Było wrześniowe popołudnie, słońce wpadało przez okna zamku Hogwart. Gdyby nie zatłoczone korytarze wypełnione przez tłumy uczniów ubranych w szaty czarodziei i co krok rzucających przeróżne zaklęcia nad swoimi głowami, można by pomyśleć że jest to jeden z miejscowych zabytków rodem ze średniowiecznej Anglii. Dostrzegali go jednak tylko ci, którzy posiadali moc czarodziejską, dla zwykłych mugoli zamek jawił się jedynie jako ruiny nie warte najmniejszej uwagi.
Ci spośród uczniów, którzy mieli jeszcze przerwę między zajęciami, spędzali ostatnie wolne minuty przed udaniem się na kolejne lekcje wylegując się na błoniach. Pogoda była wspaniała, już niedługo niebo miało pokryć się chmurami i nastać miały chłodniejsze tygodnie. I tak w tym zimnym, wilgotnym klimacie wytrzymać mieli do końca kwietnia, kiedy znów miała nastać cieplejsza pora roku. Końcówka roku szkolnego była z drugiej strony jednak czasem egzaminów, lecz mimo to, te przyszłe cieplejsze dni zapowiadały upragnione przez wszystkich wakacje. Upragnione prawie przez wszystkich, ponieważ z wyjątkiem Harry'ego Pottera, dla którego Hogwart był jak prawdziwy dom.
Niektórzy młodzi czarodzieje po spędzeniu lipca i sierpnia w ciepłych częściach globu, chcieli nawet zanieść specjalną petycję do dyrektora, aby ten rzucił odpowiednie zaklęcia, aby przez cały rok szkolny utrzymywała się nad zamkiem słoneczna pogoda, lub chociaż by czarodziejskie sklepienie nad Wielką Salą wyglądało tak jak w środku lata. Lecz twórcy tego pomysłu i tak mieliby problem z odszukaniem Dumbledore'a, który nie wiedząc czemu przebywał coraz częściej poza zamkiem.

Omijając chmary uczniów, Harry, Ron i Hermiona zmierzali do klasy Transmutacji. „Wybraniec" ze swoimi wiecznie potarganymi włosami, pogrążony był w myślach, i nie zwracając na nikogo uwagi podążał ślepo za swoimi przyjaciółmi, którzy znów się o coś sprzeczali. Nie zdawał się słyszeć ani jednego słowa jakie wypowiadali, prawdę mówiąc w tej chwili bardziej interesowało go dlaczego Dumbledore postanowił nie zajmować się odnalezieniem horkruksów na własną rękę i dlaczego wiele informacji zaczął zatajać nawet przed Zakonem Feniksa. Wiedział natomiast, że gdy się ponownie spotkają, to dyrektor będzie musiał mu to wyjaśnić. Przecież kilka miesięcy temu to on, Harry Potter, walczył ze śmierciożercami w Ministerstwie Magii, tak jak i inni członkowie Zakonu! Udaremnił nawet wykradzenie przez Voldemorta przepowiedni. Ma prawo wiedzieć! Dlaczego wszyscy ostatnio coś przed nim zatajają? To musi zostać wyjaśnione!
Minęli kolejny zakręt, a kiedy Harry'ego nadepnął ktoś na stopę, dobiegły go fragmenty rozmowy Rona i Hermiony. Nic jednak z tego nie rozumiał i w tej chwili nie chciał. Układał sobie w głowie długą listę pytań jakie zada Dumbledore'owi, kiedy ponownie się spotkają.

- Po prostu nie wolno ci! – dało się słyszeć dziewczęcy głos.

- Nie jesteś moją matką! Myślisz że jak tak ciągle jej przytakujesz jak ustala dla mnie w domu wszystkie możliwe zakazy, to tutaj też możesz się zachowywać jak ona? A może sądzisz że jesteś jej jakąś tam „prawą ręką" i w jej imieniu będziesz mną tutaj dyrygować?...

- Wcale tak nie myślę, po prostu wiem jak to się skończy...

- A mnie coś się zdaje, że ty chcesz żeby te treningi się nie odbywały, bo musisz wtedy rezygnować z nauki bo ci wszystko przeszkadza: hałas i to, że musisz być wtedy na trybunach.

- Żałosny jesteś, wiesz że to nieprawda – Hermiona warknęła - Część Dean, co w "Proroku"? – spytała już innym tonem.

- Nie zmieniaj tematu – wycedził Ron - Aaaa...! - gdy Hermiona i Ron zatrzymali się, zaraz wpadł na nich wciąż zamyślony Harry i wszyscy razem upadli na całą grupę Gryfonów czekających przed klasą.

- Złaź ze mnie!

- Harry, moja noga!

Zdołali się podnieść z podłogi i sprawdzić zawartość toreb, ponieważ dało się słyszeć odgłos pękających flakonów z atramentem.

- Harry, ten szlaban od Snape'a wpędza cię w taki stan, że gdybyśmy stali nad jakimś urwiskiem to byś nas wszystkich pozabijał – Ron próbował właśnie za pomocą różdżki zmazać świeżą plamę po rozlanym atramencie ze swojej szaty, ale z mizernym skutkiem. Po nieudanym zaklęciu zmywającym, peleryna zmieniła swój kolor na jasnozielony, przez co plama stała się jeszcze bardziej widoczna.

- Oj, daj to – Hermiona wyrwała mu z ręki różdżkę. Pozbyła się bez problemu plamy z atramentu, ale kolor szaty pozostawiła niezmieniony.

- Ej! Ale z tym też mogłabyś coś zrobić! – zawołał Ron, wskazując na swoją zieloną teraz szatę.

