Rin obudził się w środku nocy z Kuro na piersi. Nie chciał wstawać, ale wiedział że nie ma w tej sprawie wielkiego wyboru. Nie przeszkadzało mu to co zamierzał zrobić, było co prawda dość niewygodne i wolałby nikt o tym nie wiedział. Uważał całą sytuację jedynie za przejściową niedogodność. Jak kiedy w niektóre zimy przynosił do domu dodatkowe pieniądze by mogli przeżyć. Nikt nie pytał jak je zdobywa bo tak naprawdę nie chcieli wiedzieć. Nie kiedy od paru drobniaków zależało czy przeżyją kolejny tydzień.

Teraz Rin mieszkał tylko z Yukio a Kuro mógł sobie złapać obiad, to chłopak i tak nie chciał tak zostawiać sprawy. Kot był tak samo demonem jak i on i także zasługiwał na dobre traktowanie. Kuro to jego przyjaciel... Coś w jego wnętrzu poruszyło się nieprzyjemnie na tę myśl. Nie. Kuro to nie tylko przyjaciel, to teraz jego rodzina. Teraz nawet połączonego więzią, paktem czy jakkolwiek można by nazwać ich przysięgę byli razem. Myśli kotłowały się w jego głowie i uznał że przed wyjściem musi je przynajmniej spróbować poukładać.

Chłopak zmarszczył czoło z koncentracją. Kuro przecież nazwał go ,,Mistrzem". Absolutnie nie miał zamiaru traktować go jak swojego sługę. Przecież kot mu w pełni zaufał a nie znali się przecież zbyt długo. Co takiego zobaczył że nie wahał się? Rin nie mógł pojąć dlaczego. Nie pytał dokładnie dlaczego bo sam też nie wiedział jak miałby wyjaśnić swoją decyzję. Troszczył się o Kuro więc chciał się nim opiekować. Czy kot czuł to samo? Albo coś podobnego? I bardzo ważne czy on sam miał takie myśli przedtem, przed więzią? Uważał że tak. Teraz jednak zauważył że o wiele bardziej nie podoba mu się pomysł by się rozdzielali. Chciał wiedzieć gdzie jest Kuro, choć miał świadomość że to egoistyczne pragnienie. Wolał żeby obaj mogli czuć się komfortowa. I jeżeli oznaczało to że ma być nazywany per Mistrz to nie powinien być to problem. Nie musi się nawet martwić że ktoś to usłyszy. Mephisto pewnie i tak spodziewał się takiego końca. Ten cały jego pomysł z daniem im dodatkowej przestrzeni powinien być dla niego oczywisty choć wtedy nie był.

Kuro chciał żeby decydował ale Rin naprawdę wątpił że będzie potrafił. Przecież mógłby wydać polecenie którego kot nie chciałby spełnić lub byłoby to dla niego niewygodne. Zacznie lepiej na początek od jakiś uprzejmych drobiazgów. Mógłby na przykład poprosić raz w tygodniu losowego dnia by Kuro chodził z nim na zajęcia. Robił to i tak sam nawet częściej. Tak to dobry pomysł. Okaże w ten sposób szacunek dla ich wspólnej decyzji przejmując odpowiedzialnie powierzone mu zaufanie. Przy okazji jak najbardziej będzie mógł unikać nawet przypadkowego nadużywania tej władzy.

Dobra, nadszedł czas żeby wstać. Koniec tych rozważań. Powoli podniósł Kuro ze swojej piersi. Wymkną się z łóżka i odłożył go ostrożnie na miejsce.

Nie chciał go obudzić hałasują mnóstwem drzwi podczas wychodzenia więc wybrał krótszą drogę oknem. Otworzył je i już miał przechodzić gdy usłyszał...

- Rin? Co się dzieje Mistrzu?

- Nic Kuro, śpij.

- Idziesz gdzieś Mistrzu? – Otworzył jedno oko i obrócił się w jego stronę. – Mogę z tobą?

Już chciał powiedzieć, nie. Naprawdę miał to na końcu języka, na szczęście w ostatniej chwili się powstrzymał. To mogłoby brzmieć podejrzanie. Co ma zrobić by jak najlepiej przekonać go o braku konieczności ingerencji. Do tego przez ostatnie wydarzenia musi postępować szczególnie delikatnie.

- Idę na spacer. – Zaczął spokojnie. – Potrzebuje chwili żeby pomyśleć.

- Oh... Ok.-ej.

Rin wahał się czy nie powinien zareagować. Kot nie brzmiał jakoś szczególnie. Nawet nie pusto. Po prostu akceptując fakt że nie powinien za nim podążać. Ale, czy robił to z własnej woli? Czy przez więź?

Może po prostu się za bardzo martwi i wszystko roztrząsa. Nie będzie mógł przecież zawsze kontrolować dosłownie wszystkiego co mówi. Choćby już przez to że nie zawsze będzie miał na to wystarczająco dużo czasu.

Potrzebował chwili żeby to rozważyć. Musiał grać na czas.

- Co mnie zdradziło? –A tak naprawdę myślał co powinien teraz zrobić?...

- Chłodno. Jeszcze nie ma lata więc sierść mi dęba staje. – Podszedł do łóżka i nakrył Kuro swoją kołdrą. W środku nocy będzie pewnie jeszcze zimniej. A wolał zostawić okno otarte by mieć szybką drogę powrotną. – Dziękuj Mistrzu.

