ROZDZIAŁ 11
"I HAVE TO PROTEC MY HEART"

Edward POV

Hej, Bella, możemy porozmawiać?

Czekałem na jej odpowiedź z dziesięć minut.

Pewnie

Czy wszystko będzie porządku, jeśli
do ciebie zadzwonię?

Nie

Okej... A mogę ci wyjaśnić, co się
stało wtedy na tańcach?

Słucham...

Kiedy poszedłem po picie, spotkałem tam Tanyą i ona się zapytała, czy jesteśmy razem. Powiedziałem jej, że jesteśmy, a ona strasznie się wkurzyła, więc poszedłem z nią tam na korytarz, by wyjaśnić jej, że to ciebie chcę, a nie jej. Powiedziała, że nie
zgadza się, a następnie mnie pocałowała. Chciałem ją odepchnąć, ale ty wtedy akurat
weszłaś... To nie ja ją pocałowałem.

Musiałem jej wysłać aż dwa sms, ponieważ w jednym wszystkie wyjaśnienia nie zmieściłyby. Czekałem niecierpliwie na jej odpowiedź, a ona odpisała mi tylko jedno słowo.

Okej.

Co to znaczy? Czy :

Okej, wybacz ci?
Okej, nie chce z tobą więcej gadać?
Okej, co?

Wiem, że miałem do nie nie dzwonić, ale musiałem to zrobić. Ona nie odbierała. Zadzwoniłem ponownie. Nic. Zadzwoniłem po raz trzeci i w końcu nagrałem się na jej pocztę głosową.

- Bello proszę uwierz mi. Powiedz mi proszę, co teraz myślisz, cokolwiek... Powiedz mi coś, tylko nie to samo, co w wiadomości, którą mi wysłałaś. Będę do ciebie dzwonił cały czas, dopóki nie odbierzesz.

Bella POV

Siedziałam w moim pokoju. Siedziałam tak po prostu na moim łóżku i czytałam jego wiadomość w kółko. Moje serce krzyczało, bym mu wybaczyła i mówiło bym pojechała do niego do domu i z nim porozmawiała i żebym się upewniła, że napisał on prawdę. Zadzwoniłam do Alice i Rose i poprosiłam je, by do mnie przyjechały. Musiałam najpierw wysłuchać tego, co on im powiedział.

- Hej, już jesteśmy! O czym chciałaś z nami porozmawiać? - zapytał pośpiesznie Rose.

- Po pierwsze chciałam się dowiedzieć co, on wam opowiedział. On mi również powiedział co się stało, ale chcę to porównać z tym co powiedział wam.

Obie skinęły głową i dokładnie opowiedziały te same zdarzenia w tej samej kolejności, które Edward mi napisał w sms, ale dodały trochę więcej szczegółów. Skinęłam tylko głową i otworzyłam swój telefon.

- Masz jedną nową wiadomość. Jeśli chcesz ją wysłuchać naciśnij jeden - nacisnęłam jeden i ustawiłam na głośnomówiący by Rosalie i Alice mogły to usłyszeć.

Wiadomość z poniedziałku, godzina 21:22. Wiadomość wysłana z numeru : 555-3040. "Bello proszę uwierz mi. Powiedz mi proszę, co teraz myślisz, cokolwiek... Powiedz mi coś, tylko nie to samo, co w wiadomości, którą mi wysłałaś. Będę do ciebie dzwonił cały czas, dopóki nie odbierzesz. " - powiedział głos Edwarda i się rozłączył.

- Ile razy już dzwonił? - zapytała Alice, mój telefon zaczął dzwonić.

- Teraz już ósmy...

- Nie odbierzesz tego? - spojrzała na mnie.

- Myślisz, że powinnam? Nie wiem, co wydobędzie się z moich ust... Mogę zacząć krzyczeć lub płakać... Nie wiem.

- Bello, niech dzieje się, co powinno. Musisz mu powiedzieć, co czujesz przez tą sytuację - telefon zadzwonił jeszcze raz i odebrałam.