- I co jeszcze? Przecież nie jestem twoją matką, skarpety też mam ci prać?! – odpowiedziała złośliwie Hermiona. Wcisnęła mu z całej siły różdżkę w rękę i odwróciła się na pięcie. Podeszła szybko do Deana i pożyczyła od niego nowy numer „Proroka Codziennego".

- Nie potrafi tego zrobić i tyle - odparł obrażony Ron – Harry, może ty mi pomożesz? Wiesz jak McGonagall traktuje odstępstwa od regulaminu, Snape też za inny kolor szaty dałby mi szlaban. Wielka szkoda, że sam na siebie nie nakłada kar za swoje tłuste włosy.

- Co? – Harry pomimo zderzenia z grupą z klasy, nadal pozostawał pogrążony w swoich własnych myślach – Co się stało z twoją szatą? – spytał zdziwiony.

- A co jest z tobą? Ostatnio nie można z tobą w ogóle się porozumieć – rzekł Ron - Pomóż mi... no, bierz różdżkę i spraw żeby moja szata znów była czarna.

- Spróbuję, ale nie wiem czy znam dobre zaklęcie, oj... – Harry pokręcił nadgarstkiem i skierował różdżkę na Rona, nic się specjalnego nie stało – Chyba nie podziałało, trudno. Niech ci Hermiona pomoże.

- Nie chciała, woli czytać teraz gazety, ale nic w tym dziwnego. Podejrzewam, że ona chce żebyś miał ten szlaban od Snape'a, bo nie chciała sporządzić Eliksiru Wielosokowego, żeby ktoś czyścił te słoje za ciebie.

- Zwariowałeś? – zawołał Harry.

- No, znalazłoby się przecież jakiegoś ochotnika bez problemu, na przykład taki Colin... – Ron wymawiając to imię parsknął głośno - Gdybyś go poprosił, to wylizałby ci nawet buty.

- Opamiętaj się, Ron. Zresztą jak to sobie wyobrażasz? Będę w dwóch miejscach jednocześnie, w lochach i na boisku? – spytał – Jasne że też bym wolał treningi, ale Snape nie może myśleć że się tym ciągle przejmuję. O to mu właśnie chodzi. Tylko szuka pretekstu żeby mi uprzykrzyć życie i zepchnąć naszą drużynę na ostatnie miejsce w tabeli.

Rona to najwidoczniej nie przekonało. Zaproponował jeszcze kilka innych rozwiązań problemu ze szlabanem, ale żadne nie było dostatecznie dobre.
Żeby osiągnąć coś w rozgrywkach, Harry – nowy kapitan drużyny Gryfonów – musiał skompletować nowy zespół. Przez szlaban nałożony mu przez Snape'a, nie mógł być obecny przy wyborze nowego składu, ani na kilku treningach, a pierwszy mecz miał się odbyć jeszcze przed świętami.

- Która godzina? – Harry postanowił zmienić temat. Wiedział że Ron zmierzał do tego, żeby uzupełnić skład drużyny bez sprawdzania umiejętności kandydatów, prawdopodobnie znów chciał być obrońcą, a nie chciał mieć żadnej konkurencji.

Było za wcześnie, lekcja miała się rozpocząć dopiero za kwadrans. Może mieli małą nadzieję, że gdy wcześniej przyjdą, to lekcje skończą się przed planowanym czasem? Być może uda się skłonić do tego McGonagall, aby choć jeszcze przed kolacją powrócić na chwilę na ogrzane słońcem błonia.

- Czytaliście to? – w końcu podeszła do nich Hermiona, trzymała w ręku "Proroka Codziennego" – W redakcji musiały nastąpić zmiany, bo bardzo krytycznie odnoszą się do ministra.

- Co w tym dziwnego? – Ron tylko wzruszył ramionami - Po ostatnim przypadku z zatajaniem informacji o Sami-Wiecie-Kim muszą go odwołać.

- O tym akurat nie wspominają, Ron. Wprawdzie nie wierzę na słowo tej gazecie, bo już nie raz fałszowali informacje i podawali same kłamstwa o Harrym, ale być może do czegoś się dokopali – zaczesała włosy za uszy i zaczęła czytać:

„Jak donieśli nam nasi niezawodni informatorzy pracujący na najwyższych szczeblach Ministerstwa Magii, od dłuższego czasu dało się zauważyć niepokojące zmiany jakie zachodziły w gabinecie samego ministra. Już w zeszłym roku najważniejsze stanowiska obejmowali tylko ci urzędnicy, którzy wykazali się „niezbitą lojalnością" wobec K. Knota. Za przykład może tu posłużyć znana bliżej czytelnikom Dolores Umbridge, która została nawet mianowana zastępcą dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, a w rzeczywistości objęła ten urząd. Jednak już dużo wcześniej przy pomocy specjalnych rozporządzeń wywierała ona naciski na wspomnianą wyżej placówkę, wzbudzając niepokój wśród naszej społeczności. Odbywało się to za aprobatą i z polecenia samego Ministra Magii, który izolując szkołę od świata zewnętrznego chciał wyszkolić w niej posłusznych sobie czarodziei. Doszły do nas również głosy o odsuwaniu goblinów i innych magicznych stworzeń od Rządu, poprzez redukcję ich reprezentantów z Rady. Wszystko to negatywnie wpływa na ocenę obecnego ministra, któremu jego przeciwnicy przedstawiają i inne zarzuty, jak: niespodziewane i niewytłumaczalne topnienie dochodu Skarbu Ministerstwa i nagłe zaginięcia wysokiej rangi urzędników jak np. Amelia S. Bones, która ostatni raz była widziana żywa kilka miesięcy temu. Podejrzewane jest, że Ministerstwo Magii uznało ją za szkodliwą dla siebie, ponieważ nie popierała ona jego ówczesnej polityki, głosując w Wizengamocie przeciwnie jak K. Knot. Nie milkną w tej sprawie głosy, aby przeprowadzić odpowiednie dochodzenie, któremu przewodniczyć będzie niezależna komisja, aby zbadać tę sprawę. Według sondaży, zdecydowana większość czarodziei opowiada się także za odwołaniem ministra K. Knota (...)"

