Przepraszam, że trwało to tyle czasu, ale oto w końcu jest!
Kolejny rozdział mojego, chyba najmniej popularnego fika (trochę mnie to boli, no ale przecież nie wszystko musi się podobać).

Ludzie pomocy D: Torturować mnie chco, coś o shoppingu mówio jak wezmę wypłatę D:
Nienawidzę robić zakupów, stroić też niespecjalnie się lubię, no ale wesele siostry... jak mus to mus.

Ogólnie posiadanie pieniążków jest fajne, ale praca ma te minusy, że trwa tych kilka godzin dziennie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale naprawdę wolałabym siedzieć cały dzień na czterech literach i pisać głupoty, bo lubię dłubać przy tych moich fikach. A i tak już mnie obwołano wiedźmą, ze względu na to, ile opowiadań na raz ciągnę i jak często je aktualizuję :P

Cóż, nie przedłużając niepotrzebnie, niniejszy rozdział dedykuję leniuszkom (bo wakacje).
Tym, którym nie chce się pisać, czytać, pracować, albo robić czegokolwiek ( ͡° ͜ʖ ͡°)


- Wyjaśnij mi… po jaką cholerę wynajęliśmy cały przedział i dlaczego musiałem zapłacić połowę?

- Bo nie lubię podróżować w zbyt licznym towarzystwie, a podział po połowie jest uczciwy.

- Gdzie tu uczciwość? Ja zajmuję jedno miejsce, ty się rozwaliłeś na trzech siedzeniach – mruknął Toris, spoglądając na swojego mentora, wygodnie wyłożonego na siedzeniach po jednej stronie.

- Nikt ci nie broni pójść w moje ślady – stwierdził Feliks, zakładając ręce za głowę. - Masz połowę przedziału do swojej dyspozycji, wykorzystaj ją jak chcesz. A teraz, z łaski swojej, przestań mi zawracać głowę. Do celu naszej podróży kilka ładnych godzin drogi, więc sobie przez ten czas dośpię.

- Mhm… dobranoc – westchnął brunet, opierając się na półeczce pod oknem. Wlepił wzrok w widoki za oknem, obserwując, jak krajobraz powoli się zmienia. Był zbyt zaciekawiony i zdenerwowany, żeby myśleć o spaniu. Zaciekawienie brało się stąd, że w końcu trafiła się jakaś dłuższa podróż, a zdenerwowanie z faktu, że prowadziła ona do niebezpiecznego zadania. Pająki skalne… jakoś wątpił, żeby spotkanie z nimi miało być przyjemnym doświadczeniem. Spojrzał na swoją torbę, którą rzucił na siedzenie obok siebie. Niegłupim pomysłem wydało mu się poczytanie książek, które wręczył mu Feliks.

- Nie będę się przecież gapił przez okno przez cały czas – mruknął, sięgając po pierwszą pozycję. Większość drogi upłynęła mu na czytaniu, przerywanym od czasu do czasu, żeby popatrzeć przez okno. Za to blondyn spał sobie w najlepsze, nie przejmując się niczym, nawet momentem, w którym pociąg zaczął zwalniać.

- Umm… Feliks? Chyba już jesteśmy na miejscu – powiedział niepewnie brunet. Pochował wszystkie książki do torby i przewiesił ją sobie przez ramię. - Feliks wsta… - wyciągnął w stronę blondyna rękę, żeby potrząsnąć go za ramię… i o mały włos nie dostał zawału, gdy ten złapał go za nadgarstek szybciej, niż zdążył mrugnąć.

- Usłyszałem za pierwszym razem – mruknął Feliks, otwierając oczy. - Na przyszłość lepiej dwa razy się zastanów, zanim spróbujesz zrobić coś takiego. To grozi utratą palców albo życia.

- Rozumiem, że nie lubisz jak ktoś cię budzi, ale to chyba lekka przesada – powiedział Toris, rozmasowując nadgarstek.

- Jestem po prostu przewrażliwiony w pewnych kwestiach. Nie lubię być zaskakiwany, o czym mogłeś się przekonać wczorajszej nocy.

- Przekonałem się też o kilku innych rzeczach…

- Jeśli masz jeszcze wątpliwości odnośnie tego, czy umiem całować, z miłą chęcią pomogę ci się ich pozbyć – stwierdził Feliks poruszając znacząco brwiami.

- Obejdzie się… - mruknął brunet, pąsowiejąc na twarzy i odwracając wzrok.

- Zgrywamy niedostępnego, co? - Blondyn wstał, przeciągnął się i pozbierał szybko swoją broń i resztę rzeczy. - Wiesz, nie musisz przede mną udawać. Twoja reakcja z wczoraj jasno dała mi do zrozumienia, że cnota chyba zaczyna cię trochę męczyć.

- Jeśli przez „męczyć" rozumiesz to, że jestem wrażliwszy, niż bym chciał, to tak… - burknął Toris. - Możemy skończyć ten temat?

- Jak baba. Najpierw zaczynasz temat, a potem nie chcesz o nim gadać. - Feliks pokręcił lekko głową, otwierając drzwi przedziału i wychodząc na korytarz. - W takim razie koniec gadki o przyjemnościach, czas zabrać się za uzupełnianie zapasów i szukanie dalszego transportu.

Po opuszczeniu pociągu znaleźli się na małej stacyjce, w jakimś niewielkim miasteczku pośrodku lasu. Napis na odrapanej tabliczce z łuszczącą się farbą głosił „Tart".

- Tart… zjadłbym tartę… albo torta. - Łotrzyk rozejrzał się wokół uważnie. - Ale chyba nie znajdziemy tu takich rarytasów. Wolisz kupić zapasy czy popytać, jak dostać się do Margo?

- Eee… może popytam. - Toris nie był pewny, co dokładnie miałby kupić, więc wolał pozostawić tę kwestię blondynowi. - Chociaż mam wrażenie, że i tak będziemy iść na nogach. Wątpię, żeby mieli tu jakąś szczególnie rozbudowaną sieć komunikacyjną.

- To normalne w Eatrus, bo jakieś dziewięćdziesiąt procent powierzchni tego dystryktu to lasy. Miasta większe niż to są rzadkością, większość osiedli ludzkich to osady drwali. Czwórka specjalizuje się w eksporcie wysokiej jakości drewna i wszelkiego rodzaju wyrobów drewnianych, ponadto trochę w myślistwie, ale w mniejszym stopniu. Co do broni, dostaniesz tu najlepszej jakości łuki i kusze, tudzież naprawdę wytrzymałe pałki i maczugi.

- Przy moich obecnych funduszach wątpię, żeby stać mnie było na takie rarytasy.

- W chwili obecnej pewnie nawet nie byłbyś w stanie odróżnić dobrej broni od ładnie przedstawionego szmelcu, ale tym się nie musisz martwić. Jak słusznie zauważyłeś, na razie nie stać cię na zbyt wiele, a do czasu, aż zarobisz dość dużo, Anri przeszkoli cię w tej kwestii jak ta lala. W każdym razie spotykamy się tutaj za jakieś pół godziny.


- Zupełnie tego nie rozumiem – mruknął Toris, kiedy jakiś czas później wracał na miejsce zbiórki.

- Czego dokładnie?

- Wiedziałem, że znowu pojawisz się praktycznie znikąd, prawdopodobnie w nadziei, że w końcu dostanę zawału. Nie dam sobie wmówić, że robisz to przypadkiem.

- Ups, chyba zostałem przyłapany… to czego nie rozumiesz? - zapytał ponownie Feliks, zeskakując z dachu budynku, na którym przysiadł, czekając na powrót bruneta.

