Danny pozwolił mu ściągnąć z siebie koszulę i w końcu mógł zanurzyć dłonie w tych miękkich włoskach, które obserwował od kilku dni. Przeczesywał je między palcami powoli, starając się nie ciągnąć za bardzo, kiedy Przewodnik mamrotał coś o najdłuższej grze wstępnej wszechczasów. Steve nie był pewien czy wszystko wydawało się tak rozciągnięte w czasie, bo starał się nie przeładować swoich zmysłów, czy przy okazji półświadomie testował czy mógłby zastąpić codzienne medytacje czymś o wiele przyjemniejszym.
Przyssał się do różowego sutka, wciskając nos jak najgłębiej w źródło tego męskiego zapachu, którego mgiełka wydawała się wokół nich unosić.
Biodra Danny'ego lekko drgnęły, ale mężczyzna zmusił się do tego, żeby leżeć spokojnie. Nie poganiał Steve'a ten jeden raz, co było doskonałe, bo nie musiał zatrzymywać się i tłumaczyć. Mógł przesunąć palcami po ramieniu Przewodnika bez zbędnych słów. Nie musiał wyjaśniać również jak długo zamierza lizać twardniejący już sutek. Sądząc po odgłosach, które wydawał Danny – jego Przewodnik nie miał nic przeciwko.
Jego skóra nie miała jednolitej barwy. Składała się raczej z wielu różnych źródeł kolorów, od ciemniejszych miejsc, gdzie cebulki włosków wyrastały z jego ciała po o wiele jaśniejsze blizny, które Steve'owi nie podobały się aż tak bardzo. Sam miał całą kolekcję, ale naruszona skóra Przewodnika sprawiała, że wzbierała w nim złość.
- Hej, hej – powiedział Danny. – Znowu masz minę, jakbyś chciał coś zabić, a ponieważ aktualnie trzymasz swoje usta na moim… - urwał, kiedy Steve ugryzł go lekko.
Wargi Przewodnika rozchyliły się. Widział jak jego źrenice rozszerzają się na tę krótką chwilę, kiedy jego nerwy przesłały kolejną wiadomość do mózgu. Zapach podniecenia stał się jeszcze wyraźniejszy, chociaż Steve miał wrażenie, że są już w nim skąpani obaj.
Uśmiechnął się wrednie i Danny spojrzał na niego, jakby był urażony. Czy tym, że Steve go rozpracował, czy faktem, że odczuwał z tego powodu satysfakcję, nie był pewien. Przewodnik jednak uniósł swoją nogę, wciskając ją między nich. Steve był trochę rozkojarzony, kiedy przesunęła się po jego wzwodzie, ale potem został odepchnięty, a ona stanowiła barierę między nim, a Dannym. Różowy wcześniej sutek nabiegł krwią, dostrzegł to dopiero teraz, kiedy został podstępem pozbawiony kontaktu, którego potrzebował.
Pewnie powinien był zabrać też spodnie Przewodnika, ale organizacja przestała być jego największa zaletą w tej chwili.
Złapał za chłodną stopę i Danny spiął się, starając się uwolnić. Steve w zasadzie w głowie miał dziesiątki planów. Mógł ostrzegawczo zacisnąć na niej mocniej palce. Pokazać Przewodnikowi jak silny był. Jak bardzo mógł na nim polegać. Czuł pod palcami przyspieszający puls Danny'ego, słodkawa woń podniecenia zaczęła się mieszać z czymś ostrym, co wydawało się wyzwaniem. Co czytał jako wolę walki i jego Przewodnik faktycznie nadal próbował się wyrwać. Jakby te ruchy miały jakiś sens.
Steve wbił kciuk w podeszwę jego stopy, szukając tego punktu – jedynego, który interesował go w tym momencie. Danny miał łaskotki i starał się wyrwać tylko mocniej, ale zamarł w pierwszej w chwili, w której Steve odnalazł cel. Przewodnik wydał z siebie kolejny z tych dźwięków, które tak uwielbiał i zaczynał katalogować. Steve wbił więc kciuk tylko głębiej, poruszając nim okrężnymi ruchami. Oddech Danny'ego stał się urywany i mężczyzna wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.
- Chryste – wyrwało się Przewodnikowi. – Co to jest? – spytał, łapiąc dłońmi za prześcieradło.