- Też mi odkrycie – odparł Ron – Przecież wiadomo było, że Knot powołuje na stanowiska swoich zaufanych ludzi. Odbiło mu, bo myślał że Dumbledore zechce zająć jego stanowisko w Rządzie.

- A ja słyszałem, że z tą Bones to sprawka Voldemorta – dodał Harry.

- Mnie niepokoi coś innego – Hermiona ponownie zaczęła wpatrywać się w artykuł – Chcą zniszczyć Knota...

- To chyba dobrze.

- Nie przerywaj mi, Harry – rzuciła szybko Hermiona, nadal lustrując gazetę - Odsuwając tak szybko od władzy Knota i jego stronników i przeprowadzając te całe dochodzenia, naraziłoby się Ministerstwo na spadek autorytetu...

- Które i tak jest niskie... – wtrącił Harry.

- ...I wywlekanie spraw, nawet tych tajnych skierowanych przeciwko śmierciożercom, co z kolei utrudniłoby ściganie ich i już całkowicie wszystkie obowiązki z tym związane spadną na Zakon. Przecież jak rozpoczną się zwolnienia i procesy, to cała ich praca wymierzona przeciwko Sami-Wiecie-Komu się zatrzyma. Będą chcieli przepytać większość pracowników Ministerstwa, zrobić przeszukania, wypytywać o wszystko. No, chyba że mają na oku już lepszego kandydata na to stanowisko. Wszystko zależy od tego... – Hermiona złożyła gazetę – ...co o tym wszystkim wie Dumbledore. Jeśli nie podejrzewał takiego obrotu spraw, to nie jest to dobra wiadomość. Uważam też, że jeśli ktoś oskarża Knota o śmierć Amelii Bones, to maczają w tym palce śmierciożercy, którzy chcą zrzucić winę na niewinnych i powołać swoich ludzi na nowe, wysokie stanowiska.

- Przeinterpretowałaś to, Hermiono – Ron wyrwał jej z ręki gazetę i sam zaczął przeglądać strony – Nie możesz czytać nawet zwykłych artykułów, bo wszędzie dopatrujesz się spisków. Po tym wszystkim co działo się w zeszłym roku, nikt już nie wierzy „Prorokowi", bo ta gazeta zamieniła się wtedy w zwykły szmatławiec. Zresztą to chyba dobrze, że dobiorą się do tych z Ministerstwa, którzy oszukują i wyprowadzają stamtąd pieniądze, zamiast utrzymywać ich na stołkach dla świętego spokoju, no nie? Powinnaś wsiąść się za lekturę mniej wymagających gazet, „Żongler" byłby idealny, zapytaj Pomylunę czy ma jakiś nowy numer.

Hermiona wyglądała jakby ktoś wylał na nią coś śmierdzącego. Czerwona ze złości, o mało co nie rzuciła na Rona klątwy i nie uderzyła go w twarz tak jak Malfoya podczas zakupów na ulicy Pokątnej w czasie wakacji.

- Być może chcesz się teraz na wszystkich wyżywać, bo Flegma niedługo wychodzi za twojego brata, a ty się przecież od dawna w niej podkochujesz?! Więc teraz próbujesz na mnie skierować swą złość! I w ogóle to, agrhh...! – zdołała wycedzić przez zęby i pobiegła korytarzem z daleka od sali Transmutacji.

- Hermiona – krzyknął za nią Harry - Zaraz lekcja!

- Zostaw ją, niech się wypłacze – stwierdził rudzielec - I coś mi się wydaje, że to ona jest zazdrosna bo nie ma nawet chłopaka... O patrz, od końca czerwca do tej pory stale drukują to ogłoszenie oczyszczające Syriusza ze wszystkich zarzutów - Ron nadal przeglądał gazetę jak gdyby nigdy nic. Po jakimś czasie złożył ją i rzucił z powrotem do Dean'a.

Czując, że nic tutaj nie wskóra aby załagodzić sytuację między Ronem i Hermioną, Harry popatrzył na zegarek.

- McGonagall się spóźnia – rzekł.

- Dla ciebie „pani profesor", panie Potter! – wszyscy usłyszeli jej zdyszany głos. Uczniowie szybko ucięli rozmowy i zrobiło się cicho jak podczas zajęć Eliksirów – Dlaczego nie siedzicie w klasie? Przeszkadzacie innym tym hałasem! Śmiało, śmiało, do środka – popędziła ich skinieniem ręki i zamknęła za wszystkimi drzwi.

Po kilku sekundach do sali wbiegła Hermiona i zajęła miejsce obok Harry'ego, nie patrząc ani razu na Rona, który mamrotał coś pod nosem.

- Podczas mojej nieobecności mogliście przynajmniej powtórzyć zadany wcześniej materiał. Nie jesteście już w pierwszej klasie i teraz czeka na was sporo nauki, nie możecie się tak wiecznie lenić... Weasley chłopcze, co z twoją peleryną?!

Cała klasa spojrzała na Rona i wybuchła śmiechem. Jego szata przybrała teraz ostry, żółty kolor. Przez zaklęcie które wcześniej wypróbował Harry, zaczęła mienić się teraz różnymi kolorami tak, że wyglądała jak wielobarwna, świecąca dioda.