- Pytałem chyba wszystkich mieszkańców tego miejsca o transport do Margo. W większości przypadków patrzono na mnie jak na wariata, kilka osób stwierdziło, że za żadne pieniądze nie zabiorą nikogo do „tego przeklętego miejsca" - odparł Toris. - Jedyne, co udało mi się uzyskać, to kilka wskazówek, jak się tam dostać na piechotę, i prowizoryczna mapa.

- Hmm… też trochę popytałem tu i ówdzie i miałem niewiele więcej szczęścia. - Blondyn spojrzał na „mapę", którą zdobył jego kompan. - Transportu nie załatwiłem, co mnie zbytnio nie dziwi, raczej nikt o zdrowych zmysłach nie pakuje się dobrowolnie w sieci wielkich pająków.

- To zabrzmiało trochę tak, jakbyś uważał, że jesteśmy niespełna rozumu.

- Bo szczerze powiedziawszy, trochę tak uważam. Tym, którzy parają się najemnictwem musi brakować piątej klepki, że zdecydowali się zajmować czymś, co grozi śmiercią prawie na każdym kroku.

- Dobrze, że zapasami dzielą się chętniej niż informacjami.

- Niekoniecznie. Taka mała wskazówka na przyszłość: zanim zaczniesz o coś pytać, najpierw zrób zakupy. Zdarza się, że jak zaczynasz zadawać niewygodne pytania, to nagle nikt nie chce mieć z tobą nic wspólnego.

- Teraz też tak było? - zapytał Toris, unosząc brwi ze zdumieniem.

- Mhm. Gość, u którego kupowałem, wyglądał, jakby miał zamiar rzucić we mnie pieniędzmi i zabrać z powrotem to, co mi sprzedał. Ale po jednym celnie rzuconym sztylecie troszku zmiękł i powiedział mi kilka ciekawych rzeczy.

- Nie musiałeś rzucać w niego nożem. - Brunet skrzywił się, wyobrażając sobie minę biednego człowieka.

- Lepsze to niż niepotrzebna strata pieniędzy. Strach jest najlepszym sposobem, żeby rozwiązać komuś język. - Feliks nie wyglądał, jakby żartował. - Strach, ból, pieniądze i seks. Osobiście wolę kogoś postraszyć albo się z nim przespać.

Toris z trudem powstrzymał się, żeby nie zapytać blondyna, czy korzysta (lub korzystał) z pozostałych dwóch opcji. Był ciekaw, ale nie był pewny, czy aby na pewno chce to wiedzieć.

- Więc? Co ci powiedział?

- Że jestem pozbawionym rozumu bandytą. Za co nazwał mnie bandytą, to zrozumiałe. Z brakiem rozumu to ciekawsza sprawa. Zapytał, czy aby na pewno chcę się dostać do Margo i czy przypadkiem nie chodziło mi o Nowe Margo.

- Nowe Margo? Ale zlecenie jasno mówiło, że chodzi o zwykłe Margo.

- To to ja wiem, bardziej ciekawią mnie inne sprawy. Kiedy powstało Nowe Margo? Co się stało ze starym? Dlaczego mieszkańcy nie chcą o tym rozmawiać? O ile mi wiadomo, skalne pająki nie prowadzą żadnej mafii, która miałaby zabijać każdego, kto będzie rozpowiadał o ich gnieździe.

- A co jeśli nie chodzi o pająki, tylko o jakieś ciemne interesy? A może to pułapka? - zapytał brunet z niepokojem. - Może to ma związek z tymi atakami?

- To niewykluczone, dlatego będziemy bardzo ostrożni. Może po drodze wpadniemy do tego Nowego Margo i dowiem się nieco więcej. - Blondyn spojrzał w niebo i potarł brodę w zamyśleniu. - Jeśli się okaże, że coś tu śmierdzi, wrócisz z powrotem do Inkornu i powiadomisz o tym resztę.

- Dlaczego tylko ja? A co ty masz zamiar wtedy zrobić?

- Próbować zdobyć więcej informacji, ewentualnie jakoś rozwiązać sprawę. Tylko nie wyskakuj mi tu z jakimś rycerskim tekstem typu: „Nie ma mowy, że zostawię cię tu samego" lub coś w ten deseń. Jeśli to naprawdę ci cali łowcy najemników, to nie masz z nimi najmniejszych szans, zabijali już bardziej doświadczonych od ciebie.

- A skąd możesz mieć pewność, że ty dasz sobie radę?

- Nie mam żadnej, ale mnie jest obojętne, czy zginę czy nie, a ty zdaje się masz jakieś marzenia i pewnie byłoby ci przykro, gdybyś umarł. - Feliks rzucił Torisowi torbę z zapasami i dał mu znak, że powinni już ruszać. - Mnie też by w sumie było przykro. Mój pierwszy i ostatni uczeń miałby kopnąć w kalendarz dzień po zakończeniu szkolenia?

- Hmm… to miło z twojej…

- I to jeszcze zanim uda mi się go zaciągnąć do łóżka? Nie ma opcji. Hmm… w takim układzie jednak będę ostrożniejszy. Byłoby mi przykro, gdybym umarł, zanim moje starania odniosłyby skutek.

- Odwołuję to, co chciałem powiedzieć…


- Dobra… rozumiem, że lasy trzeba chronić i tak dalej, zwłaszcza, kiedy stanowią główne źródło dochodu… Ale mogliby, chociaż minimalnie, zainteresować się zbudowaniem jakichś dróg! - Toris zaklął szpetnie pod nosem, chyba po raz setny potykając się na jakimś korzeniu.

- Z obecnym zarządcą czwórki to można sobie o tym pomarzyć. Fakt, odwalił kawał dobrej roboty, bo w pewnym momencie ludzie zaczęli trochę przesadzać z eksploatacją drzew. - Feliks nie miał takich problemów z potykaniem się, ale podróż przez las jego też męczyła. - Ale później trochę mu odbiło. Skutki są takie: raz, że region trochę zubożał przez zmniejszenie eksportu, dwa, że czasami naprawdę można zwątpić w to, czy aby na pewno mieszkają tu jacyś ludzie, bo o ślady ich bytności trudno.

- Jesteś pewny, że idziemy w dobrym kierunku, a nie zgubiliśmy się po prostu?

- Imponuje mi twoja wiara we mnie, wiesz? Może następnym razem się rozdzielimy i zobaczymy, kto trafi na miejsce przeznaczenia pierwszy?

- Nie, dziękuję, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa w ogóle bym nie dotarł. Powiedz mi tylko jedno – skąd masz pewność, że idziemy w dobrym kierunku?

- Z podstawowych zasad przetrwania, twojej z trudem zdobytej, prowizorycznej mapy i świadomości, w jakim kierunku znajduje się miejsce, do którego zmierzamy. A gdyby zachodzące powoli słońce było zbyt marną wskazówką, to może w to nie uwierzysz, ale idziemy po czymś, co kiedyś było całkiem znośnie utrzymaną drogą.

- Masz rację, za cholerę nie uwierzę, że tu kiedyś była droga – stwierdził brunet. - Nie chodzę po lesie po raz pierwszy w życiu, widywałem drogi, o które nikt nie dbał przez dziesiątki lat, a wciąż dało się z nich przyzwoicie korzystać.

- Ale to jest Eatrus, tutaj lasy rosną o wiele szybciej i gęściej, niż w innych częściach świata. - Feliks zatrzymał się i oparł o pień jednego z drzew, żeby chwilę odsapnąć. Toris bez słowa poszedł w jego ślady. - Są na świecie miejsca, w których magia manifestuje swoją obecność w bardzo wyraźny sposób, a to jest jedno z nich. Jak jeszcze pracowałeś w Aquronie, to musieli cię nieźle izolować od wiedzy na temat świata, że nie wiesz takich rzeczy.