Jeśli chciał się w ten sposób unieruchomić, nie szło mu najlepiej. Mięśnie jego brzucha napinały się przez cały czas i Steve jak zahipnotyzowany obserwował każde najmniejsze drgnięcie.
- Jeśli masz jakiś dziwny fetysz stóp, wybaczam ci – dodał wielkodusznie Danny, połykając jęk.
Kropla potu pojawiła się na jego czole i spłynęła w dół po jego skroni.
- To nie powinno być takie dobre – stwierdził Przewodnik z wyraźnym wysiłkiem.
- Jakie to uczucie? – spytał ciekawie Steve.
Danny wbił w niego wzrok, jakby nie wierzył, że Steve naprawdę chciał, aby kontynuował.
Nacisnął zatem mocniej z rozmysłem jednocześnie zwalniając. Spodnie Przewodnika nie ukrywały wiele i sądząc po zapachu, który pojawił się w powietrzu, Danny był już na skraju. Nie pachniał ananasami i pewnie tak nie smakował. Steve to wiedział, ale i tak chciał sprawdzić.
- Jakie to uczucie? – spytał cicho, ignorując fakt, że oczy Danny'ego miały coraz większy problem ze skupieniem się na jego twarzy.
- Chryste – westchnął tylko Przewodnik.
Mówienie wydawało się ponad jego możliwości, więc Steve wolną ręką sięgnął do paska jego spodni. Trochę nawet zaskoczony, że Danny jest w stanie śledzić jego dłoń. Przewodnik nawet nie powstrzymał go, kiedy Steve rozpiął jego spodnie i rozsunął rozporek. Trochę wilgoci pozostało na wierzchu jego ręki, kiedy starał się zsunąć materiał jego z jego bioder.
Danny potrząsnął głową bez słowa, jakby mówił 'nie', więc Steve zamarł zaskoczony.
- Nie chcesz? – zdziwił się.
Zapach w powietrzu był tak silny, że niemal czuł na języku gorzki smak spermy Przewodnika.
Danny wpatrywał się w niego z wypiekami na twarzy i dziwną desperacją. Jego pierś unosiła się w górę, a potem w dół. Włoski – wcześniej cudownie miękkie, pokryły się wilgocią i skóra promieniowała ciepłem. Nie wiedział na czym się skupić, ale ten jeden raz nie musiał wybierać, więc chłonął wszystko co mógł. Wszystko co było mu dane.
Danny sięgnął w jego stronę dłonią, więc puścił jego stopę, pozwalając się ułożyć na boku. Zapach z tej odległości był jeszcze bardziej przepyszny, kiedy nie musiał walczyć z powietrzem, rozpraszany przez inne przypadkowe cząsteczki. Przywarł do karku Danny'ego, językiem śledząc jedną z tych grubych żył, które pulsowały w cudownym rytmie.
- Moja stopa mrowi – poinformował go Przewodnik, ale to nie brzmiało jak skarga.
- Zakończenia nerwowe – odparł Steve.
- Stopy nie powinny być połączone z fiutem. To nienormalne – stwierdził jego Przewodnik. – I nie spytam nawet gdzie się nauczyłeś czegoś takiego – dodał.
Steve akurat w to mu nie uwierzył. Danny kochał swoje pytania.
- Czy my nie mieliśmy się poruszać ostrożnie po nieznanym terytorium? – spytał niepewnie jego Przewodnik.
Steve nie przypominał sobie nic na ten temat. Jedynie decyzję, że nie wchodzą pod prysznic. I faktycznie było o wiele lepiej, kiedy woda nie zmywała zapachu i smaku. Jego Przewodnik smakował trochę słono. Woń kawy zniknęła i prawie za nią tęsknił. Ona jednak szła ramię w ramię z zapachem prochu, który wcale go nie uspokajał, kiedy znajdował się na skórze jego Przewodnika.
- Jeśli zdejmiesz ze mnie spodnie… - zaczął Danny i urwał sugestywnie, patrząc na kciuki Steve'a, które bawiły się gumką jego bokserek.
Mógłby tak łatwo ściągnąć wszystko z Przewodnika, gdyby ten uniósł biodra. Danny jednak rzadko był skory do współpracy.
- Hm? – spytał nosem trącając jego ucho.
