Autor: dracosoftie
Tytuł oryginału: Must Love Quidditch; link na profilu.
Beta: Morwena
Tłumaczenie za zgodą autorki.
xxxxx
Harry uśmiechnął się, biorąc pergamin, który George wepchnął mu w ręce.
- Doceniam to, Harry - powiedział rudowłosy czarodziej, uśmiechając się nieśmiało.
- Masz wreszcie przestać testować te rzeczy na sobie - skarcił go przyjaciel, uśmiechając się szeroko, gdy George zarumienił się tak bardzo, że ledwo dało się odróżnić jego twarz od włosów. - Muszę zapytać - powiedział, śmiejąc się na widok grymasu George'a. - Kto miał drugi?
George westchnął, szczelniej owijając się szatami. Odchrząknął, usiłując zachować trochę godności.
- Ee, Angelina - odpowiedział ze spuszczonym wzrokiem.
Harry uniósł brew z uznaniem, niepewny, jak im się to udało. Jeżeli jednak komukolwiek mogło się to powieść, to tylko George'owi.
- A modyfikacje?
George przygryzł wargę, krzywiąc się.
- Poszło trochę na opak. Zaklęcie uwrażliwiające było... to zbyt dużo - George powiedział, przesuwając się ostrożnie w kierunku kominka.
Harry próbował zdusić śmiech, współczując swojemu wyraźnie cierpiącemu przyjacielowi.
- Nie martw się tym - powiedział, potrząsając małą stertą pergaminu. - Ja się to załatwię. Wyślę ci sowę po spotkaniu. Powinieneś teraz iść do domu i odpoczywać.
George pokiwał głową, wchodząc do kominka w gabinecie Harry'ego i znikając z hukiem zielonych płomieni. Będąc sam, Harry pozwolił sobie na chichot, śmiejąc się szaleńczo na myśl o zmodyfikowanym pierścieniu erekcyjnym George'a, który spowodował, że jego członek twardniał przy najlżejszym dotyku, nawet po zdjęciu pierścienia. Wiedział, że biedny mężczyzna był w agonii, ale to wciąż było zabawne. No i George był w miarę pewien, że efekty zmaleją w ciągu kilku godzin. Naprawdę musi znaleźć inny sposób na testowanie tych rzeczy, pomyślał Harry z roztargnieniem, usadawiając się w fotelu, by przejrzeć papierkową robotę Magicznych Dowcipów Weasleyów, którą przyniósł ze sobą.
xxx
- Nie, ty zostajesz - powiedział Draco, pochylając się nad kominkiem, by odczytać wyraz twarzy Theo. Uzdrowiciel był zaniepokojony czymś, co nazywał żółtaczką i Ginny szalała. - Sam się zajmę spotkaniem. Powinniście zbadać Freddie.
- Doceniam to, Draco - powiedział Theo, przekręcając głowę, by wymamrotać coś do swojej żony.
Głowa Ginny dołączyła do Theo, jej twarz zmizerniała.
- Naprawdę, dziękuję - powiedziała, uśmiechając się lekko.
- Nie ma problemu - zapewnił ich Draco, siadając na piętach. Po prostu zróbcie, co musicie dla Freddie. Dacie mi znać, jeżeli będziecie czegoś potrzebować?
- Oczywiście - odpowiedział Theo, a Ginny zniknęła. Draco słyszał cienkie zawodzenie noworodka i domyślił się, że czas na karmienie. - To nic poważnego. Tylko ostrożność.
- Potem wyślę ci sowę i o wszystkim poinformuję - powiedział Draco, kiwając głową, zanim skończył rozmowę. Miał do przejrzenia trochę papierów, skoro sam miał je zaprezentować.
xxx
- Rozpoczynamy zebranie Komisji Podziału Stref Ulicy Pokątnej - monotonnie przemówiła czarownica o ściągniętej twarzy, waląc młotkiem w ciężkie, drewniane podwyższenie, za którym siedziała razem z czwórką innych.
Draco rozpoznał Wedgewicka i jeszcze dwójkę, jako że prowadził już wcześniej interesy z zarządem. Kobieta była nowa; słyszał, że została wybrana niedawno, zastępując mężczyznę, który się wyprowadził.
- Abraxas Wedgewick, prezes komisji, odczyta porządek obrad - kontynuowała, pruderyjnie składając dłonie na kolanach po odłożeniu młotka.