- Słucham?

Edward POV

Dzwoniłem po raz dziewiąty. Jednak tym razem po jednym sygnale ktoś odebrał.

- Słucham ? - usłyszałem jak Bella zapytała się nerwowo.

- Bello! - jak wspaniale było usłyszeć jej głos ponownie.

- Co Edwardzie? - zapytała wkurzona.

- Po prostu mnie wysłuchaj, Bello. Nie lubię Tanyi. Nigdy jej nie lubiłem. To zawsze byłaś ty. Zawsze. Wiem, że to wyglądało naprawdę źle, jak nas zobaczyłaś na korytarzu - mógłbym przysiąść, że usłyszałem jak przeszedł po niej dreszcz. - Obiecuję ci, że ją naprawdę chciałem wtedy odepchnąć. - Miałem już dalej jej wyjaśniać, gdy usłyszałem westchnienie.

- Wierzę ci, Edwardzie.

- Naprawdę? - nie byłem pewien, czy mi się to przesłyszało, czy nie.

- Tak, ale ci nie wybaczam - powiedziała stanowczo.

- Co? - byłem zdezorientowany. Przecież powiedział mi, ze mi wierzysz...

- Zraniłeś mnie, Edwardzie. Myślałam, ze wszystko będzie idealnie, ale wszystko tak nagle zniknęło, kiedy znalazłam cię z nią w korytarzu - wrzeszczała.

- Przepraszam cię Bello. Nie chciałem cię zranić, jest to ostatnia rzecz, jakiej bym chciał! Niby czemu mógłbym być w ogóle zainteresowany Tanyą? - teraz to już ja krzyczałem.

- Właśnie się nad tym zastanawiam! - jej głos zadrżał, była już bliska łez.

- Bello, czy ty mi kiedyś wybaczysz? - chciałem by powiedziała "tak".

- Ja po prostu potrzebuję trochę czasu Edwardzie, potrzebuję przyjaciela przynajmniej na razie... - moje serce stanęło. Przyjaciela? Na początku byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, później parą, potem, ona mnie nienawidziła i mieliśmy być teraz tylko przyjaciółmi?

- Nie rozumiem Bello co mówisz...

- Mówię, że nie jestem gotowa, by zacząć od tego momentu gdzie stanęliśmy, czyli przy naszym tańcu. Potrzebuję ochronić moje serce Edwardzie... Nie sądzę, żebym mogła przejść jeszcze raz przez to samo.

- Bello, ja cię nigdy ponownie nie zranię. Obiecuję Ci to! - łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Czy ona naprawdę mi nie ufa?

- Muszę to zrobić. Przepraszam.

- Dobrze, jeśli chcesz byśmy byli tylko znajomymi, to w porządku.

Bella POV

Minęły dwa tygodnie od mojej rozmowy z Edwardem. We wtorek zachowywałam się jakbym nic nie czuła do Edwarda, tak jakbym nigdy z nim nie rozmawiała, jakby w ogóle nie tańczylibyśmy na balu. Rzeczy stały się pół normalnie. Trudno było teraz być razem nam w grupie, ponieważ Alice i Jasper, Rose i Emmet byli już ze sobą oficjalnie. Ale ja I Edward byliśmy okej. Normalnie rozmawialiśmy jak kiedyś, czasem napisał do mnie po szkole co robię, a ja mu odpisywałam jak zawsze "nic ważnego". Spotykaliśmy się przy stoliku rano przed szkołą i rozmawialiśmy akurat o tym, co przyszło nam do głowy. Chodziliśmy wspólnie na biologię i razem na lunch.

Sezon piłkarski właśnie się zakończył, co oznaczało, że sezon koszykówki miał się zaraz zacząć. Powinnam się domyśleć, że cała trójka będzie grała. Siedzieliśmy w naszym miejscu tydzień temu, gdy Emmet do nas podbiegł.

