Rozdział X
Mecz Quidditcha jak każdy inny (b)
Gra była tylko dla picu. Wyglądało na to, że skończyła się zaraz po tym, jak zdążyła się zacząć.
Ginny siedziała na gryfońskich trybunach, tak jak polecił jej Draco, ubrana w kostium od niego. Hermiona, gdy ją w nim zobaczyła, przetarła oczy, Ezra przesłała jej spojrzenie mówiące: "Co ci odbiło?", unosząc brew (Ginny, rzecz jasna, odpowiedziała jej kiwnięciem głowy znaczącym: "Zostaw mnie w spokoju, później ci powiem"), a Seamus Finnigan od razu powstał i zdjął szatę, by ją nią nakryć. Odepchnęła go, spojrzała ostrzegawczo i, kiedy znów siedział przy Ezrze, westchnęła głęboko.
Znaczenie słów Dracona było jasne - albo wygrają ten mecz, albo ona będzie musiała się z nim przespać. Co stawało się niemożliwe tylko przez to, że ona chętnie poszłaby z nim do łóżka, jeżeli on pragnąłby jej tak z całego serca. Nie dążyła jednak do uprawiania zimnego, wyrachowanego seksu, tym bardziej, że to później nie będzie dla niego nic nie znaczyć.
Gdy oba zespoły wzniosły się w powietrze, Ron i Blaise zaczęli się bić o mikrofon, przedstawiając tłumowi zawodników. Gdy Blaise z mocą wykrzyknął: "I szukający Slytherinu, Draco Malfoy!", Ginny niosła ręce w górę i wyskandowała najweselszym głosem, na jaki było ja stać:
"Draco, Draco, to mój gość
On da zaraz wszystkim w kość
Jak go tylko porwie złość!"
Draco zatrzymał się na miotle przed trybuną Gryffindoru i wlepił wzrok w Ginny. Miała ochotę zapiszczeć, gdy przypomniała sobie, że to, co mówi, niekoniecznie go musi dopingować. Westchnęła głęboko raz jeszcze i mniej gorliwe, ale równie wesoło, zaśpiewała:
" Draco, Draco
Mój bohater
Wszystkie Gryfy
Weźmie na klatę"
- Nie wygląda na to, żeby ta dziewczyna myślała długo nad tym, co mówi - zauważył Blaise z loży komentatorów.
- Zamknij się - odparł Ron, a Ginny poczuła, jak się w nią wpatruje.
- Sam się zamknij, wielka, ruda małpo- odgryzł się Blaise.
- Dzieci, nie jesteśmy tu, żeby się kłócić - pouczyła ich profesor McGonagall.
- Przepraszamy - wymamrotali cicho, choć można było poznać, że wcale nie było im przykro.
Po jeszcze chwilowej prezentacji drużyny zajęły miejsca w powietrzu. Pojawiło się napięcie, obecne zawsze podczas meczy Gryffindor kontra Slytherin, ale wraz z nim w powietrzu tkwiło coś jeszcze, jakby wszyscy wiedzieli, że do wygrania było coś więcej niż tylko Puchar Quidditcha.
Co było niezwykle śmieszne według Ginny, bo przecież jej niewinność nie mogła obchodzić kogokolwiek spoza jej rodziny. Zapewne wprowadzał tę atmosferę histerycznie podniesiony głos Rona, który tak zareagował na jej strój. A może wymiana zdań pomiędzy Harrym i Draco, którzy kłócili się w najlepsze, zamiast patrzeć za zniczem.
To Blaise w końcu wyprowadził ich z tego zdenerwowania i obaj szukający, wyglądający na zawstydzonych, zaczęli latać dokoła boiska w poszukiwaniu znicza. Ginny nigdy tak naprawdę nie była dobra w lataniu. Potrafiła latać, oczywiście, ale wiedziała, że nigdy nawet w jednej dziesiątej nie osiągnie precyzji lotu i prędkości, jaką demonstrowali panowie podczas meczu. Jaką wolność muszą wtedy czuć... pomyślała, obserwując ich zwroty i piruety. Jaki spokój...
Nie minęła godzina, zanim coś zaczęło się dziać.
Harry mocniej ścisnął Błyskawicę i poleciał w górę. Draco, zrozumiawszy intencje Harry'ego, skierował wzrok w miejsce, gdzie leciał brunet. Spojrzał w stronę Ginny, a ona spostrzegła, że znicz był nieopodal trybun Gryffindoru, kilka stóp od niej samej. Draco był bliżej. Nie miało znaczenia, że Harry miał szybką miotłę - Draco był bliżej.