Draco ukrył grymas na widok wstającego tęgiego czarodzieja, wystrojonego w przesadnie wystawne szaty, bardziej pasujące do sali balowej niż do zebrania zarządu.
- Mamy dzisiaj kilka apelacji do poprzednich orzeczeń - powiedział pełnym zadowolenia głosem, szacując rząd zirytowanych czarownic i czarodziejów, którzy, zgodnie z przypuszczeniami Draco, byli wnioskodawcami. - Mamy również dwa podania od nowych przedsiębiorstw, które przedyskutujemy jako pierwsze.
Zebrany tłum jęknął, dlatego Draco pomyślał, że byli tu, żeby wspierać wnioskodawców. Dobrze,pomyślał, pozwalając sobie na pewny siebie uśmiech w odpowiedzi na spojrzenie Wedgewicka. Mam nadzieję, że nie będą mieli żadnych uwag w kwestii podziału stref. Był dobrze przygotowany do prezentacji wniosku o zmianę stref, która pozwoli ich magazynowi stać się klubem i o zezwolenie na alkohol, ale wolał nie wdawać się w dyskusję z lokalnymi mieszkańcami, którzy nie chcieli baru obok swoich domów.
- Czy obaj przedstawiciele są obecni? - zapytał Wedgewick, błysk w jego oku zaniepokoił Draco. Ta druga osoba również musi być wpływowa, by wywołać takie spojrzenie tego notorycznego intryganta.
- Draco Malfoy, reprezentujący Malfoy Industries - powiedział, wstając i kłaniając się lekko komisji.
Usłyszał, jak tłum nabiera powietrza i obrócił się lekko, by zobaczyć, co spowodowało to poruszenie.
- Harry Potter, reprezentujący Magiczne Dowcipy Weasleyów - powiedział ciemnowłosy czarodziej z tyłu pomieszczenia.
xxx
Chociaż bardzo chciał wyjść, Draco wiedział, że przerwanie spotkania byłoby niegrzeczne. Ukończył już swoją prezentację - i bez problemu dostał i zezwolenie na zmianę stref oraz koncesję na alkohol - a teraz słuchał, jak Potter kwestionuje jakąś ustawę o pokazywaniu animowanych reklam, która miała negatywny efekt na sklep z żartami.
Był zaintrygowany. Ten mężczyzna niczym nie przypominał Pottera, jakiego znał ze szkoły. Zachowywał się spokojnie i bezpośrednio, z łatwością prezentował informacje i odpowiadał na pytania w sposób sprawny i pewny siebie. Wydawał się dobrze znać na prawie, a jego obrona oznakowań, przeciwko którym komisja chciała wydać zakaz sądowy, była inteligentna.
Draco starał się utrzymać chłodny i odległy wyraz twarzy, kiedy oglądał przebieg wydarzeń, podziwiając sposób, w jaki włosy Pottera opadały miękko, lekko potarganymi falami. Były prawie takie same, jak w szkole, ale jakoś niesforne, czarne kosmyki wyglądały inaczej na smukłym, umięśnionym i atrakcyjnym mężczyźnie, jakim stał się Potter. Zniknęły niedopasowane ubrania, które pamiętał Draco, zastąpione starannie dopasowanymi szatami czarodziejów, które prawdopodobnie kosztowały więcej, niż większość ludzi zarabiała przez tydzień. Miejsce czarnych, masywnych okularów zajęły cienkie, druciane ramki, które podkreślały zdumiewająco zielone oczy i ładnie wyrzeźbioną, lekko opaloną twarz.
Zdecydowanie niebrzydki, rozmyślał Draco, obserwując Pottera, korzystając z okazji, by pożerać dawnego rywala wzrokiem. Wiedział, że dla tłumu wyglądał na uprzejmie zainteresowanego, odległego, lecz uważnego. W rzeczywistości nie słyszał większości pytań, którymi Wedgewick i jego kumple bombardowali Pottera, zamiast tego koncentrując się na wygięciu jego pełnych warg, kiedy się uśmiechał i jak uchylały się, odsłaniając proste, białe zęby, kiedy odpowiadał na pytania.
- ... nie mam innego wyjścia, jak tylko zgodzić się z panem Potterem - zawyrokował Wedgewick, jego przenikliwe oczy błyszczały niechętną zgodą i czymś jeszcze, jakby złowrogą kalkulacją, która zdecydowanie nie podobała się Draco.
