favourable
Powtarzaj sobie, że wzmocni
— Naprawdę woli to pan znosić, niż powiedzieć prawdę? Politycy... — zacmokał z politowaniem Kadaj.
Rufus dławił się właśnie mazią, chlustającą mu z nosa i ust. Wymioty albo krwawienie wewnętrzne, nie umiał stwierdzić, na tym etapie choroby zgniła krew niewiele różniła się od wpółstrawionych, pomieszanych z czarną, gorzką, oleistą wydzieliną resztek. Metaliczny posmak wskazywałby na tę pierwszą, ale prezydent mógł sobie zedrzeć gardło lub ugryźć w język, nie zauważywszy. Za bardzo go bolało – wszystko, jakby ktoś dźgał ośrodek bólu patyczkiem – by dostrzegał takie drobiazgi.
Upiór przytrzymywał mu włosy, uprzejmie uśmiechnięty.
— Tylko proszę się nie udusić — mruknął dobrodusznie — przed nami jeszcze tyle zabawy!
accent
Zdolny chłopiec
Już jako dwunastolatek Veld wykazywał duże talenta w dziedzinie, która stanie się niedługo później głównym źródłem jego dochodów (właściwie jedynym, bo te „lewe" i wyprowadzane na boku także brały się z faktu, że był turkiem). Na przykład, odkrył, kto nagrał złośliwą piosenkę o Shinrze, jego dobrym znajomym oraz potencjalnym przyszłym pracodawcy, mimo użycia przez sprawców autotune'a oraz inszych prymitywnych komputerowych zabiegów.
Nie wiedział jeszcze, kto jest odpowiedzialny za słowa, ale odkryje niedługo, nie wątpił. Nie z wykonawcą przywiązanym do drzewa na tyłach internatu.
— Zadbaliście o najdrobniejsze szczegóły — uśmiechnął się złośliwie Veld — tembr głosu, wysokość, barwa, a zapomnieliście o twoim... charakterystycznym akcencie.
irrational
Postęp
Bycie „nieracjonalnym" zawsze w ustach Hoja stanowiło najwyższą obelgę. Płacz był nieracjonalny, bo przecież „poboli i przestanie, a to dla twojego dobra". Emocje były nieracjonalne, bo nic nie zmieniały ani nie rozwiązywały problemu. Zabawy były nieracjonalne, bo marnowały czas.
Sephiroth będzie kpił z profesora, że nie rozumiał działania Lifestreamu czy magii. Będzie też tłumaczył, potem, dlaczego ma prawo rządzić światem, dlaczego Cloud nie może mieć emocji, dlaczego śmierć jest środkiem wiodącym ku uprawnionemu wyższemu dobru, a skoro tak (przecież udowodnił, że tak, przecież uzasadnił wszystko), to poświęcenie jest logicznym wyborem, więc dlaczego mieliby czuć żal i dlaczego miałby być smutny?
glory
Midgar się zmienia! Lecz trwa w mojej melancholii (to jest Karol Baudelaire, ale tego nie musiała dodawać, prawda?)
Veld, jeśli interesy rzuciły go do Edge'u, zawsze szedł na przechadzkę ruinami Midgaru. Obnażone jądra reaktorów, dawniej pulsujące, teraz martwe, przełamane, wysadzone, rozszabrowane. Zabobonny lęk ma granice: głód jest jedną, chciwość drugą.
Felicię zmiany cieszyły, ale Verdot nie umiał nie żałować. Jakim postępem jest zniszczenie miasta w powietrzu, ucieleśnionej baśni? Poświęcił życie, młodość, wartości w imię tamtego marzenia – czy było ono złe? Błękitne niebo, tania energia, zerwanie więzów, które narzuciła człowiekowi natura.
Wierzyli w wolność – handlu, wyboru, uczynków. W los formowany własnymi rękami. Swój, potem ludzkości: najpiękniejszy, najszczęśliwszy. Dajcie tylko ludziom przestrzeń, pozwólcie działać!
Wierzyli w człowieka. Czy to grzech?