Dłoń Danny'ego zacisnęła się na jego bicepsie mocno. Steve namierzył kolejne zakończenie nerwowe. Zacisnął wargi odrobinę mocniej na płatku ucha, ale chociaż uzyskał przyjemną reakcję, niczym nie mogła się równać z tym jak Danny pachniał, kiedy dotykał jego stopy czy sutka.
- Steven – westchnął jego Przewodnik.
I pewnie Danny planował, żeby zabrzmiało to jak ostrzeżenie. Steve nigdy wcześniej nie czuł się tak zaproszony do dotykania i eksperymentowania.
- Steve – powiedział odrobinę ostrzej Przewodnik, starając się walczyć z sobą.
Steve nie miał pojęcia dlaczego Danny nie mógł się tak po prostu odprężyć.
- Chcę cię tylko spróbować – wyszeptał mu do ucha.
- Jezu – jęknął Danny. – Nie możesz mówić takich rzeczy – powiedział takim tonem, jakby sprawiało mu to cierpienie.
- Tylko troszeczkę – obiecał mu solennie.
- Chcesz spróbować czy dojdę w moje spodnie? – prychnął Danny. – Jesteś na dobrej drodze – przyznał. – To ty jesteś prawiczkiem – jęknął, jakby miał do Steve'a pretensje o to, że ludzki organizm nie był aż tak skomplikowany. – Jestem po trzydziestce. A ty jesteś facetem – powiedział, jakby to cokolwiek zmieniało.
Zapach podniecenia w powietrzu wcale nie stał się mniej gęsty.
- Yhym – wymruczał Steve. – I co z tego wynika? – spytał.
- Znowu się naćpałeś – stwierdził Danny.
- Tobą – przyznał Steve, uśmiechając się w jego stronę trochę krzywo.
Jego Przewodnik przewrócił oczami.
- I dalej jesteś dupkiem – zarzucił mu mężczyzna.
- Gdybyś wiedział jak pachniesz, sam chciałbyś polizać – odparł Steve, upewniając się, że kiedy zsunie się w dół, jego nos będzie śledził to napięte ścięgno na karku Przewodnika.
Danny zadrżał.
- Okej, okej – powiedział pospiesznie jego Przewodnik. – To na pewno jest kara za filmy pornograficzne, które oglądałem w młodości – dodał pospiesznie. – Polizać, powiedział. Powiedział, że chciałby polizać – zaśmiał się jego Przewodnik, jakby nie mieściło mu się to w głowie.
Steve dmuchnął powietrzem w czerwonawy nadal sutek i przeniósł się w stronę tego guzka, którego wcześniej nie maltretował. Jego dłonie same odnalazły wilgotne teraz włoski, które poskręcały się tak cudownie. Danny wygiął się w stronę jego ust, co było cudowne, bo Przewodnik wydawał się nareszcie poddawać.
- Tylko tym razem nie tak, żebym skończył w przeciągu trzech sekund – poprosił Danny.
Steve nie mógł nie spojrzeć na niego jak na wariata.
- Co jest złego w kończeniu w trzy sekundy? – spytał ciekawie.
- Wstyd – przyznał jego Przewodnik kompletnie akurat tej emocji nie zdradzając.
Jeśli był skrępowany tym jak był podniecony, jak był blisko, nie miał powodów.
- Wiesz, że w sekundzie, w której dojdziesz, ja też pewnie dojdę – powiedział, unosząc się na wyciągniętych ramionach.
Wzrok Danny'ego padł na przód jego bokserek, które wiele nie skrywały. Jego penis pulsował nabiegły krwią. Czuł to wyraźnie. I chociaż Danny nie mógł tego dostrzec, przesiąknięty nasieniem materiał nie mógł umknąć jego uwadze.
- Ocieram się o ciebie cały czas – przypomniał mu Steve. – Nie masz pojęcia jak smakujesz. Nie masz pojęcia jak wyglądasz. I ten zapach… - urwał, biorąc głębszy wdech.