- Wyjdź i doprowadź się do porządku, albo nie, zostań – powiedziała już całkowicie zrezygnowana i podeszła do niego z wyciągniętą różdżką – I tak straciliśmy już kilka minut cennej lekcji – i jednym zaklęciem przywróciła pierwotny kolor peleryny – Co za dzień... – wróciła do swojego biurka i oparła rękę na czole – Dzisiaj będziemy... – powoli zaczęła nad sobą panować i zwiększyła ton głosu - ...zajmować się przemianą ciał stałych w ciecz. Drewniane klocki potrzebne do tego zadania znajdziecie pod tablicą na stoliku, niech każdy z was weźmie po jednym, włoży go do miski i wróci do swojej ławki. Zaraz zaprezentuję wam formułę zaklęcia...


ooo


Cyrus Farel siedział u Dumbledore'a w gabinecie. Dopiero przed minutą opuściła go Minerwa McGonagall śpiesząc się na zajęcia. Sprawa była ważna, ale nie wolno było budzić jakichkolwiek podejrzeń czy dociekań wśród uczniów i innych nauczycieli, więc musiała pośpiesznie wracać do swojej pracy.

Oboje wyglądali na zmęczonych: na twarzy Dumbledore'a pojawiło się jakby więcej zmarszczek, zniknął mu z twarzy również dotychczas stale obecny uśmiech.
Farel natomiast miał całe zaczerwienione oczy i wydawało się jakby nagle przybyło mu z 10 lat, zmizerniał, a na jego głowie pojawiło się więcej siwych włosów.

- Więc to po to chciałeś abym objął stanowisko nauczyciela Obrony przed Czarną Magią, Albusie? – odezwał się w końcu, siedząc na niewygodnym krześle na wprost Dumbledore'a. Zaczął wpatrywać się w niego bardzo podejrzliwie, śledząc każdy ruch dyrektora.

- Oczywiście że nie, Cyrusie, i pragnąłbym abyś nie wysuwał takich oskarżeń wobec mnie – odparł Dumbledore - Jestem już za stary na to, aby być interesowny wobec innych, mam zupełnie inne przekonania. Brakowało nam nauczyciela, a ty byłeś i jesteś najlepszym kandydatem na to stanowisko, nie było żadnego innego powodu.

- Więc teraz tak nagle, zupełnie przez przypadek, chciałeś abym podjął się jeszcze innego zadania? Akurat teraz? I właśnie ja? – dopytywał nieprzekonany - Czy to też był powód dla którego wplątałeś mnie do Zakonu Feniksa?

- Nie ja to zaproponowałem – wyjaśnił dyrektor - A z Zakonem Feniksa współpracowałeś już poprzednim razem, tylko że dopiero teraz zdołaliśmy ciebie przekonać do wstąpienia w nasze szeregi.

- Więc to niby oni? – zdziwił się Farel – To oni chcą się ze mną skontaktować?

- Tak – potwierdził po chwili Dumbledore zgodnie z prawdą.

Farel zaczął bębnić palcami o oparcie krzesła na którym siedział.

- I myślałeś, że się zgodzę na to bez żadnych oporów? Ich sposób myślenia jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale ty, Albusie? Ze wszystkich osób które znam, jesteś ostatnim kogo podejrzewałbym o coś takiego.

- Szczerze mówiąc, nie. Nie wierzyłem żebyś się na to zgodził – odparł spokojnie Dumbledore.

- Więc w takim razie, dlaczego mi o tym powiedziałeś?

- To jest jeden z ich nowych warunków. Bardzo pomagają Zakonowi, ochraniają nas wszystkich, a szczególnie Harry'ego. Pomagają nam też ze śmierciożercami, sprawili również, że dementorzy powrócili do Azkabanu, nawet olbrzymy nie pozwalają sobie na dużo choć kilka miesięcy temu sprawiali wiele problemów – odparł Dumbledore, niemal nie poruszając się w fotelu – W zeszłym roku wysłałem Hagrida z poselstwem do olbrzymów, lecz niestety bez zadowalających rezultatów, sam więc pewnie rozumiesz moją postawę.

- Taki potężny czarodziej i ulega szantażowi? – zadrwił Farel - Wiedząc już tak dużo o Zakonie Feniksa postanowili zarobić jeszcze więcej i teraz pewnie straszą cię, że przejdą na stronę Sam-Wiesz-Kogo jeśli nie zaoferujemy im więcej niż on, tak? – spytał nauczyciel i nachylił się w stronę biurka - Myślę, że pozwalasz im na zbyt duże wtrącanie się w nasze sprawy, Albusie. A teraz jest za późno aby się wycofać, bo ci pospolici złodzieje postanowili wciąć udział w licytacji kto da więcej: my czy śmierciożercy.

- Wiem co myślisz o nich, Cyrusie, ja także nie mam w stosunku do nich wszystkich pełnego zaufania, ale też nie wierzę że poświęcając aż tyle, będą chcieli przyłączyć się do lorda Voldemorta. Podejrzewam raczej, że chcą uzyskać jeszcze więcej finansowego wsparcia od nas, żeby się całkowicie uniezależnić zarówno od Zakonu, Ministerstwa, jak i od śmierciożerców i żyć dalej gdzie chcą, wyznając tę swoją filozofię wolności – rzekł Dumbledore poprawiając swoje okulary na nosie – Wykluczyłem hipotezę że chcą wejść ponownie do świata czarodziei w zamian za pieniądze. Utrzymywali wprawdzie kontakty z naszym Ministerstwem i rządami innych państw, lecz nie sądzę aby chcieli by anulowano im wszelkie wyroki, nawet po tym jak uda się osaczyć Voldemota, ponieważ część z nich woli raczej uchodzić za zmarłych.