- Nie mówiono mi o rzeczach, które nie były mi potrzebne do pracy. Nauczono mnie pisać i czytać, ale nie miałem dostępu do książek, które dałyby mi jakieś większe pojęcie o świecie. Niby nie miałem większych powodów do narzekania, ale czułem się trochę jak niewolnik – mruknął brunet, przyglądając się swoim butom. Jakoś nie miał ochoty rozmawiać o swoim życiu w dystrykcie dziesiątym, głównie dlatego, że nie było o czym. Nie działo się wtedy praktycznie nic ciekawego.

- Jeśli chcesz zobaczyć prawdziwe niewolnictwo, wybierz się kiedyś do Ósemki. Tam to jest legalne i powszechnie wykorzystywane. Tylko uważaj, żeby nie posmakować tego na własnej skórze.

- Czy ty byłeś w każdym dystrykcie? Nie wydajesz się być wiele starszy ode mnie, skąd wiesz aż tyle?

Feliks namyślał się przez chwilę, zanim zaczął odpowiadać na te pytania.

- Fakt, nie jesteś wiele młodszy, ale trafiłeś znacznie lepiej niż ja, jeśli chodzi o warunki w jakich dorastałeś – powiedział powoli. - Najemnikiem zostałem w bardzo młodym wieku, więc miałem dość czasu, żeby zwiedzić każdy z dwunastu dystryktów. Część swojej wiedzy zdobyłem na własną rękę, część została mi wpojona…

- Przez mistrza Romana?

- Między innymi – mruknął Feliks wbijając wzrok w przestrzeń. - Ale jeśli o ciebie chodzi, nie masz się czym martwić. Wszystko sobie na spokojnie nadrobisz, o ile nie dasz się zabić w głupi sposób. Masz dostęp do gildyjnych zbiorów, możesz iść do biblioteki w Inkornie, albo pogadać z ludźmi w Szponie i innych gildiach. Korzystaj z nich ile wlezie, wiedza jest cennym towarem, no i pomaga unikać wielu kłopotów.

- Tak mnie to zastanawia… ile dokładnie miałeś lat, kiedy zostałeś najemnikiem? - Toris spojrzał na blondyna pytająco, kiedy ten parsknął śmiechem.

- To było pierwsze pytanie, które przyszło ci na myśl? Ty to masz priorytety – wykrztusił łotrzyk, ocierając łzę z kącika oka. - Schlebia mi twoje zainteresowanie, ale nie mam zamiaru odpowiadać na pytania tego typu. Ani ci to potrzebne w życiu, ani nie znamy się tak długo, żebym chciał ci o sobie opowiadać. Starczy tych pogaduszek, trzeba iść dalej, bo nie uśmiecha mi się spędzić nocy w tym lesie.

- Też wolałbym tego uniknąć – mruknął brunet ruszając za blondynem. Zastanawiało go, dlaczego Feliks tak niechętnie dzieli się informacjami na temat swojej przeszłości. - Powiedz mi tylko jedno… skąd wiesz, że tu kiedyś była droga?

- Bo gdyby jej tu nie było, to w ogóle nie dalibyśmy rady tędy przejść bez wycinania sobie drogi mieczem. A w tej części Czwórki jeszcze nie jest tak źle. Tam, gdzie jest cieplej i częściej leje, to bez topora ani rusz. - Nie szli zbyt długo, po paruset metrach drzewa nagle się skończyły, a oni znaleźli się na skraju osady niewiele większej od Tartu.

- O, a to ci zaskoczenie, gdzieś udało nam się dotrzeć.

- Myślisz, że to któraś z tych wiosek, o których słyszeliśmy?

- To dość prawdopodobne, dowiemy się, jak zapytamy. Całe szczęście widzę, że mają tu coś na kształt karczmy, to będzie się gdzie kimnąć. To ten… chcesz mieć osobny pokój czy zaryzykujesz i śpisz ze mną w jednym? - zapytał Feliks szczerząc zęby.

- To zależy, czy w tym pokoju będą osobne łóżka. W razie czego będę spał z mieczem w ręce.

- I myślisz, że ci to pomoże? Optymista z ciebie. Rozbrojenie ciebie to żadne wyzwanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę twoją „wrażliwość".

- Feliks błagam cię… zamknij się i…

- Zacznij działać?

- Po prostu się zamknij – syknął Toris przez zaciśnięte zęby, czując, jak palą go policzki.

- W sumie masz rację. Czyny są z reguły skuteczniejsze niż słowa – stwierdził Feliks, nieśpiesznie ruszając w stronę dość skromnie wyglądającej oberży. Toris zaczynał się trochę obawiać tego wieczora, teraz był z Feliksem praktycznie sam na sam. Podejrzewał, że gdyby doszło do takiej sytuacji jak wczorajszej nocy, to finał będzie zdecydowanie inny.

- Nie musisz robić takiej przerażonej miny – westchnął blondyn, zerknąwszy kątem oka na twarz swojego towarzysza. - Nie zrobię ci nic, jeśli sobie tego nie życzysz… I, zanim coś powiesz, wczoraj mnie po prostu lekko poniosło.

Problemem Torisa było to, że chyba jednak sobie tego życzył. Ale nie miał na tyle śmiałości, żeby na głos stwierdzić: „Wiesz, ta akcja z wczoraj była najprzyjemniejszym, co mnie do tej pory w życiu spotkało, więc w sumie chyba chciałbym się z tobą przespać. Choćby po to, żeby w końcu pozbyć się swoich wątpliwości i sprawdzić, czy potrafisz sprawić, żebym poczuł się jeszcze lepiej". Westchnął ciężko. W jego głowie brzmiało to po prostu tragicznie i podejrzewał, że w jego ustach nie zabrzmi lepiej, chociaż Feliks pewnie i tak by się ucieszył.

Dotarli w końcu do karczmy, w samą porę, bo słońce już prawie zaszło. Wnętrze budynku było dość ponure. Niewielka oliwna lampka, zawieszona na belce pod sufitem, dawała za mało światła, żeby kompletnie rozproszyć mrok. Zatrzaśnięte na głucho okiennice też nie pomagały.

- Hmm… przytulnie – stwierdził Feliks, obrzucając wzrokiem pomieszczenie.

- Jak diabli – przytaknął Toris. Podejrzewał, że mogło być gorzej. Podejrzewał też, że gdyby zaczął narzekać, Feliks bez oporów nazwał by go idiotą, wygodnisiem lub czymś w tym guście i podał jakiś przykład z jakiegoś zlecenia, przy którym musiał się zadowolić gorszymi warunkami.

- Dzień dobry wieczór! Chcieliśmy wynająć… - blondyn obejrzał się na wojownika i uniósł pytająco brew. Toris wzruszył ramionami, nie był pewny, czy to dobry pomysł, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać. - ...jeden pokój i zjeść jakąś w miarę przyzwoitą kolację… no i jakieś piwo do tego, jeśli można prosić.

- Prosić możecie, a pieniądze macie? - zapytał oberżysta. Nie wyglądał na szczególnie uradowanego ich przybyciem, co brunetowi wydało się trochę dziwne. Powinien się raczej cieszyć, że ma jakichś klientów.

- Gdybyśmy nie mieli, spalibyśmy w lesie – odparł Feliks. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął kilka srebrnych monet. Nawet widok pieniędzy nie poruszył stojącego za barem mężczyzny w jakimś znaczącym stopniu, skinął tylko głową i wyciągnął spod lady odrapany klucz.

- Pokój trzeci, jedzenie będzie za pół godziny… piwo też.

