Rozdział 10 — Nic dodać, nic ująć
"I wanna feel a change. I don't mind if it hurts. You take away the pain. You're the only thing that's good." — The Exies (Tired Of You)
Sądzę, że popełniłem w życiu wiele błędów. Nie lubię się do tego przyznawać, lecz chyba taka jest prawda, no nie? Zachowywałem się jak bezmyślny szczeniak, kierowałem się wizją swojej nieomylności. To jest za to nagroda – samotność, wieczna samotność, przez której mury nikt nie potrafi się przebić. Przykro mi Hermiono, Remusie, Luno, Ronie. Nie potrafię. Życie mnie przerasta, jest ponad mnie i ponad moje siły. I jeśli spojrzeć na to z pewnego punktu widzenia, to to wszystko jest cholernie smutne. Moje życie, rzeczy, których kiedyś dokonałem, a które dziś już nie mają znaczenia. Przebyłem długą drogę, by z jedenastoletniego chłopca, który widział świat jako tych dobrych i jako tych złych, stać się szesnastoletnim samobójcą. Jestem nikim. Zawiodłem tyle osób.
Bawię się buteleczką, napełnioną trucizną. Snape sam powiedział, że moim nieudanym eliksirem leczniczym, można jedynie zabić. O ironio, mam zamiar wykorzystać go właśnie do tego. Odkręcam fiolkę, przykładam ją do ust i... i niech to wezmą wszystkie diabły! Znów! Znów nie umiem tego zrobić. Ono znów wygrywa.
Nienawidzę cię, życie.
Zamykam fiolkę i chowam ją pod poduszkę. Może któregoś dnia starczy mi odwagi.
Kiedy wchodzę wczesnym rankiem do pokoju wspólnego, dostrzegam w nim klęczącą Hermionę. Modli się. Wiem, że jej rodzice są religijnymi ludźmi, lecz sama dziewczyna nigdy nie wyraziła zainteresowania w tej kwestii. Jednak teraz nie mam żadnych wątpliwości. Nie przerywam jej – każdemu należy się własny sposób radzenia sobie z wojną, a mam wrażenie, że ukojeniem Hermiony może stać się wiara. A jeśli ma jej to pomóc, to niech tak będzie.
Ron, mój przyjacielu, mój bracie, co się z tobą dzieje? Nic nie jesz, nie śpisz. Jesteś z nami, a jednak cię nie ma. Co znaczą te godziny bezsensownego wpatrywania się w ścianę? Dobrze wiem co. Ron? Ron, proszę, nie rób tego. Mnie świat może stracić, ja mogę umrzeć – wiem, że umrę i zrobię to z godnością – ale nie zniosę myśli, że miałbyś opuścić ten świat. Ron? Ron, proszę, nie milcz. Powiedz coś. Wiesz, że nienawidzę ciszy – ona zawsze oznacza koniec czegoś. Nienawidzę końców. Zawsze tak ciężko jest się pożegnać z tym co znamy, prawda? Wiesz o tym dobrze, powiedziała ci to śmierć Ginny. Powiedziało ci to, jej spojrzenie pełne determinacji, kiedy swoim kosztem, ratowała życie innej osoby. Pamiętasz życie, które gasło w jej oczach? Oczywiście, że pamiętasz. Takich rzeczy się nie zapomina. To najwyższa cena pamiętania.
Życie tak szybko gna do przodu. Na nic są moje błagania, na nic są łzy Hermiony, na nic jest przelana krew moja i Rona. Bo świat rządzi się swoimi prawami i nawet ja nie mogę nic na to poradzić.
Co właściwie zrobiłem źle? Za co los mnie tak kara? Pragnąłem jedynie normalnego życia, pragnąłem rodziny i spokoju. W zamian mam żałobę i wojnę. Co właściwie mogę powiedzieć? Wszystko już zostało powiedziane.
Wycieczki do Hogsmeade zostały zakazane. Są zbyt niebezpieczne. Czuję się jak w ciasnej klatce, brakuje mi powietrza, mam wrażenie, że z każdym dniem ściany są coraz bliżej siebie. Pragnę kogoś, kto mógłby zatrzymać to wrażenie wirowania.
Luna mi pomaga. To tak jakby była moim lekarstwem na zło, jakby była moim Patronusem, który strzeże mnie nieustannie. Nie wiem co takiego ma w sobie dziewczyna, lecz jej obecność jest jak płonąca w ciemności świeca. Jest maleńkim poczuciem bezpieczeństwa.
Czym sobie na ciebie zasłużyłem, Luno?
Próbujesz mnie ratować, przyjaciółko, widzisz jak się rozpadam i widzisz, jak źle jest ze mną. Ale, Luno, jeszcze nie wiesz, że dla mnie jest za późno. Że jest już za późno dla nas wszystkich. Jesteśmy straceni, droga przyjaciółko. Weszliśmy na drogę, z której nie ma powrotu – teraz musimy mieć odwagę, by nią kroczyć.
„Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną."**
Widziałeś kiedyś śmierć? Jeśli tak, to wiesz jakie to uczucie, widzieć uchodzące z oczu życie i nie móc nic zrobić. To najgorszy rodzaj bezradności.
Widziałeś kiedyś śmierć? Jeśli tak, to wiesz jakie to uczucie, przeżyć śmierć kogoś do bólu ci bliskiego. To najgorszy rodzaj bólu.
Widziałeś kiedyś śmierć? Jeśli tak, to wiesz jak ogromne rany na duszy ona powoduje. To najgorszy rodzaj ran.