Cały czas patrząc na Ginny, Draco poleciał w jej stronę, prosto do znicza, a następnie, kilka stóp od niej, zatrzymał się. Latał w miejscu, zawieszony w powietrzu i obserwował ją tak intensywnie, że poczuła, jak przepływają przez nią dreszcze, przy czym miała pewność, że to nie ma nic wspólnego z zaklęciem ocieplającym.
Rozległ się wszechobecny aplauz, a Draco i Ginny ciągle na siebie patrzyli. Harry musiał złapać znicza. Blaise wymyślał szukającego Slytherinu, chcąc rzucić na niego jakieś niedobre zaklęcie, a Ginny zachciało się śmiać, bo jeśli ktokolwiek chciałby miotać zaklęciami, to jedynie ona. Właśnie została wbrew własnej woli zaciągnięta do łóżka Dracona Malfoya; choć tak naprawdę sama prawie tego pragnęła. Po prostu była zaślepiona swoją głupią miłością. Przypuszczalnie dlatego myślała w taki idiotyczny sposób. No tak, to było jedyne racjonalne wyjaśnienie.
Draco powoli wylądował na ziemi. Ginny spojrzała na niego z trybuny. Uniósł głowę, a ona pokiwała nią bezmyślnie, jak w transie. Chciał się z nią spotkać tam, gdzie się z nią rozstał, przy wejściu na boisko.
Nie pamiętała tego, jak znalazła się na dole. Serce tłukło się w niej jak oszalałe, a ona sama nie wiedziała, czy się boi, czy jest tak podekscytowana. Zapewne czuła zarówno strach, jak i podniecenie. Przecież to było spełnienie jej marzeń, tak bardzo kochać chłopaka, z którym pójdzie do łóżka; był to jej także największy koszmar, przespać się z facetem który miał ją totalnie w nosie.
- Co ty, Malfoy? - usłyszała Harry'ego, gdy zbliżyła się do wejścia na boisko, gdzie Draco już na nią czekał. Dwóch szukających stało blisko siebie, a Harry gestykulował coś zawzięcie. - Specjalnie przegrałeś! - krzyczał. - Dostałeś zaćmienia, czy co?!
Draco wyglądał na rozbawionego zaistniałą sytuacją, dopóki nie zauważył jej kątem oka. Nagle wyraz jego twarzy wyostrzył się, spochmurniał. Harry odwrócił głowę, by zobaczyć, w co wpatrywał się Draco i chyba dostał ataku serca, przynajmniej tak wydawało się Ginny.
- Gin? - zapytał bezradnie.
- Myślisz, że przegrałem, Potter? - wymamrotał Draco, wyciągając rękę ku Ginny. Wbrew logice, chwyciła jego dłoń i pozwoliła się do niego przyciągnąć. - Ja i tak mam swoją nagrodę.
I pociągnął ją za sobą w stronę zamku. Ginny obejrzała się przez ramię na Harry'ego, który wpatrywał się w nich, całkowicie ogłuszony.
- Nie mów Ronowi! - powiedziała do niego bezgłośnie, mając ogromną nadzieję, że zrozumiał.
- Gdzie Ron?
- Tak, ciebie także miło widzieć - odparła sucho Hermiona, kiedy Harry zaczął przemierzać pokój wspólny w poszukiwaniu Rona we wszystkich zakamarkach niczym zmieszany, głodny tygrys. - Jest w gabinecie Dumbledore'a. Strasznie mu się spieszyło, żeby wyjść z loży komentatorskiej o meczu i tak wymachiwał rękoma, że złamał Blaise'owi Zabini nos. Właśnie dostaje pouczenie, jak ważne jest panowanie nad sobą, nawet w czasie kryzysu emocjonalnego. - Zauważyła, że po twarzy Harry'ego przemyka cień uśmiechu i delikatnie się uśmiechnęła. - Uważam, że to ma coś wspólnego z Ginny.
- Czy ty wiesz, gdzie ona teraz jest? - zapytał Harry, wyrzucając ramiona do góry, zapewne tak jak Ron w momencie, kiedy doprowadził do przypadkowego wypadku z Blaisem.
- Zapewne w leżu Dracona Malfoya - odrzekła, szczerząc się do niego.
- Poszła z nim sobie! - Eksplodował Harry. - Nawet się nie opierała! A to, co miała na sobie... To było...
