- Oi, na co tak tam patrzycie?

Odwrócili się, żeby zobaczyć stojącego za nimi Aomine z wściekle czerwonym śladem na policzku i nową puszkę z piwem w ręku. Czując się tak, jakby właśnie został przyłapani na gorącym uczynku, Kagami przez chwilę wymieniał z Kuroko zawstydzone spojrzenia, zanim wyznał: - Znaleźliśmy twój stary telefon. – Zerkając za koszykarza w nadziei ujrzenia tam Momoi, uniósł brew, gdy zobaczył pusty korytarz. – Co się stało z Momoi?

Chwilowo rozproszony jego pytaniem opalony mężczyzna potarł ślad dłoni na policzku i westchnął. – Jest powód, dla którego Satsuki normalnie nie pije. Nigdy nie znosiła dobrze alkoholu. Wzięła jeden łyk, porządnie się na mnie wkurzyła, trzasnęła mnie w twarz, wrzasnęła na mnie, a zaraz po tym zasnęła na kanapie. Położyłem ją w pokoju gościnnym— tak, dokładnie. To też posiadam. No więc co robicie z moim telefonem? Myślałem, że szukacie notki.

Nie zawracając sobie głowy ponownym szukaniem, Kagami tylko wskazał na telefon. – Znaleźliśmy notkę, ale jest też zdjęcie Kise w twojej licealnej bluzie na twoim telefonie. Czy to ostatnia rzecz, w jakiej go widziałeś?

Aomine wzruszył ramionami. – Ta, jestem całkiem pewny, że miał ją na sobie, kiedy poszedł po napoje. No chyba, że gdzieś ją zapodziałem. W każdym razie nigdy jej nie znalazłem, nawet po tym, jak się wyprowadziłem.

- Miałbyś coś przeciwko temu, żebym zrobił sobie kopię? – Kagami zamilkł i ściągnął brwi, kiedy obaj gapili się na niego z dziwnymi wyrazami twarzy, jednym sceptycznym i jednym poirytowanym. - …co? Dlaczego tak na mnie patrzycie? Przestańcie. – Po krótkim zastanowieniu zrozumiał o co chodziło i zrobił się czerwony. – Och! Nie! Skończcie z tymi kosmatymi myślami! To dla sprawy! Zabieranie dowodów dla celów osobistych jest nieprofesjonalne!

Kuroko spojrzał na niego znacząco. – Co próbujesz przez to powiedzieć, Kagami-kun? Gdyby to nie był dowód, to nie miałbyś problemu z wzięciem go dla siebie?

- Nie! Oczywiście, że nie! Pośpiesz się, Aomine, tak czy nie?

Zawodnik podrapał się po karku. Ten pomysł wyraźnie mu się nie podobał, ale w końcu się na niego zgodził. – Dobra, chyba. Mogę ci je po prostu wysłać mailem czy coś?

Kagami skinął głową. – Ta, może być. Wygląda na to, że zatrzymałeś dużo rzeczy Kise.

- Wszystko, co mogłem – przyznał cicho drugi mężczyzna. – No więc, czy jest tu coś pożytecznego? Czy możemy przenieść to na dół, żeby nie obudzić Satsuki?

Kagami szybko skinął głową, zbierając kilka rzeczy, które wystawały i wstając. – Och, tak, jasne, chodźmy na dół.


Wychodzę na chwilę, zaraz wracam~!

-Ryouta


Kagami wpatrywał się w notkę, nie mogąc w pełni przyswoić tego, że została napisana przez ofiarę. Najpierw były wiadomości, a teraz notka. Przez cały ten czas tak łatwo było mu się zdystansować do sprawy i traktować Kise jak fikcyjnego bohatera dla dobra obiektywności, ale widząc coś, co zostało napisane przez złotego chłopca sprawiło, że wszystko wydało mu się trochę zbyt prawdziwe. Sięgając po nietknięte piwo Kuroko, otworzył je i napił się, podczas gdy jego umysł próbował wszystko pojąć.

