zakończyć tego typu aktywności z udziałem włamywacza. Tak byłoby najlepiej dla nich obojga. Szczególnie dla układu nerwowego detektywa. Shinichi nie był pewien, jak długo jego biedne, nadwyrężone serce będzie w stanie wytrzymać wyskoki złodzieja. Pomijając napastowanie i topienie się, co jeśli ktoś ich… przyłapie razem?

Przyłapie na czym, Kudo-kun? - zapytał cichy głos z tyłu głowy detektywa, który brzmiał dziwnie podobnie do Haibary.

Shinichi wcale nie pomyślał o czymś niecenzuralnym. O przylepiających się ubraniach. Albo ich braku.

Jęknął i nakrył głowę poduszką.

Wniosek: wyjścia z Kid'em są niewskazane - pomyślał. - Tutaj się dzieje coś alarmującego! NIGDY WIĘCEJ NIGDZIE Z NIM NIE IDĘ!

Telefon na stoliku przy łóżku oznajmił wesoło, że detektyw dostał smsa. Zrezygnowany, wyciągnął rękę, nie wyściubiając przy tym nosa spod poduszki, wciągnął telefon pod poduszkę i odczytał wiadomość.

- Przepraszam, że tak Cię nastraszyłem. W ramach przeprosin dasz się wyciągnąć gdzieś w przyszłym tygodniu?

Shinichi przekartkował w myślach swój plan zajęć.

- Przyszła środa, popołudniu.
- Ok :)

Detektyw spojrzał na ostatnie trzy smsy wyświetlone jeden za drugim ma ekranie komórki.

Oh, tak. TO z pewnością prowadzi do zerwania z Kid'em bliższych stosunków, brawo, Kudo - pomyślał Shinichi.

Warknął z frustracji, jęknął i jeszcze szczelniej nakrył głowę poduszką.

Pomocy. Chyba oszalałem. Nie potrafię mu odmówić!