A/N: Dziękuję za komentarze, które ukazały się pod ostatnim rozdziałem. Cieszę się, że zechcieliście zwrócić uwagę na moją prośbę. :)

Ten rozdział dedykuję magorianie. Wiem, że Twoje urodziny już minęły, ale mam nadzieję, że przyjmniesz ten spóźniony prezent. :*

Betowała Iza.


Rozdział XI

Severus był zawiedziony. Po głównej aptece na Pokątnej spodziewał się lepszego zaopatrzenia. A tu brak smoczej krwi i żywicy wierzby. Na całe szczęście właściciel wykazał odrobinę skruchy informując Mistrza Eliksirów o dostępności tych składników w filii w Hogsmeade. Gdyby czarodziej wiedział, że potrzebne ingrediencje znajdzie w wiosce obok Hogwartu, nie fatygowałby się na Pokątną. Jedyną pociechą było planowane spotkanie z chrześniakiem.

Draco czekał już na Severusa w Gospodzie pod Świńskim Łbem. Widywali się tu dość regularnie, rozmawiając na różne tematy. Ostatni raz nie należał do najprzyjemniejszych, ale nie zawsze można było gawędzić o rozgrywkach quidittcha.

- Witaj – powiedział Malfoy ściskając dłoń wuja. – Co do picia? Whisky? A może coś z mugolskich alkoholi?

- Whisky – odparł Snape.

Chwilę potem trunki stały już przed czarodziejami, którzy pogrążyli się w rozmowie.

.::.

Hermiona siedząc na podłodze w sypialni Severusa z trudem łapała oddech. Obrazy, które widziała w myślodsiewni wciąż przewijały się w jej głowie. Była zbyt zszokowana, by płakać czy się denerwować. Nie spodziewała się tego, co zobaczyła.

Kiedy wszystko sobie przypomnisz, zrozumiesz. I możesz być pewna, że nie będziesz chciała mnie znać.

Powtórzyła sobie słowa Severusa, które powiedział po ich pocałunku. Nie wierzyła w to wtedy, a teraz, kiedy wiedziała o co mu chodziło, również nie przyjmowała tego do wiadomości. Jak mogła go nienawidzić? Skoro nawet utrata pamięci nie wymazała jego imienia z jej umysłu… Kochała go. On też ją kochał. Więc dlaczego to powiedział? Bał się.

Hermiona przypomniała sobie obrazy z myślodsiewni. W ich pocałunku wyczuwała pasję i namiętność, silne uczucia, których nie zatarł czas. Kolejnym wspomnieniem była jej opieka nad rannym mężczyzną.

Severus leżał na szpitalnym łóżku. Był dużo bledszy niż zwykle, co w jego przypadku mogło wydawać się niewykonalne. Obok siedziała jej młodsza wersja. Hermiona stojąc z boku i obserwując scenę zauważyła, że nikogo innego nie ma w skrzydle szpitalnym. Wzdrygnęła się na odgłos wydany przez otwierane drzwi. Po chwili do łóżka Severusa podszedł Dumbledore.

- Może odpoczniesz, Hermiono – zwrócił się do dziewczyny trwające przy łóżku Mistrza Eliksirów. – Ja z nim zostanę.

- Jeszcze mi tego brakowało – wycharczał Severus, spoglądając krzywo na Albusa.

Gryfonka pokręciła przecząco głową. – Nie ma takiej potrzeby.

Albus westchnął i spojrzał na swojego przyjaciela.

- To już miesiąc, jak leżysz tutaj – powiedział Dumbledore, a Hermiona zauważyła, że w oczach Jej-ze-wspomnienia pojawiły się łzy. To chyba znaczy, że było z nim naprawdę źle, pomyślała.

- Tylko dlatego, że nie pozwalacie mi wrócić do swoich kwater! – Można było wyczuć złość w powietrzu.

- Pani Pomfrey mówiła, że coś takiego może mieć miejsce. Przyjąłeś na siebie bardzo dużą liczbę czarno-magicznych zaklęć – powiedziała Hermiona, spoglądając na Severusa. – To cud, że się obudziłeś…

Wspomnienie zmieniło się.