Pokręcił głową i złapał się za grzbiet swojego nosa, próbując przypomnieć sobie wszystkie fakty, dotyczące sprawy. – Okej, więc… jak na razie znamy ramy czasowe, w których najprawdopodobniej doszło do popełnienia zbrodni i wiemy w jakich ubraniach widziano ostatnio Kise, co będę musiał jeszcze sprawdzić w dokumentach. Och, zaraz. – Wyciągnął swój telefon. – Może Alex nadal jest w biurze, pozwólcie, że do niej zadzwonię.

Aomine zamrugał, przypominając sobie swoją wizytę w ich gabinecie z pewnym zainteresowaniem. – Alex? Czy to ta blondynka, która całowała się z Satsuki? To ona, nie? Masz naprawdę seksowną szefową, wiesz?

Kuroko posłał Kagamiemu kolejne spojrzenie, podczas gdy on próbował ich zignorować, udając, że jest skupiony na rozmowie telefonicznej. – Halo? Alex? Jesteś jeszcze w biurze? Ta, chciałem tylko coś potwierdzić. Czy w dokumentach jest coś na temat ubioru ofiary? Chcę sprawdzić, czy to się zgadza z tym, co mówią naoczni świadkowie. W porządku, tak, mogę poczekać. Dzięki.

- Kise.

Kagami zamrugał i spojrzał na opalonego mężczyznę, który zaciskał pięści. – Co?

Zawodnik spojrzał na niego mrocznie. – To Kise, nie „ofiara".

Nagle przytłoczyło go poczucie winy, jakby właśnie został przyłapany na popełnianiu przestępstwa. Chyląc głowę, Kagami przeprosił z zakłopotaniem. – Tak, przepraszam za to. – Wtedy Alex wróciła do telefonu. – O, hej, no. Co? Jesteś pewna? Czy to normalne? Może się rozłożyły albo coś? Nie? W porządku. Dzięki. I co? W tę niedzielę? W porządku, dzięki. Uważaj na drodze do domu. Pa.

Kuroko przechylił głowę z zaciekawieniem. – No i co powiedziała?

Nie będąc pewnym jak ci dwaj przyjmą wieści, powiedział ostrożnie: - Według dokumentów z ciała zostały zdjęte wszystkie ubrania. – Widząc ich przerażone spojrzenia, przypuścił, że doszli do tych samych wniosków, co on minutę temu. Z wahaniem dodał: - Czekajcie, pamiętajcie o tym, że nie znamy jeszcze wszystkich faktów. To, co myślicie niekoniecznie musi być prawdą.

Aomine warknął, wyraźnie wstrząśnięty tą informacją. – To, co myślę? Mówisz mi, że Kise został rozebrany przed śmiercią i nadal twierdzisz, że nie powinienem dochodzić do żadnych wniosków!? W takim razie co dokładnie powinienem założyć!? Mówimy tu o Kise!

Detektyw ze zmartwieniem zmarszczył brwi. – Aomine…

Aomine westchnął, patrząc na niego ciemnymi oczami i brzmiąc na bardziej zmęczonego i starszego niż naprawdę był. – Nie przejmuj się. Właściwie, wiesz co? Ja… kurwa, ja po prostu nie chcę już więcej o tym myśleć. – Kręcąc głową, wstał i chwiejnym krokiem ruszył w stronę drzwi, nie kończąc swojego piwa. – Idę do łóżka czy coś. Możecie sami się odprowadzić.

Kagami przez chwilę wymieniał spojrzenia z Kuroko, zanim podniósł się z ponurą miną. – Chodź, Kuroko, odprowadzę cię do domu. – Nie było nic, co mógłby powiedzieć, żeby wieści były bardziej znośne do usłyszenia. Pocieszanie drugiego mężczyzny też nie miało sensu, ponieważ doszedł do takich samych wniosków i nadal był zbyt wstrząśnięty tą myślą, żeby myśleć o innych możliwościach.