- Wierzysz w to, Albusie? – rzekł sceptycznie Farel - Nie sadzę aby Nauthiz zrozumiało swoje winy i chciało się zrehabilitować, to znaczy pomóc nam pokonać śmierciożerców w zamian za życie bez ścigających ich aurorów. To jest banda kryminalistów, którzy uciekli ze swoich krajów i teraz ukrywają się gdzie popadnie aby tylko uciec przed odpowiedzialnością. Na życie zarabiają jak płatni mordercy albo kradną co zechcą, nieważne czy od czarodziei czy od mugoli. To nie są normalni ludzie lecz wariaci. Chcą po prostu zarobić więcej i żyć jak im się podoba, nieważne czy staną po stronie dobra czy zła, obchodzi ich tylko to, co da im więcej korzyści – mówił dalej - Gdzieś mają to czy grozi im Azkaban czy nie. Nie nadają się do tego żeby funkcjonować w normalnym społeczeństwie. Trzeba skontaktować się z innymi krajami i raz na zawsze wyplenić ten anarchistyczny ruch, bo inaczej stanie się to samo co kilka wieków temu gdy zapanował kompletny chaos, a wiesz że historia lubi się powtarzać.

- Nie wiesz wszystkiego.

- Wiem wystarczająco dużo, Dumbledore! – Farel zmienił ton swojego głosu na bardziej ostry, przypominał tu Snape'a podczas jego ataków wściekłości. Nauczyciel wstał z krzesła i zaczął energicznie chodzić po gabinecie, przyglądając się portretom byłych dyrektorów Hogwartu – Szantażowali moją córkę, aż w końcu musiała zgodzić się by pracować dla nich i sporządzać temu potworowi eliksiry jak był już zbyt naćpany żeby móc się samodzielnie poruszać – wycedził donośnie przez zęby - Aż w końcu wiedziała za dużo, więc postanowili się jej pozbyć! Uciekła, ale i tak ją dopadli i doskonale wiesz jak to się zakończyło... A była taka zdolna, młoda, taka naiwna... Zapatrzyła się w te jego ślepia i nic innego poza nimi nie widziała! O... ciebie szukam – Farel zaczął grozić palcem portretowi Phineasa Blacka, który udając wcześniej że śpi, otworzył jedno oko i patrzył teraz na rozwścieczonego nauczyciela – To twoja rodzina! Zawsze byliście jak spod ciemnej gwiazdy, nawet wasze nazwisko mówi samo za siebie...

- Cyrusie... – zaczął Dumbledore, ale Farel nie zwracał uwagi na dyrektora, który usiłował mu przerwać.

- Cała, prawie cała wasza rodzina była i jest zwolennikami Sam-Wiesz-Kogo! – zawołał - A Syriusz? Cóż, należy do Zakonu, ale patrząc na to co narobił...

- On nie należy do rodziny – odezwał się w końcu Phineas i zamknął oko, próbując zachować wrażenie spokojnego.

- Co?! – niemal wrzasnął Farel.

- On, Arret. Nie należy do rodziny, nie nosi nawet naszego nazwiska, a to paskudne imię dostał od jemu podobnych – wyjaśnił mu portret – Nigdy nie będzie zaliczony jako jeden z nas. Poza tym wątpię, aby on sam tak kiedykolwiek o sobie pomyślał. Nie jest częścią naszego szlachetnego rodu.

- Szlachetnego?! Gdzie Regulus dał się zabić jak pies! A większość twoich krewnych siedziała w Azkabanie! – wyrzucił z siebie Farel i usiadł ponownie na swoim krześle, na wprost Dumbledore'a i oparł głowę na rękach.

Dyrektor Hogwartu czekał cierpliwie. Wiedział ile kosztowało Cyrusa wstąpienie do Zakonu Feniksa i podjęcie pracy w Hogwarcie.

- A teraz ty Albusie prosisz mnie, abym go leczył? – zapytał już spokojniej Farel - Nawet jeśli nie on to zrobił, jeśli sam jej nie zabił, to na pewno był tego przyczyną. Nie zajmuję się już uzdrawianiem, porzuciłem ten zawód.

- Wiem o tym że już wcześniej porzuciłeś posadę u świętego Munga, ale tylko w ten sposób, tylko w ten sposób możemy pokonać Voldemorta – zaczął Dumbledore – Powierzyłem mu pewne zadanie, które może doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa Zakonu Feniksa. Przejął wszystko na siebie, ale żeby mógł doprowadzić to do szczęśliwego końca, potrzebuje naszej pomocy, zwłaszcza twojej, Cyrusie. Walka z Voldemortem toczy się już zbyt długo, za dużo pochłania ofiar.

Nastał cisza, Farel wpatrywał się w podłogę, w końcu odchrząknął i nabierając pewności siebie spojrzał na Dumbledore'a.

- Tylko dlatego... się zgadzam – westchnął - Ale żeby później nie było, że cię nie ostrzegałem.

- Jesteś niezwykłym człowiekiem, Cyrusie – powiedział uradowany Dumbledore - Dzięki twojej postawie mamy szansę na zwycięstwo w tej wojnie – dodał - Pozostają jedynie sprawy formalne, nie chcę nalegać, ale będzie lepiej gdy rozpoczniemy współpracę jak najszybciej.


ooo


Na lekcji Transmutacji nawet Hermionie z trudem wychodziła zamiana kawałka drewna w płyn. Za to Neville zdołał go podpalić, po czym próbując go zgasić skrawkiem szaty, przeniósł płomień na swoje ubranie. Do akcji musiała wkroczyć McGonagall, która zagroziła Longbottomowi, że jeśli jeszcze raz do tego doprowadzi, a wyśle sowę do jego babci. Inni radzili sobie jeszcze gorzej. Harry'emu udało się na przykład sprawić, że zaczęły z drewna wyrastać pędy liści. Było to niezwykle trudne zaklęcie, a nerwową atmosferę podkręcał jeszcze Ron, który nadal kierował złośliwe uwagi pod adresem Hermiony. Nie odpowiadała na jego zaczepki, jednak kilka razy „przez przypadek" użyła innego zaklęcia i jej drewniany klocek poszybował z dużą prędkością i uderzył Weasley'a w twarz, pozostawiając pod jego okiem dużego siniaka.