Severus leżał na łóżku w sypialni, czytając jakąś książkę, kiedy rozległo się pukanie. Po chwili drzwi się otworzyły i Hermiona nie zdziwiła się widząc siebie z naręczem eliksirów, które z całą pewnością były przeznaczone dla mężczyzny.

- Przyniosłam lekarstwa.

- Widzę – odparł czarodziej. – Postaw je na szafce i możesz odejść.

Dziewczyna spięła się na ten ewidentny rozkaz, odstawiając z impetem fiolki. – Czemu mnie tak traktujesz? Myślałam…

- Co takiego? Że zaraz po wyjściu ze skrzydła szpitalnego rzucę ci się w ramiona? Zapomniałaś kim jestem? Cholernym sukinsynem…

- Nie mów tak! – przerwała mu Hermiona. – Nie mów tak o sobie, proszę. Nie traktuj siebie jak śmiecia, bo to mnie boli. Obrażając siebie krzywdzisz ludzi, którym na tobie zależy… Ja… - Hermiona powoli podeszła do łóżka.

- Czego chcesz? – zapytał Severus spokojniejszym tonem. – Czego oczekujesz?

- Byś pozwolił mi być przy tobie. O nic więcej nie proszę. Już nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, nie potrafię…

- W takim razie jesteś głupia.

- Być może. – Wzruszyła ramionami. – Ale oddałabym wszystko, by znaleźć się w twoich ramionach i znów poczuć dotyk twoich ust na moim ciele. Niewiele wiem o uczuciach, ale nigdy wcześniej nie czułam do nikogo tego, co czuję do ciebie, Severusie.

Mężczyzna spojrzał na nią tak, jakby pierwszy raz w życiu ją widział. Chwilę później wyciągnął rękę w stronę stojącej dziewczyny, która uśmiechnęła się do niego i bez zastanowienia podała mu swoją dłoń.

Ale te ostatnie wspomnienie…

Teraźniejsza Hermiona stała przy kominku obserwując siebie siedzącą na fotelu obok i czytającą książkę. Zaraz potem wszedł Severus, jego mina wyrażała determinację. Coś postanowił i zamierzał to zrobić. Usiadł w fotelu stojącym naprzeciwko tego zajmowanego przez dziewczynę.

- Najwyższy czas zakończyć tę farsę – powiedział nawet nie spoglądając w jej stronę.

- Co masz na myśli?

- Wojna się skończyła, nie potrzebujemy już siebie nawzajem. Każde może pójść w swoją stronę – odparł nadal nie obdarzając Hermiony spojrzeniem. – Byłaś całkiem przyjemnym umilaczem czasu, ale… To koniec. Twoje kufry zostały już spakowane.

- O czym tym mówisz? Severus… Spójrz na mnie! – Hermiona nie wierzyła w to co słyszy. Książka wypadła jej z rąk.

- Wszystko już powiedziałem i nie mam nic więcej do dodania. Oczekuję, że jeszcze dziś opuścisz moje kwatery.

Wspomnienie się rozmyło, by po chwili znów nabrać ostrości. Jednak teraz w salonie był tylko Severus.

Siedział tak jak przedtem w fotelu, ściskając w dłoni szklaneczkę z Ognistą Whisky. Blask płomieni z kominka tańczył na jego twarzy, która nie wyrażała żadnych uczuć.

- Tak będzie lepiej, Hermiono – szepnął mężczyzna. – Znajdziesz sobie kogoś młodszego, a ja zapomnę. Zapomnę i nie będę cierpiał…

Hermiona wyczuwała smutek i gorycz emanującą od Severusa. Siedząc samotnie wydawał się taki bezbronny, jakby nie był sobą.

Fala różnych uczuć zalała Hermionę kiedy wydostała się z myślodsiewni. Złość mieszała się ze zrozumieniem, miłość z tęsknotą, radość ze smutkiem. Leżąc na podłodze w sypialni Severusa oddychała ciężko próbując dojść do siebie. Dopiero po chwili uspokoiła się na tyle, by usiąść i przemyśleć wszystko na spokojnie.

Jednego była pewna - nie chciała jeszcze raz zniknąć z życia Severusa.

.::.

- Spotkanie z Weasley nie powinno wywrzeć na tobie takiego wrażenia. Pamiętaj, że nie zmienisz przeszłości – powiedział Severus zbierając się do wyjścia.

