Rodział leżał jakiś czas na dysku. Wolny czas praktycznie znikł.

Za betowanie jak zawsze dziękuję Freji.


Draco i Pansy do samego końca nie mieli pojęcia o obecności Percy'ego i Audrey. Wpadli na siebie dopiero już na miejscu a zaskoczeniu nie było końca. Anglicy wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Wiedzieli, że przybyli tutaj, by dbać o interesy swoich bliskich, lecz teraz podążali w kierunku swoich miejsc.

Podobnie jak wszyscy zgromadzeni, patrzyli z niecierpliwością na królewską lożę. Kobiety dyskutowały nad szatą, którą założy aktualna kochanka Króla Jegomości, debatując nieomal tak samo zawzięcie jak o samym występie śpiewaczki. A może i bardziej,

- Ojciec kazał z nią porozmawiać – szepnął Draco – pomożesz Pans?

- Pewnie – odparła dziewczyna z uśmiechem i zaczęła wyliczać - pochwalimy piękno Warszawy i popytamy o atrakcje okolicy. – po czym urwała i spojrzała na dość znajomą parę - Ale co tu robi Weasley? – zapytała Pansy.

- Scrimgeour go zapewne wysłał – zamyślił się Draco – wyrzucenie francuskiej ambasador to szansa dla Anglii i …

- Weasley miałby zostać ambasadorem? – Pansy aż pisnęła – przecież jego ojciec to…

- Wiem, miłośnik mugolskiego śmiecia, Artur Weasley – odparł z wyniosłością w głosie - Percy Weasley to protegowany Ministra Magii, więc sama rozumiesz, co się za tym kryje. – westchnął i kontynuował - Ojciec chce byśmy wyjechali na placówkę, ale przez jego sprzeczkę z królem to…

Nie zdążyli dokończyć zdania. W tym momencie do królewskiej loży wszedł ostatni, najbardziej oczekiwany gość: Pierwszy Obywatel magicznej Polski. Aleksander Orłowski wszedł swoim wystudiowanym, nieco tanecznym krokiem, który przyprawiał czarownice o westchnienie. Draco prychnął pogardliwie widząc siedzące obok czarownice, które uważnie obserwowały ciemnowłosego czarodzieja we wspaniałej, czarnej szacie zdobionej w srebrne wzory. Pasowały one do jasnego, zdobnego kołnierza oraz eleganckich zapinek z białego złota. Swoje długie, czarne włosy miał nienagannie zaczesane, czym wywoływał westchnienia czarownic. „Ach, zanurzyć palce w te cudne pukle"- wywracał oczami na podobne wyznania.

Draco patrzył uważnie na kobietę u boku dawnego znajomego ojca. Była to szczupła brunetka, ubrana w długą, granatową szatę do samej ziemi. Na ramiona zarzuciła jasną narzutkę, która miała funkcję raczej ozdobną niż zapewniającą ciepło. To, co jednak przyciągało wzrok, to kolia z szafirami zdobiące dekolt kobiety. Ciężki, nieco staromodny naszyjnik musiał kosztować fortunę, coś co wywołało wielkie poruszenie wśród obecnych dam. Kobieta szła ściskając rękę swego towarzysza i witając z nieznanymi Draco czarodziejami. Zachowywała się w sposób niezwykle powściągliwy oraz spokojny.

Podczas występu śpiewaczki, Natalia patrzyła wyłącznie na Felinę niewiele robiąc sobie z obserwującego ją tłumu. Dość pulchna, jasnowłosa czarownica śpiewała arie w niezwykły sposób, a nikt tak na nią nie patrzył, jak autentycznie zainteresowana występem Natalia. Oczywiście czarownica, zgodnie z zasadami, zaciskała palce na kosztownej szacie swego kompana to jednak ilekroć przebywali razem publicznie, zachowywała się z wielką wstrzemięźliwością. Tego od niej oczekiwał, ściskając mocno ilekroć zaczynała okazywać nazbyt wiele uśmiechu czy też spontaniczności. Robiła co mogła by go zadowolić, a wiedziała jak wielce to cenił. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę, wstała powoli zaciskając mocniej palce na przedramieniu swego kompana.

Na bankiecie przebywało wielu ważnych czarodziei, w tym Szef Instytutu Alchemii. Borewicz patrzył jak oczarowany na brunetkę, nieomal oblizując wargi na widok naszyjnika kobiety. Podszedł do niej podczas przerwy, gratulując elegancji oraz zachwycając koncertem na którym przebywali. Natalia tylko skinęła głową, lecz jednocześnie uśmiechnęła z zadowoleniem. Borewicz był ważnym człowiekiem.

Dopiero na bankiecie po koncercie, Anglicy mieli okazję zacząć wypełniać swoje misje. Mogli rozmawiać przyjaźnie w swej loży, lecz teraz przyszedł czas na interesy. Nikt nie szedł na bankiet z udziałem najważniejszych osób, tylko po to, by cieszyć się magią muzyki. Percy i Draco doskonale to rozumieli. Pansy zwróciła uwagę na obecność Lavender, dawniej koleżanki z roku a obecnie dziennikarki.

- Scrimgeour wysyła swoich ludzi wszędzie – szepnął.

Nie tylko on zauważył ten fakt. Nieodłączny Podolak, który jęczał idąc na koncert, także zwrócił uwagę na Anglików i wskazał ich swemu przyjacielowi. Aleksander zaśmiał się diabolicznie i nakazał przyprowadzić do siebie dwie pary. Z jakiegoś powodu owa możliwość wielce go bawiła.

- Draconie – odezwał się jedwabiście – cóż za spotkanie – odparł z jowialnym uśmiechem w stylu Dumbledore'a, ale ten uśmiech nie objął jego oczu - zaczynasz regularnie odwiedzać Warszawę, skąd ta nagła miłość do mojego kraju? – spytał uprzejmie jednocześnie lekko dotykał swoim umysłem umysł chłopaka, dowiedzieć się nieco więcej niż młody Malfoy miał mu oznajmić

- Pansy po prostu zakochała się tutejszych sklepach Wasza Wysokość, a ja nie mogłem sobie odmówić przyjemności posłuchania Feliny na żywo – odparł Malfoy – nieustannie pracujemy nad sprowadzeniem jej do Anglii.

- Lecz to chyba zajęcie Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, czyż nie panie Weasley? – Aleksander zwrócił się ku Percy'emu, który stał nieco z boku i udawał, że go tu nie ma, a on sam jest jedynie, jak to Mugole nazywają, ciałem astralnym albo hologramem. Lecz po chwili zwrócił uwagę na króla i jego niespodziewanego gościa i przyjął tę wkurzającą postawę, którą reprezentował, gdy kręcił się koło Croucha Seniora.

- Wielce przenikliwa uwaga Wasza Wysokość – zapewnił Percy z typową dla siebie gorliwością – i mamy sukcesy w sprowadzeniu międzynarodowych imprez do Anglii, jakby choćby Mistrzostwa świata w Quidditchu czy Turniej Trójmagiczny.

- I to dzięki jednemu z waszych lepszych urzędników, Barty Crouch zasłużył na o wiele więcej niż bycie Szefem Departamentu, być zdradzonym przez syna i służkę to wielki cios – skinął głową Aleksander – chociaż znamy takich, co sprzeciwiają się karaniu sług – dodał złośliwie – a ty czego szukasz w Warszawie panie Wesley? Też kochasz śpiew Feliny? – zapytał unosząc brwi.

Percy wziął głęboki oddech. Mężczyzna przebywał dość wśród polityków, by wiedzieć co mówić. Za nic nie chciał zawieść swego mentora i kogoś, kto mu w pewnym stopniu zastępował ojca.

- Chociaż śpiew panu Feliny to rozkosz dla ducha, więcej niż jeden interes mnie sprowadza Wasza Wysokość – wyjaśnił ostrożność – czarodziej co ongi pracował w Departamencie Międzynarodowej Współpracy zawsze ceni podróże i uczy się w ich trakcie.