Serce Przewodnika zaczęło wygrywać jakiś nieznany rytm. Może Danny brzmiał w ten sposób, kiedy przebiegł kilometry. Było w tym coś ujmującego, podobnie w tym jak zapach spermy zawisł gęsto nad nimi. Steve mógłby to pociągnąć, ale nie mógł się powstrzymać. Jego dłoń położyła się płasko na penisie Przewodnika i ścisnął lekko trzon przez przesiąkniętą bieliznę Danny'ego. Oczy mężczyzny otworzyły się jeszcze szerzej, a potem obróciły do tyłu głowy kiedy Danny dochodził. Zapach stał się tylko silniejszy, mocniejszy, odbierając mu możliwość skupienia się na czymś innym niż Przewodnik, niż oni. Nie mógł już dłużej ignorować dreszczy, które przebiegały po jego ciele za każdym razem kiedy intencjonalnie otarł się o mniejsze ciało. Danny był jak naelektryzowany i oddawał mu ładunek za każdym razem, kiedy się zetknęli. Steve miał wrażenie, że jego ciało buzowało od czasu, kiedy się pocałowali po akcji przed bankiem. Chciał się ochłodzić, jakoś opanować, ale Przewodnik przeszkodził mu. Całe to napięcie musiało jednak znaleźć ujście i nie był nawet zaskoczony, kiedy orgazm wydarł się z niego tak nagle i tak mocno.
Nie miał siły się podtrzymywać na jednej ręce, więc opadł na łóżku, czując jak penis Danny'ego nadal spazmatycznie wyrzuca z siebie krople spermy. Opuszki jego palców były cudownie wilgotne i przyłożył je do ust, kiedy tylko wszystko ustało, a jego Przewodnik zaczął oddychać przez rozchylone usta.
- Chryste – westchnął Danny. – Jesteś zagrożeniem na dwóch nogach.
Steve nie miał za bardzo siły zaprzeczyć. Danny faktycznie miał rację. Sporo go ominęło. Jego własne serce nadal biło o wiele za szybko, ale nigdy nie czuł się lepiej. A miał wrażenie, że cała jego kontrola spakowała walizki i wybrała się na Bahamy. A to była wielka szkoda. Gdyby była na Hawajach może udałoby mu się ją wyśledzić.
Zamiast tego zsunął się w dół jednym zwinnych ruchem, przylegając nosem do miejsca, które wydawało ten kuszący zapach.
Danny nawet nie drgnął.
- Nie masz wstydu – stwierdził tylko jego Przewodnik.
- Czy teraz mogę cię polizać? – spytał Steve z nadzieją.
Penis Danny'ego drgnął, jakby ta wizja naprawdę mu się podobała. Przewodnik jednak zakrył twarz rękami, jęcząc coś o tym, że to nie powinno było go spotkać.
ooo
Jego telefon zawibrował, co początkowo go zaskoczyło, ale przypomniał sobie szybko o wszystkich groźbach, które Danny rzucił w jego stronę na samą myśl o zbyt wczesnej pobudce. Jego Przewodnika zawieszono, więc był mu coś winien. Danny najwyraźniej też był cholernie stanowczy nawet we śnie, bo kiedy kładli się do łóżka, zmusił go do zostania małą łyżeczką i pomimo wszelkich starań Steve'a, tak pozostali. Przewodnik nie chciał się obudzić znowu cały w jego ślinie. Nie wiedział chyba jednak, że nie tylko kark nadawał się do lizania. On po prostu wczoraj był najłatwiej dostępną częścią ciała. Steve zamierzał zapracować nad podbiciem innych terenów.
Wyswobodził się z niezbyt silnego uścisku i na szczęście jego Przewodnik się nie obudził. Była trzecia w nocy i jego matka rozłączyła się zanim sięgnął po telefon. Przetarł jednak twarz i oddzwonił niezwłocznie.
- McGarrett – rzucił krótko.
To stało się w pewnym sensie ich hasło. Kto przedstawiał się, kiedy odbierał własny telefon?
- Cath złamała Hesse'a. Przyśle wszystko co ma na posterunek – poinformowała go matka.
Starał się nie słuchać tego co działo się w tle, ale to nie było łatwe. Nie miał pojęcia gdzie przebywała w tym momencie, ale podejrzewał Azję.
- Danny się ucieszy – stwierdził.
- Tak, co do twojego Przewodnika – zaczęła i westchnęła. – Miałeś rację.
- Rachel próbuje odebrać mu prawa rodzicielskie? – spytał z niedowierzaniem.
Danny wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk. Może reagował w ten sposób na samo brzmienie imienia żony. W końcu był Przewodnikiem. Cath miała koszmary po większości seriali przez emocjonalne huśtawki głównych bohaterów.
