Rozdział 11 - Szpital: Piąte Piętro (Oddział Chirurgii Ogólnej)

Zatrzymali się przed szpitalem. Danny wyskoczył z auta. Lidia czekała na podjeździe dla karetek. Allison stała obok przyjaciółki z czujnym spojrzeniem. Scott podbiegł do dziewczyn i szybko zaczął coś mówić. Bliźniacy stali za jego plecami i uważnie nasłuchiwali. Stiles podszedł do przyjaciół.

Lidia spoliczkowała Stalińskiego tak mocno, że ten aż odsunął się w tył na miękkich nogach.

- Nigdy więcej tego nie rób! - warknęła groźnie Lidia. Nie było w tym niczego przyjaznego ani żartobliwego. McCall patrzył mocno przestraszony. Kobieca siła zawsze wzbudzała w nim dreszcz strachu i ekstazy. Staliński pokiwał głową na zgodę.

- Na którym piętrze jest Isaak? - zapytał Scott patrząc na Allison.

- Siedzi z moim tatą na piątym. Robią mu tomografię. - odpowiedziała Argent. McCall spojrzał na bliźniaków.

- Nie możemy tam po prostu wpaść. - powiedział zakłopotany Scott. Stiles przewrócił oczami.

- Aidan, Danny, Ethan i ja widzieliśmy go. Wiemy jak wygląda. Podzielmy się na grupy. - powiedział Staliński wyciągając przed siebie dłoń.

- Aidan i Allison-

Otrzymał westchnienie rozczarowania od obojga.

- Tak, Allison i Aidan. - warknął Stiles patrząc na dwójkę. Skoncentrował się na wilkołaku. - Mówmy o gościu, który może poderżnąć Ci gardło. Wszyscy wiedzą, że masz problem z unikaniem ciosów i po prostu przesz do przodu.

- Pójdziecie sprawdzić od dachu do szóstego piętra. Spotkamy się na tomografii. - powiedział Scott. Oboje pokiwali głowami i ruszyli do budynku.

- Scott i Danny. Piwnice i parter do czwartego? - zapytał Stiles upewniając się, że Alfa nie miał nic przeciw. McCall uśmiechnął się szeroko.

- Pewnie. Chodź Danny. - odpowiedział Scott i wszedł do budynku z Mahealanim. - Widzimy się na piątym.

- Co z Derekiem? - zapytał w końcu Stiles. Dopiero teraz zorientował się, że brakuje Hale'a.

- Nie wiem. Źle z nim. Ciągle odpływa. - powiedział Ethan przygryzając dolną wargę. Stiles uniósł brwi. Dobra, nieważne.

- Wasza dwójka weźmie parking podziemny i obwód. - poinstruował Staliński. Lidia nerwowo spojrzała na wilkołaka, ale dostała jedynie uspokajający uśmiech.

- Co z tobą? - zapytała dziewczyna bawiąc się rąbkiem sukienki. Stiles westchnął.

- Ja dołączę do Argenta na piątym i poczekam na resztę. - powiedział nastolatek. Lidia wydawała się uspokojona. Uśmiechnęła się wąsko.

- Miejcie oko na Dereka, jak znajdziecie chwilę. Jakby coś się działo to wyjcie, albo krzyczcie. Wasz wybór, które będzie robiło co. - rzucił Stiles kierując się w stronę wejścia. Przeszedł koło recepcji kompletnie obojętnie nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Pobiegł schodami na górę. Nie ma mowy, aby używał windy.

Wyszedł na piątym piętrze. Było dość spokojnie. Żadna katastrofa nie uderzyła w Beacon, aby szpital był przepełniony, a personel zabiegany. Chris Argent siedział na ławce na korytarzu.

- Stiles? Słyszałem, że zatrułeś się tlenkiem węgla. - powiedział Argent mrużąc oczy. Stiles usiadł naprzeciw niego.

- Mamy problem. Po Isaaka przyszedł „obrońca ludzi". Jego słowa, nie moje. Wszyscy przeszukują szpital. Musimy zabezpieczyć to piętro. - odpowiedział Staliński. Łowca mierzył go spojrzeniem przez chwilę.

- Skąd to wiesz? - zapytał mężczyzna podejrzliwie.

- Mogłem lub nie, napuścić rzeczonego obrońcę na Isaaka. - odpowiedział Stiles. Złapał świdrujące spojrzenie oczu Argenta. - Musiałem to zrobić, aby wydostać Danny'ego i Ethana z pułapki.