- Rufus cię dobrze wyszkolił – powiedział Aleksander z czymś co mogło brzmieć niczym uznanie.

- Pan Minister zawsze potrafił odnaleźć diament w popiele, nawet kiedy inni go nie dostrzegali – odparł Percy.

- Lojalność to cnota – uśmiechnął się ciemnowłosy mężczyzna – a umiejętność rozpoznania sprawy to mądrość, spędziłem ongi dwa lata w Anglii, lecz nie dane mi było poznać nikogo z Weasleyów, unikaliście towarzystwa – dodał z przyganą – radosny to dzień, gdy moi dawni przyjaciele – spojrzał na Malfoyów – spotykają moją nową przyjaciółkę, Natalię a kto wie ile zawrzemy dzisiaj przyjaźni – zakończył patrząc na Percy'ego.

- Draconie Malfoy – zaczęła Natalia uprzejmie – nie musiałam słyszeć twego imienia, by wiedzieć, że jesteś synem swego ojca, wasze podobieństwo jest uderzające i każdy widzi w tobie dziedzica Malfoyów i to w towarzystwie pięknej czarownicy – uśmiechnęła się do Pansy.

- Draco to nieodzowny syn swego ojca, Lucjusza – zapewniła Pansy.

Widząc kpiące spojrzenie króla, zacisnęła nerwowo pięści. Przecież spotkanie Lucjusza z ciemnowłosym czarodziejem okazało się prawdziwą klęską! Słyszeli niejedną awanturę, którą starszy Malfoy urządził swej młodej żonie obwiniając Hermionę o katastrofę.

- Percy Weasley, gazety wiele pisały o twej rodzinie, lecz twa lojalność i praca dla Ministerstwa Magii została pominięta. Masz teraz szansę to zmienić. A twa towarzyszka to…- kontynuowała Natalia widząc złośliwy grymas na twarzy swego ukochanego.

- Moja żona Audrey.. proszę pani – dodał Percy – jest uzdrowicielką w świętym Mungu.

- Wspaniale – odparła Natalia ze szczerym uśmiechem – praca uzdrowiciela wymaga wielkiego taktu i delikatności, a my czarownice mamy te cechy wielce rozwinięte. Mam w rodzinie niejednego uzdrowiciela.

- Dziękuję – odparła Audrey, po czym patrząc na Natalię dodała w przypływie geniuszu – jest pani wielce uprzejma i chociaż czytałam o elegancji Polek, to dopiero teraz widzę ile prawdy w publikacjach w gazetach w tym zakresie. Wygląda pani czym prawdziwa królowa wieczoru!

- Jesteś wielce uprzejma – odparła Natalia wyraźnie poruszona – lecz żona waszego Ministra Magii, pani Scrimgeour to elegantka na skalę Europy. Macie u siebie najlepsze wzorce.

- A także i całkiem odmienne, czyż nie Draconie? – wtrącił Aleksander – och, jakże to nieuprzejme z mej strony, obok mnie stoją trzy piękne czarownice a żadna z was nie ma nic do picia – powiedział z nienagannym uśmiechem, nakazując kelnerowi przynieść kieliszki z magicznym winem.

- Dziękuję Wasza Wysokość, na pańskie maniery dżentelmena zawsze można liczyć – powiedziała Pansy z uśmiechem – mój ojciec… znaczy Lucjusz Malfoy opowiadał o pańskiej pięknej i eleganckiej przyjaciółce i koniecznie chciałam panią poznać. Pani się zajmuje alchemią? To trudne dziedzina.

- I fascynująca, pani Malfoy – odparła Natalia zaciskając palce na kieliszku z winem – wy zaś w Hogwarcie mieliście szczęście być uczeni przez prawdziwego Mistrza. Instytut Alchemii wiele razy zapraszał Severusa Snape'a na gościnne wykłady – dziewczyna w tym momencie przypominała psychofankę jakiegoś mugolskiego zespołu typu boysband aniżeli poważną młodą czarownicę, pracującą na swój rachunek, po czym spojrzała z uprzejmym zainteresowaniem na młodych absolwentów Hogwartu i odparła - wasz dyrektor Dumbledore musiał wielce dbać o przyszłość was wszystkich, skoro zapewnił wam takiego Mistrza za nauczyciela.

Czwórka Anglików wymieniło spojrzenia. Zajęcia ze Snape'm nie należały do ich ulubionych, zwłaszcza dla Weasleya. Skinęli jednak głową na znak zgody, bowiem nie był to moment na dyskusję o talentach dydaktycznych, czy raczej ich braku, ponurego Nietoperza z lochów Hogwartu. Percy potem śmiał się z możliwej reakcji groźnego profesora na zachwyt zagranicznych czarownic nad jego osobą. Szczególnie takich, co nosiły na szyi kolię z szafirami.

- Jak ci się podobają Anglicy, królowo wieczoru? – Natalia słyszała kpinę w jego głosie.

- Audrey Weasley chciała być miła - postanowiła bronić Angielki – a ty naprawdę jesteś wściekły na Lucjusza. – westchnęła ciężko

- Tak, za oportunizm i czelność porównania ciebie do tej zwariowanej obrończyni skrzatów. Ten szczwany lis wysłał tutaj syna, by pilnował interesu i ma mnie za tak głupiego, że nie zrozumiem w czym rzecz. – odparł król z niesmakiem – Z kolei Scrimgeour wysłał chłopaka, by wybadać możliwości sojuszu a może i wznowienia bliższych relacji, działa dla dobra swego kraju. Lucjusz zna tylko lojalność wobec skrytki bankowej. – odparł jakby z żalem przez wzgląd na dawne czasy

- Ale dlaczego pozwalasz, by Draco tu funkcjonował, i to w dość dobrych warunkach? – zapytała się uprzejmie, przypominając swoją uwagą o braku pewnego rodzaju sprytu, niezbędnego do odnalezienia się

- Jest dziedzicem zamożnej rodziny a interes to interes, poza tym to wszystko dość zabawne. Wyglądasz pięknie Natalio, kto wie może będziesz królową nie tylko wieczoru?

- Co masz na myśli? – zapytała zalotnie machając rzęsami i rumieniąc się jak pensjonarka

- Porozmawiamy po bankiecie, teraz uśmiechaj się – powiedział trzymają palec na jej ustach i marząc o innej scenerii.

Nie powiedział nic więcej, a Natalia zrozumiała, że raczej nie wróci wieczorem do swego mieszkania. Nie wiedziała, czy czuje się dobrze, bowiem nawet w komnacie gościnnej na zamku czuła się nieswojo. Nie zapomniała swej pobudki w sierpniu, czy też niedawnej chwili zapomnienia na kanapie. Gdyby nie wspomnienie listu od Anuszki, to kto wie? Może jednak by do czegoś doszło między nimi? Anuszka… - pomyślała – po czym spojrzała na swoją suknię oraz kolię. Siostra prawdopodobnie zwymyśla ją od najgorszych, a może i dołączy klątwę do listu. A ona czuje na sobie ciężar szafirów. Ciężar prawie przygniatający do ziemi.

Rozmawiała jeszcze z wieloma osobami, zwłaszcza, że Borewicz, Szef Instytutu Alchemii, dosłownie ją porwał. Przedstawił następnie kilku potencjalnym sponsorom Instytutu, w tym zamożnemu, owdowiałemu Henrykowi Krzemień. Był to czarodziej mający dość niechlubną sławę bawidamka, zaś jego spojrzenie sprawiło, że Natalia poczuła się nieswojo. Czuła na swoim dekolcie jego oczy, coś co przyprawiło ją o zimne dreszcze.

- Uważaj na niego – radził Aleksander dyskretnie – on… - tu skrzywił się i posłał „rywalowi" miażdżące spojrzenie - nie postępuje po dżentelmeńsku z kobietami.

W odpowiedzi ścisnęła mocniej jego rękę, na co na przycisnął ją bliżej. Zobaczyła, że spojrzał na starszego czarodzieja. Dawał tym samym znak do kogo należy Natalia, coś za co była mu wielce wdzięczna. Poza tym nie puszczał jej ręki aż do końca bankietu.

