One and Only - wersja polska


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Kolejny rozdział dodany z pozdrowieniami w podziękowaniu
za komentarze pod ostatnim rozdziałem
dla brygidy91, jkl, LovelyRosalie
ORAZ SPECJALNIE
mojej przyjaciółce Martynie;)
- to dzięki niej ten rozdział pokazał się szybciej niż przed końcem roku akademickiego:);)


UWAGA: wulgaryzmy i przekleństwa!


Rozdział 10
Get Out Of This Town

Klaus

Klaus obserwuje działania Stefana i jest zadowolony z tego, że wszystko dzieje się zgodnie z jego planem. Już niedługo opuszczą to beznadziejne, zapyziałe miasteczko i on dostanie to, czego pragnie. Wtedy jednak słyszy pomruk startującego silnika i już wie, że coś jest nie tak.

Kiedy wychodzi z magazynu, okazuje się, że jego samochód zniknął, a jeden z jego pachołków – ten, który miał go pilnować – tylko gapi się bezmyślnie w puste miejsce na parkingu, na którym powinno stać auto. Ale to nie wszystko. Gdzie jest Cassie?! Obraca się, myśląc, że może ona czeka po drugiej stronie, ale nie, nie ma jej tam. To pozostawia właściwie tylko jedną możliwość. Klaus z wściekłości łapie swego pomagiera za kurtkę i pyta:

– Gdzie ona jest?!

Barney – chyba tak ma ten chłopak na imię – patrzy na niego z przerażeniem i duka:

– O...ona zabrała kluczyki i po prostu… odjechała.

Klaus, ogarnięty furią, skręca chłopakowi kark i – w ogóle nie przejmując się jego ciałem – z pomocą wampirzej szybkości goni za Cassie. Chwilę zajmuje mu jej odnalezienie. Ona natomiast jedzie jak jakaś wariatka i jego pierwsza myśl jest taka, że jak tak dalej pójdzie, to się zabije w ten sposób. Nagły strach – uczucie, właściwie mu nieznane – ogarnia go i Klaus błyskawicznie otwiera drzwi pędzącego samochodu i wsiada do środka, zastępując Cassie przy kierownicy i sadzając ją na miejscu pasażera. Natychmiast zawraca i jedzie prosto do magazynu. Około dziesięciu sekund, dziesięć głębokich oddechów, zajmuje mu, żeby mógł się do niej odezwać.

Jak ona śmie?! A co ważniejsze, jak on ma to znosić?! Przynajmniej się nie ruszyła, chociaż tyle dobrego. On natomiast naprawdę jest po prostu wkurwiony. To, co działo się, gdy Klaus bywa wkurwiony, leży teraz na ziemi, jak najbardziej martwe. Niech to szlag. Niech to KURWA szlag trafi!


Cassie

To zdarzyło się tak szybko, że muszę się pozbierać, żeby zrozumieć, co się ze mną dzieje. Zerkam w stronę Klausa, który prowadzi i po prostu nie mogę ogarnąć tego, jak szybko był w stanie mnie dogonić. A ta zmiana miejsc? Rany, to po prostu nieprawdopodobne!

Widzę jego ponury wyraz twarzy oraz ledwie powstrzymywany gniew i uznaję, że mój plan jak najbardziej się powiódł. Jednocześnie wiem, że właśnie strasznie, ale to strasznie go wkurzyłam, bo jedzie w absolutnej ciszy. Tak, zdecydowanie udało mi się go wkurzyć. Chyba Klaus cichy i zły to jego najgorsze wcielenie – nie wiadomo co zamierza dalej zrobić. I cieszę się, że tak się stało. Jestem tylko jeden krok do przodu na mojej drodze do uwolnienia się od niego. Jednak podejrzewam, że będę musiała wykreślić dwa z punktów ze swojej listy:

Numer 11 z listy „Rzeczy by uprzykrzyć życie Klausowi":

Rozbicie samochodu Klausa.
oraz

Numer 36 z listy „Rzeczy by uprzykrzyć życie Klausowi":

Samobójstwo.

Nie, żebym kiedykolwiek rozważała popełnienie samobójstwa. Mimo wszystko, był to jednak jakiś pomysł.

No dobra, on się nie odzywa, wściekłość właściwie z niego paruje i domyślam się, że to jednak ja powinnam coś powiedzieć. Używam swojego najbardziej niewinnego tonu.

– Chciałam po prostu wybrać się na przejażdżkę. Zaraz bym wróciła.

To w końcu sprawia, że się odzywa i zaczyna wyrzucać z siebie słowa:

– Czy ty naprawdę chcesz się zabić? Jak ci się tak śpieszy, to trzeba mi było powiedzieć. Przemieniłbym cię od razu.

Przewracam na to oczyma.

- Serio, przesadzasz. Jestem świetnym kierowcą. Już od sześciu lat mam prawo jazdy i nigdy nie miałam żadnego wypadku, nawet jednej stłuczki. – Posyła mi sceptyczne spojrzenie i muszę przyznać: – Dobra, może raz o mało co minęłam ogrodzenie, ale to nie ma znaczenia. Poza tym, nie zapominaj, że to moje rejony. Znam te drogi i wiem, czego się na nich spodziewać.

Powoli, bardzo powoli, uspokaja się, ale tak właściwie, to mnie to nie obchodzi. Wiem, że mój plan zadziałał i że to tylko rozgrzewka przed prawdziwą zabawą, którą przyszykowałam na swojej liście.

– Ty naprawdę chcesz, żebym kazał komuś nieustannie cię pilnować, co? – pyta, a jego dłonie wciąż mocno ściskają kierownicę.