Przez resztę nocy żaden z nich się nie odezwał, dopóki ich ścieżki się nie rozdzieliły.


W niedzielę obaj stanęli przed cukiernią, czekając na Tatsuyę. Żaden z nich nie wspomniał o nocy u Aomine, kiedy tak stali i patrzyli na mijających ich ludzi. Zerkając na drugiego mężczyznę, Kagami zapytał od niechcenia: - Czy jest coś, co powinienem wiedzieć o Murasakibarze, zanim wejdziemy do środka? Bo jak na razie, każdy członek Pokolenia Cudów, którego poznałem okazał się trochę… bardzo dziwny, łącznie z tobą. Chciałbym wiedzieć na co mam się przygotować tym razem.

Kuroko mało pomocnie wzruszył ramionami. – Normalnie Murasakibara-kun dla większości ludzi może wyglądać na dość spokojnego, ale wcale taki nie jest. I może wydawać się przerażający, ale ja uważam, że to bezpodstawne. Przynajmniej kiedy jesteś poza boiskiem. Nie bierze niczego zbyt poważnie, więc możesz chcieć wziąć to pod uwagę, kiedy będziesz z nim rozmawiać.

Kagami uniósł brew. – Och? To brzmi tak, jakbyście dobrze się ze sobą dogadywali.

Niższy mężczyzna skinął głową. – Dogadywaliśmy się ze sobą na początku gimnazjum, ale to dosyć szybko się skończyło po tym, jak dołączyliśmy do klubu koszykówki.

Mrugając na skutek nieoczekiwanej odpowiedzi, Kagami zapytał: - Dlaczego?

- Różnica zdań. Murasakibara-kun grał w koszykówkę dlatego, że był w tym dobry, a nie dlatego, że lubił sport. Nie zgadzałem się z tym, więc relacje między nami były mocno napięte. Ale nadal lubię go jako osobę. Zastanawiam się jak sobie radzi… Pracując w cukierni. – Jego wargi drgnęły, wyginając się w lekkim uśmiechu. – Jestem zaskoczony, że jeszcze nie wypadł z interesu.

Starając się na niego nie gapić, w duchu podziękował swoim gwiazdom, kiedy zobaczył swojego partnera, który uśmiechał się, trzymając coś pod pachą. – Taiga, Kuroko, przepraszam, że musieliście czekać. Alex nalegała, żebym najpierw podrzucił ją gdzieś na lunch. Chodźcie, zobaczmy czy Atsushi jest zajęty.


Kiedy weszli do cukierni, dzwonek przy drzwiach zadzwonił radośnie, ogłaszających ich obecność i zapewniając im ciepłe powitanie ze strony pracowników. W środku siedziało kilku klientów, ale nie było zbyt tłoczno. Kuroko zmrużył oczy na widok jednego z klientów. – Kiyoshi-senpai, czy to ty?

Stojący przy ladzie wysoki brunet odwrócił się i zamrugał, zanim uśmiechnął się promiennie. – O, hej, Kuroko! Dawno się nie widzieliśmy! Co u ciebie?

Niższy mężczyzna skinął głową. – Wszystko dobrze. Co tu robisz?

Kiyoshi uśmiechnął się i podniósł kilka toreb z zakupami. – Załatwiam sprawy dla Riko i Hyuugi! Czy to nie fajne? To tak, jakby uznali mnie za część swojej rodziny!

Kuroko odpowiedział mu swoim obojętnym tonem: - Myślałem, że to dlatego, że zawsze kończysz w ich domu z takiego lub innego powodu. To zrozumiałe, że w końcu postanowili w pełni wykorzystać nieproszonego zwierzaka.

Ciepłe, brązowe oczy zamrugały ze zmieszaniem. – Co? Mają zwierzaka? Od kiedy? Bywam u nich co najmniej kilka razy w tygodniu i nigdy go nie widziałem. Czy jest uroczy? Nawet nie wiedziałem, że Hyuuga lubi zwierzęta. Ale chyba lubił Tetsuyę Numer 2, hm? Myślisz, że to pies?