- Nie – odparła jego matka. – Nie znalazłam nic na nią. Jest tak czysta, że mnie to zaniepokoiło. Przyjechała parę lat temu z Wielkiej Brytanii i osiadła. Nie wydawała się zagrożeniem, więc poszperałam głębiej – przyznała.
Danny pewnie nazwałby to paranoją, ale dla nich to było dbanie o rodzinę.
- Jej… - zaczęła jego matka i urwała. – Jej kochanek nazywa się Stan Edwards. Jest deweloperem. Stara się o kontrakt. Jeśli go dostanie, wyprowadzą się. Nie będzie miało znaczenia czy twój Przewodnik dostanie opiekę czy nie. Małej nie będzie w New Jersey.
Steve westchnął.
- Gdzie się wyprowadzą? – spytał.
- Nie umiem przewidzieć. Do Kalifornii. Jednak dostanie zgody na budowanie w kilku miejscach – oznajmiła mu jego matka. – Nie mam pewności gdzie kupi dom.
Sytuacja się komplikowała, czego nienawidził. Nie przepadał też za Kalifornią. Był w kilku tamtejszych bazach wojskowych i nie przepadał za ludźmi, którzy tam stacjonowali. Piloci mieli w sobie coś irytującego. Może dlatego, że nie mogli służyć wraz ze Strażnikami, rodziło to pewne napięcia. Trudno było im przewidzieć cokolwiek przy prędkościach, które osiągały myśliwce. Wtedy nawet on korzystał z maszyn pokładowych. Nigdy nie czuł się bardziej ludzko niż w powietrzu.
- Mogę to zablokować - powiedziała jego matka.
- Jak? – spytał, a potem zdał sobie sprawę, że chyba za długo przebywał z Dannym.
Zadawanie pytań było głupie. Jego matka nie powiedziała też ani słowa.
- Muszę mu powiedzieć i jeśli zdecyduje co dalej, zadzwonię do ciebie. Naprawdę ci dziękuję – westchnął.
- Steve, nie wiem czy jest sens to blokować. Nie możesz zostać w New Jersey – przypomniała mu. – Planujecie coś?
- Nie ma wyszkolenia – przypomniał jej.
- Nie jesteś gliną – odparła.
- Wiem – jęknął i przetarł twarz. – Wyobrażasz sobie, że nas zawiesili? – spytał.
Słyszał jej śmiech, kiedy się rozłączała.
ooo
Polizał kark Danny'ego, kiedy tylko zdał sobie sprawę z tego, że Przewodnik zaczyna się budzić. Kombinował tak przez całą noc jak ich obrócić. Danny kiedy raz kładł się w jednym miejscu nie chciał za bardzo go opuszczać. Steve jednak miał przewagę, bo mógł wsłuchać się w jego oddech, sprawdzając jak blisko przebudzenia był jego Przewodnik.
- Nieeee – jęknął Danny. – Znowu? Nie liż mnie ty wielki zwierzaku. Jestem spocony – warknął Przewodnik.
Steve prychnął w jego włosy.
- Zrobiłeś to specjalnie, ty dupku – odgadł Danny.
Może nie powinien tak epatować satysfakcją.
- Wiesz jak długi prysznic będę musiał wziąć przed pracą, żeby… - zaczął Przewodnik i urwał. – Jestem zawieszony – przypomniał sobie grobowym tonem.
Steve natychmiast zabrał język z jego szyi.
Danny obrócił się na plecy i schował twarz w dłoniach.
- Jestem zawieszony – powtórzył jego Przewodnik, jakby to do niego nie dotarło.
Steve miał odpowiedź na to co mogliby robić cały dzień. I wcale nie zawierało się w niej łóżko. Nigdy nie był w Nowym Jorku. Mogliby skoczyć do portu, sprawdzić czy ktoś znajomy nie zawinął na lotniskowcu. I musieli się pojawić na posterunku po dokumenty od Cath.
Pewnie tylko oni mieli uprawnienia, żeby się do nich dostać. Jak znał Rollins, zapewne miała podesłać je w neseserze, który byłby zabezpieczony odpowiednim kodem. Znał kombinacje, których używała. Kapitan Danny'ego miał zatem dostać walizkę, której zawartości nie mógłby przejrzeć. Prawie miał ochotę wrócić tam za dwa tygodnie.
