Po pełnej napięcia godzinie historii magii z Carterem, którego znienawidziłam, nadeszła pora na mugoloznastwo. Okazało się, że zostało odwołane, bo Meadows jeszcze kurowała się w Skrzydle Szpitalnym. Samantha poszła ze Scorpiusem na opiekę nad magicznymi stworzeniami, a ja i Liliana postanowiłyśmy wykorzystać okienko na odrobienie pracy domowej zadanej przez Cartera. Napisanie wypracowania na temat przyczyn i skutków Krwawych Bitew było bardzo czasochłonnym zajęciem. Zwłaszcza, że Carter nie zadowoliłby się byle paplaniną. Każdy wniosek musiał zostać poparty odpowiednimi dowodami. Po godzinie pisania, byłam dopiero w połowie.
- Dobra - odezwała się Liliana, zatrzaskując podręcznik. - Skończy się wieczorem. Teraz idziemy na obiad, a później podwójne eliksiry i finisz.
- Może dla ciebie - mruknęłam. - Ja mam jeszcze dwie godziny zaklęć i dwie transmutacje.
- Jakoś sobie poradzisz - Lil uśmiechnęła się pocieszająco i już miała podnieść się z kanapy, gdy chwyciłam ją za ramię.
- Czekaj - powiedziałam, przypominając sobie o czymś. - Nie wiem, czy przeżyję podwójne eliksiry ze Snape 'm.
- Jak to?
- Bo widzisz - zagryzłam dolną wargę, zastanawiając się, jak jej to wytłumaczyć i nie wyjść na idiotkę. - Mam taką dziwną przypadłość... To może się wydawać głupie, ale...
- Wyduś to z siebie, kobieto - Lil przewróciła oczami.
- Mdleję na dźwięk głosu Snape 'a - powiedziałam jednym tchem.
Liliana kilka razy otwierała i zamykała usta, aż w końcu stwierdziła:
- To fatalnie.
- Wiem - mruknęłam. - Mam więc do ciebie prośbę...
- Od razu ci mówię, że w pojedynkę go nie zabiję. Trzeba będzie zastawić zasadzkę z Sam, Riley 'em i Scorpiusem. Otoczymy go, a wtedy zostanie już tylko upozorowanie samobójstwa.
- Nie ma mowy - pokręciłam głową.
- A co? Masz lepszy pomysł? Możemy go utopić w kociołku i upozorować wypadek przy pracy albo...
- Nie zabijamy Snape 'a - powiedziałam stanowczo, a Liliana zmarkotniała. - Chcę tylko, żebyś przywracała mnie do przytomności, kiedy zauważysz, że odlatuję.
- Dobra. Będę cię kopać w kostkę.
- Może być - westchnęłam, przeczuwając, że czekają mnie dwie godziny bólu.
- Tak właściwie, to dlaczego ty... No wiesz... tak reagujesz na jego głos? - zapytała Lil, gdy szłyśmy do Wielkiej Sali na obiad.
Wzruszyłam ramionami.
- Jest po prostu hipnotyzujący i głęboki.
- Ale jakoś nikt inny nie mdleje na jego dźwięk - Lil uśmiechnęła się znacząco.
- Bo ja jestem wyjątkowa - wyszczerzyłam się do niej.
* * *
- Podwójne eliksiry z Gryfonami. Czy może być kurwa gorzej? - jęknęła Samantha, gdy stanęliśmy pod klasą do eliksirów.
- Wystawiłaś mnie maleńka - Weasley niebezpiecznie przybliżył się do Liliany.
- Byłam tam, gdzie się umówiliśmy - odpowiedziała Lil wyzywająco. - Dałam ci szansę. To ty się wycofałeś zanim zabawa zdążyła się rozkręcić.
- Carter mnie wygonił.
- Mogłeś zostać.
- Chciałaś to robić na oczach nauczyciela? - Ronowi szczęka opadła.
- Jestem ryzykantką. Lubię na ostro - Liliana oblizała wargi.
- Co to za cyrk? - szepnęłam do Sam.
- Lil uwielbia bawić się chłopakami. Patrz na jego minę. Nie przetrwa dwóch godzin eliksirów bez ciągłego zezowania w jej stronę.
- On się zaraz na nią rzuci - syknęłam i nie myliłam się, Weasley złapał Lilianę za tyłek.
Sam wkroczyła do akcji. Odepchnęła Rona od Liliany i warknęła:
- Co ty sobie kurwa myślisz? Łapy precz od mojej przyjaciółki, ty jebana kupo łajna.
- Nie gadałem teraz z tobą, podrzędna dziwko.
- No to już gadasz. Jak mnie zwiesz? Podrzędną dziwką? Jestem córką twojej siostry, ty pieprzony palancie.
- Ginny już nie jest moją siostrą.
- Też przestałabym się przyznawać do takiego brata jak ty, Ron.
- To nie mnie ojciec wydziedziczył, tylko moją kochaną siostrzyczkę.
- Dziwne, bo powinien wydziedziczyć ciebie. Jesteś jebanie bezwartościową kupą łajna, zainfekowanym ludzkim chłamem. Kiedy Dumbledore cię w końcu wyrzuci z tej szkoły, będziesz kurwa zbierał puszki na King's Cross.
- Odezwała się ćpunka, córka kurwy, siostra geja...