- I są bezpieczni? Danny i bliźniacy? - zapytał mężczyzna.

- Są w szpitalu. Ethan przeszukuje teren. Danny ze Scottem niższe piętra. Allison i Aidan wyższe. Mamy się spotkać tu. - powiedział chłopak. Łowca wstał z ławki. Podał Stilesowi taser. Sam trzymał dłoń na plecach pod kurtką. Po prostu nie wyciągnie broni przy wszystkich. Ruszyli w stronę wejścia na klatkę pożarową i zaczęli rozglądać się po pokojach.

- Nie słyszałem o łowcy w okolicy. Scott już pytał. - powiedział wrogo Argent.

- Ten facet jest inny. Bredził coś o tym, że jest obrońcą ludzi. Ma moc, aby zabijać nadnaturalnych bez wyspecjalizowanej broni. Może nie chcieć bratać się z wytrenowanymi łowcami. - powiedział Staliński. Chris Argent zrobił minę w stronę chłopaka.

- Moc? - zapytał mężczyzna zaglądając do kolejnego pokoju. Stiles przewrócił oczami.

- Nie wiem- Jest jak nadnaturalny łowca. Strzeli z zwykłej kuli i wilkołak padnie martwy. Dźgnie i rana po nim nie zagoi się na wilkołaku dniami. Może nawet wykrwawić się. - odpowiedział chłopak. Argent spojrzał na niego z powątpiewaniem.

- Zobaczysz na własne oczy. - powiedział Stiles z przekąsem. - Choć mam nadzieję, że nie dojdzie do tego.

Obeszli całe piętro, ale nie widzieli obrońcy. Może nie dotarł jeszcze do szpitala?

- Dobrze czujesz się? Nie wydaje się żebyś miał poważne objawy zatrucia tlenkiem węgla. - powiedział Argent. Stiles spojrzał na niego z ukosa nie było mowy żeby powiedział Argentowi, że był szamanem. Szczególnie, że nie mieli pewności czy to była prawda.

- Fałszywy alarm. Nigdy nie wszedłem do domu Danny'ego, więc nie miałem kontaktu z dymem. - odpowiedział chłopak i spojrzał na ścianę. Łowca nie wydawał się przekonany.

- Widział pan mojego tatę? - zapytał w końcu Stiles przełamując ciszę między nimi. Argent spojrzał na Stilesa odrywając spojrzenie od drzwi prowadzących do sali z tomografem. Mężczyzna zamrugał gwałtownie zwracając swoją uwagę w stronę nastolatka.

- Sprawdził co z Isaakiem i pojechał na komisariat zapanować nad McCallem. Oficjalnie jeszcze nie znaleziono Danny'ego. - powiedział Argent wlepiając intensywne spojrzenie błękitnych oczu w Stilesa. Ten odwrócił spojrzenie.

Melissa zajrzała do niech i oznajmiła, że to ostatnie badanie, jakie czeka Isaaka i po tym zostanie zwolniony. Jeden z zastępców szeryfa powiedział, że nikt nie miał zamiaru wnosić oskarżenia przeciwko włóczącemu się nastolatkowi, gdy mieli pożar i zaginięcie na głowie.

Po kwadransie dołączyli do nich Aidan z Allison. Argent wydawał się uspokojony widokiem córki całej i zdrowej. Przyciągnął Allison do nieśmiałego pół-uścisku. Stiles już miał ich zapytać o to co znaleźli na wyższych piętrach, gdy wilkołak zesztywniał.

- Co? - zapytał Stiles czując nagłą zmianę napięcia w powietrzu. Argentowie spojrzeli na wilkołaka.

- Ethan wysyła 'mayday'. - powiedział Aidan. Stiles spojrzał na niego podejrzliwie. Chciał zapytać jak może wiedzieć to, ale bliźniacy wyraźnie mieli więź ponad pojęcie Stalińskiego.

- Co mówi? - zapytała naiwnie Allison a Stiles rzucił jej rozczarowane spojrzenie.

- Nie porozumiewamy się telepatycznie. To tylko uczucie wielkiego niepokoju. - odpowiedział Aidan z ostrą krawędzią. Argent westchnęła zawiedzione 'ah' i zacisnęła wargi w wąską kreskę.