- Dziękujemy, w takim razie pójdziemy się rozgościć i zaraz będziemy z powrotem. - Łotrzyk zgarnął klucz z lady i ruszył w kierunku wskazanym przez karczmarza. - Ach, chciałbym jeszcze zapytać, jak nazywa się ta osada? Nie jestem pewny, czy ja i mój towarzysz przypadkiem się nie zgubiliśmy.

- Nowe Margo – burknął oberżysta, po czym zniknął na zapleczu.


- Czyli udało nam się trafić do jednego z miejsc, o których słyszeliśmy – powiedział Toris, gdy szli ciasnym korytarzykiem, szukając drzwi oznaczonych trójką. - Czy jest jakiś konkretny powód, dla którego zapytałeś gdzie jesteśmy, zamiast po prostu zapytać czy to Margo, czy Nowe Margo?

- Miło, że zwróciłeś uwagę na taką drobnostkę, to dość istotne… Ach, to chyba tutaj – mruknął blondyn, sprawdzając czy klucz pasuje do drzwi, na których kiedyś zapewne namalowana była cyfra trzy. Teraz wyglądało bardziej jak odwrócone „C". - Już w Tarcie ludzie mieli jakiś problem z tym, że chcemy się dostać do Margo. Ja kieruję się zasadą, że jeśli w jednym miejscu nie chcą mi o czymś mówić, to lepiej udawać debila, niż dawać oznaki, że coś już na dany temat wiem. Bo jeśli nie chcą mi powiedzieć, to i tak mi nie powiedzą, a mogę sprowadzić sobie na łeb kłopoty. Z reguły najpierw przeprowadzam ostrożne rozeznanie sytuacji, a potem wybieram sobie kogoś, kto powinien coś wiedzieć i staram się wyciągnąć z niego potrzebne mi informacje… Och, jest lepiej niż myślałem, łóżko może jedno, ale za to pościel wygląda na czystą.

- Współczuję tej osobie, którą wybierzesz sobie teraz – oświadczył Toris, rozglądając się po pokoju. Gołe ściany, jedno sfatygowane łóżko i wytarte dywaniki po obu stronach mebla, kolejna mała lampka olejna i zamknięte okno.

- Nie muszę od razu kogoś zastraszać… Może znajdzie się jakaś dama w palącej potrzebie, której będę mógł pomóc w zamian za kilka informacji.

- Aha… czy to może się znaleźć na liście rzeczy, których nie chcę, żebyś robił?

- Twoja zazdrość mocno utrudnia mi pracę, ale skoro to zlecenie to prezent z okazji końca twojego szkolenia, to niech ci będzie. - Feliks zostawił swoją torbę w kącie pokoju i przeciągnął się, by rozluźnić mięśnie po przedzieraniu się przez las. - Chociaż zastanawia mnie to trochę. Znasz mnie raczej krótko, nie powinno cię zbytnio obchodzić, co robię.

Toris bez słowa położył swoją torbę i torbę z zapasami obok rzeczy blondyna. Pewnie nie obchodziłoby go to, czym zajmuje się Feliks, gdyby nie fakt, że kilka z tych rzeczy dotyczyło jego. Nie zaprzeczał temu, że nie podobała mu się myśl, iż jego mentor nie ma żadnych oporów przed szukaniem przyjemności gdzie mu się żywnie podobało. Nie rozumiał tylko, dlaczego tak się czuł. To nie miało dla niego żadnego sensu, ale nie potrafił tego zignorować. Zaczął się też zastanawiać, czy jego spotkanie z Feliksem było dla niego bardziej szczęściem, czy nieszczęściem. Bo niby dzięki temu dostał się do gildii szybciej niż mógłby marzyć, ale z drugiej strony jego życie prywatne zmieniło się w czysty chaos.

- W każdym razie wniosek jest jeden. Ktoś tu musi wiedzieć, o co chodzi ze starym Margo. - Po zostawieniu rzeczy wyszli z powrotem na korytarz, Feliks zamknął na powrót drzwi i ruszyli w stronę głównej sali.

- Feliks… kto właściwie dał to zlecenie, które wzięliśmy? Możesz na mnie nawrzeszczeć, ale chyba tego nie doczytałem.

- Nie będę wrzeszczał, bo to nie było napisane.

- Chwila… wziąłeś mnie na zlecenie od nieznanego zleceniodawcy? Czy to przypadkiem nie ty w kółko suszysz mi łeb na temat ostrożności?

- Poza brakiem informacji, kto dokładnie zlecił to zadanie, wszystko wydaje się w porządku. Zresztą mówiłem już, że w razie czego wyślę cię z powrotem do Szpona, choćby przesyłką pocztową. Chyba nie muszę mówić, że jestem do tego zdolny?

- Nie, nie musisz… wiem, że nie wahałbyś się nawet sekundy i nawet jestem w stanie sobie wyobrazić taki scenariusz. Myślę, że Hedvika miałaby niezły ubaw.

- Lizzie też. Nawrzeszczałaby na mnie później, ale ubaw by miała. Zresztą chyba wszyscy by mieli, jeszcze gdybym cię jakoś ładnie zapakował…

- Nie podoba mi się to, że tak się zapaliłeś do tego pomysłu.

- Jeszcze nigdy nie wysłałem kogoś pocztą, to mogłoby być fascynujące doświadczenie.

- Siebie byś wysłał…

- To też brzmi ciekawie, to może być rewolucyjna metoda na infiltrację niektórych miejsc. Trzeba by to przetestować. Jakbyś kiedyś dostał sporą paczkę, to nie wystrasz się zbytnio jej zawartością.

- Wracając do tematu, jaki jest plan na rano? - zapytał Toris, uznając, że lepiej zakończyć temat pocztowych wysyłek, zanim blondyn wpadnie na coś jeszcze dziwniejszego. - Bo chyba nie zamierzasz szwendać się po nocy?

- Nie tym razem. Muszę cię pilnować, a na ewentualny spacer zabrać cię nie mogę, bo dyskrecja i pozostawanie niezauważonym to nie jest twoja mocna strona. Och, patrz, tubylcy, może z nimi uda się trochę pogadać na tematy, które nas interesują. - Feliks zajął miejsce przy jednym ze stołów, w pewnej odległości od dwóch mężczyzn, którzy najpewniej byli tutejszymi osadnikami.

- Nie wyglądają zbyt przyjaźnie… - mruknął Toris, ignorując nieprzyjazne spojrzenia, które posyłali im nowi goście.

- Zdziwiłbyś się, jak przyjaźni mogą stać się ludzie, kiedy oferujesz im zabieg upiększający sztyletem – odparł blondyn bez zbytniego przejęcia. - O bogowie, jedzenie! - westchnął z ulgą, widząc zmierzającego w ich stronę karczmarza. - W samą porę, umieram z głodu.

- Skoro jesteś taki głodny, to dlaczego nie wziąłeś czegoś z torby? - zapytał brunet ze zdziwieniem. Nad wzmianką o zabiegach upiększających wolał nawet nie myśleć. To, z jaką łatwością przychodziło Feliksowi mówienie o okaleczaniu i zabijaniu innych, budziło w nim pewne obawy względem niego. To i jeszcze kilka innych rzeczy. Tamto zlecenie w magazynie… wtedy bez mrugnięcia okiem pozbawił życia jednego z bandytów, celowo, nie przez przypadek. To była kwestia jego doświadczenia jako najemnika, czy czegoś innego? Przeszłość jego mentora go ciekawiła, ale jednocześnie bał się ją poznać.

- Bo tamte zapasy przydadzą nam się później. Jak już weźmiemy się do poważnej roboty, to nie będziemy mogli ot tak sobie przerwać, żeby pójść do sklepu kupić jedzenie. Niby pająkom to raczej obojętne, czy ich przyszły posiłek jest dobrze najedzony, ale raczej na nas grzecznie nie poczekają.