Po skończonym bankiecie, kiedy to Podolak oczarowywał Felinę, chwycił ją mocniej. Była mu wdzięczna za podtrzymanie za rękę, czując szum wina w głowie. Nie spotkała nigdy wcześniej podobnego dżentelmena. Rozmawiała z tak wieloma osobami, że nie umiała ich zliczyć. Zwróciła uwagę na Anglików, którzy wykazywali wielkie zainteresowanie Polską, a Natalia chętnie odpowiadała na pytania.

- Nie bój się – wyszeptał i jeszcze bardziej przyciągnął dziewczynę do siebie i otulił swoją szatą, gdyż czuł swoistą gęsią skórkę na ciele dziewczyny, która wcale nie miała związku z wahaniami temperatury w kraju - zaprowadzę cię do komnaty gościnnej – szepnął – moi rodzice spotkali się z prawnikiem specjalizującym w kontraktach małżeńskich.

Zanim zdążyła coś powiedzieć, chwycił ją mocno i rzucił zaklęcie teleportacji łącznej. Trzymał ją w ramionach dłużej niż to było konieczne, lecz jakże miał nie skorzystać z okazji. Obsypał ją gorącymi pocałunkami ledwie dotarli na zamek, zdecydowanie nie mając ochoty przestać.

Percy i Audrey uważnie obserwowali towarzyszącą królowi kobietę. Nie zdążyli jednak za wiele porozmawiać, bowiem podeszła do nich Lavender, obecnie korespondentka „Proroka". Powitała ich z niemałą radością, niczym bliską rodzinę, którą dla niej w końcu byli. Rufus i Elaine Scrimgeour traktowali Percy'ego niczym członka rodziny zaś Lavender była kuzynką i w pewnym sensie ich wspólną podopieczną. Bywali razem w wielu miejscach, zaś rola dziennikarki polegała na rozmowie z gośćmi.

- Widzieliście z bliska te szafiry? – oczy Lavender aż błyszczały – mówię wam! – teraz podskakiwała jak mała piłeczka, po czym spojrzała na towarzyszy i tonem znawcy oznajmiła - coś wielkiego się szykuje.

- Arystokraci mają zwyczaj darowywać klejnoty swoim metresom – zauważył Percy, od niedawna wielki znawca zwyczajów.

- Ale nie takie – westchnęła Lavender, poniekąd z zazdrości - mieszkam już jakiś czas w Warszawie, a pewnie zgadujecie o kim kochają plotkować czarownice, kiedy już nie snują marzeń o zanurzenia dłoni w puklach Króla Jegomości – spojrzała po rodzinie żywo zainteresowanej jej wypowiedzią i kontynuowała - wspominają jego kochanki a lista jest długa. Żadnej nie dawał równie kosztownych prezentów. – słowo „żadna" podkreśliła dość dobitnie

- A ta kobieta o imieniu Natalia? – zapytała Audrey.

- Natalia Walewska, pracuje w biurze tutejszego Szefa Instytutu Alchemii – Lavender uśmiechnęła się drapieżnie – Wiecie – zaczęła luźno – to taki typ pracowitej kobiety, która prowadzi ustabilizowane życie. Jej rodzina miałaby u nas status półkrwi, są częścią czarodziejskiej społeczności od pięciu pokoleń, zajmują się pracą w urzędach, a niektórzy to uzdrowiciele – opowiadała nonszalancko dziewczyna – Nie jest to typ czarownicy co zostaje królewską kochanką.

- W jakim sensie? – pytała Audrey.

- Nie ma w sobie niezbędnych cech… rodzaju rozpusty, bezwzględności – próbowała się wysłowić kuzynka Elaine - nie wiem jak to nazwać. Ale wiem za to ze starych wycinków, że hmm…

Nie zdążyła dokończyć zdania, bowiem w ich kierunku szli Draco z Pansy. Po wojnie Lavender nieraz rozmawiała z Pansy, toteż spotkanie tak daleko od domu wielce ją cieszyło. Lecz co innego rozmowa z ludźmi, którzy praktycznie już należeli do jej małej rodziny, a co innego, z koleżanką ze szkoły. Lavender wyprostowała się i pomachała zachęcająco ręką.

- Weasley – Draco przywitał Percy'ego sztywno – gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że spotkam Weasleya na eleganckim bankiecie za granicą, dałbym temu komuś klątwą w oczy. Weasley na bankiecie, na którym przebywa zagraniczny król – Draco sprawiał wrażenie oszołomionego – na Merlina, w szóstej klasie śpiewaliśmy piosenkę, że…

- Pamiętam – przerwała Lavender – lecz to nie czas na takie rozmowy a ta zakała świata czarodziejskiego nie zasługuje na wspomnienie.

. . . . . . . . . . . . .

Natalia obudziła się następnego dnia dość późno. Miała w pamięci gorące pocałunki i dłonie mężczyzny, rozpalające ją nieustannie żywym ogniem. Zgodnie z obietnicą, zostawił ją w komnacie gościnnej a kiedy padła na łóżko nieomal żałowała, że nie ma go przy niej. Miała ochotę cisnąć w siebie klątwą tnącą: zakochała się w nim bez pamięci. Ona ze wszystkich kobiet w nim ze wszystkich mężczyzn. Ale jeśli jego rodzince naprawdę rozmawiają z prawnikiem…. Nie mogła zasnąć w nocy.

Nie ona jedna. Obiekt jej westchnień także przewracał się z boku na bok w swojej sypialni. Zajmował najwspanialszą sypialnię z wielkim, szerokim łóżkiem po której dorosły człowiek mógł spać tak wzdłuż i w poprzek. Teraz właśnie próbował tej techniki, raz po raz przeklinając fakt, że nie ma obok czarownicy, najlepiej nagiej, ale nie jakieś pierwszej lepszej ale tej jednej, konkretnej, która za nic by nie weszła do jego sypialni. O wejściu marzyło wiele, pozwolenie prócz Dobroniegi miała tylko jego siostra, ewentualnie Alicja, kiedy chodziło o ważne dokumenty. I ta jedna, jedyna, którą by tutaj wniósł, lecz ona nie chciała. A przynajmniej jeszcze nie wiedziała, że chce- -pomyślał drapieżnie Aleksander i zaczął układać misterny plan, który miał zrealizować w ich pierwszą, wspólną noc. To sprawiło, że był tak zamyślony, i jednocześnie nerwowy, że zamiast standardowej dawki pół kostki cukru do herbaty wrzucił tych kosteczek około… dwunastu, co spowodowało jego irytację. W końcu, kto lubi za słodką herbatę?

- Jesteś nerwowy Sasza, weź się jakoś rozładuj – radził Podolak – ciśnij klątwami w kogoś na audiencji, czy co tam chcesz, by sobie pomóc. Każdemu innemu bym radził iść do pubu i się napić, ale w twoim wypadku to nie zadziała – odparł przyjaciel

- Nie zadziała? – wycedził Aleksander – ty mi na serio proponujesz iść na… na… panienki?

- One się same na ciebie rzucają, pozwól im tylko – zauważył Podolak.

- Zamilcz – zacisnął wargi i spojrzał potępiająco na przyjaciela niczym żołnierze moralności, bardzo popularni po mugolskiej stronie królestwa Polski - nie mam tego ochoty słuchać!

- No już dobrze, a jak Francuzi zareagowali na wyrzucenie tej wiedźmy? Wyślą następcę? – Podolak czasami zachowywał się bardziej jak plotkara aniżeli jak mężczyzna. No cóż, za dużo spędzał czasu z Gertrudą i jej rodziną.

- Tak, nie mogą z nami zerwać relacji, a ja się aż boję kogo wyślą.