- Muszę iść do niego. - powiedział Alfa i potarł o siebie dłonie w nerwowym odruchu.

- Zaczekamy tu ze Stilesem na Isaaka. Wy pójdźcie to sprawdzić. - powiedział Chris. Świetnie, teraz łowca decyduje o wszystkim. Allison i Aidan pobiegli w stronę klatki schodowej.

Po dziesięciu minutach z sali wyszedł Isaak w obstawie Randy'ego. Ten przywitał się ze Stilesem. Rzucił karcące spojrzenie na jego szpitalną piżamę.

- Gdy dowiedziałem się że mój kolega jest na tomografie musiałem wpaść, zobaczyć co dzieje się. - powiedział Staliński bez skrępowania. Randy pokręcił głową, ale dał słowom spłynąć bez konsekwencji. Spojrzał na Lahey'a a ten starał się wyglądać na najbardziej skruszonego jak dało się. Isaak mógłby powalać mocą szczenięcych oczek, ale nie umiał wykrzesać z siebie dostatecznej ilości potulności. Tak, Isaak w głębi serca był buntownikiem.

- Twoje ubrania są na dole, w pokoju. Nie wchodź więcej na cudze płoty. Nie są pod napięciem bez powodu. Następnym razem nie będziesz miał tyle szczęścia. - powiedział Randy. Radio zgłosiło wypadek drogowy trzy przecznice od szpitala. Zastępca niechętnie poszedł w stronę windy. Isaak spojrzał za policjantem i nie spuszczał z niego wzroku aż ten nie zniknął w windzie.

- Ktoś mnie wtajemniczy? Czemu nie jesteś pod tlenem? - zapytał Lahey. Stiles opowiedział mu krótką wersję ostatnich dwóch godzin. Przestrzegł przed dziwnym obrońcą.

- Więc Danny i bliźniacy są cali i w szpitalu? - zapytał Isaak. Stiles pokiwał głową na zgodę.

- I powiedziałeś szaleńcowi z nadnaturalną mocą, żeby mnie szukał? - To już raczej było oskarżenie. Cóż, nie mylił się.

- Miałeś obstawę z Argentów. - powiedział Stiles z niewinnym uśmiechem. Też nie miał umiejętności robienia maślanych oczek. Isaak nie wydawał się ani trochę usatysfakcjonowany.

- Może zejdźmy do reszty? - zapytał Isaak dając spokój tematowi łowcy.

- To może być dobry pomysł. - zgodził się Argent. Stiles wstał i poszli w trójkę w stronę klatki schodowej.

- Nic Ci nie jest? Porażenie prądem to nic przyjemnego. - Stiles starał się być uprzejmy. Trochę dziwnie czuł się wiedząc, że Isaak spał z Scottem, albo robił coś innego seksualnego. Sadził że jako dobry przyjaciel powinien przynajmniej próbować być miły dla Lahey'a za względu na McCalla.

- Jestem cały. - odpowiedział zdawkowo Isaak. Stiles pokręcił głową.

- Tak, wiem. Wilkołaka nie łatwo ubić. Pytam o ogólne samopoczucie. - rzucił Staliński z ostrą krawędzią. Starał się być miły dla Isaaka! Jeśli mają mieć dla siebie cień sympatii ze względu na Scotta, to muszą spotkać się wpół drogi.

Isaak wzruszył ramionami.

Na drugim piętrze było spokojnie. Nic co zmusiłoby Ethana do wysyłania mayday. Scott siedział pomiędzy Lidią i Allison na ławce. Danny z bliźniakami siedzieli naprzeciw nich.

- Co się dzieje? Jest tu obrońca? - zapytał nerwowo Stiles. Chris rzucił mu spojrzenie z ukosa. Scott podniósł oczy na przyjaciela. Miał takie przerażone spojrzenie.

- Co? - zapytał Stiles marszcząc brwi.

- Derek umiera. - odpowiedział Scott. Isaak nerwowo rozejrzał się i zaczął węszyć powietrze. Stilesa oblał zimny pot, a na policzki wypłynął niezdrowy rumieniec.

- Jak? Mojra go podrapała? - zapytał zdenerwowany Staliński. McCall pokręcił głową bezradnie.

- Mojra? - zapytał Chris marszcząc się.

- Mieszkały pod korzeniami Nemetonu, więc gdy Jennifer zawaliła ziemię wokoło niego odsłoniła ich dom i musiały uciekać. Nie lubią światła. Obrońca je więził. - odpowiedział Stiles pospiesznie. - Co z Derekiem?