- To ma sens…

- Jak już wspominałem, jak się nie dasz głupio zabić, to wszystko sobie na spokojnie wyrobisz. To, kiedy w trakcie wykonywania zlecenia możesz sobie pozwolić na niektóre rzeczy, też. A teraz dość gadania, zjedzmy kolację, napijmy się mam nadzieję że znośnego piwa i chodźmy odpocząć.

- Czyli zbieranie dodatkowych informacji zostawiamy na jutro?

- Taa. Po co być nadgorliwym. Nasze zadanie nie wpływa znacząco na losy świata, więc nie trzeba się z nim spieszyć.

- A są takie, które wpływają?

- Tak, większość zadań z poziomu S można pod to podciągnąć. Znaczy, to nie tak, że świat się skończy, jeśli ktoś natychmiastowo nie zajmie się takim zleceniem. Ale jeśli trafi się na przykład… hmm… na przykład coś w stylu: „unieszkodliwić czarnoksiężnika przywołującego demony", to jest spora szansa, że jeśli zostawić takiego jegomościa w spokoju na zbyt długo, to będzie próbował przejąć kontrolę nad światem, czy coś w tym guście.

- Wykonywałeś kiedyś takie zlecenie? Walczyłeś z demonami? - zapytał Toris ze szczerym zainteresowaniem.

- Nie i niespieszno mi do próbowania – odparł Feliks, uważnie oceniając jedzenie, które dostali. - Są rzeczy, których lepiej unikać. Demony i inne stworzenia z innych wymiarów są jedną z nich. Nie miałem okazji się o tym przekonać, ale ponoć zabicie demona nie jest takie łatwe. Nie dość, że są silne i każdy bez wyjątku posiada pewną dozę magicznej mocy, to jeszcze nawet jeśli uda się takiego zabić, wciąż nie możesz mieć pewności, że ci się nie odpłaci.

- Czyli? Jak ktoś lub coś, co już nie żyje, może ci się odpłacić?

- Zapytaj nekromantów, oni mają spore doświadczenie w tych klimatach. Tak na marginesie, nekromanci i szeroko pojęta magia śmierci to kolejna rzecz, której radziłbym unikać. - Po zbadaniu, czy ich posiłek aby na pewno nie jest zatruty, blondyn zabrał się za kurze udka. - Ale w przypadku demonów nekromancja nie jest potrzebna. Nie są co prawda w stanie wskrzesić swojego oryginalnego ciała, ale mogą zabrać sobie twoje. Po śmierci ciała ich dusza wciąż pozostaje żywa, a opętanie człowieka nie sprawia im większej trudności. Trzeba mieć naprawdę silną wolę, by nie dać się opętać, przy czym znacząco pomaga, kiedy znasz się na białej magii i egzorcyzmach, albo masz przy sobie kogoś, kto się zna.

- Co się dzieje z opętanym?

- Są różne teorie na ten temat. - Feliks pociągnął zdrowy łyk piwa i skrzywił się. Ciężko to było nazwać piwem, a już na pewno nie dorastało do pięt wyrobom Hedviki. - Jedni mówią, że dusza opętanego zostaje zniszczona, inni, że zostaje uwięziona. Która wersja nie byłaby prawdziwa, pewne jest jedno: ciało nieszczęśnika przestaje należeć do niego i z upływem czasu zaczyna nabierać coraz bardziej demonicznego wyglądu, aż do zupełnego przekształcenia się w demona. Rozmawiałem kiedyś z kilkoma egzorcystami, którzy są zwolennikami teorii, że dusza człowieka nie zostaje zniszczona. Według nich opętanego da się uratować, ale wszystko zależy od siły demona, opętanej osoby i czasu, jaki minął od opętania. Przy czym ponoć nawet wtedy nie ma szczęśliwego zakończenia, bo wedle innej teorii delikwent będzie pamiętał wszystko, co robił jako opętany. Jego dusza będzie okaleczona i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa „ocalony" załamie się psychicznie… albo odbije mu w inny sposób.

- Okej… czyli unikać demonów… i nekromantów – mruknął Toris. Po tym, co usłyszał, miał szczerą nadzieję, że nigdy nie będzie miał do czynienia z demonem. Wystarczyło mu, że miał do czynienia z Feliksem. Jeśli to, co już wcześniej słyszał o demonach, było prawdą, to blondyn dorównywał im pod względem złośliwości.

- Jeśli interesują cię moje porady, to radzę ci unikać zleceń dotyczących: demonów, nekromantów, czarnej magii, tych, które uwzględniają udanie się do dystryktu jedenastego, przeklętej wyspy Eregor, oraz tych w dystrykcie siódmym.

- Paradise? - Brunet uniósł brwi zdziwiony. - Dlaczego? Przecież to najbogatszy dystrykt, bogatszy nawet od Centrii, chyba każdy chciałby tam mieszkać i pławić się w luksusach…

- Byłem, widziałem, nie polecam – mruknął Feliks wbijając spojrzenie w blat stołu. - Nie musisz korzystać z moich porad, ale powiem jedno: Jeśli uznasz to miejsce za wspaniałe, nie będąc tam ani razu i nie wiedząc, jakie jest naprawdę, to na szacunek z mojej strony nie masz co liczyć.

- A jeśli uznam je za takie po tym, jak je poznam?

- To wtedy nie będę chciał mieć z tobą nic wspólnego – oświadczył blondyn. Przez chwilę Toris był pewny, że żartuje, ale kiedy po paru minutach Feliks nie powiedział, że nie mówił poważnie, ani nie okazał wesołości w żaden typowy dla niego sposób, uznał, że mówił poważnie.

- Dlaczego? Co z siódemką jest nie tak?

- Wszystko. - Łotrzyk wzruszył ramionami. - To, co wiesz o Paradise, to, co większość przyzwoitych ludzi wie, to iluzja. W rzeczywistości dystrykt siódmy jest wszystkim tym, czym gardzisz i czym ja gardzę. Siedliskiem złodziejstwa, korupcji, oszustwa, kurewstwa...

- Jesteś łotrzykiem – stwierdził brunet ze zdziwieniem. - Zajmujesz się tym zawodowo, jak możesz gardzić takimi rzeczami?

Po tych słowach blondyn posłał mu chłodne spojrzenie i kpiący uśmiech.

- No tak, moja klasa przecież definiuje to, kim jestem i jaki jestem, co nie? Wedle moich słów siódemka powinna być dla mnie rajem, to sobie pomyślałeś? Wyobraź więc sobie, że gardzę samym sobą, tym, czym się zajmuję i tym, w jaki sposób zaszufladkował mnie system. A tak na marginesie, na kurewstwo licencji nie robiłem...

- Nie to chciałem… dokąd idziesz? - zapytał Toris, gdy Feliks odsunął od siebie niedokończoną kolację i wstał.

- Przejść się… po prostu na zwykły spacer. Potrzebuję się przewietrzyć i odlać. Postaraj się nie zrobić czegoś głupiego, jak mnie nie będzie.

Zanim brunet zdążył powiedzieć coś jeszcze, Feliks opuścił budynek, pozostawiając go samego z karczmarzem i tymi dwoma typami.

- Gardzić samym sobą… - mruknął Toris, niemrawo skubiąc swoją porcję. To go zaskoczyło. Feliks nie sprawiał wrażenia, jakby to, co robił, jakoś szczególnie mu przeszkadzało. Chyba, że mówiąc to, miał na myśli coś innego. Im dłużej z nim przebywał, tym więcej pojawiało się pytań bez odpowiedzi. I chyba wszystkie miały jeden wspólny punkt: przeszłość Feliksa. Szczerze wątpił w to, żeby blondyn miał się chętnie z nim podzielić informacjami, gdyby go o to zapytał. Miał dwie możliwości, żeby dowiedzieć się więcej. Albo zaskarbić sobie zaufanie łotrzyka i to naprawdę dużo zaufania, co nie było ani proste, ani szybkie. Albo zapytać o to kogoś, kto go nie pośle na tamten świat, gdyby lekko przesadził.