W następnym tygodniu Natalia odpowiadała na wiele pytań dotyczących bankietu. Borewicz triumfował i zadowolony pozwolił jej nawet iść z Ludwiką na lunch i nawet zamienił z dziewczyną kilka słów. Rudowłosa czarownica była wielce wdzięczna i kiedy zostały same zarzuciła Natalii ręce na szyję.

- Dziękuję za to, że o mnie nie zapominasz – wyznała Ludwika – grube ryby o ciebie zabiegają, a ty bierzesz mnie ze sobą.

- Trzymałyśmy się razem przez lata, nie zapomnę – wyjaśniła Natalia – a Borewicz ciąga mnie po bankietach. Jestem mu wdzięczna za zaproszenia, a ja chętnie cię wezmę jeśli to możliwe.

- Te szafiry, które miałaś na koncercie Feliny… to coś na poważnie? – zapytała Ludwika.

- Kocham go i mam wzajemność – wyznała Natalia – nawet jeśli nikt mi nie wierzy!

- Ja wierzę – odparła Ludwika.

- Przepraszam, zawsze byłaś lojalna po prostu.. po prostu …

Nie musiała kończyć. Poprzez przesyłki wewnętrzne, przyszedł list od Anuszki. Wyjec nie list, co obie rozpoznały. Ludwika rzuciła zaklęcie ciszy na mały pokój Natalii i właśnie wtedy rozległ się głos zezłoszczonej nastolatki. „Podziwiałam cię Natalia, byłam z ciebie dumna i każdemu powtarzałam, że mam najlepszą siostrą na świecie. Marzyłam, by być jak ty, a ty ponownie pokazałaś, że w życiu liczy się tylko kasa. Jesteś jedną z niezliczonych dziwek, co oddają się bogatym facetom w nadziei na zyski. A oni wykorzystują takie jak ty i rzucają w kąt niczym szmaty. Nie zasługujesz na nic innego, skoro zamiast spotykać się z kimś ze swojej pracy, albo przyjaciółmi kuzynów wskoczyłaś do alkowy tego, kto dał ci więcej! Wiem, że matka i ciotki dają ci eliksiry byś im nie przyniosła 'niespodzianki' jak mawiają. Jesteś dziwką, ale dziwki wysoko urodzonych to metresy ale dla mnie będziesz i pozostaniesz dziwką. Gdybyś oddała się z miłości koledze z pracy, kryłabym się przed ciotkami i była dumna, że stawiasz miłość ponad te wszystkie zasady o czystości dla tego jedynego. Ale ty nie kochasz i nie jesteś kochana i przehandlowałaś zasady".

Natalia czuła łzy spływające po policzkach. Znosiła bardzo dobrze kąśliwe słowa obcych, lecz zachowanie siostry bolało. Dlatego zaczęła płakać. Ludwika słuchała z otwartymi ustami zaszokowana. Przytuliła mocniej przyjaciółkę, coś czego Natalia nigdy nie zapomniała.

- Potrzebujesz czekolady, dużo czekolady – powiedziała rudowłosa – mówiłaś o wyjcach od obcych, ale…

- Anuszka mnie nienawidzi – wyznała Natalia ocierając łzy – jestem w jej oczach najgorszą, a ja przecież.. to nie zbrodnia zakochać się! Gdyby Sasza…gdyby on nazywał się inaczej, wszyscy by mi gratulowali! A ja tylko… my nigdy… - szlochała wyraźnie załamana słowami siostry – nie spałam z nim.

- To twoja sprawa – zauważyła Ludwika – ty nie oceniałaś tego z kim się spotykałam i kryłaś mnie jak trzeba. Ocaliłaś przed życiowym błędem. Jesteś wolną czarownicą i masz prawo się spotykać z kim chcesz, a że wybrałaś akurat Aleksandra Orłowskiego, to twoja sprawa. Robić komuś piekło z powodu wyjścia na koncert?! Przecież nie wdałaś się w romans z żonatym czy swoim szefem!

- Ludwiko – spojrzała na przyjaciółkę – przysięgam, że jakkolwiek sprawa się zakończy nie zapomnę ci lojalności. Poproszę Borewicza, by zabierał cię na bankiety. Będziemy poznawać grube ryby i udowodnimy, że kobiety mają szanse na bycie dobrymi alchemikami!

- I taką Natalię lubię, ale czas na czekoladę!

. . . . . . . . . . . . .

Niedługo potem, tak do Warszawy, jak i do Londynu, przybyli ambasadorowie Francji. Pomimo wyrzucenia przez Rufusa Śmieciarzy, Francuzi wciąż utrzymywali relacje dyplomatycznie z Londynem, chociaż ostatnimi czasu nieco osłabły. Ambasador w Anglii został odwołany bez skandalu, po prostu Minister Trudearoro uznał, że skądinąd zasłużony i rozważny ambasador Deville, jest bardziej potrzebny w Paryżu. Dwa miał ku temu powody.

Opieka, którą Czyściciele roztoczyli nad wilkołakami zachęciła także inne grupy, by zacząć domagać się przywilejów, twierdząc, że prześladowano ich za rządów konserwatystów. Jedną z nich byli Szafarze, czarodzieje dość radykalnej religii, zwanej przez Mugoli kąśliwe „religią pokoju". Ci posępni, brodaci magowie nazywali siebie „Szafarzami Pokoju" i domagali praw, w tym praw do zachowania oddzielnych osad oraz regulacji. Krzyczeli przy tym, że Mugolska Francja od dawna nadała ich mugolskim pobratymcom należne prawa. Teraz zaczęli oczekiwać tego samego w magicznej Francji, głośno krzycząc o dyskryminacji.

Minister Trudearoro, oderwany od swego kochanka, musiał podjąć decyzję, by zadowolić obie grupy. Dlatego też wysłał jednego z Szafarzy do Warszawy oraz wilkołaka do Londynu. Jeszcze o tym nie wiedział, lecz musiał zachować równowagę między obiema głośnymi, oraz łasymi na przywileje grupami. Chociaż Czyściciele lubili zapewniać, że wszystkie grupy we Francji żyły w pokoju, rzeczywistość miała okazać się całkowicie inna.

Rufus Scrimgeour z najwyższym trudem zachował spokój widząc kogóż to wysłano z Francji. Spojrzał z niepokojem na Aurorów, głośno wyrażając zdanie, że nie pozwoli potworowi choćby zbliżyć się do swej żony oraz dzieci. Natychmiast poparł go Tyberiusz oraz Bertie Higgs, a także Gawain Robarts i wielu Aurorów. Większość ludzi bała się wilkołaków i widziała zagrożenie w nowym ambasadorze. Nowy ambasador wywołał oburzenie u wielu, lecz Kingsley i Artur Weasley świętowali.

Podobnie jak w czasie początku drugiej wojny, zaczęli badać nastroje w Ministerstwie. Niezadowolonych nigdy nie brakowało, zaś teraz straszono ludzi nieistniejącymi pomysłami na odebranie praw wyborczych Mugolakom, jak to już miało miejsce w Polsce. Dlatego też pewnie właśnie wśród tej grupy, idee Zakonu Feniksa stawały się coraz bardziej popularne, lecz wówczas jeszcze nie rozpoczęto większych akcji. Na razie jednak zadziwiająco skutecznie straszono Mugolaków i budowano nieufność wobec konserwatystów.

Hermiona Malfoy zaczynała spotykać się z dawnymi znajomymi tak z Zakonu Feniksa, jak i Gwardii Dumbledore'a. Fatalny przebieg spotkania z polskim królem stał się powszechnym faktem, dzięki osobom jak Amfitryta Greengrass oraz jej piękne córki Dafne i Astoria. Do tej pory arystokraci czystej krwi tolerowali Hermionę, teraz jednak postanowili uderzyć. Dlatego pewnie brunetka słyszała więcej kąśliwych uwag oraz komentarzy, tak na temat dawnych pomysłów zmian statusu skrzatów domowych oraz wilkołaków, jak i kąśliwych słów polskiego króla. Dlatego pewnie zaczęła spotykać dawnych druhów i błędne koło zaczęło się toczyć. Co więcej, rozmawiała też z niezadowolonymi Mugolakami z Ministerstwa, będąc dla nich przekonującą i wspierającą duszą.

