Rezydencja wyglądała jak wyjęta z dobrego horroru.
– Jak ta z Outlasta – zauważył Prusak. – Ciekawe, czy będą gołe chłopy na wózkach inwalidzkich. No co? – Zapytał, widząc, jak pozostała trójka patrzy na niego dziwnie. – Nie graliście?
– My mamy obowiązki – mruknął Anglia, patrząc na wielkie, drewniane drzwi.
– Ty jesteś na emeryturze – wytknął mu Rosja z odrobiną żalu w głosie. – Masz czas.
Prusy wzruszył ramionami.
– Weź idź do siebie, powkurzaj kogo trzeba, żeby nacisnął czerwony guziczek, poczekaj, aż szef Alfreda odpowie i naciśnie swój... Jak się rozpęta trzecia wojna i wszystko pieprznie, to szybko sam przejdziesz na emeryturę i będziesz miał czas.
– Jak wszystko pieprznie, to nie będzie na czym odpalić gry – odparł Anglia.
Prusy zastanowił się przed chwilę.
– Racja.
– Czy ty przyznałeś komuś rację? – Zapytał zdziwiony Francja. – Dobrze się czujesz?
– A wiesz, że tak sobie – Prusy zastanowił się przez chwilę. – Jakoś mi nie halo w głowę. Pewnie przez to, że głodny jestem. Oddałem wam trzy czwarte kanapki, jaki ja byłem głupi. Nawet nie podziękowaliście.
– Jeśli cię to pocieszy, to też się kiepsko czuję – Anglia podszedł bliżej drzwi. – Wchodzimy?
– A masz gwarancję, że nie będzie tak jak w HetaOni i nie skończymy martwi?
– My nie możemy umrzeć.
– A, no tak.
Pozostała trójca spojrzała na Prusaka, zmarszczyła brwi, ale nie skomentowała tej dziwnej sytuacji. Iwan zapukał w drzwi i prawie natychmiast gnijące skrzydła rozwarły się z przeraźliwym skrzypieniem zardzewiałych zawiasów. Przekroczyli próg, rozglądając się dookoła i od razu zakryli nosy, czując, że zatęchłe powietrze przesycone jest odorem zgnilizny, wilgoci i...
– Czy ja czuję Chanel no. 5? – Zapytał Francja, węsząc. – Tak... Dziwne.
Zgniłe, drewniane schody przykryte równie zgniłym dywanem prowadziły na piano nobile, ale sądząc po tym, co widzieli z parteru, czyli po spopielałych ramach, w których zaległy jedynie resztki płótna, przekrzywionych osmalonych kandelabrach i dziwnych czerwonych plamach na ścianach, piętro reprezentacyjne było nim już tylko z nazwy.
– To co, zwiedzamy? – Anglia poczuł nagły przypływ odwagi i od razu ruszył w lewo, do kolejnych wielkich drzwi.
Francja, podekscytowany, zaczął szukać źródła ulubionego zapachu, a Iwan, nucąc Kalinkę, ruszył w kierunku schodów. Prusy został przy wejściu, patrzył na rozdzielających się kolegów i przez chwilę miał poczucie, że nie powinni tego robić, ale to poczucie minęło bardzo szybko. Właśnie przyglądał się rogatemu człowieczkowi na jednym z ocalałych portretów, gdy...
– Pomocy!
Kilka minut później cala czwórka spotkała się na siódmym piętrze, chociaż Prusy dałby sobie głowę uciąć, że z zewnątrz było widać maksymalnie dwa. Francja, u którego ramienia uwiesiła się dziwna istota – zwiewna, niebieskoskóra nimfa odziana, nie wiedzieć czemu, w bułgarski mundur – słuchał oczarowany o okresie ochronnym łososi przypadającym na ich tarło i przytakiwał przy każdym słowie. Iwan znalazł flaszkę niewiadomego pochodzenia, na której wytartej etykiecie znalazły się jakieś hieroglify i właśnie kosztował jej zawartość. Uściślając, wlewał sobie do gardła.
Anglia... Cóż, Anglia szamotał się w uścisku czegoś, co było wyjątkowo szpetnym elfem. Rozpiętość uszu tego dalekiego krewnego Legolasa wynosiła jakieś pół metra, a spiłowane jak u rekina zęby wystawały poza dolną wargę.
Dzieje się tu coś dziwnego, pomyślał Prusy, ściskając w dłoni śrubokręt. Nie miał pojęcia, skąd go miał, lecz czuł, że musi go chronić.
– Dej śrubokręta – wycharczał elf głosem Michała Wiśniewskiego.
Jakimś dziwnym sposobem śrubokręt znalazł się w miejsce Arthura, a sam Anglia w uścisku Gilberta. Prusy odsunął się i otrząsnął ze wstrętem.