Zebrał swoje papiery, upychając wszystko do torby, podczas gdy komisja głosowała, większość zgodziła się na zezwolenie Weasleyowi na jego logo. Draco wciąż nie wiedział, dlaczego Potter tu był - wiedział, że to przyjaciel rodziny, Ginny mówiła o nim jak o bracie, ale nie zdawał sobie sprawy, że mężczyzna był zaangażowany w interesy.
Miał nadzieję, że uda mu się szybko uciec, wykorzystując ogłoszoną przez Wedgewicka krótką przerwę pomiędzy starymi a nowymi pozycjami w porządku obrad, by się wyśliznąć. Jego plany spaliły na panewce, gdy usłyszał, jak irytujący mężczyzna wymawia jego imię, przywołując go do podwyższenia.
- Panie Wedgewick - powiedział Draco, kłaniając się oficjalnie niższemu mężczyźnie. Spojrzał na drugiego, który także został przywołany i powitał go, skinąwszy mu głową. - Potter.
- Znacie się, prawda? - zapiał czarodziej, przypominając Harry'emu o profesorze Slughornie. Nie umknął mu zaborczy błysk w jego oku, kiedy się do niego zwrócił - Wedgewick z pewnością był kolejnym kolekcjonerem. - Oczywiście, oczywiście. Pewnie widzicie się w klubie.
- W klubie? - zapytał Harry, a Draco prawie ugryzł się w język, by powstrzymać swoją ripostę. Potterowi się to nie spodoba - jemu też się nie podobało.
- Tak, Stowarzyszenie Divitiae(*). Pan Malfoy był na tyle miły, by udostępnić mi darmowe członkostwo. Z niecierpliwością go oczekuję - wyjaśnił Wedgewick, uśmiechając się drapieżnie na myśl, że w końcu dostał wstęp do wewnętrznego azylu czarodziejskiej elity.
- Ach - powiedział Harry z lekką dezaprobatą. - Tak, znam je. Nie jestem członkiem, niestety, ale pan z pewnością będzie się dobrze bawił, panie Wedgewick.
Po tych słowach uderzyło Draco konsternujące poczucie winy. Było mu wstyd, że zachował członkostwo w stowarzyszeniu, którym mężczyzna wyraźnie pogardzał. Co było absurdalne, jak myślał, w końcu sam nigdy nie chodził do klubu, nie lubiąc go równie mocno jak Potter. Wedgewick ględził o klubie, zdając się być nieświadomym spiętego wyrazu twarzy ciemnowłosego czarodzieja.
- Przepraszam, panie Wedgewick, ale naprawdę muszę już iść - przerwał mu Harry, wyciągając do mężczyzny rękę, którą ten zmuszony był przyjąć. Harry potrząsnął nią krótko, szybko wyswobadzając się z wilgotnego uścisku.
Był zaskoczony, gdy Draco podał mu swoją wypielęgnowaną dłoń, obejmując ciepłymi palcami jego własne i rozwiewając przeciągające się obrzydzenie po oślizłej kończynie Wedgewicka. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, gdy silna ręka ścisnęła jego własną, potrząsnął nią bezwiednie, zauważając równie zszokowane spojrzenie Draco.
Draco nie umiał tego wyjaśnić, ale coś nieuchwytnego przeszło między nim a Potterem. Zarumienił się lekko, gdy zauważył, że wciąż trzyma jego dłoń, zdając sobie sprawę, że dotykali się dłużej, niż było społecznie przyjęte przy zwykłym pożegnaniu. Zabrał rękę, zwalczając pragnienie, by gapić się na nią głupio, kiedy znikło ciepło Pottera.
- Potter - powiedział lekko, tonem głosu maskując walące serce. To jest absurdalne, pomyślał, mrugając, gdy zobaczył jak Harry zadrżał lekko. Naprawdę tak silnie zareagowałem na zwykły uścisk dłoni? Z Potterem, ze wszystkich ludzi?
Harry zacisnął dłoń w pięść - to jedyny sposób na powstrzymanie drżenia, które z pewnością było widoczne. Gdy blondyn wypowiedział jego nazwisko, poczuł - cóż, nie wiedział, co poczuł, ale z pewnością nie było to nic stosownego do miejsca ani do rozmówcy. Czy naprawdę praktycznie zajęczałem, bo Malfoy potrząsnął moją dłonią i wymówił moje nazwisko?
- Ma pan rację, oczywiście - Wedgewick powiedział, wciąż nieświadom napięcia seksualnego między dwoma mężczyznami. - Musimy kontynuować z wnioskami. Miło mi było pana poznać, panie Potter i ponownie się z panem zobaczyć, panie Malfoy. Mam nadzieję, że przynajmniej pan dołączy do mnie w klubie?