To wywołało wściekłość Lucjusza, który raz po raz słyszał kąśliwości na temat swego drugiego małżeństwa. Między Malfoyami znowu zapanowała dysharmonia, skutecznie podgrzewana przez ludzi jak patriarcha rodu Nott czy Amfitryta Greengrass, którzy mieli swoje własne plany, a głównie skorzystać z chwilowego osłabienia rodu Malfoy.

Rufus napisał list do swego polskiego odpowiednika, Aleksandra. Nadchodziła wielka chwila dla Anglii, bowiem relacje między Francją a Polską były fatalne, najgorsze od końca osiemnastego wieku. Angielski Minister wysłuchał też wysłuchał relacji z wizyty Percy'ego, który opisywał polskiego króla jako wielce otwartego oraz uprzejmego. Maniery manierami, lecz szaleństwo Francji… rozmawiał o tym nawet z Aleksandrem przez Międzynarodowe Fiuu.

- Wysłali wilkołaka? – Aleksander nieomal krzyczał przez kominek w swoim gabinecie – to szczyt wszystkiego!

- Będę trzymać żonę i dzieci z dala od tego krwiożerczego potwora – zapewnił Rufus z powagą.

- Słusznie Rufusie – odparł szybko Aleksander, w myślach jednak kalkulował i obmyślał dalsze kroki mające na celu definitywne zakończenie sprawy francuskiej - Mnie zaś wysłani ponuraka z brodą, co nienawidzi zabaw. Anglia jawi się bastionem normalności w Europie. Wyślę moich ludzi do Anglii, powinniśmy zacząć rozmowy na wyższym szczeblu. Ten młody człowiek – zastanawiał się próbując znaleźć w pamięci imię rudowłosego wysłannika Rufusa - Percival …

- Percy – wyjaśnił Rufus – to mój podopieczny, ambitny syn zubożałej rodziny o ongi świetnych tradycjach.

- Słyszałem o Weasleyach – zapewnił Aleksander – kto wie, być może wkrótce spotkamy się niczym sojusznicy – zakończył rozmowę.

Rufus był zachwycony słowami. Gdyby przywrócił zniszczone przez pierwszą wojnę czarodziei relacje z Polską, nic by nie zagroziło jego pozycji Ministra. Byłby tym, co przeprowadził Anglię przez wojnę i wprowadził w lepsze czasy powodzenia i zamożności. Rola bohatera wielce mu odpowiadała, zwłaszcza jeśli zamierzał zapewnić wszystko co najlepsze żonie i dzieciom.

- Francuzi wręcz zmuszą polskiego króla, by zacieśnić stosunki dyplomatyczne między Anglią a Polską – mawiał Bertie Higgs – nie żebym im przeszkadzał. Shacklebolt i Weasley zaczynają siać defetyzm.

- Znowu? Czy ten cały nieszczęsny Zakon nie ma nic lepszego do roboty niż knuć? – zapytał Rufus, przecierając skroń.

- Jak za Dumbledore'a, wciąż grają przeciw nam. Wzięli by sobie znaleźli pożyteczne zajęcie! Weasley siedzi w domu, kiedy żona zarabia na dom – parsknął szyderczo towarzysz Rufusa - co za zakała społeczności czarodziejów – syknął Bertie – zatem Orłowski wyśle do nas delegację, robi się ciekawie.

. . . . . . . . . . . .

Zdecydowanie robiło się ciekawie. Była już końcówka listopada, kiedy rodzice Pierwszego Obywatela Magicznej Polski postanowili poważnie z nim porozmawiać. Na zewnątrz było naprawdę paskudnie, zaś deszcz zacinał tak mocno, że nawet ogrody ginęły we mgle. Nie wiedział, że ten dzień zapamięta niczym wspaniały.

- Co was sprowadza? – powitał rodziców zaskoczony.

- Dużo myśleliśmy o … o naszej ostatniej rozmowie – zaczęła Anastazja, wyraźnie ważąc słowa – twój wybór, nie zmienisz zdania? Jesteśmy gotowi zaakceptować twoją narzeczoną, lecz pod pewnymi warunkami.

- Jakimi?

- Zawartymi w kontrakcie małżeńskim. Chcemy z nią porozmawiać my…cóż nie jest narzeczoną jaką byśmy wybrali, lecz jako córka uczciwych, ciężko pracujących czarodziei nie jest najgorszą opcją. Jesteśmy gotowi negocjować, lecz ta dziewczyna – księżna Anastazja naprawdę ważyła słowa spoglądając z troską na syna - Natalia czeka ją nielekka droga.

- Więc akceptujecie mój wybór? – zapytał Aleksander wyraźnie poruszony.

- Jesteśmy w stanie. Przyprowadź ją jutro, chcemy z nią porozmawiać. A jeśli wszystko dobrze pójdzie, w obecności tak naszej i jej rodziców podpisze kontrakt małżeński. Uzdrowiciele… mogło być gorzej. Musimy starannie zaplanować jak przedstawić prasie ten mezalians, tak byś wypadł w możliwie najlepszym świetle.

- Nie traktujcie mnie jak dziecka, mam świadomość problemów – protestował – dorosłem jakiś czas temu i nawet jakby zajmuję ważne stanowisko!

- Sasza nie bądź drażliwy – strofowała go matka – nikt nie zarzuca ci niezdolności rządzenia krajem, ale w tej kwestii nie myślisz racjonalnie, a raczej częścią ciała nie służącą do myślenia. – odparła pieszczotliwie jego rodzicielka co chwilę zerkając złośliwie na ojca Aleksandra, który poczuł się urażony słowami małżonki, choć wiedział, że ma ona rację. W zasadzie jeśli jego żona jej nie miała, to i tak wychodziło na jej, Anastazja była prawdziwą dominą.

W ten piątkowy wieczór, Natalia siedziała sama w mieszkaniu popijając mugolski koniak. Sprawa koncertu Feliny już nieco mniej zajmowała ludzi a i ona mogła się zabarykadować w swoim pokoju w Instytucie. Anuszka… skoro słała wyjce nazywając ją wprost dziwką, zapewne wygadywała straszne rzeczy poza tym. Natalia raz po raz czuła łzy spływające po twarzy. Chyba straciła siostrę, a przecież nie popełniła zbrodni! Była zakochana a to nic strasznego, nawet jeśli nikt nie wierzył w miłość z jej strony. Nie powiedziała nic rodzicom, po co było czynić sytuację gorszą?

Ciotki Gertruda i Helena regularnie sprawdzały czy przez przypadek nie zrobiła niczego głupiego. Nie wierzyły w platoniczne relacje, uważając, podobnie jak inni, że młoda, ambitna kobieta pragnie poprawić swe szanse na karierę poprzez romans z mężczyzną na stanowisku. Było to zachowanie uchodzące za całkiem zwyczajne, chociaż niekoniecznie moralne, lecz przecież wiadomo, że mężczyźni na stanowiskach musieli dawać to i owo dla pięknych pań.

- Takie szafiry mają swoją cenę – mówiła ciotka Gertruda, poważna czarownica o ciemnoblond włosach – powinnaś była wiedzieć jaką - odparła i surowo spojrzała na krewniaczkę - Natalio.

Nie była zła czy zagniewana, kiedy siadała na fotelu w pokoju dziennym swej siostrzenicy. Stwierdzała suche fakty, bez gniewu czy też moralizowania i dlatego pewnie Natalia w ogóle była w stanie jej wysłuchać. Popijała herbatę z filiżanki i wyraźnie zamierzała przekazać dobre rady młodej krewnej.

- Ciociu – zaczęła brunetka – wiem do czego pijesz, ale ja… my... my …

- Mężczyźni są inni – przerwała Gertruda – mają inne potrzeby i z czasem każdy z nich zażąda od czarownicy właśnie intymności. Mężczyźni na stanowiskach są bardziej niecierpliwi, bo raz, że ich praca jest bardziej wymagająca i trudna a dwa, że więcej im wolno. Nie rób niczego wbrew sobie, lecz znaj reguły – powtarzała krewna.