– Nie ufajcie mu – powiedziała wtedy nimfa i zaczęła ociekać wodą. – Uciekajcie, bo idzie lodówkosmok.
– Dej Angola – powiedział tym razem elf, który najwidoczniej stwierdził, że wymiana mu się nie spodobała i woli powrócić do poprzedniego stanu rzeczy. Obok niego pojawił się równie szpetny jednorożec.
– Dajemy? Ja za.
– Nie dajemy – Francja z Iwanem byli zgodni, chociaż Francis mówił o Arthurze, a Iwan o kończonej właśnie przez niego flaszce staroegipskiego bimbru.
Elf rozpłynął się w powietrzu, nimfa również, a potem wszystko stanęło w niebieskich płomieniach. W drzwiach pojawił się wspomniany już lodówkosmok. Prusak zmrużył oczy.
– Czy ten ciul ma między ślepiami logo Boscha?
– Koło ogona ma Beko – zauważył Francja. – To jakaś chińska podróbka.
Lodówkosmok, urażony, najpierw zawarczał wnętrznościami, a żebra chłodzące na jego plecach zaczęły wibrować. Położył krótkie łapki na ziemi i strząsnął z siebie wodę.
– Chyba się rozgn.. gniew.. rozmr... rozmroził – zabełkotał Iwan.
Ponieważ pijany Iwan stanowił ewenement na skalę światową, Prusy, Francja i Anglia natychmiast stracili zainteresowanie lodówkosmokiem i spojrzeli na kolegę. Gad, rozgniewany, zionął w ich kierunku zimnym powietrzem.
– Ble – Francja zmarszczył nos. – Cuchnie starymi parówkami, serem pleśniowym... i szynką, też pleśniową.
Lodówkosmok zamachał krótkim ogonem zakończonym klamką i ponownie uniósł się na tylne łapy. Dopiero teraz zauważyli, że skórę na brzuchu ma przezroczystą i można zobaczyć przez nią znajdujące się w środku lodówkosmoka półki ze słoikami, piwem i keczupem.
– O nie! – Zakrzyknął Francja. – To lodówkosmok należący do studenta! Na pewno jest wygłodniały! Uciekajmy!
Cała czwórka zgodnie puściła się biegiem przez drugie drzwi, przebiegła kolejno przez sypialnię jakiegoś króla, jaskinię z wielkimi pająkami, piwniczkę (Iwana trzeba było odciągać od stojaków z zakurzonymi butelkami wina), pracownię malarską, Narnię i ogród rajski, aż w końcu z powrotem znaleźli się na parterze.
– Ufff – Anglia, ciężko dysząc, oparł ręce o kolana. – Chyba go zgubiliśmy.
– Nic wam nie jest?
Iwan, nadal podziwiający białe myszki przebiegające mu przed oczami, spojrzał zdziwiony na Prusy.
– Daaa... Co ty robisz?
Gilbert, nie czekając na odpowiedź, rozsiadł się na dywanie ze skrzyżowanymi nogami i jak rasowy jogin zamknął oczy.
– Gilbert, co ty robisz?
– Cicho – Prusy uchylił powiekę, spod której błysnęło czerwone oko. – Odkrywam tajemnice mojej duchowości...
– Czy cię do reszty...? – Spytał Anglia, zdając sobie sprawę z pewnej oczywistości. – Coś tu jest nie tak, panowie... On jest uduchowiony i się o nas martwi, ty – wskazał na Rosję. – jesteś nietrzeźwy, ty... – Zawahał się, patrząc na Francję. – Ty... Jesteś cały poczochrany i brudny, a nawet nie sprawdziłeś, jak wyglądasz w lusterku! Jesteś narcyzem, na królową!
Francis lekko pobladł.
– To czary lodówkosmoka! Przeklął nas! Sacrebleu...
Rozległ się potworny huk, ale okazało się, że to tylko Iwan wpadł na ławkę.
– Czy ty się dobrze czujesz? – Zapytał zaniepokojony Gilbert, otwierając oczy.
– To było mocniejsze od spirytusu – wymamrotał Iwan. – Mój światopogląd właśnie uległ zagładzie.
– Zaraz my ulegniemy – Francja wskazał na lodówkosmoka, który jednak ich znalazł.
– Nie uciekniecie mi – przemówił lodówkosmok. – Jam jest Carmerix, Władca Posiadłości...
– Nie no serio – Anglia prychnął, zakładając ręce na piersi. – Mamy się bać sprzętu AGD skrzyżowanego z ... Bóg wie tylko czym, nazywającego się jak edycja limitowana Twixa z podwójnym karmelem? Chłopaki, ogarnijmy się...
– Jak to mówisz, to on nawet nie jest straszny – zauważył Gilbert. – Ciekawe, w której fabryce go składali.