- Ja bym powiedziała, że wygląda olśniewająco - zauważyła nieobecnie Hermiona. - Troszkę za mało na taką pogodę, ale mimo wszystko wyglądała cudownie.
- Hermuń, nawet w upały masz na sobie więcej - mruknął.
Hermiona przygryzła wargę i przesłała mu bezczelny spojrzenie.
- Nie, co ty, serio?
Harry podszedł do niej, po czym potrząsnął głową.
- Nie, nie, nie zbywaj mnie w ten sposób. Ginny jest teraz... Ona jest...
Wzdychając, Hermiona odłożyła pióro, którym właśnie coś pisała i podniosła się od biurka.
- Tam, gdzie sama chce być - odparła smutno.
- Ale ona jest z Malfoyem! - sprzeciwił się Harry.
- Przecież nie powiedziałam, że jest zdrowa umysłowo - mruknęła dziewczyna.
- Co ja mam zrobić? - zapytał po chwili ciszy. - Jak mam...?
- Nic z tym nie zrobisz, kochanie - przerwała mu łagodnie Hermiona. Wzięła go za rękę i zaprowadziła na kanapę przed żarzącym się kominkiem. Pokój wspólny był pusty, każdy Gryfon, który oglądał mecz, świętował zwycięstwo swego domu.
- Ale... Co ja powiem Ronowi?
- Nic - odrzekła z mocą. - To i tak nie jego sprawa.
- Ale jest moim najlepszym przyjacielem! A jego siostra właśnie robi Bóg wie co z facetem, którego Ron nienawidził przez całe swoje życie!
- Co z tego, że Ron nienawidzi Dracona Malfoya - powiedziała Hermiona. - Ważne, że z Ginny jest wręcz odwrotnie.
- Ona chyba nie... - Harry się zatchnął. - Ona chyba... Chyba się w nim nie zakochała? - wyszeptał ostatnie słowa, jakby bojąc się wypowiedzieć je na głos.
Hermiona skrzywiła się lekko.
- Mam ci skłamać?
- Tak - odrzekł natychmiast.
- A więc się w nim nie zakochała - odpowiedziała mu lekko. - To tylko faza na złego faceta, ale kiedy już wszystko wróci do normy, to wyjdzie za miłego, młodego chłopca, a my będziemy się cieszyć, że jej nareszcie przeszło.
- Dobrze - stwierdził Harry, kiwając głową. Hermiona przygładziła mu ręką włosy i zaczęła wygładzać jego potargane loki. Uwielbiała jego włosy. Zamknął oczy, a ona uśmiechnęła się, widząc, jak spływa z niego napięcie. - No ale... - zaczął sennie.
- Spokojnie - zasugerowała mu czule. - To sprawa Ginny, a ona sobie z tym poradzi. Jest już naprawdę dużą dziewczynką. Pogładziła go drugą dłonią po twarzy, zdejmując mu okulary. - A w ogóle... - dodała, chcąc mu zrobić afront - to ty i Ron nawet w połowie nie martwicie się tak o mnie, jak o nią.
- Hermuń, dobrze wiesz, że ty, w przeciwieństwie do Ginny, potrafisz pomyśleć szybciej i racjonalniej - wytknął jej Harry, mając nadzieję, że zbił jej argumenty. - To ty przecież zawsze pouczasz nas.
- Hmm - postanowiła tego nie skomentować.
Harry zmusił się do otworzenia oka.
- Jakieś pytania?
- Czasami żadna dziewczyna nie myśli w ogóle - odparła cicho. - Czasem każda lubi, jak się jej przypomina, że nie jest zbudowana z kamienia, że potrafi, jak każda inna panna, postępować tak, jak podpowiada jej serce, czyli niezbyt mądrze.
Choć był bardzo zmęczony, Harry objął ramionami Hermionę i posadził ją sobie na kolanach, chowając jej głowę w swojej szyi. Odgarnął jej wijące się, ciemne włosy z twarzy, wziął jej twarz w swoje dłonie i pocałował ją raz i głośno.
- Hermuń, ty już podjęłaś najgłupszą decyzję swojego życia za pomocą serca: jesteś ze mną, prawda? - Uśmiechnął się delikatnie. - Ja się zawsze ładuję w kłopoty, a ty mnie później ratujesz, żebym się nie zabił. Ale jeśli przyjaźnisz się z Ronem i ze mną, to dochodzę do wniosku, że któreś z nas musi myśleć i wypadło na ciebie.
- No wiem, wiem - odparła poważnie.
