Mary spoglądała w ogień, myśląc. Wczesnym rankiem opuści Hogwart na całe dwa miesiące. Dwa pełne miesiące bez lekcji, uczt i jej genialnego krawatu w kolorach Gryffindoru. Pokój wspólny wydał się jej nagle najprzytulniejszym miejscem na ziemi. Położyła głowę na oparciu kanapy, patrząc na sufit z ciekawością. Słyszała ciche chrapanie innych uczniów i donośne chrapnięcia Grubej Damy. Czuła się wykończona, ale jednak nie mogła zasnąć. Rozejrzała się po pomieszczeniu i ponownie utkwiła wzrok w pomarańczowych płomieniach. Jej ręce zagłębiły się w blond włosach z różowymi pasemkami, gdy pomyślała o tym, że Ginger zacznie świrować, gdy zauważy, że nie ma jej jeszcze w łóżku. Miała nadzieję, że nie obudzi jej współlokatorek. Brakowało jej jeszcze jednego powodu, by Angelina Johnson ją znienawidziła do reszty. Już i tak "ukradła" jej Freda, pomalowała włosy na zielono, zaczerniła każdą linijkę tekstu w książce do Eliksirów, którą zaczarowała, by przy każdym otwarciu wykrzykiwała w niebogłosy, że "Snape powinien używać szamponu i trzymać swój wielki nos z dala od cudzych kociołków!".

- Co robisz tu na dole, o tej godzinie?

Dziewczyna obejrzała się i lekko uśmiechnęła. Fred stał oparty o ścianę nonszalancko, mając na sobie przydużą, niebieską piżamę w zielone słoniki i żółte myszki. Na jego twarzy gościł łobuzerski uśmieszek.

- Siedzę.

- O pierwszej w nocy, tuż przed powrotem do domu?

- Najwyraźniej tak.

Fred zachichotał i usiadł obok niej na kanapie. Jego oczy błyszczały się w świetle ognia.

- Nie mogę uwieżyć, że minął już rok.

- Ja też nie - Mary z powrotem przemieściła swój wzrok na ogień.

- Co robisz w wakacje?

- Siedzę w domu z Vic i Car. A co?

- Może do nas wpadniesz? No wiesz, z dziewczynami.

Mary spojrzała na niego z radością, po czym odpowiedziała cicho.

- Może wpadnę. A może to ty wpadniesz do mnie. No wiesz, z całym klanem Weasley'ów.

Chłopak roześmiał się i spojrzał w ogień.

- Może jednak z samym Georgem. Nie będę cię skazywał na obecność Percy'ego.

Była pewna, że te wakacje będą najlepszymi, jakie kiedykolwiek miała.

Victoria zaśmiała się, spoglądając na parę z ukrycia, ze zdjęciem w ręku. Po cichu wdrapała się po schodach do dormitorium dziewczyn i otworzyła drzwi. Upewniła się że wszystkie gryfonki śpią i podeszła do łóżka Mary. Zaczęła grzebać w rzeczach przyjaciółki i wyciągnęła album. Znalazła wolne miejsce na jednej ze stron i wkleiła tam zdjęcie. Zrobiła je w nocy, po czym szybko wywołała. Śpiące postacie słodko przytulały się na kanapie, a ona nie mogła przestać się uśmiechać. Ta dwójka byłą wręcz dla siebie stworzona.

- Co robisz?

Odwróciła się i ujrzała uśmiechającą się Alicię, stojącą przy swoim łóżku w piżamie w żółwie.

- Spójrz! - wskazała jej stronę, na której znajdowało się słodkie zdjęcie.

- Wiem, Fred wygląda zabójczo z tą szminką na ustach.

- Nie, tutaj! - lekko zirytowana Vic wskazała przyjaciółce odpowiednie zdjęcie.

Alicia przyjrzała się obrazkowi z uwagą i wydała z siebie ciche "Awwww!", przykładając prawą rękę do klatki piersiowej.

- Wiem - mruknęła Vic i zamknęła album.

Śpiące postacie Freda i Mary zniknęli wśród mnóstwa innych zdjęć.

Marlo obudziła się w otoczeniu niezwykle przyjemnego zapachu. Jabłka, cynamon i ciastka korzenne. Leżała w pokoju wspólnym, czuła coś obok siebie, czyjaś ręka zwisała z okolic jej talii i ktoś chrapał głośno koło jej ucha. Powoli przetarła oczy pięścią i obróciła głowę. Chyba nigdy nie widziała niczego bardziej słodkiego. Przy jej boku leżał Fred z potarganymi włosami, które promienie słońca zamieniały w żywe płomienie, rozchylonymi lekko ustami i zamkniętymi powiekami, pod którymi kryły się jego błękitne oczy. Niestety, było już dosyć późno i w każdej chwili mogli zacząć schodzić inni gryfoni.