- Jeśli masz jakieś plany na piątek, to je odwołaj!

- Czemu? - zapytałam, kiedy usiadł obok nas.

- Ponieważ mamy kolację, która rozpoczyna sezon koszykówki i jest tam również przeprowadzona zbiórka pieniędzy. I wy wszyscy jesteście zaproszeni - uśmiechnął się Emmet.

- Więc, na co będzie tym razem zbierana kasa? - zapytałam, miałam nadzieję, że nie na to samo, co rok temu. Można było kupić trzy rzuty z wybranym członkiem zespołu za pięć dolarów.

- Nie mam pojęcia Renne i Esme o tym decydują. Jutro jest spotkanie i mają nam później dać znać - powiedział Emmet.

- Więc powodzenia z tym, pamiętacie karnawał? To był pomysł mojej mamy.

- Przypomnij mi, żebym jej podziękował... - usłyszałam, że Edward coś takiego wymamrotał sobie pod nosem. Wróciłam do domu i znalazłam moją mamę z Esme w salonie, gdzie rozmawiały.

- Hej Bells, jak było w szkole? - zapytała Renee, gdy mnie tylko mnie zobaczyła.

- Dobrze. Nic specjalnego się nie działo, ale Emmet powiedział mi, że organizujecie zbiórkę pieniędzy.

- Tak, właśnie staramy się zdecydować, na co przeznaczymy te pieniądze - odpowiedziała Esme.

- Oh, więc nie przerywam w takim razie, idę zrobić pracę domową. - byłam w połowie drogi, gdy usłyszałam, jak Renne do mnie krzyczała.

- Bello, możesz powiadomić chłopców, żeby przyszli do nas dzisiaj na kolację?

- Jasne - krzyknęłam i udałam się do mojego pokoju. Wybrałam numer Edwarda i on odebrał telefon.

- Hej, co jest?

- Nic wielkiego. Renne zaprosiła ciebie, Emmeta, Jaspera i twojego tatę na kolację do nas dzisiaj wieczorem. Esme już jest u nas i rozmawiają z moja mamą o zbiórce.

- Okej, o której godzinie. - Cholera, nie wiem?

- Um, poczekaj. - zasłoniłam mikrofon w telefonie i krzyknęłam do Renne, o której mają przyjść.

- 17:30 - krzyknęła, podniosłam telefon i to samo mu powtórzyłam.

- Zobaczymy się później Bello - po odłożeniu słuchawki, zdałam sobie sprawę, że Edward nigdy nie był u mnie w mieszkaniu. W domu. Gdzie mieszkam. Skończyłam robić pracę domową i zeszłam na dół pomóc przy kolacji. Mieliśmy lasagne. MNIAM.

Reszta Cullenów przybyła punkt 17: 30 tak jak powiedziałam. Charlie i Carlise oglądali jakiś mecz w telewizji, a Edward, Emmet i Jasper oraz ja siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy, czekaliśmy aż jedzenie będzie gotowe.

- Jak długo jeszcze maamo? - krzyknął Emmet w stronę kuchni. - Jestem głodnyyyyyyyyyyyy! - reszta z nas zaczęła się śmiać, zabrzmiał on jakby miał jakieś dwa lata.

Przez resztę kolacji rozmawialiśmy cały czas o nadchodzącym sezonie piłkarskim. Zauważyłam, że Edward często na mnie zerkał jakby chciał się upewnić, że nie zniknęłam. Za każdym razem, gdy to robił, łapałam oddech i się rumieniłam.

Edward POV

W środę dowiedzieliśmy się, że pieniądze będą zbierane przez rzuty piłką i przez Butkę do całowania. Podobno było to wielkim hitem na karnawale. Renee i Esme chciały zobaczyć, jak to jest pracować z chłopcami.