Postanawiam jednak powiedzieć mu prawdę, żeby wszystko było jasne.

– Nie. Chcę tylko, żebyś zrozumiał, że tak naprawdę nie pragniesz mojego towarzystwa. Chcę, żebyś pożałował tego, że zawarłeś ze mną tę umowę i żebyś pozwolił mi odejść.

– Niby dlaczego? – Czy on naprawdę musi o to pytać?

Mrużę oczy, wciąż skupione na nim.

- Zastanówmy się… Och, już wiem! Może dlatego, że zabiłeś moją młodszą siostrę i prawie zabiłeś mi ciotkę i najlepszą przyjaciółkę! – odpowiadam szybko, podnosząc głos.

Ogromnie się cieszę, gdy widzę, że to powoduje, że Klaus zaciska nagle zęby. Tak! Tego punktu z listy zamierzam często używać:

Numer 1 z listy „Rzeczy by uprzykrzyć życie Klausowi":

Nieustanne przypominanie mu, że zabił mi młodszą siostrę oraz prawie zabił Jennę i Caroline.

– I nie myśl sobie, że kiedyś o tym zapomnę! – zakładam ręce na piersi i skupiam wzrok na drodze przed nami.

xxx

Później tego samego dnia

Wbrew mojej woli znowu siedzę na przodzie, na miejscu pasażera, a Stefan jest z tyłu. Nie odzywam się do niego, nie po tym, co dzisiaj widziałam. Ten obraz będzie mnie prześladować w najgorszych koszmarach. Klaus powiedział, że nie spuści mnie z oka, więc muszę siedzieć tuż obok niego w SUV-ie, kiedy on wyjeżdża z Mystic Falls i zabiera nas… cóż, gdziekolwiek też nas zabiera.

Nawet dziesięciu słów nie powiedział do mnie, odkąd mnie przywiózł z powrotem do magazynu. To Stefanowi kazał mi przekazać, że mam przygotować rzeczy, bo wyjeżdżamy. Och, zdecydowanie, udało mi się nieźle wkurzyć Klausa. TAK! Taki jest plan i jest to moje małe zwycięstwo, które zamierzam świętować. Przynajmniej w wyobraźni. Oraz w wiadomościach do Caroline.

"C, plan działa! Jest wkurwiony!"

Zaraz dostaję od niej radosną odpowiedź.

"Świetnie! Spraw, żeby cierpiał! Buziaki, C."

W końcu to ona poddała mi ten pomysł, kiedy przyszła, żeby się ze mną zobaczyć. Kiedy będę mogła spędzić trochę czasu sama, zadzwonię do niej i będziemy dalej rozwijać listę.

Obawiam się, że Klaus mógłby zobaczyć, z kim esemesuję, dlatego nie piszę teraz do Eleny. Wyraźnie widzę, że się fochnął. Czeka, aż to ja przerwę ciszę, która zapanowała, albo może nawet przeproszę za to, co zrobiłam, czuję to. Cóż, niedoczekanie jego! Tak, ryzykowałam dzisiaj życiem podczas tej przejażdżki. Tak, zastanawiałam się nad rozbiciem samochodu, tylko po to, żeby cierpiał tak, jak sprawił, że cierpi moja rodzina. Jednak od początku wiedziałam, że byłby to zły pomysł i dlatego chciałam go tylko nastraszyć.

Ostatecznie to Stefan przerywa ciszę i zadaje pytanie które chciałam, ale którego jednocześnie nie zamierzałam zadać.

– Gdzie jedziemy, Klaus?

– Jedziemy szukać wilkołaków do przemiany, bracie. Pierwszy przystanek: Raleigh, Karolina Północna.

Ten drań odwraca głowę i kątem oka widzę jego wnerwiający uśmieszek. Dlaczego ten sukinsyn musi być tak irytująco seksowny? Serio, nie powinnam w ogóle o tym myśleć, tylko raczej użyć tego, żeby mieć nad nim jakąś przewagę. Tak, to właśnie zrobię. Wtedy on dodaje:

– Najdroższa, jeśli spróbujesz przesłać przyjaciołom naszą lokalizację, pierwsza rzecz, jaką zrobię, to zabranie ci wszystkich elektronicznych gadżetów.

Zerkam w jego stronę i teraz patrzy na mnie. Odpowiadam przez zaciśnięte zęby.

– Dobra. Teraz patrz na drogę. Nie chcesz nas przecież pozabijać, co nie?

Widzę, że unosi lekko brwi, znów rozbawiony. Dobra strona jest taka, że wreszcie skupia swoją uwagę na prowadzeniu i nie dręczy mnie na wszystkie możliwe sposoby. Tak mi się przynajmniej zdaje, dopóki nie czuję jego prawej dłoni na swoim kolanie. Prawie podskakuję na siedzeniu, kiedy próbuję ją strząsnąć, ale to po prostu niemożliwe. Dlatego przesuwam się na siedzeniu i prawie uderzam kolanami o drzwi. Słyszę, jak parska śmiechem i rzucam bezgłośne przekleństwo. Co za palant! Tak próbuje się na mnie odegrać! Cóż, do tanga trzeba dwojga, co nie?


A/N: Następny rozdział - mam nadzieję - szybciej niż ten;)

Na moim profilu na POLYVORE oraz na blogu na TUMBLRze (w obu mój nick to veradediamant)
będą pojawiać się grafiki do tej historii oraz wszystkie kreacje Cassie :)
Kreacja z tego rozdziału wciąż ma numer 5 :)

Każdy rozdział jest zainspirowany piosenką.

Tutaj: "Get Out of This Town" - Carrie Underwood

:)

Pozdrawiam serdecznie i do następnego rozdziału!

VeraDeDiamant