Widząc ich rozmowę, Kagami mógł pomyśleć sobie jedynie: Łał, ten koleś jest naprawdę tępy.

Kiedy mężczyzna obsługujący bruneta wrócił, Kiyoshi wyszczerzył się z podekscytowaniem. – Och! Nigdy nie zgadniesz kto tu pracuje! – Wskazał na jeszcze wyższego mężczyznę za ladą. – Spójrz, to Murasakibara! Czyż ten świat nie jest mały?

Fioletowowłosy mężczyzna skrzywił się niemal dziecinnie, podając brunetowi pudełko z ciastami. – Nadal cię nie lubię i chciałbym, żebyś przestał tu tak często przychodzić. Jesteś zbyt wesoły. Przez to mam ochotę cię zmiażdżyć. – Zostając wyraźnie zignorowanym, zwrócił się do Kuroko. – Cześć, Kuro-chin, naprawdę dawno cię nie widziałem. Jesteś tu z Muro-chin?

Niższy mężczyzna skinął głową. – Tak, jestem tutaj z Himuro-san i Kagamim-kun.

Kiyoshi zamrugał i spojrzał na detektywów. – Och, zupełnie ich nie zauważyłem! Cześć, nazywam się Kiyoshi Teppei. – Przez chwilę patrzył na nich z powagą, zanim kontynuował: - Kiyoshi, zapisywane znakiem „ki" oznaczającym „drzewo" i „yoshi" oznaczającym „fortunę". I Teppei. „Te" oznaczające „żelazo" i „pei" oznaczające „dłoń".

Kuroko prychnął, co było dla niego dość nietypowe. – Senpai, nie sądzę, żeby musieli wiedzieć jak zapisać twoje nazwisko.

Świetnie, utknąłem w cukierni z olbrzymem za ladą, a ten facet jest kompletnym debilem.

Wbrew temu co myślał, Kagami wyciągnął uprzejmie rękę. – Jestem Kagami Taiga, a to jest Himuro Tatsuya.

Uścisnąwszy jego dłoń, Kiyoshi sięgnął do pudełka i wyjął z niego jeden z placków, po czym zaczął go żuć. – Miło mi was poznać. No więc, dlaczego jesteście tu z Kuroko?

- Pomaga nam w śledztwie.

Wyższy mężczyzna z wrażenia otworzył szeroko oczy. – Śledztwo? W sensie, zagadki? Łał, Kuroko, jesteś teraz detektywem? Myślałem, że pracujesz z dziećmi w żłobku.

Kuroko wyglądał na niewzruszonego. – Bo pracuję. I czy te ciasta nie są dla Hyuugi-senpai i trenerki?

Mrugając, brunet spojrzał na pudełko. – Huh? Hej, jednego brakuje!

- Właśnie je zjadłeś, senpai.

- I nadal musisz za nie zapłacić – powiedział Murasakibara po drugiej stronie lady.

Kiyoshi roześmiał się i z zakłopotaniem podrapał się po karku. – Racja! Chyba lepiej za nie zapłacę i zaniosę je Riko, zanim się na mnie wścieknie! Ma naprawdę chore zachcianki, wiecie? Nie mówcie jej, że wam o tym powiedziałem, ale myślę, że przybiera na wadze od spożywania takich dużych ilości jedzenia.

To było imponujące, że Kuroko zdołał zachować kamienną twarz i nie masował skroni, tak jak to robił Kagami od samego patrzenia na nich. – Senpai… ona jest w ciąży.

Brązowe oczy otworzyły się szeroko z niedowierzaniem. – Co? Poważnie? Kto jest ojcem? Czy Hyuuga wie?

Serio? …a teraz zżera kolejny placek. Niewiarygodne.


Po pożegnaniu się z brunetem, który musiał kupić nowe pudełko z ciastami, Kagami odwrócił się do Kuroko i powiedział powoli: - Cóż, to z pewnością ciekawy człowiek.