W istocie, od kiedy Fleur zaręczyła się z Bill'em i coraz częściej rozmawiali o ślubie, Ron, a nawet Ginny i pani Weasley, stawali się jeszcze bardziej drażliwi, każdy jednak z innego powodu. Przy Fleur, Ron nie był w stanie wypowiedzieć ani jednego sensownego słowa i tylko patrzył na nią rozmarzonym wzrokiem.
Tegoroczne święta zapowiadały się niezbyt ciekawie. I jeśli wszyscy mieli je spędzić w domu przy Grimmauld Place, trzeba będzie się przygotować na całą serię awantur.
Harry postanowił nie martwić się tym na zapas, bardziej od tego niepokoił go szlaban u Snape'a, przez który straci kilka treningów quidditcha. A trzeba było jeszcze uzupełnić braki w drużynie. Wystarczyło mu już, że co 5 minut podchodził do niego ktoś z Gryffindoru z pytaniem kiedy odbędą się przesłuchania dla kandydatów do drużyny i kiedy rozpoczynają się treningi.

- Koniec zajęć! – rozległ się głos profesor McGonagall – Widać, że będziemy musieli poświęcić temu ćwiczeniu trochę więcej czasu, co mnie niepokoi, bo nie wiem jak wtedy zdołamy przerobić resztę zapowiedzianego materiału. Nie zapominajcie, że takie zadanie już nie raz pojawiało się na egzaminach końcoworocznych. Proszę więc ćwiczyć pilnie na własną rękę, jak będę miała wolną chwilę, możecie przychodzić po pomoc podczas dyżurów – mówiła, oglądając nieudane rezultaty ich pracy - A teraz idźcie korzystać ze słońca, za tydzień rozpoczynają się deszcze. Może jak się dotlenicie, to wiedza będzie przez was lepiej przyswajana – rzekła i nawet wypuściła ich krótką chwilę przed dzwonkiem.

- Już myślałem że to się nigdy nie skończy, jestem wykończony. Na moim kawałku drewna zaczęły rosnąć jakieś grzyby – powiedział Ron, kiedy znaleźli się już w pokoju wspólnym Gryfonów – Nawet nie chce mi się iść na błonia, zanim bym tam dotarł to byłaby już kolacja - rozłożył się w fotelu i momentalnie zasnął.

- No tak, w końcu pokonanie kilku stopni to dla niego zbyt duży wysiłek – Hermiona usiadła obok Harry'ego z książką od starożytnych run w ręce. Po chwili usiadł jej na kolanach Krzywołap.

- Już ci zadali to do przeczytania? – spytał Harry.

- Nie, jeszcze nie, ale wiesz: zawsze wolę przeczytać coś wcześniej, bo jak później będą zadawać codziennie coś nowego, to na nic nie będę miała czasu. W zeszłym roku nawet nie miałam kiedy odpisać na korespondencję, przez co Wiktor się obraził.

- To wy nadal ze sobą...?

- Korespondujemy, tak, ale jesteśmy tylko przyjaciółmi – podkreśliła Hermiona - Jeśli tak można powiedzieć, bo wymieniamy najwyżej kilka listów w ciągu roku. Ale nie mówmy już o tym. Może przed kolacją zdążymy odwiedzić Hagrida? – zaproponowała - McGonagall była dziś taka rozkojarzona, że nie zadała nam żadnego referatu do napisania, więc mamy trochę wolnego.

- W sumie to dobry pomysł, budzimy go? – Harry wskazał na Rona, który chrapał teraz w najlepsze.

- Nie, nie zszedłby tam nawet do jutra – Hermiona zrzuciła Krzywołapa, który miauknął niezadowolony. Zabrała swoją torbę i zanim wyszli, wyciągnęła z kieszeni różdżkę i z satysfakcją wypisaną na twarzy zmieniła kolor szaty Rona na różowy.

- Jesteś zbyt brutalna Hermiono, nie poznaję cię – stwierdził z podziwem Harry – Przez te wakacje bardzo się zmieniłaś.

- Oj, bez przesady – mruknęła, ale na jej twarzy pojawił się rumieniec - A on w końcu musi mnie przeprosić. Nie mogę mu pozwolić na to, żeby odreagowywał swoją złość na nas tylko dlatego, że Fleur nawet na niego nie spojrzy. Idziemy! – zawołała ochoczo.

Oboje wyszli z pokoju wspólnego mijając pośpiesznie korytarze i grupki uczniów zmierzających na ostatnie w ciągu tego dnia lekcje. Harry i Hermiona widzieli się z Hagridem nie tak dawno temu, ale i tak mieli mu dużo do powiedzenia. Nie było na zamku nikogo innego z Zakonu, z kim mogliby tak szczerze porozmawiać. Kiedy przeskakiwali kolejne stopnie ruchomych schodów, Harry zauważył Malfoya samotnie przemierzającego hol. Nie spotkał się z nim twarzą w twarz już dawno, więc dotąd nie było czasu na tradycyjne wzajemne wymienienie się złośliwościami. Tym Harry zajmie się później.
Wybiegli już na zewnątrz i przyśpieszyli kroku kierując się do chatki Hagrida. Gdy znaleźli się w pobliżu, zobaczyli znajomo wyglądające grządki z olbrzymimi dyniami i roślinami hodowanymi dla magicznych stworzeń przyprowadzanych na jego lekcje. Dobiegł ich również zapach domowych ciasteczek o wątpliwym smaku. Zanim zapukali, Kieł zaczął ujadać.