Harry zmrużył oczy, po czym w tej samej chwili zaczęli się łaskotać i całować, aż do momentu, kiedy to pokój wspólny zapełnił się hałasującymi, świętującymi Gryfonami.
Wtedy udali się do prywatnej komnaty Hermiony. Ponieważ, jak to Harry wyszeptał jej do ucha, gdy wchodzili po schodach na górę, jej wybredny, odpowiedzialny charakter zapewnił im luksus bycia ze sobą bez obaw, że zaraz ktoś im wejdzie do pokoju.
Hermiona miała jedynie nadzieję, że Draco, dla dobra Ginny, okazywał się inny po bliższym poznaniu. Pamiętała spojrzenie rudowłosej, kiedy ta wyznała, jak bardzo go kocha i się przeraziła. Ponieważ to samo spojrzenie widziała każdego ranka w lustrze, gdy wiedziała, że Harry śpi właśnie smacznie w jej łóżku.
- Nie mogę tu spać! - Wysyczała Ginny. - A co będzie, jeśli wszyscy będą chcieli iść do łóżka? Zobaczą mnie, zawołają profesora Snape'a, a on mnie wywali, zabierając Gryffindorowi tysiąc punktów!
- Nie bądź głupia - odrzekł lekko. - Trzeba zasunąć zasłonki.
Ginny już chciała mu wyrzucić, co będzie, jak Snape wszystkim rozpowie, ale zrozumiała, co powiedział, więc zamilkła, a Draco w tym czasie wziął ją na ręce i zaniósł na łóżko. Zbyt zaskoczona, żeby cokolwiek powiedzieć, patrzyła tylko, jak znalazł się na nim wraz z nią i mruknął cicho zaklęcie.
Zielone, aksamitne zasłony opadły na dół, wzdłuż kolumn łóżka, ukrywając ich wewnątrz niego.
- Proszę - zauważył. - Jakże przytulnie.
Ginny nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć, zrobić, uczynić, więc... Nie zrobiła nic. Leżała prosto jak kijek od miotły i tak samo sztywna, zastanawiając się nad sobą. Miała świadomość, że nie musi tu być - wystarczyło tylko powiedzieć mu "Nie!" i wyjść, chyba by jej nie powstrzymywał. Czuła, że by jej nie powstrzymywał. To wszystko, rzecz jasna, trafiłoby do Bractwa, wywaliliby ją stamtąd, ale to by była jedyna konsekwencja tego, że wstanie i wyjdzie.
Problem tkwił w tym, że nie chciała wyjść.
Wszystko w niej wrzało, a myśli kołatały się w głowie, tak samo jak jej głupie serce w piersi. Nie wiedziała nawet, czy ono było na sto procent pewne, że chce zostać, ponieważ jej głupie serce na pewno zostałyby wtedy, gdyby Draco ją kochał. A przecież jej nie kochał i nigdy jej nie pokocha. Był w ogóle zdolny do jakichś wyższych uczuć?
Kiedy wracali, Ginny zauważyła, że zaczęło padać. Zaklęcie ocieplające nałożone na ubranie wystarczyło, by jej ciało pozostało suche, ale nie pomagało wcale głowie i włosom, które były strasznie mokre. Draco tez nieźle przemókł, i, i o ile się nie myliła, właśnie zdejmował z siebie koszulkę...?
Odwracając wzrok, Ginny poczuła, jak oddech ugrzązł jej w piersi. Przy kolejnym szeleście wyobraziła go sobie całkiem nagiego, tuż obok, o skórze niczym blady marmur. Pragnęła teraz odwrócić się i przypatrywać mu, i jednocześnie zanurzyć głowę w pościeli, by nie musieć tego widzieć. Kandelabr nad głową Dracona świecił się, więc za zasłonami panował półmrok. Ginny w końcu się odwróciła, ukryła twarz za włosami i zaczęła zerkać na chłopaka.
Jego skóra rzeczywiście była jasna niczym marmur, ale wyglądała na milion razy delikatniejszą. Mokre włosy opadły mu na twarz i po raz pierwszy, odkąd go znała, wyglądał jak normalny, przemoczony siedemnastolatek. Jej wzrok powędrował niżej, do brzucha, na którym tkwiła dokładna, okropnie wyglądająca blizna, ciągnąca się od biodra ku dolnym żebrom. Nie potrafiła się w nią nie wpatrywać, zafascynowana i jednocześnie przerażona tym, gdzie mógł ją otrzymać i czemu żaden wykwalifikowany lekarz nie podjął się usunięcia jej. Przecież było przynajmniej tuzin zaklęć, które mogły...