II
Zmienia się kształt miasta, szybciej jeszcze niż serce człowieka. Cytat smakował Veldowi ironią, bo poeta płakał nad miasteczkami, które przebudowano w Midgar.
Verdot był jednym z agentów, którzy mieli oko na artystę.
— To będzie miasto świateł, migoczące nocą jak najpiękniejsza gwiazda, prawdziwie ludzkie, niezależne od natury, dowód człowieczych dokonań, spełniony sen... — spróbował kiedyś przekonać.
— Błoto, chaos uliczek, korzenie rozsadzające chodniki – oto ludzkie życie. Błoto — prychnął poeta.
Młody agent syknął, zirytowany:
— Nostalgia i melancholia, typowe dla pańskiej epoki! My nie zamierzamy pieścić się smutkiem, zamierzamy działać, kształtować naszą przyszłość – znajdziemy sposób, by uczynić życie najlepszym możliwym, optymalnym!
Jakimż śmiechem tamten wybuchnął!
III
Kościół w dawnych slumsach. Veld uśmiechnął się lekko.
Odkąd tutejsze wody zaczęły leczyć geostigmę, pielgrzymi przybywali nieustannie. Ludzie zrywali kwiaty, jako relikwie czy pamiątki, trzeba było postawić straże. Miejsce odnowiono – ławki z egzotycznego, luksusowego drewna, na podłodze marmury, dach nowiutki, codziennie modlitwy. Drogę do sanktuarium wyasfaltowano, wzdłuż niej stały dary wotywne, pomniki, kapliczki, drzewa, obwieszone amuletami. Kolorowy festyn. Chwała i cześć.
Tylko, Verdot wiedział od Tsenga, Cloud przestał przychodzić. Cień wśród zapomnianych, proch wśród pokonanych (które z miast było jego?). Myślę... Jak tamten wiersz się kończył?
A, miał. O marynarzach śród wysp zapomnianych, o jeńcach, zwyciężonych, i o innych jeszcze.
letters
Skrzynka doręczyciela
From: tencholernydrań
Rozumiem, że jesteś w nastroju, który uniemożliwia ci odbieranie telefonów. Czytanie SMSów jest, wedle moich psychologów, czynnością emocjonalnie łatwiejszą. Muszę się z Tobą zobaczyć, nie chodzi o korporację, chodzi o Edge. Daj znać, kiedy masz czas. Szczegóły na sekretarce.
From: tencholernydrań
Nie udawaj. Sieć należy do mnie, pamiętasz? Wiem, że otworzyłeś SMS i odsłuchałeś wiadomości.
PS. Sierot sprawa też dotyczy.
To: tencholernyupartydrań
Zamknij się. Nie waż się inwigilować mojego telefonu.
From: tencholernyupartydrań:
A spotkanie?
To: tencholernyupartydrań
Nie jestem zainteresowany.
From: tencholernyupartydrań
Grzeczny chłopiec.
To tenaroganckidrań:
?
From tenaroganckidrań:
Trzy odpowiedzi w minutę? Robisz postępy. Tifa musi być dumna.
II
To: Tenaroganckidrań
Znalazłem kolejną pluskwę. Rozumiem, że jesteś uzależnionym od kontroli i władzy eksdyktatorem, co uniemożliwia ci powstrzymanie pokusy. Znosimy jakoś pluskwy w barze. Ale ta była w naszej sypialni!
From: Tenaroganckizboczeniec
Nie ja przesłuchuję nagrania.
To: Tenaroganckizobczeniec
Oczywiście, nie zniżyłbyś się. Reno to pewnie robi i dlatego się martwię. Ty byłbyś chociaż dyskretny. Skończ z tym, ale ja wykończę ci pracowników.
From: tenaaroganckizboczeniec
Za to właśnie turkom płacę.
To: tenaroganckizboczeniec
Kto mówi o turkach? Myślałem o twoim krawcu.
From: tenaroganckizboczeniec
Życie zrobiło z ciebie takiego bezwzględnego człowieka... Zabawne. Dobrze. Powiem Reno, żeby brał pod uwagę wasze prawo do prywatności.