- Hedvika na sto procent pomyśli sobie… cholera wie co… - mruknął brunet, odruchowo popijając to, co miał pod ręką. Cichego głosiku, który twierdził, że domysły alchemiczki byłyby w tej kwestii słuszne, wolał nie słuchać. - Kurwa mać, w jaką pokręconą relację ja się wdałem?

Zajęty własnymi rozmyślaniami Toris nie zauważył, że w międzyczasie jeden z gości się ulotnił, a drugi zerka na niego nazbyt często i zdecydowanie w mało przyjemny sposób. Co jakiś czas brunet dolewał sobie piwa z dzbana, który dostali wraz z kolacją, nie zważając na to, że powinien być z tym ostrożny. Zresztą doszedł do wniosku, że alkohol bardzo pomaga na paskudny nastrój. Do pokoju udał się dopiero wtedy, gdy zorientował się, że nie ma już nic więcej do zjedzenia… i wypicia.

- Cholera… chyba pszesadziłem – mruknął, czując, jak kręci mu się w głowie. - Gdzie do cholery podział się Feliks? Ilesz można spacerować… Czekaj… kurwa… przeciesz on ma klucz!

Uznał, że dobrym pomysłem będzie wyjść i poszukać Feliksa, ale zanim zdążył się zabrać za jego wykonanie, poczuł, jak czyjeś ramię zaciska się na jego gardle. Nieco go to otrzeźwiło, trochę wystraszyło i porządnie wkurzyło. Uduszenie przez nieznanego napastnika prawdopodobnie wpisywało się w umieranie w głupi sposób, a on jeszcze nie zamierzał żegnać się z życiem. Uderzył głową do tyłu, co sprawiło, że uścisk na jego gardle nieco się rozluźnił. Skorzystał z tej okazji żeby się wyrwać, odwrócić i zacząć się bronić. Nawet go nie zdziwiło, gdy okazało się, że tym, który go zaatakował, był jeden z tych mężczyzn, których widział już wcześniej w sali głównej.

- Nie jesztem w najlepszym humorze, więc radzę, żebyś grzecznie dał mi spokój.

- Nie potrzebujemy tutaj obcych – powiedział mężczyzna. - Odejdźcie, ty i twój towarzysz, albo zginiecie.

- Pszykro mi, ale nie możemy tego zrobić. Umierać żaden z nas też nie zamiesza, więc obawiam się, że mamy problem. - Toris uniósł pięści, korytarz był za ciasny, żeby mógł swobodnie użyć miecza. Nie miał wiele doświadczenia w walce wręcz, ale podejrzewał, że pieprznąć komuś porządnie nie jest wielką filozofią. - Popełniłeś błąd atakując mnie, a jeśli twój kumpel poszedł zająć się moim kumplem, to popełnił nawet jeszcze większy błąd.


- Zimna krew… zachowaj zimną krew, do cholery – mruczał do siebie Feliks, przechadzając się po uśpionej osadzie. Hedvika mogła mieć trochę racji z tym, że zaczyna mu nieco odbijać, kiedy pojawia się temat dystryktu siódmego. Musiał się nieco uspokoić… i może nawet przeprosić Torisa za swoje zachowanie, w końcu brunet nic specjalnie złego nie powiedział.

- Dobra, to skoro już wbrew wcześniejszym zamiarom udałem się na mały spacer, nie zaszkodzi rzucić okiem tu i ówdzie w drodze powrotnej.

Noc była dość ciemna, z racji tego, że wokół wsi rosły bardzo wysokie drzewa, blokujące promienie księżyca i rzucające cień na budynki. Mrok mu nie przeszkadzał, był do niego przyzwyczajony. Z tego, co zdążył zauważyć, wszystkie budynki poza karczmą były nowe, ta osada nie mogła mieć więcej niż rok, może dwa. - Hmm… wyglądałoby na to, że karczma już tu wcześniej była, zapewne jako przystanek po drodze do Margo, a reszta wioski zaczęła powstawać jakiś czas temu. Ale czemu? Nowe Margo... relokują całą wieś? Jeśli tak, to dlaczego? Z powodu pająków? Coś tu jest mocno nie w porządku…

Odskoczył do tyłu odruchowo, jeszcze zanim powiązał usłyszany szmer z czymś konkretnym. W mroku błysnęło ostrze noża, a zza narożnika wyskoczył jeden z mężczyzn, którego widział wcześniej w karczmie.

- Na przykład to – stwierdził Feliks, wyciągając jeden z mieczy. Nie miał czasu napawać się widokiem delikatnie migoczącego ostrza, bo gość, który go zaatakował, rzucił się w jego kierunku z głośnym przekleństwem. - Proszę pana, radzę to schować, niebezpiecznie jest biegać z ostrymi rzeczami. A już na pewno niebezpiecznie jest zadzierać z osobami, których się nie zna, a które posiadają znacznie fajniejsze zabawki.

- Ty i ten drugi jesteście najemnikami, od razu to widać! - warknął mężczyzna, tnąc nożem na prawo i lewo.

- I? To chyba dobrze, że ktoś zainteresował się tą dziurą. - Łotrzyk bez większych trudności parował ciosy, albo po prostu ich unikał. - Chyba, że należy pan do jednej z tych grup, które są ostatnio modne, a którym zależy na mordowaniu najemników.

- Przestań skakać cholerny szczylu! Próbuję ci tylko pomóc!

- Rzucając się na mnie z nożem? Niby widziałem już taką definicję pomocy, ale za każdym razem mnie to zaskakuje. Rzuca się taki na ciebie z bronią i wrzeszczy, że chce ci pomóc… Pan wybaczy, ale nie potrzebuję pomocy z wyprawieniem się na tamten świat.

- Nie chcę cię zabić… chcę tylko, żebyś wrócił tam skąd przybyłeś… ten drugi też… - wysapał napastnik.

- Och, to miło, ale nie mamy zamiaru tego zrobić przed wykonaniem zlecenia… Chyba, że coś z nim jest nie tak? Może podzieli się pan informacjami, tak w ramach prawdziwej, nie przemocnej pomocy?

- Nie jesteście pierwszymi, którzy tu przybyli… nie zrobię ci krzywdy, jeśli obiecasz, że weźmiesz swojego towarzysza i wrócicie tam, skąd przybyliście.

- Nie jesteśmy pierwsi? A to ciekawe, ogłoszenie wydawało się raczej świeże… hmm… och… Czyżby było przekłamane? - Feliks szybkim ruchem złapał agresora za nadgarstek i ścisnął go tak mocno, że ten upuścił swoją broń. - Chodzi o coś innego niż pająki?

- Nie… - jęknął mężczyzna.

- W takim razie może jest ich więcej, niż zakłada ogłoszenie? Dlaczego są dwa Margo? Ile jest tych pająków, że opuściliście starą wieś i zaczęliście budowę nowej?

- Nie mogę powiedzieć… puść mnie! Przestało mnie obchodzić, czy skończycie tak samo jak pozostali, daj mi odejść!

- A-a-a! Nie tak szybko, skoro już rzuciłeś się na mnie z nożem, chcę informacji w ramach zadośćuczynienia – powiedział blondyn, wykręcając rękę napastnika do tyłu. - Opowiedz mi o tym… ilu było przed nami? Wielu ich było? Jak bardzo byli doświadczeni? Jak duże jest siedlisko stworzeń, które mieli zabić?