Byłem naprawdę niepocieszony. Jedyna dziewczyna jaką chciałam pocałować to Bella. Mogłem mieć tylko nadzieję, że ona stanie w mojej kolejce. Nadszedł piątek i zajęliśmy swoje miejsca, zajmowaliśmy się na zmianę Butką i rzutami. Najpierw to ja pracowałem przy rzucaniu, a Jasper i Emmet przy budce. Wyszedłem również na boisko zbierać pieniądze i rozdawać czapki. Alice i Rosalie usiadły na trybunach. Chodziłem po trybunach i szukałem Belli, ale nigdzie jej nie było. Gdzie ona się podziewa? Robiłem tak cały czas, dopóki ktoś do mnie nie podszedł.

- Mogę poprosić jedną czapkę? - odwróciłem się i zobaczyłem Bellę, która się uśmiechała. - Kogoś szukasz?

- Nieee... znaczy. Po prostu ... Szukałem Emmeta by mu przypomnieć, by się nie spóźnił na naszą zmianę przy Butce - szybko skłamałem.

- Oh, a od której tam będziesz? - uśmiechnęła się słodko do mnie.

- Za jakieś 45 minut - udało mi się zobaczyć zegarek na ścianie.

- Okej - wzruszyła ramionami i poszła rzucać. Jej strzały były naprawdę dobre. Nie wiedziałem, że jest taka dobra.

- Wow... - zaśmiała się.

- Wiem. - a potem odeszła z czapką z limitowanej edycji Forks i z trzema trafionymi rzutami. Ciągle patrzyłem na zegarek i odliczałem już minuty do naszej zmiany. Ponieważ ona zapytała mnie, czy ja tam będę i to jeszcze za ile minut. Zostało mi tylko 10 minut, gdy znajoma twarz zaszła mi drogę.

- Hej! Ukradłeś mi kobietę! - głupek Mike Newton.

- O czym ty mówisz?

- Słyszałem, że ona była z tobą, a ona miała być ze mną. - spojrzał na mnie, byłem dobrze pięć centymetrów większy od niego.

- Mike, czy ty nie jesteś w szóstej klasie?

- Tak, ale jestem dojrzały jak na swój wiek! - powiedział prostując swoją koszulę.

- Oczywiście... - parsknąłem w odpowiedzi. Podałem mu piłkę i rzucił ją do kosza. Weszła Bella i widziałem jak wbija w nią wzrok.

- Hej kochanie! Patrz! - zawołał do niej. Po kolei oddawał strzały, lecz za każdym razem nie trafił.

- Wow... Imponujące - zachichotała. Roześmiałem się i spojrzałem na Mike. Zajął on moje miejsce, wyjaśniłem mu, co ma robić, a następnie udałem się do budki. Podszedłem do Erica Yorkie, którego miałem zmienić.

- To bardzo proste, jedyne, co musisz tutaj robić, to siedzieć i dawać całusy - zaśmiał się i odszedł. Usiadłem na krześle i w mojej kolejce stało po prostu kilka mam, które chciało dać pieniądze na zbiórkę i prosiły jedynie o pocałunek w policzek. Byłem zaskoczony, że stała tam również Renee.

- Jestem tutaj, aby ci zapłacić. Ale zamiast pocałunku, mam do ciebie pytanie, dobrze?

- Oczywiście - wydawało się to dość łatwe.

- Naprawdę zależy ci na mojej córce? - uśmiechnęła się.

- Um... Taaak... Rzeczywiście, ja... - mamrotałem.

- No to powinieneś wiedzieć, że ona cały czas cię obserwuje odkąd tutaj przyjechałyśmy - parsknęła i wskazała palcem na Bellę. Spojrzałem na nią, szybko się zarumieniła i spojrzała w dół.

- Dobrze wiedzieć - uśmiechnąłem się do Renne.