Wszystko kiedyś przemija. Przemijanie jest naturalną koleją rzeczy, prawda? Czy ktoś umie wyjaśnić, dlaczego przemijanie tak cholernie boli?
Powoli liście odrastają na drzewach, kwiaty rozkwitają, wszystko budzi się do życia – wszystko oprócz mnie. Nadchodzi wiosna – czas odrodzenia. Łudzę się, że może w końcu coś się zmieni. Że może Hermiona przestanie nieustannie płakać. Że może Ron znów zacznie z nami rozmawiać. Że może przestanę zamykać się w pokoju na długie godziny. Że może odłożę ten stary kawałek lustra i przestanę regularnie ciąć nim każdy kawałek mojej skóry, który zakrywa ubranie. Ale to tylko nadzieje, marne iluzje mojej wyobraźni. Zostaną na zawsze w moim umyśle, nigdy nie dostaną szansy spełnienia. To nie ten świat, nie ten czas, nie ten wymiar. To jedna, wielka pomyłka!
- Harry? – mówi cicho Hermiona, wpatrując się w dogasający w kominku ogień.
- Hmm?
- Zastanawiałeś się, jak to będzie po wojnie? – pyta szeptem, jakby bojąc się zepsuć nastrój chwili.
- A wierzysz, że dla nas będzie jakaś przyszłość po wojnie?
- Coraz rzadziej – przyznaje. – Ja... Kiedy to wszystko się zaczynało... Myślałam, że to będzie kolejna, świetna przygoda, że znów wyjdziemy z tego wszystkiego cało. To było takie straszne, ale i fascynujące. Owiane widmem tajemnicy. Teraz wiem, dlaczego ludzie tak boją się wojny. Gdy to się zaczynało, byliśmy niedojrzałymi dzieciakami. Wiesz, kiedy umarł Syriusz, chyba wtedy dotarło do mnie z całą mocą, jak straszna jest wojna. Wcześniej znałam jedynie jej książkową definicję, a wtedy wszystko się zaczęło. Bitwa w Ministerstwie, śmierć Syriusz, później atak na Hogsmeade i śmierć Ginny. A później pani Weasley. Harry, coraz częściej przyłapuję się na myślach, jak wszystko zrobić, żeby w razie mojej śmierci nie zostawić żadnych, niedokończonych spraw. Ja... ja nawet napisałam testament. Tak się boję, Harry...
Znów zaczyna płakać, lecz nie mam jej tego za złe. W dodatku, może pomysł z testamentem nie jest taki zły? Jest sporo rzeczy, które przydałoby się załatwić, przed śmiercią. Ale najgorsze jest jedno – wiem, że umrę, lecz nie mam pojęcia kiedy. To znacznie wszystko utrudnia.
Coraz więcej osób prosi mnie o wznowienie GD. Długo rozmawiałem na ten temat z Hermioną i w końcu doszliśmy do wniosku, że te zajęcia wszystkim nam dobrze zrobią. Może Ron nieco się rozchmurzy, ja mniej czasu będę miał na ponure rozmyślania i może... może coś z tego będzie. Postanawiamy zostawić wszystko takim, jakim było w zeszłym roku. Będziemy spotykać się w tajemnicy przed nauczycielami – to chyba ma dodać wszystkiemu takiej tajemniczości, wyjątkowości. To będzie coś, co nas połączy – nasz wspólny sekret.
Na pierwsze spotkanie przychodzi więcej osób, niż mógłbym się spodziewać. Widzę znajome twarze z tamtego roku, jest tu prawie cały Gryffindor. Uzgadniamy wszystko, Hermiona rozdaje nowym osobom fałszywe galeony. Kiedy kończymy sprawy organizacyjne, zostaje nam niecała godzina do ciszy nocnej. Razem z Ronem dajemy krótki pokaz pojedynku oraz odwalamy mowę końcową, jeśli można to tak nazwać. Proszę jeszcze, żeby na następną lekcję wszyscy potrafili rzucać zaklęcie rozbrajające i kiedy już mają się rozchodzić, zatrzymuję ich.
- Następnym razem weźcie ze sobą zdjęcia bliskich wam osób, które zginęły na wojnie – mówię. – Mam pewien pomysł.
Następna lekcja jest ciężka. Bardzo ciężka. Niektórzy umieją dużo, inni nie umieją nic i musimy podzielić się na grupy. Hermiona zdecydowała się pomóc tym najsłabszym, Ron – dość niechętnie – przejmuje grupę średnią, a ja zajmuję się najlepszymi. Zapomniałem jakie lekcje GD mogą być męczące, lecz kiedy jest już po wszystkim, czuję cholerną satysfakcję.
Wszyscy wychodzą, lecz ja – zamiast biec na lekcję z Lupinem – podchodzę do ściany, gdzie zorganizowaliśmy mały ołtarz dla osób, które poległy na wojnie. Widzę tu zdjęcie rodziny Amelii Bones, które musiała zawiesić Susan. Jest zdjęcie szczerzącej się radośnie Ginny, zawieszone przez Rona. Alicja i Frank Longbottom w eleganckich strojach z małym Nevillem na rękach. Jest zdjęcie Marleny McKinnon i Dorcas Meadowe, które przytulają się i śmieją jak głupie – pewnie ktoś z nimi powiązany zawiesił to zdjęcie. Zauważam zdjęcie pani Weasley i jej starszych braci. Wszyscy wyglądają tak młodo...
Wyciągam z kieszeni zdjęcie ślubne moich rodziców, na którym jest również Syriusz. Przywieszam je.
Nic dodaj, nic ująć – myślę gorzko, kiedy zamykam za sobą drzwi Pokoju Życzeń.
* Fragment Psalmu 23