- Nie mogę ci powiedzieć! Zabiją mnie, jeśli się dowiedzą, że puściłem parę z gęby!

- Kto? - zapytał spokojnie łotrzyk.

- Nie mogę… po prostu nie mogę… proszę, puść mnie…

- Masz pecha. Gdybyś trafił na mojego kolegę, pewnie dałby ci odejść, bo jest jeszcze zbyt miękki, ale ja nie jestem taki miły. Gadaj, o co chodzi z tym zleceniem.

- Nie powiem! Jeśli chcesz dać się zarżnąć w bardzo bolesny sposób, twoja wola, ale ja do tego ręki nie przyłożę.

- Oj przyłożysz, mogę ci w tym nawet pomóc! - Feliks, dzięki perkowi pożyczonemu od Elizabety, bez najmniejszego trudu uniósł zaskoczonego mężczyznę ponad głowę. - Ale jeśli nie masz nic przeciwko, pogadamy gdzie indziej!

- Zwariowałeś?! Puszczaj mnie, postaw mnie na ziem… - reszta wypowiedzi napastnika utonęła w jego wrzasku, gdy blondyn miotnął nim w kierunku jednego z okien karczmy. Wedle kalkulacji Feliksa gość winien był przelecieć cały dystans, wpaść na okiennice i siłą pędu wyłamać je, wpadając do środka, a konkretnie do pokoju, który wynajął z Torisem. Całe misternie dokonane obliczenia szlag trafił w momencie, w którym okno zostało otwarte i wyleciał z niego inny facet. Jeśli wzrok blondyna nie mylił, to był ten drugi, który siedział z nimi w sali głównej oberży. To, dlaczego wyleciał przez okno i zderzył się w locie ze swoim kumplem, było dla łotrzyka raczej jasne.

- Toris! Pojebało cię?! Po chuj wyrzucasz tego typa oknem, którym ja chciałem wrzucić swojego do środka?! - krzyknął w stronę karczmy.

- A po jaką cholerę ty mi chcesz go tutaj wszucać?! - odkrzyknął Toris, wychylając się z otwartego wcześniej okna. Feliks odetchnął dyskretnie z ulgą. Z tego, co widział, to poza lekko obitą facjatą brunet nie był ranny. Podejrzewał, że skoro jego zaatakował jeden, to drugi z typów, którzy byli w karczmie, musiał się zabrać za Torisa. Zakładał, że jego wychowanek sobie poradzi, ale i tak ulżyło mu, gdy jego założenie okazało się słuszne.

- Facet, nie chcę nic mówić, ale lekko seplenisz, ile wypiłeś? - zapytał blondyn, podchodząc do nieprzytomnych w wyniku kolizji napastników.

- Niewaszne… - mruknął wojownik. - Ważniejsze jeszt to, że ten typ, którego wyrzuciłem przez okno, mnie zaatakował… No i przez niego wyłamałem drzwi do pokoju, więc już nie potrzebuję klucza.

- Jakiego klu… och… no fakt… wziąłem ze sobą klucz do pokoju – westchnął Feliks, macając się po kieszeniach. - No, ale skoro drzwi są już otwarte na amen, to chyba nieistotne. Tak przy okazji, ty będziesz za nie płacił, skoro popsułeś.

- Ale to tfoja wina! - powiedział oskarżycielsko Toris. - Gdybyś nie wziął klucza, nie musiałbym otwierać drzwi przy pomocy tego kolesia!

- Nie pyskuj – rzucił w jego stronę łotrzyk. - E! Panowie! Wstajemy! Musicie nam opowiedzieć o co chodzi ze starym Margo!

- Zostawcie ich…

Obaj najemnicy odwrócili głowy w kierunku nowego głosu.

- Dajcie im już spokój… powiem wam, co wiem, ale dajcie chłopom dojść do siebie i wrócić do swoich rodzin – powiedział karczmarz.

- Kolega będzie płacił za drzwi – powiedział szybko Feliks, wskazując na Torisa. W odpowiedzi brunet posłał mu spojrzenie spode łba.

- Jebać drzwi. I tak miałem je wymienić, bo zżarte przez korniki, ale nowego pokoju wam nie dam, więc jak chcecie spędzić tu noc, to w tym pokoju bez drzwi – oberżysta machnął ręką. - Jesteście najemnikami, tak? Wzięliście zadanie na pająki w Margo? W takim razie wiedzcie, że ogłoszenie zostało nadane przez burmistrza osady. Nie wiem wiele, ale jakiś rok temu, mieszkańcy Margo zaczęli osiedlać się w pobliżu mojej karczmy. Pierwszy przybył burmistrz ze swoją świtą, jego dom stoi tam – karczmarz wskazał na jeden z domów. Jedyny budynek, który nie był naprędce postawioną drewnianą chatą. - Najemnicy przybywali już wcześniej, ale żaden z tych, którzy przybyli, nie wrócił, a przynajmniej nie tym traktem. Nie macie co pytać mieszkańców o więcej informacji, żaden nie chce mówić. Z tego co wiem, burmistrz tego zakazał, a jego bandyci… to jest jego świta, bardzo dba o to, żeby nikt się nie wygadał.

- Czyli to są pająki – powiedział powoli Feliks. - Ale za tym kryje się coś jeszcze? Nawet gdyby to było duże gniazdo, to wystarczyłoby zebrać więcej ludzi do jego likwidacji.

- Chyba, że chodziło o pieniądze – mruknął Toris, opierając się łokciem o parapet i podpierając głowę na ręce. Miał ochotę po prostu iść spać.

- Jeśli sprawa jest poważna, a pieniędzy brak, to zaznacza się to w ogłoszeniu. Są tacy dobrzy ludzie, którzy zrobiliby to za darmo.

- Mówiłem, nie wiem dużo, jak chcecie więcej informacji, pytajcie burmistrza – oberżysta wzruszył ramionami.

- Na pewno zapytamy, ale raczej nie dzisiaj – odparł Feliks. - W każdym razie dzięki za informacje. To my się będziemy już zbierać do spania… Tylko odniosę tych panów trochę dalej.

Karczmarz skinął głową i wrócił do środka. Toris ziewając obserwował, jak blondyn podniósł obu nieprzytomnych mężczyzn i odstawił ich kilkadziesiąt metrów dalej, w pobliżu jednej z chat.

- Uff, i po sprawie – westchnął łotrzyk, otrzepując ręce, gdy już uporał się ze swoim balastem. - A ty czemu się na mnie gapisz, zamiast się kłaść? Mam ci dać buzi na dobranoc, czy jak? - zapytał przyglądającego mu się bruneta. Wziął krótki rozpęd i skoczył w kierunku okna, z zamiarem dostania się do środka.

- A masz na to ochotę? - zapytał wojownik. Zaskoczony Feliks o mały włos nie wyrżnął w futrynę. Całe szczęście był na tyle zwinny, żeby zamiast tego złapać się skrzydła okiennicy i usiąść na parapecie obok Torisa.

- Czy ja się przesłyszałem? - Blondyn uniósł brwi zdumiony. - Weź powtórz, bo chyba usłyszałem „a masz na to ochotę?", zamiast zwyczajowego „spadaj".

- Nie przesłyszałeś się – burknął Toris, prostując się.

- Uooo… to w takim razie chyba śnię – stwierdził Feliks. Uszczypnął się na wszelki wypadek w ramię. – Auć, jednak nie… Ale i tak nie mogę w to uwierzyć. Czy ty naprawdę zapytałeś, czy mam ochotę cię pocałować? Ten gostek za mocno ci przywalił i dostałeś wstrząsu mózgu?