- Po prostu – dodała druga z ciotek – jeśli nie pragniesz iść z nim do alkowy, nie przyjmuj darów. Musisz podjąć decyzję.

- Czyli nie mogę spotykać się z kimś kogo, kto jest mi drogi?

- Biedactwo, pokochałaś go? – ciotka Gertruda brzmiała na smutną – zrozum kochanie, że on… nigdy nie stworzycie normalnej pary, on cię nie poślubi, nie pozwolą mu.

- A i nasza rodzina, chociaż nie jesteśmy magnaterią jak Orłowscy, nie jesteśmy szumowinami, by nas traktować niczym coś wstydliwego – dodała ciotka Helena.

- A jeśli on…on wyraził by chęć ożenku? – zapytała ostrożnie Natalia.

- Pytał cię – zapytała zamyślona Gertruda – być może on cię kocha i szanuje dość, by zaproponować małżeństwo. Lecz ma rodzinę i otoczenie, ze zdaniem którego musi się liczyć. Ojciec Anastazji Orłowskiej rządził w czasie wielkiej wojny w mugolskim świecie – sięgnęła pamięcią starsza z kobiet i spojrzała czule - czy naprawdę uważasz, że ona pozwoli synowi na podobny mezalians? Urodzona jako księżniczka? Nie. Jeśli on naprawdę rozmawiał z tobą o ślubie, tym bardziej winnaś z nim zerwać. Dla waszego wspólnego dobra.

I obie ciotki zaczęły snuć wizje nieszczęść, jakie na nich spadną. Przekonywały, by jeśli kocha, dała spokój nim w imię miłości oboje zrobią coś głupiego. Racjonalna część umysłu z nimi się zgadzała, lecz inna pragnęła wierzyć w niemożliwe. To samo potem powtórzyła matka, a Natalia czuła, że łzy same zbierają się w kącikach oczu. Może była faktycznie głupia?

Wieść o nadchodzącym spotkaniu z jego rodzicami wywołała przerażenie. Chyba tylko eliksiry utrzymały ją w stanie jako takiej równowagi. Wybrała starannie szaty oraz biżuterię, nie chcąc wyjść na latawicę. Klasyczne kroje zawsze pomagały, ale mimo to odczuwała panikę. Jakże ma stanąć przed tymi ludźmi?

- Wyglądasz pięknie – słowa Aleksandra nie uspokajały w najmniejszym stopniu, a wręcz przeciwnie – chodźmy.

Chwyciła jego dłoń, zaciskając mocno palce na jego ręce, chwytając niczym koła ratunkowego. Odczuwała niemałe przerażenie, kiedy miała przejść na nowo egzaminy. Czy nie popełni gafy? Czy nie pogorszy jeszcze gorzej sytuacji? Nie, nie da się tak łatwo przestraszyć. Wzięła głęboki oddech i weszła do przyjemnej, utrzymanej w ciepłej tonacji komnaty.

- Panna Walewska – głos eleganckiej Anastazji Orłowskiej miał w sobie władczość a także coś oceniającego – właściwy to czas na spotkanie.

- Dziękuję księżno – odparła Natalia w drżenie głosu zdradzało zdenerwowanie.

- Jesteśmy dorosłymi i poważnymi czarodziejami, dlatego też nie ma sensu przedłużać rozmowy – mówiła dostojna czarownica – nasz syn dość wyraźnie dał nam do zrozumienia swe zamiary. Jest pani dorosłą i wykształconą kobietą, z pewnością świadomą przynajmniej części problemów, a także tego, że nijak nie byłaby naszym wyborem na synową. Lecz nie zawsze mamy szansę wybierać to czego pragniemy, czyż nie?

- Nie księżno – odparła Natalia, po czym zrozumiała, że musi coś powiedzieć, bowiem być może naprawdę zdaję egzamin – i oczywiście mam świadomość jak wielce moje pochodzenie i status rodziny nie czynią mnie właściwą kandydatką na państwa synową, lecz jednocześnie wierzę w istnienie innych kryteriów wyboru. Pragnę stać przy boku mężczyzny, którego pokochałam i wspierać na wszelkie możliwe sposoby, swym zachowaniem i całą postawę dawać mu powody do dumy i sprawiać by zyskiwał w oczach innych.

- Masz wykształcenie panno Natalio, lecz nic nie wiesz o roli, której się pragniesz podjąć – odparła Anastazja.

- Nie, masz rację pani księżno nie mam. Lecz wierzę, że wiedza o etykiecie i zasadach działania dworu jest dostępną – odparła z pokorą, a potem spojrzała na księżną i odparła nieco nazbyt hardo - przede mną poznało ją wielu czarodziei i wiele czarownic. Wierzę też – kontynuowała – że pani mogłaby być wspaniałą nauczycielką.

- Zapewne – odparła sucho Anastazja – chodzić i zachowywać wedle zasad etykiety można nauczyć nawet psa. Rzecz w tym – zaczęła twardo – rzecz w tym, że ani nienaganne maniery, ani znamienite wykształcenie niewiele pomogą. Żadne z was – spojrzała na syna – nie ma bladego pojęcia o konsekwencjach podobnego ożenku. Nie zostanie przyjęty zbyt przychylnie delikatnie mówiąc, czy jesteście gotowi?

- Wierzę, że zdołam przejść przez piekło u boku ukochanego – zaczęła Natalia.

- Młodzi – parsknęła Anastazja – wy myślicie, by góry przenosić, a tymczasem wsadzacie palce w ogień chcąc wykazać, że nie parzy. Przygotuj się na piekło Natalio – powiedziała Anastazja – to kopia kontraktu małżeńskiego, do wglądu. Pod tymi warunkami jesteśmy gotowi wyrazić zgodę na małżeństwo.

Natalia z trudem rejestrowała słowa kobiety. Chłodny dystans kobiety jej nie zaskoczył, lecz słowa… nie potrafiła powiedzieć. Otworzyła usta, lecz z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Spojrzała na ukochanego nieco nieprzytomnym wzrokiem, a on złożył na ustach gorący pocałunek.

- Czy więc mogę już składać gratulacje Sasza? – zapytała Liliana.

- Powoli, Natalio szanujemy zwyczaje i wymagamy, by kontrakt małżeński został podpisany w obecności rodziców obojga młodych. Dopiero wtedy będziemy świętować – wyjaśniła Anastazja – na razie jednak możemy zjeść podwieczorek i lepiej się poznać.

Natalia była zaskoczona zmianą w zachowaniu kobiety. Z prawdziwą ulgą zaczęła opowiadać o alchemii i swoich zainteresowaniach. Opowiedzieli też w jaki sposób znajomość i miłość miała początek przez zwykłe spotkanie w Instytucie Alchemii. Oczywiście wszyscy byli wielce poruszeni wizytą króla, coś co jednak nie stanowiło zwyczajnego zdarzenia. Należało przygotować idealne przyjęcie, zaś częścią przyjęcia była prezentacja osiągnięć poszczególnych zespołów, co miało pokazać jak wielce użyteczny może być Instytut. Natalia pamiętała jak biegła do biura szefa z raportem, który miał być na wczoraj.

I wówczas prawie wpadła na czarodzieja, którym, jak się potem okazało, był Podolak. Stojącego obok Aleksandra nie poznała, bowiem w tamtej chwili sam Merlin mógłby stanąć przed nią, a ona by nie zareagowała. Pewnie dlatego szybko odpowiedziała na pytanie i niewzruszona przeprosiła wymawiając nawałem zajęć. Nie wiedziała, że najbardziej pożądany kawaler magicznej Polski patrzył za nią bezgranicznie zaskoczony. Nie była nieuprzejma, lecz nieporuszona.

. . . . . . . . . . . .