- Kiyoshi-senpai był założycielem naszego klubu koszykówki.

Mężczyzna uniósł sceptycznie brew. – Poważnie? Zdołał zwerbować ludzi i trenerkę i naprawdę stworzyć klub od zera? Ten facet, który właśnie wyszedł?

Kuroko skinął głową. – Senpai jest tak naprawdę dużo bystrzejszy niż się wydaje. Naprawdę kochał koszykówkę, ale musiał przestać grać po Pucharze Zimowym ze względu na kontuzję kolana.

Po usłyszeniu tych słów miał nieco lepsze zdanie na temat mężczyzny, chociaż nadal trudno było mu uwierzyć we wszystko, co mu właśnie powiedziano. – Och, cóż, tak czy inaczej, chyba powinniśmy zabrać się do pracy, prawda, Tatsuya?

Jego partner pokiwał głową i zawołał postać, która obecnie kosztowała kilku deserów zza lady. – Atsushi, masz może chwilkę? Mieliśmy nadzieję, że mógłbyś pomóc nam w sprawie, nad którą teraz pracujemy. Spójrz, nawet kupiłem ci paczkę najnowszych przekąsek, o których mówiłeś zeszłym razem.

Fioletowe oczy zerknęły w jego stronę, zanim mężczyzna niechętnie podszedł bliżej. – Dobra. Tylko dlatego, że cię lubię i dlatego, że przynosisz mi przekąski za każdym razem, kiedy mnie odwiedzasz. Poza tym Aka-chin też do mnie dzwonił i kazał mi być pomocnym, więc chyba naprawdę nie mam wyboru. Chodzi o Kise-chin, prawda? – Wyciągając rękę, przyjął przekąski od Tatsuyi i zajął miejsce przy pobliskim stoliku, po czym zaczął jeść.

Aka-chin? Albo są naprawdę dobrymi przyjaciółmi, albo jest naprawdę odważny. Może jest po prostu szalony… sam wzrost i brak mózgu? Zachowuje się jak dziecko.

- Czy normalnie robisz wszystko, co każe Akashi?

Wyższy mężczyzna przestał żuć, żeby zamrugać. – Tak, tak mi się wydaje. Niemądrze jest działać wbrew temu, co mówi Aka-chin i denerwować go.

Nie mogąc się z tym nie zgodzić, Kagami zajął miejsce naprzeciwko niego. Przyglądając się drugiemu mężczyźnie, zauważył brak zainteresowania na jego twarzy, co nie było częstym widokiem u ludzi, z którymi miał do czynienia, gdy pracował. – Więc jak wyglądała twoja relacja z Kise? Dogadywaliście się ze sobą?

Murasakibara podniósł głowę, by wymienić spojrzenia z Kuroko, który stał w pobliżu, jakby upewniał się co do swojej odpowiedzi. – Powiedziałbym, że tak. Co o tym myślisz, Kuro-chin? Dogadywaliśmy się ze sobą, prawda? Dzielił się ze mną przekąskami, które reklamował, a ja czasami dzieliłem się z nim moimi przekąskami. Kise-chin był taki uroczy, dogadywał się ze wszystkimi. – Odwinął cukierek z papierka i przyglądał mu się przez chwilę, zanim włożył go do ust. – Powiedzieliście Mine-chin i Momo-chin?

W jego odpowiedzi nie było nic, czego by jak dotąd nie słyszał. Kiwając głową, zerknął na Tatsuyę, zastanawiając się dlaczego jego partner tak bardzo lubił towarzystwo szefa cukierni. – Tak, już z nimi rozmawialiśmy. Kiedy po raz ostatni widziałeś Kise?

- Chyba w noc, kiedy zaginął.

- Och? Na bankiecie?

Mężczyzna pokręcił głową. – Widziałem go tam, ale też później tamtej nocy.

Kagami zamrugał. – Czekaj, co? Ale wtedy był u Aomine.