- Kawa? – spytał niepewnie.
Danny rozsunął palce jednej dłoni i spojrzał na niego, mrużąc oko.
- Tak, to moja wina, że jesteś zawieszony – odparł Steve. – Nie możesz być na mnie wściekły na zawsze. Wiesz, że nikt inny nie wydostałby tych ludzi w jednym kawałku – przypomniał mu.
Danny westchnął.
- Ale to cię nie uprawnia do wielu rzeczy, które zrobiłeś przy okazji – jęknął Przewodnik.
Słowa jego matki z dnia poprzedniego wróciły do niego jak bumerang. Nie był gliną. Podejrzewał, że nie bardzo potrafiłby się w tym odnaleźć.
- Wiem, że normalnie jak masz wolne to siedzisz tyłkiem w basenie jak każda szanująca się foka, ale tak się składa, że moja matka nie rodziła w wodzie – podjął nagle Danny. – Nie wiem co miałbym zrobić z dwoma tygodniami czasu – przyznał trochę zagubiony. – Posprzątałbym mieszkanie, ale tutaj wszystko jest tak sterylne, że boję się oddychać. Zrobiłbym pranie, ale to mają wpisane w sens tego miejsca. Grace jest w szkole. Moi znajomi są w pracy jak każdy kto nie został zawieszony – ciągnął dalej jego Przewodnik. – Nie mam pojęcia co mielibyśmy robić przez dwa tygodnie, Steven. Medytacje? – spytał niepewnie.
Steve zbił usta w wąską kreskę.
- Właśnie, czy ty nie powinieneś się zamieniać powoli w zombie Yodę i wyprawiać te swoje dziwne rzeczy na dywanie? – zainteresował się Danny.
- Nie lubię tych ćwiczeń – przyznał ostrożnie.
Danny spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Czy ja usłyszałem to co usłyszałem? Myślałem, że jesteś Pan Siłownia i Zdrowe Odżywianie. A za dwa lata zaczniemy się kłócić o to ile kawy wypijam, bo moje serce przestanie bić w tym rytmie, który lubisz – sarknął Danny.
- Lubię siłownię, ale te poranne ćwiczenia służą mi do kontroli zmysłów. Muszę je również obudzić tak jak resztę siebie – przyznał. – A to znaczy, że muszę wiedzieć czym jest norma. Przypominam sobie to każdego dnia – wyjaśnił mu.
Danny skinął głową jak zawsze, kiedy rozmawiali na temat jego zmysłów. Czasami zastanawiał się czy Przewodnik instynktownie nie pojmował całości, ale i tak wolał to usłyszeć na głos.
- I dzisiaj nie musisz? – zdziwił się Danny.
- Dzisiaj… - zaczął i urwał. – Pomyślałem wczoraj, że mógłbym się skupić na czymś konkretnym, zamiast na siłę z tym walczyć. Nie muszę już myśleć nad regulacją słuchu. Przywracasz mnie, kiedy słyszę twoje serce.
- Nikt normalnie nie słyszy cudzego serca – odparł Danny. – To nie jest norma.
- Tak, ale wiem jak wiele ponad normę to wybiega – stwierdził.
Danny spojrzał na niego podejrzliwie i zmarszczył brwi.
- Okej, znaczy chcesz zamiast tych medytacji co? Przepisać wszystkie swoje zmysły na mnie? – spytał z niedowierzaniem Przewodnik.
Steve odchrząknął nerwowo.
- O nie, nie, nie. Nie będziesz do mnie z rana mówił pornografią – jęknął Danny.
- Mówił pornografią? – spytał Steve.
- Znam cię. Za dwie minuty powiesz mi, że tylko musisz mnie polizać – poinformował go Przewodnik, trącając go w biceps palcem tak mocno, że aż zabolało.
- To tylko ćwiczenie – odparł Steve. – Nie traktuj tego… - zaczął i urwał.
- Nie traktuj tego seksualnie? – spytał Danny, jakby czytał w jego myślach. – Popatrz mi prosto w oczy i powiedz mi, że lizanie mnie cię nie nakręca – oskarżył go, a potem na jego policzkach pojawił się rumieniec. – Chryste, teraz ja gadam pornografią – jęknął jego Przewodnik.
Steve polizał go po ramieniu, upewniając się, że zostawił na nim tyle śliny, ile tylko mógł.
