I W KOŃCU!

Jeszcze raz- serdecznie Was przepraszam, wiem żem zasłużyła na karę surową... Rozdział miał być dłuższy, ale dziś wyjeżdżam do Wiednia, nie dałam rady, więc wklejam taki

Deykacja- dla marleny.

Miłej lektury!

xxxxxxxxxxxx

- Dziewczynki! Proszę do salonu! – głos Sulpici przerwał radosną budowę domku dla kucyków i spowodował tupot dwuch par małych stópek na puszystym dywanie. Konstrukcja pozostała bardziej na etapie planów architektonicznych- trzeba przyznać niezbyt obiecujących. Zbyt duża ilość materiałów w postaci kolorowych klocków, kartonów i cegiełek groziła rychłą katastrofą budowlaną na skalę całego kucykowa.

Sulpicia odnotowała w pamięci, by przy najbliższej okazji zakupić wielki, zabawkowy domek dla lkucyków i może jeszcze drugi, specjalny dla lalek.

Ruszyła za dziewczynkami, co jakiś czas lekko je upominając, że to nie czas na wyścigi/skoki/udawanie wielbłądów, bo wszyscy na nie czekają. Kto by pomyślał, że tak niedawno leżały ledwo żywe na łóżku, przedstawiając sobą obraz nędzy i rozpaczy.

Dziewczynki doszły, a raczej doskakały do salony i dygnęły przed czekającymi tam wampirami.

Sulpicia zajęła miejsce obok męża i cała szóstka wlepiła oczy w dwa małe stworzenia.

- To nie my- odezwała się w końcu Liliana, przełykając ślinę.

W jednej chwili straciła całą pewność siebie.

- O czym ty mówisz? Wezwaliśmy was, by wami porozmawiać- odrzekł cierpko Kajusz. Te dwie małe beznadzieje denerwowały go trochę swoją nieporadnością i rezerwą. Doprawdy, czy oni byli wobec nich tak straszni? Nawet aż nazbyt łagodni i wyrozumiali! O co im więc chodziło?!

- Jesteście tutaj, z nami już prawie miesiąc. Jak się u nas czujecie? Podoba się wam? – zaczęła miło Didyme.

Pani Didyme. Dziewczynki wiedziały, że ona jest najbardziej otwarta, chociaż nie mniej królewska jak reszta. Ale chyba była ostatnia, która mogłaby je uderzyć czy ukarać. Oczywiście wszyscy z całą pewnścią oświadczyli, że nie będą ich cieleśnie karać, tłuc pasem ani zamykać w ciasnych pomieszczeniach. Ale małym ciężko to było zrozumie. Bo jakto tak, bez pasa ani pogrzebacza... Nawet jak zrobiącoś złego?

- Tu jest cudownie, pani! – odpowiedziała w końcu Amelia. – Uwielbiamy bawić się z Felixem i Demetrim, zwłaszcza w koniki. To taka zabawa, że my siedzimy na plecach ich, a oni biegną, ale tak szybko (pokazała rączką, oczywiście ze sporym zwolnieniem) i czasem nawet skaczą z okien!

- Będziemy musieli z nimi porozmawiać o przepisach BHP czy innych tym podobných- mruknął Aro.

- BHP? Co się dziwisz, że tego nie stosują... U nas nigdy nie było czegoś podobnego- odszepnął Marek, ściskając dłoń Didyme.

- Bo nie było takiej potrzeby! A teraz będzie trzeba coś wymyśle...

- Albo ściągnąć z internetu...

- Wiecie jednak, że musicie się uczyć? Choć trochę?

- Po co?

- Bo macie cztery i pięć lat! Dzieci w tym wieku chodzą do szkoły!

- Nieprawda, do przedszkola, ale nie wszystkie!

- Nie przerywaj nam! – warknęła Athendora. – Może i nie wszystkie, ale wy tak. Jesteście teraz w rodzinie królewskiej, musicie reprezentować wysoki poziom.

- Jesteśmy w rodzinie królewskiej? – niedowierzała Liliana.

- Takiej prawdziwej? – upewniała się Lilcia.

- Tak, tak właśnie! Słuchajcie... Ponieważ jednak nie jesteście gotowe na naukę w placówce będziecie uczyć się tutaj...

- Taka jak królewny Roszpunki, rozumiesz! – szeptały dziewczynki między sobą, tak jakby ignorując dalszy ciąg wypowiedzi władców.

- Z koroną, pięknymi kucykami i sukniami z kokardkami!

- I wielkimi balami!

- Dziewczynki! – przerwała Sulpicia. – Doprawdy, czy wy zatrzymałyście się tylko na słowach „królewska rodzina" ? Skoro naprawdę chcecie należeć w pewnym stopniu do rodziny musicie umieć się zachować!

Poczuła się dumna, napominając te małe stworzonka. Bo naprawdę, nie wymagali tak wiele!

- Przepraszamy – oczka typu „smutny cocker spaniel". Czy one muszą być tak zabójczo rozbrajające?!

- Żeby nie przedłużać- westchnął w końcu Marek. – Po prostu... Musicie mieć jakieś obowiązki i rzeczy do zrobienia.

- Kupcie nam pieska! – wrzasnęła nagle Amelka.

Volturi poczuli się zdezorientowani, co dziecko chyba zauważyło, bo pospieszyło z yjaśnieniami.

- Takiego misiowaty! Jest wielki i tak puszysty że chyba nie da się bardziej!

- Tak! – dołączyła sie Lilianka. – Będziemy go wyprowadzać! – zaoferowała się.

- Nie! – Kajusz zburzył wszelki nadzieje. – Wy dwie to już za dużo. Nie dostaniecie psa!

- A szkoda- zachichotała szeptem Sulpicia, zwracając się do przyjaciółek. – Nawet zabawnie by było. Skoro i tak straciliśmy już wizję najstraszniejszych istot na ziemi, to miło byłoby przytulić się do psa, w razie gdyby Aro znów mi podpadł...