- Masz coś do mojego brata? Założę się, że sam sypiasz z Potterem, bo u was w Gryffindorze macie same jebane dziewice.
Weasley już miał jej coś odpyskować, gdy drzwi do klasy się otworzyły, a ze środka wyszedł Snape. Zmierzył Rona i Sam chłodnym wzrokiem , po czym wysyczał:
- Jakiś problem, panie Weasley?
Ten jego seksowny głos... myślałam tylko o tym, żeby nie zemdleć.
- Nie - burknął Ron, wciąż spoglądając na Samanthę nienawistnym wzrokiem.
- Więc wszyscy do środka.
Zajęłam miejsce obok Sam, Scorpiusa i Liliany, w samym kącie sali.
- Dziś uwarzycie eliksir koloru. Przedmiot, polany tym eliksirem... - w tym momencie świat zawirował, a ja prawie ześlizgnęłam się z krzesła.
Nagle poczułam piekący ból lewej kostki i świat znów nabrał ostrości w moich oczach.
- Barwa, jaką przyjmie przedmiot zależy od jednego składnika, zwanego odczynnikiem. Spis wszystkich odczynników znajdziecie na stronie dwudziestej siódmej. Radzę już zabierać się do roboty...
Znowu oberwałam w kostkę i tym razem z ust wyrwał mi się okrzyk bólu. Oczy Snape 'a natychmiast zwróciły się w moją stronę. Jego piękne, czarne oczy patrzyły prosto na mnie z lodowatą obojętnością.
- Coś nie tak, panno Riddle?
- Nie, panie profesorze - odpowiedziałam chłodno, po czym otworzyłam książkę w poszukiwaniu odpowiedniej strony.
Na szczęście Snape więcej już się nie odzywał. Od czasu do czasu tylko przechodził się po sali i krytykował pracę uczniów. Starałam się nie zwracać na to uwagi i robić swoje. Przygotowywanie eliksiru kompletnie mnie pochłonęło.
- Na jaki kolor będzie farbował twój eliksir? - zapytałam Sam, zastanawiając się, który odczynnik wybrać.
- Karmazyn. To taki seksowny kolor. Przefarbuję sobie sukienkę, bo...
- Nie czas na pogaduszki - Snape nagle podszedł do kociołka Samanthy. - Źle kroisz te gąsienice. Nic ci z tego nie wyjdzie.
Zaszumiało mi w uszach i prawie upadłam. Liliana zdążyła mnie złapać. Szepnęła do mnie:
- Opanuj się i wracaj do roboty. Nie chcę oberwać przez te twoje omdlenia.
Snape nadal stał przy Samancie, przyglądając się jej pracy.
Wciąż nie wiedziałam, który odczynnik wybrać, aż nagle napotkałam spojrzenie nauczyciela i mnie olśniło. Różowa zemsta... Podeszłam do szafki z ingrediencjami i wyjęłam garść płatków różanych, po czym pędem wróciłam do swojego stanowiska. Z mściwą satysfakcją obserwowałam, jak eliksir z ciemnoszarego zmienia barwę na jasny róż. Teraz wystarczyło czekać na okazję, by to wykorzystać przeciwko Severusowi.
- Dodałaś za dużo smoczej krwi! - warknął Snape do Samanthy. - Podgrzej kociołek.
Po minie Sam poznałam, że puszczają jej nerwy. Powoli przygotowywałam się na prawdziwy wybuch szału.
- Źle trzymasz sztylet. Nic nie wyciśniesz z tego strąka. Dlaczego ignorujesz moje uwagi?
Sam ze złością wbiła ostrze sztyletu w stół.
- Jak mam zrobić cokolwiek, kiedy pan cały jebany czas stoi nade mną i krytykuje? - Samantha lustrowała nauczyciela wściekłym spojrzeniem.
- Nie życzę sobie, żebyś...
- Gówno mnie to obchodzi! Jesteś kurewskim sukinsynem Snape! Jesteś jak McGonagall albo jak Carter. Wyładowujesz na uczniach swoją złość, bo nie masz kogo poruchać. Taka jest kurwa prawda. Jesteś chujowo żałosny z tą swoją poker face. Zastanawiałam się po kiego groma prawie na każdej lekcji sterczysz nade mną. Doszłam do jednego wniosku. Cholernie ci się podobają twoje młode uczennice. Staje ci jak patrzysz na moje cycki. Mam rację? - Sam poluzowała krawat i rozpięła górne guziki koszuli, a Snape odwrócił wzrok.
- Proszę natychmiast się ubrać, bo...
- Bo co kurwa? Odejmiesz punkty Ślizgonom? Swoim wychowankom? Dasz mi szlaban? Zgłosisz sprawę do dyrektora? Mam dość tego, jak mną i innymi uczniami pomiatasz. Brzydzę się tobą, ty chujowy profesorku. Jebany pedofilu!
- Masz szlaban. Dziś o dwudziestej widzę cię w moim gabinecie - Snape był naprawdę mocno wkurzony, co sprawiło, że jego głos brzmiał jeszcze seksowniej.
Jeszcze bardziej arogancko, jeszcze bardziej chamsko, jeszcze bardziej... Lil po raz kolejny kopnęła mnie w kostkę, a ja podskoczyłam zaskoczona, przy okazji potrącając swój kociołek, którego zawartość zawirowała niebezpiecznie i wystrzeliła różowym strumieniem prosto na Snape 'a.