Scott wzruszył ramionami bezradnie.

- Mama mówi, że to już śpiączka. - powiedział McCall. Allison położyła dłoń na ramieniu Alfy i masowała kciukiem kręgi na jego ramieniu.

- Śpiączka? Jak?! Jest-! - Stiles ściszył głos. - Jest cholernym wilkołakiem. Nie może mieć nawet kataru, nie mówiąc o śpiączce.

- Był trochę oszołomiony przez całą drogę z rezerwuaru, ale nie wiedziałem, że będzie tak źle. Stracił przytomność na parkingu. - powiedział Ethan patrząc na Lidię bezradnie. Melissa wyszła do nich.

- Lekarze robią badania, ale nie wiedzą czego szukać. - westchnęła kobieta zdejmując rękawiczki z trzaskiem gumy. Spojrzała na Argenta z nadzieją, że wyjaśni jej cokolwiek.

- Ponownie, może to Mojry? - zaproponował Stiles.

- To nie pogańscy bogowie. Zaufaj nam z tym. To nie pogańscy bogowie. - odpowiedział Aidan machając dłonią w powietrzu. Ethan pokiwał głową. Danny spojrzał na bliźniaków, marszcząc się z niezadowolenia.

- Może nadział się na coś? Może to tojad, albo jemioła? - rzuciła Allison. Melissa przewróciła oczami.

- Tak, lekarze też myśleli, że to jakiś jad i kazali obejrzeć go pod kątem ugryzień i punkt wkucia. - powiedziała Melissa kręcąc głową. - Studentki prawie zabijały się o tę robotę. Nic nie znalazły i to nie z braku dokładności.

Lidia wykręciła usta w krzywym uśmiechu.

- Dobrze wiedzieć, że jesteście takie oddane swojej pracy. - zaśmiał się ponuro Chris a Melissa przewróciła oczami.

- Nie bądź niedorzeczny, Chris. - mruknęła pani McCall, jakby nie obcinała spojrzeniem Dereka ilekroć był w zasięgu wzroku. To było trochę krępujące, ale w końcu Derek miał dwadzieścia trzy lata. Melissa kwalifikowała się, więc bardziej na kuguara niż panią Robinson.

- Więc co teraz? - zapytał Scott.

- Czekamy. - odpowiedziała Melissa. - Gdy lekarze skończą badania może wyjdzie coś normalnego. Miejmy nadzieje. Może Derek sam wstanie? Nie byłby to pierwszy raz kiedy byliście o krok od śmierci żeby dziesięć minut później być jak nowi.

Melissa spojrzała na zegarek przyczepiony do kieszonki na piersi fartucha.

- Danny, choć ze mną to przebadam Cię. - powiedziała kobieta robiąc przyzywający gest dłonią. Danny spojrzał na Ethana jakby szukał u niego zgody, a ten skinął mu głową nieznacznie. Wstali razem z ławki i poszli za Melissą.

- Lidia, pojedziemy do dobrego doktora. Może on wie coś o tym dziwnym obrońcy. - powiedział Argent. Stiles spojrzał na niego z uniesionymi brwiami. Lidia pokręciła się w swoim miejscu i uśmiechnęła zalotnie do Chrisa. Nie tak skrycie durzyła się w tacie najlepszej przyjaciółki.

- Oczywiście. - odpowiedziała radośnie dziewczyna wstając z miejsca. Wyciągnęła dłoń w stronę Stilesa po kluczyki, poza tym ignorując go całkowicie.

- Zostaw mu auto. - powiedział Chris unosząc dłoń. - Pojedziemy moim. Ty-

Pan Argent wskazał na Aidana.

- Ty jedziesz z nami. - powiedział mężczyzna twardo. Alfa spojrzał na niego zdenerwowany, ale mimo to wstał ze swojego miejsca. Mierzyli się zdegustowanymi spojrzeniami, jakby chcieli powiedzieć sobie nawzajem: kiedyś zabiję Cię i nikt nie znajdzie Twoich szczątków.

- Jakby co to ślijcie mayday! Dzwońcie, krzyczcie i wyjcie! Wiecie, którekolwiek woli co! - krzyknął za nimi Stiles. Aidan tylko podniósł dłoń do góry nawet nie obracając głowy w ich kierunku.