Ciepło, które Draco zobaczył w zielonych oczach, zniknęło po tych słowach. Przełknął ciężko, zdziwiony głębią swojego rozczarowania na widok ponownie obojętnej twarzy Pottera.
- Ee, nie, panie Wedgewick - odpowiedział Draco, wciąż patrząc na Harry'ego. - Niestety już nie chodzę do klubu.
Harry zrelaksował się lekko, a Draco prawie się uśmiechnął.
- Oczywiście, oczywiście - wymamrotał Wedgewick, serdecznie klepiąc ich obu po plecach. - Zapomniałem, że zarząd od kilku lat zaczął wpuszczać tam czarodziejów pół krwi. To wciąż dobre miejsce, ale to już nie to, co kiedyś. Doskonale rozumiem.
Harry'emu opadła szczęka po tym zdaniu, a jego oczy zabłysły gniewem, gdy Draco wyciągnął rękę, łapiąc go za ramię.
- Potter, to nie tak - powiedział, głosem tak niskim, że nie niósł się, gdy wychodzili z pokoju.
- Z pewnością - odpowiedział Harry zimno. - Miło było cię widzieć, Malfoy. Trzymaj się.
Draco przygryzł wargę, nie wiedząc, dlaczego był tak zdenerwowany, że Harry deportował się, zanim mógł mu to wyjaśnić. W końcu kim był dla niego Potter?
xxx
Do: IntrospektywnyIntelektualista[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Od: MusiKochaćQuidditch[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Poniedziałek, 30 czerwca 2008, 22:42
Re: Rozprosz mnie
Sly,
miałem okropny dzień i potrzebuję oderwania. Masz czas?
Gryffin
xxx
Do: MusiKochaćQuidditch[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Od: IntrospektywnyIntelektualista[at]MagiczneRandkiOnline .uk
Poniedziałek, 30 czerwca 2008, 22:48
Re: Masturbacja?
Przykro mi, że jesteś nieszczęśliwy. Wzajemna masturbacja? Dzielenie się fantazjami? Dyskutowanie o zadłużeniu państwa? Na co masz ochotę? Jeśli chcesz, mogę być na czacie za kilka minut. Wymyśliłem jak dostać się bezpośrednio do pokoju prywatnego. Daj mi chwilę, by wszystko ustawić, potem wyślę Ci link.
Sly
xxx
MusiKochaćQuidditch wszedł do pokoju.
MusiKochaćQuidditch: Cudowny
IntrospektywnyIntelektualista: Prywatny pokój, do którego się od razu logujemy, czy ja, za sugestię?
MusiKochaćQuidditch: I to, i to
IntrospektywnyIntelektualista: Mogę Cię zasypać tymi tandetnymi zdaniami na podryw, które tak lubisz, jeżeli to Ci poprawi humor.
IntrospektywnyIntelektualista: Hmm. O, mam niezłe.
IntrospektywnyIntelektualista: Czy rzuciłeś właśnie Wingardium Leviosa, czy tak się cieszę, że Cię widzę?
MusiKochaćQuidditch: Dobijasz mnie, Sly.
IntrospektywnyIntelektualista: Muszę mieć krew jasnowidzów, bo właśnie miałem wizję samego siebie, wychodzącego jutro nago z Twojego łóżka.
MusiKochaćQuidditch: Nie mogę uwierzyć, że są coraz gorsze... Jak to w ogóle możliwe?
IntrospektywnyIntelektualista: Masz w sobie krew magicznych stworzeń? Nie? A chcesz trochę?
MusiKochaćQuidditch: No dobra, przestań. To było obrzydliwe.
IntrospektywnyIntelektualista: Ktoś użył tego na mnie w zeszłym roku. Był po części wilą.
MusiKochaćQuidditch: Jeżeli był po części wilą, po co mu w ogóle zdanie na podryw?
IntrospektywnyIntelektualista: Nie jestem pewny. Może nie odziedziczył tych dobrych części?
IntrospektywnyIntelektualista: W każdym razie, poprawiłem Ci humor?
MusiKochaćQuidditch: Tak. Spektakularna robota.
IntrospektywnyIntelektualista: Chciałeś tylko porozmawiać, czy może...
MusiKochaćQuidditch: Nie mów, że się wstydzisz, Sly. Nie uwierzyłbym w to.
