Rozdział 11

Minęły trzy tygodnie od tego „małego" incydentu. Trzy tygodnie, podczas których Sasuke wariował. Nie wiedział, co się dzieje. Naruto nie chciał go znać i gdy tylko próbował zagadnąć go w szkole, ten odchodził bez słowa. Czasami rzucał mu tylko niejednoznaczne spojrzenie. W dodatku, jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze Naruko nie chciała się z nim widzieć. Kiedy spytał o powód szefa klubu, ten wzruszył ramionami i powiedział, że tylko przekazuje wiadomość od niej. Gdy zaś Uchiha zaproponował mu, że zapłaci podwójną cenę, byle tylko się z nią spotkać, ten odmówił tłumacząc, że Naruko jest jego najlepszą pracownicą i nie może sobie pozwolić, by ją stracić. A dziewczyna zagroziła odejściem, jeśli wpuści go do niej. Sasuke nie miał wyjścia, musiał odejść z niczym. Jednak nie rezygnował.

Czekał kilka godzin, aż dziewczyna skończy pracę, by ją spytać, dlaczego nie chce go widzieć. Lecz nawet to niczego nie wyjaśniło. Naruko stwierdziła, że nie mają o czym rozmawiać. Gdy zaś ponowił swoje pytanie, westchnęła i stwierdziła, że musi przemyśleć pewną sprawę i potrzebuje spokoju. Uchiha, jako dżentelmen, zgodził się już bez większego marudzenia, że da jej czas. Nie zmieniało to jednak faktu, że wariował. Czuł się niespokojny i rozkojarzony, gdy nie było przy nim Naruto albo dziewczyny. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jaki wpływ na jego zwyczaje wywarły te osoby. Przekonał się o tym dopiero, gdy zniknęli z jego życia i mógł je widzieć jedynie z daleka. Za to wszystko zaś obwiniał swojego brata. Uważał, że to skutek jego rozmowy z Naruto. Nie wiedział, jaki to ma związek z Naruko, ale podejrzewał, że jakiś miał.

Czas mijał, a on coraz bardziej tęsknił za błękitnymi tęczówkami, złocistymi włosami i ustami o smaku malin. Nie wiedział jednak za kim tak naprawdę tęskni. Lecz wszystko miało się zmienić, dzięki pewnemu telefonowi.

OoO

Sasuke rozdrażniony krążył po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Czuł zaniepokojenie i niepewność. Chciałby pogadać z Na… Właśnie z kim? Z Naruto, który się na niego obraził… czy może z Naruko, która niespodziewanie przestała się do niego odzywać? Ta niewiedza powodowała u niego złość. Nie zdając sobie z tego nawet sprawy, zaczął mylić te dwie osoby. Jednak najgorsze nadeszło pewnej nocy, kiedy w jego śnie dziewczyna, z którą się kochał zmieniła się w Uzumaki'ego. Obudził się wtedy zgrzany, zdyszany i z boleśnie pulsującą erekcją. Musiał się pogodzić z tym, że gdy zaspakajał się za pomocą swojej ręki, miał pod powiekami obraz chłopaka. Nie mógł nic na to poradzić, ale Naruto podniecał go tak samo, jeśli nie bardziej jak Naruko.

— Może w końcu usiądziesz i przestaniesz się tak szamotać? — zapytał go Itachi, gdy już po raz dziesiąty przeszedł koło fotela, na którym siedział. — Wyglądasz jak dzika, uwieziona puma — dodał.

— Nie porównuj mnie do głupiego zwierzęcia — prychnął w jego stronę.

— Ale puma do ciebie pasuje. Ta drapieżność i ten koci chód. Nic dziwnego, że wszystkie dziewczyny na ciebie lecą. Chociaż zapewne chciałbyś, żeby ktoś inny wyznał ci uczucia — powiedział spokojnie Itachi, przeglądając firmowe dokumenty.

— Zamknij się, łasico. — Posłał mu wściekłe spojrzenie.

— Podobno nie chciałeś być porównywany do zwierzęcia, a sam to robisz.

— To nie mi rodzice nadali takie imię. — Znów zaczął krążyć po pokoju.