- Jestem głodny. - powiedział Isaak masując pięścią brzuch. Scott oderwał pełne miłości spojrzenie od Allison, która przeniosła dłoń na jego kark i masowała małe kręgi kciukiem na podstawie czaszki Alfy. McCall spojrzał z nienawiścią na Isaaka. Ten przełknął mocno.

- Jeszcze raz- Przysięgam, jeszcze raz, zrobisz taki bałagan i-

- Co, McCall? Co zrobisz? - warknął bojowo Lahey. Stiles zrobił krok w stronę Allison. Scott wstał z ławki i stanął naprzeciw Isaaka.

- Nie na darmo ukrywamy się pod ludzką powłoką. Wpakujesz nas w kłopoty. Myślisz że ile razy będą wierzyć że technologia zawiodła, że zdarzył się medyczny cud? - syknął przez zęby Scott. Isaak zwęził oczy. - Rozwalaj skrzynki!

Isaak uśmiechnął się podstępnie.

- Dobrze, jak sobie życzysz, Alfa. - powiedział z cieniem kpiny Lahey i jego język dziwnie zakręcił się wokoło słowa 'alfa'. Scott wypuścił powietrze nosem i zacisnął pięści. Stiles uniósł wysoko brwi i zerknął na Alisson. Ta ścisnęła usta w wąską linię.

- Musisz być ostrożny. - westchnął Scott. Isaak przechylił się w stronę McCalla z podstępnym uśmiechem i zatrzymał się może dziesięć centymetrów od niego, tak jakby przypasowywał się do pocałunku.

- Będę, Alfa. - westchnął Isaak oblizując wargi. Napięcie rozchodziło się w powietrzu, sprawiając że skóra cierpła i przechodziły dreszcze. Scott musiał poddać się Becie, bo jego spojrzenie nagle zmiękło.

Stiles wstrzymał oddech i patrzył na to jak na wypadek drogowy: z jednej strony jesteś przerażony, ale z drugiej nie możesz odwrócić spojrzenia. W końcu udało się mu zakaszleć znacząco. McCall prawie uskoczył w tył. Spojrzał na Alisson, a ta wzruszyła ramionami.

- Jezu, ludzie, obrzydliwe! - warknął Stiles i zamachał rękoma w powietrzu. - Idę zobaczyć jak czuje się Derek.

Chciał wejść do pokoju, gdy maszyneria wewnątrz zaczęła piszczeć i wyć.

- Z drogi! - krzyknęła pielęgniarka i odepchnęła Stilesa na ławkę w korytarzu. Chłopak próbował zajrzeć do pomieszczenia, ale lekarz dyżurny odepchnął go z powrotem na ławkę, gdy wbiegał do pokoju.

- Tętno przyspiesza! Ciśnienie spada! - krzyknęła pielęgniarka.

- Brak oddechu! - krzyknęła inna kobieta. Stiles z przerażeniem patrzył jak kobieta zaczęła wpompowywać przez maskę powietrze.

- Tachykardia! - krzyknęła pierwsza pielęgniarka. Stiles zakrył usta dłonią.

- Podaje sto miligramów iwabradryny! - krzyknął lekarz wyjmując strzykawkę z szuflady wózka ratowniczego. Aparatura wyła wściekle, że pacjent umiera. Mężczyzna patrzył zdenerwowany na monitory. Stiles złapał się za pierś; nagle jego klatka piersiowa była za mała dla jego walącego serca.

Aparatura ryczała wściekle, personel szpitalny krzyczał do siebie nad ciałem Hale'a. Stiles bez przerwy powtarzał w myślach mantrę: to jeszcze nie czas, nie umieraj; i niekończące się „Derek, Derek derekderekderek". Scott chwycił Stalińskiego za ramię i ścisnął.

- Co się dzieje? - zapytał Isaak z lękiem. Allison złapała go za dłoń i ścisnęła jego palce. Lahey nie do końca odwzajemnił to. Rozumiał podstawy bro-kodu: nigdy nie powinieneś mówić źle o eks przyjaciela lub/i przystawiać się do niej - mogą jeszcze wrócić do siebie.

Aparatura w końcu zamknęła się i zaczęła pikać równomiernie.

- Stabilizuje się. - poinformowała pielęgniarka. Druga kobieta zabrała maskę do oddychania a lekarz osłuchał pierś Dereka.