- O, to wy! Witojcie! – przywitał ich w drzwiach Hagrid, odziany w wielki fartuch i z rękawicami kuchennymi na dłoniach – Już po zajęciach? Wchodźcie, świetnie się składa, bo żem właśnie upichcił ciasteczka, poczęstujecie się.

Tego się właśnie obawiali, ale mimo wszystko Harry i Hermiona zachowywali na twarzy promienny uśmiech, weszli do środka. Gdy dostali po ciastku udawali że go jedzą, ale pod stołem kruszyli go i rzucali kawałki Kłowi, który pochłaniał je łapczywie.

- Co was sprowadza? – spytał dziarsko Hagrid - Zrobię wam herbatki.

Hagrid podszedł do blatu i zaczął grzać wodę w ogromnym czajniku, ściągnął z kredensu filiżanki przypominające miski i spodki wielkości opon. Podał im już gotowy wywar i sam usiadł za stołem.

- Mieliśmy chwilę wolnego – odezwała się Hermiona – Więc postanowiliśmy cię odwiedzić. Wydali zresztą nowe rozporządzenie żeby nie wychodzić z zamku po zmroku, więc praktycznie nie możemy tu wpadać w wolnym czasie po kolacji.

- Yhym... – Hagrid odstawił swój kubek od ust – No, jak ja byłem tutej uczniem to mieliśmy więcej swobody, ale czasy były zupełnie inne.

- Ale chyba Dumbledore nie myśli że wtargną tu śmierciożercy?

- Skąd, Harry – zaprzeczył półolbrzym - Ale dyrektor chce zachować ostrożność. Dementorzy znów są krótko trzymani, ale nigdy holibka nic nie wiadomo. Słyszeliście co się ostatnio działo na Pokątnej? – spytał - Do tej pory nie odnaleziono Ollivandera.

- Tego od różdżek?

- Yhym.

- Nie, ja nic nie słyszałem – przyznał Harry. Spojrzał na Hermionę, codziennie czytała prasę więc nie wydawała się tym zaskoczona.

- W jaki sposób dementorzy w ogóle uciekli? – spytała zaciekawiona Hermiona. Harry wtedy domyślił się, że nie chodziło jej tylko o zwyczajne odwiedziny. Skoro Zakon Feniksa nie udziela im żadnych informacji, a tym bardziej prasa, to Hagrid stał się ich jedynym źródłem wiedzy o tym co dzieje się aktualnie w świecie czarodziei – Trochę to dziwne że najpierw opuścili Azkaban, a teraz pokornie do niego wrócili.

- Nie znam żadnych szczegółów na ten temat – odparł niezadowolony Hagrid - Dumbledore kazał mi się trzymać swojej roboty i nie pchać się do innej. A więc teraz siedzę tutej i mam głównie zajmować się prowadzeniem własnych zajęć. Zresztą rzadko widuję dyrektora, on jest teraz bardzo zajęty.

- Ach, a jak tam prowadzenie zajęć? – odezwała się ponownie Hermiona, udając zainteresowanie swoim kubkiem.

- Postanowiłem na nowo wyhodować gumochłony, te z którymi wy pracowaliście dawno już pozdychały – odrzekł wzdychając ciężko - Zresztą nadal utrzymują się przepisy Malfoya o zakazie pokazywania uczniom „niebezpiecznych" stworzeń, mimo że został skazany i wtrącony do Azkabanu. Nie wiem jakie są tu niby „niebezpieczne"? – powiedział parskając, od zawsze najbardziej interesowały go bowiem te najbardziej groźne stwory - Nie mogę przecie pozwolić na to, żeby uczniowie uczyli się tylko o gumochłonach i fretkach. Może jak zmieni się minister to wszystko będzie jak dawniej i wrócem do starego spisu tematów. Już i tak jest dość dobrze, że jeszcze za Knota oczyścili Syriusza ze wszystkich zarzutów, ale rzecz jasna, lepiej dla niego żeby się jeszcze publicznie nie pokazywał - dodał.

- Czytałeś „Proroka"? – odezwał się wreszcie Harry, nie chciał drążyć teraz tematu o swoim ojcu chrzestnym.

- Na coś tam rzuciłem okiem, ale to było wiadome od dawna że musi odejść za to utajnianie informacji o śmierciożercach – odrzekł Hagrid – Przecie rok temu było tyle problemów przez Knota i przez tą jego Umbridge. No i jeszcze te wyprowadzanie z Ministerstwa setek galeonów, nikt nie wie na co one poszły.

Rok temu... Wtedy świat wydawał się Harry'emu jakoś bardziej przyjazny. Teraz wszystko się zmieniło.

- A czy Dumbledore wie coś o nowym... przyszłym ministrze? Mamy nadzieję, że taka druga Umbridge się nam nie powtórzy.

- Harry, nic nie wiem – mówił Hagrid - Dyrektor jeszcze ze mną nie rozmawiał, zresztą prędzej powiadomiłby o tym kogoś zupełnie innego, ja w końcu jestem tylko gajowym – mruknął z rozgoryczeniem - To nie ma żadnego znaczenia, że pracuję tutaj już tyle lat, że jestem jednym z Zakonu Feniksa. Po prostu wolał znaleźć kogoś lepszego do roboty, a głupi Hagrid ma siedzieć cicho w swojej chacie, do niczego się nie wtrącać i hodować gumochłony – odparł ze złością i uderzył kubkiem o blat stołu. Harry i Hermiona spojrzeli na siebie zdziwieni.