— Aleś ty nerwowy ostatnio. Jeśli ci tak brakuje Naruto, to przyciągnij go na siłę do domu i mu wszystko wyjaśnij, a później pocałuj na zgodę — zaproponował.

— Nie musiałbym nic robić, gdybyś nie zaczął tego całego przesłuchania — krzyknął, a Itachi uniósł wzrok znad papierów.

— Już ci mówiłem, to nie było żadne przesłuchanie. Sam chciałbyś wiedzieć o nim jak najwięcej. Jednak nie miałeś tyle odwagi, by o coś zapytać. A kiedy byś miał w końcu dość tych wszystkich sekretów, to na siłę spróbowałbyś wyciągnąć odpowiedzi. Sądzę, że nawet tobie nie poszłoby łatwo. Dlatego lepiej, że ja o to zapytałem niż ty — wyjaśnił.

— Dużo się dowiedziałem — zakpił. — Tylko tyle, że jest sierotą. Nie pomyślałeś, że sam może mi to powiedzieć i nie skończyłoby się tak, jak się skończyło?

— Widząc jego reakcję uważam, że nawet po bliższej znajomości nie powiedziałby ci wszystkiego.

— Ty… — zaczął, ale przerwał mu dźwięk przychodzącego połączenia. Zerknąwszy na numer stwierdził, że go nie znał, ale postanowił odebrać. — Tak? — zapytał, a Itachi powrócił do swoich dokumentów, chodź z uwagą przysłuchiwał się rozmowie. — Kto mówi?

— Hyuuga Neji.

— Czego chcesz, Hyuuga? — odparł niegrzecznie.

— Jak zwykle, przyjemniaczek z ciebie. Mam informacje co do właściciela tego wisiorka, który kilka tygodni temu miałeś.

— Nie trzeba. Wiem do kogo należy i już go oddałem.

— To dlatego tak zaprzyjaźniłeś się z Naruto. Musiał być ci wdzięczny. — Usłyszał, a jego dłoń samoistnie zacisnęła się na urządzeniu. Tak mocno, że aż kostki mu zbielały. — Uchiha, co z tobą? Tak nagle zamilkłeś. — Nie tylko Neji był zaniepokojony zachowaniem chłopaka, także jego aniki już otwarcie na niego spoglądał.

— Co wspólnego ma z tym Uzumaki? — spytał głucho.

— Jak to? Przecież sam powiedziałeś, że oddałeś mu ten wisiorek. — Hyuuga nie wiedział, o co mu chodzi.

— Oddałem go właścicielce…

— Chyba właścicielowi. Ten naszyjnik należy do Naruto. Chyba nie powiesz mi, że o tym nie wiedziałeś?

— Hyuuga, zaraz będę u ciebie. Wszystko mi dokładnie opowiesz — powiedział nagle.

— Jak to, u mnie? Przecież jest późno. Zostawmy to na jutro — zaproponował.

— Nie — odmówił ostro i rozłączył, nie dając chłopakowi możliwości zaprotestowania. — Idę do kolegi. Nie wiem, o której wrócę — rzucił do brata, kierując swoje kroki na korytarz.

— Nie przejmuj się mną. Zostanę tu sam bez nikogo. Przecież to nic takiego — powiedział.

Sasuke zmierzył go spojrzeniem i dodał:

— Zaproś więc sobie jakąś dziewczynę czy coś. Będziecie mieli całą noc dla siebie. Przenocuję gdzie indziej.

To powiedziawszy, wziął ze sobą kurtkę i pieniądze na niespodziewane wypadki i wyszedł. Gdy tylko drzwi z cichym stukotem zamknęły się za nim, Itachi uśmiechnął się. Porzucając dokumenty na stoliku, wyciągnął z kieszeni komórkę i wybrał już tak dobrze znany sobie numer.

— Cześć. To ja. Masz dziś wolną noc? — zapytał i czekał na odpowiedź. — Tak, to świetnie. Zapraszam cię do siebie… Co z moim bratem?… Nic, dał nam swoje pozwolenie… Czemu mi nie wierzysz? To prawda. Przecież nie mógłbym cię okłamać… Mógłbyś się nie śmiać?… Dobrze, przyjdź do mnie kiedy tylko będziesz mógł. A, i będziesz mógł zostać na jak długo chcesz… Tak, Sasuke sam powiedział, że mam cię zaprosić i przestań wątpić w moje słowa. Czekam na ciebie. Do zobaczenia. — Rozłączył się.