IntrospektywnyIntelektualista: Chciałem być delikatny.
MusiKochaćQuidditch: Masturbować się
IntrospektywnyIntelektualista: Onanizować
MusiKochaćQuidditch: Trzepać sobie
IntrospektywnyIntelektualista: Autoerotyzm
MusiKochaćQuidditch: Polerować swoją miotłę
IntrospektywnyIntelektualista: Zaczarować węża
MusiKochaćQuidditch: Wyczarować swojego Patronusa
IntrospektywnyIntelektualista: Kłaniam się mistrzowi. Tego nigdy wcześniej nie słyszałem.
MusiKochaćQuidditch: Ale pasuje, prawda? Mam jeszcze mnóstwo innych.
MusiKochaćQuidditch: Mógłbym tak przez kilka godzin.
IntrospektywnyIntelektualista: Wcale na to nie wyglądało kilka dni temu.
MusiKochaćQuidditch: Auć.
IntrospektywnyIntelektualista: Zraniony?
MusiKochaćQuidditch: Wydaje mi się, że wyzwanie zostało rzucone.
MusiKochaćQuidditch: Muszę bronić swojego honoru.
IntrospektywnyIntelektualista: Masz już to na sobie?
MusiKochaćQuidditch: A jak myślisz?
IntrospektywnyIntelektualista: Rzucamy zaklęcie na trzy?
MusiKochaćQuidditch: Jeden, dwa...
xxx
Harry jęknął, cienka warstewka potu pokrywała jego biceps, napinający się, gdy mocniej ścisnął swojego członka. Przygryzł wargę, dysząc ciężko i koncentrując się na utrzymaniu pewnego rytmu, pieszcząc i ściskając penisa.
Nie pozwoli Sly'owi wygrać. Nie miał zamiaru się poddać, nieważne, jak bardzo chciał dojść. Złapał go skurcz w ręce, bolącej od gorączkowego tempa pociągnięć. To trwało już prawie dwadzieścia minut, przynajmniej o dziesięć dłużej, niż ostatnim razem, może więcej.
Zmienił rękę, rozprostowując przykurczone palce, kreśląc kółka na główce swoim drugim kciukiem, pozwalając mu ślizgać się przez płyn, który się tam zebrał. Kropelka potu spadła na skórzaną sofę, na której leżał, odepchnął swoją wilgotną grzywkę, zirytowany. Nie pozwoli Sly'owi wygrać.
xxx
Zęby Draco były zaciśnięte tak mocno, że bolała go szczęka - mile widziane odciągnięcie uwagi od ognia palącego jego podbrzusze. Chciał dojść tak bardzo, że prawie skomlał, ale nie miał zamiaru poddać się tak łatwo. Za pierwszym razem to on dał Gryffinowi znak, by przestać i nie zamierzał znowu być tym, który to zrobi.
Na Merlina, pomyślał, przeklinając się za zrobienie z tego rywalizacji, kiedy poczuł, że uścisk Gryffina się zmienia. Teraz nieznana powierzchnia jego drugiej dłoni muskała rozpaloną skórę. Ścięgna pokazały się na jego nadgarstku, gdy pieścił swojego jaskrawoczerwonego członka, język bolał od przygryzania go zębami, by powstrzymać jęki. Nie przegra tym razem. Nie złamie się pierwszy.
xxx
Cholera jasna, Harry pomyślał, jego jądra ściągnęły się nieprzyjemnie, gdy jego ciało dążyło do wyzwolenia, którego nie mogło osiągnąć przez uciążliwy pierścień. Nie mógł tego już dłużej znieść. Oparł się ciężko, jego nagie, spocone plecy przykleiły się do skórzanej sofy. Rozluźnił uchwyt na swoim członku, wyciągając rękę na dół do swoich jąder i popieścił je delikatnie, zanim ścisnął je lekko, ustępując.
xxx
Och, dzięki Merlinowi, pomyślał Draco, jęcząc z ulgą, gdy poczuł delikatne pociągnięcie. Nie tracił czasu na powtórzenie tego ruchu, drżącymi dłońmi uwalniając się od pierścienia. Zdawało mu się, że to trwało wieczność, a jego ciało było tak wdzięczne za pozwolenie na spełnienie, że nawet nie musiał się dotknąć i doszedł, wykrztuszając potok słów bez znaczenia i przekleństw, nasienie rozpryskiwało się na jego ręku i brzuchu. Zalały go fale przyjemności, kompletnie pozbawiając sił, z trudem łapał powietrze, gdy się w końcu skończyły.