Jeśli Minister Trudeaoro chciał doprowadzić do szału swoich europejskich kolegów, udało mu się. Nie sposób powiedzieć, czy wysłany do Anglii wilkołak, czy do Polski - Szafarz byli bardziej niepopularni. Rufus Scrimgeour nakazał zamykać Francuza na czas pełni, mówiąc o kwestiach bezpieczeństwa. Wywołało to aprobatę konserwatystów, oraz złość osób sympatyzujących z Zakonem. Raz po raz powoływali się na przykład Remusa Lupina, męża Auror Nimfadory Lupin, przykładnego ojca, nazywając zachowanie Ministra za oburzające.

Harry Potter siedział w swoim gabinecie, w Biurze Aurorów i przeglądał dokumenty. Zawierały one także wyjce od ludzi, uważających zamknięcie francuskiego ambasadora za okrutne. Posprzeczał się o to okropnie ze swoim teściem, a echa awantury wciąż mu szumiały w uszach. Jako Auror nieraz widział ofiary wilkołaków i nie miał wątpliwości, że nie są w żadnym razie niegroźnymi kulkami sierści. Remus Lupin był dobrym i łagodnym człowiekiem, lecz stanowił raczej wyjątek wśród wilkołaków. Dlatego Harry nie walczył z przepisami wymagającymi rejestracji wilkołaków, widział bowiem zakrwawione ciała ich ofiar.

Przetarł czoło słuchając o ambasadorze Francji. W ogóle raporty z Francji, od wciąż obecnego tam angielskiego wysłannika, były niepokojące. Po ulicach miast chodziły wilkołaki bez Eliksiru Tojadowego. Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by przewidzieć nieszczęście. No i jeszcze ci cali Szafarze: ponurzy, brodaci czarodzieje nie budzili przyjaznych emocji.

Ginny ich nienawidziła. Teraz, kiedy dzięki mugolskim lekom opanowała swoje emocje, postanowiła propagować wiedzę o psychiatrii wśród czarodziei. Długo rozmawiała z portretem Walpurgi Black na temat przyjęć oraz bankietów i w jaki sposób przekonywać ważnych ludzi do swoich idei. Czarownica była martwa i szalona, lecz niewątpliwie znająca etykietę w świecie czarodziei czystej krwi.

- Noś czerwone szaty, na podkreślenie włosów. Szafarze? Kto te zwierzęta wypuścił z klatek? – krzyczała Walpurga.

- Co to za jedni? – zapytała Ginny, siadając na schodach na Grimmauld Place.

- Banda ponuraków, co zamykają w domu żony i córki, nie piją, nie bawią się i chcą wszystkim odebrać zabawę. Co też wstąpiło we Francuzów?!

Dom na Grimmauld Place był obecnie przyjaznym miejscem. James Syriusz biegał po schodach, co jakiś czas goniąc Stworka. Coś chyba tkwiło w magii imion, bowiem chłopiec kochał psoty. Znalazł kompana w Cygnusie Lestrange, zaś obserwująca ich Walpurga Black aż się rozpływała z zachwytem nad ich temperamentem. Uważała, że chłopcy muszą dokazywać i okazywała im godną babki wyrozumiałość.

- Cygnus, syn kochanej Dromedy i kochanego Rabastana musi pokazywać pazurki – mawiała zdenerwowanej Ginny, która nijak nie uważała ganiania za nadmiernie aktywnymi trzylatkami za swe ulubione zajęcie.

Ta dwójka, to były istne diablęta. Ostatnimi czasy Harry kupił im dziecięce miotełki, przez co latali dosłownie wszędzie, aż Ginny raz po raz rzucała w nich zaklęciem unieruchomienia. Pracowała właśnie nad przemówieniem, które miała wygłosić na bankiecie w Ministerstwie. Zamiast szlifować słowa, biegała po całym domu za dwójką chłopców, co gorsza podbechtywanych przez Walpurgę i Stworka.

- Harry! - krzyczała na męża – zabierz im miotły. Jak mam pracować, kiedy raz po raz muszę pilnować by nie zrobili sobie krzywdy!

Harry tłumaczył, że dzieci muszą latać. Lecz kiedy Ginny zagroziła zajęciem gościnnej sypialni, Potter poddał się. Syn był na niego wściekły i chodził na skargę do portretu Walpurgi. Tak, Potter słuchał kąśliwych uwag magicznej podobizny swojej „babci", ale i tak wolał je od wściekłych uwag teścia.

- Zdradzasz swych rodziców popierając zachowanie Scrimgeoura wobec wilkołaków! I to zamknięcie ambasadora? Robi się zdecydowanie nadmiernie podobny do tego bawidamka praz satrapy [l1] Orłowskiego!

- Pokażę kiedyś zdjęcia ludzi pogryzionych przez wilkołaki – wycedził Harry z irytacją – pokazujemy je nowym Aurorom, a niektórzy wymiotują na sam widok. Nigdy dość ostrożności.

- Ale profesor Lupin! – krzyczał Artur.

- Profesor Lupin biegał zmieniony po błoniach Hogwartu – uciął rozmowę Harry – cenię go i szanuję, lecz bez Tojadu… Nie. Minister Scrimgeour dba o bezpieczeństwo i mam moje wsparcie.

- Dumbledore by tego nie pochwalił – nie dawał za wygraną Weasley.

- Dumbledore ukradł mi dzieciństwo. Pragnął pokonać Voldemorta, lecz gdzieś po drodze zaczął działać niemoralnie – wyjaśnił Harry.

- Ja popieram Harry'ego – powiedziała Ginny kładąc mu dłoń na ramieniu – widziałam ofiary wilkołaków i wiem ile Eliksirów Spokojnego Snu w niego wlałam, bo śnił o rozszarpanych dzieciach.

- Dziękuję Ginny – szepnął.

- Niech Andromeda zajmie się Jamesem, a ja zajmę się tobą.

Oczy Ginny lśniły ogniem. I faktycznie zajęła się mężem idealnie. Spędzili noc kochając się ze sobą w zupełnie przypadkowych miejscach aż padli bez sił na kanapę w salonie. Nie mieli siły się ruszyć a ciała zaczęły ich boleć dopiero nad ranem. Stworek przykrył ich kocem, a namiętna noc miała mieć konsekwencje.

- Szlachetna krew Pottera musi być przekazana – mówiła Walpurga – potrzebujemy dzieci tego, co pokonał tego bękarta półkrwi. Bękarta, który kiedyś zabił mojego Regulusa.

- Czy pani myśli, że panienka Ginny… – zaczął Stworek.

- Eliksir popędu im pomoże – odparła spokojnie kobieta i wydała dyspozycje - zacznij przygotowywać dziecinny pokój.

. . . . . . . . . . . .

Nikt, a już na pewno nie Natalia, nie oczekiwali problemów z jej rodziną. Po zadziwiająco spokojnym i przyjemnym podwieczorku z rodzicami ukochanego oczekiwała, że teraz może być tylko z górki. Myliła się, zaś zacinający deszcz ze śniegiem jedynie zwiastował nadchodzące kłopoty. Trzymając w torebce kontakt małżeński teleportowała się do domu rodziców nie oczekując niczego, poza radością.

- Natalia? Czy coś się stało? – matka sprawiała wrażenie tak zaskoczonej jak i zadowolonej z wizyty.

- Pragnę porozmawiać z tobą i taką mogę wejść? – zapytała.

- Nie musisz, ojciec ma dyżur ale wróci za godzinę.

Natalia skinęła głową. Rodzice pracowali jako uzdrowiciele, czy też znachorzy jak mawiali inni, w warszawskim magicznym szpitalu im. Twardowskiego . Co prawda po ślubie matka pracowała znacznie mniej, lecz nie wypadła całkiem z zawodu. Matylda Walewska zajmowała się głownie domem i wychowaniem córek jak na dobrą wiedźmę przystało i rzecz jasna marzyła o wydaniu ich dobrze za mąż.

- Dobrze zatem – skinęła głową.