- A ty?

- Ja?

- Chciałbyś zmienić przeszłość? Masz do tego doskonałą okazję…

- Wystarczy! – Snape spojrzał karcąco na Draco. – Dobrze wiem, że nie cofnę czasu, by naprawić to co zrobiłem. I nie chcę. To już się stało. I jest to wyłącznie moja wina, ponoszę konsekwencję swojego czynu.

- Ale przecież możesz to naprawić. Masz przy sobie Granger, która…

- Ona nie pamięta co się stało. Nie będę jej mamił fałszem, mam jeszcze odrobinę godności. Nie będę obiecywał czegoś, co wyda się obłudą kiedy tylko Hermiona odzyska pamięć.

- Nie musi odzyskiwać wspomnień, zawsze coś może się nie udać – rzekł Malfoy, a Severus zacisnął dłonie w pięści. Ojcem Draco był Lucjusz, ale Mistrz Eliksirów żywił nadzieję, że jego chrześniak nie będzie tak podobny do starego Malfoya.

- Spodziewałem się po tobie czegoś więcej – odparł chłodno Snape i wstał od stolika. Szybko wyszedł z gospody kierując się w stronę Hogwartu. Słyszał kroki Draco za sobą, ale nie zatrzymał się .

- Severusie! – Młody Malfoy w końcu dogonił czarnowłosego mężczyznę. – Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować.

- Nie chodzi o mnie, ale o twój sposób myślenia – odparł.

- Wiem! Ale to dość trudne kiedy było się wychowywanym jak książę i najprostsze rozwiązania były najlepszymi. Nie muszę chyba dodawać, że uczciwość nie była ważnym kryterium.

Mężczyzna nic nie odpowiedział. Patrzył tylko na chrześniaka, którego hardy wyraz twarzy świadczył o tym, że nie odejdzie dopóki Severus nie odpowie. Ale Mistrz Eliksirów nie był pewny co powiedzieć. Znał metody wychowawcze Lucjusza i Narcyzy a wpajane od najmłodszych lat były trudne do wykorzenienia. Ale przecież wojna, złamane serce, odrzucenie… to pozostawia ślad.

- To nie znaczy, że masz kierować się tą zasadą przez całe życie, Draco – powiedział w końcu czarnowłosy czarodziej. – Lepiej wracaj do domu i zastanów się nad sobą.

- Przepraszam – powtórzył Malfoy i pożegnawszy się z ojcem chrzestnym aportował się.

.::.

Hermiona spacerowała po błoniach rozmyślając o myślodsiewni Severusa. Zaglądając w jego wspomnienia nie postąpiła uczciwie, ale czy inaczej kiedykolwiek dowiedziałaby się tego wszystkiego? Teraz już wiedziała co między nimi zaszło i mogła się do tego odnieść z dystansem. Była w doskonałym położeniu, Severus nie musi na razie wiedzieć o jej drobnym przestępstwie. Dzięki temu lepiej go pozna, porozmawia z nim o ich dalszej współpracy i zobaczy jak będzie się zachowywał. Czy znów będzie na dystans? Chciała, by przestał się kontrolować, by pokazał swoje uczucia. Może on nadal ją kocha? Ale czy ona kocha jego? Czuje szacunek, podziw, Severus był kimś ważnym i teraz też tak jest. Myślodsiewnia nie zmieniła jej uczuć względem Mistrza Eliksirów. Na pewno nie sprawiła, że zaczęła myśleć o nim źle. Wręcz przeciwnie, teraz wydał jej się normalnym człowiekiem, uczuciowym, z rozterkami i co ważniejsze - potrafiącym kochać. Już ona się postara, by nie zapomniał o tym.

- Hermiono – kobieta podskoczyła na dźwięk swojego imienia. Odwróciła się, by spojrzeć na Minerwę. – Przestraszyłam cię?

- Nie, po prostu się zamyśliłam – odparła czarownica i ruszyła dalej, tym razem z wicedyrektorką u boku.

- Zobaczyłam cię przez okno w gabinecie i postanowiłam do ciebie dołączyć, oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko temu.

- Skądże, przyda mi się towarzystwo.

- Cieszę się. A jak tam praca z Severusem? Dzisiaj odpoczywacie? – zapytała McGonagall.