- Jak nie przestaniesz się w kółko dopytywać, to chyba jednak cofnę to pytanie – warknął brunet. Czuł, że znowu się rumieni, ale wypity wcześniej alkohol sprawiał, że nie przejmował się tym aż tak bardzo.

- Och… byłaby szkoda, bo miałem zamiar odpowiedzieć twierdząco na to pytanie – powiedział blondyn z uśmieszkiem. - Chyba jednak wypiłeś co nieco, że proponujesz mi takie rzeczy.

- Nie wypiłem asz tyle, żeby nie myśleć trzeźwo.

- Hooo? Czyli chcesz mi powiedzieć, że naprawdę chcesz żebym cię pocałował? I jesteś pewny, że to nie jest typowo pijacki wymysł? - zapytał Feliks, zeskakując z parapetu na podłogę i odwracając się w kierunku bruneta.

- Chyba… nie jestem tego pewny…

- No, teraz to pewne, że faktycznie nie jesteś aż tak pijany. - Blondyn wyciągnął rękę, położył ją na ramieniu bruneta i przyciągnął go bliżej. - Czyżbyś postanowił skorzystać z mojej wielkodusznej oferty rozwiewania wątpliwości? - zapytał, opierając się czołem o czoło Torisa.

- Tak… skoro i tak nie masz zamiaru dać mi spokoju…

- Wiesz, jeśli chcesz, żebym dał ci spokój, to mi to powiedz. Popatrz mi w oczy i powiedz: „odpierdol się ode mnie raz na zawsze, zboczeńcu", ewentualnie możesz dodać „inaczej naślę na ciebie Elizabetę".

Brunet przełknął cicho ślinę, popatrzył blondynowi w oczy, ale nie potrafił wykrztusić z siebie słowa. W tych zielonych tęczówkach było coś hipnotyzującego.

- W takim razie uznaję to za „zamknij się i bierz się w końcu do roboty" - zaśmiał się Feliks. - No dobrze… ale uprzedzam, reklamacji nie przyjmuję – szepnął, nim zlikwidował odległość dzielącą ich usta. Toris poczuł, jak zakręciło mu się w głowie bardziej, niż po tych kilku piwach, a po ciele rozchodzi się rozkoszne uczucie ciepła. Tym razem był na to przygotowany, więc pocałunek oddał szybciej i śmielej, niż ostatnim razem.

- To jest jeszcze przyjemniejsze, kiedy też się w to zaangażujesz, wiesz? - zapytał Feliks, przerywając na chwilę. Zmrużył lekko oczy i prychnął cicho z rozbawieniem – To jak? Idziemy teraz grzecznie spać, czy jeszcze ci mało?

Toris oblizał wargi z niespokojną miną. Z jednej strony wciąż był niepewny, z drugiej… Może mu się to tylko wydawało, ale miał wrażenie, że usta Feliksa mają słodki smak... chciał posmakować więcej tej słodyczy. Blondyn rozwiązał jego dylemat w najprostszy możliwy sposób, po prostu wrócił do przerwanego pocałunku. Tym razem pocałunek był głębszy, znacznie bardziej namiętny… o wiele słodszy. Toris czuł, jak ta słodycz uderza mu do głowy. Objął Feliksa i pogłębił pocałunek jeszcze bardziej, to było wciąż za mało…

- Widzę, że ktoś tu nabrał śmiałości – zamruczał blondyn, kiedy znów przerwali, tym razem dla zaczerpnięcia oddechu. - Ale nie rozpędzaj się zbytnio…

- Dlaczego? - wysapał brunet. - Nie wierzę, że przeszła ci ochota na to, żeby zaciągnąć mnie do łóżka…

- Co do tego możesz być pewien… jednak nie wiem czy pamiętasz, ale wspominałem ci, że mam kilka zasad w tej kwestii. Po pierwsze, jesteś pijany, a ja zazwyczaj nie sypiam z pijanymi i odurzonymi ludźmi. Po drugie, jesteśmy na zleceniu, a jak praca, to nie ma rozpraszania się przyjemnościami.

- Ale ty nie trzymasz się zasad i reguł…

- Te ustalone przez społeczeństwo, owszem, zdarza mi się naginać… ale swoich własnych przestrzegam, a przynajmniej się staram.

- Więc przestań się na chwilę starać i korzystaj z okazji! - Toris drgnął lekko, zaniepokojony, kiedy oczy Feliksa błysnęły niebezpiecznie.

- Jesteś pijany – oświadczył blondyn. - Może nie tak, żeby nie wiedzieć co się dzieje, ale mimo wszystko jesteś. Gdybym był na twoim miejscu, wolałbym podjąć decyzję będąc w stu procentach trzeźwym, iść z kimś do łóżka z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie dlatego, że alkohol wyłączył mi hamulce. - Zręcznie wyplątał się z objęć bruneta i podszedł do najbliższej ściany. - Możesz być na mnie zły, możesz się wściekać, że mówię jedno, a robię drugie, ale doceń to, bo robię to dla twojego dobra. Dziś możesz twierdzić, że tego chcesz, a następnego ranka żałować tego, że tak pomyślałeś. - Usiadł obok wyważonych drzwi i oparł się wygodnie o ścianę.

- Masz zamiar spać na podłodze? - zapytał ochryple brunet, starając się stłumić w sobie gorycz i gniew.

- Wolę nie kusić losu. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaką mam ochotę po prostu pchnąć cię na to łóżko, zedrzeć z ciebie ubrania i spełnić twoje pijackie fantazje o uprawianiu seksu z facetem. - Feliks zamknął oczy i westchnął cicho. Naprawdę miał na to ochotę. Minęło trochę czasu, od kiedy poszedł z kimś do łóżka bez żadnego zewnętrznego przymusu, tak dla własnej satysfakcji i przyjemności. Ale nie chciał wykorzystywać przewagi, jaką dawało mu to, że Toris nie był do końca trzeźwy. Na przyjemność pewnie znacząco by to nie wpłynęło, ale doskonale wiedział, że oboje mogliby tego później mocno żałować. Mimo wszystko brunet nie miał pojęcia, na co by się pisał, a on miał jeszcze jakieś resztki sumienia, które mogłyby mu robić wyrzuty. - Idź spać, Toris. Wrócimy do tego tematu, jak skończymy zlecenie i wrócimy do gildii.

- Jasne… już to widzę… ciekawe jaką wtedy znajdziesz sobie wymówkę - burknął Toris. Położył się na materacu i odwrócił plecami do blondyna. Był pewny, że wzburzenie nie pozwoli mu zasnąć zbyt szybko, ale pomogły mu w tym alkohol i zmęczenie walką.

- Ech, ci dojrzewający chłopcy – mruknął Feliks, zakładając ręce za głowę. - Tyle z nimi problemów. Ty się starasz powstrzymywać dla dobra takiego delikwenta, a ten się będzie obrażał. Żebyś się tylko nie zdziwił, jak naprawdę poważnie do tego wrócę, gdy będziemy już z powrotem w Szponie.


To ten... nad czym powinnam teraz usiąść? Chciałabym dalej kończyć Fantastyczne, ale przy moim szczęściu, zaraz ktoś się upomni o Dlaczego?
Albo smoka...
Albo znowu Burzliwe...
Albo będę się musiała w końcu wywiązać z umowy i wykuć szóstego gwoździa do trumny
( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ale na to się nie zanosi, więc mogę ostrzyć pozostałe gwoździe :v

A tak na marginesie, letnia wyprzedaż Steama to zło, kupiłam ostatnio 4 gry, co dodatkowo mnie rozprasza jeśli chodzi o pisanie.
Ten tego... w czołgi ze mną grać nie chcecie, to może chociaż Terraria? XD