Murasakibara pokiwał zgodnie głową. – Był. Kise-chin wyglądał na bardzo szczęśliwego z tego powodu. Poszedłem do liceum Yosen, więc musieliśmy zatrzymać się w hotelu, kiedy przyjechaliśmy na Puchar Zimowy. To było całkiem blisko mieszkania Mine-chin.

To przyciągnęło jego uwagę. – Więc kiedy po raz ostatni widziałeś Kise?

- Widziałem go w sklepie. Poszedłem tam, bo skończyły mi się przekąski i wtedy go spotkałem. Z tego co pamiętam kupował napoje.

- Pamiętasz która była wtedy godzina? Długo ze sobą rozmawialiście?

Fioletowe oczy spojrzały w górę w zamyśleniu, kiedy mężczyzna w zastraszającym tempie kończył przekąski, które kupił mu Tatsuya. – Która godzina…? Stawiałbym na to, że około 21:30? Nie rozmawialiśmy bardzo długo, Kise-chin śpieszył się do domu. Powiedział, że nie chce, żeby Mine-chin się zezłościł albo zaniepokoił.

Kagami pokiwał głową. To pasowało do ram czasowych, który ustalił w głowie. – Pamiętasz co miał na sobie tamtej nocy?

Murasakibara wzruszył ramionami. – Kise-chin miał na sobie bluzę Mine-chin, to jedyna rzecz, jaką pamiętam z jego ubrań. Zapłaciliśmy za nasze rzeczy razem. Kise-chin był naprawdę podekscytowany tym, że spędzi większość wolnego z Mine-chin, bo miał już za sobą większość sesji zdjęciowych czy coś. Rozmawialiśmy może przez pięć, dziesięć minut?


- I nawet kupiłem mu ten prezent, który dam mu chyba jutro. Naprawdę długo go wybierałem, więc mam nadzieję, że mu się spodoba. Och, dostałem dużo próbek tych przekąsek, które reklamowałem! Są naprawdę dobre! Będziesz jutro gdzieś w pobliżu czy może wracasz na święta? Jakoś ci je dostarczę.

Murasakibara uwiesił się na blondynie, kiedy wyszli na zewnątrz. – Nadal będę w pobliżu. Kise-chin, jesteś dzisiaj taki energiczny.

Kise uśmiechnął się radośnie. – Nic nie mogę na to poradzić. Kocham wolne! I będę mógł spędzić większość czasu z Aominecchim! Obiecał, że zagra ze mną jutro jeden na jednego! Może możemy zaprosić też Kurokocchiego!

- Hmm? Wygląda na to, że będziecie się dobrze bawić. Pozdrów ode mnie Mine-chin i Kuro-chin.

- Pozdrowię! Dlaczego do nas nie dołączysz?

- Nie lubię grać w koszykówkę w wolnym czasie.

- Racja, zupełnie zapomniałem. Szkoda. O, proszę, może weźmiesz te darmowe kupony? To do nowej cukierni, którą otwierają gdzieś w pobliżu, dostałem je od fanki.

- Naprawdę? Mogę?

- Tak, nie przejmuj się! Pewnie dostanę więcej… - urwał w połowie zdania, kiedy zauważył postać, która stała w cieniu kawałek dalej.

Nieznajomy ujawnił się, wychodząc na światło. – Ryouta.

Blondyn skrzywił się. – Shougo-kun.

Na widok Haizakiego Murasakibara wzmocnił lekko uścisk na jego ramieniu. – Kise-chin?

Kise odsunął się i obrócił się do niego z uspokajającym uśmiechem. – W porządku, Murasakibaracchi. Nie sądzę, żeby zamierzał coś zrobić. Jest zimno, więc możesz już wrócić do hotelu. Zaraz po tym pójdę prosto do Aominecchiego, obiecuję.

- Hmm? Jesteś pewny?

- Tak, nic mi nie będzie! Dobranoc, zadzwonię do ciebie jutro w sprawie przekąsek!


Kagami zmrużył oczy i zacisnął pięści. – Co powiedziałeś?

Ten sukinsyn, Haizaki…