Patrzył na nią. Nie widział jej oczu zza włosów, ale chyba wyczuł jej spojrzenie. Spojrzała niżej i zauważyła , że założył spodnie od piżamy, uszyte z zielonego jedwabiu w srebrne węże. Ukryła twarz w poduszce i zastanowiła się, czy jeśli zaśnie, to ją zostawi.
Wątpiła w to szczerze.
Łóżko zaskrzypiało, a ona się spięła w sobie. Położył dłoń na jej plecach i zaczął ją delikatnie głaskać, a jego dotyk był łagodniejszy niż dotknięcie piórka. Odgarnął jej włosy z karku i po chwili poczuła jego pocałunek na swojej łopatce. Jego usta były najdelikatniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek czuła. Czuła je niemal wszędzie, na ramieniu, ręce, na karku, tuż nad wiązaniem gorsetu.
Niesamowite, jak czule się z nią obchodził, tak uwodzicielsko, że czuła łzy pęczniejące jej w oczach. Delikatnie gładził ją po biodrze, dopóki nie odwróciła się na plecy, nadal nie odgarniając sobie z twarzy włosów. Odwiązał jej jedwabną kokardkę, która ozdabiała gorset, po czym przesunął nią wzdłuż jej ciała, dotykając nią jej ramion. Zimny, śliski materiał wzbudził w niej dreszcz. Następnie poczuła jego dłonie na swojej twarzy, odgarnął jej włosy do tyłu, a ona się ciągle trzęsła i trzęsła, póki nie pojęła, że tak naprawdę płacze. To tylko powstrzymywany szloch sprawiał, że zaczęła się trząść.
Gdyby był gwałtowny, zimny, ostry, to może przetrwałaby jakoś tę noc, ale ta jego delikatność, ta czułość sprawiała, że czuła się krucha niczym chińska porcelana.
- Ćśś... - usłyszała jego szept. Gładził ją po włosach, powoli i łagodnie. Zapłakała jeszcze bardziej żałośnie.
- Nie mogę... Nie... Nie mogę... - zaczęła czkać.
- Nie musisz... Ja myślałem... Tylko myślałem, że... - Chyba sam nie wiedział, co chce powiedzieć, co było okropnie dziwne, ale nie przejął się tym widocznie. Przytulił ją do siebie tak mocno, jakby naprawdę coś dla niego znaczyła i pocieszał ją tak, że ją to powoli zabijało.- Przecież nigdy bym cię nie zmusił do czegoś, czego nie chcesz, co ty... - powiedział w końcu cicho i szorstko.
Znów próbowała przemówić, ale tylko głośniej zapłakała. Dlaczego, dlaczego nie był okropny i nie potrafił sprawić, by go nienawidziła?
- Jestem potworem, prawda? - wyszeptał jej do ucha po długiej, długiej ciszy. Wstrzymała na chwilę szloch, choć nie potrafiła powstrzymać łez.
- Nie - wymamrotała.
- Nie kłam mi - mruknął szorstko.
- Draco, nie jesteś - odparła. Zapewne nie rozumiał, czemu płakała, ale nie potrafiła mu tego przecież wytłumaczyć bez wyjawienia przed nim własnych uczuć, które później musiałaby zostawić na jego pastwę. Jakie to dziwne, że tak bardzo chciała, by jej nie zranił i jak bardzo pragnęła nie skrzywdzić tym jego. Czemu w ogóle jej zdanie o nim miało dla niego coś znaczyć? Co z tego, jeśli byłby dla niej potworem?
Mimo wszystko, nie chciała go ranić. Zależało jej na tym, by jej uwierzył.
- Nie, nie jesteś potworem - wyszeptała z mocą, w tym samym momencie spostrzegając, że trzyma swoje dłonie, zwinięte w pięści, na jego piersi.
- Dobrze, - mruknął swoim szorstkim tonem. - Powinnaś już iść.
Ginny pokiwała głową i odsunęła się od niego, po czym zastygła w bezruchu. Drzwi zaskrzypiały...
- Co za dupek - ktoś powiedział. - Kto by pomyślał, że Malfoy poda Potterowi znicza jak na tacy.
- A widziałeś, jak się wpatrywał w tę przeklętą Gryfonkę? - zastanowił się ktoś inny.
- To ta sama, która się ciągle koło niego kręci, ta, co ciacha mu mięcho - dodała trzecia osoba. - Chyba się w nim zabujała.
Ginny spięła się, a Draco parsknął ponuro.