- Natalio – zaczęła matka poważnie – wiesz, że zawsze cię wspierałam. To ja przekonałam moje siostry byśmy wszyscy razem sfinansowali twe studia alchemiczne, a chociaż Gertruda i Helena mogły uważać twój wybór za niekonwencjonalny, to jednak pomagały. Rozmawiałyśmy ostatnio o twej sytuacji. Zakończ to, zakochałaś się w tym.. tym człowieku i powinnaś zakończyć tę znajomość zanim zaczniesz cierpieć.

- Ależ mamo, przecież zawsze mówiłaś o nim dobrze, wszyscy głosowaliśmy na niego w ostatniej elekcji i…

Matylda Walewska, wciąż piękna w wieku pięćdziesięciu paru lat patrzyła uważnie na córkę. Dzięki eliksirom czarownice cieszyły się młodością dłużej niż Mugolki a czarownica po pięćdziesiątce wyglądała dużo młodziej. Dama w spiętych w kok włosach zdecydowanie nie wyglądała na swoje lata, zaś pod wpływem słów córki jej brązowe oczy zalśniły.

- Oczywiście, bo przedstawił rozsądny program – wyjaśniła Matylda – lecz zgoda z linią polityczną to jedno, a oddanie córki do haremu to drugie.

- Mamo – zaprotestowała Natalia – on chce to zmienić – wyjęła kontrakt z torebki.

- Czy to?!

Niedługo potem z pracy wrócił ojciec a matka przez Fiuu wezwała ciotki Gertrudę oraz Helenę oraz Wojciecha, brata ze strony ojca. Krewni uważnie czytali zapiski na pergaminie, zapiski wybitnie dla niej niekorzystne. Natalia rozumiała obawę rodziców Aleksandra. Intercyzy stanowiły zwyczajny dokument w świecie czarodziei, zaś rodziny zwykle zastrzegały nietykalność majątku w przypadku mariażu z kimś mniej zamożnym. Pani Orłowska wyraźnie dała do zrozumienia, że obawia się, że Natalia pragnie podwyższyć status społeczny kosztem jej syna. Czarownica doskonale to rozumiała i nawet zapewniła o tym starszą czarownicę. Nie wiadomo czy pani Anastazja uwierzyła, lecz skinęła głową.

Zapiski o nie dostaniu niczego w razie rozwodu nawet jej nie zmartwiły. To co brzmiało groźniej, to fakt, że w razie rozwiązania małżeństwa dzieci zostają z ojcem. To bolało, lecz jakaś część Natalii rozumiała ile więcej szans dzieci dostaną w rodzinie królewskiej. Lecz nijak nie zamierzała rozwodzić się z ukochanym.

- Nie wyobrażam sobie bym mógł tak znienawidzić Natalię, by chcieć rozwodu – mówił Aleksander – te zapiski… - spojrzał krytycznie na matkę

- To na wszelki wypadek. Ja także podpisałam intercyzę z twoim ojcem, podobnie twoja siostra i wszyscy żyjemy w szczęśliwych związkach. Nie chciałeś wybrać innych dróg…

- Szanuję dość Natalię, by nie traktować jak zwykłej kochanki – krzyknął.

- Mój ojciec zawarł morganatyczny związek z miłością swego życia po śmierci matki – wyjaśniła Anastazja – uznał ich dzieci i zapewnił im dobre życie, bez mezaliansu. Znaliśmy ją wszyscy i była nam przyjazna po prostu… tak właśnie byłoby najlepiej.

- Nie – przerwał Aleksander – wiem o dziadku i pani Sarepskiej, lecz czasy się zmieniły. Przecież spisaliście kontrakt i…

- Mezalianse nie służą nikomu.

Na szczęście Natalia nie słyszała owej rozmowy. Znała oczywiście historię Alicji Sarepskiej, lecz nijak się z nią nie utożsamiała. Nigdy by nie zaczęła romansu z żonatym mężczyzną, a poza tym…Teraz jednak siedziała w salonie rodzinnego domu, a krewni patrzyli na nią uważnie.

- To zaszło za daleko – powiedziała powoli ciotka Helena – niczego nie podpisuj i odeślij podarki.

- Ciociu - Natalia aż krzyknęła, a magia wokół niej eksplodowała.

- Siadaj – nakazała matka - zgadzam się z moją siostrą. Nie podpiszesz dokumentu.

- Ale wtedy nie wyjdę za niego – protestowała.

- I nie powinnaś – ojciec po raz pierwszy zagrał głos – kiedy postanowiłaś zająć się alchemią, razem z rodziną opłaciliśmy studia i pomogliśmy zorganizować mieszkanie. Cieszyliśmy z twych sukcesów i widzieliśmy jak kochasz zajęcia. Ale nie poprzemy tego wyboru. Nie powinnaś się z nim zadawać a już na pewno niczego podpisywać.

- Ale czemu?

Natalia nie rozumiała co się dzieje. Nie oczekiwała takiej reakcji rodziny. Przecież dobre zamążpójście stanowiło marzenie każdych rodziców. Ciotka Gertruda pęczniała z dumy, kiedy jej córka Idalia przyprowadziła narzeczonego z rodziny zamożniejszej i mającej więcej pokoleń czarodziei w rodzinie od nich. Idalia także podpisała intercyzę i wówczas wszyscy uważali owe dokumenty za coś zwyczajnego.

- Nie możesz na niego wyjść – zaczęła matka – ten dokument… w razie rozwodu zostajesz z niczym, a on może się w tobie odkochać w każdej chwili. Wszyscy czytaliśmy o jego romansach, nie… - westchnęła matka i spojrzała z niemym błaganiem na swoją upartą córkę - należy szukać kompanów wśród sobie równych. A wiesz czemu? Każdy związek przechodzi lepsze i gorsze chwile. Lecz kiedy obie strony mają świadomość, że rodziny ich obserwują i mają środki nacisku, zaczną pracować nad naprawą relacji zanim postanowią od siebie odejść. My nie będziemy w stanie nic zrobić.

Matylda wyglądała na zmartwioną. Podeszła do Natalii i mocno przytuliła córkę, zupełnie jakby tamta przeżywała koszmarne chwile. Brunetka przytuliła się do matki, lecz nie zamierzała łatwo poddać ich pesymizmowi. Dlaczego podejrzewali Aleksandra o wszystko co najgorsze? Dlaczego mu nie ufali?

Nie była zazdrosna o inne kobiety, które miał. Co najwyżej zastanawiała ją ich zdolność dania mu przyjemności, lecz wiedziała, że one należą do przeszłości. Zostawił je jakiś czas temu, zaś dla Natalii przeszłość stanowiła zamknięty rozdział.

- Ale dlaczego zakładacie najgorsze? – zapytała Natalia.

- Nigdy dobro kobiety nie powinno zależeć od dobrego humoru mężczyzny – krzyczała ciotka Helena – kochasz go, lecz czy on kocha ciebie?

Spędzili długi czas na rozmowach. Rodzice oraz ciotki na wszelkie sposoby próbowali zniechęcić do pomysłu małżeństwa. W jakimś sensie ich rozumiała, lecz nie zamierzała łatwo poddać. Wierzyła swemu ukochanemu i wierzyła, że ją kocha pomimo ewidentnej różnicy statusów, która tak uwierała jej rodzinie i jego rodzinie.

Długo ją namawiali do zmiany zdania, powtarzając jak wielce ryzykuje. „Sparzysz sobie palce i zostaniesz z niczym". Lecz nie słuchała i w połowie grudnia mogła wyrazić gotowość podpisania dokumentów. Może i oszalała wedle swej rodziny, lecz zamierzała zaryzykować. Zawsze będzie żałować jeśli nie spróbuje.

Dwa tygodnie maglowali ją, by zmieniła zdanie. Dwa tygodnie słuchania apokaliptycznych scenariuszy. Przecież w najgorszym wypadku wróci do domu zaś jako była żona króla nie będzie w najgorszej sytuacji. Przesądy bywały naprawdę koszmarne. A ona odczuwała złość i rosnącą irytację.