- Można tak powiedzieć, Severus udał się na Pokątną po brakujące składniki. Zapasy się trochę uszczupliły i nie chcieliśmy ryzykować brakiem któregoś z nich, kiedy będziemy kończyć eliksir – wyjaśniła Hermiona.

- To znaczy, że jesteście już blisko wynalezienia antidotum, tak? – Starsza czarownica wydawała się zadowolona z tego co usłyszała.

- Na pewno jesteśmy bliżej niż dalej. – Gryfonka odwzajemniła uśmiech. – Być może już niedługo odzyskam pamięć. – A przynajmniej jej brakującą część, dodała w myślach.

- To cudownie. Severus zawsze staje na wysokości zadania, nie spocznie aż nie wynajdzie tego eliksiru.

- Też tak myślę – odparła młoda kobieta. – Chyba wrócił. – Hermiona wskazała na czarną sylwetkę przechodzącą przez bramę. Jednak ruchy mężczyzny nie były płynne a po kilku krokach osunął się na ziemię. – Severus!

Gryfonka pobiegła przed siebie zostawiając w tyle Minerwę, która natychmiast wysłała patronusa do Dumbledore'a. Chwilę potem dołączyła do Hermiony klęczącej przy czarnowłosym mężczyźnie.

- Severusie, słyszysz mnie? – Hermiona położyła głowę mężczyzny na swoich kolanach i rzuciła zaklęcie diagnozujące.

- Yaxley... – wycharczał Mistrz Eliksirów próbując złapać oddech. – I Lastrange… Hogsmeade…

- Ciii… już wszystko w porządku – szeptała młoda kobieta. Zaklęcie powróciło wykazując obecność zaklęcia tnącego i Cruciatusa. – Musimy zabrać go do zamku – zakomenderowała i lewitując Severusa podążyła do Hogwartu.

Albus czekał na nich w komnatach Snape'a. Hermiona natychmiast zabrała się za leczenie widocznych ran ciętych. Nie budziła mężczyzny, który stracił przytomność jakiś czas temu. Nie chciała sprawiać mu bólu. Szepcząc inkantacje zaklęć leczniczych nie zwracała uwagi na Albusa i Mnerwę, którzy stali z boku i obserwowali w milczeniu. Chwilę potem wyszli, by zająć się Śmierciożercami, którzy napadli na Severusa. Wtedy Hermiona, za pomocą magii, usunęła poplamione krwią ubrania i zaczęła leczyć rozcięcia umiejscowione na klatce piersiowej mężczyzny.

Godzinę później rany były już zaleczone, Severus spał a Hermiona siedziała obok niego na krześle. Dumbledore wsunął się bezszelestnie do pokoju.

- Jak on się czuje? – zapytał.

- Dałam mu eliksir na Cruciatusa i zasklepiłam rany, nadal jednak nie odzyskał przytomności. Musimy poczekać aż się obudzi, ale będzie dobrze. Mam nadzieję… - odparła siląc się na lekki uśmiech.

- Historia lubi się powtarzać – rzekł Albus, a dziewczyna natychmiast skojarzyła do czego nawiązywał starszy czarodziej. Nie dała jednak tego po sobie poznać.

- A co z Śmierciożercami? Uciekli?

- Severus nie dopuścił do tego – powiedział, posyłając Hermionie znaczące spojrzenie. - Kiedy dotarłem z Minerwą na miejsce, mężczyźni leżeli związani i nieprzytomni. Najprawdopodobniej dostali paroma paskudnymi zaklęciami od Severusa. Nie dziwię mu się, działał w obronie własnej. Na szczęście zdołał dotrzeć do bram Hogwartu, gdzie go zauważyłaś. Gdyby nie to… wolę nie myśleć, co by się stało.

Hermiona też nie chciała się teraz nad tym zastanawiać. Najważniejsze, że był już bezpieczny, że był z nią.

- Zostawiam cię z nim. Mniemam, że dobrze się nim zaopiekujesz – powiedział Dumbledore i wyszedł. Dziewczyna wstała z krzesła i usiadła na krawędzi łóżka. Ujęła bladą dłoń mężczyzny w swoje dłonie.

- Wszystko będzie dobrze – wyszeptała.