- Punkty dla mnie - sapnął, uśmiechając się szeroko i podniósł się, powracając do komputera.
xxx
Głowa Harry'ego opadła do tyłu, całe jego ciało trzęsło się od siły orgazmu. Prawie przegryzł sobie wargę, zanim zdał sobie sprawę, że może krzyczeć. Pozwolił sobie krzyknąć głośno, kiedy jego członek pulsował, wytryskując strugi nasienia na oparcie sofy. Zadrżał, gdy zalała go kolejna fala rozkoszy, jego mięśnie drgały od mocy niespodziewanego wstrząsu.
No cóż, pomyślał, uśmiechając się ciepło, mimo że to on ustąpił. W końcu miał niesamowity orgazm i pomógł Sly'owi również go osiągnąć. Przeciągnął się leniwie, rozkoszując się lekkim pieczeniem mięśni, nadwyrężonych ciężką pracą. Przepełniało go zadowolenie, że dłoń Sly'a była tak znajoma, kiedy dotknęła jego członka. Z pewnością mógł się do tego przyzwyczaić, ale był też zaskoczony, bo wcześniej robili to tylko raz.
Zmusił się do wstania z kanapy, krzywiąc się, gdy jego wilgotne plecy przykleiły się do chłodnego materiału. To jednak nie zmniejszyło jego uśmiechu ani nowo zdobytego dobrego nastroju. Niezły koniec tak okropnego dnia, stwierdził.
xxx
IntrospektywnyIntelektualista: Wszyscy pokłońcie się nowemu mistrzowi.
MusiKochaćQuidditch: Palant(*)
IntrospektywnyIntelektualista: Dokładnie
IntrospektywnyIntelektualista: Chcesz mi powiedzieć, dlaczego miałeś taki kiepski dzień?
MusiKochaćQuidditch: Poważnie? Ledwo się trzymam na nogach. Ostatnio nie sypiam dobrze, a Ty mnie prawie zabiłeś.
IntrospektywnyIntelektualista: Och, ale jesteś słodki.
MusiKochaćQuidditch: To prawda. Prawie umarłem. Na moim nagrobku byłoby napisane: "Tu spoczywa Gryffin, ofiara spektakularnego orgazmu"
IntrospektywnyIntelektualista: Na pewno mówisz to wszystkim facetom.
MusiKochaćQuidditch: Nie, nie mówię. Wszystko jest bardziej... intensywne... z Tobą. Nie wiem, czy chodzi o tajemnicę, czy Twoje umiejętności masturbacyjne, ale to prawda.
MusiKochaćQuidditch: Jesteś?
IntrospektywnyIntelektualista: Tak, sorry. Tak tylko myślę. Od jakiegoś czasu niczym się tak nie cieszyłem, nawet seksem.
MusiKochaćQuidditch: Idę powoli do łóżka. Pogadamy jutro?
IntrospektywnyIntelektualista: Jasne. Mogę być dosyć późno, mam umówioną kolację.
MusiKochaćQuidditch: Mój konkurent?
IntrospektywnyIntelektualista: O nic się nie martw. Słodkich snów, Gryffin.
MusiKochaćQuidditch: Tobie też, Sly.
MusiKochaćQuidditch wylogował się.
IntrospektywnyIntelektualista wylogował się.
Draco oparł się na siedzeniu, drżąc lekko, kiedy chłodne powietrze musnęło jego nagą skórę. Chwycił swoje spodnie z biurka, wstając, by je założyć. Zaczął wychodzić z pokoju, wahając się z poczuciem winy, gdy spojrzał ponownie na komputer.
Usiadł ponownie, logując się do swojej zwykłej skrzynki i szybko pisząc wiadomość do Theo, by dowiedzieć się, czy on i Ginny chcieliby dołączyć do niego na jutrzejszej kolacji z Calem. Miał do nich parę pytań.
xxx
(*) Divitiae (łac.) - bogactwo
(**) W oryginale „wanker" - co znaczy „palant", ale też „onanista" (przysięgam, jest w słownikach :)). Gdybym wybrała drugą opcję, odpowiedź Draco miałaby sens, ale jakoś nie wyobrażam sobie, żeby u nas facet nazwał drugiego „onanistą". Mylę się? :)
Swoją drogą, „dłoń Sly'a była tak znajoma" - Harry, ty ciemniaku...