Bella POV

Przekonałam się, Edward był już na swoim stanowisku. Alice i Rose podeszły do mnie, ponieważ chciały " pokazać wszystkim dziewczyną, jak to się robi". Wszystkie stałyśmy w kolejce, aż nagle zauważyłam przed sobą blond dziwkę. Rose też ją zauważyła i powiedział ustami:

- Co do cholery? - i wskazała na Tanyę. Tylko wzruszyłam ramionami. To nie powinno być twoim problemem, Bello. Edward w końcu nie jest twój... ale może. Czekałam cierpliwie, kolejka cały czas przesuwała się do przodu i nagle usłyszałam.

- Hej Eddie...

- Hej Tanya - odpowiedział Edward.

- Aww, nie chcesz zacząć tam gdzie ostatnio stanęliśmy? - chciała powiedzieć to uwodzicielskim głosem, ale zbytnio jej to nie wychodziło.

- Nie dziękuje - powiedział, a ja wewnętrznie się uśmiechnęłam.

- Musisz, jeśli chcesz bym dołożyła do zbiórki - powiedziała.

- W porządku, nie martw się i tak mieliśmy mnóstwo osób dzisiejszej nocy - uśmiechnął się.

- Ughh! - krzyknęła. Musiałam jeszcze trochę przeczekać, aż będzie emoja kolej, zanim weszłam wzięłam głęboki oddech.

- Bella... - powiedział. Wydawał się zdziwiony, że mnie tutaj zobaczył.

- Edward - uśmiechnęłam się z powrotem. - Jesteś mi winny całusa, zapłaciłam już za bilet...

- O-oczywiście - wyjąkał. To było naprawdę słodkie. Ja zrobiłam już 20%, nie chciałam zrobić wszystkiego sama. Teraz jego kolej, on musiał wykonać 80%, które zostało. Pocałował mnie delikatnie, wziął moją dolną wargę delikatnie między swoją. Gdy tylko dotknęliśmy się ustami. Przez moje ciało przeleciała iskra, również ja pocałowałam go lekko łapiąc jego górną wargę. Usłyszałam jak Alice i Rosalie piszczą z radości. Byłam trochę zakłopotana i odsunęłam się. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale stanęła obok mnie dziewczynka.

- Przepraszam, ale teraz moja kolej - powiedziała.

- A ty kim jesteś? - spytała się Alice.

- Jessica Stanley, szósta klasa, nowa koleżanka Edwarda - stwierdziła, bez żadnych obaw. Prychnęłam i zaczęłam odchodzić, gdy nagle Edward złapał moją rękę.

- Moja zmiana kończy się za trzy minuty... Możesz się ze mną spotkać?

- Dlaczego nie? - uśmiechnęłam się i poszłam prosto przed siebie.

Edward POV

Teraz wiedziałem, już jak Bella czuła się przy Mike'u Newtonie. Ta dziewczyna doprowadzała mnie do szału. Podeszła do mnie już chyba po raz trzeci. Nareszcie skończyła się moja zmiana i pobiegłem szybko do stołu piknikowego, gdzie siedziała Bella.

- Cześć - podeszłem do niej.

- Oh! Przestraszyłeś mnie - ciężko oddychała.

- Przepraszam, nie chciałem.. - odpowiedziałem nieśmiało.

- W porządku.

Siedzieliśmy wspólnie przez parę minut w nawet komfortowej ciszy.

- Wybaczam ci Edwardzie - uśmiechnęła się, patrząc mi w oczy. - Wiem, że powinnam ci to powiedzieć wcześniej, ale nie byłam pewna, czy jestem na to gotowa... Przepraszam, że...

- Nie - podarowałem jej krzywy uśmiech który kochała. - Cieszę się, że to zrobiłaś.

Podszedłem do niej na drugą stronę stołu i przycisnąłem ją do siebie w mocnym uścisku. Objęła mnie swoimi ramionami i szepnęła.

- Brakowało mi tego. Tęskniłam za tobą. Tęskniłam za nami.

- Ja też Bello - pocałowałem ją w czoło i pozostaliśmy tam przez resztę wieczoru, siedzą i trzymając się nawzajem, tak jakbyśmy mieli się już nigdy nie puścić.