- Co za głupki z nich czasami, ja nie mogę - usłyszała jego mruknięcie.
Rozległo się głośne "Branoc" i nastała cisza.
- I co teraz? - Wyszeptała Ginny, czując policzek Dracona przy swoim. Doszła do wniosku, że to skutkowało; im bliżej siebie byli, tym lepiej się słyszeli. I nie miało to nic wspólnego z uczuciem, jakiego doznawała, czując jego oddech na swoim policzku.
- Prześpisz się tu do jutra? - zaproponował.
- Przecież nie będę w tym spała - syknęła, wskazując na swój haremowy kostium.
- To załóż to - mruknął, podając jej sweter, który wyjął, gdy szukał dołu od swojej piżamy.
To był jeden z tych swetrów, na których wyszywała monogramy. Na tym było wyszyte: "Szczeniacki ignorant". Zarumieniła się. Draco wyglądał na rozbawionego.
- Pasuje, nie myślisz? - mruknął, uśmiechając się przekornie.
Ginny przycisnęła do siebie sweter i spojrzała na niego.
- Możesz? - spytała po chwili, wskazując na siebie i na sweter.
- Jeśli tak bardzo chcesz - odparł, po czym się nie odwrócił.
Westchnęła głęboko i odwróciła się do niego tyłem, po czym zaczęła mieć kłopoty z odwiązaniem swojego gorsetu. Nieważne, w którą stronę ciągnęła i ile razy nie próbowała odwiązać tasiemki, nie chciał zejść. Łóżko się podniosło i poczuła oddech Dracona na swoim karku.
- Wybacz - wymamrotał, wyszeptując zaklęcie. Z łatwością odwiązał tasiemkę, dotykając jej skóry opuszkami palców więcej razy, niż było to konieczne. - Zaklęcie. Żeby jakiś facet nie próbował czasami tego z ciebie zerwać.
Nie wiedząc, co odpowiedzieć, Ginny zdjęła z siebie gorset i położyła go na łóżku, mając pełna świadomość, że Draco ciągle za nią klęczy, a jego klatka piersiowa znajduje się zaledwie kilka centymetrów od jej pleców. Miała ogromną ochotę oprzeć się o niego, zanurzyć się w jego cieple. Objęłaby się jego rękoma, czułaby jego bicie serca i...
- Może się kiedyś ubierzesz? - wyszeptał jej do ucha drwiącym głosem.
Zmieszana, Ginny przełożyła sweter przez głowę, po czym opuściła spódniczkę niżej. Miała zupełną świadomość tego, że nie ma na sobie żadnej bielizny, nie licząc skąpych zielonych stringów. Gdy się odwróciła, Draco nakrywał się właśnie pierzyną, po czym podłożył sobie ramiona pod głowę i obserwował ją spod na wpół przymkniętych powiek. Rozleniwiony wąż, pomyślała, czekający tylko na swoja ofiarę. Odgarnął pierzynę tam, gdzie miała się położyć, a ona, wzdychając, weszła pod nią.
Deszcz padał coraz mocniej, a w zamku robiło się przeraźliwie zimno przy takiej pogodzie. Trzymała się jeszcze sztywniej niż wtedy, gdy położył ją na łóżku. Odwróciła się do niego plecami, mając nadzieję, że może jeśli zapomni o tym, że Draco śpi tuż przy niej, zaśnie szybciej niż gdyby miała na niego patrzeć.
Jakby czytając jej w myślach i chcąc ją uspokoić, Draco przysunął się do niej i objął ją ramieniem, przysuwając do siebie. Jego nogi splotły się z jej, czuła jego jedwabną piżamę na swojej skórze. Ukrył twarz w jej szyi i Ginny wydawało się, że prawie natychmiast zasnął, ponieważ po chwili zaczął spokojnie i głęboko oddychać. Czuła się, jakby ją całkowicie wchłonął i czuła, że to jest zupełnie tak, jak przeczuwała - po części frustracja i bezpieczeństwo, pragnienie i ból.
Dzisiejszej nocy postanowiła, że będzie się cieszyć tym, iż tkwiła w jego ramionach. Będzie udawała, że kochał ją z całego serca i tylko dlatego tak mocno ją tulił, ponieważ nie potrafił znieść myśli, że miałaby go opuścić choćby na moment. Rytm jego serca był usypiający i ona także wkrótce poczuła na czole słodki pocałunek Hypnosa.
Wypieszczona i bezpieczna w objęciach węża..., pomyślała jeszcze przed zaśnięciem.