- Hagridzie – zaniepokoiła się Harmiona – O czy ty mówisz?

- Nic, to nie jest istotne. Lepiej już idźta, niedługo będzie kolacja, a zanim tam dotrzecie to wszystko najlepsze wam zjedzą.

Nie odpowiedzieli ani słowem, odeszli od stołu i skierowali się w stronę drzwi.

- A ty nie idziesz? – spytał Harry, bo zauważył że Hagrid wcale nie zbiera się do wyjścia.

- Nie, upichciłem sobie ciastka, wolę je zjeść sam, tutej.

Hermiona zeszła już ze stopni, a „Wybraniec" został jeszcze w progu i ze współczuciem obserwował jak Hagrid wyciąga z szafki butelki z miodem pitnym.

- Mówisz o nich? – spytał.

- O kim?

- O tych, którzy pracują dla Dumbledore'a – sprecyzował Harry.

Hagrid spojrzał szybko na „Wybrańca". Obejrzał się we wszystkie strony, podszedł do niego i nadal badawczo obserwował najbliższą okolicę, jakby nagle ktoś miał się tu pojawić.
Hermiona zniecierpliwiona przyglądał się tej scenie.

- Nigdy, ale to nigdy Harry nie wspominaj o nich poza siedzibą Zakonu! To jest bardzo poważna sprawa, ktoś może podsłuchać – ostrzegł - Nie znam szczegółów, ale skoro nie jesteśmy na razie tak blisko nich dopuszczani, to jest to jakieś ostrzeżenie żeby trzymać się od nich z dala. Tutaj być może ma Dumbledore rację, że nic więcej nam nie zdradza dla bezpiczeństwa, ale przekazywanie komuś innemu naszych wspólnych obowiązków uważam za przesadę. Przecie stracimy szybko kontrolę nad sytuacją jeśli Zakon nie bedzie działać tak sprawnie jak kiedyś. Oczywiście nadal ufam dyrektorowi... Ale co ci będę opowiadać. Idź tera zmykać! Jeszcze się będziemy widzieć - i zatrzasnął głośno drzwi.

Harry zszedł ze schodów i wraz Hermioną zaczął iść w kierunku zamku.

- Co to niby miało znaczyć?

- Nie wiem – odparł nieszczerze Harry – Znaczy się, trochę się domyślam, ale nie wiem czy mogę ci o tym powiedzieć.

- Sam niedawno oskarżałeś nas, że nic ci nie mówiliśmy o reaktywacji Zakonu Feniksa, mimo że nie mogliśmy tego zdradzić... – zaczęła Hermiona - No, ale skoro jest to ważna tajemnica i zostałeś zobligowany by nic nikomu nie mówić, to cię rozumiem. A przynajmniej się staram.

- To nie tak, ja też nie wiem wszystkiego, prawdę mówiąc Dumbledore bardzo mało mi zdradził – Harry zaczął się tłumaczyć - Przypuszczam tylko, że Hagrid jest zły bo dyrektor nie chciał aby wykonywał on jakieś zadania.

- Tyle to ja też się przed chwilą dowiedziałam.

- Naprawdę nie wiem nic, ale to chyba przez tych co szukają horkruksów – wyjawił Harry.

- Mówiłeś że nie należą do Zakonu, ale skoro Dumbledore im ufa...

- No właśnie, zdaje się że tylko Dumbledore – stwierdził.

Ściszyli ton głosu gdy zbliżyli się do murów zamku i znaleźli się w pobliżu grup wracających znad jeziora. Zatrzymali się i czekali aż jakieś rozchichotane dziewczyny z drugiej klasy ich wyminą.

- Co masz przez to na myśli? – pytała Hermiona - Kim oni są?

- Nie wiem, ale wydaje mi się, że skoro to oni mają głównie tropić śmierciożerców, to musieli mieć kiedyś coś z nimi wspólnego – powiedział cicho Harry.

Zrobiło się już całkowicie ciemno. Na zamku zapalono już wszystkie światła, których blask padał na znajdujący się w oddali Zakazany Las, z którego dobiegały odgłosy świerszczy i magicznych stworzeń.

- Chodźmy już do środka – zaproponowała dziewczyna - Jeszcze nawet nie wiemy czy ktoś obudził Rona. Później będzie nas długo dręczył, że niby to przez nas zaspał na posiłek.

- W porządku.

Przeszli przez bramę główną, przy której pełnił wartę Filch ze swoją kotką panią Norris.

- Nazwiska! – zawołał nieprzyjemnie jak ich tylko zobaczył.

- Granger i Potter.

Odszukał ich na liście, na której znajdowali się uczniowie, którzy wyszli z zamku na błonia lub zajęcia w cieplarni.

- Czyli już wszyscy – mruknął woźny - Macie mi się nie włóczyć następnym razem do samego końca! Przespacerować możecie się po korytarzu!

- Jasne, jasne – odpowiedzieli i skierowali się do Wielkiej Sali na kolację.

- Zaraz, Potter! – zawołał na nimi Filch – Po kolacji masz iść do gabinetu dyrektora. Pewnie znowu coś przeskrobałeś, za moich czasów powiesiliby cię za to za ręce pod sufitem – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.

- Świr – rzucił cicho pod nosem, że tylko Hermiona mogła go usłyszeć.

Kiedy podeszli do stołu i zauważyli że Ron już tam jest, Harry nadal zastanawiał się po co tym razem Dumbledore go wzywa. Postanowił więc tylko pośpiesznie zjeść kilka kęsów i natychmiast pobiec do jego gabinetu.