- Nie słyszę żeby płuca pracowały. Podepnijcie go do respiratora. - powiedział mężczyzna i zawiesił stetoskop na szyi. Pomógł kobietom odsunąć łóżko od ściany. Jedna z pielęgniarek zadzwoniła telefonem w pokoju i porosiła o respirator do pokoju dwieście dwa. Druga pielęgniarka wyrzuciła poduszkę z łóżka pacjenta i ustawiła łóżko na płasko. Lekarz stanął między końcem łóżka a ścianą. Wprawnymi ruchami łyżki i długiej rurki zaintubował Dereka. Pielęgniarka podłączyła do końca rurki worek, którym pompowała powietrze do płuc wilkołaka.

- Kurwa mać. - wyrwało się Scottowi. Rzadko przeklinał. Stiles wcisnął rękę do kieszeni dżinsów przyjaciela i wyciągnął jego telefon. Wykręcił numer Deatona.

/Tak?/ zapytał weterynarz tym samym stoickim tonem co zawsze.

- Doktorku, Derek nie goi się. Nic się na nim nie goi! Właśnie podłączają go do respiratora. - jęknął Stiles do słuchawki. Za nimi mężczyzna krzyknął 'z drogi!' i wszedł do pokoju z maszyną. Ustawił ją blisko ściany. Pielęgniarka która pompowała powietrze odkręciła worek i podłączyła końcówkę respiratora gdy druga podłączyła urządzenie do prądu. Chwilę zajęło nim rzecz zaczęła pracować. Wszyscy patrzyli w napięciu przez kilka chwil czy aby na pewno Derek nie dostanie zapaści.

/Halo, Stiles? Jesteś tam?/ zapytał Deaton.

- Tak, wiesz co może się dziać? - zapytał nerwowo chłopak, z trudem przełykając wokoło guli w gardle.

/Jesteście pewni, że nie został otruty?/ Głos weterynarza był spokojny i kojący.

- Tak! - krzyknął zdenerwowany Stiles. Słyszał jak Deaton wzdycha po drugiej stronie.

/Czasami ludzie umierają niespodziewanie./ powiedział jakby to wyjaśniało cokolwiek i uspokajało chłopaka.

- Pieprzenie! - krzyknął Staliński. Nie obchodziło go jak niegrzecznie zabrzmiał. Rozłączył się ze wciekłością. Deaton był jak zawsze bezużyteczny.

Lekarz wyszedł z pokoju i rzucił Scottowi smutny uśmiech. Skinął głową jakby odpowiadając na nieme pytanie. Pielęgniarki niedługo potem wyszły z pokoju i jedna z nich potarmosiła włosy Scotta mówiąc 'będzie dobrze'.

McCall i Argent pierwsi wsunęli się do pokoju i stanęli przy łóżku. Stiles rzucił zdenerwowane spojrzenie Isaakowi a ten uśmiechnął się uspokajająco i zapewniająco. Nastolatek wszedł do pomieszczenia.

Isaak krzyknął głośno za jego plecami i upadł na podłogę korytarza. Stiles został objęty za szyję ramieniem i pociągnięty do tyłu. Allison wydała z siebie przeczący okrzyk. Scott skoczył w przód i mężczyzna ścisnął szyję Stilesa mocniej. Ten krzyknął przecząco, gdy poczuł porażenie prądem w potylicy i z przodu czoła, jak gdy zbyt gwałtownie ruszyło się głową. Coś chrupnęło nieprzyjemnie w nasadzie czaszki.

- Jezu, ostrożnie! - warknął Stiles. Gość mógł skręcić mu kark. Mężczyzna poluźnił uścisk na sekundę i Stiles zgrabnie uciekł od niego. McCall skoczył w stronę obrońcy i złapał jego dłoń z nożem. Isaak skoczył za mężczyznę i objął go pod ramionami, splatając dłonie na karku przeciwnika.

- Isaak, krwawisz! - jęknęła Allison z ubolewaniem. Lahey pokręcił głową:

- To nic. Zaraz zagoi się.

- Nie zagoi. - zacharczał mężczyzna i Isaak nacisnął mocniej na jego kark. - Wykrwawienie się z uda trwa do dziesięciu minut. Jesteś w szpitalu. Może jeśli-

Scott uderzył mężczyznę w twarz i pozbawił go przytomności.

- Nienawidzę jak gadają. - warknął nisko McCall.