– Chyba gdzieś w Czelabińsku – Iwan bohatersko podniósł się na nogi, potrząsnął głową i stanął prosto.
– Znów żartujesz z Czelabińska! – Zawołał radośnie Gilbert. – A już się tak o ciebie martwiłem!
– Co robiłeś? – Anglia spojrzał na Prusaka zdezorientowany. – Z tobą naprawdę jest coś nie tak…
– Słucha mnie ktoś w ogóle? – Zapytał zrezygnowany lodówkosmok. – Panowie, jak nie będziecie się mnie bać, to mi potrącą z pensji. Mam chorą córkę.
Niestety, nie doczekał się odpowiedzi. Francja, powracając do normalności, zaczął przeglądać się w zakurzonych szybkach najbliższego kredensu, biadoląc, że wygląda jak siedem nieszczęść, Iwan chyba wytrzeźwiał i teraz z zaciekawieniem przyglądał się Gilbertowi, który recytował z pamięci pierwszy artykuł Powszechnej Deklaracji Człowieka, żeby było ciekawiej, po prusku.
– Wisāi zmunei gemma pawīrpan be līgu en tenēisan teīsiskwai be tikrōmiskwamans...
– Nieważne, czy niemiecki, czy nie, i tak łamię sobie język na twojej mowie – westchnął Anglia, który spróbował to powtórzyć. – Zaraz... AGD, masz coś do jedzenia?
Lodówkosmok skrzywił pysk.
– Wiedziałem, że się to tak skończy. Trzeba było zwabić normalnych ludzi, miałbym pełną wypłatę. Mam piwo, keczup i słoiki z leczo z parówek. Nie patrzcie tak na mnie... Moimi projektantami byli student z Polibudy i jego kumpel, co studiował biologię. Robili mnie na kacu. Gdybym tylko wiedział, jakie upokorzenia czekają mnie w tej pracy, emigrowałbym, póki był na to czas... A tak to robię za straszydło, a elf z nimfą płacą mi tyle, co nic...
– A gdzie chciałeś wyemigrować? – Anglia poczęstował się piwem i skrzywił się mocno. – Co za sikacz...
Jarzeniówkowe oczy pokracznej krzyżówki lodówki i smoka zajaśniały rozmarzeniem.
– Do Santo Subito na San Escobar. Ale myślałem też o Cebularasa, taka mała wioseczka na północy... Mam tam krewnych.
– Jakich? – Francis, przestał przeglądać się w szybkach i skrzywił się ze wstrętem na widok swojego zaniedbanego oblicza. – Połączenie opiekacza do kanapek z żyrafą, czy zlewozmywaka z waranem?
– Warana z komodą, jeśli cię to interesuje – lodówkosmok skrzywił się w gniewie. – Mnie możecie obrażać, ale mojej rodziny nie pozwolę.
Gad stuknął ogonem zakończonym klamką o podłogę. Wszystko dookoła nagle zamieniło się w wilgotną, kamienną celę, a czwórka została sama.
– No nie – Anglia westchnął ciężko i spojrzał z wyrzutem na Francję. – Trzeba było się nie odzywać, żabojadzie!
Gilbert westchnął i zaczął walić w drzwi.
– I tak ty było – dokończył Iwan, patrząc na zasłuchane towarzystwo unijne. – Potem znalazł nas Felia, a prochy przestały działać gdzieś w połowie drogi tutaj. Miał chłopak zabawę... No i dalej wszystkich zebraliśmy po lesie...
– Ty też masz takie fazy po narkotykach? – Belgia spojrzała na brata.
Holandia pokiwał głową.
– Miewam nawet lepsze.
– Gdybym wiedział, że będę się lepiej bawić po LSD niż po wódce... – Rosja ciężko westchnął. – Historię bym napisał od nowa.
– Nie tylko ty – Prusak patrzył na swoje odbicie w kawie, dziwnie zamyślony. – Ej, czy ja... serio byłem taki nienormalny?
Nikolai, który w ciszy przysłuchiwał się opowieści, już miał na końcu języka ciętą ripostę, ale w końcu dał sobie spokój. Stwierdził w myślach, że należy sprawdzić, czy Polsce nie oberwało się zbyt mocno za to ogniste zamieszanie. Wstał i bez słowa wyszedł.
Kilka minut później świergotanie smsa sprawiło, że uwaga towarzystwa przeniosła się z dyskutujących o legalności narkotyków personifikacji Europy Zachodniej na telefon Węgier. Elizabeta odczytała treść wiadomości, unosząc brwi, a potem z lekkim uśmiechem wstała i równie wyszła. Litwa dodał dwa do dwóch i zaczął się zastanawiać, co też Feliks wymyślił. Wstał i podszedł do ekspresu do kawy.
Miał nadzieję, że coś mniej głupiego niż zwykle.