Próbował wymyślić idealne rozwiązanie choć powoli godził się że takie nie istnieje. Jak zawsze nie ma złotego środka żeby wszyscy mogli być zadowoleni.

A w sumie dlaczego nie, to może nie być taki zły pomysł.

- Kuro. – Zaczął niepewnie z wahaniem.

- Tak?

- Czy mógłbyś zakryć moją nieobecność jeśli pojawiłby się Yukio?

Taka sytuacja nie powinna co prawda mieć nawet cienia szansy nastąpić. Jeżeli jego brat został wezwany do pracy to wróci może na chwilę przed zajęciami. A o sam powinien wyrobić się o wiele szybiej.

Chłopak ma nadzieje że Kuro o tym nie wie, nie pamięta lub jest zbyt zaspany żeby o tym pomyśleć.

Czy w ten sposób próbuje manipulować kotem?

Czyżby Rin zmieniał się w kolejnego Mephisto?

Przebywając z kimś zaczyna się co prawda przejmować niektóre z jego nawyków, ale czy aż do tego stopnia. Nie popadajmy w skrajności.

Bo co jeśli kiedyś zmieni się w stu procentowego otaku. Będzie chodził po domu w różowym szlafroku i zachowywał się jak totalny fanboy kiedy tylko wyjdzie nowy tom jego ulubionej mangi lub zaczną puszczać kolejny odciek jakiegoś supernowego anime? Niepokojąca myśl.

Na szczęście z dalszych rozważań wyrwała go odpowiedź Kuro.

- Tak, Mistrzu. Możesz na mnie liczyć.

- Wiem Kuro, wiem. Liczę na ciebie. – Przypadkowo przekazał swoje myśli kotu.

- Oczywiście.

Uśmiechną się w odpowiedzi i nie przedłużając wymkną się przez okno.

Wieczorny spacer nie był jedynie wymówką, po prostu to niewielka część tego co naprawdę zamierzał robić. Uwielbiał chłodny japoński wietrzyk szumiący w koronach parkowych wiśni. W takich chwilach mógł poczuć się naprawdę spokojnie.

Na ścieżce nie było innych osób które mogłyby zaburzyć jego obecny melancholijny nastrój. Kiedy nic mu nie przeszkadzało nie musiał się wysilać żeby utrzymać koncentracje na wymianie elementów światów.

Jeśli jego szkolenie z dyrektorem będzie przebiegało niezmiennie za kilka tygodni, jakiś miesiąc może trzy, stanie się to jego drogą naturą. Mephisto był nieustępliwy i wymagający ale przeważnie wiedział co robi. Jeśli popełniał błędy to umiał je też naprawić i to chłopa najbardziej w nim podziwiał.

Rin nie zaniedbywał żadnego z zadanych treningów i już mógł się cieszyć z początkowych efektów. Wcześnie nawet nie pomyślał o tym ze mógłby się pewnie poruszać bez ochrony ze strony miecza. A teraz zabierał go tylko na zajęcia by nie martwić Yukio.

Księżyc powoli wspinał się po nieboskłonie rozjaśniając aleje swym mlecznym blaskiem.

Rin dochodził powoli do skraju części mieszkalnej. Kierował się do konkretnie wybranego lokalu na obrzeżach piętrowych bliźniaczych szeregówek. Była to dzielnica w całości wynajmowana przez co bogatsze osoby lub pracowników części szkoły niezwiązanej z egzorcystami.

Nie śpieszył się ale też nie zamierzał odkładać nieuniknionego. Miarowym tempem kroczył do przodu. Podchodził coraz bliżej swojego celu.

Staną zdecydowanie przed numerem trzydziestym drugim, ostatnim w swoim rzędzie. W oknach nie paliły się światła. Chłopak nie przejął się tym, pod tym numerem nigdy ich nie widział. Zapukał do drzwi dwa razy. Odczekał chwilę... Nie otrzymał odpowiedzi. Zadzwonił delikatnie dzwonkiem a dźwięk i tak rozniósł się w dal półmroku pustych ulic.

Odczekał dłuższą chwilę aż opadnie pogłos, potem zapukał ponownie pojedynczy raz. Nic się nie stało, w środku nie zapaliło się światło ani nie poruszyła zasłona. Nie musiała, każdy kto tu przychodził to dlatego że należał do paczki i z nią mieszkał lub odwiedzał albo miał jeden cel, tak samo jak Rin na szybki zarobek.

W przeciągu pięciu minut chłopak usłyszał delikatne szuranie a po przekręcenie klucza. Drzwi uchylono jednak nie zdjęto jeszcze z nich łańcuszka.

- Czego tu szukasz? – Odezwał się głos z wewnątrz.

- Zarobku. – Odburkną Rin, nie podobał mu się ten nowy goryl.

- Kto ty?

- Nie twoja sprawa.

- Nie znam cię. – Próbował spławić go dalej.

- Nowy tu? – Zapytał retorycznie. – Co Kenta nie może utrzymać osiłka który by od niego nie uciekł.

Dryblas nie miła jednak czasu na odpowiedź jak usłyszał kolejne, prostsze pytanie.

- Co tam tyle sterczysz?

- Przyszedł ktoś ja go nie znać Nana-san.

- A to on, wpuść go. – I nie przerywając zwróciła się do wnętrza budynku. – Kenta-kun przybyła lodziara, wołać chłopaków?