- Fred - wyszeptała miękko, delikatnie potrząsając chłopakiem.

- Mmm... jeszcze pięć minut, mamo - mruknął Fred, zagłębiając nos we włosy dziewczyny. Marlo cicho zachichotała.

- Jak ostatnio sprawdzałam, miałam tylko dwanaście lat, śpiochu - powiedziała do niego, odsuwając się trochę.

Oczy Freda otworzyły się szeroko, a on sam spojrzał na Mary ze zdziwieniem.

- Co ty robisz u mnie w łóżku? - zapytał ją z głupawym wyrazem twarzy.

- Myślałam że normalnie śpisz w dormitorium, a nie na kanapie - odpowiedziała mu, przybierając taki sam jak on wyraz twarzy.

Chłopak rozejrzał się z niepokojem dookoła i pokiwał głową.

- Ja też tak myślałem.

Mary siedziała w pociągu, przeglądając swój album. Nie mogła uwierzyć, że od czasu gdy była w domu minął aż rok. Spojrzała na swoich przyjaciół i zachichotała. Vic i Car biły się o to, która z nich ma zjeść ostatni pasztecik dyniowy, Jade i Alicia od czasu do czasu spoglądały na nie znad Frankensteina i Baśni Barta Beedle'a (wymieniły się książkami - Alicia dostała mugolską, a Jade magiczną) i kręciły z politowaniem głowami, powracając do lektury, a Lee i George obstawiali która z nich wygra ("Carrie ma potencjał!" "Proszę cię, Lee. Znasz przecież Victorię, nie da położyć łapy na swoich pasztecikach!").

- Co robisz?

Fred spojrzał nad jej ramieniem na strony które przeglądała, na których znajdowało się pięć zdjęć. Na pierwszym widać było całą paczkę podczas pierwszego meczu Quidditcha, na którym Mary i Vic zmusiły chłopców do pomalowania twarzy w kolorach ich domu. Fred i George wyglądali uroczo ze złotymi lwami namalowanymi na czerwonych od farby policzkach, za to Lee wyglądał jak wielka flaga w złoto-czerwone paski. Alicia i Jade śmiały się w najlepsze z min chłopaków, Carrie mierzwiła Lee włosy z uśmiechem, Vic obejmowała George'a za szyję, a Mara od czasu do czasu dawała Fredowi całus w policzek na którym chłopak nie miał złotego zwierzęcia. Na drugim były tylko dziewczyny, które wysyłały w ich stronę całusy i mrugnięcia, po czym szaleńczo chichotały. Na następnym chłopcy machali do nich, przepychając się ze śmiechem. Następne zdjęcia pokazywało Mary i Vic, które po wygraniu z bliźniakami zakładu, malowały ich najróżniejszymi kosmetykami. George był wyraźnie niezadowolony, podczas gdy Fred robił do niego słodkie oczka, trzepocząc wydłużonymi rzęsami i wydymał pomalowane czerwoną szminką usta. Jednak Marlo nie przypominała sobie, by wcześniej widziała ostatnie ze zdjęć. Spała na nim na kanapie w pokoju wspólnym, a obok niej wciśnięty był Fred, jego ramię leniwie zwisało wokół jej talii. Musiało zostać zrobione poprzedniego wieczoru, gdy razem z nim siedziała przy kominku rozmawiając, dopóki nie zmorzył ich sen.

- Oglądam zdjęcia - odpowiedziała, chichocząc. - Co innego mogłabym robić?

- Podziwiać mój urok osobisty na tym zdjęciu - wskazał miejsce, w którym robił słodkie miny do swojego brata. - Albo to, jak dobrze tu wyglądam - tym razem wskazał siebie z pomalowaną na czerwono twarzą i lwem na prawym policzku. - Albo tutaj...

- Taa, wszędzie jesteś niezwykle przystojny - mruknęła do niego przewracając oczami i pacnęła go delikatnie w ramię.

- A żebyś wiedziała - zaśmiał się chłopak i zaproponował jej pudełko słodyczy. - Fasolkę?

Mary pokiwała głową z ochotą i wzięła rudą fasolkę, przyglądając się jej z zaciekawieniem. Ugryzła ją i poczuła pyszną mieszaninę - cynamonu, jabłek i ciastek korzennych.

- Jaki smak? - zapytał ją rudzielec z ciekawością.

Mary wzruszyła ramionami, ale w głębi duszy znała odpowiedź. Dziś rano obudziła się w otoczeniu właśnie tych trzech składników, a to mogło oznaczać tylko jedno.

Fasolka była o smaku Freda Weasley'a.

The End


Yay! Pierwsze skończone opowiadanie ^^! Fajnie że nikt go nie skomentował -_-. Mam nadzieję że inaczej będzie z częścią 2 :)!