No cóż, Sasuke naprawdę dał mu swoją zgodę. Nie musiał przecież dodawać, że tak naprawdę jego brat miał na myśli jakąś dziewczynę. Jak wróci, to się dowie, że chodzi z chłopakiem. Zapewne do jutrzejszego ranka Sasuke również, zamiast jakieś pustogłowej dziewuszki, będzie posiadał interesującego kochanka.

W tym czasie, kiedy on rozmawiał ze swoim chłopakiem, Sasuke dojechał taksówką pod dom Hyuugi. Mógł sobie pozwolić na ten dość drogi wydatek. Jego rodzina była bogata, tak samo jak rodzina drugiego chłopaka. Zawsze wśród ich rodów trwała kłótnia o to, kto posiada szlachetniejsze korzenie. Jednak nigdy nie mogli tego ustalić, ponieważ najstarsze dokumenty, które kiedykolwiek trafiły w ich ręce, mówiły o klanie Hyuuga i Uchiha, ale także dodawały, że te rodziny już istnieją od pokoleń. Nawet w tych czasach, czasami między nimi wybuchały kłótnie o to.

Przebiegając ostatnie kilka metrów od ulicy do bramy rezydencji, stanął przed furtką i nacisnął dzwonek. Zerknął ze znudzeniem na kamerę umieszczoną w krzakach. Miał dziecinną zachciankę, by wystawić w jej stronę język, ale jakby to wyglądało? Przedstawiciel klanu Uchiha pokazujący język?

— Nie mogłeś przyjść jutro albo coś? — spytał go Neji, który pojawił się po drugiej stronie furtki.

— Nie, nie mogłem — odparł.

— Wiesz, że się nie przyjaźnimy?

— Tak, ale jednak szukałeś informacji o tym naszyjniku, a kiedy je znalazłeś od razu do mnie zadzwoniłeś. To chyba coś oznacza…

— Wchodź. — Nie mówiąc już nic więcej, otworzył furtkę.

Po kilkunastu metrach spaceru po podwórzu, dotarli do rezydencji Hyuugi. Neji otworzył drzwi i wszedł do środka, zostawiając je otwarte. Tak jakby do było zaproszenie dla Sasuke. Może nie było to zbyt grzeczne, ale chłopak nie przejął się tym. Interesowały go w tej chwili tylko informacje, które posiadał jego szkolny kolega.

Dotarł do obszernego salonu, udekorowanego starymi gobelinami i różnymi rodzajami broni. Uchiha tylko przelotnie na nie spojrzał. Nie było to dla niego niczym nietypowym. Jego klan, tak jak rodzina Hyuugi, słynęła kiedyś z doskonałych wojowników, którzy ochraniali ten kraj, jak i ważne osobistości. On także posiadał w domu dużo podobnych pamiątek.

— Usiądź. Nie ma nikogo w domu. Możemy porozmawiać swobodnie — rzekł Neji, siadając na jednej z poduch leżących na podłodze.

— Tak, to dobrze — odparł, odrywając swój wzrok od jednej z katan, która mu się wyjątkowo spodobała. — Teraz mów, co wiesz o tym naszyjniku — rozkazał.

— Spokojnie. To dłuższa historia. Na pewno nie możesz przyjść jutro? — spytał.

— Nie — odparł takim tonem, że nikt o zdrowych zmysłach nie odważyłby się z nim sprzeczać.

— Tak sądziłem — westchnął i podniósł z podłogi kilka książek. Kładąc je na stoliku otworzył jedną z nich. — Zacznijmy od początku, bo chyba pragniesz poznać każdy szczegół.

— Nic przede mną nie ukrywaj. Masz mi powiedzieć każdą błahostkę.

— Jak chcesz… — Zaczął szukać odpowiedniej strony. Sasuke bacznie śledził jego ruchy.